wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 124 262
  • Obserwuję1 423
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 617 661

Amelia Atwater-Rhodes - Nocny drapieżca

Dodano: 2 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 2 lata temu
Rozmiar :571.0 KB
Rozszerzenie:pdf

Moje dokumenty

wotson
EBooki - alfabetycznie, wg imion
A

Amelia Atwater-Rhodes - Nocny drapieżca.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion A Amelia Atwater-Rhodes
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 2 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 15 osób, 16 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 137 stron)

AMELIA ATWATER-RHODES NOCNY DRAPIEŻCA Tłumaczenie: Bożenna Stokłosa Tytuł oryginału: Midnight Predator Wydawnictwo: Ex Libris

Umarła Wiara Fannie Heaslip Lea Gdy wykopała w cieniu płytki grób umarłej Wierze, Z uśmiechem wątłym, przy łoskocie grud o twarde leże Przez łzy zakpiła: „Muszę prosić mniej - mniej los odbierze”. We włosy wpięła różę; na cóż kir po zmariej Wierze? „Jak dobrze - rzekła. - Wolna będę żyć 1 świat przemierzę”. Lecz to - gdy ciągle stała, patrząc w mrok - nie brzmiało szczerze. tł. Wojciech Usakiewicz

Rozdział I „Niektórzy ludzie używają rzeczy, by niszczyć. A ty tworzysz. Budujesz”. Te siewa przypomniały jej się całkiem nieoczekiwanie i w absolutnie niewłaściwym memencie. Turquoise nie zdążyła się zasłonić przed ciosem, bo jej uwagę rozproszyło wspomnienie. Syknęła z bólu, gdy ostrze sztyletu zagłębiło się w jej silnej ręce. Chwyciła atakującą ją młodą kobietę za nadgarstek i wykręciła jej rękę. Napastniczka upadła. W tym momencie przypomniane słowa ojca uleciały Turquoise z pamięci. Kiedyś mogły być słuszne, ale teraz wydawały się dalekie od prawdy. Ravyn Aniketos błyskawiczne podnosła się z posadzki. Turquoise mignęły przed oczami jej szkarłatne włosy i czarne skórzane ubranie. Poruszyła ramionami, starając się rozluźnić zesztywniałe mięśnie i stawy, i zmrużyła zmęczone oczy, chcąc lepiej skupić wzrok. Ten pojedynek trwa! już zbyt długo. Skaleczona sztyletem ręka krwawiła. Czuła, że również z rany na lewym barku spływa po jej plecach strużka krwi. Z kolei czarne skórzane spodnie Ravyn były przecięte na udzie, a na jej szczęce widniała krwawa szrama, prawdopodobnie w rodzaju tych, po których nie pozostają blizny. Wcześniej walczyli tu również inni, ale pokonani, w większości wymknęli się chyłkiem tylnymi drzwiami w ciągu pierwszych kilku minut pojedynku Turquoise i Ravyn. Wszyscy współzawodniczyli ze sobą o to, aby zdobyć większą u miejętność przebiegłych działań w utajeniu, a przez to skuteczniejszego ścigania i zabijania swych potencjalnych ofiar. Walcząc w półmroku, zadawali sobie rany sztyletami. Ale liczyło się tylko to, by jak najszybciej przeciąć skórę przeciwnika i ujrzeć krew. Ranonych trzykrotnie uznawano

za pokonanych. Turquoise cieszyła się, że zdołała wytrwać w walce tak długo, lecz satysfakcjonowało ją tylko zwycięstwo. Ravyn zapewne czuła to samo. Zwycięży ta, która zada przeciwniczce następny krwawy cios i dzięki temu zostanie przywódczynią Krwawych, najbardziej elitarnej jednostki spośród tych skupionych w tajnej organizacji o nazwie Bruja. Gdzieś w budynku zegar zacząłwybjać godzinę: raz, dwa... Wymierzając cios, Turquoise przestała śledzić dźwięki zegara. Ravyn zaklęta, gdy ostrze prześliznęło się tuż koło jej brzucha, i błyskawicznie odpowiedziała na atak. Turquoise w ostatniej chwili zdołała się uchylić przed ciosem Kavyn wymierzonym w twarz. Obie były już bardzo zmęczone, a przez to stawały się coraz mniej sprawne. Teraz dorównywały sobie w walce tylko dlatego, że walczyły tak od wielu godzin. Gdy zegar umilkł, w sali zapadła grobowa cisza, w której słychać było tylko ciężkie, nierówne oddechy walczących. - Ravyn... Turquoise... Turquoise nastawiła uszu, ale nie odrywała wzroku od rywalki. - Schowajcie broń - rozkazała im Sarta, przywódczyni organizacji. Ktoś pstryknął przełącznik i salę zalało światło. - Czuję, że gdybym do tego dopuściła, walczyłybyście jeszcze wiele dni, a nasze prawo wyznacza jakieś granice. Ravyn zlizała krew z ostrza, nie spuszczając z Tur-quoise oczu o niezwykłym żurawinowym odcieniu, jakby wzywała ją do zrobienia tego samego. Wprawdzie nie fetyszyzowala krwi i twierdziła, że nienawidzi wampirów, ale uwielbiała dawać przedstawienie. - Skoro, Sarto, zamierzasz pozbawić nas tej frajdy, to zapewne zechcesz również ogłosić, która z nas zwyciężyła? - spytała, przeciągając sylaby, prawie już pozbywszy się zadyszkk Turquoise wytarła ostrze sztyletu w dżinsy, które były w opłakanym stanie. Milczała, starając się złapać oddech, Jeśli teraz byta dziesiąta, znaczyło to, że walczyła z Ravyn niemal pięć godzin. Zaczęty o wschodzie słońca. I po tak długim czasie osiągnęły wynik remisowy. Turquoise bolały ze zmęczenia mięśnie, ale wolałaby teraz zakończyć pojedynek, niż go przerywać. Chciała zdobyć przywództwo Krwawych. Była to najbardziej elitarna spośród trzech jednostek, z których składała

