uzavrano

  • Dokumenty11 087
  • Odsłony1 542 625
  • Obserwuję698
  • Rozmiar dokumentów11.3 GB
  • Ilość pobrań849 809

Rebecca Lang - Syn doktora Mathesona

Dodano: 6 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 6 lata temu
Rozmiar :348.6 KB
Rozszerzenie:pdf

Rebecca Lang - Syn doktora Mathesona.pdf

uzavrano EBooki R Rebecca Lang
Użytkownik uzavrano wgrał ten materiał 6 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 39 osób, 37 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 92 stron)

REBECCA LANG SYN DOKTORA MATHESONA Tłumaczyła Grażyna Woyda

ROZDZIAŁ PIERWSZY Nell Montague ostrożnie wjechała na zatłoczony parking dla personelu szpitala w Gresham w stanie Ontario. Z westchnieniem zadowolenia wyłączyła silnik, zdając sobie sprawę, że bez trudu zdąży na międzynarodowe sympozjum dotyczące chirurgii plastycznej i oparzeń, które miało odbyć się w centrum kongresowym położonym przy sąsiedniej ulicy. Cieszyła ją perspektywa przyjemnego spaceru w promieniach czerwcowego słońca. Pospiesznie przejrzała się we wstecznym lusterku, wzięła z siedzenia teczkę oraz plik papierów dotyczących zbliżającej się konferencji, które dostarczono jej poprzedniego dnia, a których do tej pory nie zdążyła przejrzeć. Spacer w słoneczny poranek stanowił dla niej miłą chwilę wytchnienia w gonitwie życia, które ostatnio coraz bardziej przypominało wyścig z czasem. Jej jednak taki pęd służył - lubiła przypływ adrenaliny, jaki wywoływał. Była w świetnym nastroju, wiedząc, że prezentuje się korzystnie w popielatym płóciennym kostiumie i różowej bluzce z jedwabiu. Zwykle nie przywiązywała wagi do wyglądu, bo przez większą część dnia miała na sobie biały kitel, dziś jednak czuła się inaczej. Lekki wiatr rozwiewał jej świeżo umyte brązowe włosy z jasnymi pasemkami. Życie jest piękne, kiedy człowieka cieszą nawet najdrobniejsze radości, pomyślała pogodnie, zbliżając się do leżącego w sercu miasta centrum kongresowego, które zajmowało wieżowiec zbudowany ze szkła, stali i betonu. Pchnęła obrotowe drzwi i weszła do przestronnego, wyłożonego marmurem holu, w którym kłębił się tłum ludzi. - Cześć! - powitała z uśmiechem kilku kolegów, kierując się w stronę punktu zgłoszeń konferencji. Kiedy dopełniła formalności, wzięła sobie filiżankę kawy, usiadła na ławce ustawionej w stosunkowo zacisznym kącie i zaczęła przeglądać program sympozjum. Znalazła w nim tak wiele ciekawych wykładów i warsztatów, że trudno jej było dokonać spośród nich szybkiego wyboru. W końcu poprzestała na tych, w których już uprzednio zgłosiła swój udział. Sprawdziła rozkład zajęć. Pierwsze spotkanie zaczynało się za kilka minut, punktualnie o dziewiątej. Gdy jej wzrok padł na nazwisko wykładowcy, który miał zastąpić wcześniej wyznaczonego prelegenta, odniosła wrażenie, że czas stanął w miejscu. - Wielkie nieba! To niemożliwe - powiedziała głośno, a potem rozejrzała się ukradkiem wokół siebie, by sprawdzić, czy przypadkiem ktoś jej nie słyszy.

Kiedy wpatrywała się w nazwisko nowego prelegenta, jej serce najpierw lekko podskoczyło, a potem zaczęło mocno bić. Wykład miał dotyczyć najnowszych metod chirurgicznych stosowanych w leczeniu poważnych oparzeń. Joel Matheson... Nell wpatrywała się w wydrukowane dużą czcionką nazwisko tak uporczywie, jakby jej wzrok mógł je wypalić. Po dziesięciu latach Joel niespodziewanie znów pojawił się w jej życiu, budząc w niej uczucie bliskie paniki. Jej wcześniejsze opanowanie zniknęło jak przysłowiowa kamfora. Miała wrażenie, że cofnęła się do dawnych czasów. Że znów zaczyna myśleć jak szesnastoletnia dziewczyna, jaką była wtedy, gdy poznała doktora Joela Mathesona. Bardzo długo bezskutecznie go szukała, a teraz, kiedy dała za wygraną, on nagle może się zmaterializować. Cóż za ironia losu. Poczuła silny ucisk w gardle. Z wrażenia drżały jej nogi i szumiało w głowie. Bała się, że jeśli wstanie, może nawet stracić przytomność. Przeczytała w harmonogramie prelekcji, że wcześniej wyznaczony wykładowca zachorował i zastąpi go doktor Joel Matheson z Montrealu, który chętnie zgodził się przyjechać na sympozjum. - Hej, Nell, czy idziesz na ten pierwszy wykład z chirurgii? - spytała jej koleżanka, doktor Trixie Deerborne, niespodziewanie do niej podchodząc. Nell uniosła głowę i spojrzała na nią nieprzytomnym wzrokiem. Trixie była pełną życia, rozmowną, niekiedy nawet zbyt gadatliwą i niezwykle skupioną na sobie kobietą. - Ja... mhm... tak - wyjąkała Nell. Trixie usiadła obok niej na ławce i obrzuciła ją przenikliwym spojrzeniem. - Oj, czy ty dobrze się czujesz? - spytała. - Jesteś chorobliwie blada. - Nic mi nie jest - wymamrotała Nell, a wiedząc, że może zaufać koleżance, dodała: - Pierwszego prelegenta ma zastąpić doktor Matheson, którego kiedyś znałam. - Aha - mruknęła Trixie, patrząc na nią ze zrozumieniem. - Stare dzieje. Coś dla ciebie znaczył, prawda? - Można tak to określić - odparła cicho Nell. - Zatem chodźmy, Nell, bo inaczej nie znajdziemy dobrych miejsc, a na pewno masz ochotę mu się przyjrzeć. Nell roześmiała się. Przez kilka sekund rozważała możliwość zrezygnowania z tego wykładu, ale po chwili doszła do wniosku, że najbardziej w świecie pragnie w tej chwili zobaczyć Joela Mathesona. - Wiesz, Trixie, cieszę się, że jesteś tutaj ze mną - oznajmiła.

