Julka_15

  • Dokumenty 14 543
  • Odsłony 702 867
  • Obserwuję 562
  • Rozmiar dokumentów 19.4 GB
  • Ilość pobrań 345 725

Medeiros Teresa - Siostry Fairleigh 02 - Skandal

Dodano: 8 dni temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 8 dni temu
Rozmiar : 1.3 MB
Rozszerzenie: pdf
Odsłony: 6
Pobrania: 3

Medeiros Teresa - Siostry Fairleigh 02 - Skandal.pdf

Julka_15
Użytkownik Julka_15 wgrał ten materiał 8 dni temu. Od tego czasu zobaczyło go już 6 osób, 3 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 149 stron)

Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Teresa Medeiros Skandal prze³o¿y³a Natalia Wiœniewska LUCKY Warszawa 2005 Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Tytu³ orygina³u One night of scandal Copyright © 2003 by Teresa Medeiros Redakcja Marianna Cha³upczak Sk³ad i ³amanie AW Leprint leprint@interia.pl For the Polish edition Copyright© 2005 by BAOBAB For the Polish translation Copyright© 2005 by LUCKY For this edition Copyright© 2005 by LUCKY LUCKY ul. ¯eromskiego 33 26-600 Radom Dystrybucja: tel: 0-693465177 tel./fax: /22/ 632 20 51 w. 138 e-mail: rgil@tlen.pl Wydanie I Warszawa 2005 Druk i oprawa: Drukarnia GS Sp. z 0.0. Kraków, tel. (0-12) 656 59 02 ISBN 83-60177-01-5 Mojej mamie za to, ¿e wstawa³a ka¿dego dnia, nawet kiedy nie mia³a na to ochoty. I mojemu tacie, ¿e zawsze by³ przy niej. Podziêkowania Chcia³abym podziêkowaæ Claire DeAngelis za to, ¿e zwróci³a mi moj¹ muzykê; Jean Willett za to, ¿e przeczyta³a najró¿niejsze wersje pierwszego rozd zia³u; Tammy Rae Cowan za jej modlitwy oraz Bogu za to, ¿e ich wys³ucha³. Dziêkujê „Mirabeli", Bufjy, która pojawi³a siê w moim ¿yciu, kiedy najbardziej potrzebowa³am jej psot. Ale najwiêksze p³yn¹ce z g³êbi serca pod ziêkowania przesy³am Carrie Feron, And rei Cirillo i mojemu ukochanemu Michaelowi za to, ¿e we mnie wierzyli. Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Rozdzia³ 1 Drogi Czytelniku, nigdy nie zapomnê chwili, kiedy pierwszy raz ujrza³am cz³owieka, który postanowi³ mnie zabiæ... LONDYN, 1825 arlotta Anna Fairleigh w³aœnie wychodzi³a z domu. Niestety ca³y problem polega³ na tym, ¿e wychodzi³a przez okno na drugim piêtrze rezydencji ciotki Dian y Mayfair, a na dodatek omal nie rozdar³a sukni balowej. By³oby o wiele ³atwiej, gdyby jedwabne falbanki okalaj¹ce gorset nie zaczepi³y siê o gwóŸdŸ wystaj¹cy z parapetu. - Harriet! - wyszepta³a zniecierpliwiona Lottie. - Har- riet, gdzie jesteœ? Potrzebujê pomocy! Zajrza³a do przytulnego saloniku, w którym wypoczywa³a jeszcze kilka minut temu. Puszysty bia³y kot drzema³ przy kominku, ale nigdzie nie b y³o œladu Harriet. Zniknê³a podobnie jak dobra passa Lottie. - Gdzie siê podzia³a ta g³upia gêœ? - wymamrota³a pod nosem. Kied y próbowa³a wyswobodziæ sukniê z g³ówki gwoŸdzia, œliskie podeszwy pantofelków zsunê³y siê po ga³êzi, na której siê opiera³a. Na chwilê straci³a równowagê. Rzuci³a szybkie spojrzenie przez ramiê. Ramiona trzês³y siê jej z wysi³ku. Kamienne p³yty tarasu poni¿ej, które jeszcze kilka minut temu wydawa³y siê takie bliskie, teraz sprawia³y wra¿enie oddalonych o ca³e kilometry. Przez chwilê zastanawia³a siê, czy nie zawo³aæ lokaja, ale szyb ko zrezygnowa³a z tego pomys³u. Ba³a siê, ¿e móg³by us³yszeæ j¹ starszy brat i tym samym odkryæ jej k³opotliwe po³o¿enie. Starsz y od niej zaledwie o dwa lata George 7 Teresa Medeiros Skandal C Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

niedawno powróci³ z wielkiej wyprawy po kontynencie i dos³ownie pali³ siê, ¿eby podzieliæ siê nowymi doœwiad-czeniami z m³odsz¹ siostrzyczk¹. Kakofonia dŸwiêków kwartetu smyczkowego, który w³aœnie stroi³ instrumenty, dobiega³a przez drzwi prowadz¹ce na taras w pó³nocnej czêœci domu. Lottie dobrze wiedzia³a, ¿e ju¿ nied³ugo rozlegnie siê terkot powozów, szum g³osów oraz wybuchy œmiechu, kiedy londyñska œmietanka towarzyska przybêdzie, ¿eby uczestniczyæ w jej debiucie. Jednak nikt z przyby³ych nie bêdzie mia³ pojêcia, ¿e bohaterka wieczoru zwisa za oknem dwa piêtra wy¿ej i znajduje siê o krok od utraty godnoœci. Nie znalaz³aby siê w takiej s ytuacji, gdyb y Sterling Har-low, jej szwagier oraz opiekun, zorganizowa³ to przyjêcie w Devonbrooke House, jego rezydencji na West Endzie. Jednak kuzynka Diana, chc¹c zrobiæ mu przyjemnoœæ, za-proponowa³a, ¿e sama zajmie siê debiutem Lottie. Nie trzeba by³o wiele czasu, ¿eby rozbudziæ wybuja³¹ fantazjê Lottie. Ju¿ po chwili oczyma wyobraŸni zobaczy³a t³um goœci zebranych nad jej cia³em spoczywaj¹cym nieruchomo na kamiennym tarasie. Kobiety unosi³y do oczu perfumowane chusteczki, a mê¿czyŸni szeptali, jaka to szkoda, ¿e na zawsze pozbawiono ich tak mi³ego towa-rzystwa. Lottie spojrza³a na bogato zdobion¹ fioletow¹ spódnicê z popeliny. Gdyby w czasie upadku suknia zbytnio nie ucierpia³a, z pewnoœci¹ z³o¿yliby j¹ w niej do trumny. Bez trudu wyobrazi³a sobie reakcje poszczególnych cz³onków rodziny. Siostra, Laura, na pewno ukry³ab y zalan¹ ³zami twarz w ramionach mê¿a. Jej wra¿liwe serce po raz ostatni za³ka³oby z powodu szaleñstw m³odszej siostry. Jednak najgorsze ze wszystkiego b y³ob y rozczarowanie wykrzywiaj¹ce przystojn¹ twarz szwagra. Uczynienie z Lottie prawdziwej damy kosztowa³o Sterlinga wiele czasu, troski, cierpliwoœci, a tak¿e pieniêdzy. Dzisiejszy wieczór by³ jej ostatni¹ szans¹, ¿eby dowieœæ, ¿e jego starania nie posz³y na marne. Teresa Medeiros Skandal Byæ mo¿e nadal siedzia³ab y przed toaletk¹ w saloniku, gdyby jej najlepsza przyjació³ka, Harriet, nie wpad³a do pokoju niczym burza, w chwili kiedy pokojówka ciotki koñczy³a uk³adaæ jej fryzurê. Na widok podekscytowanej Harriet Lottie czym prêdzej podnios³a siê z krzes³a. - Dziêkujê ci, Celesto. Na razie to wszystko. Gdy tylko pokojówka zniknê³a za drzwiami, Lottie pod-bieg³a do przyjació³ki. - Co siê sta³o, Harriet? Wygl¹dasz, jakbyœ zobaczy³a ducha. Mimo ¿e Harriet Dimwinkle nie by³a gruba, wszystko w jej wygl¹dzie b y³o takie... okr¹g³e - policzki z do³eczkami, okulary w drucianej oprawie, a nawet lekko przygarbione plecy. Harriet nigdy nie przesta³a siê garbiæ mimo d³ugich godzin przymusowego marszu z ciê¿kim atlasem na g³owie po korytarzu Szko³y Dobrych Manier dla M³odych Dam pani Lyttelton. Nawet nazwisko nara¿a³o j¹ na drwiny ze strony kole¿anek. Na dodatek dziewczyna nie by³a zbyt... no có¿, b ystra. Poniewa¿ Lottie zawsze walczy³a z niesprawiedliwoœci¹, postanowi³a zostaæ obroñczyni¹ Harriet. Mimo to b y³o jej wstyd przyznaæ nawet przed sob¹, ¿e tylko dlatego, ¿e mia³a niewiele oleju w g³owie, ta dobroduszna dziewczyna uczestniczy³a we wszystkich jej pomys³ach bez obawy o konsekwencje. Harriet zacisnê³a d³oñ na ramieniu Lottie. -W³aœnie us³ysza³am, jak dwie pokojówki szepta³y w k¹cie. Nigdy nie zgadniesz, kto od kilku dni mieszka tu¿ obok twojej ciotki. Lottie w yjrza³a przez okno. Dom, który znajdowa³ siê tu¿ za murem, ton¹³ w mroku. - Nie wydaje mi siê, ¿eb y ktoœ tam mieszka³. To miejsce przypomina cmentarz. Jesteœmy u ciotki od wtorku i nigdy nie widzia³am tam ¿ywej duszy. Harriet otworzy³a usta. - Zaczekaj! - Lottie odwróci³a siê do przyjació³ki, unosz¹c Teres¹_Medei_rps Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