się Bruja. Członkowie Brui mieli opinię najgroźniejszych drapieżników, przebiegłych jak węże i nieustępliwych jak hieny. Zostając przywódczynią Krwawych, Turquoise spełniłaby przyrzeczenie, które sobie kiedyś złożyła, że nie dopuści, by jeszcze kiedykolwiek ktoś uznał ją za swoją zdobycz. Gdyby musiała w związku z tym zrezygnować z paru norm moralnych, obowiązujących w świecie dziennym, to oczywiście wyrzekłaby się ich, jak często czynili członkowie Brui. W hierarchii Brui przywódczyni Krwawych zajmowała drugie miejsce po Sartrze, która sprawowała władzę nad wszystkimi trzema jednostkami. Turquoise trenowała i walczyła, rywalizując; o funkcję przywódczyni Krwawych z innymi członkami tej jednostki. Miała świadomość, że jest spośród nich najlepsza. Ftotrafiła przechytrzyć i pokonać każdego wampira i robita to już wiele razy. Fbstanowiła zdobyć tę funkcję bez względu na to, ile będzie ją to kosztowało. - Stoczycie następny pojedynek w innym terminie - postanowiła Sarta. - Dzisiaj musząjeszcze powałczyć członkowie dwu pozostałych jednostek. Wszystko wskazuje na to, że obie władacie sztyletem tak samo dobrze, Osoba należąca do naszej organizacji powinna umieć posługiwać się każdą bronią, jaką przyjdzie jej walczyć... - Zawiesiła głos, chcąc spotęgować napięcie. - Następny wasz pojedynek wyznaczam za miesiąc. Jego świadkami będą tylko przywódcy. Broń wybierze osoba o najdłuższym stażu członkowskim wjednostce, czyli Ravyn, i oczywiście będziecie walczyć do trzeciej krwi. Ravyn westchnęła i spojrzała na Turquoise spod rzęs równie szkarłatnych jak włosy. - Zatem walczymy za miesiąc i ja wybieram broń. W takim razie... - Zaczęła okrążać salę, rozglądając się po ścianach, na których wisiałwszelkiego rodzaju oręż. Zatrzymała się przy pałaszu i przesunęła palcem po jego ostrzu, ale potrząsnęła głową i ruszyła dalej. Następne przystanęła przy kuszach, lecz była to tradycyjna broń innej jednostki Brui, a więc nieodpowiednia na pojedynek członkiń Krwawych. Przeszła obok floretów i szpad, nie spoglądając nawet na grube drewniane pałki. W końcu zdjęła ze ściany dwa skórzane bicze i strzeliła nimi ze znawstwem. - Wybieram to - oznajmiła.

Uśmiechając się przebiegle, rzuciła jeden z nich Turquoise, która, wstrząśnięta tym wyborem, zdołała go złapać dopiero w ostatniej chwili. Bicz był jedyną bronią spośród najrozmaitszych jej rodzajów wiszących na ścianach, którą nie znosiła walczyć. Ravyn nie mogła dokonać lepszego wyboru. - Turquoise? Przyjmujesz wyzwanie?-usłyszała głos Sarty. - Tak - potwierdziła zadowoona, że jej glos brzmi spokojne. Oczywiście potrafiła posługiwać się biczem, jeśli musiała, ale nie władała nim tak dobrze jak innymi rodzajami broni. - Zatem idźcie już - polecła im Sarta. - Zjawcie się pierwszego dnia następnej pełni księżyca. Rozpoczniecie walkę o wschodzie słońca. Turquoise skinęła głową, odwróciła się od Sarty i Ravyn, i z gracją ruszyła do drzwi. Zatrzymała się przy korkowej tablicy, na której widniały zadania do wykonania. Starała się opanować. Za nią podeszła do tablicy,Ravyn, więc instynkt nakazywał Turquoise wyjść z sali. Nie ufała bowiem ani Ravyn, ani nikomu innemu z Brui, zwłaszcza gdy stał za jej plecami. Ale oczywiście zmusiła się do pozostania i przeczytania widniejących na tablicy ogłoszeń. Zignorowała większość ofert. Była najemnikiem, lecz przestrzegała pewnych standardów. Preferowała wampiry jako swą potencjalną zdobycz. Było wiele zleceń na zabicie istot wieokształtnych, ale żadne nie brzmiało interesująco. Poza tym Turquoise nadal z rezerwą traktowała możliwość zagłębienia sztyletu w ciało stworzenia, które oddycha i krwawi jak człowiek, nawet jeśli raz pokrywa je sierść, a kiedy indziej pióra czy łuski. Nie chciało jej się czytać pozostałych ofert. Uwa-żaia, że zabijanie ludzi nie jest warte żadnych pieniędzy, choć większość członków Brui nie zgodziłaby się z nią. Niejktórzy nawet twierdzili, że powstrzymuje ją przed tym zwykłe tchórzostwo. Gdy wstąpiła do tej organizacji, starsi od niej stażem robili zakłady, kiedy po raz pierwszy zabije człowieka. Nadal na to czekali. Wyszła z sali. Pchnęła ramieniem drzwi i wyprostowała się. Przy drzwiach stała nieznajoma kobieta. Mogła mieć najwyżej dwadzieścia pięć lat. [Podniosła ręce, chcąc pokazać, że nie ma przy sobie broni. - Czy to Turquoise Draka? - spytała z obcym akcentem tonem damy. Turcjuoise z rezerwą skinęła głową. Jej oczy już przyzwyczaiły się do

dziennego światła i uważnie przyglądała się nieznajomej. Kobieta nie wyglądała groźnie z brązowymi włosami upiętymi na karku w elegancki zwój i w surowym kremowym kostiumie oraz w bluzce czekoladowego koloru. Obok niej stała oparta o ścianę skórzana teczka na dokumenty. Gdy jednak podeszła do Turquoise, jej buty nie wydały żadnego dźwięku na kamiennym chodniku, a na twarzy nie miała kropli potu, pomimo letniego gorąca. Była połowa czerwca. Turquoise uważaB$-33§; potrafi rozpoznać wampira. Jednak z faktu, że, jak sądziła, nieznajoma nie należy do świata wampififSyft} wcale nie wynikało, że należy do świata ludzi. - A oto i Ravyn Aniketos - odezwała się młoda kobieta na widok wychodzącej z sali zmęczonej przeciwniczki Turquoise. Usłyszawszy swe imię i nazwisko, Ravyn odruchowo wyciągnęła z pochwy sztylet. Wymieniła z Tur-quoise porozumiewawcze spojrzenie. Choć czasami były do siebie wrogo nastawione i ciągle rywalizowały o władzę, to miały wystarczająco dużo rozsądku, by w obliczu niebezpieczeństwa odłożyć na bok wzajemne urazy. Nieznajoma nie miała szans na przeżycie, jeśli nie przybyła tu w przyjacielskich zamiarach, bez względu na to, czy była wampirzycą, czarownicą, istotą wieokształtną czy też człowiekiem. - Mogę w czymś pomóc? - spytała z rezerwą Turquoise. - Owszem, jest taka sprawa. Nazywam się Jillian Red - przedstawiła się kobieta imieniem i nazwiskiem, które brzmiały jak pseudonim. Wyciągnęła rękę do Turquoise, ale nie wydawała się zdziwiona, gdy ani ona, ani Ravyn nie odpowiedziały na ten gest. - Od około roku śledzę wasze postępy. Zdobyłyście umiejętności, które robią wrażenie. I przejawiacie widoczną nienawiść do rasy, za którąja też nie przepadam. Znudzona tym przydługim wstępem Turquoise uznała, że kobieta zagaduje, chcąc je zwabić do innej pracy. Ravyn odwróciła się, by odejść, Turquoise zamierzała pójść w jej ślady, ale zatrzymały ją słowa nieznajomej. - Obie macie w życiorysach coś obiecującego, to znaczy niemłe doświadczenia związane z handłem. Oczywiście Turquoise nie musiała pytać, o jaki handel chodzi. Ponieważ Ravyn przystanęła w napięciu i odwróciła się w stronę Jillian Red,