- No to chodźmy. Wiele dałabym za romantyczną przeszłość, która choć w części zrekompensowałaby mi ubóstwo teraźniejszości. - Bardzo wątpię, czy znając tę moją „romantyczną” przeszłość, chciałabyś się ze mną na nią zamienić - odrzekła Nell. - Opowiesz mi kiedyś o niej, dobrze? Ruszyły długim korytarzem, weszły do sali wy- kładowej i usiadły blisko pulpitu prelegenta. Nell oceniła, że w auli znajduje się około dwustu słuchaczy. Doszła do wniosku, że to mało prawdopodobne, by po tak długim czasie Joel natychmiast ją rozpoznał w takim tłumie ludzi. W dodatku teraz na pewno wygląda zupełnie inaczej niż dziesięć lat temu, gdy go poznała. Wówczas miała szesnaście lat, ale udawała dziewiętnastolatkę. Zastanawiała się, jak on zareaguje na jej widok, i co ona mu powie. Te uporczywe, dręczące myśli nie dawały jej spokoju. Z jednej strony miała wielką ochotę się przed nim schować, ale równocześnie pragnęła go zobaczyć. Znów nawiedziły ją wspomnienia. Zawsze była bardzo ambitną dziewczyną i uczyła się pilnie, chcąc osiągnąć w życiu cel. Jednakże macierzyństwo pokrzyżowało jej plany. To ono sprawiło, że szybko dojrzała i bardziej skupiła się na swoim dziecku niż na samej sobie. Ukończyła jednak studia medyczne i odbyła staż, a teraz od dwóch lat robi specjalizację w dziedzinie leczenia oparzeń i chirurgii plastycznej. Od jej uzyskania dzielą ją już tylko dwa lata. Matka Nell była bardzo dumna z córki, ale zarzucała jej nadmiar ambicji. Uważała, że Nell uparcie usiłuje zerwać kwiat, który jest poza jej zasięgiem, choć ma w swoim ogrodzie łatwo dostępne, a równie piękne okazy. W życiu prywatnym Nell Joel był właśnie takim kwiatem - okazało się bowiem, że jest poza jej zasięgiem. Teraz jednak, gdy czekała na jego przybycie, reakcja jej ciała zadała temu kłam. Była zdenerwowana, podniecona i czuła dziwny lęk, który próbowała stłumić, skupiając uwagę na tym, co mówi do niej Trixie. I wtedy zjawił się Joel. Nell targały sprzeczne uczucia. Z jednej strony chciała skulić się w krześle, a z drugiej wstać i zawołać: „Jestem tutaj!” Choć upływ czasu zrobił swoje, nie miała wątpliwości, że stojącym na podium mężczyzną jest Joel. Wyglądał teraz nieco starzej. Miał wymizerowaną twarz i zapadnięte policzki. Jednakże nadal emanowała z niego ta sama dynamiczna męskość i ten niesamowicie olśniewający urok, który na większość kobiet działał jak magnes. W dobrze skrojonym sza-

rym ubraniu, które świetnie na nim leżało, niebieskiej koszuli i dobranym do niej krawacie wydał jej się jeszcze bardziej pociągający niż dawniej. - Czy to on? - spytała Trixie szeptem. - Owszem. Żeby zaspokoić twoją ciekawość, powiem ci w tajemnicy, że kiedyś był moim chłopakiem. Do tej pory nie wyszłam za mąż. - Tak podejrzewałam, ale nigdy w życiu nie spytałabym cię o to - odparła Trixie z szerokim uśmiechem. Joel zaczął prelekcję. Słysząc jego głęboki, spokojny głos, Nell przygryzła drżącą wargę i nerwowo zamrugała powiekami, chcąc za wszelką cenę powstrzymać napływające do oczu łzy wzruszenia. Początkowo nie słuchała tego, co Joel mówi, potem powoli zaczęła się koncentrować i w końcu jego wykład pochłonął ją bez reszty. Kiedy skończył prelekcję, otoczyła go niewielka grupa słuchaczy, a pozostali powoli zaczęli opuszczać aulę. - Zostań i z nim pogadaj, Nell - namawiała ją Trixie. - Czuję, że tego chcesz. Zobaczymy się później. Zdaje się, że jesteśmy w tej samej grupie ćwiczeniowej . - Dobrze, Trixie. Zajmij mi miejsce - poprosiła Nell, siląc się na beztroski ton. Wstała z krzesła, weszła na podium i stanęła z boku grupy, a potem cierpliwie czekała, aż wszyscy się wygadają i odejdą. Gdy w końcu Joel na nią spojrzał, miała wrażenie, że ubyło jej lat, że znów jest tą bezbronną dziewczyną, która na jego widok zapomina języka w gębie. - Dzień dobry, Nell - powitał ją Joel, wyciągając do niej rękę. - Upłynęło sporo czasu. - Witaj, Joel - odparła cicho, podchodząc do niego bliżej i ściskając jego dłoń. - Tak, upłynęło dużo czasu. Uczestniczyłam w wielu konferencjach, ale nigdy cię nie spotkałam. - Na ogół biorę udział w kongresach organizowanych w Stanach Zjednoczonych i Europie, a znacznie rzadziej bywam na tych, które odbywają się w Kanadzie. - Rozumiem - mruknęła, w gruncie rzeczy nie mając pojęcia, dlaczego Joel nie uczestniczy w konferencjach, które mają miejsce w Kanadzie. A może unika ich ze względu na nią? Spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem i dostrzegła jego szare szczere oczy, a nad nimi ciemne gęste brwi kontrastujące z bladą twarzą oraz wydatne, jędrne usta, które nie zmieniły się od czasu ich ostatniego spotkania. Zdumiało ją jednak to, że tak bardzo schudł. Nagle przeraziła ją myśl, że Joel może być chory. - Jak się czujesz? - spytała drżącym głosem. Joel wahał się przez chwilę. - Dobrze - odrzekł dziwnie zmienionym tonem. - A ty? - Świetnie.

- Jesteś bardzo ładna, Nell - oznajmił. - Przewidziałem to już dawno temu - dodał z uśmiechem, który natychmiast starł z jego twarzy zmęczenie. - Dziękuję, Joel. - Więc jesteś również lekarzem, specjalistą od oparzeń. Dopięłaś swego. - Owszem, ale nadal robię specjalizację. Uwielbiam tę pracę - odparła, dochodząc do wniosku, że Joel pewnie śledził jej karierę zawodową. Nie było to zbyt trudne, biorąc pod uwagę fakt, że oboje obracali się w świecie medycznym. Dziwne było tylko to, że mimo wielu wysiłków nie udało jej się go odnaleźć. - Moje gratulacje. - Dziękuję. To długa, ciężka praca. Zresztą sam dobrze o tym wiesz. - Ale jesteś zadowolona z wyboru zawodu, prawda? - Tak. - Czy chciałabyś powiedzieć mi coś szczególnego? - spytał, nie odrywając oczu od jej twarzy. - Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. - Zwykle nie jestem małomówna i nie trzeba ciągnąć mnie za język. Po prostu nie spodziewałam się, że cię zobaczę. To spotkanie zupełnie mnie zaskoczyło. Sądzę, że chyba... oboje mamy sobie wiele do powiedzenia. Joel spojrzał na salę, po której kręcili się jeszcze uczestnicy konferencji. - Gdyby nie było tu nikogo, pocałowałbym cię bez wahania - wyznał. - W tej chwili tylko to zaprząta mój umysł. Nell wybuchnęła śmiechem, nieco się odprężając. Chciała przyznać się, że ona również o tym myśli, ale głos uwiązł jej w gardle. - Więc nie czujesz do mnie urazy? - wyjąkała, rumieniąc się tak samo jak wtedy, gdy miała szesnaście lat i była pod urokiem dwudziestoczteroletniego doktora Mathesona, odbywającego staż na oddziale nagłych wypadków szpitala w Gresham. - Och, tego bym nie powiedział - odrzekł, patrząc na nią przenikliwie. - Potraktowałaś mnie okropnie, Nell. Miałem nadzieję, że tu będziesz. Z niecierpliwością oczekiwałem tego spotkania. Więc może wypijesz ze mną kawę? Albo piwo w jakimś pubie. Nell zwilżyła językiem suche usta. - Z przyjemnością - odparła, postanawiając opuścić najbliższe zajęcia. Pogodziła się też z myślą, że Trixie na pewno wyciągnie fałszywe wnioski z jej nieobecności. - Wybieram pub. - Czy jesteś mężatką? - spytał niespodziewanie Joel. - Nie. A ty się ożeniłeś?

- Nie...