rêkê w ostrzegawczym geœcie. - A zreszt¹ to nie ma znaczenia. Nie chcê nic wiedzieæ. Ostatni¹ rzecz¹, jakiej dziœ potrzebujê, s¹ s³owa krytyki ze strony Laury, ¿e zachowujê siê jak wœcibska pannica. - Ale¿ ty nie jesteœ wœcibska! - zaoponowa³a Harriet. Kied y mruga³a powiekami zza szkie³ okularów, przypomi na³a sowê. - Jesteœ pisark¹. Zawsze powtarzasz, ¿e twojej siostrze brak wyobraŸni, ¿eby widzieæ ró¿nicê. W³aœnie dlatego po prostu muszê ci powiedzieæ, kto... Lottie przerwa³a jej ponownie. - Wiesz, o co poprosi³ Sterling moj¹ ciotkê? O zaprosze nie na dzisiejszy wieczór panny Agaty Terwilliger. Harriet zblad³a. - Strasznej Terwilliger? Lottie skinê³a g³ow¹. - We w³asnej osobie. Agata Terwilliger by³a jedyn¹ nauczycielk¹ w szkole pani Lyttelton, która nie mia³a w zwyczaju przymykania oczu na nieprzestrzeganie dyscyp lin y i nie zgadza³a siê ze stwierdzeniem, ¿e sk³onnoœæ Lottie do psot wynika³a z jej umi³owania ¿ycia czy ¿ywego usposobienia. Bardziej inte-resowa³o j¹ kszta³towanie charakteru swojej uczennicy ni¿ zjednywanie sobie wzglêdów czaruj¹cego oraz potê¿nego opiekuna Lottie, ksiêcia Devonbrooke. Surowa stara panna krzy¿owa³a szyki Lottie przy ka¿dej nadarzaj¹cej siê okazji, zyskuj¹c sobie przy tym zarówno jej nies³abn¹c¹ wrogoœæ, jak równie¿ niechêtn y szacunek. - Sterling chce udowodniæ pannie Terwilliger, ¿e ju¿ nie jestem t¹ zwariowan¹ dziewczynk¹, która zszy³a palce jej rêkawiczek i wjecha³a na kucyku do jej s ypialni. Kiedy dzi siaj wieczorem zejdê po schodach, ten star y w yschniêty bab... - Lottie skrzywi³a siê - ta cudowna kochana kobieta zobaczy we mnie damê z wy¿szych sfer. Damê, która w koñcu zaczê³a wyznawaæ szlachetn¹ zasadê, ¿e cnota jest nagrod¹ sama w sobie. Twarz Harriet przybra³a b³agalny wyraz. -Ale nawet najbardziej cnotliwe dam y interesuj¹ siê Teresa Medeiros Skandal skandalami. W³aœnie dlatego po prostu musisz siê dowie-dzieæ, kto mieszka w tym domu. Bo to... Lottie nie chcia³a tego dalej s³uchaæ zakry³a uszy rêkoma i zaczê³a nuciæ drug¹ czêœæ pi¹tej symfonii Beethovena. Na jej nieszczêœcie d³ugie lata praktyki pozwoli³y jej w yszkoliæ sztukê czytania z ust. - Nie! - Powoli opuœci³a rêce. - To niemo¿liwe! Markiz zabójca we w³asnej osobie? Harriet skinê³a g³ow¹. Jej cienkie loczki podskakiwa³y niczym br¹zowe uszy spaniela. - Ten sam. Pokojówka zaklina³a siê, ¿e to jego ostatnia noc w Londynie. Podobno o œwicie w yje¿d¿a do Kornwalii. Lottie zrobi³a parê kroków po wytartym dywanie. By³a coraz bardziej poruszona. - O œwicie? W takim razie to moja ostatnia szansa, ¿eby mu siê przyjrzeæ. Gd yb ym dowiedzia³a siê o tym trochê wczeœniej! Mog³abym wspi¹æ siê na drzewo za oknem i przeœlizgn¹æ siê niepostrze¿enie do jego ogrodu. - A gdyb y ciê z³apa³? -Nie mia³ab ym siê czego obawiaæ - odpar³a Lottie z przekonaniem, chocia¿ nie do koñca wierzy³a w swoje s³owa. - Z tego co wiem, morduje tylko te kobiety, które kocha. - W przyp³ywie natchnienia podbieg³a do swojego kufra i zaczê³a w nim grzebaæ. Spomiêdzy rêkawiczek, jedwabnych poñczoch i rêcznie malowanych wachlarzy wy³owi³a wreszcie lornetkê. - Chyba nic siê nie stanie, je¿eli tylko spojrzê na niego. Jak ci siê wydaje? Nie zwa¿aj¹c na Harriet, która miê³a nerwowo brzeg su kienki, Lottie podesz³a do okna i otworzy³a je na oœcie¿. Wych yli³a siê na zewn¹trz, po czym skierowa³a z³ot¹ lor netkê na pobliski dom. Cieszy³a siê, ¿e delikatne zielone p¹ki na lipie nie zd¹¿y³yjeszcze rozkwitn¹æ. Mimo ¿e oba budynki oddziela³ od siebie jedynie kamienny mur, nale ¿a³y do dwóch ró¿nych œwiatów. W przeciwieñstwie do re zydencji ciotki w oknach s¹siedniego budynku nie pali³y siê œwiat³a, nigdzie nie widaæ by³o œladu s³u¿by, nie s³y chaæ tupotu i œmiechu biegaj¹cych dzieci. Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Harriet nieoczekiwanie opar³a okr¹g³y podbródek na ra-mieniu Lottie, czym troche ja wystraszy³a. - Myœlisz, ¿e twój wuj zaprosi³ go na bal? - Nawet gdyb y wuj Thane go zaprosi³, on na pewno b y nie przyszed³. Ma reputacjê samotnika - wyjaœni³a cierpliwie Lottie. - A samotnicy s¹ znani z tego, ¿e unikaj¹ nawet tych najbardziej wytwornych przyjêæ. Z ust Harriet wyrwa³o siê rozmarzone westchnienie. - Wierz ysz w jego niewinnoœæ? Oskar¿a³y go wszystkie brukowce, chocia¿ nie postawiono go przed s¹dem. Lottie sp³oszy³a ciekawskiego rudzika, który przysiad³ na ga³êzi tu¿ nad jej g³ow¹ i stara³ siê chwyciæ jeden z jej z³o-cistych loków. Ptak we w³osach to jednak ekstrawagancja, nawet teraz, w dobie fr yzur bogato zdobionych w pióra. - Jakich dowodów ci jeszcze trzeba? Kiedy pewnej nocy wróci³ do domu, zasta³ swoj¹ piêkn¹ m³od¹ ¿onê w ramio-nach swojego najlepszego przyjaciela, w które wepchnê³a j¹ jego ch³odna obojêtnoœæ. Natychmiast wyzwa³ kochanka na pojedynek, zastrzeli³ go, po czym zabra³ ¿onê z powrotem do Kornwalii, gdzie kilka miesiêcy póŸniej rzuci³a siê ze ska³y do morza. - Na jego miejscu zabi³ab ym ¿onê zamiast kochanka -stwierdzi³a rozs¹dnie Harriet. - Och, Harriet, jesteœ cudowna! - wykrzyknê³a Lottie, odwracaj¹c siê od okna, ¿eby spojrzeæ na przyjació³kê z podziwem. - Nie dalej ni¿ w zesz³ym tygodniu „The Ta-tler" napisa³, ¿e duch ¿ony markiza nadal b³¹ka siê po korytarzach dworu Oakwylde, wykrzykuj¹c imiê zmar³ego kochanka. Podobno nie spocznie, dopóki nie doczeka siê sprawiedliwoœci. - Moim zdaniem to jest z tego wszystkiego najgorsze. Mo¿e w³aœnie dlatego markiz zdecydowa³ siê na dwutygo-dniowy pob yt w Londynie. - Niech go diabli wezm¹! Przebieg³a kreatura, zaci¹gn¹³ wszystkie zas³ony. - Lottie opuœci³a lornetkê. - Tak bardzo chcia³am nakreœliæ czarny charakter mojej pierwszej po- 12 wieœci na wzór tego nikczemnika. - Wzdychaj¹c, zamknê- Tergsa Medeiros Skandal ³a okno. - To i tak nie ma ju¿ znaczenia. Po dzisiejszej nocy stanê siê pann¹ na w ydaniu, co oznacza, ¿e ca³y Londyn bêdzie o mnie plotkowa³ za ka¿dym razem, kied y tylko pos³u¿ê siê niew³aœciwym widelcem albo kichnê, nie u¿ywaj¹c chusteczki. Zanim siê obejrzysz, bêdê daleko st¹d ¿on¹ nudziarza i matk¹ gromadki brzd¹ców. Harriet usiad³a na otomanie, po czym pog³aska³a kota, który spa³ w najlepsze. - Czy¿ nie tego w³aœnie pragnie ka¿da kobieta? ¯eb y wyjœæ za m¹¿ za bogatego mê¿czyznê i wieœæ przy nim do statnie ¿ycie? Lottie zawaha³a siê. Nagle zabrak³o jej s³ów. Jak wyt³u-maczyæ ten niepokój, który zakrad³ siê do jej serca? Im mniej czasu dzieli³o j¹ od debiutu, tym bardziej drêczy³a j¹ myœl, ¿e jej ¿ycie dobiegnie koñca, jeszcze zanim naprawdê siê zaczê³o. - Oczywiœcie, ¿e o tym marzy ka¿da kobieta - odpar³a. Chcia³a przekonaæ o tym zarówno Harriet, jak i siebie. - Tylko bezmyœlna dziewczyna mog³aby marz yæ, ¿e pewne go dnia zostanie s³awn¹ powieœciopisark¹ jak pani Rad- cliffe czy Mary Shelley. - Usiad³a zniechêcona przed toaletk¹, zanurzy³a kawa³ek papieru ry¿owego w s³oiku z pudrem, po czym musnê³a nim zadarty nosek. - Nie mo gê po raz kolejn y zawieœæ Sterlinga. On i Laura przyjêli mnie pod swój dach, dopilnowali mojej edukacji, wyci¹ gali ze wszystkich tarapatów. Jest dla mnie bardziej ojcem ni¿ szwagrem. Kiedy dzisiaj wieczorem zejdê po tych schodach, chcê zobaczyæ dumê na jego twarz y. Chcê zo staæ dam¹, któr¹ sobie wymarzy³. Westchnê³a, spogl¹daj¹c w lustro. Pragnê³a, ¿eby ta m³oda dobrze u³o¿ona dama, która na ni¹ spogl¹da³a, nie wygl¹da³a tak obco. W¹tpliwoœci, które malowa³y siê na jej twarzy, sprawi³y, ¿e jej oczy sta³y siê jeszcze wiêksze. -Musimy poddaæ siê naszemu przeznaczeniu, droga Harriet. Dni naszej m³odoœci s¹ ju¿ za nami. Po dzisiejszej nocy ¿adna z nas nie prze¿yje wiêcej wielkiej przygod y Lottie uchwyci³a w lustrze spojrzenie Harriet. Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