Turquoise wiedziała, że również rywalka właściwie zrozumiała słowa nieznajomej. - Co wiesz o naszej przeszłośc? - spytała fałszywie przymilnym tonem Ravyn. Jillian Red westchnęła. - Ty, Ravyn, przyciągnęłaś uwagę wampirów, gdy miałaś piętnaście lat. Przedmiotem handlu uczynił cię Jared, wampir niskiej rangi, najemnik. Miałaś dość szczęścia, że nie wpadłaś w ręce zawodowych handlarzy niewolników, nie na tyle jednak, by... Ravyn pokręciła głową, potrząsając jedwabistymi szkarłatnymi włosami, które opadały na ramiona. - Możesz sobie darować dalszy ciąg tej opowieści. - Nie na tyle jednak - ciągnęła niewzruszona Jillian - by nie trafić do wampirów, które respektowały prawo własności Jareda i dlatego nigdy nie pospieszyłyby ci z pomocą, niezależnie od tego, że nie podobało im się to, jak on cię traktuje. Ravyn zesztywniała ze złości. - Wkrótce potem, jak Jared cię kupił, znaleziono go martwego, a tydzień później wstąpiłaś do szeregów Krwawych - dokończyła Jillian. - Jaką masz dla nas robotę? - warknęła Ravyn. - Możne byśmy gdzieś usiadły, żeby omówić szczegóły?Jeśli nawet nie przyjmiecie mojej oferty, w co wątpię, to dobrze wam zapłacę za poświęcony mi czas. - Prowadź - odezwała się Turquoise, widząc niezdecydowanie rywalki. Jeśli nieznajoma wiedziała o niej tyle samo co o Ravyn, to ujawnienie szczegółów z jej dawnego życia mogło być niepokojące lub wręcz niebezpieczne. Natomiast samo dowiedzenie się o tym, czego Jillian od nich chce, nie mogło im zaszkodzić.

Rozdział II Fiętnaście minut później siedziały przy stole w pokoju hotelowym Jillian, która wyjęła ze skórzanej teczki ryciny będące kopiami starych obrazów i podsunęła im do obejrzenia. - Ten obraz pochodzi z 1690 roku - poinformowała, kładąc na stole pierwszą rycinę. - Nie sądzę, abyście go rozpoznały. Przedstawiał - budzący lęk budynek o czarnych ścianach ozdobionych czerwonym abstrakcyjnym wzorem. Motyw szkarłatnych liści otaczających czarny kamień występował na zewnątrz. Kręta aleja ułożona z białych płyt prowadziła do drzwi, przy których bujne rosły czarne róże, namalowane przez artystę ze szczególną pieczołowitością. Obraz wyglądał dla Turquoi.se znajomo, ale nie potrafiła sobie przypomnieć, gdzie go widziała. - Na początku XVI wieku - przerwała ciszę Jillian Red, rozpoczynając lekcję historii - dwie siostry wampirzyce stworzyły królestwo, które nazwały Królestwem Północy. Ten budynek był - ośrodkiem, a raczej symbolem ich władzy. Wówczas nie miały jeszcze pięciuset lat, czyli jak na wampiry były młode, ale bezwzględnością i zmysłem organizacyjnym górowały nad starszymi od nich. Dzięki swej determinacji szybko przejęły nad wszystkim kontrolę. - Jillian zerknęła na sufit i ciągnęła dalej: - Młodsza z nich, Jeshickah, sprawowała w Królestwie Północy władzę absolutną. Przez długi czas panowała nad wampirami, czarownicami i istotami wielokształtnymi. Co do ludzi, to znaczyli tam niewiele więcej niż bydło. Gdy człowiek został - sprzedany do Królestwa Północy, był - to jego koniec. - Mówisz o królestwie, które istniało kiedyś - pomyślała głośno Turquoise, pełna obaw o teraźniejszość i o pracę, którą może jej zaproponować Jillian. Poza tym nie przepadała za historią i wiedziała więcej,

niżby sobie tego życzyła, na temat handlu niewolnikami, który kwitł wśród wampirów. - A o jakie chodzi teraz? - Zaraz do tego dojdę - powiedziała chłodno Jillian. - Na początku XVIII wieku grupa starszych, silniejszych od pozostałych, wampirów zniszczyła Królestwo Północy. Budynek, o którym mówiłam, zrównali z ziemią, a wszystkie przebywające w nim istoty zabili. Oczywiście wampiry przeżyły, ale rozgrabione i pozbawione niewolników Królestwo utraciło ośrodek władzy i nowi pretendenci do rządzenia łatwo mogli teraz przejąć nad nim panowanie. Nowi przywódcy wprowadzili zakaz handlu niewolnikami, ale, jak same tego doświadczyłyście, z czasem przestrzeganie prawa w nowym Królestwie Północy osłabło. Wampiry z dawnego królestwa potrafiły dźwignąć podupadły handel. - Jillian westchnęła. - Mogło być całkiem źle, lecz... - Sięgnęła do teczki i wyjęła z niej małe błyszczące zdjęcie. - Przysłano mi je przed kilkoma dniami. - Nie wymagało objaśniania. Wynikało z niego, że istotnie Królestwo Północy zostało odbudowane, więc Jillian kontynuowała opowieść: - Nowy pan, który był - jednym z treserów w dawnym Królestwie P6\nocy, wziął handel pod swoją kontrolę. Mój zleceniodawca, pragnący zachować anonimowość, zaczął się martwić losem odrodzonego Królestwa, gdy powróciła tam założycielka dawnego, Jeshickah. Postanowiła bowiem przejąć władzę i mój zleceniodawca zdecydował się do tego nie dopuścić. Za zabicie tej wampirzycy dostaniecie po pół miliona, a jeśli zrobicie to w ciągu następnego tygodnia, dodatkowo po 250 tysięcy. Jestem tylko agentką i kontaktowano się ze mną wyłącznie pisemnie, więc nie potrafię wam powiedzieć nic więcej. Czy jesteście zainteresowane ofertą? - Po co zatrudniać dwie członkinie Brui do unicestwienia jednej pijawki? To zwykła strata pieniędzy - stwierdziła praktycznie, a zarazem podejrzliwie Ravyn. Anonimowemu pracodawcy mogło chodzić o wiele rzeczy. Być może wcale nie miał zamiaru zapłacić lub, co było bardziej prawdopodobne, ba! się swej potencjalnej ofiary. - Mój zleceniodawca życzy sobie, by zlecenie zostato.wykonane szybko. Zatrudnienie dwóch osób jest rodzajem zabezpieczenia. Jeśli jednej się nie uda, to pozostaje druga - wyjaśniła Jillian. Czyli, innymi stówy, potraktowano je jak rzeczy do jednorazowego użytku. Pracodawca Jillian chciał mieć drugą z nich „w zapasie”„, na

