wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 195 484
  • Obserwuję1 454
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 745 425

Douglas Niles - Dragonlance - Zaginione Opowieści t.1 - Kagonesti - Historia Dzikich Elf

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :1.2 MB
Rozszerzenie:pdf

Moje dokumenty

wotson
EBooki - alfabetycznie, wg imion
D

Douglas Niles - Dragonlance - Zaginione Opowieści t.1 - Kagonesti - Historia Dzikich Elf.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion D Dragonlance - cykl 06 Zaginione Opowieści
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 17 osób, 22 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 261 stron)

Dragonlance Saga Zaginione opowie ci, tom 1 Douglas Niles Kagonesti Historia dzikich elfów (Prze Andrzej Sawicki) C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Dedykuj Alainie C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Prolog - Darlantan, ze Snów i wiat ci 3811 PK Po udniowe stoki gór Khalkist W gór yska wyschni tego strumienia, skacz c z kamienia na kamie i wdzi cznie przelatuj c nad b otnistymi sadzawkami, mkn nagi m odzieniec. Jednym susem pokonywa dwudziestostopowe odleg ci pomi dzy g azami. Z ka dym skokiem wznosi a si nad g ow biegn cego rozwiana grzywa czarnych w osów, któr p d szybko stula w d ugi, w ski warkocz. Kagonos bieg z wielu powodów. Upaja si rado ci ruchu, cieszy a go smuk i spr ysto cia a, radowa a szybko reakcji na wyzwania nieznanego szlaku. Syci si te uciech z przecierania nowej cie ki i ze znaczenia szlaku, którego przedtem nie depta a stopa adnego elfa. Da si poch on wszechogarniaj cemu spokojowi dziczy, który ukoi jego ducha i pozwoli mu zapomnie o pomniejszych troskach. O tym wszystkim my la o wicie, przed dwoma dniami, gdy obudzi si po rodku rozleg ego obozowiska Letniego Zgromadzenia. Opu ci swój ustawiony w honorowym miejscu sza as i nie rozmawiaj c z nikim, ruszy truchtem przez obóz. Jego odej cie zwróci o uwag plemiennych wodzów 1 szamanów, nikt jednak nie próbowa go zatrzyma - wszyscy wiedzieli, e Kagonos wedle rytmu nies yszalnego dla innych Pierworodnych. W rzeczy samej niektórzy szamani wr cz odetchn li z ulg , gdy naga sylwetka biegacza znikn a po ród drzew w puszczy. Pami tali, e nieraz Kagonos zak óca plemienne rytua y czy próby negocjacji. Zbli aj ca si ceremonia Letniego Przesilenia Gwiazd przebiegnie na pewno znacznie spokojniej, je li nie we mie w niej udzia u b dz cy gdzie w dziczy narwaniec. Kagonos ze swej strony nie cierpia g upich rytua ów zwi zanych z gwiazdami, cem czy zmian pór roku. Uwa , e l ni ce noc na niebie diamenty najlepiej podziwia si w samotno ci. W istocie, gwiazdy by y czym tajemniczym - niepodzielnie panowa y na niebie od zmierzchu do witu - mieszna jednak by a my l, i dbaj o jakiekolwiek zaszczyty czy ceremonie, które na ich cze wyprawiaj ludzie lub inne istoty miertelne. Dziki elf bieg przez ca y poprzedni dzie , noc i poranek nast pnego dnia. Nadal C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

ka dy oddech przychodzi mu bez trudu. Br zow skór biegacza powleka a jedynie cieniutka warstewka potu. Z ka up ywaj godzin Kagonos osi ga stan coraz bszej intensywno ci prze i coraz wi kszego poczucia jedno ci z otaczaj cym go zewsz d yciem. Przez g ow przemkn a mu my l, o której wiedzia , e jest prawdziwa: którego dnia opu ci swe plemi , by na zawsze zamieszka samotnie w ród tych wzgórz. Sam sobie b dzie panem, nie b dzie musia dba o nikogo i ca kowicie po wi ci si majestatycznym górom i lasom. W istocie nie wiedzia , dlaczego tak d ugo pozostawa cz onkiem plemienia. Mia wiadomo , e jego brak tolerancji dla wszelkiego rodzaju s abo ci i bezwzgl dna prostolinijno budzi y boja w ród do wiadczonych wojowników i wodzów plemion. Obcy nawet dla w asnych rodziców, Pierworodny irytowa szamanów deklaruj c, e mi - po ród wielu innych zjawisk - jest s abo ci , której nale y si wystrzega . Dzikie elfy w wi kszo ci p dzi y szcz liwy ywot - kocha y zabawy, by y niewinne i beztroskie. Kagonos cz sto si w cieka na t dzieci naiwno - i bez wahania to okazywa - wiedzia bowiem, i plemi mia o wielu wrogów. Dlaczego jego ziomkowie nie dostrzegaj zagro enia? aden z m odzie ców nie móg fizycznie sprosta Kagonosowi - by mo e dlatego, e jego cia o wydawa o si nieustannie wibrowa nadmiarem szukaj cej uj cia energii. Wszyscy go szanowali, pozwalali mu wedle woli odchodzi i wraca - gdy za przemawia , najcz ciej wys uchiwano go z uprzejmym zainteresowaniem. Podczas minionych dziesi cioleci po trosze z ka dym plemieniem - przebywa wi c w ród Czarnych Piór, Srebrnych ososi, Bia ych Ogonów, a ostatnio zamieszka z klanem kitnego Jeziora. Gdy plemieniu zagra ali ludzie lub ogry, aden wojownik nie stawa niej i zacieklej od Kagonosa i niejedno zwyci stwo zawdzi czano jego dzielno ci. Cz sto te ostrzega swych wspó plemie ców przed zagro eniem ze strony Elfów Domowych, w tej jednak sprawie Pierworodni nie podzielali do ko ca jego obaw. Pod przywództwem Silvanosa jasnow ose elfy po czy y swe klany w pot ne rody, potem wznios y wysokie budowle, z których powsta y miasta - i zamkn y si wewn trz murów. Kagonos ze zdumiewaj jego samego jasno ci poj , e te wi zienia wzniesione mi niewolników s doskona ym obrazem niebezpiecze stwa, jakie grozi C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Pierworodnym ze strony ich licznych kuzynów. Wiedzia jednak i to, e wielu jego wspó plemie ców zaciekawi y, a nawet kusi y wynios e kamienne konstrukcje. Samotny bieg po górach by doskona ym przeciwie stwem d Domowych Elfów... a nawet skromniejszych potrzeb spo ecznych ich yj cych w dziczy krewniaków. Kagonos doznawa oto wolno ci w jej najczystszej, najpe niejszej postaci, uciek bowiem przed wszelkimi wi zami, jakimi obarcza y si inne elfy, porzuci odzie i narz dzia, które podporz dkowywa y wiat jego panom - ludziom, ogrom czy elfom. Te dni i godziny samotno ci by y mu niezb dne, w przeciwnym razie napi cie wewn trzne rozdar oby mu dusz . Poszukiwanie cie ki, samotny bieg pod gór , podczas którego wiatr rozwiewa jego g st , krucz grzyw , poczucie pe ni ycia agodzi o to napi cie i sprawia o Kagonosowi prawdziw satysfakcj . By jeszcze inny, wa niejszy powód, nakazuj cy mu opu ci sza as i letnie zgromadzenie plemion - pewna wiedza, która kaza a mu przebiega te góry. Kagonos ywi bowiem nadziej , e dzi raz jeszcze ujrzy Ko lego Pradziada. Dwukrotnie ju natkn si na to wspania e stworzenie. Za ka dym razem kozio tkwi wysoko na zboczu którego z najwy szych szczytów gór Khalkist. Za ka dym razem Kagonos znajdowa si ni ej, pod aj c cie , któr nikt przed nim nie kroczy . Za ka dym razem w przesz ci - tak jak dzi - plemiona zbiera y si na Zgromadzeniu Letniego Przesilenia, Kagonosa za nu y nie ko cz ce si spory mi dzyplemienne i wzajemne oskar enia. Podczas tamtych Zgromadze musia biec ca e dnie, zanim ukaza mu si Ko li Pradziad. Wspania e zwierz , którego rogi skr ca y si w trzy pe ne zwoje po obu stronach szeroko sklepionego czo a, zawsze spogl da o na Kagonosa ze znacznej wysoko ci. Kozio patrzy na niego z góry i z daleka - ale w przenikliwym spojrzeniu wielkich, z otych lepiów zwierz cia by o co zaskakuj co intymnego i wiadcz cego o ch ci bli szego poznania. Pierworodny zastanawia si cz sto, czy kto jeszcze oprócz niego widzia owego koz a. Nie s dzi , aby tak by o, cho nie umia by powiedzie , sk d bierze si jego prze wiadczenie. W spojrzeniu i wyrazie wspania ych oczu zwierz cia by o co tak boko osobistego, i Kagonos po prostu os dzi , e przes anie jest przeznaczone wy cznie dla niego. Zreszt nawet je eli inni widzieli osobliwe zwierz , nie C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

