uzavrano

  • Dokumenty11 087
  • Odsłony1 728 908
  • Obserwuję754
  • Rozmiar dokumentów11.3 GB
  • Ilość pobrań1 012 257

Michael DiMercurio - Seawolf

Dodano: 7 lata temu

Informacje o dokumencie

Dodano: 7 lata temu
Rozmiar :1.4 MB
Rozszerzenie:pdf

Michael DiMercurio - Seawolf.pdf

uzavrano EBooki M Michael DiMercurio
Użytkownik uzavrano wgrał ten materiał 7 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 46 osób, 44 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 203 stron)

Michael Dimercurio Seawolf Attack of the Seawolf Tłumaczył: Marek Rudowski Wydawnictwo Adamski i Bieliński Warszawa 1995 Teresie Lynn , Matthew Robertowi i Marli Dean ZASADY POSTĘPOWANIA CZŁONKÓW SIŁ ZBROJNYCH STANÓW ZJEDNOCZONYCH I. Jestem amerykańskim żołnierzem. Służę w siłach zbrojnych, które strzegą naszej ojczyzny i naszego sposobu życia. Jestem gotów oddać życie w ich obronie. II. Nigdy nie poddam się z własnej woli. Jeżeli będę dowodzić, nigdy nie poddam swoich ludzi, jeżeli będą mieli możliwość stawiania oporu. III. Jeżeli dostanę się do niewoli, będę kontynuować opór wszystkimi dostępnymi mi środkami. Uczynię wszystko, żeby uciec i pomóc innym uciec. Nigdy nie przyjmę zwolnienia na słowo ani specjalnych przywilejów od nieprzyjaciela. IV. Jeżeli zostanę jeńcem wojennym, dochowam wierności moim uwięzionym towarzyszom. Nie udzielę żadnych informacji ani nie będę uczestniczyć w żadnych działaniach, które mogą przynieść szkodę moim towarzyszom. Jeżeli będę najwyższy stopniem, obejmę dowództwo. Jeżeli nie, będę posłuszny zgodnym z prawem rozkazom wydanym przez moich przełożonych i będę ich popierać na wszelkie sposoby. V. Jeżeli będę jeńcem wojennym, w czasie przesłuchań mogę podać jedynie swoje nazwisko, stopień, numer i datę urodzenia. Będę unikać udzielania odpowiedzi na pytania w miarę moich możliwości. Nie będę składać ustnych ani pisemnych oświadczeń, które zaprzeczałyby mojej lojalności wobec kraju i jego sojuszników lub były szkodliwe dla ich sprawy. VI. Nigdy nie zapomnę, że jestem żołnierzem amerykańskim, odpowiedzialny za swoje czyny i oddany zasadom, które uczyniły mój kraj wolnym. Ufam Bogu i Stanom Zjednoczonym Ameryki. SŁOWNICZEK ACR - Skrót słów angielskich Anti-Circular Run. Urządzenie zapobiegające skierowaniu się torpedy w stronę okrętu, który ją wystrzelił. Jeżeli torpeda zboczy o więcej niż 160 stopni z kursu na cel, zamontowany w niej żyrokompas wysyła sygnał do komputera pokładowego, który wyłącza silnik. Następuje samozatopienie torpedy. Aktywna hydrolokacja - Określanie kierunku, w jakim znajduje się wykryty obiekt oraz odległości, w jakiej jest położony poprzez wysłanie sygnału

dźwiękowego, a następnie odebranie fali dźwiękowej odbitej od obiektu. Czas, jaki upłynął pomiędzy wysłaniem sygnału, a odebraniem echa pozwala ustalić odległość od obiektu poprzez mnożenie czasu przez prędkość rozchodzenia się dźwięku w wodzie. Kierunek, z którego nadeszło echo określa położenie obiektu. System ten na ogół nie jest wykorzystywany przez okręty podwodne, ponieważ ujawnia również ich położenie. AWL - Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (ALW), w której skład wchodzą wojska lądowe, siły powietrzne i marynarka. ASH - Skrót słów angielskich Anti-Self Homing. System zabezpieczenia torpedy mierzący jej odległość od okrętu, który ją wystrzelił. Jeżeli torpeda zawróci w kierunku tego okrętu i pokona w drodze powrotnej 80% przebytego dystansu, system ASH unieruchamia ją i zatapia. ASW - 1. Skrót słów angielskich Anti-Submarine Warfare - zwalczanie okrętów podwodnych (w powieści używa się polskiego skrótu ZOP). 2. Skrót słów angielskich Auxiliary Seawater System - chłodniczy system pomocniczy wykorzystujący wodę morską. Awaryjne wyłączenie reaktora - Polega na wsunięciu do rdzenia prętów kontrolnych za pomocą sprężyn. W latach czterdziestych, w prymitywnych reaktorach w laboratoriach, pręt kontrolny zawieszony był na linie. Awaryjne wyłączenie następowało poprzez jej przecięcie. Wówczas pręt sam opadał do rdzenia. Obecnie pręty kontrolne utrzymywane są w zaciskach elektromagnetycznych. Wyłączenie prądu zasilającego elektromagnesy powoduje otwarcie się zacisków, a sprężyny wpychają pręty do rdzenia reaktora. Boja hydrolokacyjna - Niewielka boja zrzucana z samolotów ZOP. Boja unosi się na powierzchni i wychwytuje dźwięki dochodzące spod wody, przekazując je do samolotu. W ten sposób samolot uzyskuje zdolność prowadzenia nasłuchu hydrolokacyjnego. Bojowy reżim pracy reaktora - Sytuacja, w której wyłącza się bezpieczniki reaktora. Stosuje się jedynie w nadzwyczajnych sytuacjach w warunkach bojowych, kiedy przypadkowe wyłączenie reaktora jest groźniejsze dla okrętu ze względu na utratę napędu, niż potencjalne ryzyko stopienia się rdzenia. Jedynie dowódca okrętu może wprowadzić bojowy reżim pracy reaktora. Centrala kontrolno-manewrowa - Niewielkie pomieszczenie na górnym pokładzie rufowego przedziału okrętu podwodnego. Chrapy - Rodzaj masztu wystającego ponad powierzchnię wody przeznaczonego do pobierania powietrza, by mogły pracować silniki dieslowskie, gdy reaktor jest wyłączony. CINCPAC - Skrót słów angielskich Commander-in-Chief Pacific. Admirał dowodzący siłami zbrojnymi USA na Pacyfiku. COMMSAT - Satelita komunikacyjny na orbicie geostacjonarnej obsługujący komunikację radiową marynarki. Delfin - Odznaczenie noszone nad lewą kieszenią munduru przez oficerów i marynarzy z okrętów podwodnych, a oznaczające, że posiadacz uzyskał kwalifikacje, by służyć na okręcie podwodnym. Zdobycie takich kwalifikacji wymaga ciężkiego, rocznego szkolenia. Marynarze noszą odznaczenia srebrne, oficerowie - złote. Delfiny stały się symbolem sił podwodnych. Drużyna ogniowa - Zespół osób, których zadaniem jest umieszczenie pocisku w celu. Składają się na nią operatorzy hydrolokacji, oficer wachtowy, podoficer wachtowy, dowódca, pierwszy oficer, operatorzy kontroli ognia na stanowiskach 1, 2 i 3 konsoli ogniowej oraz nakreślacze (geograficzny, czas-namiar, czas-

odległość i czas-częstotliwość). Dźwięk przejściowy - Hałas o charakterze przypadkowym wywołany na pokładzie okrętu podwodnego, np. upadek narzędzi, kroki na metalowym pokładzie, zatrzaśnięcie luku, przedmuchiwanie zbiorników itp. Echosonda - Urządzenie hydrolokacyjne kierujące sygnał dźwiękowy w dół w kierunku dna morskiego. Mierząc opóźnienie odbitego sygnału można określić odległość od dna. Najnowsze urządzenia wysyłają trudny do wykrycia sygnał w postaci krótkotrwałych przypadkowych sygnałów wysokiej częstotliwości. Efekt Dopplera - Zjawisko to możemy zauważyć słuchając gwizdu pociągu. Gdy pociąg się zbliża, gwizd jest wysoki. Gdy nas mija, gwizd staje się niższy. Ruch źródła dźwięku powoduje, że fale rozchodzące się do przodu są bardziej zagęszczone, a do tyłu - rozrzedzone. Zagęszczenie fal dźwiękowych oznacza zwiększenie częstotliwości, a zatem wyższy dźwięk. EPM - Skrót słów angielskich Emergency Propulsion Motor. Duży silnik na prąd stały umieszczony za maszynownią. Może dać okrętowi podwodnemu prędkość 3 węzłów. Zużywa ogromną ilość energii elektrycznej. ESGN - Wewnętrzny system nawigacyjny okrętu wykorzystujący kulę metalową wirującą z prędkością 10.000 obr/min. i wskazującą stały kierunek (północ) w oparciu o zasadę żyroskopu. Faza zbliżania - Początkowa faza ataku torpedy. W tym czasie wystrzelona torpeda ma nieuzbrojoną głowicę, a jej hydrolokator nie działa. Kiedy faza zbliżania dobiega końca, rozpoczyna się faza poszukiwania i torpeda włącza aktywny lub pasywny hydrolokator. Głowica bojowa pozostaje nadal nieuzbrojona. Uzbraja się dopiero, kiedy torpeda zlokalizuje cel. g - Miara przyspieszenia. Przyspieszenie ziemskie równe jest 1 g. 2 g jest dwukrotnie większe itd. Głośniki, obwód pierwszy - system głośników rozmieszczonych na całym okręcie podwodnym służący do przekazywania informacji całej załodze. Głośniki, obwód drugi - system podobny do systemu pierwszego, jednak działający tylko w maszynowni. Głośniki, obwód siódmy - system wykorzystywany do rozmów pomiędzy centralą, centrum bojowym i przedziałem torpedowym. Główne pompy chłodziwa - Potężne pompy o mocy od 100 do 400 KM wymuszające przepływ chłodziwa (wody lub sodu) przez reaktor i do generatorów pary. W każdym obwodzie chłodniczym działają trzy pompy. Specjalne rozwiązania techniczne uniemożliwiają przecieki. Główne zawory pary 1 i 2 (MS-1 i MS-2) - Główne zawory przewodów pary przy lewej i prawej burcie umieszczone przy przedniej grodzi przedziału rufowego. Mogą odciąć główny system pary w przypadku poważnego przecieku. Główny zbiornik balastowy - Zbiornik służący jedynie do pomieszczenia morskiej wody balastowej, której ciężar umożliwia zanurzenie okrętu, a gdy opróżniony, pozwala na wynurzenie. GMT - Skrót słów angielskich Greenwich Mean Time. Czas Greenwich. Zwany też Zulu Time. GPS - Skrót słów angielskich Global Positioning System. System satelitów nawigacyjnych i odbiorników na okrętach umożliwiający precyzyjne ustalenie pozycji okrętu. Hydrolokator dziobowy - Potężna kula na dziobie okrętu podwodnego, której powierzchnia pokryta jest przetwornikami umożliwiającymi nasłuch we wszystkich kierunkach (tylko nie do tyłu). Jest przydatny, ponieważ pozwala nie tylko

