Julka_15

  • Dokumenty14 448
  • Odsłony796 265
  • Obserwuję650
  • Rozmiar dokumentów20.3 GB
  • Ilość pobrań400 644

Lynn Sandi - Lighting PL

Dodano: 2 miesiące temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 2 miesiące temu
Rozmiar :2.2 MB
Rozszerzenie:pdf
Odsłony:520
Pobrania:334

Lynn Sandi - Lighting PL.pdf

Julka_15 Alfabetycznie literatura różna- romanse, rom.hist,powieści, krymi L
Użytkownik Julka_15 wgrał ten materiał 2 miesiące temu. Od tego czasu zobaczyło go już 520 osób, 334 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 153 stron)

SANDI LYNN LIGHTING Tłumaczenie : Lofkikiski Beta : Troublemaker Wszystkie tłumaczenia w całości należą do autorów książek jako ich prawa autorskie, tłumaczenie jest tylko i wyłącznie materiałem marketingowym służącym do promocji twórczości danego autora. Ponadto wszystkie tłumaczenia nie służą uzyskiwaniu korzyści materialnych, a co za tym idzie każda osoba, wykorzystująca treść tłumaczenia w celu innym niż marketingowym, łamie prawo.

Rozdział 1. - Strzelił i zdobył punkt! Tłum wiwatował, kiedy jeździłem po lodzie z szerokim uśmiechem i ze swoim kijem trzymanym dumnie w powietrzu. Adrenalina którą czułem, nigdy się nie nudziła. Pierwszy mecz w sezonie i trzy gole strzelone z dokładnością, przyniosły zwycięstwo naszej drużynie. Moi koledzy zebrali się wokół mnie; dzikie bestie zarzuciły ich ciała w podekscytowaniu na zwycięstwo, które było nasze. Krzyki wypełniły arenę. Przeskanowałem wzrokiem tłum, ale jedyną rzeczą na której mogłem się skupić było to, że nie było mojego taty by mógł mnie oglądać. Zjeżdżając z lodu, zespół udał się do szatni gdzie zostaliśmy wszyscy spryskani szampanem, świętując naszą wygraną. - Jesteś szybki i wściekły, bracie – powiedział Tommy,mój najlepszy przyjaciel i kolega. - Dzięki, Tommy. Wszyscy dzisiaj odegraliśmy świetny mecz. Nasz trener, Gene Young, wszedł do szatni z szerokim uśmiechem na twarzy. - Doskonała gra, chłopaki. Jestem dumny z każdego z was. Jutro ostre ćwiczenia o ósmej rano. Nasz następny mecz jest z Królami L.A. , a ja chcę pokonać tych sukinsynów. Przegrana nie wchodzi w grę. Zrozumiano? -Tak , trenerze - odpowiedzieliśmy zgodnie jak wyszedł z szatni. Mieliśmy dobry powód do świętowania i wybieraliśmy się do baru Louie’go. - Świetna gra, bracie - Owen uderzył mnie pięścią. - Byłeś niesamowity dzisiejszej nocy. Jestem z Ciebie dumny - Brandon uśmiechnął się, poklepując mnie po ramieniu. -Gdzie jest tato? –zapytałem z nutą rozczarowania.

-Jestem pewny, że zemdlał gdzieś pijany – powiedział Brandon. Nie wiedziałem, dlaczego w głębi duszy czułem rozczarowanie. Rzadko kiedy bywał na moich meczach, a jeżeli już to zazwyczaj był pijany zanim się pokazał. -Zapomnij o nim – zaczepił swoje ramię wokół mnie. Chodźmy znaleźć jakieś dziewczyny i zaliczmy dzisiejszej nocy. Kiedy weszliśmy do baru Louie’s ,drużyna już zajmowała nasze dotychczasowe miejsca. Siadając, złapałem butelkę piwa, która już na mnie czekała. -Za niesamowitego Logana Błyskawicę - butelki piwa brzdęknęły o siebie. Właśnie tak mnie nazywano, Logan Błyskawica, ponieważ byłem tak szybki jak błyskawica na lodzie. Zostałem wprowadzony do hokeja gdy miałem sześć lat, kiedy mój tata zabrał mnie na mój pierwszy mecz. Od tamtej pory stałem się graczem hokeja NHL1 , który mnie pochłonął. Tobyło moje życie i cała ciężka praca jaką w nią włożyłem się opłacała. Zostałem zauważony przez New York Rangers w wieku siedemnastu lat, kiedy grałem dla szkolnego zespołu i wzięto nas do krajowych. Strzelenie trzech goli w niecałą minutę i bycie najszybszym zawodnikiem na lodzie złapało mi miejsce w drużynie z początkową płacą i kontraktem, który prawie przyprawił mnie o zawał serca. Rok później potwierdzając moją wartość kolejnych zwycięstw i zdobyciem gola, który zdobył nam Puchar Stanley’a w cztery minuty przed końcem gry, reklamamowałem Nike, Gillette, Coca Cole i Polo Ralph Lauren2 , przyniosła mnie do top dziesiątki, najbardziej płatnych reklamujących sportowców na świecie. Miałem to wszystko. Sławę, majątek i prawie każdą kobieta jaką chciałem. Randkowanie było dla mnie sporadycznym obiadem i seksem. Albo przez większość czasu, tylko seksem. Wieloma jednorazowymi wypadami zwłaszcza kiedy graliśmy mecze wyjazdowe. Związki i zobowiązania były bsolutnie nie dla mnie. Byłem już w oddanym związku i był nim hokej. Jedna i jedyna miłość mojego życia. Oglądałem niektórych moich kolegów z ich dziewczynami, ale to nigdy nie działało. Kłótnie i stała zazdrość zawsze stała na czele ich relacji. Nie miałem czasu na to gówno ani też nie chcę tego. Byłem szczęśliwy będąc kawalerem, wykonując pracę , którą kocham bardziej niż cokolwiek na świecie, i pieprząc piękne kobiety, wiedząc już ,że odejdą następnego ranka. Po wyrzuceniu kolejnego piwa, wstałem aby skorzystać z toalety. Kiedy skończyłem, wyszedłem i zobaczyłem ładną dziewczynę , która stała pięć stóp dalej, z długimi czarnymi włosami , opierając się o ścianę. -Hej - uśmiechnęła się - Nie jesteś przypadkiem, Logan Jackson z New York Rangers? - Cześć, i tak, jestem- Grzecznie się uśmiechnąłem. - Zostałam na meczu i byłeś tam niesamowity - zagryzła dolną wargę. Umieszczając moje ręce w kieszeniach, powiedziałem: -Dziękuję. - Dzisiaj są moje dwudzieste pierwsze urodziny, a bilety były prezentem od moich przyjaciółek. Wiedzą, jak bardzo kocham hokej.

Miała wielki uśmiech i duże brązowe oczy. Musiałem świętować moje zwycięstwo, a ona była po prostu dziewczyną gotową mi w tym pomóc - Ponieważ są to twoje urodziny a do tego dwudzieste pierwsze, pozwól mi kupić cidrinka. - Dziękuję. Byłoby świetnie. - Jak masz na imię? - Tori. - Miło Cię poznać, Tori. - wyciągnąłem do niej rękę. Kiedy wróciłem do stolika powiedzieć chłopakom, że będę siedział w barze z Tori, mój brat, Owen, delikatnie chwycił mnie za ramię i pociągnął w kąt. - Brawo, brachu - uśmiechnął się. - Tojej dwudzieste pierwsze urodziny, a ja po prostu kupuje jej drinka z okazji jej ustawowego wieku do piciamrugnąłem. - Baw się dobrze w stukaniu tego tyłka - poklepał mnie po plecach, zanim on i Brandon wyszedł z baru. ****** Szelest pościeli i cichy jęk obudził mnie z głębokiego snu. Leżałem tak zamrożony, starając się przypomnieć sobie co robiłem ostatniej nocy. Boli mnie głowa. Za dużo piwa poprzedzonego shotami naprawdę mnie powaliło. Jedyną rzeczą jaką sobie przypominam był jej wielokrotny krzyk mojego imienia. - Dobry - szepnęła mi do ucha, kiedy położyła dłoń na moim ramieniu. - Dzień dobry - wymamrotałam. - Miałam najlepszy czas ostatniej nocy i najlepsze urodziny kiedykolwiek Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki - Mam trening w ciągu kilku godzin, więc myślę, że najlepiej będzie, jeśli ubierzesz się i skierujesz się do domu. Mogę ci wezwać taksówkę - wrzuciłem na siebie parę spodni dresowych i skierowałem się do kuchni, aby zaparzyć dzbanek kawy. - Mówisz poważnie? - zapytała, jak wychodziła z sypialni. - Poważny z czym? - O mnie wychodzącej. Myślałam, że może to nocy coś znaczyło. Toznaczy, wydaje mi się, że mieliśmy połączenie.

