uzavrano

  • Dokumenty11 087
  • Odsłony1 802 759
  • Obserwuję790
  • Rozmiar dokumentów11.3 GB
  • Ilość pobrań1 062 072

Cykl-Gwiezdne Wojny - Młodzi Rycerze Jedi (05) Najciemniejszy rycerz (M) - Kevin J.Anders

Dodano: 7 lata temu

Informacje o dokumencie

Dodano: 7 lata temu
Rozmiar :671.3 KB
Rozszerzenie:pdf

Cykl-Gwiezdne Wojny - Młodzi Rycerze Jedi (05) Najciemniejszy rycerz (M) - Kevin J.Anders.pdf

uzavrano EBooki C Cykl-Gwiezdne Wojny
Użytkownik uzavrano wgrał ten materiał 7 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 31 osób, 43 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 143 stron)

STAR WARS lata Michael Reaves Darth Maul - łowca z mroku - 32 Terry Brooks Część I. Mroczne widmo - - 32 Greg Bear Planeta ycia - 29 R.A. Salvatore Część II. Atak klonów - 21,5 A.C. Crispin Rajska pułapka - 10...0 A.C. Crispin Gambit Hunów - 10...0 A.C. Crispin Świt Rebelii - 10...0 L. Neil Smith Lando Carlissian i Myśloharfa Sharów - 4 L. Neil Smith Lando Carlissian i Ogniowicher Oseona - 3 L. Neil Smith Lando Carlfssian i Gwiazdogrota Thon Boka - 3 Brian Daley Przygody Hana Solo - 2 George Lucas Nowa nadzieja 0 Kevin Andersen Opowieści z kantyny Mos Eisley 0...3 Peter Schweighofer (red.) Opowieści z Imperium 0...3 Peter Schweighofer, Craig Carey (red.) Opowieści z Nowej Republiki 0...3 Alan Dean Foster Spotkanie na Mimban 1 Donald F. Glut Imperium kontratakuje 3 Kevin Andersen Opowieści łowców nagród 3 Steve Perry Cienie Imperium 3, 5 K.W. Jeter Mandaloriańska zbroja 4 K.W. Jeter Spisek Xizora 4 K.W. Jeter Polowanie na łowcę 4 James Kahan Powrót Jedi 4 Kathy Tyers Pakt na Bakurze 4 Michael Stackpole X-wingi. Eskadra Łotrów 6,5...7 Dave Wolverton Ślub księ niczki Lei 8 Timothy Zahn Dziedzic Imperium 9 Timothy Zahn Ciemna Strona Mocy 9 Timothy Zahn Ostatni rozkaz 9 Kevin J. Anderson W poszukiwaniu Jedi 11 Kevin J. Anderson Liczeń Ciemnej Strony 11 Kevin J. Anderson Władcy Mocy 11

Michael Stackpole Ja, Jedi 11 Barbara Hambly Dzieci Jedi 12 Kevin J. Anderson Miecz Ciemności 12 Barbara Hambly Planeta zmierzchu 13 Vonda N. Mclntyre Kryształowa Gwiazda 14 Michael P. Kube-McDowell Przed burzą 16 Michael P. Kube-McDowell Tarcza kłamstw 16 Michael P. Kube-McDowell Próba tyrana 17 Kristine Kathryn Rusch Nowa Rebelia 17 Roger MacBride Allen Zasadzka na Korelii 18 Roger MacBride Allen Napaść na Selonif 18 Roger MacBride Allen Zwycięstwo na Centerpoint 18 Timothy Zahn Widmo przeszłości 19 Timothy Zahn Wizja przyszłości 19 Kevin J. Anderson, R. Moesta Spadkobiercy Mocy 23 Kevin J. Andersen, R. Moesta Akademia Ciemnej Strony 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Zagubieni 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Miecze świetlne 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Najciemniejszy rycerz 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Oblę enie Akademii Jedi 23 NOWA ERA JEDI R.A. Salvatore Wektor pierwszy 25 Michael Stackpole Mroczny przypływ I: Szturm 25 Michael Stackpole Mroczny przypływ II: Inwazja 25 James Luceno Agenci chaosu I: Próba bohatera 25 James Luceno Agenci chaosu II: Zmierzch Jedi 25 Troy Denning Gwiazda po gwieździe 25 Kathy Tyers Punkt równowagi 26 Greg Keyes Ostrze zwycięstwa I: Podbój 26 Greg Keyes Ostrze zwycięstwa II: Odrodzenie 26

ALBUMY, ENCYKLOPEDIE, PRZEWODNIKI Jonathan Bresman Gwiezdne Wojny: Część I. Mroczne widmo - album Lauren Bouzereau, Jody Duncan Gwiezdne Wojny: Część I. Mroczne widmo - jak powstawał film Pod redakcją Deborah Cali Gwiezdne Wojny: Imperium kontratakuje - album Pod redakcją Carol Titelman Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja - album Lawrence Kasdan, George Lucas Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi - album Bill Slavicsek Gwiezdne Wojny - przewodnik encyklopedyczny Bill Smith Ilustrowany przewodnik po broniach i technice Gwiezdnych Wojen Praca zbiorowa Ilustrowany przewodnik po chronologii Gwiezdnych Wojen Daniel Wallace Ilustrowany przewodnik po planetach i księ ycach Gwiezdnych Wojen Andy Mangels Ilustrowany przewodnik po postaciach Gwiezdnych Wojen Praca zbiorowa Ilustrowany przewodnik po robotach i androidach Gwiezdnych Wojen Bill Smith Ilustrowany przewodnik po statkach, okrętach i pojazdach Gwiezdnych Wojen Kevin J. Anderson Ilustrowany wszechświat Gwiezdnych Wojen Ann Margaret Lewis Ilustrowany przewodnik po rasach obcych istot wszechświata Gwiezdnych Wojen Mark Cotta Vaz Gwiezdne Wojny: Cześć II. Atak klonów - album

KEVIN J. ANDERSON REBECCA MOESTA NAJCIEMNIEJSZY RYCERZ (Przeło ył Andrzej Syrzycki)

44 lata przed Nową nadzieją UCZEŃ JEDI 33 lata przed Nową nadzieją Maska kłamstw Darth Maul: łowca z mroku 32 lata przed Nową nadzieją Gwiezdne Wojny Część I Mroczne widmo 29 lat przed Nową nadzieją Planeta ycia Nadciągająca burza 22 lata przed Nową nadzieją Gwiezdne Wojny Część II. Atak klonów 20 lat przed Nową nadzieją Gwiezdne Wojny Część III 10-8 lat przed Nową nadzieją TRYLOGIA HANA SOLO Rajska pułapka Gambit Huttów Świt Rebelii 5-2 lata przed Nową nadzieją PRZYGODY LANDA CALRISSIANA Lando Calrissian i Myśloharfa Sharów Lando Calrissian i Ogniowicher Oseona Lando Calrissian i Gwiazdogrota Thon Boka PRZYGODY HANA SOLO Han Solo na Krańcu Gwiazd Zemsta Hana Solo

