wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 195 484
  • Obserwuję1 454
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 745 425

Diana Wynne Jones - Ruchomy zamek Hauru 02 - Zamek w chmurach

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :836.1 KB
Rozszerzenie:pdf

Moje dokumenty

wotson
EBooki - alfabetycznie, wg imion
D

Diana Wynne Jones - Ruchomy zamek Hauru 02 - Zamek w chmurach.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion D Diana Wynne Jones
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 218 osób, 116 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 224 stron)

Zamek w chmurach Diana Wynne Jones Tytu orygina u: CASTLE IN THE AIRł ł

ISBN 83-241-2420-9

Rozdzia 1ł w kt rym Abdullah kupuje dywanó Daleko na po udniu wł krainie Ingarii, w Su tanatach Raszputu, mieszka wł ł mie cieś Zanzib m ody handlarz dywan w imieniem Abdullah. Jak na kupca nie by bogaty. Ojciecł ó ł by nim rozczarowany ił kiedy zmar , zostawi Abdullahowi tylko tyle pieni dzy, eby m gł ł ę ż ó ł kupi skromny kram wć p nocno-zachodnim kra cu bazaru iół ń troch dywan w. Resztaę ó ojcowskiego maj tku oraz wielki sk ad dywan w wą ł ó samym rodku bazaru trafi y doś ł krewnych pierwszej ony.ż Abdullah nigdy si nie dowiedzia , dlaczego tak bardzo rozczarowa ojca. Mia oę ł ł ł z tym co wsp lnego proroctwo wyg oszone przy narodzinach Abdullaha. Lecz m odyś ó ł ł kupiec nigdy nie zada sobie trudu, eby dowiedzie si czego wi cej. Zamiast tego odł ż ć ę ś ę najm odszych lat po prostu marzy na jawie. Wł ł marzeniach by dawno zaginionym synemł wielkiego ksi cia, co oczywi cie znaczy o, e jego ojciec nie by jego prawdziwym ojcem.ę ś ł ż ł Abdullah zdawa sobie spraw , e te marzenia to tylko bujanie wł ę ż ob okach. Wszyscy muł m wili, e zó ż wygl du przypomina ojca. Spogl daj c wą ą ą lustro, widzia przystojnegoł m odzie ca oł ń chudej, jastrz biej twarzy, bardzo podobnego do ojca na portrecie zę czas wó m odo ci. Tyle e ojciec nosi bujne w sy, podczas gdy Abdullah wci jeszcze ho ubił ś ż ł ą ąż ł ł n dzne sze w os w nad g rn warg ię ść ł ó ó ą ą mia nadziej , e wkr tce b dzie ich wi cej.ł ę ż ó ę ę Niestety, wszyscy r wnie powtarzali, e je li chodzi oó ż ż ś charakter, Abdullah wda sił ę w matk – drug on ojca – marzycielk ię ą ż ę ę boja liw istot , wielkie rozczarowanie dlaź ą ę rodziny. Abdullah nie bardzo si tym przejmowa . ycie handlarza dywan w nieę ł Ż ó dostarcza o wielu sposobno ci, eby wykaza si odwag , (ram, kt ry kupi , chocia ma y,ł ś ż ć ę ą ó ł ż ł okaza si ca kiem dobrze usytuowany. Sta niedaleko Zachodniej Dzielnicy, gdzie mieszkalił ę ł ł

Bogacze w wielkich domach otoczonych pi knymi ogrodami. Co jeszcze lepsze, do teję cz ci bazaru najpierw docierali wytw rcy dywan w, kt rzy przyje d ali do Zanzibuęś ó ó ó ż ż z pustyni na p nocy. Zar wno bogacze, jak iół ó wytw rcy dywan w szukali zwykleó ó wi kszych sklep w po rodku bazaru, lecz zadziwiaj co wielu ch tnie przystawa o przyę ó ś ą ę ł kramie Abdullaha, kiedy m ody handlarz wybiega im na spotkanie ił ł z wylewną uprzejmo ci oferowa zni ki iś ą ł ż rabaty. W ten spos b Abdullah cz sto m g kupowa dywany najwy szej jako ci, zanimó ę ó ł ć ż ś ktokolwiek je zobaczy , ił sprzedawa je zć zyskiem. W przerwach pomi dzy transakcjamię siedzia za kramem ił dalej marzy ; co bardzo mu odpowiada o. W a ciwie jedynychł ł ł ś zmartwie przysparzali mu krewni pierwszej ony ojca, kt rzy raz na miesi c sk adali muń ż ó ą ł wizyt , eby wytyka mu r ne b dy.ę ż ć óż łę – Ale nie odk adasz nic zł zysk w! – zawo a pewnego pami tnego dnia Hakim, synó ł ł ę brata pierwszej ony ojca Abdullaha (kt rego Abdullah nie cierpia ).ż ó ł Abdullah wyja ni , e zyski ze sprzeda y zazwyczaj przeznacza na kupno lepszegoś ł ż ż dywanu. W ten spos b, chocia ca y maj tek mia zamro ony wó ż ł ą ł ż towarze, jako tegość towaru stale si polepsza a. Zreszt wystarcza o mu na ycie. Ię ł ą ł ż jak wyja ni krewnym ojca,ś ł nie potrzebuje wi cej, poniewa nie jest onaty.ę ż ż – Ale powiniene si o eni ! – zaskrzecza a Fatima, siostra pierwszej ony ojcaś ę ż ć ł ż Abdullaha (kt rej Abdullah nie cierpia jeszcze bardziej ni Hakima). – M wi am ció ł ż ó ł i powiem jeszcze raz: taki m ody cz owiek jak ty powinien ju mie co najmniej dwie ony!ł ł ż ć ż I nie poprzestaj c na samym m wieniu, Fatima obieca a, e tym razem wyszuka dlaą ó ł ż niego kilka on – na co Abdullah zadygota od st p do g w.ż ł ó łó – A im cenniejszy masz towar, tym bardziej ryzykujesz, e ci obrabuj , albo tymż ę ą wi cej stracisz, je li tw j kram sp onie. Pomy la e oę ś ó ł ś ł ś tym? – zadr cza Abdullaha Assif, synę ł wuja pierwszej ony ojca (kt rego Abdullah nienawidzi bardziej ni tamtych obojga razemż ó ł ż