- Po dzisiejszej nocy - wyszepta³a, a ju¿ po chwili pod-bieg³a do okna, podci¹gnê³a spódnicê i wystawi³a jedn¹ nogê na zewn¹trz. - Co ty robisz?! - wykrzyknê³a Harriet. - Mam zamiar poznaæ naszego s³awnego s¹siada - od-powiedzia³a Lottie, przerzucaj¹c za okno drug¹ nogê. -Jak mog³ab ym przekonuj¹co pisaæ o czarnych charakterach, gdyb ym nigdy ¿adnego nie spotka³a? - Jesteœ pewna, ¿e postêpujesz rozs¹dnie? Lottie zatrzyma³a siê w pó³ gestu. Nigdy wczeœniej Harriet nie podawa³a w w¹tpliwoœæ jej pomys³ów, bez wzglêdu na to, jak bardzo by³y dziwaczne. - Ju¿ do koñca ¿ycia bêdê zachowywaæ siê rozs¹dnie. Pozosta³o mi zaledwie kilka chwil, ¿eb y byæ sob¹. Ju¿ za oknem zorientowa³a siê, ¿e je¿eli dobrze wyci¹gnie nogi, dotknie stopami ga³êzi, która znajdowa³a siê poni¿ej. W ci¹gu lat spêdzonych w szkole zdob y³a doœwiadczenie we wspinaniu siê po drzewach. Ta umiejêtnoœæ by³a niezbêdna, jeœli chcia³a w ymykaæ siê w czasie ciszy nocnej albo uchodziæ przed nadgorliwymi nauczycielkami. - Ale co ja zrobiê, je¿eli twoja siostra albo wuj postanowi¹ do ciebie zajrzeæ?! - zawo³a³a za ni¹ Harriet. - Nie martw siê. Przy odrobinie szczêœcia wrócê, zanim muzycy zaczn¹ rozk³adaæ nuty pierwszego walca. I mog³ob y siê tak staæ, gd yb y jej suknia nie zahaczy³a o gwóŸdŸ i gdyby Harriet nie zniknê³a bez œladu. Tymczasem Lottie wisia³a miêdzy oknem a ga³êzi¹. Z desperacj¹ poci¹gnê³a za materia³. Niespodziewanie falbanka poszy-bowa³a w powietrzu. Lottie zadr¿a³a. Nie mog³a siê zdecy-dowaæ, czy przytrzymaæ siê ga³êzi, czy chwytaæ unosz¹cy siê jedwab. To wahanie kosztowa³o j¹ utratê równowagi. Spad³a miêdzy ga³êzie. Krzyk zamar³ jej w gardle. Na szczêœcie nie upad³a zbyt nisko. Wyl¹dowa³a w kolebce, któr¹ tworzy³y zazielenione ga-³êzie drzew. Nadal dr¿a³a na myœl, ¿e d¿entelmeni z ca³ego Londynu bêd¹ musieli pogodziæ siê z jej œmierci¹, kiedy w oknie pojawi³a siê g³owa Harriet. Teresa Medeiros Skandal - O, jesteœ tu! - ucieszy³a siê przyjació³ka. Lottie spojrza³a na ni¹. - Gdzie b y³aœ? Wyskoczy³aœ na fili¿ankê herbaty? Ignoruj¹c sarkazm Lottie, Harriet wyci¹gnê³a przed sie bie ciemn y materia³. - Posz³am po twój p³aszcz. Mamy dopiero maj i nadal jest ch³odno. Chyba nie chcia³ab yœ siê przeziêbiæ. To mog³ob y ciê zabiæ. - Podobnie jak upadek z czterech metrów - odpar³a Lottie z grymasem. Spojrza³a posêpnie na swój podarty stanik. - Mo¿esz go zrzuciæ. Wygl¹da na to, ¿e bêdzie mi potrzebny. P³aszcz sfrun¹³ jej na g³owê i na chwilê oœlepi³. Lottie odgarnê³a z twarzy miêkki we³nian y materia³, po czym zwinê³a p³aszcz i przerzuci³a go przez kamienny mur. Harriet zerknê³a nerwowo przez ramiê. - Co mam robiæ podczas twojej nieobecnoœci? - B¹dŸ tak dobra i poszukaj ig³y oraz nici. - Lottie wsunê³a jedn¹ pierœ do opadaj¹cego stanika, po czym mruknê³a pod nosem: - Nie wydaje mi siê, ¿eby Laura mia³a na myœli coœ podobnego, kiedy mówi³a, ¿e o moim debiucie bêdzie siê mówi³o latami. Lottie chwyci³a ga³¹Ÿ tu¿ nad g³ow¹, po czym wsta³a. Gd y tylko odzyska³a równowagê, bez trudu zeœlizgnê³a siê na szeroki konar, który opada³ na mur prowadz¹cy do s¹-siedniego ogrodu. Kiedy zeskoczy³a na ziemiê, po drugiej stronie us³ysza³a terkot kó³ powozu, który zatrzyma³ siê przed domem ciotki. Zaraz potem rozleg³ siê szmer g³osów goœci witanych przez gospodarzy. NajwyraŸniej mia³a o wiele mniej czasu, ni¿ siê jej wy-dawa³o. Zaczêli zje¿d¿aæ siê goœcie. Pochyli³a siê, ¿eby podnieœæ p³aszcz, i wtedy us³ysza³a zgryŸliwy i tak dobrze znany jej g³os, który przyprawi³ j¹ o dreszcz niczym strumieñ lodowatej wody. - To cud, ¿e to dziecko szczêœliwie dotrwa³o do swojego debiutu. Zawsze j¹ ostrzega³am, ¿e pewnego dnia wpad nie w takie tarapaty, z których siê nie wyp³acze. Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

- Pewnego dnia, panno Terwilliger - wyszepta³a Lottie, wyg³adzaj¹c po³y p³aszcza. - Ale jeszcze nie dziœ. Hayden St. Clair siedzia³ samotnie w pracowni zapusz-czonego domu i czyta³ w blasku œwiec. - „Tajemniczy markiz zosta³ zauwa¿ony, kiedy wczoraj wieczorem wœlizgn¹³ siê do pasmanterii na Bond Street" - przeczyta³ na g³os fragment artyku³u z najnowszego wy dania „Gazette". - Bardzo sprytnie - mrukn¹³ - zw³aszcza ¿e od poniedzia³ku ani razu nie opuœci³em domu. - Prze rzuci³ kilka stron gazety w poszukiwaniu dalszej czêœci ar tyku³u. - „Niektórzy spekuluj¹, ¿e jego wizyty w Lond ynie mog¹ mieæ zwi¹zek z pocz¹tkiem sezonu towarzyskiego, w czasie którego m³ode piêknoœci rozpoczn¹ polowanie na mê¿a". Hayden zadr¿a³ na myœl o nieszczêœniku otoczonym przez t³um chichocz¹cych debiutantek. -„Je¿eli markiz rzeczywiœcie poszukuje nowej panny m³odej, oœmielamy siê zaproponowaæ odpowiedni kolor sukni w ybranki - czerñ". Hayden parskn¹³ z pogard¹. - Jacy oni s¹ sprytni. Diabelsko sprytni. Ca³y ten godny po¿a³owania mot³och. Przytrzyma³ gazetê nad œwiec¹, a¿ p³omienie strawi³y kartkê. Pochyli³ siê do przodu w zdobionym brokatem bu jan ym fotelu, po czym wrzuci³ resztki do zimnego komin ka i z satysfakcj¹ przygl¹da³ siê, jak zmieniaj¹ siê w popió³ podobnie jak najnowsze wydanie gazet „The Times", „St. James Chronicie", „Courier" oraz „Spy". O wiele ³atwiej przysz³ob y mu pozb ycie siê tych brukowców, gdyby rozpa li³ drwa, które lokaj u³o¿y³ w kominku. W porównaniu jed nak z wiatrem hulaj¹cym po wrzosowiskach Bodmin ch³odny podmuch Londynu dzia³a³ na niego koj¹co. Mieszka³ tu dopiero od dwóch tygodni, a ju¿ têskni³ za s³o nym smakiem morza i piskliwym krzykiem mew, które kr¹¿y³y nad spienionymi falami. Zastanawia³ siê, co napisa³yb y te ¿¹dne plotek gryzi- Teresa Mêdeiros Skandal piórki, gdyb y siê dowiedzia³y, ¿e rzeczywiœcie przyjecha³ do Lond ynu w poszukiwaniu kobiety, ale nie ¿ony. Gdyb y go nie oczerniano, b yæ mo¿e uda³oby mu siê j¹ znaleŸæ. Dziennikarze „The Tatler" posunêli siê tak daleko, ¿e oskar¿yli go o ucieczkê z Kornwalii przed nêkaj¹cymi go duchami. W przeciwieñstwie do zawodow ych plotkarz y nie b y³ na tyle g³upi, ¿eby wierzyæ w duchy, które bez ustanku kr¹¿¹ po klifach i wrzosowiskach. Jed yne duch y, które zna³, wtórowa³y nutom melancholijnych kompozycji Schuberta, p³yn¹cych z otwartych okien na placu Bedford. Kry³y siê w perfumach, których kwiatowy zapach przesyca³ jego p³aszcz jeszcze d³ugo po spacerze zat³oczonymi chodnikami. Wyziera³y z m³od ych twarzy piêkn ych kobiet, które robi³y zakupy na Regent Street. Ich zalotne loki i radosne szczebiotanie przywo³ywa³y uœmiech na usta ka¿dego d¿entelmena, który je mija³. Ka¿dego d¿entelmena, który b y³ zbyt naiwny, ¿eby zro-zumieæ, ¿e zadowolenie jednego mê¿czyzny mo¿e oznaczaæ rozpacz drugiego. Nawet dziœ rano Hayden spotka³ w³aœnie tak¹ zjawê, duszka o z³ocistych w³osach, który wyszed³ z powozu. Nastêpnie pobieg³ w kierunku drzwi s¹siedniego domu, wo³aj¹c przy tym s³u¿¹c¹, która drepta³a tu¿ za ni¹. Przy-gl¹da³ siê im z okna syp ialni. Jego palce zamar³y w chwili, kiedy wi¹za³ halsztuk. Mimo ¿e zatrzasn¹³ okno i zaci¹gn¹³ kotary, zanim zd¹¿y³ przyjrzeæ siê jej twarzy, jej œmiech przeœladowa³ go przez resztê dnia. Wsta³ i powoli zbli¿y³ siê do eleganckiego skórzanego kuferka, który stal na brzegu biurka. Pos³aniec dostarcz y³ go dzisiaj rano. W œrodku na aksamitnym pos³aniu spoczywa³ podarunek, który blad³ w obliczu skarbu, jaki chcia³ odnaleŸæ. Równie dobrze móg³ zostaæ w Kornwalii, ale ta misja zbyt wiele dla niego znaczy³a, ¿eb y powierzyæ j¹ sekretarzowi lub prawnikowi, bez wzglêdu na to, jak bardzo by³by d yskretny. Wyci¹gn¹³ rêkê, by opuœciæ obite mosi¹dzem wieko, po czym zatrzyma³ siê w pó³ gestu. Poczu³ dziwn¹ niechêæ przed ukryciem zawartoœci kuferka. Teresa Medetros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