wypadek gdyby pierwsza zginęła. Poza tym niespecjalnie wierzył w talenty członków Brui lub też dysponował informacjami, których Turquoise i Ravyn nie przedstawiono. - Ale heca - skomentowała Ravyn, zeskrobując zakrzepłą krew z paznokcia pomalowanego szkarłatnym lakierem. Spojrzała na Turquoise i dodała: - Przy odrobinie szczęścia nie musimy się martwić o rewanżowy pojedynek. Turąuoise wzruszyła ramionami. Ta praca była zbyt opłacalna, by tak po prostu z niej zrezygnować. Poza tym dotychczas nie spotkała wampira, którego nie potrafiłaby pokonać. - Z tego, co powiedziałaś, wynika, że musimy się dostać do Królestwa Północy? - zwróciła się do Jillian, milcząco przyjmując jej warunki. - Jak? - Między innymi z tego powodu to zadane jest tak dobrze płatne - odparta agentka z uśmieszkiem. - Musicie się same dostać do Królestwa Północy, przy użyciu wszelkich możliwych środków. - Muszę zadzwonić - powiedziała Turquoise, doskonale rozumiejąc, co Jillian ma na myśli. Godzinę później siedziała w tym samym hotelu, lecz w innym pokoju, w towarzystwie przystojnego dżentelmena o ciemnej karnacji, który mógł mieć trzysta lub czterysta lat. Trudno było się domyślić jego wieku, bo wyglądał najwyżej na dwadzieścia pięć. Turquoise nigdy nie spytała go o to, ponieważ poruszanie tematu wieku, a tym samym przeszłości wampira, mogło w najlepszym wypadku być niebezpieczne. - Milady Turquoise - odezwał się na powitanie. - Nathanielu, zawsze miło cię widzieć - powiedziała szczerze. Był nie tylko wampirem, lecz także najemnikiem i zamachowcem - zależnie od tego, co dyktowały okoliczności. Miał takie trzy cechy, z których dwie miała również ona, więc nie obracała przeciwko nemu tego, czym się trudnił! Szczęśliwie linia, z której wywodził się Nathaniel, była bardziej żądna pieniędzy niż krwi. Jeśli nawet ktoś się dziwił, że człowiek i wampir robią ze sobą interesy, to o tym nie mówił. To Nathaniel nauczył Turquoise najwięcej, zwłaszcza wynajmowania się do wykonywania różnych zadań dla pieniędzy. Nauczył ją także umiejętności oceny swoich talentów, w tym sztuki tropienia i zabijania wampirów, a co najważniejsze, znajdowania nabywców na świadczone przez nią usługi. Poza tym uratował-jej życie i uchronił przed postradaniem zmysfów.

- Chyba nie przyszłaś na towarzyską pogawędkę? Masz do wykonania jakieś zadane? - zapytał bez wstępu. Skinęła głową, zastanawiając się, ile musi mu wyjawić. Mógłjej oferować możliwość kupienia jego dyskrecji, ale także mógł chcieć sprzedać otrzymane od niej informacje; był - do tego zdolny. - Muszę wraz z drugą kobietą dostać się do Królestwa Północy - wyjaśniła. Dostrzegła wjego oczach ledwie widoczne zdziwienie. - I chcę, by stało się to bez konieczności krępowania nas i bicia. Nathaniel z westchnieniem oparł się o ścianę. - Turquoise, czy nie prosisz o zbyt wiele? - spytał - z nieukrywanym sarkazmem. - Chcesz, żeby cię ktoś zabił? Nachmurzyła się, słysząc ton jego głosu. Było niepodobne do Nathaniela, by sprzeciwiał się czemuś, co robił ktoś inny, zwłaszcza jeśli się spodziewał, że na tym zarobi. - Dostaniemy się tam z twoją pomocą? - nalegała. - Mógłbym was sprzedać tam komuś - zaproponował - bez ogródek i oszacował-ją wzrokiem. - Jestem pewny, że dałoby się na tym zarobić niezłą kasę. Jesteś atrakcyjna, silna, zdrowa, inteligentna... a może tak tylko mi się zdawało. Naprawdę tak bardzo się boisz ponowne dać się sprzedać do niewoli? Nie bała się, ale nie chciała już powracać do stanu niewolnictwa. Teraz jednak miała doświadczenie w polowaniu na wampiry i doskonale władała sztyletem. Nie była już, jak kiedyś, bezbronna i niewinna. - A czy jest jakiś inny sposób dostania się tam? Nathaniel pokręcił głową. - Niestety, z powodu blizn na rękach twoja cena spadnie - chłodno oszacował-jej wartość, aż ciarki przeszły jej po plecach. - Chyba że chcesz, bym sprzedał cię Darylowi? Nieźle by za ciebie zapłacił. Wzdrygnęła się, słysząc imię swego byłego właściciela. - Jeśli przebywa w Królestwie Północy, to bezwzględnie się tam udaję. Od dawna zasłużył - sobie na pchnięcie sztyletem - odpowiedziała dumnie. - Nie zawsze byłaś taka twarda - stwierdził Nathaniel łagodnym tonem. To on nazwał ją Turquoise Draka, zastępując tym imieniem i nazwiskiem jej dawną tożsamość, którą zniszczył - lord Daryl. To on zapewnił jej kontakty, dzięki którym trafiła do Brui, i nauczył ją odpowiadać na wyzwania walką zamiast uległością. Nigdy jej nie powiedział, dlaczego to