ROZDZIAŁ DRUGI Wychodząc za Nell z sali wykładowej, Joel nie spuszczał z niej oczu. Był bardziej zaskoczony jej widokiem, niżby się spodziewał. Oczywiście, miał nadzieję, że Nell będzie uczestniczyć w tej konferencji. Jednakże jej obecność obudziła w nim dziwny niepokój. Kiedy jego wzrok zatrzymał się na jej jedwabistych lśniących włosach, poczuł, że zaczyna tracić panowanie nad zmysłami. Choć próbował przygotować się na spotkanie z Nell, jej uroda, wrażliwość oraz szczerość zupełnie zbiły go z tropu i odebrały pewność siebie. Może postąpiłem nierozsądnie, zjawiając się w Gresham, żeby znów ją zobaczyć, choć nie mamy przed sobą wspólnej przyszłości? - spytał się w duchu. Nie wypadało mu jednak odmówić organizatorom sympozjum, kiedy zwrócili się do niego z prośbą o zastępstwo za chorego wykładowcę. Do tej pory skutecznie udawało mu się unikać konferencji, które organizowano w Gresham. Zwykle wpadał tu jedynie na dzień lub dwa, by odwiedzić rodziców i kilku bliskich przyjaciół, a potem natychmiast wyjeżdżał, uzyskując od kolegów po fachu tylko zdawkowe informacje o karierze zawodowej Nell. W drzwiach frontowych budynku Nell gwałtownie się do niego odwróciła. - Wiesz, mam lekkie poczucie winy, że urywam się z zajęć - powiedziała z uśmiechem. - Ale na pewno je odrobię. Jeśli pójdziemy przez park, to będziemy mogli wstąpić do przytulnego pubu, który mieści się po drugiej jego stronie. - Wspaniale - odparł, czując nieprzepartą ochotę, żeby wziąć Nell w ramiona i pocałować. - Jak długo zostaniesz w Gresham? - spytała, kiedy oddalali się od centrum kongresowego pospiesznie jak dzieci idące na wagary. - Tydzień. Moi rodzice nadal tu mieszkają. Prawdę mówiąc, zaproponowano mi posadę w tutejszym szpitalu, na oddziale oparzeń, na którym ty pracujesz. - Naprawdę? - zawołała, gwałtownie przystając i patrząc na niego zdumionym wzrokiem. - Ciekawe, dlaczego nic o tym nie słyszałam. John i koledzy z naszego oddziału zwykle informują mnie o wszystkim. Choć Joel doskonale zdawał sobie sprawę, że po dziesięciu latach nie ma do Nell żadnych praw, sposób, w jaki wymówiła imię szpakowatego, przystojnego ordynatora oddziału obudził w nim coś, czego od dawna już nie czuł... Zazdrość?

- Z tą propozycją zwrócił się do mnie doktor John Lane - wyjaśnił Joel. - Zresztą podobnie jak do wielu innych lekarzy z różnych części naszego kraju. Zacząłem rozglądać się za posadą przede wszystkim z czystej ciekawości. Decyzję podjąłem całkiem niedawno. Jakieś dwie minuty temu, dodał w duchu, rozbawiony jej nieskrywanym zaskoczeniem. - Czy to znaczy, że chcesz... przyjąć propozycję Johna? - Owszem - mruknął, dochodząc do wniosku, że skoro jest w Gresham, to powinien poinformować doktora Lane'a o swej decyzji. - Prosiłem Johna, żeby zachował naszą rozmowę w tajemnicy, dopóki wszystkiego nie przemyślę i nie dam mu wiążącej odpowiedzi. - Jak to się stało, że nikt z nas nie widział cię na oddziale? Przecież musiałeś przyjść tu na rozmowę, prawda? - Bo nie chciałem się ujawniać. Wpadłem do niego po godzinach pracy - wyjaśnił. - Zależało mi wtedy na tym, żeby wiadomość o tym, że szukam sobie nowego zajęcia, nie dotarła do mojego szpitala w Montrealu, rozumiesz? - Mhm. A kiedy miałbyś zacząć? - spytała. - Za jakiś miesiąc. - To nie do wiary... Nie miałam o niczym zielonego pojęcia. Weszli do niewielkiego parku. - Gdzie będziesz mieszkał, Joel? - Mam tu apartament. Zatrzymam się w nim, dopóki nie znajdę odpowiedniego domu z ogrodem. - Och... - jęknęła. Więc przez cały czas, kiedy ja cię szukałam, ty miałeś mieszkanie w Gresham, z którego zapewne często korzystałeś, pomyślała, czując nagły przypływ złości. - Czy jesteś z kimś zaręczona? - spytał niespodziewanie Joel, nie mogąc już dłużej poskromić ciekawości. - Albo może masz... partnera? Chciałem powiedzieć „chłopaka”, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język, bo zdałem sobie nagle sprawę, że masz dwadzieścia sześć lat i jesteś już dojrzałą kobietą. - Tak, to prawda. I nie, nie mam partnera. - W takim razie ulegnę pokusie - zawołał, chwytając ją za rękę i wciągając w cień olbrzymiego klonu, którego rozłożyste gałęzie sięgały niemal ziemi. Wziął ją w objęcia i pocałował. Marzył o tym już od dawna. Myślał o niej często podczas samotnie spędzanych wieczorów. Początkowo Nell była tak bardzo zaskoczona, że

nie wiedziała, jak ma zareagować. Po chwili zarzuciła mu ramiona na szyję i odwzajemniła pocałunek. Potem, tak jak przed laty, wsunęła palce w jego włosy. Wspomnienia tamtych czasów nadal żyły w jej pamięci. Miała wrażenie, że od ich ostatniego spotkania upłynął zaledwie dzień, a nie dziesięć przepełnionych tęsknotą za przeszłością lat. - Czy możesz mi pomóc? - poprosił ją wtedy Joel, podchodząc do niej na korytarzu oddziału nagłych wypadków szpitala w Gresham. Mimo upływu czasu ona miała wrażenie, że wydarzyło się to zaledwie wczoraj. - Ten pacjent czeka już zbyt długo. Jak najszybciej musi znaleźć się w gabinecie zabiegowym. Nell nie znała wówczas nazwiska młodego lekarza. Widywała go jedynie z daleka, nie zwracając na niego większej uwagi, ponieważ zawsze była pochłonięta swoimi obowiązkami. Joel chwycił jeden koniec noszy, na których leżał pacjent z twarzą wykrzywioną bólem, ruchem głowy nakazując Nell, by wzięła je z drugiej strony. Kiedy na niego spojrzała, zdała sobie sprawę, że on wcale nie żartuje. Zaskoczona sytuacją, kiwnęła głową i automatycznie wykonała jego polecenie. - Ja... jestem jedynie wolontariuszka - wymamrotała przepraszająco w chwilę później. - Będę tu pracować tylko przez letnie wakacje. - To nie ma znaczenia. Potrzebuję pomocy. Ten człowiek doznał poważnych oparzeń - odparł młody lekarz, który był niemal tak blady ze zmęczenia jak jego pacjent. I mam zaledwie szesnaście lat, dodała w myślach, ale nie zamierzała tego przed nim ujawniać. Wiedziała, że wygląda doroślej, mając włosy upięte w kok, a nie związane w koński ogon, który zwykle nosiła do szkoły. Dyskretny makijaż również robił swoje. Przedstawili się sobie i zaczęli rozmawiać. - Jakiego rodzaju szkolenie przechodzicie? - spytał Joel. - Zakładam, że po to tu jesteście. - Och, tak. - Kiwnęła głową, nieco wytrącona z równowagi, ponieważ ten młody lekarz wydał jej się nagle bardzo pociągającym mężczyzną. W porównaniu z innymi stażystami, którzy sprawiali niekiedy wrażenie dużych dzieci, doktor Matheson wydawał się nad wiek dojrzały. - Zamierzasz zostać lekarką czy pielęgniarką? - spytał. - A może już jesteś studentką medycyny, albo...? - Ja... mhm... mam nadzieję, że będę lekarzem - wyjąkała zgodnie ze swoimi planami na przyszłość.