Han Solo i utracona fortuna Rok 0 Gwiezdne Wojny, Część IV. Nowa nadzieja Gwiezdne Wojny Część IV. Nowa nadzieja 0-3 lata po Nowej nadziei Opowieść z kantyny Mos Eisley Spotkanie na Mimban 3 lata po Nowej nadziei Gwiezdne Wojny Część V. Imperium kontratakuje Opowieści łowców nagród 3,5 roku po Nowej nadziei Cienie Imperium 4 lata po Nowej nadziei Gwiezdne Wojny Część VI. Powrót Jedi Pakt na Bakurze Opowieści z pałacu Hutta Jabby WOJNY ŁOWCÓW NAGRÓD Mandaloriańska zbroja Spisek Xizora Polowanie na łowcę 6,5-7,5 roku po Nowej nadziei X-WINGI Eskadra Łotrów Ryzyko Wedge'a Pułapka z Krytos Wojna o Bactę

Eskadra Widm elazna Pięść Dowódca Solo 8 lat po Nowej nadziei Ślub księ niczki Leii 9 lat po Nowej nadziei X-WINGI: Zemsta Isard TRYLOGIA THRAWNA Dziedzic Imperium Ciemna Strona Mocy Ostatni rozkaz 11 lat po Nowej nadziei Ja, Jedi TRYLOGIA AKADEMIA JEDI W poszukiwaniu Jedi Uczeń Ciemnej Strony Władcy Mocy 12-13 lat po Nowej nadziei Dzieci Jedi Miecz Ciemności Planeta zmierzchu X-WINGI: Gwiezdne myśliwce z Adumara 14 lat po Nowej nadziei Kryształowa Gwiazda 16-17 lat po Nowej nadziei Trylogia KRYZYS CZARNEJ FLOTY Przed burzą Tarcza kłamstw Próba tyrana

17 lat po Nowej nadziei Nowa Rebelia 18 lat po Nowej nadziei TRYLOGIA KORELIAŃSKA Zasadzka na Korelii Napaść na Selonii Zwycięstwo na Centerpoint 19 lat po Nowej nadziei Duologia RĘKA THRAWNA Widmo przeszłości Wizja przyszłości 22 lata po Nowej nadziei NAJMŁODSI RYCERZE JEDI Złota kula Świat Lyric Obietnice Wyprawa Anakina Forteca Vadera Ostrze Kenobiego 23-24 lata po Nowej nadziei MŁODZI RYCERZE JEDI Spadkobiercy Mocy Akademia Ciemnej Strony Zagubieni Miecze świetlne Najciemniejszy rycerz Oblę enie Akademii Jedi Okruchy Alderaana Sojusz Ró norodności

Mania wielkości Nagroda Jedi Zaraza Imperatora Powrotna Ord Mantell Tarapaty w Mieście w Chmurach Kryzys w Crystal Reef 25-30 lat po Nowej nadziei NOWA ERA JEDI Wektor pierwszy Mroczny przypływ I: Szturm Mroczny przypływ II: Inwazja Agenci chaosu I: Próba bohatera Agenci chaosu II: Pora ka Jedi Punkt równowagi Ostrze zwycięstwa I: Podbój Ostrze zwycięstwa II: Odrodzenie Gwiazda po gwieździe

ROZDZIAŁ 1 Ogromne drzewa Massassów, które piętrzyły się nad porastającą Yavin Cztery gęstą d unglą, były co prawda mniejsze ni gigantyczne wroszyry porastające rodzimą planetę Wookiego, ale Lowbacca uwa ał, e muszą mu wystarczyć. Zwłaszcza kiedy pragnął być sam i przebywać w miejscu, w którym mógłby zebrać myśli. Na porośniętym bujną roślinnością czwartym księ ycu zapadał zmierzch, nadający wszystkim barwom intensywniejszy odcień. Lowie wspinał się po grubych konarach najwy szego drzewa rosnącego w sąsiedztwie wielkiej świątyni, która była siedzibą kierowanej przez Luke’a Skywalkera akademii Jedi. Świadomy, i ka dy ruch zwiększa odległość dzielącą go od ziemi, młody Wookie chwytał gałęzie pazurami i korzystając z siły mięśni długich rąk, przenosił cię ar chudego ciała z ni szego poziomu na wy szy. Wydawało mu się, e je eli nie przestanie się wspinać, będzie mógł sięgnąć gwiazd... i znajdzie się bli ej domu. Przystanąwszy na chwilę, by odpocząć, wyciągnął rękę i pochwycił kosmaty zielony pęd dzikiej winorośli. Szarpnął, pragnąc się upewnić, czy utrzyma cię ar jego ciała, po czym posłu ył się nim, eby wspiąć się jeszcze wy ej. Musiał znaleźć się na samym wierzchołku. Tylko szczyt ogromnego drzewa wydawał się najodpowiedniejszym miejscem. Najodpowiedniejszym miejscem, aby w samotności oddawać się medytacjom. Upłynęło wiele czasu, odkąd przebywał na rodzimej planecie, Kashyyyku. Prawdę mówiąc, nie widział nikogo z najbli szej rodziny od czasu, kiedy odleciał na Yavin Cztery, eby szkolić się na rycerza Jedi. Podobnie jak siostra i rodzice, uwielbiał zajmować się komputerami, ale nade wszystko pragnął rozwijać szczególny i trudny do określenia talent - umiejętność posługiwania się Mocą - którego nie wykazywał nikt inny spośród jego bliskich krewnych i przodków. Kiedy Lowie, niepewny i osamotniony, przyleciał, eby uczyć się w akademii Jedi, jego wuj Chewbacca podarował mu gwiezdnego skoczka typu T-23, by siostrzeniec mógł latać nad d unglę na dalekie wyprawy. Młody Wookie często zabierał na nie swoich przyjaciół: Jainę, Jacena i Tenel Ka, wojowniczkę z Dathomiry. Czasami jednak pragnął spędzać czas z daleka od innych i wówczas wyprawiał się sam. Czuł, e właśnie teraz nadeszła taka chwila. Bardzo tęsknił za rodziną, a szczególnie za młodszą siostrą Sirrakuk. Zwłaszcza teraz, kiedy szybko zbli ała się bardzo trudna chwila w jej yciu...