Gówno. Była jedną z tych dziewcząt. Przewróciłem oczami, zanim odwróciłem się i spojrzałem na nią, w te jej smutne oczy szczeniaka. - Słuchaj, Tori. Jesteś wspaniałą dziewczyną i wszystko, ale ostatnia noc była tylko jednorazową sprawą. Oboje za dużo wypiliśmy i mieliśmy trochę zabawy. Jestem całkiem pewien, że nie jestem jedynym, nocnym podbojem jaki miałaś. Smutek w jej oczach zwrócił się do wściekłości -Faktycznie, jesteś. Nie robię tego typu rzeczy. Nie jestem taka dziewczyną. - Dlaczego więc zrobiłaś to ze mną? - zapytałem od niechcenia. - Ponieważ czułam coś, gdy się poznaliśmy i mam te wibracje, które stwierdziło, że Ty też. Chyba jednak ,nie" - mówiła jak wsunęła stopy w obcasy - Możesz być dobry kurwa w pieprzeniu ,ale jesteś kompletnym dupkiem i wiesz co? Karma jest suką -wybiegła przez drzwi, zatrzaskując je za sobą. Westchnąłem jak nalewałem sobie filiżankę kawy. Idąc do łazienki, aby wziąć prysznic, usłyszałem dźwięk mojego telefonu za pomocą wiadomości tekstowej od Owena. - Jak było z tą laską ostatniej nocy? - Tak naprawdę nie pamiętam. Wkurzyła się i nazwała mnie dupkiem. - Błyskawica Logan uderza ponownie. W każdym razie, idziesz dzisiaj na kolację taty,prawda? - Kurwa. Todzisiejszej nocy? - Tak. Siódma godzina. - Wkażdym razie, dlaczego on, nas w ogóle zaprasza naten obiad ? - Wydaje się, że poznał kogoś i chce zapoznać nas z nią. - Kurwa. Tomusisz być żart. - Nie, bracie. Po prostu bądź tam i staraj się być miły. - Nie mogę niczego obiecać. Uczucie w dole brzucha nie jest jednym z tych dobrych. Kimkolwiek ta kobieta była, mam nadzieję, iż wie w co się pakuje. Złość się we mnie kotłowała i jedynym sposobem, w jaki byłem w stanie sobię z nią poradzić, była jazda na lodzie. Rozdział 2 Zacząłem swoją rozgrzewkę, prowadząc przed sobą krążek, zwiększyłem swoją szybkość, aż dotarłem do maksymalnej prędkości, potem przesuwać krążek z boku na bok. Zacząłem

ćwiczenia na własną rękę, zanim reszta zespołu dotarła. - Hej - Tommy krzyknął z drugiej strony - Gotowy na mnie? Patrząc na niego z uśmiechem, powiedziałem: -Przynieś go,suko. - Koleś, jesteś nie do pokonania dzisiaj. Co się dzieje? - zapytał, jak jego kij ukradłkrążka. - Idę do mojego ojca na kolację. Chyba kogoś poznał. - Czy to dobra rzecz? - walczyliśmy o krążek. - Nie jestem jeszcze pewien - nasze kije są splątane, ja kradnę krążek. - Minęło już osiemnaście lat, stary. Już czas aby twój stary wyszedł i poznał kogoś. - Osiemnaście pijackich lat. Zastanawiam się, czy ona wie, że jest alkoholikiem. - Zgaduję, że dowiesz się dziś wieczorem. Trener Gene i reszta zespołu zjechała z lodu, kiedy powiedział nam, żebyśmy się ustawili w linii do ćwiczeń. - Dobra, słuchajcie chłopaki. Jutrzejszej nocy zagramy przeciwko Washinghton Capitals na naszym terytorium. Nie chcę żadnych nieszczęśliwych wypadków z nimi jak w poprzednim sezonie. Wiem, że niektórzy z was mają problemy z tymi zawodnikami ale ze względu na grę utrzymajcie to w ryzach. Nie pozwólmy im wygrać ich drugiego meczu. Gdyskończycie rozgrzewkę, chcę iść przejrzeć nowe gry na jutrzejszy mecz. A teraz ruszajcie. Kiedy mineło pół godziny od rozpoczęcia treningu, trener zawołał mnie, bym zjechał z lodowiska. - Co tam ,trenerze? - Daję Ci teraz ostrzeżenie co do jutrzejszego meczu. Tenmały wyczyn, który wywinełeś w ostatnim sezonie z Gavin’em Machard kosztował nas wygranej gry, nie mówiąc już o tym, żenie było go przez cały sezon, ponieważ rehabilitował kolano, które muzłamałeś. - Podszedł do mnie pierwszy - wskazałem na niego palcem. - Tonie ma znaczenia. Złamałeś kolano dzieciakowi i przypłaciło to jego sezonem i naszą grą. Trzymaj się od niego z daleka. Rozumiesz mnie? Jesteś najlepszym graczem w tym zespole. Cholera, jesteś praktycznie najlepszym graczem w całej cholernej lidze. Nie spierdol tego, bo posadzę cię na ławce. - Nie, nie zrobisz tego. Potrzebujesz mnie i dobrze o tym wiesz. Beze mnie w tym zespole, nie byłoby nas tu gdzie jesteśmy teraz. - Jesteś zarozumiałym sukinsynem, Logan. Terazwracaj tam i zakończ trening. - Nie muszę ćwiczyć, trenerze - mrugnąłem jak wjechałem z powrotem na lód.