Nie chciała jednak, żeby Joel poznał jej wiek, bo czuła jego zainteresowanie swoją osobą, a podejrzewała, że jeśli powie mu prawdę, on natychmiast się wycofa. - Więc przygotowujesz się do studiów medycznych, tak? - Ja... - Zaraz zwymiotuję - odezwał się pacjent, próbując unieść się na łokciu. Natychmiast zajęli się nim dyżurna pielęgniarka oraz Joel. Widząc poparzoną twarz pacjenta, Nell postanowiła zająć się w przyszłości leczeniem oparzeń oraz związaną z nimi chirurgią plastyczną. - Ile masz lat, Nell? - spytał Joel w jakiś czas później, kiedy na chwilę zostali sami. - Dziewiętnaście - odparła, sama zaskoczona tym, że to kłamstwo tak łatwo przeszło jej przez usta. - Co robiłeś przez te wszystkie lata, Joel? - spytała, kiedy ponownie ruszyli w kierunku pubu. - Próbowałam cię odnaleźć, ale nikt nie wiedział... albo nie chciał mi powiedzieć, gdzie jesteś - dodała. Nagle powróciły ból i gorycz, które wówczas towarzyszyły tym bezowocnym poszukiwaniom. - Z Gresham pojechałem do Montrealu, żeby kontynuować specjalizację w dziedzinie leczenia oparzeń, o czym zresztą wiedziałaś. Potem krążyłem trochę po Stanach Zjednoczonych, a niedawno wróciłem do Montrealu. - Aha. Więc może wyjaśnisz mi, dlaczego nie chciałeś, żebym cię odnalazła? - Nie w tej chwili. - Więc może kiedy indziej? - Może. W pubie kupili przy barze dwa kufle piwa, a potem wyszli do ogrodu i usiedli przy stole pod drzewem. - Wspaniale. Cieszę się, że mnie tu przyprowadziłaś - oznajmił Joel, z rozkoszą wdychając unoszący się wokół nich zapach bzu. - To taka mała oaza w samym środku miasta - odparła, spoglądając na niego nieco uważniej. W jaskrawym świetle słońca dostrzegła na jego twarzy wyraźne oznaki przemęczenia. Zaczęła się zastanawiać, czy przyczyną tego nie jest jakaś przebyta dawniej choroba. Postanowiła jednak, że jeśli Joel nie powie jej o tym z własnej woli, ona nie będzie zadawać mu żadnych pytań dotyczących jego zdrowia.

- Czy pamiętasz, jak po raz pierwszy pracowaliśmy razem? - spytał Joel. - Pomagałaś mi, a jakaś pielęgniarka kazała ci zanieść dwa baseny pacjentom unieruchomionym na noszach, które stały na korytarzu. Nell roześmiała się. - Och, tak. Nie zapomnę tego upokorzenia. Nigdy w życiu nie czułam się tak okropnie poniżona. Zwłaszcza że bardzo starałam się wywrzeć na tobie wrażenie. - Tak... Wiem. - I pomyśleć, że uratowały mnie baseny! - zawołała pogodnie. - Być może dzięki nim nie zrobiłam z siebie kompletnej idiotki, udając, że mam jakąkolwiek wiedzę medyczną. Gdy szłam wtedy szybko do najbliższej toalety, miałam ochotę wybuchnąć histerycznym śmiechem. Na pewno uważałeś mnie wówczas za zarozumiałą smarkulę! - Nie - zaprzeczył. Wtedy właśnie zakochałem się w tobie, choć nie zdawałem sobie jeszcze z tego sprawy, dodał w myślach. - Raczej uważałem cię za słodką smarkulę. Wydawałaś się taka bezbronna i upokorzona, że miałem ochotę zrobić tej pielęgniarce piekielną awanturę. Nell ponownie wybuchnęła śmiechem, przypominając sobie, jak bardzo czuła się wówczas zawstydzona. Pamiętała również, że zastanawiała się wtedy, dlaczego dwukrotnie skłamała. Szybko zrozumiała, że pierwsze kłamstwo pociąga za sobą następne. To, co opowiedziała Joelowi o sobie, było w rzeczywistości historią jej siostry, Lottie. Czas pokazał, że właśnie te kłamstwa, stanowiące część zawiłej intrygi, dały początek temu, co wydarzyło się później...

ROZDZIAŁ TRZECI - Czy zjesz dziś ze mną kolację, Nell? - spytał Joel, kiedy ruszyli w drogę powrotną do centrum kongresowego. - Oczywiście, o ile nie masz już innych planów. - Hmm... tak... z przyjemnością. - To nie zabrzmiało zbyt przekonująco - stwierdził z uśmiechem, gdy wchodzili do parku. - Och, naprawdę chętnie gdzieś się z tobą wybiorę. Po raz któryś z rzędu zaczęła się zastanawiać, jak powie mu o Alecu. Wiedziała, że musi zaczekać na odpowiedni moment... - Ty wybierz restaurację, Nell. Ja niezbyt dobrze orientuję się, gdzie w Gresham można zjeść coś smacznego. Jeśli chcesz, przyjadę po ciebie. Może o wpół do ósmej? - Nie! - zawołała bez chwili namysłu. - Hm, to znaczy... lepiej będzie, jeśli spotkamy się już w restauracji. Znam bardzo miły lokal. Zapiszę ci jego adres i zobaczymy się na miejscu. - W porządku - odparł, spoglądając na nią z ukosa i widząc jej zarumienione policzki. - A ja podam ci adres mojego mieszkania i numer telefonu. Może ty zechcesz dać mi swój? - Dobrze - mruknęła, czując, że ogarnia ją paniczny lęk. Nie mogła jednak znaleźć powodu, dla którego miałaby mu odmówić podania swego adresu i numeru telefonu. Tłumaczyła sobie, że on na pewno nie zjawi się u niej bez uprzedzenia. Wiedziała, że kiedyś Joel i Alec będą musieli się poznać, ale chciała najpierw przygotować ich do tego spotkania. Na wydartych z notesu kartkach napisali swoje adresy, a potem wymienili je między sobą. - A tu masz nazwę tej restauracji - oznajmiła Nell, wręczając mu kolejną kartkę. Będę musiała zatelefonować do matki i poprosić ją, żeby zajęła się Alekiem, kiedy ja pójdę na tę kolację, pomyślała. A może lepiej będzie, jeśli Alec przenocuje u moich rodziców? - Czy możemy spotkać się o wpół do siódmej, o ile nie jest to dla ciebie za wcześnie? - spytała, licząc na to, że przed wyjściem z domu zdąży przygotować synkowi kolację, a po powrocie wcześniej zwolni matkę z obowiązku opieki nad nim. - Zarezerwuję stolik, dobrze? - W porządku. - Joel objął ją i pocałował. Nell oparła głowę na jego ramieniu. Niespodziewanie zaczęła drżeć. Zbyt wiele wydarzyło się w tym krótkim czasie...