W³aœnie pakowa³ ksi¹¿ki oraz ksiêgi wieczyste do sa-kwoja¿u, który po³o¿y³ po drugiej stronie biurka, kiedy ktoœ zapuka³ do drzwi wejœciowych. Hayden zignorowa³ to. Z doœwiadczenia wiedzia³, ¿e jeœli bêdzie zwleka³ wy-starczaj¹co d³ugo, nieproszony goœæ odejdzie. Nikt inny i tak nie otworzy³by drzwi, bo tu¿ po herbacie Hayden da³ wszystkim wolne. Postanowi³, ¿e chocia¿ s³u¿ba powinna dobrze siê bawiæ tej ostatniej nocy w Londynie, nawet je-œli on chcia³ zostaæ w domu. Pukanie do drzwi stawa³o siê coraz bardziej natarczywe i coraz g³oœniejsze. Hayden traci³ resztki cierpliwoœci. Wsun¹³ do sakwoja¿u ostatnie tomy, ruszy³ przez hol i otworzy³ drzwi na oœcie¿. Nagle zapomnia³ o swoich sceptycznych pogl¹dach w kwestii duchów. Przy ¿elaznej balustradzie zatrzyma³o siê widmo z jego przesz³oœci. Nad srebrnymi w³osami zjawy unosi³a siê ta-jemnicza aureola tworzona przez œwiat³o ulicznych latarni. Hayden przyjrza³ siê uwa¿nie sir Edwardowi Townsendowi, którego nie widzia³ od tamtego pamiêtnego jesiennego dnia cztery i pó³ roku temu, kiedy to Hayden pochowa³ ¿onê w rodzinnej krypcie Oakleighów. Mimo ¿e pogrzeb Justine mia³ odbyæ siê bez œwiadków, Hayden nie mia³ serca odmó-wiæ Nedowi uczestniczenia w jej ostatniej drodze. W koñcu Ned te¿ j¹ kocha³. To prawda, ¿e nie zabroni³ mu ostatniego po¿egnania, ale tamtego dnia na cmentarzu odszed³, nie zamieniwszy z nim nawet s³owa. Dawniej przyjaciel uœciska³by go mocno albo poklepa³ po plecach, ale dzisiaj wieczorem Hayden ca³¹ swoj¹ po-staw¹ mówi³, ¿e sobie tego nie ¿yczy. - Ned - przywita³ go bezbarwnym g³osem. - Hayden - odpar³ Ned, przedrzeŸniaj¹c gospodarza. Zanim Hayden zd¹¿y³ zaprotestowaæ, Ned min¹³ go w drzwiach. Wszed³ do holu, krêc¹c zrêcznie lask¹. By³ prawie tak samo smuk³y jak dwunastoletni ch³opiec, któ- 18 rego Hayden pozna³ wiele lat temu w Eton. Jak zwykle, je- Teresa Medeiros Skandal go wygl¹d nie pozostawia³ nic do ¿yczenia, od starannie wypastowanych butów po czubek krótko przystrzy¿onej fryzury. - Proszê, wejdŸ - doda³ oschle Hayden. - Dziêkujê, taki w³aœnie mia³em zamiar. - Ned odwróci³ siê w jego stronê, po czym zastuka³ lask¹ o dêbow¹ pod³o-gê. - Nie mog³em pozwoliæ, ¿ebyœ wymkn¹³ siê z Londynu bez spotkania ze mn¹. Mo¿e masz zbyt opiesza³ego loka-ja? Od tygodnia próbujê siê z tob¹ skontaktowaæ, ale do dziœ nie dosta³em ¿adnej odpowiedzi. - Spojrza³ na stó³ w holu, na którym sta³a srebrna misa po brzegi wype³nio-na zaproszeniami oraz kremowymi kopertami, z których ¿adna nie zosta³a otwarta. - Teraz rozumiem, ¿e by³em naiwny. Zbyt du¿¹ uwagê przyk³ada³em do manier, któ-rych nauczy³a ciê matka, Panie œwieæ nad jej dusz¹. Hayden opar³ siê o drzwi i skrzy¿owa³ rêce na piersi. Nie mia³ zamiaru za nic przepraszaæ. - Matka nauczy³a mnie, ¿e nie nale¿y wtr¹caæ siê w pry watne sprawy innych ludzi. Ned zignorowa³ go i od niechcenia wyj¹³ ze srebrnej mi-sy kilka listów i zaproszeñ, po czym zacz¹³ je przegl¹daæ. - Lady Salisbury. Lady Skeffington. Ksiê¿na Barclay. - Spojrza³ na Haydena, unosz¹c przy tym jedn¹ brew. - To s¹ wszystko damy par excellence. Powiedz mi, jak to jest znów byæ najbardziej po¿¹dan¹ parti¹ w Londynie? Hayden wyj¹³ mu z rêki zaproszenia, po czym od³o¿y³ je na stó³. -Nie mam zamiaru dotrzymywaæ towarzystwa tym, którzy szczyc¹ siê manierami, ale zapominaj¹ o zwyk³ej przyzwoitoœci. One nie szukaj¹ czwartego gracza do bry-d¿a ani partnerów do walca dla swoich córek. Chc¹ mieæ na swoich przyjêciach goœcia, o którym mo¿na by plotko-waæ za zas³on¹ wachlarzy i dymu cygar. Ta godna po¿a³o-wania ciekawoœæ wo³a o pomstê do nieba. -Ach tak, masz na myœli „Markiza mordercê". Nie przeczê, ¿e sta³ siê jednym z najpopularniejszych bohaterów pierwszych stron gazet i brukowców. W takich okoliczno- Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

œciach sam siê sobie dziwiê, ¿e zdob y³em siê na odwagê, ¿eb y z³o¿yæ ci wizytê. - Ned przyjrza³ siê uwa¿nie swoim wypielêgnowanym paznokciom. - Ale skoro nie mam za-miaru sypiaæ z ¿adn¹ z twoich przysz³ych ¿on, nie powi-nienem siê obawiaæ, ¿e wyzwiesz mnie na pojedynek albo wpadniesz w z³oœæ i przebijesz mnie na wylot ³y¿eczk¹ do konfitury. Hayden zesztywnia³ dotkniêty zuchwa³oœci¹ przyjaciela. - Nie musisz siê niczego obawiaæ, bo nie mam zamiaru siê ¿eniæ - mrukn¹³. -To wielka szkoda. - Jednak w ch³odnych szarych oczach Neda zamiast litoœci pojawi³ siê smutek. - By³eœ najbardziej oddanym mê¿em, o jakim mog³ab y marzyæ ka¿da kobieta. Obaj milczeli przez d³u¿szy czas. W pewnym momencie Ned uœmiechn¹³ siê jak przed laty. -WyjdŸ ze mn¹ dziœ wieczorem, Hayden! Co prawda Harriette Wilson zosta³a przekupiona przez ksiêcia Beaufort i wyjecha³a na emer yturê do Pary¿a, gdzie oczarowuje wszystkich swoimi pamiêtnikami, ale jej siostr y nadal wiedz¹, jak urz¹dziæ prawdziwe przyjêcie. Moglibyœmy znów poczuæ siê tak, jakbyœmy mieli osiemnaœcie lat i dopiero co ukoñczyli Eton. ChodŸ ze mn¹! Zobaczysz, bêdzie jak za dawnych lat. Mimo entuzjazmu Neda obaj dobrze wiedzieli, ¿e ju¿ nigdy nie bêdzie tak jak kied yœ. Zamiast trzech pe³nych ¿ycia przystojnych dzikich m³odzieñców, którzy przemierzali miasto w poszukiwaniu przygód, b y³ob y ich tylko dwóch. Hayden uœmiechn¹³ siê do swoich wspomnieñ. - Obawiam siê, ¿e dzisiaj w nocy bêdziesz musia³ upo raæ siê z siostrami Wilson w pojedynkê. Mam zamiar wczeœnie po³o¿yæ siê spaæ, ¿eb y jutro z samego rana wyru szyæ do Kornwalii. Ned zerkn¹³ w stronê mrocznego gabinetu tu¿ za nim. - Nie mogê pogodziæ siê z myœl¹, ¿e swoj¹ ostatni¹ noc w cywilizowanym œwiecie spêdzisz w tym zapyzia³ym Teresa M edeiros Skandal mauzoleum. Przynajmniej pozwól, ¿e przyœlê ci pocieszy-cielkê, która rozgrzeje ciê w nocy. - To nie bêdzie konieczne. Kucharz zostawi³ mi na piecu pyszn¹ przepiórkê i butelkê madery. Nic wiêcej nie jest mi potrzebne do szczêœcia. - Hayden otworzy³ drzwi frontowe. Ned nie traci³ czasu na przekonywanie przyjaciela. Nie udawa³ nawet, ¿e Ÿle zrozumia³ jego s³owa. Jednak kied y odwróci³ siê, ¿eby spojrzeæ na Haydena, w jego oczach tañczy³y podstêpne iskierki. - Nie powinieneœ tak pochopnie odrzucaæ mojej oferty. Nawet najlepiej przyrz¹dzona przepiórka mo¿e potrzebo waæ nieco przypraw. Hayden patrzy³, jak Ned wsiada³ do powozu. Niepokoi³ go ten ¿artobliwy b³ysk w jego oczach. Kiedy b yli w Eton, to spojrzenie zawsze zwiastowa³o k³opoty. Potrz¹sn¹³ g³ow¹ z politowaniem dla swojej wybuja³ej fantazji. Zatrzasn¹³ drzwi, zostawiaj¹c za sob¹ noc i duchy. Lottie chcia³a przeœlizgn¹æ siê w cieniu ga³êzi drzew. Ca³e szczêœcie, ¿e nie pozwoli³a Harriet iœæ ze sob¹. Przyjació³ka nigdy nie by³a mistrzem w szpiegowaniu. Zawsze robi³a mnóstwo ha³asu. Niewa¿ne, jak miêkki by³ grunt, po którym st¹pa³a, ani jak delikatne mia³a pantofelki, zawsze chodzi³a ciê¿ko jak s³oñ. Nad ziemi¹ unosi³a siê mg³a, która w œwietle ksiê¿yca przybiera³a trupio blady kolor. Lottie wysz³a z cienia i na-sunê³a kaptur, os³aniaj¹c w³osy. Tu¿ przed ni¹ wznosi³ siê trzyp iêtrowy w¹ski dom, ciemny i ponury. Gd yb y nie dzisiejsza rozmowa z Harriett, mog³ab y przysi¹c, ¿e budynek b y³ opuszczony. Z uwag¹ przygl¹da³a siê ciemnym oknom na trzecim piêtrze. Zastanawia³a siê, które z nich kryj¹ sypialniê mar-kiza. Bez trudu potrafi³a go sobie wyobraziæ le¿¹cego na satynowej narzucie, z kieliszkiem brandy, z b³yskiem w oku i cynicznym uœmiechem na ustach. Nim jedenaœcie lat temu Hayden St. Clair, markiz Oak-leigh, uwiód³, a potem poœlubi³ Justine, by³ uwa¿an y za Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