określić kierunek, z którego dobiega dźwięk, ale także może przeprowadzić analizę, czy dźwięk pochodzi z odbicia, czy dochodzi z dołu, czy z góry. Hydrolokator holowany - Hydrolokator pasywny holowany przez okręt podwodny na kablu o długości do kilku kilometrów. Samo urządzenie może mieć do trzystu metrów długości. Służy do wykrywania dźwięków w wąskim paśmie na maksymalną odległość. Jajecznica - Złote listki naszywane na daszki czapek wyższych oficerów. Jednostka - Torpeda wystrzelona przez własny okręt w odróżnieniu od „torpedy” (po meldunku operatora hydro-lokatora „torpeda w wodzie”) wystrzelonej przez okręt nieprzyjacielski. Kąt wobec dziobu - Kąt pomiędzy kierunkiem obserwacji celu, a kierunkiem, w jakim cel się przesuwa. Okręt zbliżający się na wprost ma kąt wobec dziobu zero. Jeżeli kontakt przesuwa się kursem poprzecznym do kierunku obserwacji, kąt wobec dziobu jest lewo (lub prawo) 90 stopni. KH-17 - Najnowsza generacja satelitów wywiadowczych. Skrót KH pochodzi od słów Key Hole - dziurka od klucza. Konsola kontroli obiegu pary - Konsola w centrali, której operator nadzoruje obieg pary. Konsola wyposażona jest w duże koło sterujące przepustnicą, od nastawienia której zależy prędkość okrętu. Konsola kontrolna reaktora - Konsola kontrolna w centrali, za pomocą której operator reaktora nadzoruje jego pracę. Konsola ogniowa - Konsola umieszczona pomiędzy pozycjami 2 i 3. Sekcja pionowa wskazuje stan wyrzutni i uzbrojenia, sekcja pozioma zawiera spust, czyli dźwignię do wystrzeliwania torped lub rakiet manewrujących. Konsola sterownicza - Konsola, za pomocą której kontroluje się zanurzenia, kurs i prędkość okrętu. Przypomina nieco kabinę pilotów Boeinga 747. Obsługują ją sternik i sternik głębokości. Nadzoruje ich oficer zanurzeniowy siedzący nieco z tyłu za nimi. Kontakt - Inny okręt wykryty wizualnie, hydrolokatorem lub radarem. Kontakt może być przyjazny lub wrogi. Kontrola zanurzenia - Zdolność utrzymania okrętu podwodnego na określonej głębokości z niewielkimi jedynie odchyleniami. Dokonuje się tego ręcznie, za pomocą komputera lub systemu zawieszenia (gdy okręt nie porusza się). Jest to szczególnie ważne, gdy okręt znajduje się na głębokości peryskopowej, gdyż przy braku ostrożności ze strony sternika głębokości kiosk okrętu podwodnego może unieść się ponad powierzchnię wody, ujawniając jego pozycję. Kurs - Kierunek, mierzony w stopniach w jakim posuwa się okręt. Kurs północny wynosi 000 stopni, wschodni - 090 stopni, południowy - 180 stopni itp. Kurs namiarowy - Kurs po prostej, w czasie którego okręt podwodny dokonuje namiarów kontaktu hydrolokatorem pasywnym. W czasie kursu namiarowego załoga stara się określić stały namiar celu i prędkość jego przesuwania się w stosunku do namiaru pierwotnego. Dwa kursy namiarowe wystarczą do uzyskania namiaru ogniowego lub inaczej bojowego. Trzeci służy do jego potwierdzenia. Czwarty kurs z reguły oznacza, że kapitan boi się otworzyć ogień. W szkole dowódców okrętów podwodnych w Groton w stanie Connecticut wywieszony jest duży napis: NIE POTRZEBUJESZ JESZCZE JEDNEGO CHOLERNEGO KURSU NAMIAROWEGO. LAMPS - Skrót słów angielskich Light Airborne Multipurpose System oznaczający helikopter Seahawk przeznaczony do zwalczania okrętów podwodnych i działający z pokładu okrętu wojennego.

Luk awaryjny - Cylindryczne śluza stosowana na amerykańskich okrętach podwodnych. Luk ten może służyć jako wyjście awaryjne, jeżeli okręt zatonie w płytkiej wodzie. Korzystają z niego również nurkowie. MAD - Skrót słów angielskich Magnetic Anomaly Detector. Detektor anomalii magnetycznych. Instalowany jest w samolotach i mierzy zmiany pola magnetycznego Ziemi, które mogą być spowodowane obecnością żelaznego kadłuba okrętu podwodnego. Mk-36 lub Mk-38 - Pozorator wydający dźwięki podobne do hałasów okrętu podwodnego. Można go zaprogramować tak, aby manewrował pod wodą jak prawdziwy okręt. Stosuje się dla zmylenia śledzącego okrętu nieprzyjacielskiego lub torpedy. Mk-50 - Najnowszy model torpedy. Mk-80 - Pocisk przeciwlotniczy wystrzeliwany z okrętów podwodnych zwany też SLAAM (Submarine Launched Anti Air Missile). Mostek - Niewielkie pomieszczenie na szczycie kiosku okrętu podwodnego wykorzystywane przez oficera wachtowego w czasie, gdy okręt jest na powierzchni. Nakres geograficzny - 1. Nakres ręczny stosowany jeszcze w okresie II wojny światowej w celu osiągnięcia namiaru ogniowego. Sprawdza się, gdy cel nic nie podejrzewa. Gdy cel zmienia kurs, kalkulacje ulegają zakłóceniu. W czasie zamętu zupełnie nieprzydatny. 2. Sposób wyświetlania w systemie kontroli ognia Mk-1. Przedstawia on widok z góry rejonu działań, gdzie okręt własny znajduje się w centrum ekranu, a wokół niego znajdują się kontakty i namiary ogniowe. Namiar - Kierunek, w jakim nastąpił kontakt. Podawany w stopniach. Kontakt z północy ma namiar 000 stopni, ze wschodu 090 stopni itp. Namiar ogniowy - Odległość, kurs i prędkość kontaktu. Jest to wielka zagadka przy użyciu hydrolokatora pasywnego. Osiągnięcie właściwego namiaru wymaga manewrowania własnym okrętem w celu dokonania właściwych obliczeń. Obliczenia można dokonywać systemem tradycyjnym lub komputerowym. NMCC - Skrót słów angielskich National Military Command Center. Ośrodek dowodzenia w Pentagonie, z którego, zgodnie z teorią, będą płynąć rozkazy kierujące prowadzeniem wojny jądrowej. Doświadczeni oficerowie wątpią, czy NMCC przetrwa dłużej niż dziesięć minut po ataku nuklearnym z zaskoczenia. Nowy Kuomintang (NKMT) - Chińska grupa rewolucyjna wzorująca się na podobnej organizacji z lat czterdziestych, która poniosła klęskę. NKMT stawia sobie za cel obalenie komunistów chińskich przy wsparciu Japończyków. Obieg naturalny - Przepływ wody przez reaktor spowodowany jedynie ciepłem rdzenia: gorąca woda unosi się, zimna opada. Eliminuje pracę hałaśliwych pomp chłodziwa pozwalając na ciche prowadzenie okrętu. Obieg wymuszony - Przepływ chłodziwa przez reaktor wymuszony przez pracę pomp. Oczyszczacz powietrza - Urządzenie eliminujące dwutlenek węgla z powietrza na okręcie podwodnym. Dwutlenek węgla pojawia się w wyniku oddychania, pracy silników i urządzeń absorbujących trujący tlenek węgla. OPREP 3 PINNACLE - Nazwa meldunku wysyłanego błyskawicą do Białego Domu i Pentagonu zawiadamiającego o grożącym niebezpieczeństwie wymagającym natychmiastowego działania, np. atak nuklearny. Ostateczny namiar i atak - Rozkaz kapitana wystrzelenia torpedy po dokonaniu ostatniej obserwacji peryskopowej celu na powierzchni. Pasywna hydrolokacja - System najpowszechniej używany na okrętach podwodnych. Wykorzystywany jest jedynie do słuchania, a sam hydrolokator nie

wysyła sygnałów dźwiękowych, ponieważ ujawniają one obecność okrętu. Przy użyciu pasywnego hydrolokatora trudno jest ocenić odległość, kurs i prędkość kontaktu. Podgląd - 1. Obserwacja peryskopowa. 2. Ostrzeżenie oficera wachtowego lub kapitana dla załogi, że za chwilę peryskop zostanie podniesiony. Oficer zanurzeniowy i sternik meldują o zanurzeniu i prędkości okrętu, gdyż zbyt duża prędkość może doprowadzić do złamania peryskopu i przecieku wody do wnętrza. Pokład - Podłoga okrętu podwodnego. Każdy przedział ma dwa lub trzy pokłady. Wykładzina - Gruba warstwa piankowa nakładana na kadłuby niektórych okrętów podwodnych. Warstwa ta pochłania sygnały hydrolokatora wysyłane przez inne okręty i nie powoduje echa. Wycisza również wewnętrzne hałasy okrętu, czyniąc je niesłyszalnymi na zewnątrz. Podobna jest do materiału, jakim pokrywa się kadłuby samolotów niewykrywalnych dla radaru. Pokrywy muszlowe - Klapy stalowe lub z włókna szklanego obracające się na zawiasach na szczycie kiosku, które zamyka się, gdy okręt ma się zanurzyć, a otwiera po wynurzeniu. Po zamknięciu pokryw wierzch kiosku jest zupełnie gładki. Poziom mocy - Poziom pracy reaktora powyżej poziomu średniego. Po osiągnięciu poziomu mocy reaktor może produkować parę energetyczną. Pozycja okrętu - Pozycja określana jest przez triangulację wzrokową lub radarową, gdy okręt jest na powierzchni blisko brzegu, albo przy wykorzystaniu systemu GPS lub hydro-lokatora, gdy okręt jest na pełnym morzu. Procedura ogniowa - Rozkaz wydany przez kapitana drużynie ogniowej, aby rozpoczęła procedurę oddania strzału. Rozkaz taki wydaje się podczas zbliżania do celu. W czasie zbliżania namiar ogniowy jest stopniowo udoskonalany (w odróżnieniu od wystrzału natychmiastowego). Opracowany przez drużynę namiar zostaje zaprogramowany w komputerze torpedy lub pocisku rakietowego, a okręt zajmuje pozycję ogniową. Pędnik - Specjalna śruba wykorzystująca system dysz i łopatek turbinowych dla napędzania okrętu. Jej działanie zbliżone jest do pracy dyszy wodnej i prawie nie powoduje kawitacji. Wadą jest powolna reakcja i słabe przyspieszenie ze względu na stosunkowo małą efektywność w porównaniu ze śrubami konwencjonalnymi. Prędkość maksymalna - Prędkość okrętu podwodnego wymagająca użycia wysokowydajnych pomp chłodziwa oraz 100% mocy reaktora. Przeciek pary - Pęknięcie jednego z głównych przewodów pary w maszynowni. W wyniku tego załoga maszynowni może zginąć, jeżeli dopływ pary nie zostanie przerwany poprzez zamknięcie jednego z głównych zaworów pary. Przeciek pary stanowi również niebezpieczeństwo dla reaktora. Przedział reaktora - Przedział, w którym znajdują się reaktor, sprężarka obiegu pierwotnego, generator pary i główne pompy chłodziwa. Dziobowa i rufowa część okrętu połączone są odizolowanym tunelem, ponieważ, gdyby ktokolwiek znalazł się w przedziale reaktora, gdy osiągnięta zostanie moc krytyczna, zginąłby w ciągu kilku minut z powodu promieniowania. Przekładnia redukcyjna - Mechanizm przemieniający szybkie obroty silników głównych na powolne obroty śruby. Rozwiązuje problem, w jaki sposób dwie turbiny mogą napędzać jedną śrubę. Rozwiązuje też problem, jak pogodzić szybkie obroty silników głównych, kiedy są najbardziej efektywne, z powolnymi obrotami śruby, które właśnie czynią śrubę efektywną. Niestety, przekładnia redukcyjna jest jednym z najbardziej hałaśliwych urządzeń na pokładzie. REM - Jednostka miary promieniowania, której nazwa wywodzi się od słów