- Nie jestem w stanie pojąć tego wszystkiego - zaczęła łamiącym się głosem. - Próbowałam cię odnaleźć, a potem... zrezygnowałam. Pogodziłam się w końcu z myślą, że już cię nie zobaczę. Miałam ci tak wiele do powiedzenia. A teraz, ty mówisz mi, że będziesz pracował w naszym szpitalu... w dodatku na moim oddziale. Joel pogłaskał ją po włosach. - Uspokój się, Nell. Porozmawiamy o wszystkim dziś wieczorem, zgoda? - Dobrze - wyszeptała. - Muszę wracać na sympozjum. John może spytać mnie, czego się nauczyłam, a ja chciałabym udzielić mu wyczerpujących, inteligentnych odpowiedzi. - Rozumiem. Rozstali się przed centrum kongresowym. Nell udała się na swoje zajęcia. - Hej, gdzie byłaś tak długo? - zawołała Trixie, kiedy Nell weszła do sali ćwiczeniowej. - Mam nadzieję, że nawiązałaś kontakt z tym dawno nie widzianym znajomym. - Tak - odparła Nell, gdy usiadły przy stole, na którym umieszczono kartki z ich nazwiskami. - To w pełni tłumaczy, dlaczego jesteś taka oszołomiona. - Podejrzewam, że na ciebie spadnie obowiązek myślenia za nas obie, Trixie. Obawiam się, że będę miała poważne problemy z koncentracją. - Załatwione - odrzekła Trixie, zerkając na nią z ciekawością. - To będzie rewanż za to, że niegdyś wybawiłaś mnie z trudnej sytuacji w sali operacyjnej, kiedy nie potrafiłam odróżnić skalpela od pesety anatomicznej. Konferencja skończyła się o czwartej po południu. Nell pojechała do domu rodziców po Aleca. Po raz kolejny była wdzięczna losowi za to, że ma kochających rodziców, którzy zawsze wspierają ją w potrzebie i w każdej sytuacji służą pomocą Tylko dzięki nim mogła się kształcić, podobnie jak jej dwie siostry. Oni też pożyczyli jej pieniądze, by mogła wpłacić zaliczkę na swój własny dom. Wiedziała, że kiedyś na pewno będzie w stanie je im zwrócić. - Mamusia! - zawołał radośnie Alec, biegnąc przez ogród położony przed starym budynkiem z czerwonej cegły, kiedy Nell zatrzymała samochód na żwirowym podjeździe. - Mamusiu, zgadnij, co się stało! - Chyba mi się to nie uda - odparła z uśmiechem, chwytając swojego dziewięcioletniego synka w ramiona i mocno ściskając go na powitanie. - Zwłaszcza że mam kompletny zamęt w głowie po całym dniu zajęć.

- Nauczyciel od anglika powiedział mi, że dostanę nagrodę na koniec roku - oznajmił Alec z dumą. - Liczyłem na nią. On mówił, że podobają mu się moje wiersze i w ogóle... Na razie mam trzymać to w tajemnicy. Czy przyjdziesz na rozdanie nagród, mamusiu? - A czy kiedyś cię zawiodłam? - spytała z czułym uśmiechem. - Moje gratulacje. Jestem z ciebie bardzo, ale to bardzo dumna. Ja też mam ci coś ważnego do powiedzenia, ale nie w tej chwili. Może w czasie weekendu. - Czy to coś miłego? - Alec spojrzał na nią spod przymrużonych powiek. Jest bardzo podobny do Joela, pomyślała Nell, patrząc na swojego synka. Każdy, kto zobaczy ich razem, nie będzie miał wątpliwości, że to ojciec i syn. - Sądzę, że tak - odparła, odczuwając ulgę, że może to odwlec o kilka dni, bo przez ten czas zdoła wszystko sobie przemyśleć i zdecydować, w jaki sposób się do tego zabrać. - Babcia obiecała, że przyjdzie do nas później. - Wspaniale. Wskakuj do samochodu, a ja tylko się z nią przywitam. - Dzień dobry, kochanie - powiedziała matka Nell, całując ją w policzek. - Wpadnę do was tuż przed twoim wyjściem, dobrze? - Cudownie. Dziękuję, mamo. Dam mu kolację i dopilnuję, żeby zaczął odrabiać lekcje. Matka Nell była pielęgniarką i nadal pracowała dorywczo. Dla Aleca była drugą matką, a ojciec Nell, lekarz pierwszego kontaktu, starał się grać rolę jego ojca, najlepiej jak potrafił. Nell wróciła do samochodu, w którym czekał na nią Alec, i razem ruszyli w kierunku ich domu, który leżał w niedalekim sąsiedztwie. - Z kim idziesz na kolację? - spytał Alec w czasie krótkiej jazdy, wnikliwie przyglądając się matce. - Z... hm... z kolegą, którego od dawna nie widziałam - odparła, nie odrywając wzroku od drogi. - Spotkaliśmy się niespodziewanie dzisiaj na tej konferencji, o której wspominałam ci już wcześniej. - Aha. W domu powitały ich entuzjastycznie dwie suczki rasy dalmatyńczyk, matka i córka, o imionach Runty oraz Cherry. - Cześć, pieseczki. - Nell pogłaskała je pieszczotliwie po pyskach. - Pewnie bardzo chcecie wyjść na dwór.

Wypuściła je do ogrodu, a potem poszła do kuchni, żeby przygotować kolację dla Aleca, który zaczął już odrabiać lekcje. Dobrze wiedział, że dopiero gdy je skończy, będzie mu wolno obejrzeć telewizję czy zająć się swoimi sprawami. Podczas gdy Alec jadł kolację, Nell wzięła szybki prysznic, włożyła lekką bawełnianą spódnicę i bluzkę, a następnie zajęła się suszeniem oraz układaniem włosów. Przez cały czas nerwowo zerkała na zegarek, nie chcąc spóźnić się na spotkanie z Joelem. - Mamusiu, ktoś dzwoni do drzwi! - zawołał Alec, przekrzykując głośne szczekanie psów. - Zobacz, kto przyszedł, dobrze? Nie jestem jeszcze całkiem gotowa. Po chwili dotarły do niej słabe, zagłuszane przez warkot suszarki do włosów odgłosy rozmowy oraz okrzyki Aleca, który starał się uciszyć psy. - Mamo, to jakiś pan - oznajmił Alec, stając w drzwiach łazienki. - Mówi, że to właśnie z nim masz iść na kolację, ale on zgubił kartkę, którą dostał od ciebie, z nazwą i adresem restauracji, więc przyjechał tutaj. Nell spojrzała na syna przerażonym wzrokiem i wyłączyła suszarkę. - Dziękuję - wymamrotała, z trudem opanowując drżenie głosu. - Wprowadź go do salonu, dobrze? I powiedz mu, że przyjdę tam za kilka minut. - Czy ja go znam? - spytał Alec półgłosem, zabawnie marszcząc brwi. - Wydaje mi się, że kiedyś już go widziałem, ale nie mogę sobie przypomnieć, gdzie to było... - Nigdy go nie spotkałeś. Kiedy Alec wyszedł z łazienki, Nell spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Mała szeroko otwarte z przerażenia oczy i bladą jak ściana twarz. Wszystko to działo się w tak zastraszająco szybkim tempie, że nie wiedziała, jak ma sobie z tym poradzić. A jeszcze tego popołudnia myślała, że to niemożliwe, aby Joel zjawił się w jej domu bez uprzedzenia. Teraz już nie ma wyboru. Musi pójść do Joela i jakoś mu wszystko wytłumaczyć. Kiedy weszła do salonu, Joel stał z rękami w kieszeniach spodni i wyglądał przez okno. Słysząc odgłos zamykanych drzwi, powoli się odwrócił. Przez chwilę spoglądali na siebie w pełnym napięcia milczeniu. - Więc masz dziecko? - spytał w końcu. - Tak - wyszeptała. - Ja... chciałam ci to powiedzieć dzisiaj wieczorem, ale zjawiłeś się... - Przepraszam, że przyszedłem bez uprzedzenia, ale gdzieś zapodziała mi się ta kartka z adresem restauracji.