Cię ko westchnąwszy, wyciągnął długą rękę, eby wspiąć się jeszcze wy ej, w pobli e miejsca, gdzie gęstwina splątanych gałęzi słu yła jakimś stworzeniom za gniazdo. Spłoszył stado skrzeczących i arłocznych drzewnych gryzoni zwanych stintarilami. Zwierzęta ywiły się zazwyczaj wszystkim, co spotkały na swojej drodze i co się poruszało. Kiedy jednak Lowbacca ostrzegł je najgroźniejszym spośród wszystkich charakterystycznych dla Wookiech ryków, stintarile w popłochu rozbiegły się we wszystkie strony, unosząc chmury kurzu i strącając mnóstwo zeschłych gałązek i liści. W końcu Lowbacca wysunął głowę ponad ostatnią warstwę liści baldachimu, na których malowały się wszystkie barwy nadciągającego zmierzchu. Oparł szerokie płaskie stopy na grubym konarze i stał, zachwycony widokiem ciągnącym się po horyzont. Spoglądał na bezkresną d unglę otaczającą go niczym ocean zieleni i ruiny prastarych świątyń, wystające tu i ówdzie nad powierzchnię. Zbli ający się wieczór dra nił jego nozdrza woniami, pośród których dominował zapach budzących się do ycia nocnych kwiatów, jakich wiele zdobiło pędy wijących się między liśćmi długich winorośli. Czuł chłodną wilgoć promieniującą od drzew Massassów i unoszącą się nad baldachimem liści w postaci delikatnej mgiełki, podobnej do powietrza wydychanego przez uśpioną d unglę. Nisko nad horyzontem wisiała miedzianobrązowa tarcza gazowego giganta, Yavina - olbrzymiej kuli wirujących gazów, w tej chwili mającej barwę dogasających węgli. W pobli u pomarańczowej planety krą yła niewidoczna dla Wookiego orbitalna stacja wydobywcza Landa Calrissiana. Ciemnoskóry mę czyzna, zapuszczając się w sąsiedztwo jądra gazowej kuli, zajmował się chwytaniem drogocennych klejnotów corusca. Lowie odwrócił spojrzenie od zachodzącej planety i skierował je w przeciwną stronę, gdzie horyzont przybierał ciemniejszą barwę, a granat nocnego nieba zdą yły ozdobić rozsypane niczym pył iskierki gwiazd. Poszukał wygodniejszego miejsca, w którym mógłby się oprzeć o jakąś rozło ystą gałąź drzewa Massassów. Stał nieruchomo, głęboko oddychając, napawał się widokiem drzew ciągnących się bez końca... i rozmyślał o Kaskyyyku. Powinien być spokojny, ale nie umiał przestać martwić się o siostrę. Nie mógł uczynić nic, by jej pomóc, a poza tym to ona musiała dokonać wyboru - i ponieść wszystkie konsekwencje. Mimo to Lowie doskonale znał niebezpieczeństwa, jakie mogły czyhać na Sirrakuk na najni szych poziomach tropikalnych lasów porastających powierzchnię planety Wookiech. Drugimi silnymi palcami musnął perłowe nitki pasa, splecionego z włókien, które wykradł z bezlitosnych szczęk krwio erczej rośliny zwanej syreniowcem. Odcięcie włókien

ze środka kwiatu było bardzo trudną próbą, ale przeszedł ją zwycięsko. I to sam. Czując, e powietrze się ochładza, Lowie usiadł na gałęzi. Napływające ze wszystkich stron d ungli dźwięki stawały się coraz głośniejsze i głośniejsze. Do ycia budziły się nocne owady i drapie niki szukające nowych ofiar. Zawieszony u pasa na biodrze miniaturowy android-tłumacz, Em Teedee, pozostawał niemy. Lowie wyłączył urządzenie, aby syntetyzowany piskliwy głosik nie przeszkadzał mu w rozmyślaniach. Niepomny na upływ czasu, siedział na samym wierzchołku gigantycznego drzewa. Wiedział, e nie zdą y wrócić do akademii Jedi, eby spo yć kolację, ale nie przejmował się tym ani trochę. Miał na głowie inne, wa niejsze sprawy. Kiedy Jaina Solo skończyła jeść posiłek, większość pozostałych uczniów Jedi kształcących się w wielkiej świątyni zdą yła opuścić przestronną salę pełniącą funkcję jadalni. Zaabsorbowana własnymi myślami, dziewczyna pochłaniała ostatnie kęsy pra onych krabich orzechów i solonych owoców boffa, raz po raz zbierając sos kawałkiem świe ego chleba. Brat bliźniak, Jacen, siedzący obok niej przy stole, tak e zjadł dopiero mniej więcej połowę porcji. Wyglądało na to, e nic nie wie, i po jego policzku powoli spływaj ą krople zielonkawego syropu. Chłopiec paplał jak najęty, co chwilę mrugając powiekami bursztynowych oczu o odcieniu brandy i przeczesując palcami rozwichrzone włosy. - I w końcu udało mi się pochwycić tę ądlącą jaszczurkę w hangarze, w samym kącie lądowiska - mówił. - Przez kilka ostatnich tygodni przekonywałem ją, by nie obawiała się wyjść z kryjówki. Mo e teraz dysponować całą nową klatką, którą dla mnie zbudowałaś, ale nie mam pojęcia, czym się ywi. Chłopiec przerwał na chwilę, tylko po to, eby wło yć do ust kawałek jedzenia. Jaina kiwnęła głową, chocia słuchała tylko jednym uchem. Niepokoiła się, dlaczego Lowbacca nie przyszedł na kolację. Młody Wookie wyglądał ostatnio na zatroskanego, zamkniętego w sobie i unikającego kontaktów nawet z przyjaciółmi. - Nie mówiąc ju o tym, e wkrótce wylęgnie się kilka poczwarek z kokonów, które sporządziłem dla ukociem! - paplał podniecony Jacen. - Zamierzam większość wypuścić na wolność, ale dwie zatrzymam jako okazy doświadczalne. Chcę przekonać się, czy będą się rozmna ały w niewoli. No i powinnaś obejrzeć te naprawdę fascynujące błękitne grzyby, które znalazłem nad rzeką w szczelinie między dwoma kamieniami. Przełknął jeszcze trochę soku, po czym uniósł rękę i wyciągnął w górę palce, jakby

nagle o czymś sobie przypomniał. - Ach, tak, właśnie miałem cię o to zapytać. Czy mogłabyś obejrzeć klatkę kryształowego wę a? Sądzę, e stworzenie szykuje dla mnie jakąś niespodziankę. Mo e nawet stara się znów umknąć z klatki? Sama wiesz, ile zamieszania mo e to wywołać. Jaina nie mogła powstrzymać krótkiego chichotu. Przypomniała sobie piekło, jakie się rozpętało, kiedy prawie niewidzialny wą umknął z niewoli. Gad ukąsił wówczas zarozumiałego ucznia, Raynara, który pod wpływem tego ukąszenia natychmiast zasnął. Nie wszystkie kryształowe wę e sprawiały jednak chłopcu kłopot. Inne takie stworzenie pomogło odwrócić uwagę Qorla, zagubionego pilota imperialnego myśliwca typu TIE, kiedy mę czyzna zamierzał zaatakować akademię Jedi. Nieco wcześniej bliźnięta spotkały Qorla, który po wypadku, jakiemu uległa jego maszyna, ył jak dobrowolny pustelnik głęboko w ostępach d ungli porastającej Yavin Cztery. Jaina miała nadzieję, e stary pilot Imperium zachowa pamięć o pomocy, jakiej starali się mu udzielić. Qorl jednak nie okazał się ich sprzymierzeńcem. Rygorystyczne szkolenie, jakiemu został poddany, kiedy kształcił się w imperialnej akademii, w końcu wzięło górę, a nawet okazało się bardziej zakorzenione, ni ktokolwiek mógł sądzić. Pilot powrócił w rejony wcią jeszcze opanowane przez Imperium, a później związał swój los z Akademią Ciemnej Strony. Przenosząc spojrzenie na brata, dziewczyna kiwnęła głową. W końcu ocknęła się z zadumy. - Dobrze - odparła. - Mogę rzucić okiem na klatkę twojego wę a. Nagle usłyszała piskliwy metaliczny głosik miniaturowego androida. Raptownie odwróciła głowę. - Panie Lowbacco, muszę nalegać, eby od ywiał się pan w sposób bardziej urozmaicony - mówił Em Teedee. - Znam normy ywieniowe obowiązujące dla istot pańskiej rasy, i wiem, e to, co pan spo ywa, nie wystarczy, aby dostarczyć dorosłemu Wookiemu odpowiedniej energii... chocia z drugiej strony muszę przyznać, e ostatnio, zamiast oddawać się ćwiczeniom fizycznym, jest pan trochę przygnębiony. Pańska dieta powinna uwzględniać przede wszystkim du e ilości czerwonego mięsa, które zawiera o wiele więcej protein ni te świe e owoce i warzywa, które ma pan w tej chwili na talerzu. Lowbacca, niosący tacę z po ywieniem, odpowiedział krótkim i mało przekonującym warknięciem. Nie rozglądał się po wielkiej stołówce, eby wypatrzyć przyjaciół pośród innych uczniów Jedi. Usiadł przy pierwszym lepszym wolnym stole w samym kącie sali, po czym oparł się plecami o kamienną ścianę.