**** Po opuszczeniu budynku, Ollie, kierowca mojego brata Brandona, otworzył drzwi. - Dobry wieczór, Logan - uśmiechnął się uprzejmie. - Dobry wieczór, Oliie - odwzajemniłem uśmiech jak wspinałem się na siedzenie obok mojego brata - Gdzie jest Owen? - zapytałem, gdy go nie zobaczyłem. - Chce się spotkać z nami tam na miejscu. Miał coś do zrobienia - Przysięgam na Boga, jeśli się z tego wykręci, skopię mu dupę. Brandon zachichotał - On nie się z tego nie wykręci i jestem pewny, że to on skopałby Ci tyłek, mały bracie. Podjeżdżając przed mój rodzinny dom, westchnąłem - Ciocia Vanessa i wujek Alan przyjdą? - Nie sądzę, żeby tato ich zaprosił. Wierzę, że zaprosił tylko nas. Wygrzebując się z limuzyny, mój żołądek skręcił się w węzeł na myśl, że musiałem stawić czoła ojcu, który nie mógł zmusić się do przyjścia na mój pierwszy mecz zeszłej nocy. Gdy weszliśmy do domu, przywitał się z nami w drzwiach, potrząsając najpierw rękę Brandona. Odszedłem i poszłem do kuchni żeby napić się piwa zanim miał szansę powiedzieć coś do mnie. Otwierając lodówkę, zauważyłem, że nie było żadnego. - Dobrze Cię widzieć, Logan - powiedział mój ojciec, idąc do kuchni za Brandonem - Przykro mi, że nie mogłem przyjść na Twój mecz ostatniej nocy. - Tak. Cokolwiek, tato. Gdzie jest ta kobieta, która tak bardzo chciała się z nami zapoznać? - Tutaj jestem - odpowiedziała kobieta, która miała około pięć stóp, wchodząc do kuchni. Ojciec podszedł i otoczył ją ramieniem. - Chłopcy, chciałbym abyście poznali Maggie. Maggie, to są dwoje z moich chłopców,Brandon, Dyrektor Generalny Jackson Software i Logan, profesjonalny hokeista dla New York Rangers. Wyciągnęła rękę do Brandona, a potem do mnie. Delikatnie nią potrząsnąłem. - Miło wreszcie spotkać was obu. Twój ojciec tyle o tobie mi mówił. Przewracając oczami, odwróciłem się i otworzyłem barek. Był pusty. Zanim zdążyłem zapytać o to, drzwi się otworzyły i wszedł Owen. - Teraz, kiedy wszyscy są tutaj, usiądźmy zjeść kolację - powiedział mój ojciec, kładąc rękę na jej plecach i poprowadził ją do stołu. Maggie była atrakcyjną kobietą. Nosiła blond włosy obcięte w krótkim stylu boba, które dopełniały jej zielone oczy. Wyglądała na ten sam wiek co mój tata, pięćdziesiąt osiem. Może rok

lub dwa młodsza. - Tato, gdzie jest piwo? - zapytałem. - Nie ma żadnego. Zmrużyłem oczy i wygiąłem brew -Co? - Rzuciłem picie - powiedział. Zachichotałem. - Tak, jasne. Poważnie, gdzie ono jest? - Ja nie żartuję, synu. Nie wspomniałem wam o tym chłopcy, bo nie widziałem was przez jakiś czas, ale już przestałem pić i chodzę na spotkania Anonimowych Alkocholików. Dlatego nie mogłem przyjść na Twój mecz ostatniej nocy. Miałem spotkanie. Spojrzałem na Brandona i Owena, którzy mieli ten sam wyraz twarzy, co ja. - W rzeczywistości, to właśnie tam poznałem Maggie. Ona jest moimsponsorem - wyciągnął rękę i położył dłoń na jej dłoni. - Toświetnie, tato - powiedział Brandon. -Więc pozwól mi to naprostować - położyłem serwetkę na stole - Decydujesz się, po osiemnastu latach porzucić alkohol a następnie randkujesz ze sponsorem? Nie ma jakieś reguły przeciwko temu? - Nie. Nie reguły przeciwko temu - odparł. - I jak długo jesteś trzeźwa, Maggie? - Pięć lat - uśmiechnęła się. - Maggie i ja widujemy się przez ostatnie kilka miesięcy. Jest wielkim wsparciem i cieszymy się wzajemnym towarzystwem. Potrząsając głową, wstałem od stołu. - Logan! - krzyknął ojciec - Siadaj i dokończ obiad, który Maggie tak uprzejmie przygotowała dla nas - zwrócił się do mnie. - Nie będziesz mi mówił, co mam robić, stary. Nie robiłeś, tego w ciągu osiemnastu lat, a teraz uważasz, że zamierzasz zacząć? Pierdol się! Ojciec wstał z fotela - Nie będzie używać tego rodzaju języka, w moim domu, a zwłaszcza nie przed Maggie. Jeśli nie możesz pokazać szacunku, to wyjdź! - Nie martw się. Tak właśnie zrobię - wybiegłem z jadalni przez frontowe drzwi. Niedługo potym,

Brandon i Owen byli przy moim boku. - Bracie, co do cholery jest z tobą? - powiedział Owen, kiedy chwycił mnie za ramię. - Wydaję się miła i tata przestał pić. Czy to się nie liczy? - Cokolwiek, Owen. Wróć i bądź szczęśliwą rodzinką. Wybacz temu draniowi wszystkie rzeczy, które zrobił w ciągu ostatnich osiemnastu lat. Może Ty potrafisz zapomnieć o tym, ale ja nie mogę - wyszarpnąłem się od niego i ruszyłem ulicą. Umieszczając ręce w kieszeniach, odwróciłem się - Zapytaj samego siebie, dlaczego w ogóle zacząłeś trenować boks, stary. Czujesz do niego tak wiele gniewu jak ja. Kiedy dotarłem do rogu, zrobiłem skręt w prawo i skierowałem się do baru Deweya. Siedząc na stołku, Lina, barmanka, którą znałem od kilku lat, postawiła piwo przede mną. -Wyglądasz jakbyś tego potrzebował, Logan. - Dzięki, Lina. Po śmierci mojej mamy, kiedy miałem dziewięć lat, jedynym sposobem ojca na poradzenie sobie ze jej odejściem było upijanie się każdego dnia. W minucie kiedy wracał do domu po pracy, kiedy w ogóle wrócił do domu, z trzaskiem otwierał piwo i siadał na fotelu przed telewizorem, ignorując fakt, że nawet miał trzech synów. Jego siostra, moja ciocia Vanessa skończyła opiekując się mną i moimi braćmi, po tym jak tato zaczął ciężko pić. Upewniła się, że poszliśmy do szkoły i postawiała nas na dobrej drodze do pracy zawodowej, nie pozwalając nam zbłądzić lub zboczyć z kursu. Zawdzięczam jej życie, bo była tą, która upewniła się, że miałem każdą dostępną możliwość, kiedy przyszło co do hokeja. Wraz z mężem, moim wujkiem Alanem zapewnili nam rzeczy, których nasz ojciec nie mógł. Bolało ją patrzenie na to, jak jej brat marnuje sobie życie i choć wiele razy próbowała mu pomóc, to zawsze ponosiła porażkę. Był gównianym ojcem, który dbał tylko o swój alkohol, zapominając o tym, że nie był jedynym, który stracił kogoś kogo kochał. Gdy wziąłem łyk piwa, mój umysł wrócił do mojego trzynastego roku życia. Z jakiegoś powodu, pomyślałem, że może to byłaby ta jedna noc, gdzie nie przyszedłby pijany do domu. Ale przyszedł. Ciotka właśnie ustawiła mój tort urodzinowy na stole i było późno jak zwykle. Kiedy wszedł i zobaczył nas wszystkich siedzących przy stole, wpadł we wściekłość, krzycząc i wrzeszcząc o tym, jak bezmyślni byliśmy nie czekając na niego. Chwycił ciasto ze stołu i rzucił nim przez kuchnię. Pamiętam, że w tamtej chwili pochłonął mnie gniew, i rzuciłem się na niego, uderzając go pięścią w twarz. Złapał mnie i rzucił mną o ścianę, krzycząc na mnie i mówiąc mi, że jestem niczym śmieć, który nigdy do niczego w życiu nie dojdzie. Tej nocy uciekłem i uderzyłem w łyżwy, jeżdżąc szybciej niż kiedykolwiek wokół lodu. Tobyła ta noc, w której byłem zdeterminowany, aby pokazać ojcu, że się myli i że będę czymś i kimś w życiu. - Gotowy na kolejne? - Lina zapytała z uśmiechem. -Tak - podałem jej moją pustą butelkę piwa.