jednego z najprzystojniejszych kawalerów w ca³ym Lon-dynie. Kiedy po mieœcie rozesz³a siê wieœæ o jego zarêczy-nach z najm³odsz¹ córk¹ francuskiego wicehrabiego, niejedna dama wyla³a potoki ³ez, a wiele mia³o z³amane serce. Mimo ¿e jego ma³¿eñstwo zakoñczy³o siê tragedi¹, wspomnienie tego namiêtnego romansu ci¹gle pozosta³o ¿ywe w pamiêci nawet najbardziej pruderyjnych matron. Choæ nosi³ piêtno zabójcy, Lottie by³a pewna, ¿e te same matron y przyjê³yb y go w swoich salonach, choæby przez czyst¹ ciekawoœæ. Ale on wybra³ samotnoœæ Kornwalii. Jego rzadkie i krótkie wizyty w Lond ynie zawsze by³y utrzymywane w sekrecie. Jak na ironiê wszelkie próby ucieczki przed wœcibskimi oczami tylko wzmaga³y ciekawoœæ wy¿szych sfer i zachêca³y gazety do snucia coraz to nowych spekulacji. Lottie przeczeka³a w ukryciu kilka minut. Wspina³a siê na palcach i przykuca³a zniecierpliwiona, ale w mrocznym domu nikt nie dawa³ znaku ¿ycia. Mo¿e markiz nie by³ wcale takim samotnikiem, za jakiego go uwa¿ano. Mo¿e w³aœnie w tej chwili siedzia³ w jakimœ klubie dla d¿entelmenów albo w zakazanej spelunce i oddawa³ siê ró¿nym przyjemnoœciom, które oferowa³o miasto. Ju¿ chcia³a siê odwróciæ i przeskoczyæ mur, ¿eby dostaæ siê do swojego pokoju, kiedy niespodziewanie dostrzeg³a nik³y p³omieñ za drzwiami w odleg³ym skrzydle domu. Serce jej zadr¿a³o. Prawdopodobnie to tylko pokojówka albo lokaj, który sprawdza zamkniêcie drzwi, powtarza³a sobie w duchu. Ale i tak ruszy³a w tamt¹ stronê, skrywaj¹c siê w cieniu muru. Kiedy stanê³a przy tarasie, œwiat³o zniknê³o. Lottie spojrza³a w kierunku domu ciotki. Do jej uszu do-biega³y odg³osy nadje¿d¿aj¹cych powozów, a dŸwiêk skrzypiec stawa³ siê coraz bardziej natarczywy. Swiat³o pojawi³o siê ponownie. Lottie nie mog³a siê oprzeæ ciekawoœci. Na palcach przesz³a przez taras. Obieca³a sobie, ¿e tylko rzuci okiem na dom markiza, zanim bez reszty poœwiêci siê ¿yciu w cnocie. Unios³a rêkê, ¿eb y os³oniæ oczy przed œwiat³em ksiê¿yca, po czym przysunê³a twarz do szyby. Nagle ktoœ otworzy³ drzwi. Mêska d³oñ chwyci³a j¹ mocno za nadgarstek i wci¹gnê³a do domu. Zb yt zaskoczona, ¿eb y krzyczeæ, stanê³a twarz¹ w twarz z mê¿czyzn¹. Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Rozdzia³ 2 Jego twarz byta przera¿aj¹ca i fascynuj¹ca zarazem, jego mroczne piêkno odzwierciedla³o mrok jego duszy... imo ¿e p³omieñ œwiecy nie oœwietla³ zbyt dobrze jego twarzy, Lottie by³a pewna, ¿e nie ma do czy-nienia ze zwyk³ym s³u¿¹cym. Poza znoszonymi butami z cholewami mia³ na sobie dopasowane czarne spodnie, rozpiêty surdut i kremow¹ koszulê z batystu, rozche³stan¹ pod szyj¹. Tylko d¿entelmen móg³ pozwoliæ sobie na tak¹ niedba³oœæ w ubiorze. Jego cia³o otacza³ silny aromat owoców wawrzynu, a ciep³ y oddech zdradza³, ¿e ca³kiem niedawno pi³ wino. Kiedy tak sta³ obok niej, Lottie dosz³a do wniosku, ¿e b y³ od niej o trzydzieœci centymetrów wy¿szy. Jego szerokie ramiona przes³ania³y ksiê¿yc. - Niech szlag trafi Neda! Tylko on mo¿e mieæ takie wyobra¿enie dyskrecji. ¯eby kazaæ ci skradaæ siê na ty³ach domu niczym jakiejœ z³odziejce! Jego g³os b y³ aksamitny i jednoczeœnie ochryp³y. Uspokaja³ i dra¿ni³ zarazem jej wzburzone zmys³y. - Dziêki Bogu, ¿e da³em s³u¿bie wolny wieczór. -W-w-wolny wieczór? - wyj¹ka³a. Nagle zda³a sobie sprawê, ¿e nigdy nie znajdowa³a siê sam na sam z mê¿czy zn¹, który nie by³b y s³u¿¹cym ani jej krewnym. Ponadto ¿aden mê¿czyzna nie zachowywa³ siê w stosunku do niej z tak szokuj¹c¹ impertynencj¹. Mimo ¿e jego uœcisk z³a godnia³, nic nie wskazywa³o na to, ¿eb y chcia³ j¹ uwolniæ. Potar³ kciukiem pulsuj¹c¹ skroñ. - Przynajmniej nie bêdzie ¿adnych œwiadków. - N-n-nie bêdzie? - zawtórowa³a Lottie. Powoli zaczyna³a siê czuæ jak papuga ciotki Diany. Teresa, Medêiros Skandal Jej bujna w yobraŸnia natychmiast da³a o sobie znaæ. W okamgnieniu wymyœli³a kilka mrocznych scenariuszy tego, co mê¿czyzna móg³b y zrobiæ kobiecie bez œwiadków. Wiêkszoœæ z nich bra³a pod uwagê œmieræ przez uduszenie oraz Harriet szlochaj¹c¹ nad zmaltretowanym cia³em przyjació³ki. Jego palce nie b y³y ani d³ugie, ani arystokratyczne, tak jak to sobie wyobra¿a³a, ale mocne i w niektórych miejscach pokryte odciskami. Kiedy rozciera³ w nich jej lodowate d³onie, wola³a nie wyobra¿aæ sobie, jak zaciskaj¹ siê jej na gardle. -Ca³a dr¿ysz. Nie powinnaœ tak d³ugo wystawaæ na dworze, ty ma³y g³uptasie. W normalnych warunkach Lottie czym prêdzej odpar³aby atak na swoj¹ inteligencjê, ale w tej chwili sama w ni¹ w¹tpi³a. - Nie widzia³em powozu. Pewnie Ned zostawi³ ciê przed drzwiami? - Kiedy nic nie odpowiedzia³a, potrz¹sn¹³ g³ow¹. - Wiedzia³em, ¿e przysporzy mi k³opotów. I pomyœleæ, ¿e ten nikczemnik mia³ czelnoœæ oskar¿aæ mnie o brak dobrych manier. No có¿, i tak nic na to nie poradzimy. Równie dobrze mo¿esz zostaæ ze mn¹. ChodŸ. W gabinecie jest kominek. Zamkn¹³ drzwi, po czym podniós³ z wiœniowego sto³u srebrny œwiecznik. Lottie domyœli³a siê, ¿e to ten p³omieñ wczeœniej migota³ za szyb¹. Kied y ruszy³ w kierunku drzwi, zawaha³a siê. Wiedzia³a, ¿e to mog³a byæ jej ostatnia szansa na ucieczkê. Jednak z drugiej strony mog³a to te¿ byæ jej ostatnia szansa na prze¿ycie podniecaj¹cej przygody, zanim pogr¹¿y siê w otch³ani nudy. Je¿eli zostanie, jak¹ historiê bêdzie mog³a opowiedzieæ Harriet! Oczywiœcie pod warunkiem, ¿e prze¿yje. Pod¹¿a³a w œlad za nim, przyci¹gana nieugiêt¹ si³¹ jego woli. Nie nale¿a³ do mê¿czyzn, którym mo¿na by siê sprzeciwiæ. Rozgl¹da³a siê dooko³a, staraj¹c siê wy³owiæ coœ z mroku. ¯a³owa³a, ¿e nie bêdzie mog³a opowiedzieæ Harriet Teresa Medêiros Skandal M Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

zbyt wiele o mieszkaniu markiza. Dr¿¹cy p³omieñ œwiecy tylko nieznacznie rozjaœnia³ wnêtrze budynku. Co wiêcej wszystkie meble przykryte by³y bia³ymi przeœcierad³ami, które przywodzi³y na myœl krainê umar³ych. Stukot butów o dêbow¹ pod³ogê niós³ siê echem po ca³ym domu. Poza tym wszêdzie panowa³a grobowa cisza. Mê¿czyzna rzuci³ jej przez ramiê zaciekawione spojrzenie. - Nie jesteœ zbyt rozmowna. Lottie musia³a powstrzymaæ siê, ¿eb y nie w ybuchn¹æ œmiechem. Gdyby George móg³ to us³yszeæ! Jej starszy brat zawsze powtarza³, ¿e przestawa³a mówiæ tylko wtedy, gdy musia³a zaczerpn¹æ powietrza, poniewa¿ z sin¹ karnacj¹ nie by³oby jej do twarzy. - Mnie to nie przeszkadza. Sam nie jestem ostatnio zbyt rozmowny. Szczerze mówi¹c, z trudem znoszê w³asne to warzystwo. - Pos³a³ jej kolejne spojrzenie. - Jednak muszê przyznaæ, ¿e kobieta, która potrafi trzymaæ jêzyk za zêba mi, to rzadkoœæ. Lottie ju¿ otworzy³a usta, ale natychmiast je zamknê³a w obawie, ¿e wda siê w dyskusjê, która na pewno nie skoñczy³ab y siê prêdko. Kied y markiz przepuszcza³ j¹ w drzwiach o ³ukowym sklepieniu, ramieniem musn¹³ jej pierœ. Zabrak³o jej tchu pod wp³ywem tego nowego doznania. Nie b y³a przygotowana na tê s³odycz, która sprawi³a, ¿e krew nap³ynê³a jej do policzków. Mimo ¿e ciê¿kie mahoniowe meble w gabinecie nie b y³y przykryte pokrowcami, to miejsce nie by³o ani trochê bardziej przytulne ni¿ pozosta³a czêœæ domu. Pó³ki na ksi¹¿ki, które zajmowa³y ca³¹ œcianê od pod³ogi po sufit, œwieci³y pustk¹. Pokrywa³a je gruba warstwa kurzu. Mê¿-czyzna postawi³ œwiecznik na biurku. W bladym œwietle ukaza³ siê ma³y skórzany kuferek, który sta³ otwarty na ksiêdze rachunkowej. Markiz pochwyci³ jej spojrzenie i czym prêdzej zatrzasn¹³ wieko. Na jego twarzy pojawi³a siê czujnoœæ. Ten nieoczekiwany gest tylko pobudzi³ cieka- Teresa Medeiros Skandal woœæ Lottie. Co móg³ tam ukrywaæ? Mo¿e œwie¿o zapisane strony pamiêtnika, w którym wyzna³ swoje wszystkie grzech y? A mo¿e g³owê swojej ostatniej ofiary? Lottie sta³a w miejscu jak zaczarowana. Ba³a siê poruszyæ. Tymczasem on uklêkn¹³ przy palenisku i zacz¹³ rozpalaæ u³o¿one wczeœniej drwa. Za pomoc¹ pude³ka z hubk¹, podpa³ki oraz pogrzebacza ju¿ wkrótce uda³o mu siê stworzyæ przytuln¹ oazê œwiat³a bij¹cego od strzelaj¹cych w górê p³omieni. Ogieñ oœwietli³ jego szerokie ramiona i w¹skie biodra. Dopiero kiedy zapali³ jeszcze jeden œwiecznik na biurku, przyjrza³a mu siê uwa¿nie. Zawsze otaczali j¹ przystojni mê¿czyŸni. Przez ca³e ¿ycie obraca³a siê w towarzystwie swojego opiekuna, starszego brata oraz wuja Thane'a. Ka¿dy z nich z³ama³ serce niejednej kobiecie. Dlatego nigdy nie poœwiêca³a zbyt wiele uwagi urodziwym mê¿czyznom, których mija³a na ulicy. Mimo to by³a przekonana, ¿e gdyby kied ykolwiek spotka³a lorda Oakleigh, wpad³aby na najbli¿sz¹ latarniê. Jego twarz by³a nie tyle przystojna, co interesuj¹ca. Ten jedyny raz w ¿yciu zawiod³a j¹ wyobraŸnia. W jego oczach nie dostrzeg³a nic cynicznego, a ust nie wykrzywia³ mu ironiczny uœmiech. Poza tym by³ o wiele m³odszy, ni¿ s¹dzi³a. G³êbokie zmarszczki w k¹cikach ust z pewnoœci¹ wyrzeŸbi³a rozpacz, a nie czas. Z ca³¹ pewnoœci¹ jednak dawno mia³ za sob¹ czasy wczesnej m³odoœci, o czym œwiadczy³y pomarszczone czo³o i silna szczêka. Potargane lœni¹ce w³osy mia³y g³êboki br¹zowy odcieñ, nieomal czarny. Nie ulega³o w¹tpliwoœci, ¿e przyda³oby mu siê strzy¿enie. Lottie z trudem opanowa³a irracjonaln¹ chêæ odgarniêcia niesfornego kosmyka z jego skroni. Jednak najbardziej zaintrygowa³y j¹ jego zielone zamglone oczy. W ich g³êbi dostrzega³a na przemian ch³ód i ¿ar. Lottie zakrêci³o siê w g³owie. Czy to b y³ markiz zabójca? Ten sam czarny charakter, który pos³a³ do grobu swojego najlepszego przyjaciela oraz ¿onê? Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Chrz¹kn¹³, po czym ruchem rêki wskaza³ stolik, na którym sta³a nietkniêta przepiórka i do po³owy opró¿niona butelka. NajwyraŸniej nikt nie towarzyszy³ mu tego wieczoru przy kolacji. - Mój woŸnica nie wróci jeszcze przez jakiœ czas. Mo¿e masz ochotê coœ zjeœæ? A mo¿e szklaneczka mader y na rozgrzanie? Lottie potrz¹snê³a g³ow¹. Nadal ba³a siê odezwaæ ze strachu, ¿e g³os zdradzi, i¿ nie jest t¹ kobiet¹, za jak¹ j¹ bierze. Sprawia³ wra¿enie niezadowolonego. Mo¿e wczeœniej zatru³ to wino? - Pozwól przynajmniej zabraæ mi twój p³aszcz. Zanim zd¹¿y³a ponownie odmówiæ, podszed³ bli¿ej. Z zaskakuj¹c¹ delikatnoœci¹ zsun¹³ jej kaptur z w³osów. Lottie zamknê³a oczy. Czeka³a w milczeniu, a¿ odkryje, ¿e nie jest t¹, któr¹ spodziewa³ siê ujrzeæ. Rodzina nawet nie us³yszy jej krzyków, zag³usz¹ je dŸwiêki skrzypiec. Pog³aska³ j¹ po w³osach. Odwa¿y³a siê otworzyæ oczy. Owin¹³ wokó³ palca jeden z kosmyków, który wyswobodzi³ siê z koka, i spogl¹da³ na niego jak zahipnotyzowany. £agodna nuta zabrzmia³a w jego g³osie. - Przynajmniej Ned mia³ na tyle zdrowego rozs¹dku, ¿e by nie przys y³aæ mi brunetki. - Spojrza³ na jej twarz. - Gdzie on ciê znalaz³? Jesteœ kuzynk¹ Fanny Wilson? A mo¿e z³o¿y³ wizytê pani McGowan? Te nazwiska brzmia³y znajomo. Na pewno ju¿ je s³ysza³a. Ale jego bliskoœæ rozpala³a jej zmys³y tak, ¿e z trudem mog³a przypomnieæ sobie w³asne imiê. Dotkn¹³ jej policzka. Kciukiem pieœci³ delikatn¹ skórê, niebezpiecznie blisko jej ust. - Kto by pomyœla³, ¿e taki diabe³ jak Ned znajdzie takie go anio³a jak ty? Lottie ju¿ wczeœniej by³a nazywana diab³em wcielonym, niez³ym zió³kiem i psotnym chochlikiem. Po tym jak za jej spraw¹ w szopie wybuchnê³y sztuczne ognie, Jeremiasz Dower, kapryœn y, ale kochan y stary ogrodnik z domku na Teresa Medeiros Skandal wsi w Hertfordshire, nazwa³ j¹ nawet diabelskim nasieniem. Jednak nigdy w ¿ yciu nikt nie przypisa³ jej cech boskich. -Mogê pana zapewniæ, sir, ¿e nie jestem anio³em -mruknê³a. Wsun¹³ d³oñ pod falê loków, które sp³ywa³y po karku. Wydawa³o siê, ¿e jego ciep³e palce na jej delikatnej skórze s¹ jak gd yb y stworzone do tego miejsca. -Mo¿e nie jesteœ anio³em, ale za³o¿ê siê, ¿e mo¿esz uchyliæ nieba ka¿demu mê¿czyŸnie. Kiedy ich oczy spotka³y siê, odsun¹³ siê od niej. Z jego ust wydar³ siê jêk. Podszed³ do paleniska i przeczesa³ w³osy palcami. - S³odki Jezu, co ja robiê? Wiedzia³em, ¿e nie powinie nem by³ zapraszaæ ciê do domu. - Sta³ bokiem do niej. Nie rusza³ siê. Jed ynie miêœnie jego szczêki zaciska³y siê nie spokojnie. - Obawiam siê, ¿e bêdê musia³ ciê przeprosiæ, panienko. Zap³acê ci jednak, tak jak ci obiecano. Wygl¹da na to, ¿e oboje padliœmy ofiarami niesmacznego ¿artu. Lottie by³a prawie tak samo poruszona jego nag³ym odejœciem jak jego dotykiem. - Nie wygl¹da pan na zadowolonego - zauwa¿y³a. Opar³ jedn¹ rêkê na gzymsie kominka i wpatrywa³ siê w p³omienie. - Pewnie Ned jest przekonany, ¿e wyœwiadcza mi wielk¹ przys³ugê. Nadal uwa¿a siê za mojego przyjaciela i dobrze wie, ¿e nie odwa¿y³b ym siê odwiedziæ pewnych miejsc w obawie przed tymi sêpami z brukowców, które depcz¹ mi po piêtach na ka¿d ym kroku. W jego mniemaniu przy s³anie mi nieznanej nikomu kobiety jest aktem mi³osier dzia. - Spojrza³ na ni¹. Ogieñ, który tli³ siê w jego oczach, rozpala³ ka¿dy skrawek jej nagiej skóry. - Ale to nie wyja œnia, dlaczego, do wszystkich diab³ów, przys³a³ ciebie. Jego przekleñstwo powinno j¹ zgorszyæ, ale bardziej od s³ów poruszy³a j¹ nuta goryczy, któr¹ us³ysza³a w jego g³osie. Gazety nie k³ama³y. Ten mê¿czyzna naprawdê by³ nawiedzony. Jednak nie drêczy³ go nikt z ¿ywych. Cierpia³, Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