Roentgen Equivalent Man. Jednostkę tę wyliczono biorąc pod uwagę uszkodzenie tkanek spowodowane promieniowaniem neutronowym. Jest wygodna w użyciu, ponieważ może służyć do mierzenia każdego rodzaju promieniowania - gamma, alfa i neutronowego. 1.000 remów zabija, 500 może zabić. Dopuszczalna roczna dawka promieniowania dla załogi okrętu podwodnego wynosi 25 - 100 miliremów. Samolot nad głową - Zwrot zawiadamiający, że samolot przelatuje bezpośrednio nad okrętem podwodnym. Oznacza to przeważnie, że okręt został wykryty i za chwilę nastąpi atak. Po takim meldunku zazwyczaj następuje przekleństwo. SEAL Sea Air Land Commando - Oddziały komandosów marynarki USA. Sea Lance - Ponaddźwiękowa rakieta na paliwo stałe wystrzeliwana przez okręt podwodny przeciwko celom nawodnym lub podwodnym. Stan krytyczny - Sytuacja, w której reakcja jądrowa w reaktorze przebiega w sposób stabilny bez potrzeby korzystania z zewnętrznego źródła neutronów. Reakcja łańcuchowa powoduje jej trwanie przy udziale wyzwolonych przez nią samą neutronów. System kontroli ognia - System komputerowy zbierający dane z peryskopu, hydrolokatora, radaru (gdy okręt jest na powierzchni) w celu uzyskania namiaru ogniowego. System programuje, prowadzi ogień, steruje i obserwuje działanie torped. Jeżeli okręt wyposażony jest w rakiety manewrujące, system może je zaprogramować i odpalić. System zawieszenia - System kontroli zanurzenia sterowany komputerowo, który utrzymuje okręt w jednym miejscu pod wodą. Wykorzystywany jest przez okręty podwodne przy wystrzeliwaniu pocisków rakietowych. Stosują go też okręty podwodne działające pod lodem polarnym. Szerokie pasmo - Dźwięk obejmujący wszystkie częstotliwości. Biały szum, jaki wydaje statyka w radio, deszcz lub wodospad. Okręty i statki poruszające się na powierzchni mogą być wykryte w tym paśmie z dużej odległości, ponieważ robią dużo hałasu. Odległość, z jakiej można wykryć w szerokim paśmie okręt podwodny jest niewielka. Wynosi zazwyczaj mniej niż pięć mil ze względu na stosowane rozwiązania techniczne zmierzające do ograniczenia hałasu. UWT - Skrót słów angielskich Underwater Telephone. Telefon podwodny. Urządzenie hydrolokacyjne, które zamiast sygnałów używa głosu ludzkiego. Służy do prowadzenia rozmów między okrętami podwodnymi niezbyt odległymi od siebie. VIS - Skrót słów angielskich Vertical Launch System. Nowy system wystrzeliwania rakiet zastosowany w później budowanych jednostkach szturmowych klasy Los Angeles. W systemie tym, w przednich zbiornikach balastowych rozlokowany jest szereg pionowych wyrzutni torpedowych do wystrzeliwania rakiet sterowanych Javelin. Oznacza to zwiększenie powierzchni przedziału torpedowego, a tym samym pozwala na zabranie większej liczby torped. Wachta - Grupa marynarzy pełniąca ośmiogodzinny dyżur na wyznaczonych stanowiskach. Wachta manewrowa - Stanowiska zajmowane w czasie, kiedy okręt żegluje po własnych wodach zastrzeżonych. Wodospad - Monitor hydrolokatora szerokopasmowego, w którym na osi poziomej wskazany jest namiar, a na pionowej - czas. Ekranowa reprezentacja dźwięków odbieranych w szerokim paśmie przesuwa się z góry w dół, co sprawia wrażenie wodospadu. Wyciszenie okrętu - Takie ustawienie pracy systemów okrętu, by pracowały w maksymalnym wyciszeniu, natomiast życie załogi odbywa się normalnie. Można

gotować, oglądać filmy itp. Można prowadzić prace konserwacyjne, jeżeli nie wymagają uderzeń w kadłub. Hałaśliwe operacje, jak spuszczanie chłodziwa, przedmuch generatorów pary itp. mogą być przeprowadzane jedynie za zgodą kapitana. Wyciszenie specjalne - Ustawienie systemów okrętu w sytuacji, gdy jest śledzony lub w czasie działań wojennych. Pracują jedynie najcichsze systemy. Marynarze nie pełniący wachty pozostają w kojach. Kambuz, prysznice, pralnia, kino i warsztaty naprawcze nie pracują. Nie wolno nosić butów na twardej podeszwie. Światła są przyciemnione, żeby załoga pamiętała o konieczności zachowania ciszy. Zakłócenia - „Stożek ciszy” za rufą okrętu podwodnego, gdzie odbiór sygnałów hydrolokatora uniemożliwiają silniki, turbiny, śruby i inne urządzenia mechaniczne zlokalizowane w rufowej części okrętu podwodnego. Zastrzyk polimeru - Wystrzelenie polimeru z dziobowej części okrętu podwodnego. Śliski płyn zmniejsza tarcie poszycia kadłuba o wodę, redukując opór środowiska. Pozwala to na gwałtowne przyspieszenie przez krótki czas. Idealne rozwiązanie przy próbie uniknięcia torpedy. Zbiornik balastowy - Zbiornik wykorzystywany jedynie do balastowania wodą morską. Jej ciężar pozwala okrętowi podwodnemu zanurzyć się. Opróżnienie go powoduje wynurzenie się okrętu. ZOP - Zwalczanie okrętów podwodnych. Zulu - Czas Greenwich (GMT). Prolog Środa, 1 maja ? Loyang, prowincja Honan, Chińska Republika Ludowa Nawet podczas bezksiężycowej nocy cyfrowa kamera KL-87 mogła uchwycić niekończące się rzędy prymitywnie zamaskowanych czołgów Armii Ludowo- Wyzwoleńczej, co najmniej w sile batalionu, który w zasadzce oczekiwał zbliżającej się od zachodu brygady Białej Armii. Su Lee robiła zdjęcia zapisywane w komputerowej pamięci kamery pewna, że udało się jej sfotografować wszystko. Rzuciła jeszcze raz okiem na potężne zgrupowanie pancerne rozmieszczone w dolinie poniżej, wdrapała się na swój rozklekotany rower i ruszyła w drogę powrotną do wioski, do swego pokoiku w noclegowni dla kobiet w spółdzielni rolniczej. Chociaż taka wyprawa w środku nocy była dość ryzykowna, przypuszczała, że jej status mógł wyjaśnić sprawę. Jako była prostytutka na reedukacji, spotkana w środku nocy będzie podejrzewana, iż wróciła do dawnej profesji. Nikt nie będzie podejrzewał jej o szpiegostwo, chyba że znajdą cyfrową kamerę KL-87, ale kto chciałby przeszukiwać torbę prostytutki? Gdy wschodził księżyc, wjeżdżała już do wioski. Mijała uśpione, odrapane budynki spółdzielni. Dotarła wreszcie do swego baraku. Oparła rower o ścianę budynku i wspięła się wolno, starając się nie robić hałasu, po skrzypiących schodach do swego maleńkiego pokoiku na piętrze. Zamknęła za sobą drzwi, położyła kamerę na łóżku, a z podniszczonej walizki wyciągnęła ukryte tam pozostałe części systemu KL owinięte w stare ubrania. KL-87 było trzyczęściowym urządzeniem bezpiecznej łączności opracowanym ostatnio w Stanach Zjednoczonych przez DynaCorp International. Jedną część

stanowiła kamera, wykonująca zdjęcia nie na filmie, ale na twardym dysku komputera, który następnie przenosiło się do modułu transmisyjnego. Druga część to miniaturowa klawiatura z ekranem służąca do wpisywania i kodowania meldunków, zaś trzecią część stanowiły urządzenie nadawcze i antena. Za ich pomocą można było przesłać zakodowane meldunki i obrazy zapisane przez kamerę. Urządzenie nadawcze pracowało na zmiennej, bezpiecznej częstotliwości UHF, a meldunki odbierane były przez amerykańskiego satelitę komunikacyjnego umieszczonego na orbicie geostacjonarnej nad zachodnim Pacyfikiem. Całe zmontowane urządzenie nie było większe niż dwa pudełka od butów i ważyło około pięciu kilogramów. Su Lee sprawdziła drzwi i okno, usiadła na łóżku i zaczęła pisać meldunek zawierający informacje dotyczące przesyłanych zdjęć oraz ocenę zaobserwowanych sił Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Na koniec wprowadziła informacje dotyczące kodowania, połączyła urządzenie w jedną całość i wreszcie nacisnęła dwa klawisze zlecające transmisję. Zadowolona patrzyła na pracujące urządzenie. Niestety, na zdjęciach było tyle danych, że transmisja będzie musiała trwać kilkanaście minut. Miała właśnie przykryć urządzenie jakimiś ubraniami wyciągniętymi z walizki, kiedy nagle z trzaskiem otworzyły się drzwi. Su Lee znieruchomiała i wpatrywała się w lufy trzech AK-47 w rękach czerwonogwardzistów. Poczuła gwałtowny napływ adrenaliny, przeszył ją strach powodując mdłości i pot. Odruchowo wsunęła ręce pod KL-87 i rzuciła całym urządzeniem w pierwszego z żołnierzy. Natychmiast odwróciła się, skoczyła w okno i runęła na ulicę położoną pięć metrów poniżej. Przeszył ją ból, gdy połamane żebra wbiły się w płuca. Z przeciętej grubym szkłem szyi buchała krew. Dotknęła ręką rany. Śliski ciepły płyn zaczął spływać po jej przedramieniu. Z pokoju dobiegł ją huk wystrzałów. Resztki szyb w oknie rozprysnęły się i obsypał ją deszcz okruchów. Jeden z czerwonogwardzistów pojawił się w oknie. Na ulicy słychać było dudnienie zbliżających się kroków. Wszędzie wokół niej była krew. Nie mogła poruszyć nogami. Kroki zbliżały się. Cierpiała. Może nie tyle z powodu ran, ale dlatego, że ją schwytano. Gwałtownym ruchem rozdarła szew sukienki. Znalazła dwie małe tabletki, które zaszyła tam zaraz po przybyciu do Loyang. Rozgryzła je i połknęła. W ustach poczuła gorzki smak migdałów. Zanim czerwonogwardziści nadbiegli i podnieśli ją z ziemi, Su Lee już nie żyła. *** ? Langley, Wirginia, siedziba Centralnej Agencji Wywiadowczej, Biuro Dyrektora Wywiadu Dyrektor Robert W. Kent skrzywił się, odstawiając filiżankę na biurko. Kawa była zimna i gorzka. Spojrzał na Steve’a Jaspersa, zastępcę do spraw operacyjnych i wziął od niego notatki przygotowane na odprawę. - Operacja umieszczenia agentów w Chinach padła - powiedział Jaspers bez wstępu, siadając w fotelu przed wielkim biurkiem Kenta. - Wysłaliśmy sześciu agentów. Dwóch ujawniono od razu. Pozostałych czworo doniosło, że dotarli na miejsce przeznaczenia, ale do dziś wszyscy zostali wykryci. - Szczegóły? - Kent otworzył pierwszą teczkę. Zawierała zdjęcie paszportowe atrakcyjnej Azjatki wraz ze szczegółami dotyczącymi jej pochodzenia opisanymi poniżej. - Pierwsza agentka była na kontrakcie. Działała pod pseudonimem Su Lee. Skierowano ją do Loyang w prowincji Honan na południe od Rzeki Żółtej. Ten rejon

jest wciąż w rękach komunistów. Zaledwie kilka kilometrów dalej działa zgrupowanie Białych, którzy według naszej opinii przygotowują się do ataku. Su miała papiery świadczące, że jest przesiedloną mieszkanką Pekinu, przesiedloną z powodów politycznych. Skazano ją jako byłą prostytutkę na reedukację pracą w kooperatywie rolnej. Otrzymaliśmy jej pierwszy raport przez KL-87. Donosiła, że dotarły do niej plotki o spodziewanym ataku Białych i przygotowywanym kontrataku Armii Ludowo-Wyzwoleńczej ze wschodu. Miała zrobić zdjęcia oddziałów ALW. Wygląda na to, że jej się udało. Właśnie zaczęliśmy odbierać zdjęcia z KL-87, kiedy transmisja została nagle przerwana. Od tego czasu nie dała znaku życia. - Drugi agent też był kontraktowy. Działał pod nazwiskiem Szu Cheng. Szu został zrzucony na spadochronie do wioski Ganyu nad morzem w prowincji Kiangsu. Było to również w pobliżu linii oddzielającej rejony zajęte przez Białych od terenów wciąż kontrolowanych przez ChRL. Przez dwa tygodnie wszystko było w porządku. Dostał pracę nauczyciela w szkole zawodowej, również jako przesiedlony z Pekinu. Oficjalnie był inżynierem skazanym za fałszowanie statystyk produkcyjnych. Odebraliśmy jego pierwszy raport, że dotarł na miejsce i ma zamiar zbadać stanowiska ALW w okolicy, a może nawet przejść na drugą stronę. Od tego czasu nic od niego nie dostaliśmy. Cztery planowe kontakty nie odbyły się. Muszę zakładać, że albo został schwytany, albo nie żyje. - A trzeci? - zapytał dyrektor Kent, zamykając teczkę Szu i otwierając następną. - Trzeci, to Sung Yu-shu - ciągnął dalej Jaspers. - Zrzucono go do wioski Kongba około dwustu dziewięćdziesięciu kilometrów na północ od Pekinu. Podejrzewaliśmy, że siły Białych na północy właśnie w tym rejonie rozpoczną ofensywę. W tydzień później otrzymaliśmy wiadomość, że dotarł na miejsce. Doniósł jednak równocześnie, że w tym rejonie nie było żadnych śladów działalności ani Białych, ani ALW, chociaż na podstawie zdjęć satelitarnych spodziewaliśmy się czegoś innego. - Cholerne satelity - mruknął Kent. - Dostajemy tą drogą znacznie mniej informacji, niż można się było spodziewać, a każdy kosztuje pół miliarda... - One pokazują nam tylko przedmioty, a nie zamiary, albo tendencje, w każdym razie Sung chciał pojechać nieco dalej na północ, żeby zorientować się, czy tam się coś nie szykuje. Od tego czasu nie dał znaku życia. - Czwarty? - Czwarty działał pod pseudonimem Hu To-pin. Umieściliśmy go w Pekinie. Dotarł statkiem do Tiencin, a stamtąd pociągiem do stolicy. Rozpoczął pracę jako magazynier w państwowym sklepie dla dygnitarzy partyjnych położonym dogodnie, przy alei Chang An, niedaleko od Wielkiej Hali Ludowej. Oprócz KL-87 wyposażyliśmy go w nowoczesne urządzenia podsłuchowe dla odbioru transmisji UHF i rozmów na mikrofalach. To pierwsze miało służyć do podsłuchiwania rozkazów wydawanych ALW przez Pekin, a to drugie do podsłuchu telefonicznego. Nie miał słuchać rozmów ani ich interpretować, tylko nagrać i przesłać przez COMMSAT używając KL-87. Satelita nad zachodnim Pacyfikiem odebrał sygnał, że będzie transmisja z KL-87 należącego do Hu. Po kilku sekundach jednak połączenie zostało przerwane. Nie otrzymaliśmy już później żadnych wiadomości. Nie ma wątpliwości, został ujawniony. Kent spojrzał na mapę Chin, która zajmowała całą ścianę naprzeciw jego biurka. Wojna domowa w Chinach stała się zadaniem priorytetowym dla CIA i główną troską Kenta. Mapa wskazywała, że popierana przez Japończyków, zbuntowana Biała Armia zajmowała ogromny pas terenu od południowych wybrzeży po rejon północno-