- Lowie! - Jaina wstała i pospieszyła w stronę porośniętego długą rudobrązową sierścią Wookiego. - Martwiliśmy się o ciebie. Dlaczego nie przysiadłeś się do naszego stołu? Lowbacca warknął w odpowiedzi coś tak krótkiego, e Em Teedee nawet nie zadał sobie trudu, by to przetłumaczyć. Jaina odsunęła drewniane krzesło i usiadła okrakiem naprzeciwko przyjaciela. Wsunęła za ucho niesforny kosmyk długich brązowych włosów i nie ukrywając niepokoju, spojrzała na zmierzwioną sierść na głowie Lowiego. Młody Wookie spuścił złociste oczy, po czym zaczął się przyglądać owocom i zieleninie, le ącym na jego talerzu. - Lowie, proszę., powiedz nam, czy stało cię coś złego? - zapytała Jaina. - Mo esz zwierzyć się nam ze wszystkich zmartwień. Jesteśmy przecie przyjaciółmi, nie pamiętasz? Przyjaciele pomagają sobie w potrzebie. Zanim Lowbacca miał czas się odezwać, rozległ się piskliwy głos małego androida. - Nie odpowie, pani Jaino - stwierdził Em Teedee. - Nawet ja nie mogę uzyskać od niego odpowiedzi. Obawiam, się., e nigdy nie zrozumiem zachowania Wookiech. Czy wszystkie ywe stworzenia miewają takie trudne do przewidzenia nastroje? Jacen tak e usiadł przy stole obok siostry. - Hej, mo e Lowie po prostu chce, eby wszyscy zostawili go w spokoju? - zasugerował. Młody Wookie zaryczał i, przygnębiony, zaczął kiwać głową. Jaina westchnęła, stopniowo uzmysławiając sobie, i mo e rzeczywiście stanie się najlepiej, je eli uszanuje yczenie przyjaciela i pozwoli, eby sam rozwiązywał własne problemy. Mimo wszystko, Lowie dobrze wiedział, e zawsze mo e porozmawiać z Jaina albo Jacenem, kiedykolwiek będzie miał ochotę. Rozumiała, e na razie tego nie pragnie. - W porządku - powiedziała, chocia wyraz głębokiego niepokoju nie zniknął z jej twarzy. - Pamiętaj, e zawsze mo esz liczyć na nas, ilekroć zechcesz, ebyśmy słu yli ci pomocą albo radą. Lowie kiwnął głową, a później wyciągnął kosmatą rękę i poło ył na dłoni dziewczyny. Niemal cała dłoń Jainy zniknęła, zamknięta w uścisku wielkiej łapy Wookiego. Korzystając z tego, e ich ręce się zetknęły, siostra Jacena posłu yła się Mocą., licząc na to, e zdoła odgadnąć przyczynę dziwnego zachowania przyjaciela, ale wyczuła tylko uczucia przyjaźni i sympatii. Wstała i gestem zachęciła brata bliźniaka, eby udał się w jej ślady. - Chodźmy, Jacenie - powiedziała. - Zerkniemy na tę klatkę z kryształowym wę em.

Blask zapalonych kling świetlnych mieczy rozjaśniał mroki nocy, ukazując prastare kamienne mury wielkiej świątyni. Wyciągnąwszy rękę, Tenel Ka ściskała sporządzoną z kła rankora rękojeść nowej broni. Przyglądała się, jak jaskrawoturkusowa smuga pulsuje, prze- filtrowana przez skupiający kryształ - drogocenny tęczowy klejnot z Gallinore - który kiedyś ozdabiał jej królewski diadem. Młoda wojowniczka stała na wykładanym kamiennymi płytami dziedzińcu świątyni mającej kształt zigguratu. Był to nowy plac ćwiczeń, oczyszczony z chwastów i roślinności, dosłownie wydarty wszechobecnej, zachłannej d ungli. Pracowici uczniowie Jedi oczyścili i wypolerowali kamienie, zamierzając wykonywać tu ćwiczenia. Do jednego z nich właśnie przygotowywała się dziewczyna. Tenel Ka spoglądała w dziwne, perłowe oczy istoty, czasami przenosząc spojrzenie na elfią sylwetkę i długie, cienkie jak pajęczyna, srebrzystosiwe włosy swojej przeciwniczki... Tionny, instruktorki i historyczki Jedi, która często pomagała mistrzowi Skywalkerowi. Jak przystało na rycerza Jedi, kobieta władała mieczem z du ą precyzją i wprawą, reagując na ka dy ruch świetlistej klingi broni dziewczyny. Podczas wcześniejszych ćwiczeń, prowadzonych tak e na terenie akademii Luke’a Skywalkera, niedbale skonstruowany miecz świetlny Tenel Ka eksplodował, a ostrze broni Jacena, z którym się pojedynkowała, odcięło jej lewą rękę. Teraz dziewczyna yła i walczyła, posługując się tylko jedną ręką. Władała jednak jarzącą się energetyczną klingą bardzo pewnie i sprawnie. I chocia najzdolniejsi biotechnicy zaproponowali, e wykonają najlepszą zastępczą protezę, jaką mo na było sporządzić w całej gromadzie gwiezdnej Hapes, dzielna wojowniczka odrzuciła ich propozycję. Była dumna, e mo e być sobą... polegać na własnych umiejętnościach, sile fizycznej i mądrości. Nie chciała korzystać z pomocy sztucznej biomechanicznej kończyny. Zamiast tego zmieniła tylko środki, za pomocą których dą yła do osiągania wyznaczonych celów. Postanowiła, e będzie tak samo silna i sprawna jak poprzednio. A kiedy Tenel Ka postanawiała, e coś zrobi, zazwyczaj nie spoczywała, dopóki nie dopięła celu. Jaskrawe światła, płonące na obrze ach urządzonego przed wielką świątynią lądowiska, oświetlały d unglę, przyciągając zarówno tysiące nocnych owadów, jak i uskrzydlonych drapie ników, dla których były po ywieniem. Wyło ony kamiennymi płytami dziedziniec był jednak rozjaśniony tylko blaskiem krzy ujących się kling świetlnych mieczy, rozpraszającymi ciemności ró nobarwną poświatą.