Nie mogłem nic poradzić na to, że gapiłem się na jej cycki, które ciasno obejmowała jej czarna koszulka z głębokim dekoltem. Miała trzydzieści pięć lat i była nizłym towarem oraz zawsze flirtowała ze mną, gdy przychodziłem, co nie zdarzało się zbyt często, od kiedy rzadko co odwiedzałem tu ojca. - Oglądałam grę ostatniej nocy - powiedziała, kiedy podała mi kolejne piwo - Byłeśświetny. - Dzięki. Jestem również świetny w innych rzeczach - mrugnąłem. - Założę się, że jesteś - przygryzła dolną wargę, gdy pochyliła się nad barem. Moje oczy skierowały się na jej słodką szczelinę, a następnie na nią - Chcesz się dowiedzieć? -Tak. Właściwie to chcę - spojrzała na zegarek - Spójrz na to. Nadszedł czas na moją przerwę - uśmiechnęła się -Hey, Joe. Wychodzę na przerwę. Skinęła na mnie abym podążył za nią w głąb długiego korytarza do pokoju, który mieści biurko i kilka szafek. Po tym jak wszedłem, zatrzasnęła i zamknęła drzwi na klucz następnie uniosła koszulę przez głowę odsłaniając czarny biustonosz, który wyglądał na zbyt mały na jej duże cycki. Chwytając ją za ręce, pchnąłem na ścianę jedną ręką przytrzymując nad głową jej ramiona. Jej zęby uszczypnęły moją dolną wargę podczas gdy moja ręka udała się pod spódniczkę a palce przesunęły jej jedwabne majtki na bok i wbiły się w nią głęboko. Jęknęła i puściłem jej nadgarstek. - Zdejmij biustonosz i pokaż mi swoje cycki Sięgnęła za siebie i odpieła go, zdejmując ramiączka i pozwalając upaść mu na ziemię. Moje usta badały jej piersi gdy jej ręce pracowały przy moich spodniach, ściągając je w dół uwalniając mojego pulsującego kutasa. - Niezły kutas - uśmiechnęła się. Po usunięciu moich palców z jej mokrej cipki powiedziałem, aby odwróciła się twarzą do ściany. Wyciągnąłem prezerwatywę z portfela, wsunąłem się w nią i utknąłem w jej wnętrzu. Westchnęła i wypuściła kilka niskich pomruków gdy waliłem w nią szybko i wściekle. - Tojest to, czego chciałaś? - zapytałem. - Tak, oooh tak - jęknęła. Sięgnąłem dookoła niej i chwyciłem za cycki, szczypiąc za sutki gdy jej cipka zaciskała się wokół mnie a jej ciało skręcało się, kiedy fala ciepła pędziła przez mojego fiuta i sprawiając, że dochodzę. - Ahh, taak. Kurwa tak - jęknąłem. Wychodząc z niej, zwinąłem prezerwatywę i podciągnąłem spodnie. - Co chcesz, żebym z tym zrobił ? - zapytałem. - Wyrzucę to do kosza w barze. Nie chcę żeby szef się dowiedział, że się tu pieprzyłam - uśmiechnęła się. - Chcesz jeszcze jedno piwo?

- Nah. Mam zamiar wrócić do domu. Dzięki, Lina. Potrzebowałem tego. - Nie ma problemu, Logan. Na pewno wiesz jak zaspokoić kobietę. Posłałem jej mały uśmiech, jak wyszedłem z biura i na zewnątrz baru. Rozdział 3. - Strzela i zdobywa gole! Błyskawica Logan jest dzisiaj nie do powstrzymania ze swoją drugą bramką w grze. Był to ostatni cykl, a my remisowaliśmy dwa do dwóch. Starcie było pomiędzy mną a Machard’em. Staliśmy tam, w pozycji czekając aż krążek spadnie. Jego niebieskie oczy płonęły na moich i widziałem w nich złość, jakby czekał na doskonałą okazję aby rozerwać mnie na strzępy. - Koleś, przykro mi z powodu kolana. - Pierdol się, Jackson. Krążek spadł, kiedy uderzyłem w niego moim kijem, Machard rzucił kij w dół, zdjął rękawice i podszedł po mnie. Pamiętając, co powiedział trener do mnie wczoraj, ale nie mogłem tylko stać tam jak cipka i pozwolić mu się pokonać, więc i ja zrzuciłem rękawiczki i krążyliśmy wokół siebie. - Tojest ostatni okres gry i jesteśmy przywiązani do siebie. Poczekaj, aż gra się zakończy , a potem możemy to zrobić - powiedziałem. - Nie dajmy się rzucić w polu karnym. Spojrzał na mnie jak krążyliśmy wokół siebie. - Poważnie, Gavin. Dokończmy tylko mecz. - W porządku. Kiedy gra się skończy, przyjdę po ciebie, Jackson - odjeżdżając, podniósł rękawice, umieścił je z powrotem i zabrał swój kij. Tłum nas wygwizdał ale nie dbałem o to. Witałem walkę w każdej chwili, ale wierzcie mi, zacząłem większość z nich. Teraz nie było na to czasu i musiałem się upewnić, że wygramy ten mecz. Dziesięć sekund do końca, wpadłem za Tommy'ego, który podał mi krążek. Jadąc do centrum, ominełem drużynę przeciwną i strzeliłem go prosto do siatki, tak szybko, że bramkarz nawet go nie zobaczył. - I Błyskawica Logan robi to jeszcze raz! The New York Rangers pokonał Washington Capitals, trzy do dwóch, zdobywając swój drugi z rzędu mecz w tym sezonie. Tłum wiwatował, a ja przygotowałem się do ostrzeżenia Gavina. Tak szybko, jak gra została ogłoszona, rękawice spadły a on przyszedł po mnie, chwytając moją koszulkę i zadając pierwszy cios. W odwecie jak moja pięść uderzyła go w szczękę, uderzył mnie ponownie. Trzymając się siebie, oboje upadliśmy, on lądując na mnie, uderzył mnie twardą pięścią.

Sędziowie ściągnęli go ze mnie i przerwali walkę. Tłum oszalał ,a Tommy pomógł mi wstać. - Niezła walka, Logan. Co do cholery robisz? Nie będziesz walczyłponownie. Otarłem ręką krew, która kapała z mojego nosa - Przynajmniej to mogłem zrobić za złamanie jego kolana - gdy weszliśmy do szatni, lekarz podszedł i obejrzał moją twarz. - Twój nos nie jest uszkodzony i nie trzeba szwów. Przeżyjesz - uśmiechnął się, przyklejając motylkowy bandaż na rozcięciu nad moim okiem. - Jackson - usłyszałem mówiącego trenera Gene jak wchodził do szatni. Położył dłoń na mym ramieniu. - Jestem dumny z tego jak postąpiłeś. - Dzięki, trenerze. - Doskonała gra, chłopcy. Co za sposób na rozpoczęcie sezonu. Nie mamy meczu przez kilka dni, więc weźcie ten czas na odpoczynek zanim ruszymy do Michigan zagrać z theWings. Po kąpieli, Tommy zapytał, czy zamierzam pójść świętować do baru Louie. - Nie, myślę, że po prostu wrócę do domu. Czemu nie przyjdziesz, odpalimy parę piw ? Może zamówimy pizzę. Wzruszył ramionami. - Pewnie. Brzmi dobrze, ale miałem nadzieję, na zaliczenie tej nocy. Spojrzałem na niego i uniosłem brwi - Co do cholery? Nie patrz na mnie, stary. Zaśmiał się - Dziś wieczorem będą bracia przed dziwkami. Poklepał mnie po ramieniu. Tommy Goodwin i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, odkąd po raz pierwszy powołany zostałem do NHL. Był wywołany przez Rangers w tym samym czasie co ja, kiedy grał w hokeja na Uniwersytecie Bostońskim. Mając trzydzieści jeden lat, miał takie same poglądy na temat relacji jak ja,tyle że raz był w trzyletnim związku z dziewczyną o imieniu Maddie, która nieustannie go zdradzała, twierdząc, że nigdy nie było go wokół jak go potrzebowała. To było pięć lat temu. Od tamtego czasu była zamężna, miała dziecko, a teraz od kogoś usłyszeliśmy, że teraz była rozwiedziona. *********** Trzymając oko na krążku, zrobiłem wewnętrzne przejście do Nate'a, który go wziął i podał go Tommy’emu. Jones, z drugiej drużyny, cisnął Tommy’ego na tablicę, pchając jego głowę kilka razy, zanim sędziowie otrząsnęli się i mogli to przerwać. Tommy upadł na ziemię, a ja podjechałem do niego, aby upewnić się, że było z nim w porządku. Kiedy podniosłem wzrok, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Mój tata i Maggie siedzieli w trzecim rzędzie, na środku siedzeń. Nasze oczy się spotkały, a mój tata posłał mi mały uśmiech i kiwniecie. Nie rozmawiałem z nim od tamtej nocy