do wiadczyli dobrodziejstwa koj cego spojrzenia owych wielkich, z otych oczu. Po cianie jaru mign mroczny cie i elf zmru oczy wiedz c, e si spó ni - z pewno ci zosta dostrze ony z góry przez jakie lataj ce stworzenie. B yskawicznie odwróci si , aby spojrze w niebo, wiadom faktu, i cie jest zbyt wielki jak na s pa czy or a. Nie zdziwi si wi c, widz c szerokie skrzyd a o ponad dwudziestostopowej rozpi to ci i masywne cia o z czterema leniwie miel cymi powietrze apami. Wszystko to potwierdzi o jego wcze niejszy domys . Gryf! Instynktownie da nura za najbli szy spory g az. Sokolookie stworzenie najpewniej go spostrzeg o, mimo to elf nie s dzi , by zechcia o zaatakowa - chyba e dr czy by je g ód. Kagonos widzia jednak z do u, e ma do czynienia ze zdrowym i krzepkim okazem. I wtedy dozna niema ego szoku. Spogl daj c w lad za oddalaj cym si stworem, zobaczy powiewaj nad zwierz ciem grzyw jasnych w osów i zdobn z otem zbroj je ca siedz cego na grzbiecie gryfa! Zdumiony ponad miar dzikus poj , e któremu z Cywilizowanych Elfów uda o si jako schwyta i poskromi wspania besti . Kagonos skrzywi si z dezaprobat . Wystarczaj co z e by o to, i elfy z domowych klanów chwyta y i poddawa y w adzy siod a konie - teraz za przekona si , e rozci ga y przymus i na stworzenia rozleg ych przestworzy. Gdy gryf i dosiadaj cy go je dziec znikn li za zboczem góry, Kagonos na nowo podj swój bieg, ale krótkie spotkanie pozostawi o po sobie gorzki posmak. Teraz, kiedy szlak, którym pod , splami o spojrzenie innego elfa, nie odczuwa ju przejmuj cej go przedtem rado ci z odnajdywania cie ek. Wra enie samotno ci zosta o pogwa cone w sposób, który budzi w jego duszy g boki sprzeciw - a przede wszystkim rozbudzi w nim gniew. Jakie prawo mia Domowy Elf do tych stromizn? Docieraj c tu, nie uroni nawet kropelki potu - siedzia sobie po prostu w siodle i gapi si z góry na dziedziny, które powinny nale wy cznie do samotnego biegacza z Pierworodnych! Gdy Kagonos przypomnia sobie Ko lego Pradziada, prze kolejny wstrz s. Czy wspania y kozio poka e si Domowemu? Mo e lotnik dojrzy go z góry, wbrew woli zwierz cia? Wzdrygn si pod wp ywem tej my li i otrz sn ze zm czenia. Zapominaj c o znu eniu, gnany g bokim niepokojem, z nowymi si ami i energi pomkn yskiem strumienia pod gór , ku strzelistym szczytom. C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Przedziera si ku wierzcho kom przez cztery godziny, przemyka przez szerokie wozy, pokonywa ostre, strome granie i mkn cie kami, których przed nim nie przebiega aden elf. Nie my la o kierunku, ale w jaki szczególny sposób doskonale wiedzia , dok d pod a. Nieustannie wspina si ku najwynio lejszym szczytom otaczaj cych go gór. Gdy wreszcie stan na najwy szej grani, która stanowi a zbocze wznosz cego si nad ni szczytu, nie zdziwi si wcale, gdy zobaczy elfiego gryfa uwi zanego do drzewa rosn cego w le cej za grani dolinie. Grzbiet zwierz cia gniot o dopasowane do siod o, zdobne z otem i drogimi kamieniami. Orle oblicze zwierz cia skierowane by o na rozgrywaj si w dole scen . Pod aj c wzrokiem za spojrzeniem gryfa Kagonos ujrza Domowego Elfa przemykaj cego chy kiem ku ni szym partiom doliny. Intruz by my liwym - o czym wiadczy y jego uk i strza y - nale jednak do osobników maj tnych i mo e nawet by szlachcicem. Na owy odzia si w w skie spodnie ze z otog owiu i l ni ce czerni skórzane buty, na grzbiet za wci gn kurtk ze nie nobia ej we ny. uk przytroczy do pleców, a w d oni dzier topór o l ni cym srebrzy cie ostrzu. Porusza si ostro nie i czujnie wpatrywa si w co le cego na dole. Pierworodny poj , na kogo polowa Domowiec, zanim ten jeszcze zrobi krok do przodu. W nast pnym mgnieniu oka ujrza bia e futro le cego na boku Ko lego Pradziada, odcinaj ce si wyra nie od szarzyzny ska . Z odleg ci stu kroków zobaczy te plamy szkar atu na boku zwierz cia. Z g bokiej rany wystawa a pierzasta strza a elfiego my liwca. Rzucaj c si w dó , Kagonos zauwa te wspania dum uniesionej w gór , otoczonej potrójnymi spiralami rogów g owy koz a. Zwierz wierzga o s abo, a z jego pyska zwisa d ugi j zor - kozio oddycha ci ko i chrapliwie. My liwy by zaledwie o kilkana cie kroków i podnosi ju topór do ciosu, skupiwszy na zdobyczy ca uwag . Gryf zaskrzecza ostrzegawczo - d wi k przypomina krzyk or a, si jednak i dono no ci dorównywa rykowi lwa. Z otow osy my liwiec natychmiast odwróci si ku nowemu wrogowi, a jego b kitne oczy rozb ys y gniewnie, gdy spostrzeg nag sylwetk zbiegaj cego ku niemu dalekiego krewniaka. C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