zrobił, a ona nie pytała. - Widząc twoje wyczyny, zastanawiałem się, czy przypadkiem nie pragniesz śmierci. Zdecydujesz się na wszystko - zabić i przyjąć samobójczą misję - byle tylko pokazać, że potrafisz sobie z tym poradzić. Wzruszyła ramionami i poczuła ich sztywność. - Nigdy jeszcze nie przegrałam - przypomniała mu. -1 nigdy dotychczas nie sprzeczałeś się ze mną. Nathaniel westchnął. - To jest twoje życie - zauważył - z rezygnacją. - Wiesz na temat handlu niewolnikami więcej niż większość wolnych ludzi. - Umilkł - i po chwili dodał: - Za dostarczenie was do Królestwa Północy chcę 40 tysięcy z góry. I wyciągnę tyle, ile się da za sprzedanie was obu. Nie handlowałem żywym towarem od czasu zniszczenia poprzedniego Królestwa Północy, ale jestem pod wystarczająco silną presją, by do tego wrócić. Dlatego nikogo nie zdziwi, że sprzedaję dla zarobku dwie ludzkie istoty. Dobiliśmy targu, milady? - Nathaniel przybrał swój zwykły opanowany wyraz twarzy i ton głosu, co pomogło Turquoise uspokoić nerwy. - Dobiliśmy - potwierdziła, skinąwszy głową. - Idziemy teraz po twoją towarzyszkę? Znowu skinęła głową. Przeszli przez hol do pokoju, w którym czekały na nich Ravyn i Jillian. - Dlaczego Królestwo Północy tak cię przeraża? - spytała bez ogródek, gdy już dochodzili do drzwi. Pytanie wampira o powód jego strachu było szczególnie drażliwe. Dlatego przygotowała się na to, że Nathaniel zamknie się w sobie. Spojrzał na nią. Zaraz jednak odwrócił twarz i uśmiechnął się do jakiegoś wspomnienia. - Bo kiedyś do niego należałem. Znam je lepiej, niż potrafisz to sobie wyobrazić, i kobietę, która nim rządziła. Wiem, co się tam działo. Nie jestem tak szalony jak wszyscy, którymi się otaczam, ale chyba mam całkowicie niezawodowe pragnienie, żebyś nie została tam zabita. Turquoise zastanawiała się, czy to komplement, czy obelga, gdy Nathaniel zapukał do drzwi pokoju Jillian Red.

Rozdział III Ravyn wydawała się rozbawiona wiadomością, że chcąc zarobić obiecane przez Jillian pieniądze, musi wziąć udział w niezłej maskaradzie. Jednak gdy siedząc w chińskiej restauracji, przeszli do bardziej szczegółowych kwestii związanych z niewolnictwem, coraz bardziej traciła dobre samopoczucie. Nathaniel mówił, zajadając się kurczakiem przyprawionym sezamem i popijając herbatę. Turquoise zastanawiała się, czy mu naprawdę smakuje, czy też raczej uznał, że lepiej coś zjeść, by nie budzić niczyich podejrzeń, bo przecież wampir nie potrzebuje takiego pokarmu jak człowiek. - Jeśli w Królestwie Północy nie chcecie zostać związane i wrzucone do celi, to musicie stwarzać pozory ujarzmionych niewolnic - tłumaczył im spokojnie. - Żaden wampir będący treserem niewolników nie uwierzy w to, że zostałyście złamane. Jeśli jednak będziecie wystarczająco bystre, by okazywać posłuszeństwo, to może być z was zadowolony. Słyszałem, że teraz nie traktuje się tam niewolników tak brutalnie jak kiedyś, toteż trochę służalczości pozwoli wam zdobyć czas na wykonanie waszego zadania. - Dla dobra Ravyn dorzucił parę szczegółowych uwag: - Wasz pan musi być dla was kimś więcej niż tylko właścicielem, bo od niego zależy wasze życie, a tylko ono się liczy. Najważniejsze powinny być dla was jego życzenia. Wykonujecie jego polecenia natychmiast, nie ociągając się. Dopóty, dopóki was nie sprzedam, jestem nim ja. Gdy dotrzemy do Królestwa Północy, ani na chwilę nie traćcie mnie z oczu. Gdy ktoś każe wam coś zrobić czy zada jakieś pytanie, to zawsze spójrzcie na mnie. Gdy was sprzedam, zachowujcie się tak samo wobec swego nowego pana. Od niewolnicy oczekuje się nie myślenia, lecz posłuszeństwa. Nigdy nie zwracajcie się do wampira po imieniu, jeśli nie macie na to jego pozwolenia. Prawie każdy zbije niewolnika, jeśli ten nie użyje jego

tytułu. Generalnie zwracajcie się per „milady” i „milordzie”, chyba że ktoś zażyczy sobie inaczej. - Zawahał - się. - Władca obecnego Królestwa Północy ma na imię Jaguar. W poprzednim był - treserem niewolników; jednym z najlepszych. Starajcie się go unikać, bo szybko przejrzy was na wylot. - Opowiedz nam o nowym Królestwie - poprosiła Turquoise, gdy umilkł. - Staram się tam nie bywać, za to poprzednie znałem aż nazbyt dobrze - odpowiedział - niechętnie. - Widziałem tam ludzi rozmnażanych jak bydło, katowanych z powodu błahostek. Co gorsza, widziałem też ludzi, którzy uroćzWi się wolni i mieli równie silną wolę jak wy, a zostali sprowadzeni do pełnienia roli usłużnych, dobrze wytresowanych zwierząt domowych. - Spojrzał im badawczo w oczy. - Mówiono mi, że Jaguar zmienia niektóre z obowiązujących praw. Inni mają mu za złe, że stał - się dla ludzi zbyt łagodny. Ale nikt dysponujący siłą, która pozwoliłaby go obalić, nie zadał - sobie trudu, by to uczynić. Jednak niech jego pozorna życzliwość nie uśpi waszej czujności. W dawnym Królestwie byt po Jeshickah najbardziej złośliwym treserem. Każdemu trudno pozbyć się starych nawyków, jeśli nawet zaczyna wyznawać jakąś moralność. Gdy was sprzedam, będziecie skazane wyłącznie na siebie. Nikt w Królestwie Północy nie naruszy prawa własności, tak iż nawet gdybyście chciały zapłacić jakiemuś najemnikowi za pomoc w ucieczce, nie będzie w stanie wydostać was stamtąd. Nathaniel znowu je ostrzega!. Uwolnił Turquoise z niewoli u jej pierwszego pana. Jednak zrobił to dopiero wówczas, gdy lord Daryl w gniewie wyrzucił Turquoise z domu. Kazał Nathanielowi zabrać ją stamtąd. - Póradzimy sobie - zapewniła go Ravyn, ale Turquoise wyczuła wjej głosie napięcie. Z opowieści Jillian wynikało, że Ravyn była już kiedyś w sytuacji, o której opowiadał im teraz Nathaniel. Ravyn jednak od razu przyjęła odważną linię postępowania. Spojrzała na wampira i dodała: - Opowiedz nam więcej na temat wampirzycy imieniem Jeshickah, o której wspomniałeś. - Jeshickah... - Pokręcił głową. - Gromadziła treserów i uczyła ich tresury niewolników. Selekcjonowała niewolników najbardziej odpowiednich do rozmnożenia i tych przeznaczonych na ubój. Gdy Królestwo Północy zostało zniszczone, wycofała się ze społeczeństwa