w swoim domu. Nie zadzwonił i ja również. Dałem mu lekki ukłon gdy odjeżdżałem ,a gra została kontynuowana. Osiem rozegranych meczy jak dotąd osiem zwycięstw z rzędu. Byliśmy nie do pokonania tym sezonie i to nie tylko ja, ale cała moja drużyna. Nie było cienia wątpliwości, że będziemy grać w playoffs po raz kolejny i ta myśl podnieciła mnie. Jak Tommy i ja wyszliśmy z szatni, zobaczyłem tatę i Maggie stojących przed drzwiami. - Cześć, synu - mój tata, uśmiechnął się. - Cześć tato. Maggie - kiwnąłem głową. - Świetna gra - położył dłoń na moim ramieniu. - Dzięki - spojrzałem w dół. - Lepiej już wyjdziemy. Chciałem tylko powiedzieć ci, jak niesamowity jesteś tam nalodzie. - Dzięki tato. Doceniam to - dałem mu mały uśmiech. - Wiem, że jesteś zajęty, ale nie bądź dziwny, synu. Zatrzymaj się kiedyś, byśmy mogli porozmawiać. - Jasne, tato. Kiedy on i Maggie odeszli, Tommy stał z pustym wyrazem twarzy. - Co? - spytałem. - Myślę, że to był pierwszy raz, kiedy widziałem twojego tatę trzeźwego. - Ja też. Przynajmniej w ciągu ostatnich osiemnastu lat - westchnąłem. Kładąc rękę na moich plecach, Tommy powiedział: - Chodź; zbierajmy się stąd, idźmy się upić, i znaleźć jakieś gorące laski do pieprzenia. Mój kutas krzyczy przez mało uwagi - uśmiechnął się. Rozdział 4 Miesiąc później Tłum ryknął, kiedy krążek sunął po lodzie, prosto do siatki, dając nam zwycięstwo dzisiejszego wieczoru. - I Logan Błyskawica uderza ponownie - ogłosił z podniecenia, komentator sportowy - Nie ma wątpliwości, że jeśli Rangers utrzymają się tak dalej, będziemy grać wplayoffs. Gdy moi koledzy i ja gratulowaliśmy sobie nawzajem, ryk tłumu wysłał dreszcze przeze mnie. Moi fani skandowali moje nazwisko, kiedy ślizgałem się po lodzie z uśmiechem, trzymając kij w jednej

ręce, a drugą dając uprzejmy ukłon. Zmierzając do szatni, uroczyste napoje były już zamówione. Wodna mgiełka z szampana przelatywała w powietrzu, kiedy przekazywaliśmy sobie butelkę podczas gdy każdy z nas brał łyka z niego. - Chodźmy zrobić coś innego dzisiaj - powiedział Tommy. - Na przykład? - ściągnełem koszulę przez głowę. - Chodźmy do Angel Sent na Long Island. Angelika dziś pracuje. - Koleś, ty wciąż starasz się, aby gdzieś z tobą wyszła? - Kurwa, tak - uśmiechnął się. - Już widziałeś jej cycki i tyłek. Co pozostało dla wyobraźni? - Jak mój kutas będzie czuć się w niej, kiedy będe walić w jej tyłek od tyłu. - W porządku. Ale szczerze mówiąc, nie sądzę, że dziewczyny są tam, aż tak bardzo atrakcyjne - przewróciłem oczami. - Mówię ci. Myślę, że wyglądają dobrze - uśmiechnął się. Powiedzieliśmy zespołowi, że mamy zamiar pominąć dzisiejszej nocy Louie. Tommy i ja udaliśmy się do garażu, gdzie było zaparkowane jego Porsche GT3. Kiedy Tommy zawiózł nas do Angel Sent, wyciągnął swój telefon z kieszeni i zrobił nieznaczny ruch lewo na I-495 E drogę wjazdową. Zerknął na swój telefon w chwili, kiedy zauważyłem jasne światła .zmierzające prosto na nas. - Co do cholery! - krzyknąłem. - Tommy,ten samochód kieruje się prosto na nas - spojrzał w górę i próbował zboczyć z drogi. HUK był jedynym dźwiękiem jaki usłyszałem zanim samochód przewrócił się i wylądował do góry nogami na środku drogi ekspresowej, zanim inny samochód uderzył w bok kierowcy i wszystko stało się czarne. *** Beep. Beep. Beepk. Słyszałem dźwięk w tle, ale nie wiem, skąd dokładnie pochodzi. Głowa boli mnie, tak, że niemożliwe było otworzenie oczu. Słaby dźwięk głosu jaki poznałem wydawał się być znajomym. - Tak mi przykro że to Ci się stało, bracie. Proszę obudź się. Tobył mój brat, Owen. Co się stało? Gdzie ja byłem? - Jesteśmy tu dla ciebie, Logan. Przetrwasz to. Kolejny znajomy głos. Mój brat, Brandon. Przetrwać co? Co miał na myśli? Czułem się, jakbym był

uwięziony we śnie. W śnie, z którego, nie mogłem się obudzić. - Synu - głos mojego taty było blisko mego ucha. Chciałem wstać, ale coś mnie powstrzymywało. Cień w oddali. Cień, który nazywa się strach. Jeśli obudziłbym się, po to bym musiał zmierzyć się z tym, co się stało, to mój umysł nie byłby gotowy jeszcze do poradzenia sobie z tym. Nie mogłem powiedzieć, jak długo tak było, ale nagle, moje oczy się otworzyły, przedostając się przez jasne spadające światło. - Dzięki Bogu - Owen zerwał się z krzesła. - Bracie - jego twarz była cale odmojej. - Gdzie ja jestem? - wyszeptałem. -Jesteś w szpitalu, Logan. Miałeś poważny wypadek - powiedział Brandon, kiedy stanął obok Owena. Reflektory zakorzeniły się w mojej pamięci. Odgłos zderzenia i poczucie latania w powietrzu chwyciło mnie. Oddychanie staje się utrudnione. Traciłem powietrze, a serce waliło mi w piersi. Moi bracia wołali pielęgniarkę. Palące uczucie wypełniło moje ciało, kiedy blond włosa kobieta stanęła nade mną. Nagle wszystko stało się czarne. *** Dwa dni później - Witamy z powrotem, panie Jackson - kobieta o blond włosach dała mi mały uśmiech, kiedy powoli otwierałem oczy. - Jak długo byłem nieprzytomny? Zanim się dowiedziałem, Owen był już u mojego boku. - Dwa dni, bracie. Byłeś w śpiączce przez dwa dni. Spojrzałem trzy kroplówki które wisiały obok mnie, a potem na moją nogę, która była w gipsie i wyciągu chirurgicznym. Moje wargi czuły się grube i mogłem poczuć bandaże wokół mojej twarzy. Nagle otworzyły się drzwi i wszedł Brandon. Spojrzał na mnie i wszystko co zobaczyłem to ból, który mieszkał w jego oczach. - Wypadek. Co z Tommy’m? - spytałem. Brandon i Owen spojrzeli na siebie a Owen ścisnął moją rękę. - Przykro mi, bracie. Nie udało mu się. Ogrom tego przesącza się przez moją klatkę piersiową, kiedy łza spada z mojego oka. Pojedyncza łza przekształca się w wiele z nich i spływają mi po twarzy. Mój najlepszy przyjaciel i kolega