wschodni, przecinając na pół komunistyczne Chiny. Komuniści wciąż trzymali się na zachodzie i w rejonie północno-wschodnim. Linia frontu przebiegała około pięciuset kilometrów na południe od Pekinu. Krążyły plotki, że Biali przygotowują potężne uderzenie na kierunku pekińskim. Inne plotki podawały, że Pekin planował kontratak, który mógł doprowadzić do zniszczenia Białych i przywrócenia władzy komunistycznej w Chinach centralnych. Ta krwawa wojna grozi rozprzestrzenieniem się pożogi na całą Azję, myślał Kent. Może jeszcze dalej. A co z chińską bronią nuklearną? Podobno w ciągu ostatnich pięciu lat została zniszczona. A może tylko złożona gdzieś w składach ALW? Jeżeli Chinom uda się zerwać powiązania pomiędzy białymi wojskami Nowego Kuomintangu, a Japonią poprzez wykonanie ataku na samą Japonię, wojna ta, która zaczęła się od rozruchów w Szanghaju zaledwie rok temu, może przerodzić się w wojnę światową, której już nikt się nie spodziewał po wygaśnięciu zimnej wojny. Wobec istniejących powiązań na rynku światowym, jeden nalot na Tokio może zniszczyć komputery światowego systemu bankowego, co może z kolei spowodować największą depresję stulecia. Jeżeli komuniści wygraliby, Chiny cofnęłyby się w rozwoju o pięćdziesiąt lat, do ery Mao. Może zaczęłaby się nowa zimna wojna, tym razem z Chinami. Jeżeli zwyciężyłyby siły demokratyczne armii Białych, istniało prawdopodobieństwo, że w przyszłości Chiny staną się sojusznikiem i partnerem handlowym. Ameryka musiała działać. Jednakże zarówno Kongres, jak i prezydent wykluczali możliwość bezpośredniej interwencji wojskowej. Jedyne, co Kent mógł zrobić, to śledzić przebieg wojny i przekazywać Białym informacje o posunięciach Pekinu. Jak jednak można było to osiągnąć? Ponieważ stosunki dyplomatyczne były zerwane, CIA nie mogła korzystać z ambasad i konsulatów i wykorzystywać swoich rezydentów. Nie było zatem możliwości uzyskiwania informacji od agentów na terenie Chin. Rozwój wypadków w głębi Chin stał się zatem zupełną zagadką dla CIA i dla administracji. Wiadomości Jaspersa o nieudanych próbach infiltracji agentów na teren Chin oznaczały, że informacje na temat wojny domowej pochodzić będą wyłącznie z satelitów, które bez doniesień agentów działających na miejscu były, praktycznie biorąc, nieprzydatne. Bez konkretnych materiałów wywiadowczych Biali będą działać na ślepo, a polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych będzie prowadzona po omacku. Prezydent chciał uzyskać odpowiedź na szereg pytań. Natychmiast. Kent zamknął ostatnią z czterech teczek i spojrzał na Jaspersa. - A zatem musimy poinformować prezydenta, że nie mamy najmniejszego pojęcia o tym, co się dzieje w tych przeklętych Chinach. Kent wstał, oddał teczki Jaspersowi, wziął marynarkę z wieszaka przy drzwiach i wyszedł z gabinetu. Jaspers poszedł za nim. - Samochód czeka - powiedziała sekretarka Kenta, który nie zatrzymując się skinął tylko głową. Jaspers wciąż szedł za nim. - Przyszła mi taka myśl do głowy - zaczął Jaspers. - Dowódca Floty Pacyfiku, admirał Richard Donchez jest w Waszyngtonie. Zanim pan dotrze do Białego Domu, mogę go też ściągnąć na tę odprawę. Kent spojrzał na swego zastępcę spod zmarszczonych brwi. - Marynarka? O co ci chodzi, Steve? - Panie dyrektorze, myślę, że nadszedł czas, abyśmy wysłali do zatoki Pohaj okręt podwodny, żeby prowadził nasłuch Pekinu. Kent pokręcił głową.

- To byłoby tak, jakby ktoś wysłał okręt podwodny do zatoki Chesapeake lub do Potomaku, żeby prowadził nasłuch Waszyngtonu. Zbyt niebezpieczne. - Ale tylko to możemy zrobić. Kent szedł w milczeniu. Doszli do samochodu. Dyrektor wsiadł, zatrzasnął drzwi i otworzył okno. Jaspers nachylił się, żeby posłuchać, jaką Kent podjął decyzję. - Masz rację - powiedział dyrektor. - Ściągnij admirała Doncheza na odprawę. 1 Środa, 1 maja, 21.25 GMT ? Zachodni Pacyfik, 300 mil na południe od Zatoki Tokijskiej, 06.25 czasu lokalnego Słońce wychynęło nad linię horyzontu. Jego blask zaczął migotać na spokojnych falach zachodniego Pacyfiku. Granat fal to efekt odbicia rozciągającego się nad nimi nieba. Nie widać żadnego lądu. W pobliżu nie było też statków ani okrętów. Pusta przestrzeń oceanu rozciągała się od horyzontu po horyzont. Poniżej powierzchni wody, fale widziane od spodu były srebrzyste. Trochę światła przedostawało się również w głębinę. Woda tak przejrzysta, że powierzchnię można już dostrzec z głębokości trzydziestu metrów. Poniżej światło stawało się tak rozproszone, że widoczność we wszystkich kierunkach spadała do piętnastu metrów. Fal jednak nie można było już dostrzec. Na głębokości siedemdziesięciu metrów temperatura gwałtownie się zmienia. Ciepłe wody wiosennego Pacyfiku ustępują miejsca lodowatym wodom niezmąconym przez ruch fal. Słońce tu nie dociera. Na głębokości stu metrów światła jest tyle, ile daje pełgająca świeczka. Jeszcze głębiej, na głębokość stu trzydziestu metrów, żadne światło już nie dociera. Jest tam ciemniej niż w kopalni węgla. Na głębokości, stu sześćdziesięciu temperatura wody jest tylko trochę wyższa od zera. Słońce już jej nie nagrzewa. Na głębokości trzystu trzydziestu metrów ciężar wody powoduje, że ciśnienie trzydziestokrotnie przekracza ciśnienie atmosferyczne. Może zmiażdżyć wszystko oprócz najprymitywniejszych form życia. Wody tutaj nie mącą żadne prądy, ryby, dźwięki ani światło. Świat jest tu równie martwy, równie wrogi jak na powierzchni Księżyca. Nuklearny okręt podwodny płynący na tej głębokości był zupełnie niewidoczny. Żadne światło nie mogło ujawnić jego długiego na sto dziesięć metrów kadłuba. Wyglądał jak rura o średnicy jedenastu metrów zwężająca się ku tyłowi, a zaokrąglona z przodu. Żaden promień światła nie był w stanie ujawnić jego kiosku wznoszącego się nad cylindrycznym kadłubem. Wewnątrz kadłuba sztywnego okrętu, poniżej kiosku, górny pokład części dziobowej został podzielony na szereg pomieszczeń. Większość zajmowali marynarze wypełniający rutynowe obowiązki związane z prowadzeniem potężnego okrętu o napędzie nuklearnym głęboko pod powierzchnią morza. W centrali dowodzenia znudzony oficer wachtowy patrzył na ekrany ogniowe i monitory hydrolokatorów: żaden z ekranów nie rejestrował ani podwodnych, ani nawodnych kontaktów. W pomieszczeniu hydrolokatorów, tuż obok centrali dowodzenia panował spokój. Wszędzie widać było konsole i ekrany. Pomieszczenie wypełniali marynarze obsługujący aparaturę hydrolokacyjną. Jeden z nich ze słuchawkami na uszach

obsługiwał hydrolokator holowany. Pomieszczenia radia i ESM były puste. Z obu można było korzystać dopiero, gdy okręt wychodził na głębokość peryskopową. Piętro niżej, na pokładzie środkowym, mesa załogi była częściowo wypełniona marynarzami jedzącymi tradycyjne śniadanie składające się z jajek na bekonie. Ich podkrążone oczy zdradzały zmęczenie po sześciogodzinnej wachcie w środku nocy. W sąsiednim kambuzie kucharze kończyli wydawanie śniadania i przygotowywali się do lunchu, podczas którego miały być podane „ślizgacze”, czyli hamburgery tak tłuste, że ześlizgiwały się w głąb przełyku. W kajutach oficerskich na prawej burcie środkowego pokładu nie było nikogo. W mesie oficerskiej, która również pełniła rolę sali konferencyjnej, biura, sali kinowej i jadalni, panował tłok. Większość zebranych miała na sobie błękitne, bawełniane kombinezony i włożyła buty na gumowych podeszwach pomagających utrzymać ciszę na okręcie. Złote i srebrne delfiny podwodniaków lśniły na ich piersiach nad lewą kieszenią. Miejsce u szczytu stołu zostało wolne. Mężczyzna siedzący tuż obok po prawej stronie policzył obecnych, wstał i podniósł słuchawkę telefonu na konsoli łączności wewnętrznej. - Kapitanie, tu pierwszy mechanik - powiedział do mikrofonu. - Jesteśmy gotowi. Na górnym pokładzie, w kajucie kapitana przyległej do centrum dowodzenia komandor Sean Murphy uśmiechnął się przyjmując meldunek i odłożył słuchawkę. Murphy był czterdziestoletnim mężczyzną średniego wzrostu, o sportowej sylwetce, którą zachował jeszcze od czasu studiów w Akademii Marynarki. Od ukończenia studiów prawie nie zmienił się. Był chyba jedynym wśród kolegów z roku, któremu się to udało. Nie stracił ani jednego włosa, chociaż na jego sfalowanej, blond czuprynie zaczęły pojawiać się siwe pasma. Wciąż mógł jeszcze włożyć biały, galowy mundur, który nosił osiemnaście lat temu z okazji ukończenia szkoły. Jedyne zmarszczki, jakie posiadał pojawiły się od wpatrywania się w peryskop Mk- 20. Był prawie zawsze w dobrym humorze. Jego metody dowodzenia opierały się raczej na pochwałach i nagrodach, niż na pogróżkach i pouczaniu, i pozwoliły mu szybko wspinać się po szczeblach kariery, aż wreszcie uzyskał dowództwo jednego z najnowszych w całej flocie okrętów podwodnych klasy Los Angeles. Okręt ten zbudowany został tuż przed tym, jak stocznia Electric Boat zmieniła oprzyrządowanie, przygotowując się do produkcji nowej, ale do tej pory oficjalnie nie wprowadzonej do uzbrojenia klasy Seawolf. Na morzu Murphy czuł się w swoim żywiole. Wykonywał zadania, do których przygotowywał się prawie przez trzy dziesięciolecia - dowodził okrętem. Chociaż nie mógł wyjść na mostek okrętu, wciągnąć w płuca morskiego powietrza, rozejrzeć się przez lornetkę, przyglądać się delfinom i mewom, jak jego koledzy ze studiów, zapachy i odgłosy okrętu podwodnego krążącego gdzieś głęboko w wodach Pacyfiku były dla niego wystarczającą rekompensatą. Żałował tylko, że za rok będzie musiał pożegnać się z morzem i przekazać okręt innemu dowódcy. Czekała go praca za biurkiem. Myśl ta zasmuciła go na chwilę i nie po raz pierwszy przyszło mu do głowy, żeby rzucić służbę, ale to oznaczałoby zamianę pracy za biurkiem w marynarce na pracę za biurkiem w przemyśle. Co to za różnica? Odepchnął od siebie tę myśl, zebrał notatki dotyczące dzisiejszych ćwiczeń, przeglądając je przed złożeniem podpisu. Gdy analizował zadania, jakie miał dziś wykonać - ćwiczenia z awarią reaktora rano, ćwiczenia taktyczne po południu, może pozorowany atak na okręt nawodny z pozorowanym wystrzeliwaniem torped - poczuł, że jego nastrój się poprawia. Jeszcze jeden dzień zabawy głęboko pod