Tionna sparowała jeszcze jeden cios, zadany przez młodą wojowniczkę. - Bardzo dobrze, Tenel Ka - odezwała się instruktorka. - Uczysz się zwracać uwagę na precyzję, a nie na brutalną siłę. Coraz lepiej przeczuwasz moje ruchy i reagujesz na nie, posługując się Mocą. Tenel Ka kiwnęła głową, a zatańczyły jej złocistorude warkoczyki. Wplecione weń paciorki zagrzechotały i zabrzęczały. Dziewczyna dawała z siebie wszystko, dobrze znając umiejętności i opanowanie instruktorki, która od ponad dziesięciu lat kształciła się w akademii Jedi. Z wielkiej świątyni wyłoniło się kilkoro innych uczniów, pragnących przyjrzeć się pojedynkowi. Teraz, kiedy Nowa Republika była świadoma coraz większego niebezpieczeństwa zagra ającego jej ze strony Drugiego Imperium i Akademii Ciemnej Strony, wszyscy kandydaci mistrza Skywalkera równie zwiększyli tempo własnych ćwiczeń. Od ponad tysięcy pokoleń rycerze Jedi, posługując się siłami jasności, strzegli ładu i prawa w całej galaktyce. Luke Skywalker zamierzał kontynuować tę tradycję. Nieoczekiwanie Tionna wykonała świetlnym mieczem tak płynny i spokojny gest, e Tenel Ka tylko z trudem zdą yła odpowiedzieć na pchnięcie. Nie wyczuła, e srebrzystowłosa istota zamierza przystąpić do ataku, i nagły ruch Tionny zupełnie ją zaskoczył. Ostrza obu mieczy spotkały się i zaskwierczały... ale po krótkiej chwili instruktorka Jedi cofnęła świetlistą klingę. - Stop - oznajmiła, po czym wyłączyła broń, pozostawiając zaskoczoną młodą wojowniczkę z zapalonym mieczem w dłoni. Gestem pokazała nocne niebo i gwiazdy świecące nad Yavinem Cztery. Pozostali uczniowie, stojący na obrze ach wykładanego kamiennymi płytami dziedzińca, tak e unieśli głowy i skierowali oczy w górę. Właśnie w tej chwili przez niewielkie, kolebkowo sklepione drzwi znajdujące się w bocznej ścianie ogromnej świątyni wyszli Jacen i Jaina. Bliźnięta równie zamierzały przyglądać się ćwiczącej kole ance. Zamiast tego ujrzały smugę światła przecinającą mroczne niebo nad ich głowami niczym mały meteoryt. - Hej, to jakiś statek! - krzyknął chłopiec. - Ale nie pierwszy lepszy - dodała jego siostra. - Ten poznałabym na krańcu wszechświata. - Hej, tata wcale nie uprzedzał nas o tym, e chce przylecieć! Po kilku chwilach statek znalazł się tak nisko, e nocną ciszę rozdarł ryk silników napędu podświetlnego, po czym dał się słyszeć basowy pomruk uruchamianych repulsorów. Z głośnym rykiem spłaszczony rozwidlony owal „Sokoła Tysiąclecia” osiadł na lądowisku

przed wielkim zigguratem. Nie przestając przekrzykiwać się nawzajem, Jacen i Jaina przebiegli przez plac ćwiczeń i skierowali się na lądowisko porośnięte krótko przyciętymi chwastami, by przywitać się z ojcem. W następnej chwili z kadłuba zmodyfikowanego lekkiego frachtowca wysunęła się rampa, po której zszedł Han Solo. Ujrzawszy biegnące ku niemu podniecone dzieci, zawadiacko się uśmiechnął. Kiedy na opuszczonej pochylni ukazała się sylwetka Chewbaccy, Tenel Ka usłyszała za plecami głośny ryk, niewątpliwie oznaczający powitanie. Odwróciła się i zobaczyła Lowbaccę, który stał na jednym z kamiennych progów piramidy piętrzącej się obok placu ćwiczeń. Młody Wookie dał susa ze skalnej półki i skacząc po kamiennych występach stromej ściany budowli, znalazł się na ziemi. Ujrzawszy siostrzeńca, Chewbacca tak e zaryczał w odpowiedzi. Lowie był ostatnio niezwykle przygnębiony i wojowniczka z Dathomiry wyczuwała, e w umyśle przyjaciela kłębią się niespokojne myśli. Postanowiła jednak, e uszanuje młodego Wookiego w ten sposób, e pozwoli, by sam rozwiązywał własne problemy... chyba e poprosi o pomoc. Kiedy jednak zauwa yła wyraz twarzy Chewbaccy, a potem przeniosła spojrzenie na oblicze jego siostrzeńca, nie mogła nie zwrócić uwagi na dziwny i ciekawy fakt. Mimo i bliźnięta zostały wyraźnie zaskoczone nieoczekiwanym pojawieniem się „Sokoła Tysiąclecia”, Lowbacca doskonale wiedział, e frachtowiec wyląduje na Yavinie Cztery.

ROZDZIAŁ 2 Jaina uświadamiała sobie, e szczerzy zęby jak idiotka, ale nie przestawała obejmować ojca. - Co tu robisz? - zapytała. - Nie wiedzieliśmy, e zamierzałeś przylecieć! Stojący obok niej Jacen niemal zapomniał o oddychaniu. Ze zdumieniem spoglądał na niezwykły strój ojca, pełen naszytych łat i kawałków futra. Musiał tak e zauwa yć, e włosy Hana zostały niedawno bardzo krótko i nierówno ostrzy one, co nadawało mu wygląd prawdziwego zabijaki. - Blasterowe błyskawice, tato! - wykrzyknął w końcu. - Dlaczego jesteś tak dziwacznie ubrany? Zanim Han miał szansę odpowiedzieć, Jaina rzuciła okiem na frachtowiec. Mimo panującego półmroku zauwa yła, e niektóre płyty kadłuba zostały zastąpione anodyzowanymi kawałkami metalu, na dziobie przymocowano dodatkowe pojemniki towarowe, a na rufie sterczała jeszcze jedna antena paraboliczna nowego komunikatora. Dziewczyna miała wra enie, e ze zdumienia opada jej szczęka. -I co zrobiłeś z „Sokołem”? - zapytała, nie wierząc własnym oczom. - Wygląda tak... inaczej! - Po jednym pytaniu na raz, dzieciaki! - odparł Han, uśmiechając się i unosząc na wysokość torsu dłoń z wyciągniętymi palcami, jakby chciał odeprzeć spodziewany atak. - Mieliśmy kilka problemów z planetami znajdującymi się na Odległych Rubie ach, a zatem korzystając z oficjalnych uprawnień, przywódczyni Nowej Republiki... - To znaczy mama - wtrąciła Jaina. - Zgadza się. - Twarz Hana rozjaśniła się w chłopięcym uśmiechu. - Tak czy owak, Leia poprosiła mnie i Luke’a, ebyśmy wyruszyli na przeszpiegi. Oświadczyła, e je eli się czymś nie zajmę, zapewne zbyt szybko się zestarzeję. A poza tym chyba sami wiecie, e odkąd wasz wuj zało ył akademię Jedi, ma zwyczaj od czasu do czasu opuszczać Yavin Cztery, choćby po to, eby upewnić się, e nie wychodzi z wprawy. Mimo to doszliśmy do wniosku, e nie powinniśmy za bardzo rzucać się w oczy, a zatem... - Zmieniłeś wygląd i swój, i „Sokoła Tysiąclecia” - dokończył Jacen. Tymczasem Jaina nie przestawała wpatrywać się w guzowate narośle szpecące kadłub lekkiego frachtowca. - I Luke’a. - Han Solo ruchem głowy wskazał wznoszącą się za plecami bliźniąt