- Wstrzymaj si , Dziki Elfie! - zawo . Kagonos zwolni kroku i obrzuci Domowca badawczym spojrzeniem. My liwy mia na sobie lekki kirys. W lewej d oni trzyma krótki sztylet, w prawej za dzier pyszn bro - topór osadzony na d ugim drzewcu. P yt pancerza na piersi Domowego Elfa zdobi wizerunek wykonanej w z ocie tarczy, na której wyobra ono szpony wzlatuj cego w gór gryfa. - Zostaw koz a. Odejd precz. - Kagonos przemówi ostro, nie wyobra aj c sobie nawet, i kto mo e mu si sprzeciwi . Domowiec odrzuci g ow wstecz i roze mia si drwi co i z wyzwaniem. - Odej ? To najwspanialsze z moich trofeów. Wezm eb tego zwierz cia i osadz nad swoim sztandarem! Pierworodny nie odpowiedzia , tylko nast powa coraz bli ej. Nie pojmowa , co tamten ma na my li, mówi c o „sztandarze”, rozumia jednak, i jest wiadkiem czego bardzo z ego i niew ciwego. - Zatrzymaj si tam, gdzie jeste ! Nie podchod bli ej! - warkn z otow osy. - Kim jeste ? - spyta Kagonos, przystaj c w odleg ci dziesi ciu kroków od my liwca. - Masz przed sob Quithasa Poskramiacza Gryfów! Zapami taj to miano, dzikusie - wiedz, e ja jestem tym, który zasiada po prawicy Silvanosa, i w przysz ych wojnach to ja powiod do zwyci stwa armie, co przegoni ogry i wra y pomiot ich smoczych sprzymierze ców! - Quithasie Poskramiaczu Gryfów, zostaw tego koz a w spokoju. Nie b dzie twoj zdobycz . Quithas ponownie wybuchn miechem. - I któ mnie powstrzyma? Mo e ty? Nagi szczeniak, bez or a i zbroi? Dzikusie, nie chc ci zabija , ale je li staniesz mi dzy mn a moj zdobycz , zrobi to bez wahania. Kagonos zareagowa szybciej ni my l. Jego szczup e cia o mign o ku przeciwnikowi i opad o w dó w sam por , by unikn szerokiego, p askiego ci cia toporem. Impet zderzenia powali wrogów i obaj run li na ziemi , tworz c bez adn pl tanin wymachuj cych dziko r k i wierzgaj cych nóg. Kagonos sapn w ciekle, gdy poczu na czole niemal og uszaj ce grzmotni cie r koje ci sztyletu, podtrzyma a go C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

jednak kipi ca w nim furia. Pot nym ciosem pi ci ugodzi Quithasa w bok, w miejsce nie chronione stal kirysu. To uderzenie wypar o dech z p uc Domowca i my liwy potoczy si bezw adnie po stromym zboczu góry. Topór polecia w drug stron i Kagonos skoczy w lad za nim, nadeptuj c na ugie drzewce. Wysoko na górskim zboczu gryf wyda odg os w ciek ci, ale uwi zane do drzewa cugle nie pozwoli y przyj z pomoc swemu panu. Dziki elf niespiesznie si gn w dó i podniós topór. Or by zaskakuj co ci ki, cho kraw g owni nie ust powa a hartem ni ostro ci brzytwie. Wznosz c bro w gór i potrz saj c ni ku obezw adnionemu i nadal nie mog cemu z apa tchu przeciwnikowi, Kagonos dr pod wp ywem zapa u bojowego i nienawi ci, nad któr panowa jedynie z najwy szym trudem. - le post pi , rani c Ko lego Pradziada. Che pi si , e nie zdo am ci powstrzyma , bo nie mam broni. Teraz oto mam or , Quithasie Poskramiaczu Gryfów, i ka ci i precz! - Dziki Elf si gn pod nogi i wyj strza y z ko czanu my liwca. Po ama je z pogard i cisn kawa ki pod nogi pokonanego przeciwnika. - Wsiadaj na grzbiet swego wierzchowca i le precz... albo ja zabij ciebie! lini c si z w ciek ci nie ust puj cej gniewowi Kagonosa i ypi c z furi oczyma, Quithas cofn si jednak poza zasi g topora. - Oddaj mi bro ! - za da g osem dr cym z w ciek ci. - Jest cenniejsza, ni mo esz to poj . Wyku a j d mistrza kowalskiego, czarem za obdarzy sam Silvanos! - Topór ów b dzie wi c od dzi moim upem! - odpar drwi co wolny elf. - A teraz wyno si st d, zanim zdejm ci eb z karku. Oczy Domowca rozb ys y strasznym gniewem i niewiele brak o, by Kagonos cofn si niczym uderzony pi ci . Zdaj c sobie spraw z uczu wroga, Pierworodny podniós topór i zw onymi oczyma pilnie baczy , jak Quithas oddala si ku podenerwowanemu gryfowi. Wspi wszy si na poz ociste siod o, Domowiec nie rzek ani owa - zamiast tego chwyci wodze i jednym szarpni ciem skierowa pot besti wprost w niebo. Kagonos obserwowa , jak lataj cy stwór znika za grani najbli szego szczytu. Potem zwróci si ku Ko lemu Pradziadowi i ukl obok g owy ranionego zwierz cia. C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Gdy spojrza na szkar atne plamy szpec ce biel sier ci, serce niemal p o mu z bólu. W otych oczach zwierz cia kry o si b aganie o pomoc, j zor koz a daremnie liza najbli sze kamienie. - Wody.... Przynie mi wody... Kagonos, porwawszy si do biegu, mign ku pobliskiemu strumieniowi, zanim dotar o do w pe ni znaczenie tego, co si sta o. Gdy dopad rze kiego nurtu, kl kn i nape ni ch odn wod usta. Rzuciwszy si do koz a, wypu ci strug p ynu prosto na jego j zyk i z zachwytem patrzy , jak w oczach ofiary pojawia si powracaj ca ch ycia. - Kryjówka... musimy znale jakie schronienie. Tu... niedaleko jest pewna... jaskinia. Zanie mnie tam. Ko li Pradziad przemawia urywanym g osem, Kagonos jednak wyczu , i przyczyn tego by o os abienie ran , a nie brak umiej tno ci. Nawet tych kilka sk pych ów wskazywa o na to, e w normalnych warunkach stworzenie przemawia o g bokim, wi cznym g osem. Cho elf zdawa sobie spraw z faktu, i zwierz wa o dobrych par setek funtów, bez wahania wsun rami pod jego brzuch i uniós je delikatnie, staraj c si nie tyka rany z nadal stercz z niej strza . Ci ar okaza si zaskakuj co ma y. Zgodnie ze wskazówkami koz a, natrafi wkrótce na niewielk nisz w skalistym zboczu - jaskini mo na j by o nazwa jedynie w ogólnym znaczeniu tego s owa. - Strza a... czy potrafi by j wyj ? Kagonos pracowa bardzo ostro nie, krzywi c si za ka dym razem, gdy kozio st ka z bólu, ale w ko cu uda o mu si wydoby pocisk z rany. - Wysz a ca kowicie, Przedwieczny. Teraz odpocznij... mo e trzeba ci wody? Kozio potrz sn g ow . - Ju mi lepiej. Obawiam si , e grot zaprawiono jak trucizn albo opatrzono z ym czarem, w przeciwnym razie nie uleg bym tak atwo. St kn wszy z wysi ku, kozio przetoczy si na brzuch i podwin nogi. Krwawienie z rany zmniejszy o si do nik ego strumyka, a oddech by teraz równiejszy i bardziej miarowy. Czy jednak w istocie by o to zwierz ? - Widywa em ci przedtem, Odnajdywaczu Szlaków - przemówi kozio . Tym C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