wzi tych).ę Zapewni Assifa, e zawsze sypia wł ż kramie i bardzo ostro nie obchodzi siż ę z lampami. Trzej krewni pierwszej ony jego ojca pokr cili g owami, zacmokali karc coż ę ł ą i odeszli. Zwykle to znaczy o, e dadz mu spok j przez nast pny miesi c. Abdullahł ż ą ó ę ą odetchn zął ulg ią czym pr dzej powr ci do swoich marze .ę ó ł ń Marzenia obros y ju mn stwem szczeg w. Wł ż ó ółó wyobra ni Abdullah by synemź ł pot nego ksi cia, kt ry mieszka tak daleko na wschodzie, e węż ę ó ł ż Zanzibie nikt nie s yszał ł o jego kraju. W wieku dw ch lat Abdullah zosta porwany przez pod ego bandyt , zwanegoó ł ł ę Kabul Aqba. Kabul Aqba mia nos haczykowaty niczym s pi dzi b ił ę ó z oty kolczyk wł jednym nozdrzu. Mia te pistolet zł ż kolb wyk adan srebrem, kt rym grozi Abdullahowi,ą ł ą ó ł a w turbanie nosi krwawnik, szlachetny kamie , obdarzaj cy w a ciciela nadludzk moc .ł ń ą ł ś ą ą Abdullah tak si przestraszy , e uciek na pustyni , gdzie znalaz go cz owiek, kt rego terazę ł ż ł ę ł ł ó nazywa ojcem. Marzenia nie uwzgl dnia y faktu, e ojciec Abdullaha nigdy wł ę ł ż yciu nież postawi nogi na pustyni; wł istocie cz sto powtarza , e tylko szale cy dobrowolnieę ł ż ń zapuszczaj si poza Zanzib. Abdullah potrafi sobie jednak wyobrazi ka dy mozolny kroką ę ł ć ż swojej w dr wki, spiekot ię ó ę pragnienie, zanim znalaz go dobry handlarz dywan w. Potrafił ó ł sobie te wyobrazi pa ac, zż ć ł kt rego zosta porwany: kolumnow sal tronow oó ł ą ę ą posadzce z zielonego porfiru, kuchnie i kwatery kobiet, wszystko kapi ce od bogactwa, ią siedem kopuł na dachu, ka da pokryta listkami kutego z ota.ż ł P niej jednak e marzenia skupia y si na ksi niczce, zóź ż ł ę ęż kt r Abdullah zostaó ą ł zar czony zaraz po urodzeniu. Pochodzi a zę ł r wnie znamienitego rodu jak Abdullah ió pod jego nieobecno wyros a na wielk pi kno , ość ł ą ę ść doskona ych rysach twarzy ił wielkich, ciemnych, zamglonych oczach. Mieszka a wł pa acu r wnie pe nym przepychu jak pa acł ó ł ł Abdullaha. Prowadzi a do niego aleja obramowana anielskimi pos gami, ał ą do rodkaś wchodzi o si przez siedem marmurowych dziedzi c w, ka dy zł ę ń ó ż coraz cenniejsz fontanną ą

po rodku, poczynaj c od fontanny zś ą chryzolitu, a ko cz c na platynowej, wysadzanejń ą szmaragdami. Lecz tamtego dnia Abdullah stwierdzi , e owa wizja nie ca kiem mu odpowiada.ł ż ł Zwykle dochodzi do takiego wniosku po wizycie krewnych pierwszej ony ojca. Przysz oł ż ł mu do g owy, e porz dny pa ac powinien by otoczony wspania ymi ogrodami. Abdullahł ż ą ł ć ł kocha ogrody, chocia niewiele oł ż nich wiedzia . W a ciwie pozna tylko publiczne parkił ł ś ł w Zanzibie – gdzie trawa by a cokolwiek zdeptana, ał kwiaty nieliczne. Czasami przychodził tam w porze obiadu, kiedy m g sobie pozwoli , eby zap aci jednookiemu Jamalowi zaó ł ć ż ł ć pilnowanie kramu. Jamal prowadzi sma alni po s siedzku ił ż ę ą za drobn monetą ę przywi zywa swojego psa przed kramem Abdullaha. Abdullah doskonale rozumia , eą ł ł ż brakuje mu talentu, eby zaprojektowa ogr d jak nale y, poniewa jednak wszystko by oż ć ó ż ż ł lepsze ni my lenie oż ś dw ch onach wybranych dla niego przez Fatim , zanurzy sió ż ę ł ę w wonnych kwiatach i faluj cym listowiu wą ogrodach swojej ksi niczki.ęż Czy raczej prawie si zanurzy . Zanim jeszcze zacz na dobre, przeszkodzi muę ł ął ł jaki wysoki niechluj zś wy wiechtanym dywanem wś obj ciach.ę – Czy kupujesz dywany na sprzeda , synu wielkiego domu? – zapyta obcy zż ł lekkim uk onem.ł Jak na kogo sprzedaj cego dywan wś ą Zanzibie, gdzie kupuj cy ią sprzedaj cy zawszeą zwracali si do siebie wę bardzo kwiecisty spos b, m czyzna zachowa si do obcesowo.ó ęż ł ę ść Abdullah zirytowa si tym bardziej, e marzenie oł ę ż ogrodzie prys o, zniszczone przezł natr tn rzeczywisto . Odpowiedzia wi c kr tko:ę ą ść ł ę ó – Tak jest, o kr lu pustyni. Czy yczysz sobie handlowa zó ż ć twoim n dznym s ug ?ę ł ą – Nie handlowa ... sprzedawa , oć ć panie stosu mat – poprawi go obcy.ł Mat! – pomy la Abdullah. To by a zniewaga. W r d dywan w wystawionych naś ł ł ś ó ó froncie kramu Abdullaha znajdowa si rzadki kwiecisty tuftowany kobierzec zł ę Ingarii – czy

raczej Ochinstanu, jak nazywano t krain wę ę Zanzibie – a w rodku kry y si co najmniejś ł ę dwa, z Inhico i Farqtanu, kt rymi nie wzgardzi by sam su tan dla kt rej zó ł ł ó ś mniejszych komnat pa acu. Oczywi cie jednak Abdullah nie m g tego powiedzie . Wł ś ó ł ć Zanzibie dobre maniery nie pozwala y si przechwala . Zamiast tego wykona ch odny, p ytki uk on.ł ę ć ł ł ł ł – Mo liwe, e wż ż moim lichym i nic niewartym sklepie znajdziesz to, czego szukasz, o per o w r d w drowc w – powiedzia , mierz c krytycznym wzrokiem brudn pustynnł ś ó ę ó ł ą ą ą szat przybysza, przerdzewia y wiek wę ł ć jednym nozdrzu i wystrz piony turban.ę – Gorzej ni lichym, dzielny sprzedawco nakry na pod ogi – przy wiadczy obcy.ż ć ł ś ł Machn jednym ko cem wy wiechtanego dywanu wął ń ś stron Jamala, kt ry w a nie sma yę ó ł ś ż ł kalmary w k bach sinego, cuchn cego ryb dymu. – Czy szacowna dzia alno twojegołę ą ą ż ł ść s siada nie szkodzi twoim towarom – zapyta – nasycaj c je woni o miornicy?ą ł ą ą ś Abdullah w duchu kipia gniewem. Oł takich rzeczach nie wypada o m wi . Ał ó ć trochę rybiego zapachu tylko wyjdzie na korzy tej szmacie, kt r obcy chce sprzeda , my la ,ść ó ą ć ś ł zerkaj c na wyszarza y, wytarty chodnik wą ł obj ciach przybysza.ę – Tw j pokorny s uga troskliwie odka a wn trze swojego kramu perfumami,ó ł ż ę o ksi m dro ci – odpar . – Mo e pomimo wra liwo ci swego ksi cego nosa poka eszążę ą ś ł ż ż ś ążę ż jednak sw j towar lichemu ebrakowi?ó ż – Oczywi cie, e poka , oś ż żę lilio po r d makreli – odpar obcy. – Aś ó ł po co tu stoj ?ę Abdullah niech tnie rozsun kotary ię ął wprowadzi obcego do wn trza kramu. Tamł ę podkr ci lamp , kt ra wisia a na rodkowym s upie, lecz poci gn wszy nosem,ę ł ę ó ł ś ł ą ą zdecydowa , e nie warto marnowa pachnide przy tej transakcji. Wn trze dostatecznieł ż ć ł ę mocno pachnia o wczorajszymi perfumami.ł – Jak to wspania o zamierzasz rozwin przed moimi niegodnymi oczami? –ąż ł ść ąć zapyta zł pow tpiewaniem.ą – To, nabywco tandety! – oznajmi obcy ił zr cznym pchni ciem ramienia sprawi , eę ę ł ż