wielką świątynię, z której właśnie wychodził ich wuj, odziany w pognieciony brązowy lotniczy kombinezon. - Cześć, Hanie! - zawołał mistrz Skywalker. - Czy zabrałeś ze sobą te brakujące części do nowych generatorów siłowego pola, które mi obiecałeś? Otarł usmarowaną dłoń o klapę kieszeni i tak wybrudzonego stroju. Wyglądał zupełnie jak rozbitek, który właśnie stracił statek. - Jasne, stary! - odkrzyknął Han. - Leia wie, e Drugie Imperium sposobi się do walki, i bardzo się martwi o twoją akademię Jedi. Nalegała, ebyśmy jak najszybciej zainstalowali nowe generatory pól ochronnych i dostarczyli im tyle energii, eby mogły powstrzymywać ataki wrogów. - Nadal uwa am, e gdyby zaatakowano akademię, moi rycerze Jedi potrafią ją obronić - odparł Luke, uśmiechając się do uczniów stojących przed świątynią. - Przywódcy Akademii Ciemnej Strony okazaliby się głupcami, gdyby zamierzali nas lekcewa yć. Han wzruszył ramionami. - Bez względu na to, co uwa asz, Luke’u - odparł - spełnij moją prośbę, gdy w przeciwnym razie Leia ju nigdy nie zmru y oka. Śmiejąc się, mistrz Skywalker skinął na kilkoro młodych Jedi, by pomogli wynieść z ładowni „Sokoła” cię kie pakunki zawierające części do generatorów. - Poproszę swoich uczniów, eby zainstalowali je w tym czasie, kiedy nas tu nie będzie - obiecał. Przebrany mistrz Jedi podszedł do obu Wookiech, zatopionych w powa nej rozmowie. Wyglądało na to, e egna się z Chewbaccą. Jaina odniosła wra enie, e słyszy, jak wuj mówi coś na temat tego, i zostało niewiele czasu, ale zanim zdą yła zapytać, o co chodzi, uprzedził ją Jacen. - A co z Chewiem? - zapytał, zwracając się do ojca. - Czy tym razem nie będzie twoim drugim pilotem? Han Solo sprawiał wra enie trochę zakłopotanego. - Jakoś będę musiał poradzić sobie bez niego - odparł. - On i Lowie muszą wrócić na Kashyyyk, eby zająć się rozwiązaniem powa nego problemu... określiłbym go mianem „rodzinnego”. - Problemu rodzinnego? - powtórzyła zdumiona dziewczyna. - Czy komuś stało się coś złego? - Nie-e, to coś jeszcze powa niejszego. Nigdy nie poznaliście siostry Lowiego, Sirry, prawda? - Han uniósł głowę i uczynił ruch, wskazując Chewbaccę, pogrą onego w rozmowie

z siostrzeńcem. -Przede wszystkim dajcie im trochę czasu, eby mogli o tym porozmawiać. Mam przeczucie, e później Lowbacca sam powie, o co chodzi. A tymczasem mam dla was wiadomości od mamy i Anakina... jak równie kilka niespodzianek, które zabrałem na pokład „Sokoła Tysiąclecia”. - Oho! - odezwała się Jaina. - Jeszcze więcej niespodzianek? Han zachichotał i objął jednym ramieniem córkę, a drugim syna. - Ta-a, prezenty dla was - odparł, beztrosko się uśmiechając. - Hej, to mi przypomina, e mam dobry dowcip - odezwał się Jacen. - Czy chcecie posłuchać? - Zanim którekolwiek zdołało go od tego odwieść, zaczął mówić: - Zgadnijcie, co takiego mają Jawowie, czego nie ma adne inne stworzenie w całej galaktyce? No co, poddajecie się? - Uniósł brwi. - Małe Jawiątka! Nawet ojciec miał trudności, eby uło yć usta w nieszczerym uśmiechu. Jaina przyglądała się przez chwilę bratu, nic nie mówiąc, po czym odwróciła się w stronę ojca, aby podjąć rozmowę na poprzedni temat. - Wspominałeś coś o tym, e masz dla nas jakieś prezenty? - zapytała. - No có , zabrałem partnera dla hodowanej przez Jacena pieńkowej jaszczurki i trochę kwitnących gałązek rozgwiezdnika, które słu ą tym stworzeniom za po ywienie. Mam tak e zmodernizowany mikromotywator, ale trzeba przy nim jeszcze trochę pomajstrować. Rzecz jasna, oboje będziecie musieli sami rozstrzygnąć, które dostanie jaki upominek. Jaina parsknęła pogardliwie. - To nie powinno zająć du o czasu - oznajmiła. Tenel Ka siedziała w swojej komnacie, z fascynacją spoglądając na niewielki holograficzny wizerunek ciemnowłosego Anakina Solo trzymającego kilka jaskrawo ubarwionych i splecionych włókien. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego młodszy brat bliźniąt miałby przesyłać wiadomość właśnie jej. Przecie widziała chłopca tylko raz w yciu i to niedawno, podczas pobytu na Coruscant. - Dobrze wiem, Tenel Ka, jak bardzo jesteś samodzielna, ale mam nadzieję, e nie weźmiesz mi za złe tego, co pragnę ci powiedzieć - słuchała nagranego głosu Anakina. - Kiedy Jacen i Jaina wspomnieli o trudnościach, jakie masz z zaplataniem włosów od czasu wypadku, postanowiłem, e pomogę ci uporać się z tym problemem. Mo liwe, e wielu spośród tych rzeczy domyśliłaś się sama - na holograficznej twarzy chłopca pojawił się nikły uśmiech -ale je eli nawet tak jest, rozwiązanie łamigłówki sprawiło mi prawdziwą radość. Bliźnięta Solo, które wręczyły Tenel Ka kasetę po drugiej rozmowie z ojcem,