razem wietliste oczy zwierz cia - te same, które ju dwakro przedtem obserwowa y elfa ze zbocza góry - przenikn y jego nieposkromion dusz i móg odpowiedzie jedynie kiwni ciem g owy. - W drujesz po górach z atwo ci i wdzi kiem kogo , kto sta si ich cz ci . Szukasz cie ek i odnajdujesz je w miejscach, których przedtem nie tkn a stopa ogra, elfa czy cz owieka. Jeste godnym wodzem Pierworodnych. - Przedwieczny, dzi kuj za uznanie, nie jestem jednak wodzem. Niektórzy z moich wspó plemie ców uwa aj mnie za szale ca, inni za nie mog doczeka si chwili, abym si oddali i ruszy samotnie w góry. Mo e moja prawdziwa warto objawi si podczas leczenia twoich ran. Czy mo esz mi rzec, kim jeste ? - Czekaj e... musz wyj na zewn trz - oznajmi kozio , wstaj c i robi c kilka chwiejnych kroków ku otworowi niszy. Dotar szy tam, usadowi si na p askiej pó ce z upku i spojrza na Kagonosa nie bez rozbawienia. Dziki Elf sapn ze zdumieniem i cofn si przed czym , czego nie umia poj ni wyja ni - ujrza bowiem, e kozio zmienia swój kszta t. Pomi dzy pasmami bia ej sier ci b ysn y srebrne uski, jakby spod we ny trysn y kaskady l ni cych monet. Równocze nie stworzenie rozrasta o si z niewiarygodn szybko ci , zwi kszaj c swe i tak ju niema e rozmiary. D ugi, muskularny, b yszcz cy srebrzy cie ogon wysun si zza raptownie spot nia ego cielska. Wielki pysk koz a wyd si nagle w przera aj paszcz naje on ostrymi, zakrzywionymi w ty k ami. Dwa bli niacze rogi opad y na pó wraz z resztkami ko lej we ny z grzbietu, na którym pojawi y si pot ne, powleczone srebrn skór skrzyd a. Ko le nogi przekszta ci y si w muskularne apy zako czone zakrzywionymi pazurami, nie ust puj cymi wielko ci i ostro ci jataganom ogrów. Gdy przekszta cenie dobieg o ko ca, w owe cielsko wygi o si ukiem i niemal zupe nie otoczy o wolnego elfa. Kagonos nie czu strachu - przepe nia go jedynie ogromny zachwyt, wiedzia bowiem, e by wiadkiem cudu. Wyczuwa równie , e oto w jego yciu dokonuje si ogromna i nieodwracalna zmiana. - Pytasz, Poszukiwaczu cie ek, ktom zacz? Znany jestem pod wieloma imionami, ty jednak mo esz mnie nazywa Darlantanem. - Tak te b dzie, Panie - odpar Kagonos, opadaj c na kolana. Pierworodny nigdy C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

jeszcze nie zgi karku przed nikim i niczym, teraz jednak kl ka nie tylko z w asnej woli, ale i z poczuciem g bokiej rado ci. - Mianuj ci , Kagonosie, prawdziwym Poszukiwaczem cie ek w ród Pierworodnych. Podczas stuleci, które nadejd , twój lud b dzie niejeden raz ucieka si do ciebie w razie potrzeby. Je li maj prze i przetrwa , to jedynie dlatego, e ty dziesz wskazywa im drog . - Ale... ale jakim e sposobem ja j odnajd ? - Miej wiar , mój dzielny synu. Nie obarczam ci atwym zadaniem - b dzie trudniejsze, ni mo esz to sobie wyobrazi . Wiem, e zrodzi a si w tobie my l, aby opu ci plemi i po wi ci si bez reszty górom. Zamierza zosta pustelnikiem, nieprawda ? - Tak, Panie. Nast pi to... mia o to nast pi ... ju nied ugo. - Gdy mówi te s owa, Kagonos rozumia ju , i nie dane mu b dzie zosta elfem samotnikiem. Czy Dar- lantan nie orzek , e jego przysz wi e si z przysz ci plemienia? - Wierz , Poszukiwaczu, e oka esz si m em godnym zaufania. Wiedz jednak - je li zostaniesz przywódc swego ludu w najbli szych latach, kiedy Domowe Elfy wzrosn w si i b szuka sposobów, aby skusi twoich wspó plemie ców urod miast, kiedy z nieba na b kitnych, zielonych i czerwonych skrzyd ach zwali si na was nie znana dot d plaga - musisz pozosta wiernym mnie - i tylko mnie jednemu. - Panie, masz moje s owo. - Jako Poszukiwacz cie ek staniesz si przywódc wi kszym od ka dego z wodzów, doradc duchowym pot niejszym od ka dego z szamanów. Zadanie, jakim ci obarczam, wymaga b dzie od ciebie wszystkich twoich si fizycznych i duchowych. Nie bierz sobie ony, ona bowiem odwiedzie ci od twego dzie a. Nigdy te nie daj si zaprowadzi do miast Domowych Elfów - one bowiem poznaj twe przeznaczenie i zechc ci pojma i uwi zi . - Jak rozka esz, Panie. Darlantan spojrza w dó i Kagonos po raz pierwszy spostrzeg lad smutku w otych oczach smoka - takich samych, jak oczy koz a (cho wszystko inne ró ni o te dwa stworzenia, b ce w istocie jednym). Pod aj c wzrokiem za spojrzeniem srebrnego smoka, elf ujrza le ce po ród C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