- Może i dobrze się stało - mruknęła z rezygnacją. - Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? Mówiłaś, że nigdy nie byłaś mężatką. - Bo nie byłam. Jak miałam ci powiedzieć? Przecież jeszcze dzisiaj rano nie wiedziałam, że cię zobaczę. Nasze spotkanie było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Odłożyłam więc wszystko na później. W tym momencie dotarł do nich odgłos otwieranych drzwi frontowych i radosne szczekanie psów. Nell odetchnęła z wielką ulgą. - Chodźmy przywitać się z moją matką - rzekła pospiesznie, wyprowadzając Joela z salonu na korytarz. - Mamo, to jest doktor Matheson - przedstawiła Joela, bardzo niewyraźnie wymawiając jego nazwisko. - Musimy się pospieszyć, bo mamy zarezerwowany stolik. - Miło mi - odparła pani Montague, ściskając dłoń gościa, a Nell wstrzymała oddech, zastanawiając się, czy matka dosłyszała i skojarzyła nazwisko Joela. - Miło mi panią poznać - odrzekł Joel. Nell zapisała w notesie nazwę restauracji na wypadek, gdyby matka czegoś potrzebowała, a potem otworzyła drzwi frontowe. - Mam przy sobie pager, mamo. Kiedy wyszli z domu, Joel chwycił Nell za ramię. - Proponuję, żebyśmy pojechali moim samochodem, co ty na to? - spytał. - Nie ma chyba sensu brać dwóch. Możesz być moim pilotem. - Dobrze - przytaknęła, czując przyspieszone bicie serca. Zdawała sobie sprawę, że nadeszła godzina prawdy, chwila, o której rozmyślała przez wszystkie te lata, próbując przygotować się do tej trudnej rozmowy. A teraz, mimo swych przemyśleń, miała kompletną pustkę w głowie i nie wiedziała, jaką strategię powinna przyjąć. Joel w milczeniu uruchomił silnik i szybko ruszył spod domu. Kiedy skręcił w szeroką ulicę, zwolnił, zjechał na pobocze i zatrzymał samochód. Odwrócił się do Nell i spojrzał na nią z kamiennym wyrazem twarzy. - Ten chłopiec musi mieć jakieś dziewięć, najwyżej dziesięć lat, prawda? Nell kiwnęła potakująco głową, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie słowa. - Czy on jest moim synem? Ponownie kiwnęła głową. - Tak - wyszeptała. Joel odetchnął głęboko, zamknął oczy i zakrył je dłonią. Przez dłuższą chwilę panowała nieznośna cisza.

- Pozwól mi to wszystko uporządkować - powiedział w końcu, nie patrząc na Nell. - Musiałaś wiedzieć, że jesteś w ciąży, kiedy oznajmiałaś mi, że twoi rodzice nie życzą sobie, żebyś się ze mną spotykała. Wtedy, kiedy przyznałaś się, że masz zaledwie szesnaście lat. Zanim wyjechałem do Montrealu. - Tak, Joel. Bardzo cię przepraszam. Jak już mówiłam, po narodzinach Aleca próbowałam cię odnaleźć, żeby ci o wszystkim powiedzieć, bo nie chciałam tego przed tobą ukrywać. - Pozwoliłaś mi wyjechać, nie wspominając ani słowem o ciąży? - mruknął z niedowierzaniem. - Trudno mi to zrozumieć. Na litość boską, Nell, dlaczego tak postąpiłaś? Wytłumacz mi to. - Po pierwsze... nie chciałam, żebyś czuł się wobec mnie w jakikolwiek sposób zobowiązany - odrzekła, mając ochotę się rozpłakać. Pragnęła, żeby Joel wziął ją w ramiona i utulił. - Moi rodzice poradzili mi... a raczej nie pozwolili wyznać ci prawdy. Mój ojciec był wściekły. Wówczas nie przyznałam im się, z kim jestem w ciąży. Nie chciałam, żeby o cokolwiek cię oskarżali. Dopiero kiedy Alec miał trzy lata, powiedziałam im o tobie, bo pragnęłam, żeby Alec dowiedział się, kim jest jego ojciec, żeby zobaczył twoje zdjęcia... Zamilkła na chwilę, powstrzymując łkanie. - Oczywiście, kiedy Alec się urodził, moi rodzice szczerze go pokochali, byli nim zachwyceni - podjęła, patrząc na Joela, który nadal siedział z zamkniętymi oczami. - Byli bardzo dla nas dobrzy. W końcu Joel otworzył oczy i spojrzał na nią osłupiałym wzrokiem. - Nie mam nic przeciwko posiadaniu dziecka - oznajmił szorstkim tonem. - W tych okolicznościach jestem nawet z tego zadowolony. Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego mi nie powiedziałaś o ciąży. Przecież podobno kochaliśmy się i... - W jakich okolicznościach? - przerwała mu. Joel nie odpowiedział. Spojrzał tylko na zegarek i uruchomił silnik. - Jesteśmy już spóźnieni - mruknął oschle. - Porozmawiamy po kolacji. Niebawem znaleźli się w małej przytulnej knajpce, w której Nell często bywała z przyjaciółmi. Teraz była bardzo zadowolona, że nie widzi tu żadnych znajomych twarzy. Podczas posiłku Nell i Joel prawie ze sobą nie rozmawiali, udając, że słuchają muzyka grającego na skrzypcach. Nie zamówili też wina. - Może przejdziemy się brzegiem jeziora? - zaproponował Joel, kiedy po godzinie opuścili restaurację.

- Z przyjemnością. Pojechali na południe od centrum Gresham, nad dużą piaszczystą mierzeję wrzynającą się w jezioro Ontario. To miejsce, które było rezerwatem ptaków, przecinały liczne spacerowe ścieżki, a z jednej strony przylegała do niego wąska kamienista plaża. Joel zaparkował samochód i ruszyli w milczeniu pustą plażą, po której biegały ptaki brodzące. - Może usiądziemy? - zaproponował Joel, wskazując dwa niewielkie gładkie głazy. Przyjemnie było siedzieć w promieniach wieczornego słońca i patrzeć na wodę. Nell oddychała głęboko, za wszelką cenę próbując się uspokoić. Joel spoglądał na niebieskoszarą taflę jeziora, nie mogąc przyzwyczaić się do myśli, że ma syna. Pogodził się już z tym, że nigdy nie będzie ojcem. Kiedy uświadomił sobie, że przez dziesięć lat nie wiedział o istnieniu Aleca, poczuł ogarniający go gniew. Gdyby poznał go wcześniej, chłopiec dorastałby w przeświadczeniu, że ma ojca, który o niego dba. - Wziąłbym na siebie odpowiedzialność, Nell - powiedział, starając się zapanować nad złością i rozgoryczeniem, bo przypomniał sobie, że Nell miała wówczas zaledwie szesnaście lat. Kochał się z nią, choć była nieletnia, ale nie tknąłby jej, gdyby znał jej prawdziwy wiek. Ta świadomość obudziła w nim poczucie winy. Był też zły, zarówno na siebie, jak i na nią. - Czy podejrzewałaś, że nie zrobiłbym tego? - Po tylu latach nie wiem, co wtedy myślałam. Pamiętam tylko, że uważałam cię za człowieka odpowiedzialnego, ale nie chciałam do niczego cię zmuszać. Nie chciałam również, żebyś czuł się do czegokolwiek zobligowany, czy złapany w pułapkę. - Może się przejdziemy? - zaproponował, gwałtownie wstając i wyciągając do niej dłoń. - Mhm. Trzymając się za ręce, ruszyli spacerem wzdłuż piaszczystego brzegu jeziora. Otaczająca przyroda i dotyk dłoni Joela podziałały na Nell uspokajająco. - Jestem zadowolona, że nareszcie mogę z tobą o tym rozmawiać. To wielka ulga - powiedziała. - Moi rodzice nie chcieli wówczas, żebym wiązała się z jakimś mężczyzną, bo mieli wobec mnie inne plany. Uważali, że jestem jeszcze o wiele za młoda i mieli rację. Byłam bardzo naiwna. Nie brakowało mi pewności siebie, Joel, ale byłam strasznie naiwna.