powierzchnią Pacyfiku jego ulubioną, nową zabawką za miliard dolarów. Murphy zamknął notatnik, w którym pisał, zanim zadzwonił telefon. Notatnik zawierał właściwie długi list do jego żony, Katriny, z którą nie widział się od dziesięciu tygodni, czyli od czasu, kiedy „Tampa” została przydzielona do floty zachodniego Pacyfiku. Przez następne sześć tygodni notatnik zapełni się całkowicie codziennymi zapiskami. Było to jedyne lekarstwo, jakie znał na tęsknotę za Katriną, dziewięcioletnim Seanem juniorem i dwuletnią Emily. Murphy wsunął fotografię dzieci do notatnika i położył na półeczce po lewej stronie kabiny mierzącej trzy na trzy metry. Z wieszaka przy drzwiach zdjął czerwoną baseballową czapeczkę i wyszedł na korytarz. Zszedł po drabince na średni pokład i wkroczył do zatłoczonej mesy oficerskiej. Gdy wszedł do środka i ujrzał czekających na niego oficerów i marynarzy opanowało go znajome uczucie - mieszanina sympatii, wdzięczności i poczucia obowiązku. Ludzie ci poświęcili swoje życie i rodziny, by wyruszyć z nim na morze, ukryć się w jego wodach na długie miesiące w stalowej rurze dziesiątki metrów pod powierzchnią, by w imieniu służby drążyć dziury w oceanie, by bronić Ameryki i pokoju, podczas gdy w kraju mało kto o tym wiedział lub się tym przejmował. Czuł, że to większy zaszczyt dowodzić tymi ludźmi niż wspaniałą maszyną, jaką była „Tampa”. Mimo że był to wspaniały okręt, nie mógł się równać z tymi ludźmi. Kilka wieków wcześniej John Paul Jones powiedział: „W ocenie okrętu ludzie znaczą więcej niż działa”. Powiedzenie to sprawdzało się tak samo w epoce kosmicznej, jak w epoce drewnianych żaglowców. Siedzący obok wolnego miejsca u szczytu stołu oficer mechanik, kapitan Jackson „Olejowy” Vaughn wstał i skinął dowódcy głową. Vaughn był w wieku Murphy’ego. Kariera jego jednak uległa opóźnieniu, ponieważ opuścił marynarkę na kilka lat po pierwszej turze służby na morzu. Stwierdził jednak, że w cywilu czegoś mu brakowało. Wrócił więc na morze. Jego przezwisko przetrwało już ponad dziesięć lat i pochodziło z czasów, kiedy służył na swoim pierwszym okręcie podwodnym „Detroit”, na którym sam naprawił główną pompę olejową po tym, jak szef mechaników uznał, że naprawa jest niemożliwa. W czasie naprawy Vaughn zalał jednak olejem cały dolny poziom maszynowni, co wymagało wyłączenia silników głównych. Przez następne dwadzieścia cztery godziny cała załoga sprzątała maszynownię. Vaughna zawsze drażniło to, że wspomnienie o tym incydencie przetrwało w jego przezwisku. Murphy wiedział jednak, że na pokładzie „Detroit” uznawano go prawie za bohatera, a przezwisko zostało nadane mu przez załogę jako wyraz sympatii. Teraz, kiedy na „Tampie” był pierwszym mechanikiem prawie zawsze zwracano się do niego „inżynierze”, jedynie czasami w żartach na przepustce lub na przyjęciu przypominano sobie dawne przezwisko. Vaughn był potężnym, wysokim Teksańczykiem z siwiejącymi włosami i z akcentem rodem z westernów. Jego zapuszczona na morzu broda była już dobrze rozwinięta, ponieważ przestał się golić dziesięć tygodni temu w dniu, w którym wyszli z San Diego. Vaughn był człowiekiem poważnym, co było wielką zaletą, kiedy powierzało się mu śpiącego olbrzyma w postaci potężnego, niebezpiecznego systemu napędu nuklearnego. Potrafił jednak zademonstrować także nagłe wybuchy dobrego humoru i wówczas uśmiech rozjaśniał mu całą twarz. Kiedy jednak w rufowej części okrętu działo się źle, Vaughn natychmiast podnosił głos i mars gościł na jego czole. Pouczał marynarzy, podległych mu oficerów, a nawet uszkodzony sprzęt. Na okręcie mówiło się, że naprawy kończyły się nadspodziewanie łatwo, kiedy Vaughn „opieprzył” oporne urządzenie. - Dzień dobry, kapitanie - powiedział Vaughn, gdy Murphy zajmował

miejsce za stołem. Vaughn usiadł obok niego po prawej stronie. - Jak tam, inżynierze? - zapytał Murphy chrapliwym głosem, który pozostał mu po okresie, kiedy wypalał dwie paczki papierosów dziennie. - Gotów do zepsucia napędu? - Nie. Tylko do jego wypróbowania - powiedział rozwlekle Vaughn zwracając się do obecnych. - Ćwiczenia rozpoczną się od awaryjnego wyłączenia reaktora na rozkaz kapitana. Kiedy skończył wyjaśnienia dotyczące planowanych ćwiczeń, słuchacze zabrali swoje czerwone czapeczki i wrócili na stanowiska w maszynowni. *** Murphy wybrał miejsce w przedniej części maszynowni na górnym pokładzie, gdzie tuż koło centrali znajdowały się obudowy urządzeń elektronicznych. Centrala była ośrodkiem kierowania reaktorem. W pomieszczeniu o powierzchni siedmiu metrów kwadratowych trzech marynarzy przeszkolonych w obsłudze urządzeń nuklearnych obsługiwało reaktor pod kierunkiem również specjalnie przeszkolonego oficera. Vaughn podszedł do Murphy’ego ubrany w czerwoną czapeczkę, która oznaczała, że brał udział w ćwiczeniach i marynarze pełniący normalną wachtę nie powinni zwracać na niego uwagi. - Jesteśmy gotowi - zameldował. Murphy skinął głową, sięgnął do szafy sterowniczej, otworzył pokrywę z pleksiglasu i przestawił przełącznik z pozycji PRACA na AWARYJNE WYŁĄCZENIE. Wybuchło piekło. Przełącznik, który Murphy przestawił spowodował awaryjne wyłączenie reaktora dostarczającego parę, która napędzała cztery wielkie turbiny poruszające śruby okrętu i generatory prądu elektrycznego. Turbiny znajdujące się tuż za centralą, które do tej pory szumiały głośno niczym silniki odrzutowe, ucichły nagle pozbawione pary. Pracowały coraz wolniej. Ich ton stawał się coraz niższy, aż w końcu w centrali zapanowała niepokojąca cisza. Światła zamigotały. Włączyły się akumulatory, które automatycznie zaczęły zaspokajać zapotrzebowanie okrętu na prąd elektryczny. Wentylatory zatrzymały się. Ustała praca urządzeń klimatyzacyjnych. Temperatura w pomieszczeniu prawie natychmiast podniosła się o około pięć stopni, a wilgotność osiągnęła prawie sto procent. Murphy poczuł, że oblewa go pot. Strużki wilgoci spływały mu po twarzy, rękach, po całym ciele. Pomieszczenie zmieniło się w łaźnię. W nienaturalnej ciszy zatrzeszczały głośniki obwodu pierwszego. - Awaryjne wyłączenie reaktora. Przygotować okręt do zmniejszenia poboru mocy. Pokład nachylił się. Z początku niezauważalnie, ale nachylenie wzrosło, aż stał się stromy jak schody. Niczym nurek, któremu nagle zabraknie powietrza, okręt nie mógł przeżyć w głębinie i musiał walczyć, żeby wydostać się na powierzchnię. Murphy cofnął się, by zajrzeć do centrali i sprawdzić, jak radzi sobie oficer wachtowy z zamętem spowodowanym wyłączeniem reaktora. Gdy Murphy przechylił się przez łańcuch przegradzający drzwi, odpowiedź centrum dowodzenia zabrzmiała w głośnikach nad jego głową. - Awaryjne wyłączenie reaktora. Dowodzenie do centrali. Zrozumiałem. Głośniki obwodu pierwszego znowu zadudniły w ciszy. Tym razem zabrzmiał w nich głos oficera wachtowego. - Przygotować się do użycia chrap. Murphy skinął na Vaughna, który w centrali obserwował, jak porucznik

Roger Sutherland stara się opanować reaktor i urządzenia parowe w miarę, jak marynarze usiłowali zlikwidować „awarię”. Gdy pokład nachylił się jeszcze bardziej, Murphy wskazał ku przodowi, a Vaughn skinął głową, nie odrywając wzroku od tablicy kontrolnej reaktora. Płonęły na niej lampki alarmowe świadczące o zapaści nagle sparaliżowanego rdzenia reaktora. Murphy przeszedł odizolowanym tunelem przez przedział reaktora i masywną grodź wodoszczelną do przedziału dziobowego. Gdy szedł wąskim korytarzem dziobowym, pokład pod jego stopami powrócił nagle do poziomu. W centrum dowodzenia oficer wachtowy czekał niecierpliwie przy telefonie. - Napęd przestawiony na silniki awaryjne - zabrzmiało z głośnika umieszczonego nad stanowiskiem peryskopów. Centrum dowodzenia było ośrodkiem nerwowym okrętu. Stąd nadzorowano prędkość i zanurzenie, uzbrojenie i wskazania czujników. Ktoś z zewnątrz wchodzący do centrum odniósłby wrażenia, że jest brzydkie i ciasne, ale dla Murphy’ego było wygodniejsze niż jego gabinet w domu. Wchodząc tam zawsze odnosił wrażenie, jakie ma pilot zasiadając w kabinie samolotu, kierowca za kierownicą swojego samochodu, albo ksiądz na ambonie. To było właściwe miejsce dla kapitana. Przez chwilę Murphy lustrował wzrokiem pomieszczenie. Miało osiem metrów długości i sześć szerokości. Jego środek zdominowało stanowisko peryskopów umieszczone na nieco podniesionej, owalnej platformie, która przebiegała w poprzek całego centrum. Platforma otaczała dwie studzienki peryskopów i pozwalała oficerowi je obsługującemu obserwować całe centrum. Nowoczesny peryskop Mk-20 wspomagał peryskop starego typu używanego jeszcze w czasie II wojny światowej. Od przodu platforma otoczona była poręczą, która pozwalała oficerowi przybierać majestatyczną postawę podczas spoglądania w dół na centrum dowodzenia. Nad stanowiskiem peryskopów znajdowała się konsola telefonu UWT systemu bezpiecznej łączności NESTOR. Sufit nad głową był łukowy, ponieważ centrum znajdowało się tuż pod kioskiem na górnym pokładzie i kształt sklepienia został podyktowany kształtem kadłuba. W centralnej części sufit zawieszony trzy metry od podłogi. Mimo tego pomieszczenie centrum wciąż wydawało się zatłoczone ze względu na rury, zawory, kable i aparaturę mieszczącą się w obudowach przymocowanych do wręg. Wysoki mężczyzna musiał ciągle się pochylać, żeby nie uderzyć się o wystające zewsząd zawory. W przedniej części centrum z lewej strony znajdowała się konsola kontrolna okrętu, która wyglądała jak kabina wielkiego samolotu z dwoma fotelami pilotów po obu stronach tablicy centralnej. Przed każdym fotelem znajdowało się koło sterowe. Fotele zajmowali: sternik, który nadzorował również ster głębokości i odpowiadał za kurs i zanurzenie okrętu, oraz kontroler wychylenia okrętu. Fotel z tyłu zajmował oficer zanurzeniowy i bosman odpowiedzialny za utrzymanie wyznaczonej głębokości. Na lewo od konsoli kontrolnej znajdowała się konsola kontroli balastów, pełna światełek, przełączników i monitorów. Po prawej stronie centrum dowodzenia rozmieszczono centrum bojowe. System kontroli ognia CCS Mk-1 składał się z czterech głównych konsoli. Stanowiska 1 do 3 oraz konsola ogniowa oraz stanowisko ogniowe wyposażone były w duże ekrany komputerowe i klawiatury. Każde przystosowane do innych zadań. Na stanowisku 1 znajdował się ekran hydrolokatora. Za stanowiskiem peryskopów umieszczono dwa stoły: jeden do celów nawigacyjnych, drugi do opracowywania namiarów ogniowych, używany do sprawdzania rozwiązań komputerowych lub w przypadku awarii centralnego komputera. Lewa strona centrum zajęta była przez

