wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 119 021
  • Obserwuję1 418
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 614 678

Harlan Coben - Nieznajomy

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :880.9 KB
Rozszerzenie:pdf

Harlan Coben - Nieznajomy.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion H Harlan Coben
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 169 osób, 111 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 219 stron)

Harlan Coben Nieznajomy

O książce Najlepsza powieść Harlana Cobena od czasu „Nie mów nikomu”. Na solidnym kłamstwie można zbudować całkiem udane życie, ale jeśli tajemnica wyjdzie na jaw, w mgnieniu oka można stracić wszystko… Nieznajomy pojawia się znikąd. Możesz spotkać go w barze, na parkingu albo w sklepie spożywczym. Jego tożsamość pozostaje nieznana. Jego pobudki są niejasne. Ale wiadomości, z którymi przychodzi, zmieniają wszystko. Kilka słów, które wyszepcze Ci do ucha, sprawi, że Twoje poukładane życie rozbije się w drobny mak… Adam Price ma wiele do stracenia: piękną żonę, dwóch wspaniałych synów i wszystko, co się wiąże ze spełnieniem amerykańskiego snu – wygodny dom, dobrą pracę i pozornie idealne życie. Spotkanie z Nieznajomym wywróci je do góry nogami – odkrycie wstrząsającego sekretu dotyczącego jego żony Corinne sprawi, że w grze o przetrwanie ważny stanie się każdy ruch, a Adam nie będzie wiedział, komu może ufać. Tymczasem Nieznajomy zdradza innym kolejne tajemnice…

HARLAN COBEN Współczesny amerykański pisarz, który uznanie w kręgu miłośników literatury sensacyjnej zdobył swoją trzecią książką Bez skrupułów, opublikowaną w 1995 r. Jako pierwszy współczesny autor otrzymał trzy prestiżowe nagrody literackie przyznawane w kategorii powieści kryminalnej, w tym najważniejszą – Edgar Poe Award. Światowa popularność Cobena zaczęła się w 2001 r. od thrillera Nie mów nikomu, zekranizowanego w 2006 r. Kolejne powieści, za które otrzymał wielomilionowe zaliczki, m.in. Na gorącym uczynku, Wszyscy mamy tajemnice, Zostań przy mnie, Schronienie, Kilka sekund od śmierci, Sześć lat później i Tęsknię za tobą uczyniły go megagwiazdą gatunku i jednym z najchętniej czytanych autorów, także w Polsce. Twórczość pisarza wciąż budzi zainteresowanie filmowców: na podstawie Sześć lat później powstaje film z Hugh Jackmanem w roli głównej, a prawa do ekranizacji Tęsknię za tobą zostały kupione przez Warner Bros. www.harlancoben.com

Tego autora NIE MÓW NIKOMU BEZ POŻEGNANIA JEDYNA SZANSA TYLKO JEDNO SPOJRZENIE NIEWINNY W GŁĘBI LASU ZACHOWAJ SPOKÓJ MISTYFIKACJA NA GORĄCYM UCZYNKU KLINIKA ŚMIERCI ZOSTAŃ PRZY MNIE SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ TĘSKNIĘ ZA TOBĄ NIEZNAJOMY Myron Bolitar BEZ SKRUPUŁÓW KRÓTKA PIŁKA BEZ ŚLADU BŁĘKITNA KREW JEDEN FAŁSZYWY RUCH OSTATNI SZCZEGÓŁ NAJCZARNIEJSZY STRACH OBIECAJ MI ZAGINIONA WSZYSCY MAMY TAJEMNICE Mickey Bolitar SCHRONIENIE KILKA SEKUND OD ŚMIERCI ODNALEZIONY Jako współautor AŻ ŚMIERĆ NAS ROZŁĄCZY NAJLEPSZE AMERYKAŃSKIE OPOWIADANIA KRYMINALNE 2011

Tytuł oryginału: THE STRANGER Copyright © Harlan Coben 2015 All rights reserved Polish edition copyright © Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz s.c. 2016 Polish translation copyright © Robert Waliś 2016 Redakcja: Beata Kaczmarczyk Zdjęcie na okładce: © Roy Bishop/Arcangel Images Projekt graficzny okładki: Wydawncitwo Albatros Andrzej Kurłowicz s.c. ISBN 978-83-7985-300-7 Wydawca WYDAWNICTWO ALBATROS ANDZRZEJ KURYŁOWICZ S.C. Hlonda 2a/25, 02-972 Warszawa www.wydawnictwoalbatros.com Niniejszy produkt jest objęty ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że publiczne udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych – jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom. Przygotowanie wydania elektronicznego: Magdalena Wojtas, 88em

Dedykowane pamięci mojego kochanego kuzyna Stephena Reitera oraz jego dzieciom Davidowi, Samancie i Jasonowi

O ma duszo, bądź gotowa na przyjście Nieznajomego. Gotuj się, gdyż nadchodzi ten, kto umie stawiać pytania. Ten, kto nigdy nie zapomni drogi do twojego domu: Bo choćbyś unikał życia, to przed Śmiercią nie znasz schronu. T.S. Eliot