dywan rozwin si na pod odze.ął ę ł Abdullah te tak potrafi . Ka dy handlarz dywan w uczy si takich rzeczy. To muż ł ż ó ę nie zaimponowa o. Wsun d onie wł ął ł r kawy, przybra skromn , uni on postaw ię ł ą ż ą ę obejrzał towar. Dywan nie by du y. Rozwini ty, wygl da jeszcze bardziej obskurnie – chocia miał ż ę ą ł ż ł niezwyk y wz r, to znaczy dawniej mia , bo teraz ledwo go by o wida . Dywan by wytarty,ł ó ł ł ć ł brudny, a brzegi wystrz pione.ę – Niestety, jako ubogi handlarz mog wyskroba tylko trzy miedziaki za tenę ć najbardziej dekoracyjny z dywan w – oznajmi Abdullah. – Szczup o sakiewki nieó ł ł ść pozwala mi na wi cej. Czasy s ci kie, oę ą ęż przyw dco licznych wielb d w. Czy cena ció łą ó odpowiada? – Wezm pi set – odpar obcy.ę ęć ł – Co?! – Abdullah si zakrztusi .ę ł – Sztuk z ota – doda obcy.ł ł – Kr l pustynnych bandyt w zó ó pewno ci lubi sobie po artowa ? – zagadnś ą ż ć ął Abdullah. – A mo e widz c, e wż ą ż moim marnym sklepiku nie znajdzie niczego pr cz wonió sma onych kalmar w, pragnie odej iż ó ść spr bowa uó ć bogatszego kupca? – Nieszczeg lnie – zaprzeczy obcy. – Chocia odejd , je li nie jesteó ł ż ę ś ś zainteresowany, o s siedzie w dzonych ledzi. To jest oczywi cie czarodziejski dywan.ą ę ś ś Abdullah s ysza ju t historyjk . Sk oni si , przyk adaj c r ce do piersi.ł ł ż ę ę ł ł ę ł ą ę – Liczne i r norakie zalety kryj si wóż ą ę dywanach – przytakn . – Kt re zął ó nich poeta piask w przypisuje temu kobiercowi? Czy wita on w a ciciela powracaj cego do namiotu?ó ł ś ą Czy sprowadza pok j do domowego ogniska? Aó mo e – podsun , wymownie tr caj cż ął ą ą postrz piony brzeg stop – nigdy si nie wyciera?ę ą ę – On lata – oznajmi obcy. – Lata wsz dzie, gdzie rozka e w a ciciel, oł ę ż ł ś najmniejszy z ma ych umys w.ł łó

Abdullah spojrza wł powa n twarz przybysza, na kt rej pustynia wy obi aż ą ó żł ł g bokie zmarszczki. Szyderczy u miech jeszcze bardziej pog bi te linie. Abdullahłę ś łę ł stwierdzi , e nie lubi obcego prawie tak mocno, jak nie lubi syna wuja pierwszej onył ż ł ż swojego ojca. – Musisz przekona niedowiarka – o wiadczy . – Je li dywan zostanie poddanyć ś ł ś pr bie, oó monarcho k amstw, w wczas mo emy dobi targu.ł ó ż ć – Z ch ci – powiedzia obcy ię ą ł wszed na dywan.ł W tej samej chwili w s siedniej sma alni wybuch a awantura, jedna zą ż ł tych, jakie zdarza y si tutaj regularnie. Pewnie jaki ulicznik chcia ukra kalmara. Wł ę ś ł ść ka dym razież pies Jamala zacz ujada ; r ni ludzie, w cznie zął ć óż łą Jamalem, zacz li wrzeszcze , aę ć te wszystkie odg osy zosta y niemal zag uszone przez brz k patelni ił ł ł ę syczenie gor cegoą t uszczu.ł W Zanzibie oszustwo by o na porz dku dziennym. Abdullah ani na chwil nieł ą ę odwr ci uwagi od obcego ió ł jego dywanu. Ca kiem mo liwe, e przybysz przekupi Jamala,ł ż ż ł eby wywo a zamieszanie. Kilkakrotnie wymieni imi Jamala, jakby oż ł ł ł ę nim my la .ś ł Abdullah twardo wbija wzrok wł wysok posta obcego, aą ć w a ciwie wł ś jego brudne stopy spoczywaj ce na dywanie. Zerka jednak k tem oka na twarz m czyzny ią ł ą ęż widzia , e jegoł ż usta si poruszaj . Z owi nawet wyczulonym uchem, pomimo ha asu, s owa: „P metraę ą ł ł ł ł ół w g r ”. Ió ę jeszcze uwa niej patrzy , kiedy dywan wzni s si g adko zż ł ó ł ę ł pod ogi ił zawisnął mniej wi cej na poziomie kolan Abdullaha, tak e obszarpany turban obcego prawie dotykaę ż ł sufitu. Zajrza pod sp d, wypatruj c dr k w. Poszuka drut w, kt re kto m g zr cznieł ó ą ąż ó ł ó ó ś ó ł ę zaczepi na dachu. Przechyli lamp , eby o wietli przestrze nad ić ł ę ż ś ć ń pod dywanem. Obcy sta zł za o onymi r kami ił ż ę szyderczy grymas coraz bardziej wykrzywia muł twarz, kiedy Abdullah przeprowadza swoje ledztwo.ł ś – I jak? – zagadn . – Czy najwi kszy spo r d niedowiark w da si przekona ?ął ę ś ó ó ł ę ć

Stoj wę powietrzu czy nie? Podni s g os, bo ze sma alni wci dochodzi og uszaj cy ha as.ó ł ł ż ąż ł ł ą ł Abdullah musia przyzna , e dywan rzeczywi cie zdawa si unosi wł ć ż ś ł ę ć powietrzu bez adnej widocznej podpory.ż – Prawie! – odkrzykn . – Wął nast pnej cz ci pokazu zejdziesz ię ęś ja si przejad naę ę dywanie. Obcy zmarszczy brwi.ł – A to dlaczego? C wi cej mog doda inne twe zmys y do wiadectwa oczu,óż ę ą ć ł ś o mistrzu zw tpienia?ą – Mo e ten dywan ma tylko jednego pana – wrzasn Abdullah – jak niekt re psy!ż ął ó Pies Jamala wci ujada na zewn trz, wi c skojarzenie by o naturalne. Pies Jamalaąż ł ą ę ł gryz ka dego, kto go dotkn , opr cz Jamala.ł ż ął ó Obcy westchn .ął – W d – zakomenderowa iół ł dywan sp yn agodnie na pod og . Obcy zszedł ął ł ł ę ł z niego i sk oni si przed Abdullahem. – Zechciej go wypr bowa , oł ł ę ó ć szejku przebieg o ci.ł ś Ze zrozumia ym przej ciem Abdullah wst pi na dywan.ł ę ą ł – P metra wół g r ! – rozkaza , aó ę ł raczej rykn . Wygl da o na to, e przed kramemął ą ł ż Jamala zjawili si teraz stra nicy miejscy. Szcz kali broni ię ż ę ą g o no dali, eby imł ś żą ż wyja ni , co si sta o.ś ć ę ł A dywan pos ucha Abdullaha. Wzni s si na p metra g adkim zrywem, ał ł ó ł ę ół ł ż o dek podjecha kupcowi do gard a. Abdullah usiad zż łą ł ł ł pewnym po piechem. Na dywanieś siedzia o si ca kiem wygodnie, jak na mocno napi tym hamaku.ł ę ł ę – M j a o nie powolny umys zosta przekonany – przyzna Abdullah. – Jak toó ż ł ś ł ł ł ąż cen wymieni e , oę ł ś wzorze hojno ci? Dwie cie sztuk srebra?ś ś – Pi set sztuk z ota – odpar obcy. – Ka dywanowi si opu ci , to om wimy tęć ł ł ż ę ś ć ó ę