konsole echosondy i hydrolokatora stosowanego w czasie pływania pod lodem. W tej części centrum drzwi z lewej strony prowadziły do sali nawigacyjnej, gdzie znajdowało się urządzenie żyroskopowe ESGN. W prawym, przednim rogu centrum, pomiędzy stanowiskami 1 i 2 inne drzwi prowadziły do pomieszczenia hydrolokatorów, gdzie na konsolach mieściło się osiem ekranów systemu hydrolokacyjnego BQQ-5D BATEARS. Otwór w przedniej grodzi prowadził do wąskiego korytarza, którym dotrzeć można było do kajut kapitana i oficerów oraz do pomieszczenia głównego komputera ogniowego i hydrolokatora. Przez całe dziesięciolecia budowano ciasne i niefunkcjonalne centra dowodzenia. DynaCorp. nareszcie zmieniła zdanie przy budowie ostatnich jednostek klasy Los Angeles. Przez chwilę Murphy czuł zadowolenie z eleganckiego wyglądu centrum dowodzenia. Z zamyślenia wyrwał go okrzyk oficera przy stanowisku peryskopów. - Gdzie jest kapitan!? - krzyczał ktoś do słuchawki telefonu, odwrócony tyłem do Murphy’ego. Gregory Lee Tarkowski, był oficerem wachtowym w czasie porannych ćwiczeń. Miał kręcone, kasztanowate włosy i rude wąsy zakrywające całą górną wargę. Nie zastosował się jednak do rozkazu, żeby je zgolić. Był wciąż szczupły tak samo, jak wtedy, kiedy występował w drużynie baseballowej uniwersytetu Yale. Stale groziło mu niebezpieczeństwo, że uderzy głową w obudowę radiotelefonu NESTOR umieszczonego nad stanowiskiem peryskopów. W marynarce uznawany był za oficera szybko awansującego, powierzono mu więc funkcje nawigatora i oficera do spraw systemów bojowych, które normalnie pełnili dwaj różni doświadczeni oficerowie. Dla Tarkowskiego jednak zadania te nie były niczym niezwykłym. Chociaż z natury był skromny, to jednak wszyscy wśród załogi wiedzieli, że ukończył studia z najlepszymi wynikami w zakresie stosunków międzynarodowych. Uzyskał też tytuł z inżynierii elektrycznej, nie przestając być czołowym graczem w baseball. Po ukończeniu studiów działał z tą samą energią. Był spadochroniarzem, nurkował, pilotował samoloty i szybowce, latał na lotni i uprawiał akrobację powietrzną. Żony oficerów, uważając najwyraźniej, że jako kawaler zbyt dobrze się bawi, bez przerwy swatały go z kolejnymi pięknościami z San Diego i co najmniej dwie z nich zawsze blokowały linię telefoniczną, gdy okręt przebywał w porcie. W czasie obecnego rejsu Tarkowski był również pierwszym oficerem, ponieważ komandor Kurt Lennox przebywał na urlopie w Japonii z żoną. Z początku Murphy wahał się, czy obciążyć Tarkowskiego dodatkowymi obowiązkami poza nadzorem nad uzbrojeniem okrętu i nawigacją. Niestety, można było wybierać jedynie pomiędzy Olejowym Vaughnem, który i tak miał najwięcej obowiązków spośród oficerów na pokładzie, a Tarkowskim. Murphy zdecydował się powierzyć obowiązki Tarkowskiemu i z przyjemnością obserwował, jak ten młody oficer sobie z nimi radzi. Wyglądało na to, że Tarkowskiemu szczególnie odpowiadają obowiązki pierwszego oficera i zastępcy dowódcy. Murphy skłonny był wierzyć, że za cztery tygodnie Tarkowski z przykrością będzie przekazywać obowiązki Lennoxowi. Uważał, że miał wyjątkowe szczęście do takich oficerów, jak Tarkowski i Vaughn. Byli chyba najlepszymi oficerami w swojej klasie w całej eskadrze, a może nawet w całej flocie. To, że ich dwóch dostało się pod jego komendę, oraz że dowodził najnowszym okrętem podwodnym we flocie zakrawało na cud. Murphy podszedł do Tarkowskiego i stuknął go w ramię. - Dobrze, że się pan znalazł, kapitanie. Jesteśmy na głębokości pięć- zero metrów. Żadnych kontaktów. Kurs zero-siedem-zero. Prędkość pięć węzłów.

Proszę o zezwolenie na wyjście na głębokość peryskopową i użycie chrap. Murphy rzucił okiem na ekran hydrolokatora na stanowisku 1. Wodospad był czysty. Nie dostrzegł żadnych dziwnych smug świadczących o dźwiękach wydawanych przez jednostki pływające na powierzchni. Skinął głową. - Oficer wachtowy. Wyjść na głębokość peryskopową i użyć chrap. - Tak jest - odparł Tarkowski. - Wynurzenie. Głębokość zero-dwa-zero metrów. Podgląd peryskopem numer dwa. Pokład znów się nachylił, gdy okręt zaczął się wznosić ku powierzchni. Murphy obserwował, jak młody kapitan podnosi peryskop i obraca nim szybko, rozglądając się za możliwymi kontaktami na powierzchni. Na przedniej grodzi centrum monitor telewizyjny powtarzał obraz uzyskany przez peryskop wraz z podziałką. Murphy dostrzegał jedynie spód fal, ku którym wznosił się okręt. - Dwa-siedem metrów - zameldował oficer zanurzeniowy z fotela przy swojej konsoli kontrolnej. Widziane od dołu fale na monitorze przybliżyły się. Tarkowski wciąż obracał peryskopem, starając się uniknąć ewentualnej kolizji z okrętem na powierzchni. - Żadnych kształtów ani cieni - meldował przytłumionym głosem, ponieważ twarz miał przyciśniętą do okularu peryskopu. - Peryskop wychodzi...peryskop wychodzi... Ekran telewizyjny stał się zupełnie biały, gdy spieniona fala przysłoniła obraz. - Peryskop wolny. Piana nagle zniknęła. Pojawiły się błękitne fale Pacyfiku krążące w miarę, jak peryskop wykonał jeszcze trzy pełne obroty. - Żadnych bliskich kontaktów - wołał Tarkowski, zwalniając obroty peryskopu i rozglądając się za dalszymi kontaktami i samolotami. - Podnieść chrapy - zwrócił się do dyżurnego mechanika. Stęknęły hydrauliczne tłoki podnoszące chrapy. W przedniej części centrum dowodzenia zapanowała przez chwilę gwałtowna krzątanina, gdy funkcyjni wachtowi przygotowywali systemy do poboru powietrza zewnętrznego, które pozwoli na uruchomienie awaryjnych generatorów dieslowskich podtrzymujących systemy zaopatrzenia okrętu w energię przez okres wyłączenia reaktora. - Uruchomić chrapy - rozkazał Tarkowski. - Uruchomić chrapy! - zabrzmiało w głośnikach na całym okręcie, a w chwilę później z dolnego pokładu dobiegł ryk potężnego, rozpędzającego się silnika dieslowskiego. - Pozwól mi spojrzeć - powiedział Murphy do Tarkowskiego, który wciąż obracał powoli peryskopem. Murphy przejął peryskop i przyłożył oko do gumowej obudowy okularów. Błękit Pacyfiku pojawił się ostro i wyraźnie przed jego oczami. Łagodne fale wolno zbliżały się do poprzecinanego nitkami celownika peryskopu. Niebo i chmury uzupełniały ten piękny krajobraz morski. Murphy uśmiechnął się. Zastanawiał się, co mogło być lepszego od dowodzenia okrętem i to najwspanialszym okrętem, jaki kiedykolwiek zbudowano. 2 Środa, 1 maja, 22.00 GMT ? Biały Dom, Waszyngton, 17.30 czasu lokalnego W sali konferencyjnej było chłodno mimo słońca wlewającego się przez

wysokie okna otwierające się ku południowi na trawnik przed Białym Domem. Admirał Richard Donchez opanował dreszcz, składając ręce na pokrytych baretkami piersiach. Donchez, choć już po pięćdziesiątce, był stosunkowo młody, jak na stopień pełnego admirała. Był szczupły niczym podchorąży, ale zupełnie łysy. Jego głowa lśniła w jasnym świetle kandelabrów palących się w sali. Brwi, jakby chcąc zrekompensować brak włosów na głowie, stały się z wiekiem krzaczaste, a srebro mieszało się w nich z czernią. Oprawa czarnych oczu pobrużdżona była zmarszczkami mimicznymi, spowodowanymi długimi latami wpatrywania się w peryskop. Nad baretkami lśniły delfiny podwodniaka wykonane z prawdziwego złota - prezent od przyjaciela z okazji nominacji na admirała. Donchez był głównodowodzącym sił zbrojnych USA na Pacyfiku, czyli CINCPAC. Podlegali mu dowódcy floty nawodnej, lotnictwa i floty podwodnej. Wiceadmirał siedzący po jego prawej stronie, Martin Steuber, był dowódcą floty podwodnej Pacyfiku, czyli COMSUBPAC. Zdaniem Doncheza kwalifikacje Steubera nie wystarczały dla zadania, jakie mu powierzono i mógł przytoczyć nazwiska co najmniej tuzina innych oficerów, którzy bardziej nadawali się na dowódcę floty podwodnej, ale w takich sprawach dowództwo naczelne marynarki, Kongres i Departament Obrony mieli więcej do powiedzenia niż oficerowie liniowi. Polityka. Taki był porządek rzeczy. Steuber był chudy i łysiejący. Wielkie okulary w rogowej oprawie zawsze zwisały mu na końcu nosa. Donchez nie pamiętał, aby Steuber miał kiedykolwiek inną minę niż skwaszonego niezadowolenia. Ten człowiek męczył Doncheza. Kiedy poprzedniego wieczora lecieli razem z Pearl Harbor, Steuber przez całą drogę wykładał mu swoje teorie na temat wojny domowej w Chinach. Był przekonany, że komuniści wygrają walkę z Białymi. Nie powiedział jednak, dlaczego tak się ma stać, a Donchez wcale go o to nie pytał. Zdawał sobie jednak sprawę, że to właśnie chiński kryzys był powodem, dla którego prezydent Dawson wezwał ich do Waszyngtonu. Czekając na przybycie prezydenta, Donchez patrzył na trawnik przed Białym Domem i na rząd zaparkowanych tam helikopterów. Wreszcie północne drzwi sali otworzyły się. Weszli prezydent, sekretarz obrony i sekretarz stanu. Nowo wybrany prezydent, Bill Dawson, był potężnym człowiekiem z wyraźnie wystającym brzuchem. Nie dbał o elegancję. Nie miał na sobie marynarki, rozluźnił krawat i rozpiął kołnierzyk koszuli. Mimo chłodu panującego w klimatyzowanej sali miał podwinięte rękawy, a pod pachami pojawiły mu się ślady potu. Opadł na fotel stojący na centralnym miejscu przy stole, uśmiechnął się i otworzył teczkę z dokumentami. Po prawej stronie Dawsona usiadł sekretarz obrony, Napoleon Ferguson, lotnik marynarki i admirał w stanie spoczynku, który był jeńcem wojennym w Wietnamie. Fergy, gdyż tak go nazywano w czasach, kiedy pilotował samoloty, był chyba najlepszym sekretarzem obrony w ciągu ostatniego półwiecza. Tak myślał Donchez. Ferguson był znany ze swego oddania sprawie prostych żołnierzy, którzy przecież wykonywali tę najważniejszą wojskową robotę. Po lewej stronę Dawsona siedziała Eve Trachea, która łączyła funkcje sekretarza stanu i doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego, i była najbardziej wpływową spośród trzech kobiet w rządzie. Już po czterdziestce, ale wciąż atrakcyjna i szczupła jak modelka. Miała twarz z charakterystycznymi, wysokimi kośćmi policzkowymi. Żona byłego przywódcy większości w Izbie Reprezentantów, swoją karierę urzędniczą zaczęła zaledwie dwa lata wcześniej. Zauważono ją w czasie kampanii prezydenckiej, kiedy uznano, że to dzięki niej