bo nie potrafi³ uwolniæ siê od tego, co tkwi³o w nim samym. Post¹pi³ krok w jej stronê, a potem jeszcze jeden. - Nie mogê tego zrobiæ - powiedzia³, a mimo to wci¹¿ zmniejsza³ odleg³oœæ miêdzy nimi. Podszed³ na tyle blisko, ¿eby uj¹æ w d³onie jej twarz. Jego g³os sta³ siê ochryp³y. - Mogê? Lottie nic nie odpowiedzia³a. Kiedy pochyli³ siê nad ni¹, zadr¿a³a. Znalaz³a siê w o wiele wiêkszych opa³ach, ni¿ przypuszcza³a. Ten niebezpieczny mê¿czyzna wcale nie chcia³ jej zamordowaæ. Zamiast tego zamierza³ j¹ poca³owaæ. A ona mia³a zamiar mu na to pozwoliæ. Nawet nie zdawa³a sobie sprawy, ¿e wstrzyma³a oddech, kiedy jego usta musnê³y jej wargi. By³y o wiele deli-katniejsze, ni¿ siê spodziewa³a, ale wystarczaj¹co silne, ¿eby podda³a siê jego pieszczocie. Rozchyli³a usta pod wp³ywem jego nacisku, który bardziej przypomina³ proœbê ni¿ ¿¹danie. Po chwili napiêcia odsun¹³ siê od niej. Lottie otworzy³a oczy w sam¹ porê, ¿eby ujrzeæ, jak na jego twarz y zawita³ niepewny uœmiech. - Gdyb ym nie wiedzia³, kim jesteœ, pomyœla³bym, ¿e nie ca³owa³aœ siê nigdy przedtem. - Zanim Lottie zd¹¿y³a oce niæ, czy w³aœnie j¹ obrazi³, czy mo¿e powiedzia³ komple ment, jego uœmiech zblad³. - Nie wiem, jakie otrz yma³aœ instrukcje - doda³ gburowatym tonem - ale przy mnie nie musisz udawaæ niewinnej. Nie jestem jedn ym z tych face tów, którzy po¿¹daj¹ naiwn ych m³odych panienek, dopie ro co maj¹cych swój debiut. Lottie otworzy³a usta z oburzenia. - No proszê. Tak jest o wiele lepiej. - Zanim mog³a coœ odpowiedzieæ, zamkn¹³ jej usta swoimi, przyjmuj¹c pro pozycjê, której mu nie z³o¿y³a. Bardzo dobrze! - pomyœla³a Lottie. Zaraz poka¿ê mu, jak bardzo naiwna mo¿e b yæ m³oda panienka! Mo¿e nie ca³owa³a siê nigdy wczeœniej, ale wystarczaj¹co czêsto Teresa Medeiros Skandal podgl¹da³a siostrê i szwagra, ¿eb y poznaæ zasady, którymi nale¿a³o siê kierowaæ. Nie zastanawiaj¹c siê nad szaleñstwem swoich czynów, zarzuci³a mu rêce na szyjê i przycisnê³a usta mocniej do jego warg. Zuchwa³oœæ nie opuszcza³a jej do chwili, kiedy poczu³a pal¹c¹ s³odkoœæ jego jêzyka w swoich ustach. Powinna go odepchn¹æ, zamiast przytuliæ, ale nie potrafi³a oprzeæ siê pieszczotom. Przycisnê³a do niego swoje cia³o nie po to, ¿eby dowieœæ mu swojej kobiecoœci, ale po to, ab y nie upaœæ u jego stóp. Wcale nie ca³owa³ jej jak morderca, ale jak anio³. Jego g³êbokie poca³unki by³y gor¹ce i s³odkie, a ka¿d y z nich dawa³ jej moc i rozkosz. Kiedy dotknê³a go koniuszkiem jêzyka, jêkn¹³ g³oœno i obj¹³ rêkami jej biodra, przyci¹gaj¹c j¹ jeszcze bli¿ej swojego umiêœnionego cia³a. P³aszcz opad³ z jej ramion, odkrywaj¹c nag¹ szyjê oraz ramiona. Lottie zapomnia³a o swoim rozdartym staniku. Nie pa-miêta³a nawet, z jak¹ ³atwoœci¹ móg³ wsun¹æ d³oñ pod po-rwany materia³ i dotkn¹æ jej piersi. Hayden St. Clair wyko-rzysta³ tê sposobnoœæ i wtedy zala³a j¹ fala przyjemnoœci i przera¿enia. Na pocz¹tku Lottie wydawa³o siê, ¿e dŸwiêk, który s³yszy, jest biciem jej serca, jednak ju¿ po chwili zrozumia³a, ¿e ktoœ puka³ do drzwi. Odsunêli siê od siebie. Oboje oddychali ciê¿ko. Spojrzeli na siebie, ona z poczuciem win y, on z zak³opotaniem w oczach. Zakl¹³. - Jeœli to kolejny dowcip Neda, obiecujê, ¿e go uduszê. Lottie otworzy³a usta, ale nie wydoby³ siê z nich ¿aden dŸwiêk. - Zostañ tutaj - rozkaza³. - A ja tymczasem odeœlê spod drzwi nieproszonego goœcia. Gdy tylko wyszed³, Lottie wróci³a do rzeczywistoœci i stara³a siê zebraæ myœli. Co siê stanie, jeœli tajemniczy goœæ oka¿e siê kobiet¹, za któr¹ j¹ wzi¹³? Albo jeszcze gorzej! Co bêdzie, jeœli Sterling odkry³, ¿e nie ma jej w poko ju, i postanowi³ j¹ odnaleŸæ? Tak czy Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