siedziały teraz na kamiennej podłodze w komnacie młodej wojowniczki. Jaina przewróciła oczami. - Cały braciszek - mruknęła. - To jest fakt - odezwała się Tenel Ka, po czym zwróciła uwagę ponownie na jarzący się wizerunek. Na hologramie chłopiec trzymał ró nobarwną plecionkę jedną ręką i przebierając palcami drugiej, starannie rozdzielał pojedyncze włókna. Dziewczyna podświadomie uniosła rękę do głowy i zaczęła rozczesywać palcami pasemka złocistorudych włosów. Starając się poruszać palcami wyjątkowo precyzyjnie, Anakin przesuwał dłoń w dół po pojedynczych włóknach. Zaplatał je, posługując się tylko jedną ręką. - Widzisz, to się da zrobić, je eli tylko spojrzeć na problem z innej perspektywy - ciągnął hologram. Sekwencja ruchów się powtórzyła, chocia w zwolnionym tempie, a tymczasem głos Anakina nie przestawał mówić: - Próbowałem kilku sposobów, eby umieścić pośród splotów jakąś ozdobę, i doszedłem do wniosku, e idzie mi najlepiej, je eli najpierw przytrzymam paciorek czy piórko wargami. Dzięki temu, je eli pragnę coś wpleść, nie muszę odrywać palców od warkocza. - A. - Tenel Ka kiwnęła głową na znak, e uznaje logikę tego rozumowania. - Aha. Pragnąc sama spróbować, zaczęła przekładać w palcach pasma włosów. Starała się opanować opracowaną przez Anakina technikę zaplatania warkocza jedną ręką. Hologram zamigotał i zmienił się, by ukazać inną scenę. Anakin stał teraz obok grubego warkocza z pasm długich lśniących brązowych włosów, w które wpleciono kilkanaście ró nobarwnych koralików i piór, zdobiących zazwyczaj sploty włosów wojowniczek z Dathomiry. Chłopiec sprawiał wra enie zakłopotanego, ale zarazem zadowolonego. - Jak widzisz, mama pozwoliła mi wprawiać się na swoich włosach. Widoczna na miniaturowym wizerunku przywódczyni Nowej Republiki odwróciła głowę i ciepło się uśmiechnęła, po czym wykonała wdzięczny piruet, eby wszyscy mogli lepiej przyjrzeć się jej warkoczom. Kiedy holograficzne nagranie dobiegło końca, Tenel Ka, zastanawiając się nad nową techniką, z powagą kiwnęła głową. Pomyślała, e je eli trochę sama poćwiczy, z pewnością potrafi ją opanować. Od strony drzwi komnaty wojowniczki dobiegło nagle głośne pytające warknięcie.

Dziewczyna uniosła głowę i spostrzegła Lowbaccę stojącego pod wieńczącym wejście kamiennym hakiem. - Wejdź, przyjacielu - powiedziała, wskazując wolne miejsce obok siebie na kamiennej posadzce. - Je eli chcesz, usiądź z nami. - Lowie, czy wszystko w porządku? - odezwała się zatroskana Jaina, spoglądając na kolegę. Chudy jak tyczka i porośnięty rudobrązową sierścią młody Wookie wolno podszedł do przyjaciół i usiadł na kamiennej posadzce między Tenel Ka a Jainą. Przez dłu szy czas adne z czworga młodych Jedi się nie odzywało. Później Lowbacca sięgnął do pasa i pstryknął niewielkim przełącznikiem umieszczonym na tylnej powierzchni obudowy miniaturowego androida. - Ach, dziękuję panie Lowbacco - odezwał się natychmiast Em Teedee. - Czuję się naprawdę wypoczęty, chocia muszę oświadczyć, e mój cykl przerwy trwał o wiele dłu ej, ni się spodziewałem. Och, niech pan spojrzy! Mamy towarzystwo! Lowbaccca groźnie zaryczał i krótko szczeknął, przerywając potok wymowy gadatliwego urządzenia. - Ale oczywiście, panie Lowbacco - zapiszczał Em Teedee. - Z przyjemnością zajmę się tłumaczeniem. Przecie wie pan, e to mój najwa niejszy obowiązek. Władam płynnie ponad sześcioma językami. Lowbacca był tak zamyślony, e nawet nie zbeształ miniaturowego androida- tłumacza. Z początku powoli, często przerywając, zaczął mówić, a Em Teedee tłumaczył jego słowa: - Pan Lowbacca doskonale zdaje sobie sprawę z tego, e okazywane ostatnio ...przygnębienie nie umknęło uwagi nikogo, wywołując całkiem powa ne zaniepokojenie... Zaniepokojenie, które, pragnę dodać, tak e ja podzielałem. Jaina poło yła dłoń na ramieniu Lowiego. - No có , martwiliśmy się o ciebie - oznajmiła. - Chcieliśmy, ebyś zwierzył się ze swoich kłopotów. Tenel Ka tylko kiwnęła głową i cierpliwie czekała, a młody Wookie podejmie opowieść. Lowbacca zgarbił się i ciągnął, od czasu do czasu przerywając, eby Em Teedee miał czas przetłumaczyć: - Ostatnio wyniknął pewien problem rodzinny, który sprawił, e pan Lowbacca zaczął się powa nie martwić o bezpieczeństwo swojej siostry Sirrakuk.

Mo liwe, e pamiętacie, i pośród młodych Wookiech istnieje zwyczaj podejmowania się bardzo trudnego i niebezpiecznego przedsięwzięcia, samotnie albo z pomocą przyjaciół. Dzięki dopełnieniu tego rytuału młodzi mogą cieszyć się szacunkiem innych, co jest bardzo istotne zwłaszcza wówczas, kiedy mają obrać własną drogę ycia. Pan Lowbacca postanowił, e dokona takiego odwa nego czynu. Wiedział, e innym Wookiem będzie trudno pogodzić się z jego decyzją rozpoczęcia nauki w akademii Jedi zamiast oddawania się jakiemuś bardziej tradycyjnemu zajęciu. Był tak dumny z przymiotów własnego umysłu, e postanowił zdać się na swój spryt i przebiegłość. Nie mówiąc ani słowa nikomu z przyjaciół, samotnie zapuścił się na najni sze poziomy gęstej d ungli. Osobiście ściął pęk błyszczących włókien ze środka niebezpiecznego kwiatu syreniowca. I chocia pan Lowbacca powrócił cały i zdrowy z cennym trofeum, które pragnął zdobyć, przyznaje teraz, e ta samotna wyprawa była zbyt ryzykowna i niemądra. Obawia się o Sirrakuk, gdy wie, e siostra jest o wiele bardziej impulsywna, porywcza i uparta ni on. Lowbacca urwał, po czym przesunął palcami po błyszczących włóknach pasa okrywającego jego biodra. Kunsztowne sploty kojarzyły się Tenel Ka z wiadomością, jaką otrzymała od Anakina, który pragnął zapoznać dziewczynę z techniką zaplatania warkoczy przy u yciu tylko jednej ręki. Jaina obdarzyła Wookiego wyrozumiałym spojrzeniem. - Ach, więc teraz się obawiasz, e Sirra mo e wyprawić się sama tylko dlatego, e ty tak postąpiłeś? Lowbacca wbił spojrzenie w kamienne płyty. Przez chwilę milczał, a potem wydał serię gardłowych warknięć i pomruków. Oparł oba łokcie na kosmatych kolanach i ukrył głowę w dłoniach, po czym ciągnął: - Obawiam się, e sytuacja wygląda jeszcze bardziej powa nie, a pan Lowbacca uwa a, e to on ponosi całą odpowiedzialność - przetłumaczył miniaturowy android. - Widzicie, od czasów dzieciństwa najlepszą przyjaciółką Sirry była Raabakyysh - albo Raaba, jak zwracali się do niej członkowie rodziny pana Lowbaccy - inteligentna, stanowcza, urodziwa i uwielbiająca przygody kole anka. Prawdę mówiąc, pan Lowbacca zawsze czuł, e... No, dalej! - ponaglił Em Teedee. - Co pan czuł? Nie mo e pan jak gdyby nigdy nic milknąć, nie kończąc zdania. Lowie cicho jęknął i zaczął znów mówić. Ciemniejsza sierść nad okiem nastroszyła się, jakby młody Wookie zaczynał być wzruszony. - Mniej więcej przed miesiącem Raaba postanowiła udowodnić, e potrafi sama stawić czoło niebezpieczeństwu. Sirra i Raaba zdecydowały, e jedna będzie towarzyszyła drugiej,