kwesti .ę Abdullah powiedzia do dywanu:ł – W d iół l duj na pod odze.ą ł Co te dywan uczyni , rozpraszaj c dr cz ce Abdullaha podejrzenie, e obcy m wiż ł ą ę ą ż ó ł co dodatkowo, kiedy Abdullah po raz pierwszy wszed na dywan, ale nie us ysza tegoś ł ł ł z powodu ha asu. Zeskoczy na pod og ił ł ł ę rozpocz targ.ął – Najwi cej, na co sta moj sakiewk , to sto pi dziesi t sztuk z ota – oznajmi –ę ć ą ę ęć ą ł ł i to pod warunkiem, e j opr ni iż ą óż ę wywr c na lew stron .ó ę ą ę – Wi c musisz przynie drug sakiewk albo nawet si gn pod materac –ę ść ą ę ę ąć w czy si do targu nieznajomy. – Gdy granica mojej hojno ci to czterystałą ł ę ż ś dziewi dziesi t pi sztuk z ota ięć ą ęć ł nie sprzeda bym nawet za t cen , gdyby nie pal cał ę ę ą potrzeba. – Mo e wycisn jeszcze czterdzie ci pi sztuk z ota zż ę ś ęć ł podeszwy lewego buta – wyzna Abdullah. – Trzymam ten skromny zapas na czarn godzin .ł ą ę – Poszukaj w prawym bucie – poradzi mu obcy. – Czterysta pi dziesi t.ł ęć ą I tak dalej. Godzin p niej obcy wyszed zę óź ł kramu, unosz c dwie cie dziesi sztuką ś ęć z ota, Abdullah za zosta szcz liwym posiadaczem prawdziwego na oko – chociał ś ł ęś ż wytartego – czarodziejskiego dywanu. Nadal jednak mia w tpliwo ci. Nie wierzy , eł ą ś ł ż ktokolwiek, nawet pustynny koczownik o skromnych potrzebach, m g si rozstaó ł ę ć z prawdziwym lataj cym dywanem – co prawda podniszczonym – za mniej ni czterystaą ż sztuk z ota. Taki dywan by zbyt po yteczny – lepszy od wielb da, bo nie potrzebowa je –ł ł ż łą ł ść a dobry wielb d kosztowa co najmniej czterysta pi dziesi t sztuk z ota.łą ł ęć ą ł Na pewno tkwi wł tym jaki haczyk. Abdullah s ysza oś ł ł pewnej sztuczce, zwykle stosowanej do koni czy ps w. Przychodzi kto ió ł ś sprzedawa atwowiernemu farmerowi alboł ł my liwcowi naprawd wspania e zwierz za zdumiewaj co nisk cen , wyja niaj c, eś ę ł ę ą ą ę ś ą ż

tylko w ten spos b mo e unikn mierci g odowej. Uradowany farmer (albo my liwy)ó ż ąć ś ł ś zamyka konia wł stajni (albo psa w psiarni) na noc. Rano nabytek znika , przyuczony, ebył ż zrzuci kantar (albo obro ) ić żę powr ci wó ć nocy do w a ciciela. Abdullah podejrzewa , eł ś ł ż tego samego mo na nauczy odpowiednio pos uszny dywan. Tote zanim wyszed zż ć ł ż ł kramu, bardzo starannie owin czarodziejski dywan dooko a jednego ze s up w podtrzymuj cychął ł ł ó ą dach i obwi za go ca ym k bkiem szpagatu, kt ry nast pnie przymocowa do jednegoą ł ł łę ó ę ł z elaznych s upk w podpieraj cych ciany.ż ł ó ą ś – My l , e teraz tak atwo nie uciekniesz – powiedzia dywanowi, po czym wyszedś ę ż ł ł ł sprawdzi , co si wydarzy o wć ę ł kramie obok. Teraz panowa tam spok j ił ó porz dek. Jamal siedzia za kontuarem, sm tnieą ł ę obejmuj c psa.ą – Co si sta o? – zapyta Abdullah.ę ł ł – Kilku ma ych z odziejaszk w rozsypa o wszystkie moje kalmary – odpar Jamal. –ł ł ó ł ł Ca odzienny zapas wdeptany wł ziemi , zmarnowany, stracony!ę Abdullah by taki zadowolony ze swojego nabytku, e wr czy Jamalowi dwie sztukił ż ę ł srebra na zakup nast pnych kalmar w. Jamal rozp aka si zę ó ł ł ę wdzi czno ci ię ś u ciskaś ł Abdullaha. Jego pies nie tylko nie ugryz Abdullaha, ale poliza go po r ku. Abdullah sił ł ę ę u miechn . Zycie by o pi kne. Pogwizduj c, poszed na dobr kolacj , podczas gdy piesś ął ł ę ą ł ą ę pilnowa budki.ł Gdy wiecz r malowa czerwieni niebo nad dachami ió ł ą minaretami Zanzibu, Abdullah wr ci , wci pogwizduj c ió ł ąż ą snuj c plany, eby sprzeda dywan samemuą ż ć su tanowi za bardzo wyg rowan cen . Znalaz dywan dok adnie tam, gdzie go zostawi .ł ó ą ę ł ł ł Albo mo e, rozmy la podczas mycia, lepiej zwr ci si do Wielkiego Wezyra zż ś ł ó ć ę pytaniem, czy wezyr nie chcia by ofiarowa dywanu su tanowi wł ć ł podarunku? W ten spos b mo naó ż za da jeszcze wy szej sumy. Rozmy lania ożą ć ż ś warto ci dywanu sprawi y, e Abdullahaś ł ż

znowu zacz a dr czy historyjka oęł ę ć koniu nauczonym, eby zrzuca kantar. Przebieraj cż ć ą si wę nocn koszul , zacz sobie wyobra a , jak dywan wydostaje si na wolno . By takią ę ął ż ć ę ść ł stary i gi tki. Ię chyba dobrze wyszkolony. Z pewno ci potrafi wywin si spod szpagatu.ś ą ł ąć ę Nawet je li nie, Abdullah wiedzia , e ta my l nie pozwoli mu zasn przez ca noc.ś ł ż ś ąć łą W ko cu ostro nie przeci szpagat iń ż ął roz o y dywan na stercie swoichł ż ł najcenniejszych kobierc w, kt re zwykle zast powa y mu ko. Potem naci gnó ó ę ł łóż ą ął szlafmyc – konieczne zabezpieczenie, poniewa zimne wiatry zę ż pustyni nape nia y kramł ł przeci gami – nakry si kocem, zdmuchn lamp ią ł ę ął ę zasn .ął