odszedł. Człowiek, którego znałem w ciągu ostatnich dziewięciu lat, i człowiek, który zawsze był dla mnie. Zapadam w sen, w miejsce, gdzie czułem się bezpiecznie. Spałem przez kolejny dzień, aż mój umysł był gotowy do poradzenia sobie z następstwem wypadku. *** Trzy dni później Nacisnąłem guzik wzywający pielęgniarkę, krzycząc z bólu. Leki ustępowały i potrzebowałem ich więcej. Wchodząc do pokoju, Cassie, mój dzienna pielęgniarka, włożyła strzykawkę do mojego woreczka. - Poczujesz ulgę w ciągu kilku sekund, Logan - uśmiechnęła się. Dlaczego ona się uśmiecha? To było popieprzone. Ja byłem popieprzony, a ona uśmiechała się do mnie. Rozdzierający ból zaczął ustępować. - Nie uśmiechaj się do mnie do cholery, Cassie - odwróciłem głowę i wyjrzałem przezokno. - Bądź miły, Logan, albo nie dostaniesz już więcej leków przeciwbólowych. - Tak. Jak mogłabyś to zrobić - pokręciłem głową - Wynoś się stąd do diabła. Kręcąc głową, wyszła z mojego pokoju, właśnie tak jak wychodzili wszyscy moi koledzy. Dzisiaj był pogrzeb Tommy'ego i nie mogłem tam być. To wkurzało mnie. Wszystko mnie denerwowało. Chłopaki chcieli dobrze, ale nie chciałem ich widzieć. Nie chciałam nikogo widzieć. Nawet moich braci. Mój tata wszedł i położył rękę na moim ramieniu. - Żyjesz, synu i to się liczy - powiedział siadając na krześle obok mojegołóżka. - Byłoby lepiej, gdybym nie żył. - Logan. Nie mów tak. Ja już straciłem swoją matkę i nie chcę stracić równieżciebię. Zignorowałem go. Został na chwilę, a potem wyszedł. Moja ciotka Vanessa weszła z puszką ciasteczek czekoladowych własnej roboty. Tozawsze wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Ale nie teraz. Nic nie mogło pomóc w przywróceniu uśmiechu, ponownie na moją twarz. - Przyniosłam Twoje ulubione ciasteczka, Logan - uśmiechnęła się, jak je postawiła i pocałowała mnie w głowę. - Dzięki, ciociu Vanesso.

- Mów do mnie, skarbie - powiedziała cicho kiedy położyła rękę na mojej. - Nie ma o czym mówić. Moje życie jest skończone. Żałuję, że nie zginąłem w tymwypadku. - Nie masz tego na myśli, Logan. - Tak, mam! - rzuciłem się na nią. - Co to do cholery jest dobrego w życiu, jeśli nie mogę już nigdy zagrać w hokeja? Wolałbym raczej umrzeć niż żyć życiem którego nienawidzę. - Masz ludzi, którzy Cię kochają. Czy rozumiesz, jak bardzo rani nas słyszenie, jak tak mówisz? Czy mnie to obchodzi? Nie. Nawet w najmniejszym stopniu. Nie dbam dłużej o kogoś lub czegoś. Gra w hokeja była moim życiem, a bez niej, nie żyję. Rozdział 5 Brooke Tobył piękny dzień w Laguna Beach, a ja właśnie wróciłam do domu z zakupów z kilkoma koleżankami, kiedy mój tata zadzwonił do mnie ze swojego gabinetu. Opuszczając moje torby, weszłam do środka i zobaczyłam młodego, niezwykle przystojnego dżentelmena, siedzącego naprzeciwko niego. - Kochanie, chciałbym, żebyś poznała Brandona Jackson'a. Jest prezesem Jackson Software, firmy, która jest projektuje nowe oprogramowanie dla mojej firmy. - Miło cię poznać, panie Jackson - uśmiechnęłam się wyciągając moją rękę. - Proszę mów do mnie Brandon. Również miło mi ciebie poznać. - Chciałeś mnie widzieć, tato? - pytam, kiedy zajmuję miejsce obok Brandona. - Brandon chciałby z tobą o czymś porozmawiać. Ma ofertę pracy dla Ciebie. Naomi mówi, że obiad wkrótce będzie gotowy i mam spotkanie do załatwienia. Dlaczego Wy dwoje nie usiądziecie na patio, gdzie można porozmawiać na osobności? To było dziwne, a ja czuję się zdezorientowana. - Tak. W porządku. Po prostu pozwól mi pójść na górę się przebrać i spotkamy się na patio - powiedziałam do Brandona. Po przebraniu się w parę wygodnych legginsów i bawełnianą koszulkę z długim rękawem, związałam moje długie, brązowe włosy w kucyk. Co do diabła się dzieje i kim był ten facet Brandon? Posiadał firmę oprogramowania. Jaką pracę mógłby mi zaoferować? Wychodząc na patio, usiadłam naprzeciw niego, przy okrągłym szklanym stole. Podnosząc mój

kieliszek wina, wzięłam łyk i powiedziałam: - Jestem naprawdę zdezorientowana tym, co tu się dzieje. Uśmiechnął się kiedy kroił kurczaka, któreg Naomi przygotowała na kolację. - Mam ofertę pracy dla Ciebie i mam nadzieję, że ją zaakceptujesz. - W porządku. Dlaczego nie powiesz mi, co to jest za praca, a potem dam ci znać, jeśli choć trochę będą zainteresowana. - Mój brat jest profesjonalnym hokeistą grającym dla New York Rangers. Być może słyszałaś o nim. Nazywa się Logan Jackson . - Nie. Przepraszam. Nie śledzę hokeja. - W porządku. Dobrze. Dwa miesiące temu, brał udział w poważnym wypadku samochodowym, który pozostawił go ze złamaną nogą i ciężkim uszkodzeniem nerwów. Lekarze powiedzieli mu, że już nigdy nie zagra w hokeja, a on bardziej niż prawdopodobnie będzie chodził o kuli przez resztę swojego życia. - Przykro mi - popijałam swoje wino. - Rozmawiałem z twoim ojcem o moim bracie i powiedział mi, że możesz być w stanie mu pomóc. On będzie potrzebował terapii fizycznej, ale się jej sprzeciwia. Poddaje się, że tak powiem. Nie opuszcza łóżka. Z nikim nie rozmawia. Jest zirytowany, wzburzony, złośliwy i wkurzony na cały świat, a ja nie wiem jak mu bardziej pomóc. Wszystkie pielęgniarki, które zatrudniłem, aby dbały o niego, odeszły w ciągu kilku dni z powodu jego postawy iprzemocy. - Przemocy? - przekrzywiłam głowę. - Lubi rzucać rzeczami w wynajętą pomoc. Jest dobrym człowiekiem, a ten wypadek zniszczył jego serce i duszę. Tonie jest mój brat, Brooke. Jestem zdesperowany i potrzebuję twojej pomocy. Moja rodzina potrzebuje twojej pomocy i jestem gotów, aby zrekompensować to tobie, nadzwyczaj. - Właśnie skończyłam swój staż medyczny i mam dwie oferty pracy od bardzo szanowanych szpitali, które rozważam. -Wiem. Ale mam nadzieję, że weźmiesz moją ofertę pod wzgląd. - Czy jego noga wciąż jest w gipsie? - Tak, ale ściągną go w ciągu tygodnia. On jest bałaganem, Brooke. - Mówisz, że gra w New York Rangers, więc jeśli rozważę podjęcie takiej pracy, oznaczałoby to, że będę musiała przenieść się do Nowego Jorku na pewien okres czasu.