wampirów. Obecnie chyba nie zaangażowała się w program zmian realizowany w odbudowanym Królestwie przez Jaguara, swego dawnego faworyta, brutalnego i bezwzględnie jej posłusznego. Trudno się dziwić, że postarał - się odtworzyć otoczenie, w którym miał - władzę. - Nathaniel zaczął go opisywać. Turquoise nie mogła naciskać, by opowiedział im o Jeshickah, bo zdradziłaby się, że celem ich wyprawy jest dawna władczyni Królestwa. Ostrzegł je po raz kolejny: - Nie ufajcie Jaguarowi i nie drażnijcie go, bo drogo za to zapłacicie. Niełatwo wyprowadzić go z równowagi, ale gdy już się to zrobi, ma się kłopoty. Nie dawajcie mu powodów, by was uderzył, zwłaszcza w gniewie, lecz jeśli już to zrobi, nie buntujcie się. Nigdy nie podnoście ręki na tresera, jeśli nie jesteście pewne, że zdołacie go zabić. - Czy zwykle jest uzbrojony? - dociekała zgodne ze swoim zwyczajem Turquoise. Nie zabierały ze sobą broni, ponieważ w Królestwie Północy nie potrafiłyby się wytłumaczyć z jej posiadania. Z drugiej strony zawsze istniał jakiś sposób zdobycia broni, zwłaszcza gdy miała ją potencjalna ofiara. - Jaguar rzadko posługuje się sztyletem. Woli skórzany bicz, prawie trzymetrowej długości, którym włada po mistrzowsku - wyjaśnił Nathaniel. - Widziałem, jak skaleczył nim rękę innemu wampirowi i jednym ruchem złowiłw locie ptaka, okręcając go biczem, ale nie czyniąc mu krzywdy. Ravyn pokręciła głową, w zamyśleniu pociągnęła łyk wody mineralnej i spojrzała na Turcjuoise. - Czy coś jest nie w porządku? - spytała przeciągle. - Dziwnie pobladłaś. - Jestem tylko poirytowana - odpowiedziała żywo Turquoise, starając się szybko odzyskać spokój. Dlaczego Jaguar wybrał dla siebie właśnie bicz, zważywszy na to, że było tyle innych rodzajów broni? „Bo bicz jest praktyczny” - przywołała w pamięci słowa lorda Daryla sprzed trzech lat, gdy odpowiedział jej na to pytane. „W przypadku sztyletu istnieje większe prawdopodobieństwo, że się kogoś zrani i wyrządzi mu większą krzywdę, niż się zamierzało. Poza tym łatwiej jest utrzymać dyscyplinę, dysponując bronią bardziej uniwersalną, takąjak bicz”„. W zależności od nastroju ord Daryl potrafił uderzyć biczem tak lekko, że skóra tylko zapiekła, lub tak mocno, że zostawiał krwawiące rany. Nathaniel spojrzał na nią. Bez wątpienia wiedział, o czym myśli. Ale zaraz przeniósł wzrok na kelnerkę, która przyszła, żeby dolać im do szklanek wody mineralnej. Najwyraźniej próbował z nią flirtować.

- Turquoise, może byś powróciła do swojego prawdziwego imienia i nazwiska? Dzięki temu byłoby ci łatwiej przekonać wszystkich, że w ostatnich kilku latach byłaś niewolnicą. Tak czy inaczej nie przedstawiaj się jako Turquoise Draka, ponieważ pod tym pseudonimem łatwiej byłoby prześledzić twoje losy. A w twoim wypadku, Ravyn, jakie istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś cię rozpozna? Ravyn potrząsnęła głową. - Wszystkie wampiry, które kiedyś znałam, nie żyją - Nathaniel dałjej do zrozumienia spojrzeniem, że jest buńczuczna i kłamliwa, ale ona nie chciałajuż nic więcej powiedzieć. W zamyśleniu pociągnąHyk herbaty. - Zwykle staram się nie dyskutować z kimś, kto mi płaci, na temat jego planów, ale chyba obie macie świadomość, że wasze są niedorzeczne, nieprawdaż? - Z powodu jakiejś niedorzeczności płyną rzeki - odparowała nonsensownie Ravyn. - Czy chcesz jeszcze udzielić nam jakichś rad? - zwróciła się do niego rzeczowo Turquoise, ignorując Ravyn. Stłumiła chęć ziewnięcia i zmarszczyła brwi, zerknąwszy na zegarek. Było dopiero południe, Z niechęcią przyznała, że nawet ona ma ograniczony zapas sił. Wstała o trzeciej w nocy i do spotkania z jillian spędziła czas głównie na walce z Ravyn. - W zasadzie nie - odparł po zastanowieniu Nathaniel. - Przy odrobinie szczęścia jakoś ułożycie sobie stosunki z jaguarem. Prawdopodobne jest silniejszy od wampirów, z którymi wcześniej miałyście do czynienia, ale słabszy od Jeshickah. Jeśli ona lub Gabriel tam są, to starajcie się nie wpaść w ich ręce. Usłyszawszy drugie imię, Ravyn błyskawiczne podniosła wzrok i wyraźne się ożywiła. - Coś nie w porządku? - zaniepokoił się Nathaniel. Potrząsnęła głową, ale zmarszczyła czoło. Szybko jednak zapanowała nad mimiką i stłumiła ziewnięcie. [Podeszła do nich kelnerka z rachunkiem. Nathaniel sięgnął do portfela. Turquoise odetchnęła kilka razy głęboko, walcząc z sennością. Ociężałym krokiem ruszyła za wampirem do jego samochodu. Gdy otworzył - jej i Ravyn drzwi, bezwładnie opadła na miękki fotel. Była na wpół przytomna. Spojrzała na Nathaniela i stwierdziła, że widzi podwójne.

„Podałeś nam narkotyk?’ - spytała bezgłośne, z trudem zbierając myśli. Nie potrafiła wypowiedzieć tego pytania na głos. „Śpij, Turquoise” - odpowiedział jej również bezgłośnie Nathaniel, siadając za kierownicą i włączając silnik. - „Mamy przed sobą długą drogę do Królestwa Północy i nie ma powodu, żebyś się dowiedziała, jak się tam jedzie”. „Ale... ‘ „Śpij”.