kamieni potrójnie skr cone rogi. Mimo e uleg y podobnej przemianie jak kozio , zachowa y jednak pierwotny kszta t. Kagonos podniós jeden z nich i od razu wyczu jego lekko , co oznacza o, i róg wewn trz jest pusty. Szerszy jego koniec rozdyma si jak wylot tr bki, w szy za ukszta towano na podobie stwo ustnika. Cho nikt nie rzek mu, co ma zrobi , elf wiedzia , e powinien zad w róg. Zaciskaj c z by na ustniku, Kagonos zad wi c pot nie i us ysza obn melodi - przenikaj górskie doliny i wieszcz strach i niebezpiecze stwo - ale ko cz si wysokimi, rze kimi nutkami nadziei i tryumfu. Nigdy przedtem nie gra na podobnym instrumencie, nuty jednak pojawia y si w jego duszy ze zdumiewaj wyrazisto ci i doko czy pie ni ze swobod i lekko ci . - Podaruj wam ów Ko li Róg - odezwa si Darlantan. - Us ysz go ja albo kto z mego ludu i je li b dziemy mogli wam pomóc, z pewno ci to uczynimy. - Graj na nim w chwilach rado ci i smutku, on za przemówi do twego ludu i utwierdzi go w durnie i nadziei. Graj na nim, gdy zagrozi wam niebezpiecze stwo, róg za uka e wam drog ratunku. - Ja zatrzymam drugi z rogów - ci gn Darlantan. - Oba na zawsze b symbolem wi zi pomi dzy naszymi rasami. Ich d wi ki stan si wy czn w asno ci obu ludów i nie us yszy ich nikt, prócz srebrnego smoka albo wolnego elfa. - Pi kny to dar - odpar Kagonos. - Dlaczegó jednak powierzasz go mnie? - Jeste Poszukiwaczem cie ek - oznajmi smok, a w jego g osie zabrzmia a moc rozkazu. - Twój lud powinien darzy ci zaufaniem - ten róg jest tedy oznak twej wysokiej godno ci. Nawet szamani wys uchaj granej przez ciebie pie ni i dzi ki niej lepiej poznaj swoich bogów. Wracaj z tym rogiem do twoich plemion, na Letnie Zgromadzenie. Gdy Pierworodni us ysz tw pie , poznaj prawd . - Tak uczyni , cho nie pojmuj , dlaczego wybra w nie mnie. - To nie ma znaczenia. Powiniene jedynie pami ta , Poszukiwaczu, e dwa s rogi. Gdy kto zagra na jednym, rozlegnie si pie nadziei i przyja ni, która wyznacza wieczn wi mi dzy naszymi ludami. Ka dy z rogów mo e przenie wezwanie o pomoc... lub da pociech , a ich d wi ki echem odezw si w nadci gaj cych stuleciach. - A którego dnia, w odleg ej przysz ci, oba rogi by mo e odezw si C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

jednocze nie. Pie , która wtedy zabrzmi, b dzie wcieleniem nadziei i przysz ci wiata. C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

CZ 1 KAGONOS 3357 PK góry Khalkist C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Rozdzia 1 - Podniebne spotkanie Drewniane narty miga y po niegu, muskaj c zaledwie jego powierzchni . Kagonos przedziera si pomi dzy oszronionymi sosnami uwa aj c, aby pozostawa poni ej grani i nie pokazywa si na tle nieba. Na zalanym promieniami s ca pó nocnym stoku nieg by ju mi kki, wilgotny i grozi lawinami, ale po udniowe zbocze skuwa jeszcze mróz. Szczup y, muskularny elf lizga si po niegu szybko i pewnie. Mimo mro nego powietrza Kagonos mia na sobie jedynie skórzane nogawice i kurtk z ko lej skóry. U boku elfa na mocnym rzemieniu zwisa trójskr tny Ko li Róg. Stopy biegacza ochrania a para twardych mokasynów, o kraw dziach obszytych futrem. Skóra Kagonosa, unikaj cego kiedy tylko si da o wojennych malowide , l ni a metalicznym odcieniem br zu, pokryta teraz cieniutk warstewk potu. Odnajdywacz cie ek g ste, czarne w osy splata w gruby warkocz, który zwi zywa rzemieniem ozdobionym piórami. Narty z agodnym sykiem sp yn y po pochy ci ku g bokiej dolinie. Dotar szy do jej dna, wolny elf wykona nag y zwrot, który poparty pchni ciami kijków wyniós go prawie do po owy przeciwleg ego zbocza. Uporczywie drobi c nartami, szybko dobrn do kolejnej grani. Przekroczywszy dolin , wolny elf ponownie pomkn szybciej. Podczas wspinaczki trzyma si uparcie kraw dzi grani. Gdy wreszcie dotar do grupy g azów, które nieustannie dm cy na tej wysoko ci wiatr oczy ci ze niegu, zatrzyma si na chwil . Kopni ciami zrzuci narty z nóg i pad na brzuch, ignoruj c zupe nie ch ód, który natychmiast wgryz si w jego obna one ramiona. Czo gaj c si ostro nie, Kagonos przedosta si pomi dzy g azami i dotar szy do grani, ostro nie uniós g ow - wystarczaj co, aby spojrze na rozci gaj si przed nim rozleg dolin . Jego ostro no by a mo e nieco przesadzona - najbli sze ogry znajdowa y si o kilka mil st d. Kagonos jednak nie potrafi w inny sposób zbli si do wysokiej grani. W s owniku wolnego elfa nie by o takiego poj cia jak „nadmierna ostro no ”. mia ek, który nazbyt ryzykowa , szybko zostawa odkryty, co poci ga o za sob nieuniknione nieszcz cie. Oczy elfa rozb ys y na widok pot nej armii, rozci gaj cej si w nieregularnych C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