Rozdzia 2ł w kt rym Abdullah zostaje wzi y za m od damó ęł ł ą ę Zbudzi si , le c na skarpie, wci na dywanie, wł ę żą ąż ogrodzie pi kniejszym, nię ż potrafi sobie wyobrazi .ł ć Abdullah s dzi , e to jeszcze sen. Oto znalaz si wą ł ż ł ę tym samym ogrodzie, kt ryó pr bowa sobie wyobrazi , kiedy obcy tak niegrzecznie mu przerwa . Ksi yc prawieó ł ć ł ęż w pe ni eglowa wysoko po niebie, lej c wiat o bia e jak farba na setki ma ych pachn cychł ż ł ą ś ł ł ł ą kwiatuszk w, kt re ros y wó ó ł trawie dooko a. Okr g e te lampy wisia y na drzewachł ą ł żół ł i rozprasza y g ste czarne cienie. Abdullah doszed do wniosku, e to bardzo przyjemnył ę ł ż pomys . Wł podw jnym, bia ym ió ł tym blasku widzia na ko cu trawnika arkad pn czyżół ł ń ę ą wspart na eleganckich kolumnach, spoza kt rych dochodzi o ciche ciurkanie wody.ą ó ł Panowa tutaj taki rozkoszny ch d, e Abdullah wsta ił łó ż ł ruszy na poszukiwanieł ukrytej wody. W drowa arkad , gdzie muska y mu twarz gwia dziste kwiaty, bia eę ł ą ł ź ł i zamkni te na noc, aę inne kwiaty w kszta cie dzwonk w wydziela y delikatn , upajaj cł ó ł ą ą ą wo . Jak we nie, Abdullah to pog aska wielk woskow lili , to zn w zapu ci siń ś ł ł ą ą ę ó ś ł ę w rozkoszny g szcz bladych r . Nigdy jeszcze nie mia r wnie pi knego snu.ą óż ł ó ę Woda, kt ra znalaz za g stwin wielkich paproci ociekaj cych ros , ciurka aó ł ę ą ą ą ł w prostej marmurowej fontannie na nast pnym trawniku. Blask lampion w zawieszonychę ó na krzakach przemienia zmarszczki na wodzie wł cud z otych ił srebrnych p ksi yc w.ół ęż ó Abdullah pod y do fontanny jak urzeczony.ąż ł Tylko jednego brakowa o, eby ca kiem go oczarowa , ił ż ł ć jak w najpi kniejszychę snach to r wnie si zi ci o. Prze liczna dziewczyna wysz a mu na spotkanie, mi kkoó ż ę ś ł ś ł ę st paj c bosymi stopami po wilgotnej trawie. Powiewne szaty falowa y wok niej,ą ą ł ół

zdradzaj c, e jest smuk a, ale nie chuda, ca kiem jak ksi niczka zą ż ł ł ęż marze Abdullaha.ń Zbli y a si iż ł ę w wczas ujrza , e jej twarz nie jest tak idealnie owalna jak twarz wymarzonejó ł ż ksi niczki, aęż wielkie ciemne oczy wcale nie s zamglone. Przeciwnie, wpatrywa y sią ł ę bystro w jego twarz z widocznym zainteresowaniem. Abdullah pospiesznie skorygował swoje marzenie, poniewa dziewczyna niew tpliwie by a bardzo pi kna. Aż ą ł ę kiedy przem wi a, jej g os spe nia wszelkie jego wymagania: jasny ió ł ł ł ł weso y jak woda wł fontannie, a przy tym bardzo stanowczy. – Czy jeste s ug nowego rodzaju? – zapyta a.ś ł ą ł We nie ludzie zawsze zadaj dziwne pytania, pomy la Abdullah.ś ą ś ł – Nie, o arcydzie o mej wyobra ni – odpar . – Wiedz, em jest dawno zaginionymł ź ł ż synem dalekiego ksi cia.ę – Och – powiedzia a dziewczyna. – Wi c to pewna r nica. Czy to znaczy, e jesteł ę óż ż ś inn kobiet ni ja?ą ą ż Abdullah zagapi si na swoj wymarzon ksi niczk zł ę ą ą ęż ę lekk konsternacj .ą ą – Nie jestem kobiet ! – zaprotestowa .ą ł – Na pewno? – zapyta a dziewczyna. – Przecie nosisz sukni .ł ż ę Abdullah spu ci wzrok iś ł odkry , e – jak to we nie – ma na sobie nocn koszul .ł ż ś ą ę – To tylko m j dziwny cudzoziemski str j – wyja ni pospiesznie. – Moja prawdziwaó ó ś ł ojczyzna le y daleko st d. Zapewniam ci , e jestem m czyzn .ż ą ę ż ęż ą – O nie – zaprzeczy a zdecydowanie dziewczyna. – Nie mo esz by m czyzn .ł ż ć ęż ą Masz zupe nie inn sylwetk . M czy ni s dwukrotnie grubsi od ciebie ił ą ę ęż ź ą maj wielkie,ą t uste, stercz ce brzuchy. Maj siwe w osy na ca ej twarzy, ał ą ą ł ł na g owie tylko b yszcz cł ł ą ą sk r . Ty masz w osy na g owie, jak ja, aó ę ł ł na twarzy prawie wcale. – Potem, kiedy nieco ura ony Abdullah dotkn r k sze ciu w osk w na g rnej wardze, doda a: – Aż ął ę ą ś ł ó ó ł mo e maszż go sk r pod kapeluszem?łą ó ę

– Ale sk d – zaprzeczy Abdullah, kt ry by dumny ze swoich g stych, faluj cychż ą ł ó ł ę ą w os w. Si gn do g owy ił ó ę ął ł zdj co , co si okaza o szlafmyc . – Patrz.ął ś ę ł ą – Ach! – zawo a a ił ł na jej licznej twarzy odmalowa o si zdumienie. – Masz w osyś ł ę ł prawie tak adne jak moje. Nie rozumiem.ł – Ja chyba te nie rozumiem – przyzna Abdullah. – Czy by rzadko widywa aż ł ż ś ł m czyzn?ęż – Ale sk d – zaprzeczy a. – Nie artuj. Widuj tylko mojego ojca! Ale widuj goż ą ł ż ę ę ca kiem cz sto, wi c wiem.ł ę ę – I wcale nie wychodzisz z domu? – zapyta bezradnie Abdullah.ł Dziewczyna si roze mia a.ę ś ł – Przecie teraz wysz am. To jest m j nocny ogr d. Ojciec go dla mnie urz dzi ,ż ł ó ó ą ł ebym nie zniszczy a sobie urody na s o cu.ż ł ł ń – Pyta em, czy nie wychodzisz do miasta, eby popatrze na ludzi – wyja nił ż ć ś ł Abdullah. – No, jeszcze nie – przyzna a dziewczyna.ł Jakby zak opotana tym pytaniem, odwr ci a si od niego ił ó ł ę przysiad a nał cembrowinie fontanny. Podnosz c na niego wzrok, doda a:ą ł – Ojciec m wi, e mo e po lubie wyjd czasami zobaczy miasto... je li m mió ż ż ś ę ć ś ąż pozwoli... ale nie to miasto. Ojciec uk ada dla mnie ma e stwo zł łż ń ksi ciem Ochinstanu.ę Oczywi cie do tej pory musz zosta za tymi murami.ś ę ć Abdullah s ysza , e niekt rzy bardzo bogaci ludzie wł ł ż ó Zanzibie trzymaj c rki –ą ó i nawet ony – zamkni te wż ę swoich wspania ych domach prawie jak wł wi zieniu. Cz stoę ę a owa , e nikt nie trzyma wż ł ł ż takim zamkni ciu Fatimy, siostry pierwszej ony jego ojca.ę ż Teraz jednak, we nie, ten zwyczaj wydawa mu si ca kiem niedorzeczny iś ł ę ł niesprawiedliwy wobec tak licznej dziewczyny. Pomy le tylko, e nie wiedzia a, jak wygl da normalnyś ś ć ż ł ą