Rozdział IV Były trzy postacie z kreskówek do w/boru. Oczywiście te najlepsze widniały na kwadratowych bandażach i na ich maleńkich kawałkach, z których nie dato się zrobić żadnego użytku. - Poprawione - odezwata się Cathy ipoledta mu: - Opiekuj się w moim imieniu Bertem. Ośmioietni chłopiec uśmiechnął się do niej szeroko i zapomniał o bolącym miejscu, spoglądając na bandaże z rysunkami bohaterów „Ulicy Sezamkowej”. Cmoknął siostrę w policzek. Zanim ojciec zdążył zejść po schodach, Tommy czmychnął. - Któregoś popołudnia ten chłopiec wpakuje się w większe kiopoty... - Uśmiechając się, potrząsnął g/o-wą. - Szczęściarz z niego, że ma ciebie. Większość piętnastoletnich dziewcząt zajmuje się o wiele według nich ciekawszymi sprawami niż opieka nad braćmi. Cathy wzruszyła ramionami. Brzmiało to tak, jakby pan Minate byt bliski wygłoszenia swej kolejnej inspirującej przemowy. - Mówiąc uczciwie... - zaczął. Cathy pomyślała, że według niego nadeszła stosowna chwila, by udzielić jej jakiegoś pouczenia. - Niektórzy ludzie troszczą się tylko o siebie. Używają rzeczy po to, żeby niszczyć. A ty... tworzysz, budujesz. Leczysz, a nie używasz. Cathy skinęła głową i uśmiechnęło się, odsuwając od siebie te siowa. Ojciec chyba zdał sobie sprawę, że znowu niepotrzebnie zapędził się w tego rodzaju oceny, i spontanicznie ją uścisnął. - Cathy, nie dopuść do tego, by ktoś cię zmienił. Marzenie senne się rozpłynęło. Turquoise obudziła się i usiłowała

otrząsnąć ze snu. Nie była już tamtą niewinną dziewczyną. Nazywała się teraz Turquoise Draka i należała do jednostki Krwawych, zajmując w niej wysoką pozycję. Była łowczynią wampirów, i to w tym fachu jedną z najlepszych. Odsunęła od siebie wspomnienia. Miała do wykonania misję. Wjej obecnym życiu nie było miejsca na wspominanie przeszłości. Na wpół leżała na siedzeniu w samochodzie Na-thaniela. Z powodu długiego przebywania w jednej pozycji zesztywniały jej plecy, Poruszyła ramonami i ostrożnie wyjrzała przez okno. Stali na stacji benzynowej. Nathaniel rozmawiał z kasjerką, atrakcyjną młodą kobietą. Wydając mu resztę, pochyliła się do przodu, spojrzała na niego zalotnie i położyła dłoń na jego dłoni. Turquoise bez goryczy pomyślała, że flirtują. Usłyszała, że na siedzeniu obok budzi się Ravyn. Czekała, by Nathaniel wrócił do samochodu. Chciała go przycisnąć i dowiedzieć się, kiedy dotrą do Królestwa Północy. Na dworze już zmierzchało. . Postanowiła wysiąść z samochodu, by jak najszybciej spytać go o to. Położyła rękę na klamce, ale nagle zorientowała się, jak bardzo Nathanielowi opłaca się ten flirt. Wampir jedną ręką obejmował kasjerkę w talii, a drugą trzymał z tyłu jej odchylonej szyi. Było jasne, że pożywia się krwią z jej tętnicy szyjnej. Turcjuoise odwróciła wzrok od tej sceny i zaczęła przesuwać wskazówkę w radiu. Kręciła gałką, ale słyszała tylko trzaski. Nathaniel działał zbyt ostrożnie, by uśmiercać kasjerkę na stacji benzynowej, ale od czasu do czasu musiał się posilić. - Co to wszystko znaczy - warknęła Ravyn, klnąc pod nosem. - To, że... - Nie zapłaciłyśmy mu za informację, gdzie znajduje się Królestwo Północy - weszła jej w słowo Turquoise, domyślając się, co chce powiedzieć. Współdziałała z Nathanielem wiele razy. Znała jego sposób myślenia. - Najprawdopodobniej ktoś płaci mu za to, żeby nikomu nie zdradził, gdzie ono leży. Ravyn rzuciła obelgę, a Turcjuoise udała, że jej „nie usłyszała”„. - Po co on robi ten cały cyrk w związku z naszą misją? Zabijam starsze wampiry niż ta Jeshickah. Oskarża się ją o różne rzeczy, ale wszystko się zmieni, gdy poczuje w ciele sztylet. Turquoise potrząsnęła głową. Nathaniel najwyraźniej nie wiedział, że

Jeshickah powróciła do Królestwa Północy. Jillian powiedziała im, że stało się to niedawno. A skoro Nathaniel trzymał się od królestwa z daleka, to trudno się dziwić, że nie miał aktualnych wiadomości. Niemniej trochę było niepokojące, że takie pierwszorzędne źródło informacji, za jakie uchodził, okazywało się zawodne. Turguoise oparła się na siedzeniu, usiłując się odprężyć. Mogła planować, jeśli znała fakty. W przeciwnym razie martwienie się o szczegóły nie miało sensu. Ravyn nadal zrzędziła, gdy Nathaniel żegnał się z kasjerką, która w oszołomieniu osunęła się na ziemię. Wrócił do samochodu niemal w podskokach. Otworzywszy drzwi, podał Turquoise karton z pączkami i wodę mineralną, którą z wdzięcznością od razu zaczęła pić, bo zaschło jej w gardle. Drugą butelkę podał Ravyn, ale ta tylko spojrzała na nią z wściekłością. - Ma kapsel - uspokajał jej obawy. - Nie, dziękuję. - Rób, jak uważasz. - Włożył butelkę do uchwytu na kubki. - Za jakieś dziesięć minut będziemy w Królestwie Północy. Jeśli chcesz coś zjeść... - Nie - ponownie odmówiła Ravyn. Nathaniel zachichotał - i potrząsnął - głową. - A ty, Turquoise? Już otworzyła karton z pączkami. Narkotyki sprawiły, że była głodna. Poza tym nie miała pojęcia, jak często w Królestwie Północy karmi się ludzi. Była pogrążona w myślach, ale oczywiście nie przeoczyła wjazdu na terytorium Królestwa. Gdy przekraczali magiczny mur, włosy stanęły jej na głowie i ścierpła skóra. Zauważyła, że Ravyn się wzdrygnęła. - Zawsze mają tam na liście płac czarownice, które pilnują, by za mur nie przedostały się niepożądane szkodniki - odezwał - się Nathaniel. Z miasteczka jechali jednopasmową drogą, wzdłuż gęstego szpaleru dębów i sosen, do innego świata, jakby przedzierając się przez stworzoną przez czarownice magiczną zasłonę. Był już mrok, którego nie rozjaśniał - nawet księżyc w pełni, bo jego światło nie mogło się przedrzeć przez gęstwinę liści. - Jesteśmy na miejscu - poinformował - Nathaniel. Turquoise spoglądała na groźny budynek, w którym mogło być tylko Królestwo