kolumnach na równinie. Od wielu ju dni hordy Królowej Ciemno ci okr y góry Khalkist, cigaj c armi Silvanosa, który trzyma si gdzie na po udniu. Kagonos wiedzia , e ogry by y stworzeniami lubi cymi wysoko ci i wola yby maszerowa górami - ale rozkazy smoczych w adców zmusi y ich armi do w drówki dolinami. Nie atwo by o uwierzy , e jeden ju tylko klan tych w adców zagra teraz wiatu. Od ponad pó torej setki lat Kagonos i Pierworodni wbrew swej woli brali udzia w zmaganiach z dzie mi Takhisis, Królowej Ciemno ci. Smoki - zielone, czarne, kitne, bia e i czerwone - przez wiele dziesi tek lat pustoszy y Ansalon, nios c mier elfom i ludziom. Natarcie z a zosta o wreszcie powstrzymane, gdy trzej bogowie zawi zali spisek, aby obdarzy elfy darem o wielkiej mocy. Darem tym by y smocze klejnoty - magiczne kamienie posiadaj ce zdolno poch aniania ycia. Podczas ostatnich lat Silvanosowi i jego legionom, w sk ad których wchodzi y oddzia y wojowników dosiadaj cych gryfy, uda o si ustanowi zr czne pu apki. Ufne w moc swych wielkich skrzyde z e smoki wpad y w te zasadzki - i sta o si tak, e zielone, czerwone, bia e i czarne potwory zosta y schwytane i pozbawione ycia, a ich moc uwi ziono w magicznych kamieniach - zakopanych nast pnie w przepastnych g binach gór Khalkist. W ko cu zosta y tylko b kitne smoki, wielki za wódz, Silvanos, zaj si opracowaniem planów ostatniej, zwyci skiej batalii. Zanim jednak do niej dosz o, sta o si nieszcz cie - dzi ki zuchwa emu atakowi grupie ogrów uda o si wykra elfom kitny Klejnot! Przepad y potem gdzie w ród górskich komyszy ze swym bezcennym upem i tym sposobem pozbawi y Silvanosa jedynej skutecznej broni przeciwko kitnym smokom. Zacz y si wzajemne oskar enia, w których Domowe Elfy Silvanosa obwinia y ludzi, ci za - cho dopiero niedawno zdo ali zrzuci okowy niewoli ogrów - szybko zwrócili ostrza oskar przeciwko elfom. Wie ci te dotar y do Pierworodnych kilkoma szlakami - z Xak Tsaroth przyby na przyk ad w drowny handlarz paciorkami i grotami strza . Kramarz dr ze strachu, przepowiadaj c nieuniknion - jego zdaniem - zag ad elfów i ludzi. Z pó nocy dotar o te kilkunastu wolnych elfów, którzy opu cili obozowiska Domowych, przynosz c wie ci o rozterkach i zamieszaniu w ród dumnych krewniaków Pierworodnych. C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Kagonos uwa , e rozs dniejsze by oby obwinianie ogrów, a nie ludzi czy elfy - w ko cu to w nie ogry skrad y bezcenny artefakt. Bawi o go nawet wys uchiwanie historii o tym, jak wszyscy obrzucali si oskar eniami i docinkami - które oczywi cie nie mog y zmieni faktu, e B kitny Kamie gdzie przepad . kitne smoki tymczasem - a wielu uwa o je za najgorsze i najprzebieglejsze z dzieci Takhisis - przez ca zim pustoszy y pó nocne wybrze a Ansalonu. Teraz za , z nadej ciem lata, skierowa y si ku rozleg ym równinom w sercu kontynentu. Je li tam dotr , nie da si oceni rozmiarów kl ski, a bez B kitnego Klejnotu oddzia y Silvanosa nie opr si pot nym jaszczurom. Armia elfów zostanie rozbita, pot ga Silvanosa legnie w gruzach, a resztki jego legionów rozbiegn si w panice po ca ym Ansalonie, nios c wsz dy wie ci o niebywa ej kl sce. Rozmy laj cy o mo liwych konsekwencjach takiego obrotu spraw Kagonos zastanawia si te nad czym , co wiedzia tylko on sam i nikt inny - nad sekretem, który przywiód go na szczyt tej góry. Nie wydawa o si wprawdzie mo liwe, e on i jego mia kowie odmieni losy wojny, musia jednak mie nadziej , e tak si w nie stanie. Wpatruj cy si w dal elf zmru oczy. Nad równinami, wysoko w górze, podobne marmurowym kolumnom, k bi y si g ste chmury. Od owych alabastrowych upów s ce odbija o si z tak intensywno ci , e wolny elf musia niemal skierowa wzrok w inn stron . Patrzy jednak, szukaj c oznak jakiego ruchu pomi dzy bia ymi ob okami. W ko cu upewni si , e - przynajmniej w tej chwili - nad maszeruj armi nie unosz si b kitne smoki. Wiedzia , e si zjawi i pewnie nied ugo przyjdzie na to czeka , ale nie bez pewnej satysfakcji stwierdzi , i jeszcze si nie pokaza y. Na razie obie armie rozdziela y dziesi tki mil i wygl da o na to, e bitwy nale y si spodziewa nie wcze niej ni za kilka dni. Przez chwil rozmy la o plemionach Pierworodnych, które zebra y si w bokiej, ukrytej dolinie, odleg ej o jeden dzie marszu od miejsca, w którym si teraz znajdowa . Przybyli, gdy Kagonos wezwa ich g osem Ko lego Rogu. Jak zawsze w czasach zagro enia nawet wodzowie plemion zwrócili si do Odnajdywacza cie ek - cho nigdy dot d gro ba zag ady nie by a tak powa na i bliska. Jak dot d bowiem podczas ca ej Smoczej Wojny Pierworodni yli w niewielkich grupkach i rzadko kiedy C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