m ody m czyzna!ł ęż – Wybacz, e pytam, ale czy ksi Ochinstanu me jest przypadkiem stary iż ążę raczej brzydki? – zagadn .ął – No – odpar a troch niepewnie – ojciec m wi, e ksi jest wł ę ó ż ążę kwiecie wieku, podobnie jak i on. Ale przypuszczam, e chodzi oż brutaln natur m czyzn. Gdyby innyą ę ęż m czyzna zobaczy mnie wcze niej ni ksi , ojciec m wi, e natychmiast zakocha byęż ł ś ż ążę ó ż ł si we mnie ię porwa mnie, ił naturalnie w ten spos b zrujnowa wszystkie plany ojca. Ojciecó ł m wi, e m czy ni to zazwyczaj dzikie bestie. Czy ty jeste besti ?ó ż ęż ź ś ą – Ani troch – zapewni Abdullah.ę ł – Tak my la am – zgodzi a si dziewczyna iś ł ł ę przyjrza a mu si zł ę wielk trosk . – Nieą ą wygl dasz mi na besti . Dlatego jestem ca kiem pewna, e nie mo esz by m czyzn . –ą ę ł ż ż ć ęż ą Widocznie nale a a do tych os b, kt re nie lubi rezygnowa zż ł ó ó ą ć raz przyj tej teorii. Poę chwili namys u doda a: – Czy twoja rodzina, zł ł jakich powod w, mog a ci wychowaś ó ł ę ć w nieprawdzie? Abdullah chcia jej zwr ci uwag , e jest dok adnie na odwr t, poniewa jednakł ó ć ę ż ł ó ż uzna to za nieuprzejme, tylko pokr ci g ow ił ę ł ł ą pomy la , jakie to wielkoduszne zś ł jej strony, e tak si oż ę niego troszczy a, ił e troska na jej twarzy jeszcze bardziej dodaje dziewczynież urody – nie wspominaj c ojej oczach, kt re l ni y wsp czuciem, odbijaj c srebrne ią ó ś ł ół ą z oteł blaski fontanny. – Pewnie to ma zwi zek zą faktem, e pochodzisz zż dalekiego kraju – uzna ał dziewczyna i poklepa a kraw d fontanny obok siebie. – Siadaj ił ę ź opowiedz mi wszystko. – Najpierw mi zdrad , jak si nazywasz – poprosi Abdullah.ź ę ł – Mam troch niem dre imi – wyzna a niepewnie. – Nazywaj mnie Kwiat Nocy.ę ą ę ł ą Idealne imi dla dziewczyny moich marze , pomy la Abdullah. Spojrza na nię ń ś ł ł ą z uwielbieniem.

– Ja nazywam si Abdullah – powiedzia .ę ł – Dali ci nawet m skie imi ! – wykrzykn a zę ę ęł oburzeniem Kwiat Nocy. – No, siadaj i opowiadaj. Abdullah usiad obok niej na marmurowej cembrowinie ił pomy la , e to bardzoś ł ż rzeczywisty sen. Kamie by zimny. Rozbryzgi zń ł fontanny przemoczy y mu koszul , ał ę s odkał wo olejku r anego dochodz ca od Kwiatu Nocy miesza a si nader realistycznień óż ą ł ę z zapachami kwiat w wó ogrodzie. Skoro jednak to by sen, r wnie jego marzenia musia ył ó ż ł si tutaj spe nia . Wi c Abdullah opowiedzia jej oę ł ć ę ł pa acu, wł kt rym mieszka jako ksi ,ó ł ążę o porwaniu przez Kabula Aqb ię ucieczce na pustyni , gdzie go znalaz handlarz dywan w.ę ł ó Kwiat Nocy s ucha a zł ł wielkim przej ciem.ę – Jakie to straszne! Jakie m cz ce! – zawo a a. – Czy to mo liwe, e twoi przybranię ą ł ł ż ż rodzice zm wili si zó ę bandytami? Chocia to by tylko sen, Abdullah mia nieprzyjemne uczucie, e zdoby sympatiż ł ł ż ł ę dziewczyny, podszywaj c si pod kogo innego. Zgodzi si , e jego ojciec m g by naą ę ś ł ę ż ó ł ć o dzie Kabula Aqby, po czym zmieni temat.ż ł ł – Wr my do twojego ojca ióć jego plan w – zaproponowa . – Wydaje mi si trochó ł ę ę dziwne, e masz po lubi tego ksi cia Ochinstanu, chocia nie widzia a adnych innychż ś ć ę ż ł ś ż m czyzn, zęż kt rymi mog aby go por wna . Sk d b dziesz wiedzie , czy go pokochasz?ó ł ś ó ć ą ę ć – Masz troch racji – przyzna a. – Mnie te to czasami martwi.ę ł ż – Wi c co ci powiem – zaproponowa Abdullah. – Je li chcesz, wr c jutro wę ś ł ś ó ę nocy i przynios ci wizerunki tylu m czyzn, ilu tylko znajd . Wę ęż ę ten spos b poznasz r nychó óż m czyzn, do kt rych b dziesz mog a por wna ksi cia.ęż ó ę ł ó ć ę Sen czy nie, Abdullah bezwzgl dnie zamierza nazajutrz tu wr ci . Potrzebowaę ł ó ć ł tylko stosownego pretekstu. Kwiat Nocy rozwa a a ofert , ko ysz c si wż ł ę ł ą ę prz d ió w ty , zł r kami oplecionymię

wok kolan iół niepewn min . Abdullah niemal widzia szeregi ysych, siwobrodychą ą ł ł grubas w przesuwaj ce si przed oczami jej duszy.ó ą ę – Zapewniam ci – dorzuci – e m czy ni wyst puj we wszelkich rozmiarachę ł ż ęż ź ę ą i kszta tach.ł – Wi c to b dzie bardzo pouczaj ce – przyzna a. – Przynajmniej b d mia aę ę ą ł ę ę ł pretekst, z by znowu ci zobaczy . Nale ysz do najmilszych os b, jakie dot d spotka am.ę ę ć ż ó ą ł Po tych s owach Abdullah jeszcze bardziej utwierdzi si wł ł ę decyzji, eby jutro tuż wr ci . Wyt umaczy sobie, e nie powinien jej zostawia wó ć ł ł ż ć takiej niewiedzy. – A ja my l tak samo oś ę tobie – wyzna nie mia o. W wczas, ku jego rozczarowaniu,ł ś ł ó Kwiat Nocy wsta a.ł – Musz ju wraca do domu – oznajmi a. – Pierwsza wizyta nie powinna trwaę ż ć ł ć d u ej ni p godziny, ał ż ż ół ty jeste tu chyba dwa razy d u ej. Teraz jednak, kiedy si znamy,ś ł ż ę nast pnym razem mo esz zosta co najmniej dwie godziny.ę ż ć – Dzi kuj . Zostan – obieca Abdullah.ę ę ę ł Dziewczyna u miechn a si iś ęł ę znik a jak sen, za fontann ił ą dwoma kwitn cymią krzakami o pierzastych li ciach.ś Po jej odej ciu ogr d, zapachy iś ó blask ksi yca zrobi y si troch nudne.ęż ł ę ę Abdullahowi nie przysz o do g owy nic lepszego ni wr ci tam, sk d przyszed . Ał ł ż ó ć ą ł tam, na skarpie, zobaczy sw j dywan. Zapomnia oł ó ł nim kompletnie. Skoro jednak dywan te znalazż ł si we nie, Abdullah po o y si na nim ię ś ł ż ł ę zasn .ął Zbudzi si po kilku godzinach, kiedy o lepiaj ce wiat o dnia wlewa o si przezł ę ś ą ś ł ł ę szpary w kramie. Zapach przedwczorajszego kadzid a wisz cy wł ą powietrzu wyda mu sił ę st ch y ię ł tani. W a ciwie ca y kram by st ch y, niechlujny ił ś ł ł ę ł tandetny. I uszy go bola y, boł jakim sposobem zgubi szlafmyc . Przynajmniej jednak przekona si , kiedy jej szuka , eś ł ę ł ę ł ż dywan nie zwia wł nocy. Nadal pod nim le a . Tylko t jedn pociech mia Abdullahż ł ę ą ę ł