- Tak. Czy masz problem z Nowym Jorkiem? - spytał, wyginając brew. - Nie. Wcale nie - uśmiechnęłam się - Daj mi pomyśleć i dam ci znać w ciągu kilku dni - wyciągnęłam rękę do niego. Po wyjściu Brandona, znalazłam mojego ojca wracającego ze spotkania, więc weszłam do jego gabinetu. - Cześć kochanie. Jak poszło z Brandonem? - W porządku. Ale wiesz, mam zaoferowane dwie prace w tym momencie. Dlaczego chciałeś, żeby ze mną porozmawiał? Zdjął okulary i położył je na biurku - Wiesz, dlaczego Brooke. - Tojest praca tymczasowa, tato. Co zrobię, kiedy się skończy? - Kochanie, wiesz, że nie będziesz miała problemu ze znalezieniem pracy. Pamiętaj, dlaczego dostałaś się na fizykoterapie w pierwszej kolejności. Lubisz wyzwania i myślę, że brat Brandona może być jedynym w swoim rodzaju dla ciebie. Westchnęłam i podeszłam do niego, całując go w czubek głowy. - Pomyślę o tym. - Masz całe swoje życie i karierę przed sobą, dziecko. Masz dopiero dwadzieścia siedem lat. Ten człowiek rozpaczliwie potrzebuje kogoś takiego jak ty, aby mu pomóc. Dałam mu mały uśmiech i poszłam do swojego pokoju. Chwytając mojego laptopa i siedząc na łóżku, wygooglowałam Logan'a Jackson'a. Whoa! Przygryzłam moją dolną wargę, kiedy patrzyłam na jego zdjęcie. Miał bezładnie przystrzyżone włosy, były krótsze po bokach, ale dłuższe na górze. Na niektórych zdjęciach, miał niechlujny plażowy wygląd, który był całkowicie seksowny, a na innych, nosił je zaczesane do tyłu, wyglądając bardziej profesjonalnie, ale również seksownie. Zbyt seksownie. Miał brązowe włosy dopasowane do koloru oczu i tą silną męską szczękę, która wzmacniała jego kwadratowy kształt twarzy, nosił odpowiednią ilość zarostu, którą uznałam za bardzo atrakcyjną. Po przestudiowaniu jego wspaniałej zrzucającej majtki twarzy, czytałam o jego karierze. Choć nie znałam tego Adamowego mężczyzny, było w nim coś, co pociągnęło mnie za serce. Po przeczytaniu o jego karierze i o tym jakim to był fenomenalnym hokeistą, czytałam o jego wypadku, który prasa nazywa ''Koniecem krótkotrwałej kariery zawodowej." Rzucałam i przewracałam się całą noc, podczas gdy moje myśli krążyły wokół Logana Jackson'a. To była doskonała okazja, aby wydostać się, na chwilę z Kaliforni. Następnego ranka, zadzwoniłam do Brandona i spotkałam się z nim na śniadaniu w The Boathouse Diner. - Dzień dobry - uśmiechnął się, kiedy zajmowałam miejsce w kabinie naprzeciwko niego - Byłem

zaskoczony, że odezwałaś się tak szybko. - Zamierzam zaakceptować twoją ofertę pracy i postarać się pomóc twojemu bratu, ale nie mogę niczego obiecać. Uśmiech zaszczycił jego przystojną twarz. Twarz, która przypomina mi Logana. - Dziękuję Ci. Tonie będzie łatwe. - Wiem, że nie będzie - uśmiechnęłam się - Ale dam sobie radę z nim i z czymkolwiek co rzuci się we mnie. Brandon zachichotał. - Kiedy możesz zacząć? - Kiedy chcesz, żebym zaczęła? - Tak szybko, jak to możliwe. Mieszka w czteropokojowym mieszkaniu na West 50th Street. Więc myślałem, że możesz tam zostać dopóki naprawdę będzie potrzebował opieki nad sobą przez cały czas. Teraz, mój brat i ja na zmianę z nim przebywamy. Mam nadzieję, że nie będzie to, dla ciebię problemem. - Nie mam z tym problemu, ale jestem pewna, że on będzie mieć, zwłaszcza jeśli jest wtakim nastroju, jak mówiłeś, że jest. - Nie jest tak źle. On po prostu musi się przyzwyczaić do posiadania pięknej kobiety zatrzymującej się w jego mieszkaniu. Jeśli ma z tym problem, to będzie z nim gorzej niż myślałem -uśmiechnął się. Czułam, że moje policzki ogrzewają się po tym jak powiedział, że jestem piękna. Brandon Jackson był zdecydowanie seksownym mężczyzną, podobnie jak jego brat. Wyglądali podobnie, mieli w tym samym kolorze brązowe włosy i prawie taka samą fryzura, ale oczy Brandona były niebieskie, a nie brązowe. Pamiętałam jak wspominał, że był tam inny brat, więc byłam ciekawa. - Mówiłeś, że ty i twój brat zmienialiście się w odwiedzinach u Logana. Więc jest wastrójka? - Tak. Mój drugi brat, Owen, jest bokserem, mistrzem wagi lekkiej. Ciężko trenuje na tytuł wagi ciężkiej. Niewielki uśmiech przeciął moje wargi. - Logan jest hokeistą i Owen jest bokserem. Nie jesteś w żadnym sporcie? Zaśmiał się - Nie. Moim marzeniem było posiadanie własnej firmy. Zostawiłem sport dla moich braci - mrugnął. Biorąc łyk kawy, trzymałam kubek mocno w dłoniach. - Dobra, daj mi kilka dni na spakowanie oraz poukładanie innych rzeczy i skoczę na lot do Nowego Jorku.

- Doskonale. Będę zajmował się niektórym sprawami tu w ciągu najbliższych kilku dni, więc możemy wylecieć razem moim prywatnym odrzutowcem. Wstałam z krzesła i wyciągnęłam rękę. - Dziękuję za taką możliwość, Brandon. - Nie, to ja Ci dziękuję, Brooke. Nie masz pojęcia, ile to znaczy dla mnie i mojej rodziny. - Tak wiesz, nie mogę niczego obiecać, że pomogę twojemu bratu. Zrobię, co mogę, ale jeśli on nie będzie chciał pomocy, to będzie jego wyborem. - Rozumiem, to. Ale po prostu twoje staranie będzie wystarczająco dobre. Rozdział 6 Logan Leżałem w łóżku i oglądałem w telewizji, jak mój zespół przegrywał mecz. Gniew przepłynął przeze mnie, kiedy rzuciłem pilotem przez pokój. - Emily - krzyknąłem. - Tak, Panie Jackson - weszła. - Potrzebuję moich tabletek przeciwbólowych. Daj mi moje pierdolone tabletkiprzeciwbólowe! - Już dostałeś pigułkę kilka godzin temu. Tojeszcze nie czas. Przykro mi - wyraz jej twarzy sprawia, że mam ochotę oderwać jej głowę. - Nie obchodzi mnie to, że to nie jest jeszcze czas. Lepiej daj mi te pierdolone tabletki, bo w przeciwnym razie... ty głupia suko! Odeszła ciężko tupiąc, aby kilka chwil później stanąć w drzwiach i rzucić we mnie buteleczką tabletek. - Rób co chcesz....Odchodzę. Powodzenia, panie Jackson - odeszła a drzwi wejściowe się zatrzasnęły. - Głupia, suka - zgarnąłem telefon ze stolika nocnego i zadzwoniłem do mojego brata,Owena. - Cześć, bracie. Jak się czujesz? - Wiesz jak się czuję, przestań mnie pytać. Emily zrezygnowała. Usłyszałem długie westchnienie. - Była tam tylko dwa dni, Logan. - I?