wychylali si spod os ony drzew. Jedynie wezwanie wielkiego rogu mog o ci gn ich w jedno miejsce i jedynie sekretna wiedza Kagonosa kaza a mu podj takie ryzyko. Oczywi cie elfy Silvanosa podczas tej wojny wypracowa y inn taktyk - tak , która pozwoli a im czy si w liczne plemiona i nawet broni si przed smokami. Umocni y swe wielkie miasta, przekszta caj c je w prawdziwe fortece. Gdy jaki smok decydowa si zaatakowa warowni , musia uczyni to bez pomocy ogrów, b cych grotem i drzewcem armii Królowej Ciemno ci. Bez owej pomocy nawet twardo uskie jaszczury okazywa y si podatne na strza y s awnych elfich uczników - ulewa stalowych grotów ci a smocz skór jak rój dokuczliwych komarów. Smoki pustoszy y miasta i zabija y wielu obro ców, w ko cu jednak nauczy y si unika twierdz Domowych Elfów. By y w zasadzie tchórzami i wola y sia zniszczenie, nie nara aj c si na osobiste ryzyko. Spogl daj c ku rozleg ej równinie, Kagonos nie móg dostrzec armii Silvanosa, ale wiedzia , e jego z otow osi kuzyni gdzie tam s . Wszystkie rody zebra y si do tego ostatecznego starcia. Wolny elf rozumia , e w ci gu paru najbli szych dni na tych ja owych równinach rozstrzygnie si - na dobre czy na z e - przysz Krynnu. Jakkolwiek si stanie, pomy la Kagonos nie bez ironii, historycy ca niemal zas ug czy win przypisz Silvanosowi. Odnajdywacz cie ek kilkakrotnie przy ró nych okazjach spotyka si z wodzem swych krewniaków i za ka dym razem Silvanos wydawa mu si elfem wielkiej m dro ci, cierpliwo ci, wokó którego unosi a si niemal dotykalna aureola wodzostwa. Pami taj c o z onej Darlantanowi przysi dze, wolny elf nigdy nie postawi stopy w adnym z kryszta owych miast, wiele jednak o nich s ysza od Pierworodnych, którym uda o si zerwa wi zy s by dla Domowych. Miejskie klany og osi y Silvanosa ród em wszelkej m dro ci i obdarzy y go najwy szymi zaszczytami. Cnoty wodza - cierpliwo , askawo , poczucie honoru - sta y si niedo cignionymi idea ami jego poddanych. - Nied ugo zaczn utrzymywa , e wynalaz sen i jedzenie - kwitowa te opowie ci nieprzejednany Kagonos i w tej opinii trwa od wielu dziesi cioleci. Mo e i nie by do ko ca uczciwy - jakkolwiek sta y sprawy, Silvanos okaza si wodzem drym i sprawiedliwym. Wielki te by jego udzia w dziele po czenia drobnych plemion w jeden pot ny zwi zek - w sk ad którego wesz y wszystkie klany prócz C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Pierworodnych - cho Kagonos ci gle nie po- trafi poj , jakie korzy ci daje przebywanie w tak wielkiej gromadzie. Po có wodzowie mieli poddawa si w adzy jeszcze wi kszego wodza? W innych sprawach ceni jednak Silvanosa i darzy go g bokim szacunkiem. Przywódca elfów by nietuzinkowym osobnikiem - doskonale potrafi u ywa w asnych krzepkich mi ni, umia te wietnie pos ugiwa si sw pot armi . Si a za by a rzecz , któr Kagonos pojmowa i któr szanowa . A wygl da o na to, i pot ga Silvanosa stanie si m otem, który zmiecie wreszcie z e smoki i odbierze im panowanie nad wiatem. Taki rezultat starcia móg jedynie cieszy Pierworodnych. Po zej ciu z grani elf wetkn mokasyny w wi zania nart i ponownie ruszy po nie nej pokrywie zbocza. Uparcie wspina si coraz wy ej i mocno pracuj c kijkami, przedziera si ku kopulastemu szczytowi, który wie czy górski grzbiet. Szybkie spojrzenie na s ce upewni o go, e ma jeszcze sporo czasu, ale mimo to przyspieszy kroku. Wkrótce dotar do podnó a rozleg ego wzniesienia i - nadal gracko migaj c po ród drzew - sprawdzi , czy g stwina nie kryje w sobie pu apek. Przekona si , e nikt nie przechodzi t dy podczas paru ostatnich dni - nieg pozostawa nie tkni ty od chwili, kiedy utworzy a si pierwsza pokrywa. Miejsce by o dobrze wybrane. U podnó a urwistego zbocza Pierworodny zdj narty i przymocowa je do pleców - na stromym podej ciu nie zdadz si na nic, opó ni tylko wspinaczk . Ruszy w gór z tak sam zr czno ci i gracj , z jak porusza si po niegu. Nawet gdy chwyta oszronione lodem wyst py, u cisk palców by pewny i elf ani razu nie zachwia si na stromej cianie. Po godzinnej wspinaczce dotar do agodnie zaokr glonego wierzcho ka i poruszaj c si z wielk ostro no ci , wyszed na nagi, skalisty grunt. W trzech kierunkach mia pyszny widok na strzeliste szczyty gór Khalkist. Z czwartej strony otwiera y si przed nim rozleg e i ja owe równiny Vingaard, na których wkrótce w miertelnych zmaganiach mia y si zetrze armie elfów i ogrów. Pierworodny okr szczyt i przekona si , e adne lady nie plami y bieli niegu. Kagonos porusza si wy cznie po kamienistych perciach i nieustannie sprawdza , czy jego sylwetka nie rysuje si na tle nieba lub niegu, i czy nie móg by go C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

zobaczy obserwator z do u. Powróciwszy do miejsca, z którego zacz ogl dziny, podniós wreszcie róg do ust. Zamykaj c oczy, skierowa wylot instrumentu ku najwy szym szczytom i zad pot nie, wydaj c d ugi, d wi czny zew. Wiatr podj pie i poniós j wy ej - ku uszom tych, którzy mogli j us ysze . Elf tymczasem rozpocz cierpliwe oczekiwanie, podczas którego bada wzrokiem wij ce si ku szczytom szlaki. Oczy Odnajdywacza cie ek pociemnia y, gdy wpatrywa si w odleg e niziny. Podnosz c d do czo a, skupi si na przepatrywaniu rozleg ych przestworzy. Po kilku minutach z owi wzrokiem b ysk srebra - to s ce odbija o si od miel cych powietrze skrzyde . Roz yste, obejmuj ce przestworza skrzyd a Darlantana mo na by o dostrzec z odleg ci wielu mil. Dzi srebrny smok lecia nisko, tak aby nie ujrzano go spoza kraw dzi doliny. Kagonos u miechn si nie bez zawi ci, obserwuj c, jak smok zr cznie omija zakr ty doliny. Latanie, pomy la elf, musi by jedynym rodzajem ruchu pi kniejszym i bardziej p ynnym ni lizganie si na nartach. Jak zawsze majestat 1 wspania lec cego smoka zapiera y mu dech w piersiach. Gard o Kagonosa cisn o si z zachwytu, gdy Dar- lantan nabieraj c szybko ci, zbli si do wierzcho ka góry, na której si przyczai . I oto smocze skrzyd a rozpostar y si w ostatnim zamachu, ustawiaj c si pod wiatr, po czym rozp d uniós Darlantana w gór . Smok zadba o to, aby masyw góry znajdowa si zawsze pomi dzy nim a armi ogrów - potwory nie powinny dostrzec gro by, jak stwarza ich flankom. Zawisaj c niemal nieruchomo w powietrzu, smok si gn w dó pot nymi szponami i pozwoli , by ostatni wymach skrzyde osadzi go agodnie na ska ach kopulastego wierzcho ka góry. Nast pnie potrz sn g ow i prychn rze ko, jakby chcia usun zachwyt i oszo omienie lotem ze swego starego, m drego umys u. - Witaj mi, Odnajdywaczu cie ek! - Darlantan skin g ow , co wywo o nienie srebrzystych usek na muskularnym smoczym karku. - Rad jestem, mnie wezwa . Cia o Darlantana zamigota o, zaiskrzy o si i Kagonos przekona si , i patrzy oto na starego, krzepkiego jeszcze cz owieka o d ugiej, nie nej brodzie. Przybysz odziany C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