w yciu, kt re nagle zrobi o si straszliwie nudne iż ó ł ę przygn biaj ce.ę ą W wczas Jamal, nadal wdzi czny za srebrne monety, zawo a , e ma gotoweó ę ł ł ż niadanie dla nich obu. Abdullah zś zadowoleniem rozsun zamaszy cie kotary na kramie.ął ś W oddali pia y koguty. Niebo ja nia o b kitem, snopy s onecznego blasku przebija y k był ś ł łę ł ł łę siwego kurzu i starego kadzid a wł kramie. Nawet w tym silnym wietle Abdullah wci nieś ąż m g znale szlafmycy ió ł źć ogarnia o go coraz wi ksze przygn bienie.ł ę ę – Powiedz mi, czy czasami czujesz tajemniczy smutek? – zapyta Jamala, kiedył zasiedli w s o cu ze skrzy owanymi nogami do niadania.ł ń ż ś Jamal nakarmi psa kawa kiem s odkiego ciasta.ł ł ł – Smuci bym si dzisiaj – odpar – gdyby nie ty. Kto chyba zap aci tym pod ymł ę ł ś ł ł ł ch opaczyskom, eby mnie okradli. Tak si starali! Ał ż ę na dodatek stra nicy wlepili miż grzywn . M wi em ci? My l , e mam wrog w, przyjacielu.ę ó ł ś ę ż ó Chocia Jamal wż ten spos b potwierdzi podejrzenia Abdullaha co do obcego, kt ryó ł ó sprzeda mu dywan, niewiele to pomog o.ł ł – Mo e – powiedzia Abdullah – powiniene bardziej uwa a , kogo pozwalasz gryż ł ś ż ć źć swojemu psu. – O nie! – zaprotestowa Jamal. – Wierz wł ę woln wol . Je li m j pies chceą ę ś ó nienawidzi ca ej rasy ludzkiej opr cz mnie, daj mu wolny wyb r.ć ł ó ę ó Po niadaniu Abdullah znowu zacz szuka szlafmycy. Po prostu znik a. Pr bowaś ął ć ł ó ł sobie dok adnie przypomnie , kiedy ostatnio j nak ada . Poprzedniego wieczoru, kiedył ć ą ł ł po o y si spa ił ż ł ę ć rozmy la , eby zanie dywan do Wielkiego Wezyra. Potem mia sen.ś ł ż ść ł I we nie odkry , e ma na g owie szlafmyc . Pami ta , e j zdj , eby pokaza Kwiatuś ł ż ł ę ę ł ż ą ął ż ć Nocy (co za liczne imi !), e nie jest ysy. Potem, jak sobie przypomina , trzyma szlafmycś ę ż ł ł ł ę w r ku a do chwili, kiedy usiad obok dziewczyny na kraw dzi fontanny. Pami taę ż ł ę ę ł wyra nie, e opowiadaj c histori swojego porwania przez Kabula Aqb , gestykulowaź ż ą ę ę ł

swobodnie obiema r kami ię w adnej nie mia szlafmycy. Wiedzia , e rzeczy nie znikaj takż ł ł ż ą sobie w snach, niemniej poszlaki wskazywa y, e upu ci szlafmyc , kiedy usiad . Czy toł ż ś ł ę ł mo liwe, e zostawi j na trawie obok fontanny? Wż ż ł ą takim razie... Abdullah sta nieruchomo jak s up na rodku kramu, wpatruj c si wł ł ś ą ę promienie s o ca, kt re – oł ń ó dziwo – nie grz z y ju wę ł ż pok adach kurzu ił starego kadzid a. Przeciwnie,ł wygl da y jak czyste z ote skrawki samego nieba.ą ł ł – To nie by sen! – zawo a Abdullah.ł ł ł Z jakiego powodu jego przygn bienie znik o bez ladu. Nawet oddycha o mu siś ę ł ś ł ę atwiej.ł – To si rzeczywi cie wydarzy o! – powiedzia . Odwr ci si ię ś ł ł ó ł ę popatrzy zł namys emł na czarodziejski dywan. On te by we nie. Wż ł ś takim razie... – Z tego wynika, e przenios e mnie do ogrodu jakiego bogacza, kiedy spa em –ż ł ś ś ł zwr ci si do dywanu. – Mo e m wi em przez sen ió ł ę ż ó ł wyda em ci rozkaz. Bardzoł prawdopodobne. My la em oś ł ogrodach. Jeste jeszcze cenniejszy, ni my la em!ś ż ś ł

Rozdzia 3ł w kt rym Kwiat Nocy odkrywa kilka wa nych fakt wó ż ó Abdullah znowu starannie przywi za dywan do s upa podpieraj cego dachą ł ł ą i wyszed na bazar, gdzie odnalaz kram najbardziej utalentowanego zł ł artyst w, jacy tamó tworzyli. Po zwyczajowych wst pnych grzeczno ciach, kiedy to Abdullah nazwa artystę ś ł ę ksi ciem o wka ię łó czarodziejem kredek, artysta za wś rewan u nazwa Abdullahaż ł mietank klient w oraz kr lem znawc w, Abdullah rzek :ś ą ó ó ó ł – Chc mie rysunki m czyzn wszelkiego rodzaju, rozmiaru ię ć ęż kszta tu, jakichł widzia e wł ś yciu. Narysuj mi kr l w iż ó ó ebrak w, kupc w iż ó ó robotnik w, grubychó i chudych, starych i m odych, brzydkich ił przystojnych, a tak e ca kiem przeci tnych. Je liż ł ę ś jakiego rodzaju m czyzn nigdy nie widzia e , prosz , by ich wymy li , oś ęż ł ś ę ś ś ł mistrzu p dzla.ę A je li natchnienie ci zawiedzie, wś ę co trudno mi uwierzy , oć arystokrato po r d artyst w,ś ó ó w wczas musisz tylko skierowa wzrok na zewn trz, patrze ió ć ą ć kopiowa !ć Abdullah szerokim gestem wskaza nieprzebrane t umy kupuj cych, k bi ce si nał ł ą łę ą ę bazarze. Niemal p aka mu si chcia o na my l, e Kwiat Nocy nigdy nie ogl da a tegoł ć ę ł ś ż ą ł codziennego widoku. Artysta z pow tpiewaniem przyg adzi r k krzaczast brod .ą ł ł ę ą ą ę – Z pewno ci , szlachetny wielbicielu ludzko ci – powiedzia – zrobi to bez trudu.ś ą ś ł ę Czy jednak klejnot dobrego gustu zechce poinformowa pokornego rysownika, po co muć tak wiele m skich portret w?ę ó – Dlaczego ozdoba i korona sztalug pragnie to wiedzie ? – zaniepokoi si Abdullah.ć ł ę