Północy. Aleja wyłożona płytami z białego marmuru prowadziła od imponującej żelaznej bramy, której pilnowały kruki, a stąd do bogato rzeźbionych drzwi z czarnymi różami po bokach. Roślinność pieniąca się wokół - alei nie była tak bujna jak na kopii starego obrazu, którą pokazywała Jillian, lecz bez wątpienia budynek stanowił replikę tego z kopii. Nathaniel zaklął pod nosem, zjeżdżając z drogi, by uniknąć zderzenia z jadącym z naprzeciwka samochodem. Było to eleganckie bordowe auto, które świadczyło o tym, że właściciel jest majętny. Ravyn zagwizdała i wychyliła się do przodu. - Kto tu jeździ lamborghinim? - spytała zaciekawiona. - Cicho - ostrzegł je Nathaniel i w napięciu wysiadł z samochodu. Zdradzał nie tyle strach, co czujność i niezadowolenie. - Zostańcie tu. Turquoise spojrzała mu pytająco w oczy, ale odwrócił się od niej. (Podszedł do kobiety, która wysiadła z lamborghini. Zwracały uwagę czarne wysokie buty z zamszu na jej długich nogach, sznurowane od kostki do połowy uda, i czarne szorty. Buty były staroświeckie i stanowiły kontrast z modne skrojoną ciemnoszkarłatną bluzką. - Witaj, Nathanelu - pozdrowiła go tonem, który nie brzmiał przyjacielsko, ale też nie był otwarcie wrogi. - Słyszałem, że postanowiłaś się nie angażować w realizowany tu przez Jaguara program zmian - oświadczył - rzeczowo i wskazał - głową w stronę budynku. - Zamierzałam to zrobić, ale gra, jaką on tu prowadzi, przestała mnie bawić - odpowiedziała sucho. - Co się stało? - To miejsce to jakaś kpina z dawnego Królestwa Północy. - Z niesmakiem pokręciła głową. Jej wzrok padł na siedzące w samochodzie Turquoise i Ravyn. - Ta wygląda znajomo... Turquoise omal nie stanęło serce, bo słowa dotyczyły jej osoby. Już gdzieś spotkała tę kobietę, choć wtedy nie znała jej imienia. Jeshickah była częstym gościem w domu jej dręczyciela, jedynym stworzeniem na świecie, którego lord Daryl jawnie się bał. Dopiero teraz Turquoise przypomniała sobie, gdzie widziała obraz Królestwa Północy, którego kopię miała Jillian. Oczywiście wisiał w rezydencji lorda Daryla, wjego gabinecie, jeshickah zatrzymała wzrok na Ravyn. - Ta była zwierzęciem domowym Jareda, nieprawdaż? - zwróciła się do

Nathaniela. - Może. - Wampir zerknął na Ravyn niewidzącym wzrokiem. - W każdym razie ja nie przypominam sobie nikogo takiego jak ona. Podczas tej wymiany zdań Ravyn uparcie wpatrywała się w drzwi samochodu. Nie potrafiła jednak zapanować nad mimiką. - Nie została ujarzmiona. - Rzeczywiście, nie do końca - przyznał Nathaniel. - Pomyślałem sobie, że Jaguar mógłby się z tego ucieszyć. Postanowiłem mu pokazać obie dziewczyny. - Był czas, kiedy sam byśsię z tego ucieszył-przypomniała mu jeshickah. Turcjuoise zwróciła uwagę, że wampir przybrał obojętny i nieprzenikniony wyraz twarzy, choć słowa te musiały go zranić. - Jaguar ma znacznie wyższe kwalifikacje, niż ja miałem kiedykolwiek - odpowiedział wymijająco. Jeshickah wymamrotała pod nosem bluźnierstwo. - Kiedyś zdradzał talent, ale obawiam się, że z czasem jego mózg całkiem się rozpuścił. Chętnie wrócę z tobą do niego, by się przekonać, jak postąpi z tą wspaniałą dwójką. Z pewnością jakoś musi sobie poradzić z ich poczuciem godności. - Westchnęła i dodała praktycznie, jakby czegoś żałowała: - A może i sobie nie poradzi. Wyrwę Jaguarowi to jego krwawiące serce, które teraz ma, i każę mu je pożreć. - Ton jej głosu był pogodny, a na Iwarzy pojawił się uśmiech. Ruszyła do budynku, nawet nie oglądając się za siebie, by się upewnić, czy Nathaniel idze za nią. - Idźcie za mną - polecił Nathaniel Turcjuoise i Ravyn tonem zaskakująco podobnym do tego, jakim przemawiała do niego Jeshickah. Skoro jej posłuchał, to one posłuchały jego.

Rozdział V Jeshickah stukała obcasami po marmurowym chodniku. Turquoise starała się nje skrzywić, nie chcąc dać po sobie poznać, jaką sprawia jej to przykrość. Byt to ten rodzaj dźwięku, który przyprawiłby o tik nerwowy każdego, kto musiałby słuchać go zbyt długo. Gdy weszli do środka, natknęli się na czternastoletniego może chłopca, który zmierzał do wyjścia, ale na widok wampirzycy zatrzymał się tak gwałtownie, że potknął się i upadł. Turquoise wzdrygnęła się, słysząc, jak uderzył kolanami o marmurową posadzkę. Poruszył się, jakby chciał wstać, ale zaraz znieruchomiał. Jeshickah spojrzała na niego tak, jakby byłłaszącym się psem. - Czym mogę służyć, milady?-spytał cicho, spuszczając oczy. - Wstań i zejdź nam z drogi - poleciła mu. Podniósł się z posadzki i odsunął, wciąż ze spuszczonym wzrokiem. Poczekał, aż wszyscy przejdą obok niego, i ruszył za nimi. - Wyliniały kundel - burknęła pod nosem wampirzyca. Nie zważając na chłopca, odezwała się do Nathaniela: - Ma na imię Erie. Jaguar traktuje go jak syna, pozwala mu poruszać się swobodnie po budynku i terenie, a nawet bywać w mieście. Stworzenie jest posłuszne, lecz rozpieszczone. Wnętrze nie było tak onieśmielające jak fasada, ale podobnie eleganckie. Do połowy ścian holu sięgała dębowa boazeria. Od tego miejsca ich kolor miał - barwę nasyconej zieleni, o odcieniu nefrytu. Na posadzce leżał dywan o orientalnym wzorze, tak miękki i puszysty, że Turquoise czuła to pod podeszwami tenisówek. Na końcu holu Jeshickah otworzyła drzwi i wprowadziła ich do słabo oświetlonego pokoju. Dawno temu Turquoise odkryła, że często najgorsze