inaczej, ktoœ na pewno j¹ udusi. Przekonana, ¿e musi uciekaæ, Lottie zaczê³a szukaæ w poœpiechu drogi odwrotu z gabinetu. Podesz³a do ciê¿kich aksamitnych zas³on i ostro¿nie wyjrza³a na zewn¹trz. Nigdzie nie b y³o œladu Harriet. Rozœwietlone okna na drugim piêtrze domu ciotki spogl¹da³y na ni¹ przyjaŸnie zza muru. Mo¿e uda³oby siê jej wyskoczyæ z tego okna na pierwszym piêtrze, podczas gdy jej gospodarz by³ zajêty czymœ innym. Jednak ledwie zd¹¿y³a zarzuciæ p³aszcz, do pokoju wpad³a kobieta w peler ynie koloru wina. Lœni¹ce kasztanowe w³osy mia³a spiête wysoko na czubku g³owy. Nie mo¿na b y³o odmówiæ jej urody, nawet jeœli zawdziêcza³a j¹ ró¿owi oraz pudrowi. Tu¿ za ni¹ pojawi³ siê markiz. -Chyba siê pani pomyli³a. Nie mo¿e pani tak tutaj wchodziæ, jakby b y³a pani u siebie. - Jestem pewna, ¿e nie pope³ni³am b³êdu - odpar³a kobieta. - W³aœnie ten adres podano mojemu woŸnicy. - Œci¹gnê³a czarne ozdobione koronk¹ rêkawiczki, po czym zaczê³a rozpinaæ jedwabne guziki peleryny. Do jej wyszu kanego ubioru dziwnie nie pasowa³ akcent z East Endu. - Powinniœmy siê pospieszyæ. Tutaj jest zimno jak w grobie. W koñcu biedny pan nie bêdzie czeka³ ca³¹ noc. - Zmierzy³a Haydena spojrzeniem niczym wyg³odnia³y szczur, który wypatrzy³ smakowity kawa³ek sera. - Nie pozwolê na to. Lottie musia³a wydaæ z siebie jakiœ dŸwiêk, mimo ¿e sama nie zdawa³a sobie z tego sprawy, poniewa¿ kobieta na-tychmiast odwróci³a g³owê w jej stronê. - Co ona tutaj robi? Hayden nie da³ siê zbiæ z tropu. - Powinienem raczej zap ytaæ, co pani tutaj robi? Kobieta zamruga³a powiekami ze zdziwienia. - Przys³a³a mnie pani McGowan. Pani McGowan. Fanny Wilson. Te nazwiska rozbrzmie-wa³y w g³owie Lottie. Czêsto czytywa³a o nich w przeró¿- Teresa Medetros Skandal nych brukowcach. Ob ie nale¿a³y do pó³œwiatka. Uwagê poœwiêca³y tylko tym, którzy byli wystarczaj¹co zamo¿ni, ¿eb y pozwoliæ sobie na najdro¿sze i najbardziej egzotyczne przyjemnoœci. Gdy tylko zrozumia³a, za kogo wzi¹³ j¹ Hayden St. Clair, omal nie sp³onê³a ze wstydu. By³a prze-ra¿ona. Otuli³a siê szczelniej p³aszczem, ¿eby ukryæ rozdarty stanik, a mimo to nadal czu³a siê naga. Kobieta zaczê³a kr¹¿yæ dooko³a Lottie. Mierzy³a j¹ wzro-kiem od stóp po czubek g³owy, podobnie jak Hayden kilka minut temu. - Facet, który mnie wynaj¹³, nie wspomina³ o pañskiej damie. O pañskiej damie. Te s³owa sprawi³y, ¿e dreszcz przebieg³ Lottie po plecach. Czeka³a, a¿ markiz zaprzeczy, ale on nie odezwa³ siê s³owem. - Z t¹ kremow¹ cer¹ i ogromnymi niebieskimi oczami mo¿e nam tylko przeszkadzaæ. Mam racjê? - Lottie ode-tchnê³a z ulg¹, kiedy kobieta w koñcu zwróci³a siê do Hay-dena. W jej oczach pojawi³a siê chciwoœæ. - Mnie to i tak nie robi ró¿nicy. Je¿eli chcesz popatrzeæ, jak robiê to z ni¹, musisz zap³aciæ podwójnie. Takie przyjemnoœci zawsze s³ono kosztuj¹. Hayden przechyli³ g³owê na bok i przyjrza³ siê Lottie. NajwyraŸniej nad czymœ siê zastanawia³. Dziewczyna przerazi³a siê, ¿e jest gotów przystaæ na propozycjê tej la-dacznicy. Jednak po chwili odezwa³ siê ³agodnym g³osem, jak gdyby poza nim i Lottie w pokoju nie b y³o nikogo. - Je¿eli ona jest od pani McGowan, to znaczy, ¿e ty...? - W³aœnie wychodzê. - Lottie uœmiechnê³a siê promiennie, ruszaj¹c w kierunku drzwi. - Skoro pañski lokaj ma dzisiaj wolne, sama znajdê drogê do wyjœcia. Markiz zrobi³ krok, uniemo¿liwiaj¹c jej ucieczkê. -To nie bêdzie konieczne. Mogê pani¹ zapewniæ, ¿e opuœci nas mój drugi goœæ. - W takim razie dotrzymam pani towarzystwa - zaproponowa³a Lottie, chwytaj¹c kobietê za ramiê niczym linê, która mo¿e uchroniæ j¹ przed utoniêciem w Tamizie. 33 Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

- Chwileczkê - zaprotestowa³a kobieta. Jednym szarp-niêciem wyswobodzi³a siê z uœcisku Lottie. - Nie pozwolê, ¿eby zniszczy³ pan moj¹ reputacjê. Lydia Smiles nigdy nie zostawia mê¿czyzny nieusatysfakcjonowanego. Nie odrywaj¹c oczu od Lottie, Hayden wyci¹gn¹³ z sa-kwoja¿a na biurku gruby plik banknotów i rzuci³ je prosty-tutce. -To powinno zrekompensowaæ pani zbêdn¹ fatygê, panno Smiles. Mogê pani¹ zapewniæ, ¿e nic nie sprawi mi wiêkszej satysfakcji ni¿ pani niezw³oczne w yjœcie. Mimo niezadowolonego wyrazu twarzy kobieta chwyci³a pieni¹dze i bez s³owa wsunê³a je za stanik. Kied y zak³ada³a rêkawiczki, rzuci³a Haydenowi zawiedzione spojrzenie, a na koniec przyjrza³a siê Lottie ze wspó³czuciem. - Wielka szkoda, ¿e nie mog³am zostaæ, kochanie. Wy gl¹da na to, ¿e mo¿esz nie poradziæ sobie z takim mê¿czy zn¹. Po tych s³owach w ysz³a z pokoju. Lottie musia³a przyznaæ jej racjê. Kiedy us³ysza³a trzask zam ykanych drzwi, ogarnê³a j¹ tym wiêksza rozpacz. Hayden St. Clair opar³ siê o biurko. Skrzy¿owa³ rêce i przybra³ wyraz twarzy, który sprawi³, ¿e przypomina³ teraz mordercê w ka¿dym calu. - Piszesz do tych szmat³awców, mam racjê? - Co pana sk³oni³o do takich wniosków? - Lottie zerknê³a ukradkiem na swoje rêce, po czym schowa³a je za siebie. Do³o¿y³a wszelkich starañ, ¿eby wyczyœciæ palce i paznokcie z atramentu. Zrobi³a to z myœl¹ o swoim debiucie. - Powiedzm y, ¿e nauczy³em siê rozpoznawaæ takich ludzi jak pani. - Zmru¿y³ oczy. - A wiêc na ¿yczenie którego z tych nieszczêsnych brukowców postanowi³a mnie pani szpiegowaæ? Dla „The Tatler"? Dla „The Whisperer"? A mo¿e to sam „The Times" posun¹³ siê tak daleko? - Po-trz¹sn¹³ g³ow¹. - Nie mogê uwierzyæ, ¿e wykazali siê takim brakiem rozs¹dku, przys y³aj¹c kobietê. I to kobietê tak¹ jak pani. - Zmierzy³ j¹ wzrokiem. Jego spojrzenie wywo³ywa³o gor¹ce dreszcze na jej ciele. - Jakb ym by³ mê¿- Teresa Medeiros Skandal czyzn¹... - Nie dokoñczy³ zdania, jak gdyb y sam nie by³ pewien, jakim mê¿czyzn¹ mia³b y byæ. Lottie wyprostowa³a siê. - Zapewniam pana, ¿e dla nikogo nie szpiegujê. - W takim razie mo¿e zechce mi pani wyt³umaczyæ, dla-czego przy³apa³em pani¹ na myszkowaniu pod oknem. Otworzy³a usta, ale natychmiast je zamknê³a. Markiz uniós³ jedn¹ brew. Ca³e napiêcie nagle opuœci³o Lottie. -No dobrze! Jeœli musi pan wiedzieæ, tak, szpiegowa³am. Ale nie robi³am tego dla ¿adnej gazety. Chcia³am zaspokoiæ w³asn¹ ciekawoœæ. -1 co, uda³o mi siê pani¹ zaspokoiæ? - Wyzwanie, które wyczyta³a w jego spojrzeniu, przypomnia³o jej, ¿e jeszcze kilka minut temu znajdowa³a siê w jego ramionach, od-wzajemnia³a jego poca³unki, czu³a ciep³o jego d³oni na nagiej skórze. Lottie zrobi³o siê gor¹co. Zaczê³a niespokojnie chodziæ w kó³ko. - Nie rozumiem, dlaczego tak to pana z³oœci. Przecie¿ ja tylko pilnowa³am w³asnych spraw... Markiz uniós³ drug¹ brew. - To znaczy chcia³am pilnowaæ w³asnych spraw, ale to by³o, zanim Harriet pods³ucha³a pokojówki, które plotko-wa³y, ¿e s¹siadem mojej ciotki jest zabój... - urwa³a, posy-³aj¹c mu nerwowe spojrzenie. - Zabójca? - zap yta³ ³agodnie. Lottie zdecydowa³a, ¿e najbezpieczniej bêdzie pozostawiæ jego s³owa bez komentarza. - Chwilê póŸniej znalaz³am siê na drzewie, podar³am swoj¹ piêkn¹ sukniê, a kot ciotki robi³ do mnie z góry g³upie miny. - Przystanê³a na chwilê. - Czy wszystko jest dla pana jasne? - Niezupe³nie - odpar³ uprzejmie. - Ale proszê mówiæ dalej. Ponownie zaczê³a kr¹¿ yæ po pokoju, potykaj¹c siê przy tym o fa³dê p³aszcza. Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