– Z pewno ci per a w r d klient w rozumie, e malarz, ten n dzny robak, musiś ą ł ś ó ó ż ę wiedzie , jakiego u y materia u – odpar artysta. Wć ż ć ł ł rzeczywisto ci niecodzienneś zam wienie po prostu wzbudzi o jego ciekawo . – Czy namaluj olejno na drewnie lubó ł ść ę p tnie, czy narysuj o wkiem na papierze lub welinie, czy nawet stworz fresk na murze,łó ę łó ę zale y od tego, co gwiazda patron w zamierza zrobi zż ó ć portretami. – Ach, na papierze, prosz – u ci li pospiesznie Abdullah. Nic yczy sobie rozg osuę ś ś ł ż ł ł wok spotkania zół Kwiatem Nocy. Dobrze rozumia , e jej ojciec jest bardzo bogatymł ż cz owiekiem ił z pewno ci nie pozwoli by, eby jaki m ody handlarz dywan w pokaza jejś ą ł ż ś ł ó ł innych m czyzn poza ksi ciem Ochinstanu. – Portrety s dla inwalidy, kt ry nigdy nieęż ę ą ó m g ogl da wiata jak inni.ó ł ą ć ś – Jeste wi c archanio em mi osierdzia – stwierdzi artysta iś ę ł ł ł zgodzi si narysował ę ć portrety za miesznie ma sum . – Nie, nie, wybra cu fortuny, nie dzi kuj mi – przerwa ,ś łą ę ń ę ł kiedy Abdullah pr bowa wyrazi swoj wdzi czno . – Mam trzy powody. Po pierwsze,ó ł ć ą ę ść posiadam wiele portret w, kt re wykona em dla w asnej przyjemno ci ió ó ł ł ś nie powinienem ci za nie nic policzy , poniewa ić ż tak bym je narysowa . Po drugie, wyznaczy e mi zadanieł ł ś dziesi razy bardziej interesuj ce od mojej zwyk ej pracy, czyli portretowania m odychęć ą ł ł kobiet albo ich narzeczonych; albo koni i wielb d w, złą ó kt rych ka de musz przedstawiaó ż ę ć pi knie, bez wzgl du na rzeczywisto ; albo szereg w lepkich dzieciak w, kt rych rodziceę ę ść ó ó ó chc , eby wygl da y jak anio ki... r wnie bez wzgl du na rzeczywisto . Aą ż ą ł ł ó ż ę ść po trzecie my l , e jeste szalony, m j najwspanialszy zś ę ż ś ó klient w, aó wykorzystywanie szale c wń ó przynosi pecha. Niemal natychmiast rozesz o si po ca ym bazarze, e m ody Abdullah, handlarzł ę ł ż ł dywan w, postrada rozum ió ł kupuje wszelkie portrety, jakie ludzie maj na sprzeda .ą ż To by o bardzo uci liwe dla Abdullaha. Przez reszt dnia ci gle przeszkadzali muł ąż ę ą rozmaici natr ci, zjawiaj cy si zę ą ę d ugimi ił kwiecistymi przemowami na temat portretu

babuni, z kt rym tylko bieda ka e im si rozsta ; albo obrazu su ta skiego wy cigowegoó ż ę ć ł ń ś wielb da, kt ry przypadkiem spad złą ó ł wozu; albo medalionu z wizerunkiem ich siostry. Wiele czasu go kosztowa o, eby si pozby tych ludzi – ał ż ę ć przy kilku okazjach nawet kupił obraz albo rysunek, je li przedstawia y m czyzn . Wi c oczywi cie klienci dalejś ł ęż ę ę ś nap ywali.ł – Tylko dzisiaj. Moja oferta trwa tylko do zachodu s o ca – zapowiedzia wreszcieł ń ł rosn cym t umom. – Niech ka dy sprzedaj cy przyjdzie do mnie godzin przed zachodemą ł ż ą ę s o ca, to kupi obraz. Ale tylko wtedy.ł ń ę W ten spos b zyska kilka godzin spokoju na eksperymenty zó ł dywanem. Zaczyna juł ż w tpi , czy naprawd jego wizyta wą ć ę ogrodzie stanowi a co wi cej ni wytw r wyobra ni,ł ś ę ż ó ź poniewa to dywan nie chcia si ruszy . Abdullah naturalnie wypr bowa go po niadaniu,ż ł ę ć ó ł ś ka c mu si podnie na p metra, po prostu dla sprawdzenia. Lecz dywan tylko le a nażą ę ść ół ż ł pod odze. Abdullah wypr bowa go ponownie, kiedy wr ci zł ó ł ó ł kramu artysty, dywan jednak ani drgn .ął – Mo e nie potraktowa em ci najlepiej – przem wi Abdullah do dywanu. – By eż ł ę ó ł ł ś mi wierny, pomimo moich podejrze , ań ja w nagrod obwi za em ci dooko a s upa. Czyę ą ł ę ł ł poczujesz si lepiej, je li pozwol ci le e swobodnie na pod odze, przyjacielu? Oę ś ę ż ć ł to chodzi? Zostawi dywan na pod odze, ale nic nie wsk ra . Zupe nie jakby rozmawia zeł ł ó ł ł ł zwyk ym starym chodnikiem.ł Dalej rozmy la pomi dzy wizytami klient w, kt rzy zadr czali go, eby kupiś ł ę ó ó ę ż ł portrety. Powr ci my l do obcego, kt ry sprzeda mu dywan, ió ł ś ą ó ł okropnego ha asu, kt rył ó wybuch przy kramie Jamala dok adnie wł ł chwili, kiedy obcy kaza dywanowi wzlecieł ć w powietrze. Przypomnia sobie, e za ka dym razem widzia , jak usta obcego si poruszaj ,ł ż ż ł ę ą ale nie s ysza wszystkich s w.ł ł łó

– O to chodzi! – wykrzykn iął uderzy pi ci wł ęś ą d o . – Tajemne s owo, kt re nale ył ń ł ó ż wypowiedzie przed lotem, ać kt re zó niecnych powod w ten cz owiek zatai przede mn .ó ł ł ą O otr! Widocznie wym wi em to s owo przez sen.ł ó ł ł Pobieg na zaplecze ił wygrzeba wystrz piony s ownik, zł ę ł kt rego kiedy korzystaó ś ł w szkole. Potem, stoj c na dywanie, wykrzykn :ą ął – Aba ur! Le , prosz !ż ć ę Nic si nie dzia o, ani po tym, ani po innych s owach zaczynaj cych si na „A”.ę ł ł ą ę Abdullah przeszed do litery „B”, ał kiedy to nic nie da o, przelecia przez ca y s ownik.ł ł ł ł Sprzedawcy portret w ci gle mu przerywali, wi c troch to trwa o. Niemniej wczesnymó ą ę ę ł wieczorem dotar do „ yzny”, ał ż dywan nawet si nie poruszy .ę ł – Wi c to musi by obce s owo albo wymy lone! – wykrzykn gor czkowoę ć ł ś ął ą Abdullah. Istnia a jeszcze mo liwo , e Kwiat Nocy tylko mu si przy ni a. Je li jednak by ał ż ść ż ę ś ł ś ł prawdziwa, szanse na przekonanie dywanu, eby go do niej zawi z , wydawa y si kurczyż ó ł ł ę ć z ka d chwil . Abdullah recytowa wszystkie obce iż ą ą ł dziwne s owa, jakie mu przysz y doł ł g owy, ał dywan wci le a bez ruchu.ąż ż ł Na godzin przed zachodem s o ca Abdullahowi znowu przeszkodzili ludzieę ł ń zbieraj cy si przed kramem, d wigaj cy rulony ią ę ź ą du e p askie paczki. Artysta musia siż ł ł ę przepycha przez t um ze swoj teczk zć ł ą ą rysunkami. Nast pna godzina min a wę ęł szalonym tempie. Abdullah ogl da obrazy, odrzuca portrety matek ią ł ł ciotek, zbija wyg rowane cenył ó za z e rysunki siostrze c w ił ń ó bratank w. Wó ci gu tej godziny naby , poza setk doskona ychą ł ą ł rysunk w artysty, osiemdziesi t dziewi innych rysunk w, obraz w, medalion w ió ą ęć ó ó ó nawet kawa ek muru zł nagryzmolon twarz . Wyda r wnie prawie wszystkie pieni dze, kt reą ą ł ó ż ą ó mu pozosta y po kupnie czarodziejskiego dywanu – je li to by czarodziejski dywan.ł ś ł ciemni o si , zanim wreszcie zbi argumenty cz owieka twierdz cego, e olejny obrazŚ ł ę ł ł ą ż