stany, które uważano za twierdze opozycji przeszły na stronę Dawsona. Po wyborze Dawson zaproponował jej pracę w Departamencie Stanu po części z wdzięczności, po części zaś doceniając jej zdolności organizacyjne. Po kilku miesiącach pracy w Departamencie Stanu prezydent zaproponował jej stanowisko doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego. Dla Doncheza Eve Trachea była kłopotliwą pacyfistką, która zdawała się wyznawać pogląd, że wojna stała się przestarzałą formą rozstrzygania konfliktów, a wszystkie problemy można rozwiązać drogą dyplomatyczną. Cóż, myślał Donchez, może kryzys chiński pomoże jej zmienić zdanie. Wydawało się, że prezydent chętniej słuchał opinii swego sekretarza stanu niż obrony, a jej zdolności perswazji powodowały, że pacyfistyczne poglądy były tym bardziej niebezpieczne. Naprzeciw prezydenta Dawsona siedział dyrektor Centralnej Agencji Wywiadowczej, Robert M. Kent. Dyrektor CIA był niski. Jego pomarszczona twarz powodowała, że wyglądał znacznie starzej, niż na swoje pięćdziesiąt trzy lata. Cienka szyja nawet nie wypełniała kołnierzyka koszuli. Głos miał cienki i drżący. Mimo jednak skromnej postury, człowiek ten dużo znaczył. W kręgach wywiadowczych oceniano go wysoko, czego dowodem było, że utrzymał stanowisko mimo zmiany administracji. W środowisku waszyngtońskim Kent stanowił niezwykłe zjawisko. Był wysokim urzędnikiem państwowym, którego polityka nic nie obchodziła. Na wszystkich odprawach prowadzonych przez Kenta, w których Donchez uczestniczył, przedstawiane przez niego analizy były całkowicie pozbawione aspektu politycznego. Kent zawsze nalegał, aby prezydent i decydenci poznali wszystkie aspekty każdej sprawy. Nigdy nie wygłaszał swojej własnej opinii, chyba że ktoś go o nią poprosił. Proszono go zawsze i zawsze miał rację. Przez chwilę Kent z Dawsonem wymieniali uprzejmości. Wreszcie Kent wstał i wszyscy zwrócili się ku niemu. Kent podszedł do mównicy i operując przełącznikami zasunął zasłony, przyciemnił światła, odsłonił ekran i włączył pierwsze przeźrocze. Na ekranie pojawiła się mapa Chin. Otworzył teczkę z dokumentami i zajrzał do notatek. - Dobry wieczór, panie prezydencie. Dobry wieczór państwu. Dzisiejsza odprawa dotyczy sytuacji w Chinach, a przynajmniej tego, co o niej wiemy. Odwrócił się, by rzucić okiem na mapę Azji z wyodrębnionym terenem Chin. Przeważająca część rejonów południowo-zachodnich i wschodnie wybrzeże zaznaczone zostały na biało. Okolice Pekinu i prowincje północno-wschodnie miały kolor czerwony. Donchez rzucił okiem na prezydenta Dawsona. Teraz, kiedy sala tonęła w mroku, uśmiech zniknął z jego twarzy, a zastąpiła go ponura koncentracja. - Jak widać z przedstawionej mapy - kontynuował Kent - Biała Armia Nowego Kuomintantgu, czyli NKMT, wydaje się szykować do ataku na Pekin. Niestety, ocena ta jest tylko domniemaniem, ponieważ napływ informacji z Chin zmalał drastycznie od czasu, jak Biali wyrwali się z Xi’an. Prawie od początku wojny domowej dziennikarzy wydalały zarówno siły komunistyczne, jak i rebelianckie. Komuniści przejawiają swoją normalną alergię wobec niezależnej prasy. NKMT obawia się prawdopodobnie, że reportaże prasowe staną się źródłem informacji wywiadowczych dla komunistów. O tym już wszyscy prawdopodobnie wiecie. Nie wiecie natomiast, że dziś rano Maria DeLavalle z programu „Good Morning America” została rozstrzelana przez Czerwoną Gwardię pod Pekinem za pogwałcenie zakazu działalności dziennikarzy zachodnich. Donchez nic o tym nie słyszał. Maria DeLavalle była centralną postacią programu porannego przez prawie trzy lata. Wydawało się nie do pojęcia, że została rozstrzelana.

- Tymczasem napływ informacji personalnych z Chin ustał zupełnie. Nasza sieć miejscowych agentów zupełnie zamilkła, gdy zamknęliśmy ambasadę i konsulaty. Dochodzą pogłoski, że wielu agentów zostało pochwyconych przez Czerwoną Gwardię i zlikwidowanych. Sześcioro agentów specjalnych wysłanych do Chin w ubiegłym miesiącu po tym, jak przestały napływać informacje od agentów obcych, zaginęło. Po prostu nie ma informacji wywiadowczych ani politycznych, ani wojskowych. - Panie prezydencie - odezwał się dudniącym głosem Napoleon Ferguson. - Wiem, że mówiłem już to wiele razy, ale powtórzę raz jeszcze. Czy nie nadszedł czas, żebyśmy wystąpili po stronie Kuomintangu? Są prodemokratyczni i finansowani głównie przez naszego sojusznika, Japonię. Zarówno Kuomintang, jak i Japończycy wykonują naszą robotę na kontynencie azjatyckim. Chcą przywrócić rząd o ludzkiej twarzy. Demokratyczne Chiny byłyby naszym sojusznikiem i partnerem handlowym. Jak możemy teraz stać spokojnie na uboczu? Historia nas potępi. Już raz w tym stuleciu utraciliśmy Chiny. Jest nie do pomyślenia, żebyśmy zrobili to po raz drugi. Przy nieznacznej pomocy naszych sił Biali mogliby zająć Pekin, zneutralizować komunistów i w ciągu miesiąca przeprowadzić wolne wybory... Dawson spojrzał na Evę Trachea. - Nie mogę zgodzić się z tobą, Napoleon - powiedziała używając imienia, którego nie znosił. - Czy znowu mamy przelewać amerykańską krew interweniując w Azji? Popełniliśmy ten błąd w Wietnamie. Irak też nie okazał się wielkim zwycięstwem. Nowy Kuomintang tylko wygląda, że jest prodemokratyczny, ale gdy dojdą do władzy, mogą również zaprowadzić dyktaturę. Jeżeli zaś chodzi o przemianę Chin w partnera handlowego, to, Napoleonie, czy nie chodzi ci bardziej o pieniądze niż o moralność? Panie prezydencie, twierdzę, że nie należy dać się wciągnąć w wojnę w Chinach tylko dla zmiany rządu. Przywrócenie stosunków dyplomatycznych z rządem powinno być celem pierwszoplanowym, a nie wojna z tym rządem. Prezydent Dawson przenosił wzrok z Fergusona na Trachea, jakby byli to obrońca i prokurator, którzy mieli podejść do sędziego na naradę. - Jeżeli chodzi o zaangażowanie oddziałów amerykańskich w walki w Chinach, to zgadzam się z Eve - powiedział. - Kiedy będzie jasne, co reprezentuje sobą NKMT, sytuacja może się zmienić. Dopóki Bob Kent nie przedstawi nam odmiennego obrazu, powinniśmy trzymać się od tego wszystkiego z dala. Nie chciałbym też teraz zrobić niczego, co dałoby do zrozumienia światu, że przechylamy się na stronę komunistów. Moim zdaniem powinniśmy pozostać neutralni lub przynajmniej tak się zachowywać. Teraz jednak zajmijmy się konkretnym problemem, który, o ile dobrze Bobby’ego zrozumiałem, polega na tym, że wiadomości wywiadowcze z Chin do nas nie docierają. Sytuację można porównać do beczki prochu za zamkniętymi drzwiami i muszę ci powiedzieć, Bobby, że to jest nie do przyjęcia. Nie możemy prowadzić polityki zagranicznej w próżni. Musimy coś zrobić, żeby uzyskać wiarygodne informacje z tego rejonu. - Panie prezydencie, są pewne rzeczy, które możemy zrobić, żeby uzyskać informacje... - zaczął Kent. Dawson mu jednak przerwał. - Sekundkę, Bobby. Mam kilka pytań. Po pierwsze, Japończycy finansują Kuomintang prawdopodobnie po to, żeby wyeliminować komunistów z kontynentu, otworzyć przyszłe rynki zbytu na wyroby gotowe i zapewnić sobie zaopatrzenie w surowce. Prawda? Dobrze. Jeżeli tak jest, jeżeli Biali są agentami Japonii, dlaczego Japończycy nie udzielają nam informacji? - Ponieważ ich nie mają. Popierają Białych, ale generałowie NKMT są

niezależni. Przyjmują jeny, ale nie rozkazy. Nie ma bezpośredniej łączności pomiędzy Szanghajem, a Tokio. Myślę, że większość informacji, jakimi Tokio dysponuje pochodzi właśnie od nas. - A co z ONZ? Czy nie można by zorganizować sił pokojowych i uzyskać informacji od naocznych świadków z kontyngentu zachodniego? - To się nie uda tak długo, jak długo komuniści będą zasiadać w Radzie Bezpieczeństwa. Oni nie chcą pokoju. Chcą walczyć o swoją suwerenność. Natychmiast zgłoszą weto w sprawie powołania sił pokojowych. - Eve? - Bob ma rację. Chińczycy mają prawo weta w sprawie każdej rezolucji Rady Bezpieczeństwa. Zgadzam się też, że pragną wygrać, a nie przerwać wojnę. - Bobby, czy możliwe jest użycie broni jądrowej w tym konflikcie? Co się stało z głowicami nuklearnymi, które Chińczycy mieli zniszczyć zgodnie z traktatem? Czy Biali mają broń jądrową? Kent odwrócił się do mapy. - Tu, w prowincjach północnych Kansu, Sinkiang i Heilung-kiang znajdowały się główne rejony rozmieszczenia pocisków międzykontynentalnych wymierzonych w Związek Radziecki. Pociski te były częściowo zdemontowane po rozpadzie Związku Radzieckiego. Reszta miała być rozmontowana zgodnie z postanowieniami traktatu o redukcji broni jądrowej. Niestety, proces ten nie został zakończony przed pojawieniem się na kontynencie armii Białych. Pewna ilość głowic mogła pozostać gdzieś w składach, ale jesteśmy pewni, że rakiety nośne zostały zniszczone. Mieliśmy nadzieję, że jeden z wprowadzonych przez nas ostatnio agentów poinformuje nas, czy pogłoski o sabotażu w składach broni komunistów są prawdziwe. Pozwoliłoby to nam stwierdzić, czy Biali wybrali sobie za cel jakieś resztki broni jądrowej komunistów. To jest odpowiedź teoretyczna. Praktycznie nie wiemy nic. - A co z Kuomintangiem? Czy mają broń jądrową? - NKMT oficjalnie wyrzekł się użycia broni jądrowej. To może znaczyć więcej, niż chęć przypodobania się światowej opinii publicznej. Kuomintang oczekuje poparcia prowincji, a taka obietnica zaskarbi mu lojalność wieśniaków, jak i mieszczan. Poza tym, ataki nuklearne na tereny, które ma się zamiar zająć nie mają większego sensu. Nie jestem jednak w stanie tego potwierdzić. - A co się dzieje z naszymi satelitami szpiegowskimi KH-17? Pół miliarda dolarów za sztukę. Co nam pokazują? - Panie prezydencie, wykorzystaliśmy KH-17 do granic możliwości. Pokazują nam pola bitew i ruiny tam, gdzie ALW, czyli oddziały komunistyczne starły się z Białymi. Z obrazów nie można wyczytać, kto wygrał. Nie pokazują siły wojsk. Uzyskujemy tyle informacji, żeby móc wam pokazać właśnie to. Tu Kent wskazał na ogólną mapę przedstawiającą, że NKMT zajęło mniej więcej połowę Chin. - Satelity nie mogą też odczytać myśli przywódców obu stron. - A co z placówkami Agencji Bezpieczeństwa Narodowego w Korei. Czy nie odbierają transmisji radiowych? Donchez wiedział, że prezydent myśli o stacjach nasłuchowych ABN na zachodnim wybrzeżu Korei Południowej. Sam kiedyś jedną odwiedził. Robiła wielkie wrażenie. Korea była jednak położona zbyt daleko do Chin, żeby można było przechwycić istotne transmisje. - Nie chciałbym wchodzić, panie prezydencie, w szczegóły techniczne transmisji radiowych. Wyjaśnię tylko, że większość transmisji o znaczeniu