- Zaraz po tym, jak omal nie wpad³am na tê okropn¹ Terwilliger, dostrzeg³am w pañskim oknie dziwne œwiat³o. Dom móg³ zaj¹æ siê ogniem, rozumie pan? Równie dobrze mog³am uratowaæ pañskie ¿ycie! A co dostajê w zamian? Wci¹gn¹³ mnie pan do domu, nazwa³ mnie szpiegiem, a do tego... - Obróci³a siê, ¿eb y na niego spojrzeæ. Unios³a dumnie g³owê. - Poca³owa³ mnie pan! - Z pewnoœci¹ to najbardziej nikczemne z moich prze winieñ - mrukn¹³. Sprawia³ wra¿enie bardziej rozbawio nego ni¿ zawstydzonego. - Nawet morderstwo blednie w porównaniu z czymœ takim. Lottie wyci¹gnê³a rêce przed siebie. Nawet nie zauwa¿y- ³a, kiedy p³aszcz zsun¹³ siê jej z ramion. - Czy pan nic nie rozumie? Jeszcze nie mo¿na mnie ca ³owaæ. Dopiero dzisiaj wkraczam w wielki œwiat! - Jestem o tym przekonany. '.Zaalarmowana jego spojrzeniem, które powêdrowa³o poni¿ej jej twarzy, oraz chrapliw¹ nut¹ w jego g³osie, Lot tie spojrza³a w dó³ i z przera¿eniem odkry³a, ¿e rozdarty jedwabny stanik ods³oni³ ró¿owy sutek. Czym prêdzej podci¹gnê³a materia³, ale zaraz skrzywi³a siê na dŸwiêk pêkania kolejnego szwu. Skoro nie mog³a zachowaæ resztek godnoœci, musia³a chocia¿ obroniæ swoje racje. Pospiesznie otworzy³a okno, wskaza³a w kierunku domu ciotki, po czym wyjaœni³a: - Dziœ wieczorem odbêdzie siê mój debiut. W³aœnie tam. Budynek po drugiej stronie muru ton¹³ w œwiat³ach. Po-brzêkiwanie uprzê¿y, stukanie podków, terkot kó³ powozów miesza³y siê z wybuchami œmiechu oraz szmerem rozmów. Kwartet smyczkowy stroi³ instrument y. DŸwiêki stawa³y siê harmonijne. Gd y tylko sta³o siê jasne, ¿e niewiele czasu pozosta³o do rozpoczêcia balu, Lottie zaczê³a siê modliæ, ¿eby nikt nie odkry³ jej znikniêcia. Twarz Haydena zmieni³a siê. Wœciek³oœæ ust¹pi³a prze-ra¿eniu. - Ach, tak! - w ykrzykn¹³, wpatruj¹c siê w jej twarz, jak gdyb y widzia³ j¹ pierwszy raz w ¿yciu. - Nie pisujesz dla Teresa Medeiros Skandal ¿adnego z brukowców. Jesteœ tym dzieckiem z s¹siedniego domu. Tym sam ym, które widzia³em dzisiaj rano. -Przejecha³ rêk¹ po w³osach, odgarniaj¹c kosmyki, które opada³y na czo³o. - Dobry Bo¿e, co ja zrobi³em! - Nic! - uspokoi³a go. Jego reakcja bardziej j¹ zaniepo-koi³a, ni¿ nape³ni³a ulg¹. - I wcale nie jestem ju¿ dzieckiem. Do pana wiadomoœci: za nieca³e dwa miesi¹ce skoñczê dwadzieœcia jeden lat. Mary Shelley mia³a zaledwie szesnaœcie lat, kiedy uciek³a do Francji z Percym Bysche'em Shelleyem. - Ku niezadowoleniu pierwszej pani Shelley, z któr¹ za-pomnia³ siê rozwieœæ. - Hayden spojrza³ znad biurka, jak gdyb y szuka³ jakiejœ tarczy, która mog³ab y ich od siebie od-dzieliæ. - Kamieñ spad³ mi z serca na wieœæ, ¿e ju¿ nie nosisz œliniaczków, ale jednego nadal nie rozumiem. Czy dwadzie-œcia jeden lat to nie jest zbyt powa¿ny wiek na debiut? Lottie prychnê³a pogardliwie. - Nie mam zamiaru zostaæ star¹ pann¹, je¿eli to pan su-geruje. Kiedy mia³am osiemnaœcie lat, spêdziliœmy sezon w Grecji, a rok temu przydarzy³ mi siê nieszczêœliwy w ypadek, kied y to... - zawaha³a siê, bo nagle zda³a sobie sprawê, ¿e jej wyznanie mo¿e nie b yæ godne dojrza³ej kobiety - ...chorowa³am na odrê. To by³ wyj¹tkowo ciê¿ki przypadek - doda³a. - Gd yb ym do tego z³apa³a szkarlatynê, mog³ab ym umrzeæ. - To b y dopiero by³a tragedia! Gdyb yœ umar³a, nigdy by-œmy siê nie spotkali. Lottie Ÿle go os¹dzi³a. Potrafi³ byæ sardoniczny. Ignoruj¹c jej ch³odne spojrzenie, opar³ obie d³onie na biurku. - Czy zdaje sobie pani sprawê, w jakiej trudnej sytuacji nas pani postawi³a, panno... panno...? - Fairleigh - dokoñczy³a. Uk³oni³a siê przy tym z tak¹ gracj¹, ¿e nawet panna Terwilliger b y³ab y z niej dumna, gdyb y nie fakt, ¿e jedn¹ rêk¹ podtrzymywa³a rozerwan y stanik'.- - Panna Carlotta Anna Fairleigh, ale moi bliscy i przyjaciele zwracaj¹ siê do mnie Lottie. Teresa .Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

Jego lekcewa¿¹ce prychniêcie oznacza³o, ¿e nie musia³a tego dodawaæ. - Naprawdê? A wiêc, panno Fairleigh, czy ani trochê nie dba pani o dobre imiê? Reputacjê? Nikt nie docenia swojej reputacji, dopóki jej nie straci. Proszê mi wierzyæ. Nikt tego nie wie lepiej ode mnie. - Ale ja niczego nie straci³am - zaprotestowa³a. - Na razie - w ycedzi³ przez zaciœniête zêby. Kiedy obszed³ biurko i zbli¿y³ siê do niej, Lottie cofnê³a siê w stronê otwartego okna. - Co pani zdaniem powinienem teraz z pani¹ zrobiæ, panno Fairleigh? Lottie uœmiechnê³a siê z nadziej¹. - Bior¹c pod uwagê, ¿e posiekanie mojego cia³a na ka-wa³ki i ukrycie ich w pojemniku na popió³ wymaga³oby zbyt wiele zachodu, proponujê, ¿eb y odprowadzi³ mnie pan do domu ciotki i pomóg³ mi wœlizgn¹æ siê do œrodka, zanim Sterling odkryje moje znikniêcie. - Sterling? - powtórzy³ z niedowierzaniem. Zrobi³ krok w jej stronê. - Chyba nie mia³a pani na myœli Sterlinga Harlow? Diab³a Devonbrooke? Machnê³a rêk¹, ¿eby rozproszyæ jego obawy. - On wcale nie jest taki straszn y. Kiedy mia³am trzy lata, moi rodzice zginêli w po¿arze. Matka Sterlinga, lady Ele- anor, zabra³a nas do siebie. Niestety zmar³a, kiedy skoñ-czy³am dziesiêæ lat. Sterling zosta³ moim ojcem i szwagrem, od kied y poœlubi³ moj¹ siostrê, Laurê. Markiz nie odrywa³ od niej wzroku. - W takim razie nie bêdziesz mia³a nic przeciwko temu, ¿e zaci¹gnê ciê tam za ucho i za¿¹dam kary, na jak¹ zas³u-¿y³aœ. Lottie prze³knê³a z wysi³kiem œlinê. Uœmiech zblad³ na jej ustach. - Mo¿e jednak zakopanie moich szcz¹tek w popiele nie jest wcale takim z³ym pomys³em. Stan¹³ blisko, jego postaæ rzuca³a na ni¹ cieñ. Przez chwilê podejrzewa³a, ¿e wypchnie j¹ za okno, ale zamiast tego po prostu zarzuci³ jej p³aszcz na ramiona. Nawet Teresa Medeiros Skandal przez gruby we³niany materia³ czu³a ciep³o jego delikatnych r¹k. - Nie wyjaœni³a mi pani jeszcze jednej rzeczy, panno Fairleigh. Dlaczego pozwoli³a mi pani...? - Jego wzrok spocz¹³ na jej ustach, a ciemne gêste rzês y przys³oni³y zie lone oczy. - Czy w ten sposób chcia³a pani zaspokoiæ swoj¹ ciekawoœæ? Lottie nie mog³a siê opanowaæ, ¿eby nie zwil¿yæ warg koniuszkiem jêzyka. - Nie - odpar³a ³agodnie. - Myœla³am raczej o pañskiej. Teraz te¿ chcia³ j¹ poca³owaæ. Zanim sam siê do tego przed sob¹ przyzna³, jego oczy pociemnia³y, a serce przy-spieszy³o r ytm. Tym razem delikatnie uj¹³ jej twarz w swoje d³onie i poca³owa³ j¹ tak, jak gdyb y to b y³ jej pierwszy, a jego ostatni poca³unek. Kiedy smakowa³ jêzykiem ciep³y miodow y smak jej ust, w ydarzy³o siê coœ niesamowitego. Lottie us³ysza³a znan¹ melodiê. Up³ynê³o kilka sekund, zanim zrozumia³a, ¿e ta muzyka nie dochodzi³a z g³êbi jej serca, tylko z sali balowej w domu ciotki. -O nie! - Chwyci³a Haydena za muskularne ramiona i spojrza³a na niego z przera¿eniem. - Muzycy zaczêli graæ pierwszego walca! Powinnam ju¿ dawno zejœæ ze schodów! Wszyscy mieli mnie podziwiaæ! Sterling powinien zaprowadziæ mnie na salê balow¹ i zatañczyæ ze mn¹ pierwszy taniec! Hayden wygl¹da³ przez ramiê za okno. Jego twarz nie wyra¿a³a skruchy. - Wydaje mi siê, ¿e mimo wszystko jest teraz bardzo za-jêty. Lottie powoli odwróci³a siê w stronê okna. Poczu³a, jak przera¿enie wywo³uje skurcz w ¿o³¹dku. Nawet z tej od-leg³oœci by³o widaæ, ¿e salonik, z którego uciek³a, nie b y³ ju¿ pusty. Wrêcz przeciwnie, b y³o w nim t³oczno jak w ulu. Ale jedyn¹ osob¹, która przyci¹gnê³a uwagê Lottie, by³a postaæ w czerni, która wychylona przez okno, rozgl¹da³a siê, trzymaj¹c lornetkê przy oczach. Lottie wstrzyma³a oddech, kiedy Agata Terwilliger poda³a lornetkê wysokie- 39 Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.

mu mê¿czyŸnie o jasnych w³osach, który sta³ sztywno obok. By³o za póŸno, ¿eby zamkn¹æ okno i zas³oniæ kotary. Sterling spojrza³ w jej stronê i Lottie nie mog³a zrobiæ nic innego jak po prostu staæ bez ruchu w objêciach Haydena St. Clair. Rozdzia³ 3 Obawiam siê, ¿e zniszczy³am swoj¹ niewinnoœæ jedynie przez w³asn¹ porywczoœæ... Ta dziewczyna jest skompromitowana. Ca³kiem skompromitowana. Agata Terwilliger unios³a monokl, po czym zmierzy³a wzrokiem wszystkich goœci, którzy zasiadali w eleganckim salonie Devonbrooke House. -Zawsze siê tego obawia³am. Od samego pocz¹tku przeczuwa³am, ¿e ona Ÿle skoñczy. Na te s³owa pochlipywanie Harriet przerodzi³o siê w szloch. Le¿a³a na otomanie pokrytej zielono-z³otym adamaszkiem. Mia³a czerwon¹ od p³aczu twarz, a spuchniêt¹ w kostce nogê opiera³a na wa³ku. - Nie powinna pani winiæ Lottie. To wszystko moja wina! To ja wszystko popsu³am! Gdyb ym siê nie przerazi³a i nie pobieg³a za ni¹, a potem nie wpad³a w dziurê na s¹siedniej posiad³oœci i nie narobi³a takiego zamieszania, nikt b y siê nawet nie dowiedzia³, ¿e nie ma jej w pokoju. - A gdyb ym ja i inni goœcie nie us³yszeli twoich jêków, nadal le¿a³abyœ w trawie niczym wyrzucona na brzeg ryba - warknê³a panna Terwilliger. Przywo³ana do porz¹dku Harriet zaczê³a cicho p³akaæ. Brat Lottie, George, wyj¹³ z butonierki haftowan¹ chus-teczkê z monogramem, po czym poda³ j¹ dziewcz ynie. Odziedziczywszy imiê po œwiêtym Jerzym, nigdy nie potrafi³ oprzeæ siê pokusie niesienia pomocy damie, która akurat znajdowa³a siê w szponach smoka. - Proszê siê nie obwiniaæ, panno Dimwinkle - odezwa³ siê. - To panna Terwilliger podnios³a alarm, kiedy nie Teresa Medeiros Skandal Generated by Foxit PDF Creator © Foxit Software http://www.foxitsoftware.com For evaluation only.