- To niczego nie zmienia. I tak mogłem ci pomóc, a poza tym miałem prawo... znać prawdę. - Z perspektywy czasu wszystko wydaje się takie proste, ale wtedy byłam okropnie przerażona. Zrobiłam to, co moi rodzice uważali dla mnie za najlepsze. Nie było mi łatwo chodzić do szkoły... z brzuchem. Na szczęście Alec urodził się w środku lata, czternastego sierpnia. Przez chwilę stali w milczeniu, obserwując zachodzące słońce. - Po urodzeniu dziecka chciałam cię o tym zawiadomić. Osobiście, a nie listownie - ciągnęła z uporem, pragnąc, by ją zrozumiał. - Może powinnam była wysłać list na adres twoich rodziców, ale nie chciałam. Kiedy dostałam od ciebie kartkę, na której napisałeś, że nie życzysz sobie utrzymywać ze mną żadnych kontaktów, pękło mi serce. - Wracajmy - oznajmił nagle Joel, zawracając i ruszając w kierunku samochodu. - Powiem ci coś jeszcze - ciągnęła Nell. - Alec zawsze był chcianym dzieckiem. - Miło mi to słyszeć. - Pokochałam go, jeszcze zanim się urodził. Jestem szczęśliwa, że go mam. Teraz nie potrafię nawet sobie przypomnieć, jak wyglądało moje życie, zanim on się zjawił. Mam wrażenie, jakbym wtedy była zupełnie kimś innym. Joel rozmyślał o ich spotkaniu sprzed lat, kiedy Nell przyszła do jego mieszkania, aby oznajmić mu, że rodzice zabronili jej się z nim widywać i że ma szesnaście lat. Pamiętał, że spytał ją wtedy: „Dlaczego skłamałaś?” Był mroźny zimowy dzień, a Nell miała na sobie gruby luźny sweter, ciepłe legginsy i obszerny kożuch. Teraz przyszło mu do głowy, czy przypadkiem nie włożyła tego wszystkiego po to, by ukryć zmianę sylwetki, ale wówczas nie zauważył tego i powiedział tylko: „Nie mogę uwierzyć, że jesteś jeszcze dzieckiem i chodzisz do szkoły”. - Właśnie miałam siedemnaste urodziny - oznajmiła Nell. - Ojej, też mi różnica - odparł sarkastycznie. - Ale nie odpowiedziałaś mi na moje pytanie, dlaczego skłamałaś. - Ponieważ chciałam poznać cię prywatnie, poza miejscem pracy. Nie potrafiłam znieść myśli, że mógłbyś się mną nie zainteresować. Wrócili do samochodu i przez chwilę siedzieli w milczeniu, żałując, że muszą opuścić to spokojne, zaciszne miejsce, w którym nareszcie osiągnęli coś w rodzaju porozumienia. - Po naszej rozmowie doszedłem do wniosku, że nie mogę ci ufać, Nell - rzekł Joel ze smutkiem. - Okłamałaś mnie o jeden raz za dużo. Tym razem ukryłaś przede mną pewne istotne fakty i to właśnie mnie rozwścieczyło.

- Czy nadal zamierzasz tu pracować? - spytała półgłosem. Joel westchnął. - Tak. Ale możesz dla mnie zrobić jedno... Pozwolić mi uczestniczyć w życiu mojego syna. - Oczywiście. On wie, jak się nazywasz, i widział twoje fotografie. Być może, kiedy wrócę do domu, okaże się, że cię rozpoznał. Przed moim wyjściem spytał mnie, czy przypadkiem gdzieś cię już nie widział. - To dopiero początek. Potem zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie. Nie wolno nam się spieszyć. Może mógłbym go zobaczyć przed wyjazdem z Gresham, co ty na to? - Nie widzę przeszkód, Joel. - Czy sama powiesz mu, że jestem jego ojcem, czy też wolisz, żebym ja to zrobił? - spytał, wyglądając przez okno samochodu. - Przypuszczam, że do tego czasu domyśli się, kim jesteś. Jeśli nie, sama mu to powiem. - W porządku. - A co będzie... z nami? - spytała półgłosem. - Więc uważasz, że powinniśmy układać plany na przyszłość?! - zawołał szorstkim tonem. - Chyba... chyba tak - wyjąkała. - Sam nie wiem, Nell. Naprawdę nie mam pojęcia. W tej chwili wątpię, żeby mogło coś z tego wyjść.

ROZDZIAŁ CZWARTY Joel odwiózł Nell do domu, ale odmówił wejścia do środka. Wyłączył silnik, zgasił reflektory i przez chwilę siedzieli w milczeniu. - Musisz mi wybaczyć, Joel - wyszeptała, patrząc na niego błagalnym wzrokiem. - W przeciwnym razie nie będziemy mogli razem pracować. - Posłuchaj, Nell. Żałuję, że musiałaś przechodzić przez to wszystko sama. Wiem, że masz rodziców, którzy ci pomagają. Znalazłem się w dziwnej sytuacji, której na razie nie jestem w stanie w pełni ogarnąć. - Ale tak się stało i tego już nie zmienisz - stwierdziła, całując go przelotnie w policzek i zamierzając wysiąść z samochodu. - Dobranoc. Nie myśl o mnie źle. Odczuwam wielką ulgę, mając świadomość, że w końcu poznałeś prawdę. Przez te wszystkie lata wisiało to nade mną jak miecz. - Zaczekaj... Objął ją i pocałował w usta. Nell zarzuciła mu ramiona na szyję i mocno się do niego przytuliła. - Miło cię znów widzieć, Nell - mruknął, wypuszczając ją z uścisku. - Spróbujmy być przyjaciółmi, zgoda? Dla dobra Aleca. Cieszę się, że mam syna, choć trochę potrwa, zanim przywyknę do tej myśli. - Tak... spróbujemy być przyjaciółmi - wyjąkała Nell, wysiadając z samochodu. Z trudem opanowała łzy, robiąc dobrą minę do złej gry. Pragnęła czegoś więcej niż tylko przyjaźni. Kiedy weszła do domu, w holu czekała na nią jej matka oraz dwa psy, które wesoło merdały ogonami. - Witaj, kochanie - rzekła pani Montague, całując córkę w policzek. - Alec przed chwilą zasnął. Odrobił wszystkie lekcje - dodała, a potem nie owijając w bawełnę, spytała wprost: - Kim był ten mężczyzna, Nell? Alec podejrzewa, że to jego ojciec. Powyciągał wszystkie fotografie. Po ich obejrzeniu ja również doszłam do takiego wniosku. Nell głęboko westchnęła. - Tak, mamo, to on. - Pokrótce opowiedziała matce o ich niespodziewanym spotkaniu na konferencji, o tym, że Joel zamierza wrócić do Gresham i o tym, że będą pracowali w tym samym szpitalu. - Cóż za wstrząsające wiadomości, Nell! - zawołała matka. - To może być dla ciebie trochę niewygodne, ale zapewne wyjdzie na dobre Alecowi.