- Będę wkrótce. - Gdzie jest Brandon - zapytałem ponieważ nie widziałem się z nim od kilku dni. - Ma jakieś sprawy w Kalifornii. Powiedział ci. - Nie, nie powiedział - warknąłem. - Tak, mówił. Stałem tam wtedy. Tylko nie pamiętasz. Będę wkrótce -Przynieś ze sobą jakieś żarcie. Rozłączyłem się z nim i odłożyłem telefon. Nie mogłem zmienić kanału, ponieważ mój pilot był po drugiej stronie pokoju, a nie byłem w stanie zejść z łóżka, aby go wziąć. Kiedy leżałem tak kręcąc głową, mój telefon zadzwonił. To był mój agent, Bruce. - Tak, Bruce - odpowiedziałem. - Jak się masz, Logan? - Jak gówno. Tosamo jak przez ostatnich parę miesięcy. - A co ze słowami doktora, który mówił, że nie będziesz w stanie zagrać ponownie w hokej? Twoja umowa jest kwestionowana i Nike porzucił cię. Przepraszam, ale musiałem to powiedzieć. Wierz mi, zrobiłem wszystko co mogłem. - Jestem w kontrakcie. Pozwę tych skurwysynów. - Umowa jest ważna tylko tak długo, jak grasz w zespole. - Od tak poddają się ze mną? - W tym wszystkim chodzi o wielkie pieniądze, Logan. Wiesz o tym. Odpocznij trochę i porozmawiam z tobą później. Płonący gniew, który był już w moim wnętrzu wybuchł jak wulkan. Mocno trzymałem butelkę tabletek w ręku. Uderzyłem o dno i nie mogłem wspiąć się z powrotem w górę. Nie było sensu żyć dalej. Żyłem dla hokeja, a teraz został mi zabrany, czułem pustkę wewnątrz a to było czymś więcej, niż z czym mogłem sobie poradzić. Walczyłem całe życie, aby dostać się do miejsca, gdzie byłem, a teraz, zostało ono mi odebrane, nie było we mnie walki. Nie zostało niczego do walczenia. Musiałem zakończyć mój ból i ból mojej rodziny. Byli ponad to. Ruszą dalej, a ja już nie będę zmuszony do życia w bólu i nieszczęściu, które pochłania moje życie. Otwierając butelkę pigułek, usłyszałem otwierające się przednie drzwi i Owen wołającego moje imię. Szybko umieściłem korek z powrotem i rzuciłem butelkę na mój nocny stolik. - Hej. Kupiłem hamburgery - podniósł brązową torbę.

- Dzięki. - Co ty na to aby usiąść przy stole i zjeść? - powiedział. - Nie. Nie chcę. Tutaj mi dobrze. Nie opuściłeś tego łóżka przez ostatnie dwa miesiące bracie. Musisz zacząć się ruszać. Poczujesz się lepiej. - Co ty do cholery wiesz, Owen? - pękłem - Myślisz, że jeśli przeniosę się do kuchni, to jakoś poczuję się lepiej? Jesteś w błędzie. Moje dni, kiedy czyłem się świetnie, znikneły. Jedyną rzeczą, którą mam gdy patrzę w przód to siedzenie na tym pieprzonym wózku lub chodzenie z laską przez resztę mojego życia, jak jakiś osiemdziesięcioletni mężczyzna. Nie,dziękuję. - Koleś, słyszysz siebie? Więc co zamierzasz, zrobić, po prostu się poddać? Tata martwi się o ciebie. Ciotka Vanessa martwi się o ciebie. Jeśli nie chcesz, zrobić tego dla siebie, zrób to dla niej. Zawdzięczamy jej wszystko, po tym co dla nas zrobiła. Myślisz, że mama chciałaby, żebyś po prostu zrezygnował? - Nie waż się jej wspominać! - wrzeszczałem, wskazując na niego. - Cokolwiek, bracie. Idę tam jeść. *** Kończąc ostatni kęs mojego hamburgera, usłyszałem jak przednie drzwi się otwierają myśląc, że Owen wyszedł, ale słyszałem, mojego brata Brandona i żeński głos pochodzący z drugiego pokoju. Czy on rzeczywiście przyprowadził jedną z jego dziewczyn tutaj? Bo jeśli tak, miałem zamiar go zabić. - Jak się masz, Logan? - zapytał, kiedy wszedł do mojego pokoju. - Poprostu odjazdowo, bracie. Żyję życiem. Nie mogę narzekać - mówiłem sarkastycznym tonem, kiedy odwrócił głowę i spojrzał w drugą stronę. - Jest tu ktoś kogo chciałbym, żebyś poznał. - Nie chcę nikogo poznawać, więc Ty i twoja dziewczyna możecie wypierdalać. - Tonie było zbyt miłe - usłyszałem kobiecy głos, gdy wchodziła do mojego pokoju. Obracając głowę, zobaczyłem piękną kobietę, która miała około metra siedemdziesięciu, długie brązowe włosy, jasnoniebieskie oczy i stała pół metra od mojego łóżka, wpatrując się we mnie. - Nie jestem miłą osobą. Jestem pewien, że mój brat zdał ci relację. - Jestem Brooke Alexander. Miło mi cię poznać, Logan - wyciągnęła smukłą rękę. Nie zaoferowałem jej mojej. Po prostu chciałem, aby wszyscy do diabła, zostawili mnie samego.

- W porządku - powiedziała, kiedy opuściła dłoń - Brandon i Owen, możecie już iść. Potrafię sobie z tym poradzić. - Jesteś pewna? - zapytał Brandon. - Co Ty do cholery mówisz, kobieto? - krzyknąłem - Lepiej zabierz swoją dupę zmojego mieszkania razem z nimi. Kiedy wyszła z mojego pokoju z moimi braćmi, usłyszałem jak przednie drzwi otwierają się i zamykają. Dobrze. Wszyscy wyszli. Wyciągnąłem rękę i chwyciłem moje pigułki z nocnego stolika. Potrząsając je w ręku, spojrzałem w górę i zobaczyłem Brooke wpatrującą się we mnie od drzwi. - Co zamierzasz zrobić? Zabić się? - zapytała z założonymi rękoma. - Mówiłem Ci wypierdalaj z mojego mieszkania. Kim do cholery tak w ogóle jesteś? - Jestem osobą, która została zatrudniona, by ci pomóc i żeby była jasność, nie odstraszysz mnie tak łatwo. Więc możesz rzucać we mnie rzeczami, przeklinać na mnie i krzyczeć ile chcesz, ale ja się nigdzie nie wybieram. Kim, do cholery, myślała, że jest ta dziewczyna? Choć była bardzo seksowna, to nie chcę jej tutaj. - Tojest moje mieszkanie i chcę żebyś wyszła. Nie chcę i napewno nie potrzebuję twojej pomocy. - Nie dbam o to, co chcesz. Jestem tutaj, i zostaję. Teraz, którą sypialnię mogę zająć? - przekrzywiła głowę i spojrzała na mnie. - Co? Nie ma cholernej mowy, że zostajesz tutaj! Teraz wypierdalaj zanim wezwę policję! - Nie. Przepraszam. Wezwij policję. Wezmę te tabletki bezpośrednio z twojej ręki, spłukam je w toalecie, a potem zobaczymy, jak długo przetrwasz bez leków przeciwbólowych. - Zbliżysz się do mnie, a cię zranię. Niewielki uśmiech przekroczył jej usta. - Nie możesz. Z tego co zrozumiałam, nie opuściłeś tego łóżko przez dwa miesiące i tylko chodzisz do łazienki, prawda? Wiesz dlaczego nie możesz mnie zranić, Logan? Ponieważ się boisz. Aby mnie skrzywdzić, musiałbyś opuścić to miejsce w którym często leżysz. Obawiasz się, że jeśli zostawisz to łóżko, ten pokój, będziesz musiał zmierzyć się z prawdziwym światem i przerażeniem, iż nie jesteś mężczyzną, którym byłeś przed wypadkiem. Będziesz miał do czynienia z rzeczami w życiu jakich nigdy sobie nie wyobrażałeś, masz do tego prawo i to po prawdzie jest to tym, co trzyma cię w łóżku. - Nie wiesz co do cholery mówisz - skrzywiłem się. - Daj mi pigułki - podeszła do łóżka z wyciągniętą ręką.