by w we nian szat równie bia jak broda. G sta grzywa mocnych w osów równie przetkana by a srebrnymi nitkami, a spogl daj ce na elfa spod krzaczastych brwi g boko osadzone oczy by y ogni cie te. Zmarszczki na wysokim czole wiadczy y o powadze i surowo ci charakteru, ale gdy Darlantan wyci gn d ku elfowi, jego twarz rozja ni przyjazny u miech. - Powiedz mi - spyta Kagonos - dlaczego przybierasz kszta t ludzki, gdy mo esz przecie pokaza mi si w jakiej bardziej przyzwoitej postaci... na przyk ad elfa? Przywyk ju do tego, e Darlantan zmienia swe kszta ty, podczas poprzednich spotka smok ukazywa mu si jako cz owiek, ogr, elf, nied wied , orze i pod postaci wielu innych stworze . Pierworodny wiedzia jednak, e Darlantan najch tniej przybiera kszta t ludzkiego m drca - cho nie mia poj cia, co by o tego przyczyn . Darlantan parskn miechem, który wiadczy o jego agodno ci, zrozumieniu i... szczerym rozbawieniu. - Przybieram taki kszta t, jaki najlepiej s y moim celom w danej chwili - odpar , jak zwykle unikaj c bezpo redniej odpowiedzi. - Co si tyczy tego cia a... mog nadej czasy, kiedy nawet twój lud zapragnie pozna ludzk sztuk czarodziejstwa i magii! - Domowe Elfy... mo e, Pierworodni jednak nie potrzebuj ludzi i nie musz si od nich niczego uczy ! Darlantan skwitowa t uwag kiwni ciem g owy, w jego oczach za pojawi si ysk, którego Kagonos nie umia poj . - Lecia nad równinami? - spyta elf, spogl daj c ku odleg ym armiom ogrów. - Owszem, pod postaci or a, aby nie zaalarmowa ogrów. Obie armie zaj y ju pozycje. Je li Talonian nie b dzie uwa , odkryje wkrótce, e Silvanos przypar go do zbocza gór Vingaard. - Oto mi nowina! Mo e Domowe Elfy zdo aj zwyci nawet bez pomocy kitnego Klejnotu? - Wszyscy na to liczymy - odpar smok. - Obawiam si jednak, e b kitne smoki zjawi si lada dzie , a kiedy to si stanie, adna si a nie uratuje Silvanosa i jego legionów. - Smok spojrza bystro na Kagonosa, jakby przeczuwa , jakim sekretem elf chce si z nim podzieli . - Wezwa em ci tu nie bez powodu - odezwa si Odnajdywacz cie ek. C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

Darlantan milcza , Kagonos ci gn wi c dalej: - My , e wiem, gdzie ukryto B kitny Klejnot. - W istocie dobre to wie ci, je li si nie mylisz. Nie widzia samego klejnotu? - Nie... ale odkry em nie opodal obozowisko ogrów. Wybra y obronne wzgórze, ale nie jest to miejsce, w jakich zwykle obozuj . My , e strzeg tam czego cennego. - Brzmi to prawdopodobnie. B kitny Klejnot jest ostatnim z Pi ciu Talizmanów - ogry zrobi wszystko, aby pozosta w ich apach. A wi c ca a armia Taloniana manewruje na równinach jedynie po to, eby odwróci nasz uwag od rzeczy naprawd wa nej... - S jakie wie ci o b kitnych smokach? - Znikn y gdzie kilka dni temu. Nawet je li nie b si spieszy y, i tak w ci gu trzech dni zd na rodkowe równiny. Je li Silvanos nie b dzie mia B kitnego Klejnotu, jego armia jest zgubiona - Darlantan spojrza ku pó nocy, jakby wypatrywa na horyzoncie oznak pojawienia si niebieskich jaszczurów. Po chwili odwróci si do elfa. - Gdzie jest ów obóz ogrów? - Niezbyt daleko st d, cho moi wojownicy mog mie k opoty z dotarciem na miejsce. Ogry rozbi y obozowisko na wyspie, po rodku jeziora po onego wewn trz krateru wygas ego wulkanu. Teraz oczywi cie jezioro zamarz o, a wysp otaczaj niegi i lody. Moim zdaniem ogry nie spodziewaj si , e kto móg by podj ryzyko ataku przy takich ch odach. - Wy jednak spróbujecie? - Nie inaczej. Zebra em plemi w okolicznych górach i poprosi em wojowników innych klanów, aby zechcieli si do nas przy czy . Czy Silvanos zdo a przygotowa swe legiony do jednoczesnej walki z ogrami Taloniana i smokami? - Zanios mu te wie ci. Rozwa ju mo liwo rozdzielenia swych si i ukrycia ich w po udniowych puszczach, ale jestem pewien, e o ywiony nadziej nie ust pi. Ile czasu zajmie wam przygotowanie natarcia? - Uderzymy pojutrze - sporo czasu zajmie nam zebranie wojowników i wspi cie si na ciany krateru. Potem trzeba nam b dzie ca ego dnia, a mo e i po owy nast pnego, aby dostarczy klejnot na równiny. - By mo e poradzimy co na t ostatni zw ok . Pozwól, e oddal si od razu, C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

bo Silvanos z ogromn ulg wys ucha tych wie ci. - Czy wystarczy nam czasu? - spyta Kagonos. - Wiedz to jedynie bogowie. Je li b kitne przylec wcze niej, postaram si je zatrzyma , dopóki nie dostarczycie kamienia... ale musicie si spieszy , bo nie zdo am zatrzyma wszystkich. - Ruszajmy wi c wawo... i spotkajmy si po zwyci stwie. Dzi kuj , przyby na wezwanie Ko lego Rogu. - Nie mog em post pi inaczej... ale czekaj e jeszcze chwil . Jest co , co powiniene wiedzie . Kagonos znieruchomia . - Silvanos pragnie, aby ty i ca e twoje plemi do czyli do niego na po udniu, gdy wojna dobiegnie ko ca. Podniesie wasze klany do godno ci Domu i stworzy z was nowy naród. Pierworodny wzruszy ramionami. - Prosi mu wolno... ja jednak nie dam zgody. - I tak by powinno - rzek Darlantan z widocznym zadowoleniem. - Zajmij si teraz smoczym klejnotem... I sko czmy z t przekl spraw . Czy wiesz, e sami bogowie zap acili cen tej wojny? - Jak e to? - Trzej synowie Paladine’a - Solinari, Lunitari i Nuitan - dla stworzenia smoczych klejnotów skradli innym bogom pot magii. Zostali ukarani za kradzie ... sposób za , w jaki tego dokonano, objawi si wkrótce wszystkim. - Jak e mo na ukara boga? - Popatrz noc na niebo, po ostatniej bitwie... niewa ne, jak si sko czy. Ujrzysz tam swoje dowody... na tle gwiazd. Darlantan wyja nia to wszystko powoli, kiwaj c g ow . D ugie, siwe kosmyki bokobrodów zwisaj ce po obu stronach jego pooranej zmarszczkami twarzy falowa y pod wp ywem wzmagaj cych si powiewów wiatru. Te same powiewy przynios y odleg e wi ki. - B bny... - mrukn Kagonos. - Najdalej za trzy dni ogry Ta oniana b gotowe do natarcia. Nadlec te kitne smoki i nadejdzie czas rozwi za ... - przytakn stary cz owiek. Na pozór s aby i C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m

kruchy, opiera si jednak naporowi wiatru, a w jego bursztynowych oczach p on ogie odzie czej determinacji. - Powodzenia, przyjacielu - po egna si Kagonos, dotykaj c d oni ramienia czyzny. Ten jednak zacz ju zmienia kszta ty, przybieraj c na powrót posta srebrnego jaszczura. - I tobie niech sprzyjaj bogowie - odpar smok, pochylaj c g ow z powag . - Mo e ju wkrótce b dziemy wi ci zwyci stwo. Pierworodny odwróci si i wetkn stopy w wi zania nart, podczas gdy Darlantan rozpostar swe szerokie, srebrzyste skrzyd a. Po chwili obaj ju lecieli - jeden przecina powietrze, drugi sun po niegu - mkn c razem ku bitwie, która mia a ukszta towa przysz wiata. C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m C lick to buy N O W ! PDF-XChange w w w .docu-track.c o m