- Masz rację, że to dla mnie nieco krępująca sytuacja. Sądzę jednak, że jakoś się z tym uporamy. Joel chce poznać Aleca i, jeśli wszystko pomyślnie się ułoży, uczestniczyć w jego życiu. - Jeśli odpowiednio tym pokierujesz, to musi się udać, Nell. - Kłopot polega na tym, że on nie ma do mnie zaufania, mamo. Sam mi to powiedział. - Wobec tego musisz mu udowodnić, że można ci wierzyć - odparła pani Montague, szykując się do wyjścia. - Poza tym, jesteś teraz o dziesięć lat starsza i sytuacja jest zupełnie inna. - Tak, wiem o tym. Dobranoc, mamo. I dziękuję ci... za wszystko. Nell zamknęła za matką drzwi. Powoli weszła do kuchni i rzuciła swoją torebkę na stół. Postanowiła przed położeniem się spać wypić herbatę. Napełniła czajnik wodą i włączyła go, próbując odsunąć od siebie dręczące myśli. - Dobrze, że Joel zna już prawdę - mruknęła pod nosem, wyjmując z szafki kubek. - Część bitwy została zakończona. Czeka mnie jeszcze tylko rozmowa z Alekiem, ale do niej muszę się solidnie przygotować. - Mamusiu... Nell gwałtownie się odwróciła. Na progu kuchni stał Alec. Był w piżamie i miał potargane włosy. - Och, cześć, kochanie. Właśnie robię sobie herbatę. Czy masz ochotę na coś szczególnego? Dlaczego nie śpisz? Podeszła do synka, mocno go uścisnęła i pocałowała w czoło. - Czy ten pan jest moim tatą? - spytał Alec po dłuższej chwili wahania. - Usiądź przy stole. Czy chcesz soku? - Nie. - Poczekaj, aż zrobię sobie herbatę - powiedziała, gorączkowo zbierając myśli. - Zaraz wszystkiego się dowiesz. Czuła, że chłopiec nie pogodzi się łatwo z tym, iż jego ojciec nigdy dotąd nie próbował nawiązać z nim kontaktu. Że od urodzenia pozbawiony jest ojcowskiej miłości, której zaznali jego szkolni koledzy. Usiadła obok niego przy kuchennym stole, trzymając w dłoniach kubek z herbatą. - Tak, ten pan jest twoim tatą. To Joel Matheson. Spotkaliśmy się niespodziewanie dzisiaj na wykładzie w centrum kongresowym. On dotąd nie uczestniczył w konferencjach odbywających się w Gresham.

- Nie powiedział mi, że jest moim tatą - oznajmił Alec z poważnym wyrazem twarzy. Nell odniosła wrażenie, że jej syn w ogóle nie spał, tylko leżał w łóżku, martwiąc się tym, co zaszło. - Czy dlatego, że nie wiedział, kim jestem? - Tak. Jednak podobnie jak ty, po chwili wszystkiego się domyślił, bo jesteście bardzo do siebie podobni. Nie powiedziałam mu o tobie podczas konferencji... odłożyłam to na później. Nie spodziewałam się, że on do nas przyjdzie. - Wypiła łyk herbaty. Ta rozmowa przyniosła jej wyraźną ulgę. - Wiesz, że próbowałam go odnaleźć, ale niestety, nic z tego nie wyszło. A teraz nagle się pojawił... - Czy on chce się ze mną spotkać? - przerwał jej z niepokojem w głosie. - Dziś się nie liczy, prawda? - Nie. Tak, bardzo chce się z tobą spotkać. Może umówimy się z nim w tym tygodniu, zanim wyjedzie do Montrealu. Obecnie tam mieszka, ale zamierza przenieść się do Gresham i tutaj pracować. - Cieszę się, że tu będzie! - zawołał Alec z tak wielkim przejęciem, że Nell pochyliła się i go ucałowała. - Ja również. Może wszyscy troje się polubimy. Alec spojrzał na nią ze zdumieniem. - Byłoby bardzo dziwne, gdybyśmy się nie polubili - oświadczył poważnym tonem. - No cóż, możesz chcieć kogoś polubić i ten ktoś ciebie, a mimo to nic z tego nie wyjdzie. Same chęci nie wystarczą. To jest tak jak z miłością. Nie można nikogo zmusić, żeby cię pokochał tylko dlatego, że ty tego pragniesz, albo dlatego, że ty go kochasz. - Czy on... cię kocha, mamusiu? - Kiedyś mnie kochał. A teraz, nie wiem. Musimy na nowo się poznać. - A co będzie ze mną? Czy on mnie pokocha? - Mam taką nadzieję, ale nie mogę ci tego obiecać. Zrobimy wszystko, żeby nam się udało. A teraz chodź. Pora wracać do łóżka. Pójdę z tobą i poczekam, aż zaśniesz. - Dobrze - mruknął, a potem oboje wyszli z kuchni. To, że Alec nie odrzucił jej propozycji, argumentując, że jest już za duży na to, by matka siedziała przy jego łóżku i czekała, aż on zaśnie, świadczyło o jego wielkim niepokoju oraz niepewności. - Śpij, kochanie, bo inaczej będziesz jutro bardzo zmęczony - powiedziała Nell, siadając na taborecie i ściskając małą dłoń syna. - Zobaczysz, że wszystko dobrze się ułoży - dodała, odgarniając włosy z jego czoła i czule go całując. - Cieszę się, że on nareszcie tu jest - wymamrotał Alec.

- Ja też. Niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość, dodała w myślach. Kiedy Alec zasnął, Nell poszła do swojego pokoju, położyła się i zaczęła rozmyślać o wydarzeniach minionego dnia. Wiedząc, że Joel zamierza w niedzielę wyjechać do Montrealu, postanowiła nazajutrz do niego zatelefonować i razem z nim zaplanować coś na sobotę. Doszła do wniosku, że może po prostu wezmą psy na długi spacer, a potem ona przyrządzi kolację, którą zjedzą we troje. Nadeszła sobota. Dzień był słoneczny i ciepły. Po długiej mroźnej zimie nastało piękne lato. Kwiaty rozkwitły, a roślinność była niezwykle bujna. Zgodnie z planem Nell zaprosiła Joela na popołudnie, a on chętnie przystał na jej propozycję. - Już tu jest, mamo! - zawołał Alec z podnieceniem. Nell pobiegła do salonu. Alec spoglądał przez okno na podjazd, na którym zatrzymał się ciemnoczerwony buick Joela. - Wyjdź mu na spotkanie, Alec - poleciła Nell w chwili, gdy jej syn ruszył pędem w kierunku drzwi. - Sądzę, że lepiej będzie, jeśli powitasz go sam. Nie wypuszczaj tylko psów! Obie suczki zaczęły zgodnie szczekać. Starsza, Runty, miała już czternaście lat, a jej córka, Cherry, siedem. - Mamo - zaczął Alec, gwałtownie przystając. - Okropnie się boję. A co będzie, jeśli on mnie nie polubi? - Musisz zaryzykować - odparła z uśmiechem. - A co będzie, jeśli ty nie polubisz jego? - Sądzę, że go polubię. - A ja sądzę, że on polubi ciebie - powiedziała uspokajająco. - No, idź już. I pamiętaj, że on będzie tak samo zdenerwowany jak ty, a może nawet bardziej . - Tak myślisz? - spytał z niedowierzaniem. - Owszem, ponieważ ty od początku wiedziałeś, że Joel jest twoim ojcem, a on do tej pory nie zdawał sobie nawet sprawy, że ma syna. Nie zapominaj o tym, zanim go osądzisz, Alec. To nie jego wina... On nie miał pojęcia o twoim istnieniu, bo ja mu nie powiedziałam. - W porządku - oznajmił tak poważnym tonem, jakby w pełni zrozumiał, że powodzenie tego przedsięwzięcia w pięćdziesięciu procentach zależy od niego, a w pozostałych pięćdziesięciu od jego ojca.