taktycznym nadawane jest na częstotliwości UHF. Częstotliwość ta stosowana jest do bezpiecznej łączności na krótkie odległości, ponieważ fale rozchodzą się po liniach prostych, jak światło. Za horyzontem transmisji już się nie odbierze. - Satelita jednak może odebrać - stwierdził Dawson. - Tak, ale tylko przez kilka minut, kiedy znajduje się nad danym terytorium, co oznacza, że nie możemy przechwycić transmisji chińskich bez pomocy wojska. - A gdybyśmy wysłali samoloty zwiadowcze, żeby patrolowały wzdłuż granicy Chin? Kent był przygotowany na to pytanie. - Radary ALW wykryłyby te samoloty i szybko zrozumiano by, jakie mają zadanie. Jedynym rezultatem byłoby to, że staliby się bardziej ostrożni z transmisjami. Nic nie zyskalibyśmy. - A samoloty myśliwskie Stealth? - Mamy tylko jeden przystosowany do prowadzenia nasłuchu, a i z nim są problemy techniczne. Możemy go wysłać, ale nie może długo przebywać w powietrzu i możemy go stracić. Pozostaje nam tylko marynarka. Donchez wyprostował się na fotelu. Zrozumiał nagle, dlaczego został zaproszony na to tajne posiedzenie Narodowej Rady Bezpieczeństwa. Kent chce okręt podwodny, pomyślał. Okręt podwodny o napędzie nuklearnym mógłby ukryć się gdzieś w zatoce Pohaj nieopodal Pekinu i przechwytywać transmisje UHF z rozległego obszaru Chin północno-wschodnich, pozostając pod wodą niezauważony. - Admirał Donchez mógłby omówić następne przeźrocze, panie prezydencie. Kent spojrzał na Doncheza, a ten wstał i wyszedł na środek sali. Kent włączył przeźrocze. Przedstawiało północne akweny Morza Żółtego rozciągające się pomiędzy Półwyspem Koreańskim, a lądem Chin. W północno-zachodniej części dwa półwyspy, jeden kierujący się ku południowi, a drugi ku północy zamykały zatokę Pohaj. Zatoka ta miała kształt trójkąta o podstawie długiej na dwieście mil, a wysokości trzystu. Na zachodnim wierzchołku trójkąta leżał port Tiencin oddalony zaledwie o sto dziesięć kilometrów od Pekinu. Donchez przyglądał się wyświetlonemu obrazowi. Znał go dobrze z wielu godzin odpraw, jakie prowadził. - Panie prezydencie, rozumiem, że dyrektor proponuje nam wprowadzenie szybkiego okrętu podwodnego o napędzie nuklearnym na wody terytorialne Chin komunistycznych, o gdzieś tutaj, kilka mil od Tiencin. Patrolujący okręt podwodny znajdzie się tu w idealnej pozycji do prowadzenia nasłuchu, czyli, innymi słowy, do podsłuchiwania Pekinu, który położony jest o niecałe sto mil na północny-zachód. Z tego miejsca nasz okręt podwodny będzie mógł odbierać transmisje UHF, VHF i HF i na innych częstotliwościach będzie słyszał zarówno Czerwonych, jak Białych. Będzie wiedział, kiedy nastąpi atak. Będzie wiedział, czy Pekin padnie. Wszystko w czasie rzeczywistym. Dawson spojrzał na Doncheza: - W czasie rzeczywistym? Czy nie będzie trzeba odszyfrowywać meldunków? - Wykorzystujemy wtyczki, panie prezydencie, czyli specjalistów od wywiadu z ABN. Pływają z nami na okrętach i tłumaczą chińskie meldunki. Odszyfrowywanie może być lub może nie być potrzebne. W większości przypadków na częstotliwościach UHF przesyłają rozkazy bojowe otwartym tekstem. Wtyczki po prostu odbierają sygnały i zapisują je. - Ale jak okręt podwodny może to zrobić bez wynurzenia? - Wystarczy podnieść peryskop. Wszystkie anteny są na peryskopie. - Czy nie będzie zauważony?

- Staramy się unikać głównych szlaków i dbam o to, żeby peryskop nie był podniesiony zbyt długo. Na ogół to żaden problem. Często to robimy. - A radar? Czy radar nie dostrzeże peryskopu? Donchez był pod wrażeniem. Niewielu laików mogło zadać takie pytanie. - Panie prezydencie, dziewięćdziesiąt pięć procent wszystkich radarów koncentruje się na okrętach na powierzchni, na samolotach i rakietach. Peryskop jest zazwyczaj zbyt mały. Odbicie od peryskopu będzie wyglądało, jak odbicie od załamującej się fali. Ponadto, peryskop Mk-20 pokryty jest materiałem pochłaniającym impulsy radarowe. Jest to taki sam materiał, jaki wykorzystuje się na pokrycie samolotów Stealth. Jest praktycznie niedostrzegalny. Chyba że Chińczycy będą dysponowali ortogonalnym radarem polaryzacyjnym zbudowanym specjalnie do wykrywania peryskopów, pomyślał Donchez. Radar tego typu mógł z pewnością wykryć peryskop, ale takiej technologii Chińczycy z pewnością nie posiadali. - Dobrze zatem - powiedział Dawson. - Nie ma się nad czym zastanawiać. Potrzebujemy informacji, a nasi sojusznicy, szpiedzy i satelity jej nie dostarczają. Trzeba wysłać okręt podwodny. Trzeba tak zrobić. - Panie prezydencie - powiedział Donchez, zdając sobie sprawę, że Dawson nigdy tego wcześniej nie robił. - Czy wie pan, że musi pan podpisać rozkaz penetracji? - Rozkaz penetracji? - Tak jest. Upoważnienie dla dowódcy okrętu podwodnego do wejścia poza dwunastomilową granicę wód terytorialnych innego, suwerennego państwa. Tylko pan może wydać taki rozkaz. - Zdawało mi się, że pan mówił, iż robicie to często. - Tak - potwierdził Donchez - ale prezydent zawsze podpisuje rozkaz penetracji. Donchez obserwował Evę Trachea. Jeżeli się nie sprzeciwi, misja wkrótce się rozpocznie. - Nie możemy - powiedziała - pogwałcić wód terytorialnych wbrew prawu, panie admirale. Tak postępuje CIA, ale teraz chce pan wysłać okręt pełen Amerykanów na jakąś płyciznę nieopodal Pekinu, żeby obserwowali wojnę domową. Jeżeli zostanie wykryty, nasza neutralność zrujnowana będzie na forum międzynarodowym, nie mówiąc już o losie marynarzy. Panie prezydencie - zwróciła się do Dawsona. - Departament Stanu jest przeciwny temu przedsięwzięciu. Ja też. Wiem, że niepokoi się pan posądzeniem o skłanianie się na stronę komunistów, ale przywrócenie stosunków dyplomatycznych z Pekinem oznaczałoby przynajmniej nasz powrót do rzeczywistości. - Bobby? - zapytał Dawson z kamienną twarzą. - Próbowaliśmy wszystkiego - powiedział Kent. - Osiągnęliśmy tylko to, że nasi agenci ponieśli śmierć. Nie zalecałbym kontynuowania tej działalności. Prosiłbym, żeby zgodził się pan, abyśmy zrobili to, co możemy zrobić w celu zebrania ważnych informacji. Nie możemy dopuścić, żeby Chiny nas czymś zaskoczyły. Ta sytuacja jest niebezpieczna. - Kent spojrzał na Trachea’ę. - Załóżmy taki scenariusz... Japonia finansuje Kuomintang. Chińczycy decydują zatem postawić tamę rzece jenów poprzez nalot na Tokio. Finansowe centrum Japonii zostaje zrujnowane. Komputery w bankach zniszczone, a ze względu na powiązania z innymi rynkami, na giełdach następuje natychmiastowa bessa. Komuniści tymczasem rozprawiają się z armią Białych, pogrążając Azję w ciemnościach totalitaryzmu, a nowa zimna wojna, jaka się zacznie, spowoduje, że

stara będzie wyglądać, jak niewinna zabawa. To będzie tak, jakby koszmary z lat 1929 i 1939 stały się jednego dnia. Prezydent był wyraźnie pod wrażeniem. Podniósł rękę, żeby przerwać Kentowi. - Dobrze, Bobby, dobrze... rozumiem potrzebę uzyskania informacji, ale chciałbym zapytać pana admirała, czy okręt podwodny nie mógłby pozostać poza granicą dwunastu mil? Donchez pokręcił przecząco głową. - Nie, panie prezydencie. Nawigacja w takiej sytuacji taktycznej jest i tak dość trudna, żeby martwić się jeszcze możliwością przekroczenia umownej linii dwunastu mil od brzegu. Proszę sobie wyobrazić, co dzieje się w centrum dowodzenia w takiej sytuacji, gdy zbliża się jakaś jednostka pływająca. Cofnięcie się o dwanaście mil oznacza również odbiór mniejszej ilości transmisji. Ponadto okręt podwodny będzie nadal w tej cholernej zatoce, a Chińczycy i tak uważają ją całą za swoje wody terytorialne. Jeżeli nas wykryją, nie będzie miało znaczenia, czy będziemy o milę od brzegu, czy o pięćdziesiąt mil. W dalszym ciągu będziemy szpiegami na chińskich wodach. To jest ryzyko, panie prezydencie, ale brak informacji wywiadowczej stanowi chyba jeszcze większe ryzyko. Decyzja należy do pana, ale pańscy poprzednicy nigdy nie mieli problemów z podpisywanie rozkazów penetracji. Dawson wyraźnie nie był zadowolony z konieczności podjęcia decyzji. Przez kilka chwil siedział w milczeniu, patrząc na ekran. Wreszcie odezwał się. - Admirale, proszę wysłać okręt podwodny do zatoki Pohaj. Proszę w ciągu godziny przygotować rozkaz penetracji. Podpiszę go. *** Steuber i Donchez stali przed wielką mapą wschodnich Chin w Pentagonie. Mapa wznosiła się prawie osiem metrów ponad ich głowami. Przedstawiała Morze Wschodniochińskie, Morze Żółte i zatokę Pohaj. Na wschód od wysp japońskich, sto mil na południowy-wschód od Tokio migotała niebieska lampka. Przy niej widniał napis. USS „TAMPA” SSN 774 - DZIAŁANIA PODWODNE. Steuber wskazał na pulsujące światełko. - Proponuję wysłać „Tampę”. To okręt klasy Los Angeles. Jeden z ostatnich, jaki zbudowano zanim rozpoczęto budowę okrętów klasy Seawolf. Da sobie radę z tym zadaniem. Wystarczy tylko dostarczyć wtyczki z ABN na pokład... może helikopterem... i można zaczynać. - Mam wątpliwości, Marty - powiedział Donchez używając imienia, którego Steuber nienawidził. - „Tampa” jest prawie zupełnie nowa. Nie chciałbym stracić okrętu wysokiej klasy, gdyby się coś nie udało. Czy nie byłoby lepiej wysłać jakiś stary okręt klasy Pirania? Też może wykonać takie zadanie. - Panie admirale, okręty klasy Pirania to kupa złomu. Nigdy nie powierzyłbym tajnej misji okrętowi tej klasy. Donchez był kiedyś dowódcą USS „Pirania”, pierwszej jednostki z klasy, którą Steuber tak łatwo potępiał. - Kto dowodzi „Tampą”? - Komandor Sean Murphy. - Murphy jest dobry. W porządku, Marty. Przekonałeś mnie. Przygotuj depeszę, zorganizuj wtyczki i wyślij na „Tampę”. Musimy ruszać na przeszpiegi. Pół godziny później depesza w paśmie UHF została wysłana do satelity