ale w noc poprzedzającą tę, kiedy miały wyruszyć na wyprawę, Raaba, zapewne działając pod wpływem impulsu chwili, postanowiła pójść sama. Potajemnie wymknęła się w środku nocy, zostawiając siostrze pana Lowbaccy jedynie krótką wiadomość, co zamierza uczynić i dlaczego. Z jej treści wynikało, e Raaba liczyła, i dorównując bratu przyjaciółki pod względem odwagi, wywrze na nim du e wra enie. Miała nadzieję, e pewnego dnia, kiedy oboje dorosną, pan Lowbacca uzna ją za towarzyszkę ycia godną rycerza Jedi. Niestety... Lowbacca ponownie zawiesił głos i zanim zaczął mówić dalej, głęboko westchnął. - Niestety... O rety! - ciągnął Em Teedee. - Obawiam się, e Raaba nigdy nie wróciła z wyprawy! Kiedy jej rodzice wyruszyli na poszukiwania, znaleźli tylko zakrwawiony plecak córki. Nic więcej. Raaba zniknęła. Wyczuwając ból Lowbaccy, Tenel Ka popatrzyła na przyjaciela. - A - powiedziała. - To właśnie dlatego czujesz się taki przygnębiony. Lowie zaczął znów mówić. Tym razem mo na było odnieść wra enie, e dźwięki z trudem przechodzą mu przez gardło. - Od chwili... zniknięcia Raaby, Sirra stawała się coraz bardziej nieostro na, jakby przestało ją obchodzić, czy będzie yła dalej, czy umrze. Odmówiła wszystkim innym przyjaciółkom, które chciały wraz z nią zdać ten egzamin dojrzałości. Twierdziła, e Raaba była jedyną kole anką, której całkowicie ufała. Niedawno pan Lowbacca, doprowadzony do rozpaczy, przesłał siostrze wiadomość, pytając, czy pozwoliłaby, aby o n towarzyszył jej zamiast Raaby. Pan Chewbacca właśnie przekazał mu odpowiedź Sirry... - Em Teedee na chwilę umilkł. - Och, dzięki niech będą niebiosom... wyraziła zgodę! - Hej, to wspaniale! - odezwał się Jacen. W jego głosie zabrzmiała niekłamana ulga. - Doprawdy! - zawtórował mu miniaturowy android. Lowbacca jednak nie od razu odpowiedział. Wyglądało na to, e intensywnie wpatruje się w jakiś okruch le ący na kamiennej posadzce. - Jest jeszcze coś, co cię martwi, Lowie - domyśliła się Jaina. Tenel Ka spojrzała na kikut odciętej ręki, po czym obdarzyła Wookiego spojrzeniem, w którym kryło się zrozumienie. - Obawiasz się, e nie będziesz mógł pogodzić się ze stratą - powiedziała. - Ze stratą Raaby. - Czy o to chodzi, Lowie? - zapytała Jaina. - Obawiasz się bólu, jaki odczujesz, wracając na Kashyyyk, poniewa nie spotkasz tam swojej przyjaciółki Raaby? A poza tym czujesz się odpowiedzialny za to, co się stało, poniewa usiłowała powtórzyć twój wyczyn?

Lowie zaryczał w odpowiedzi, a Em Teedee przetłumaczył jego odpowiedź. - Pan Lowbacca jest tak e zaniepokojony faktem, i ból, jaki odczuwa po stracie Raabakyysh, sprawi, e w krytycznym momencie mo e nie będzie mógł pomóc siostrze tak, jakby pragnął... Miał nadzieję, i uda mu się namówić jedno z was, by zechciało towarzyszyć mu w wyprawie na rodzimą planetę. Tenel Ka odpowiedziała niemal natychmiast. - Po tym, jak uległam wypadkowi, słu yłeś mi pomocą, kiedy cię potrzebowałam. Nie mogłabym nie zrobić teraz tego samego dla ciebie, przyjacielu. Wyciągnęła rękę i poło yła dłoń na dłoni Lowbaccy. - Hej, ja tak e polecę! - odezwał się Jacen, kładąc dłoń na dłoniach obojga przyjaciół. Jego siostra nie zwlekała z poło eniem swojej dłoni. - A zatem polecimy wszyscy - oznajmiła. - Razem będziemy silniejsi. Lowbacca ociągał się, stojąc w pobli u kadłuba przerobionego „Sokoła Tysiąclecia”. Czekał, a bliźnięta po egnają się z ojcem. Han Solo obdarzył dzieciaki przekornym uśmiechem. - Ta-a, chyba miałem coś w rodzaju przeczucia, e wszyscy zechcecie towarzyszyć Lowiemu - powiedział. - Kiedy Chewie opowiedział mi, o co chodzi, uzgodniłem wszystko z waszą mamą. Będziecie miały dobrą okazję nauczyć się mówić językiem Wookiech, a tak e rozumieć, co oni mówią do was, dzieciaki. Właśnie wówczas z hangaru wyłonił się Luke Skywalker, ubrany w wymięty i zniszczony lotniczy kombinezon. Towarzyszył mu Chewbacca. Lowie wyczuwał woń zastarzałych smarów i rozpuszczalników, plamiących tkaninę stroju mistrza Jedi. - Wszystko gotowe? - zapytał Skywalker. - Ju bardziej nie będzie - odparł Han, ukazując zęby w kolejnym przekornym uśmiechu. - Czy ty i Chewie skończyliście przygotowywać do lotu „Ścigacz Cieni”? Luke odwrócił się w stronę starszego Wookiego, idącego u jego boku, i powiedział: - „Ścigacz” to dobry statek. Nie pozwól, eby stała mu się jakaś krzywda. Chewbacca wzruszył ramionami i krótko szczeknął, obiecując spełnić jego prośbę. Han Solo klepnął go po plecach. - Bądźcie ostro ni - powiedział. - Powierzam ci dzieciaki. Uwa aj na nie, zgoda? Do zobaczenia za kilka tygodni. Han uściskał Jacena i Jainę, po czym odwrócił się i wszedł na pokład „Sokoła Tysiąclecia”.