1 Nieznajomy nie zburzył całego świata Adama w jednej chwili. Przynajmniej tak Adam Price powtarzał sobie później, ale było to kłamstwo. Adam wiedział od początku, od pierwszego zdania, że jego życie zadowolonego męża i ojca dwojga dzieci, właściciela eleganckiego domu na przedmieściach bezpowrotnie legło w gruzach. Pozornie było to proste zdanie, jednak w tonie głosu mężczyzny kryło się zrozumienie, a nawet współczucie, które przekonało Adama, że nic już nie będzie takie jak dawniej. – Nie musiałeś z nią zostawać – powiedział nieznajomy. Znajdowali się w klubie American Legion w Cedarfield w stanie New Jersey. W Cedarfield mieszkało mnóstwo zamożnych specjalistów od funduszy hedgingowych, bankierów i innych finansowych „panów wszechświata”. Lubili pić piwo w klubie, ponieważ czuli się tam komfortowo i mogli udawać, że są solą tej ziemi i równymi chłopakami, podczas gdy było zgoła inaczej. Adam stał przy lepkim kontuarze. Na ścianie wisiała tarcza do darta. Neony reklamowały piwo Miller Lite, ale Adam trzymał w prawej dłoni butelkę budweisera. Odwrócił się w stronę mężczyzny, który właśnie się do niego przysunął, i chociaż już znał odpowiedź, spytał: – Mówi pan do mnie? Facet był młodszy od większości ojców, szczuplejszy, niemal wychudzony, i miał duże, świdrujące niebieskie oczy. Na jednym z jego białych ramion widać było kawałek tatuażu, który znikał pod krótkim rękawem. Na głowie nosił bejsbolówkę. Nie wyglądał na hipstera, przypominał raczej ponurego gościa z działu pomocy technicznej, który nigdy nie wychodzi na słońce. Przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu sprawiło, że Adam miał ochotę odwrócić wzrok. – Powiedziała ci, że jest w ciąży, prawda? Adam poczuł, jak jego dłoń mocniej zaciska się na butelce. – To dlatego zostałeś. Corinne powiedziała ci, że będziecie mieli dziecko. Właśnie wtedy Adam poczuł, jak w jego piersi przeskakuje jakiś przełącznik, zupełnie jakby ktoś uruchomił czerwony cyfrowy zegar, który zaczął odliczać czas do wybuchu bomby. Tik-tak, tik-tak. – Czy my się znamy? – spytał mężczyznę. – Powiedziała ci, że jest w ciąży – ciągnął nieznajomy. – Mówię o Corinne. Powiedziała, że jest w ciąży, a potem straciła dziecko. W klubie było pełno miejscowych tatuśków ubranych w białe T-shirty z rękawami trzy czwarte i luźne krótkie bojówki albo dżinsy, które w ogóle nie opinały tyłka. Wielu z nich nosiło bejsbolówki. Dzisiaj wieczorem odbywał się zaciąg czwarto-, piąto- i szóstoklasistów do drużyny lacrosse’a oraz selekcja do pierwszej reprezentacji. Adam był zdania, że jeśli ktoś chciałby zobaczyć ludzi o osobowości typu A w ich naturalnym środowisku, powinien przyjrzeć się rodzicom, którzy biorą udział w powoływaniu ich pociech do szkolnych reprezentacji. Mogłaby to nagrać ekipa Discovery Channel. – Czułeś się w obowiązku zostać, mam rację? – spytał nieznajomy. – Nie wiem, kim, do diabła… – Okłamała cię, Adamie. – Młody mężczyzna mówił z takim przekonaniem, jakby nie tylko był pewien swoich słów, ale także kierowała nim przede wszystkim troska o Adama. – Corinne to wszystko zmyśliła. Wcale nie była w ciąży. Jego słowa spadały jak ciosy, osłabiając Adama, zbijając go z tropu i ogłuszając, tak że

przypominał liczonego boksera. Chciał się bronić, chwycić faceta za koszulę i rzucić nim przez całą salę za to, że obraża jego żonę. Ale nie zrobił tego z dwóch powodów. Po pierwsze, był osłabiony, zbity z tropu i ogłuszony jak liczony bokser. Po drugie, ten człowiek mówił z taką pewnością w głosie, z takim cholernym przekonaniem, że Adam uznał, iż najrozsądniej będzie go wysłuchać. – Kim pan jest? – powtórzył swoje pytanie. – Czy to ważne? – Owszem. – Jestem nieznajomym. Nieznajomym, który dysponuje istotną wiedzą. Twoja żona cię okłamała, Adamie. Nie była w ciąży. Skłamała, żeby cię odzyskać. Adam pokręcił głową. Starał się zachować jasny umysł i spokój. – Widziałem test ciążowy. – Sfałszowany. – Widziałem wynik USG. – Także fałszywy. – Mężczyzna podniósł rękę, zanim Adam zdążył odpowiedzieć. – Tak samo jak brzuch, a raczej brzuchy. Odkąd Corinne powiedziała ci, że jest w ciąży, nie widziałeś jej nago, prawda? Pewnie twierdziła, że wieczorami źle się czuje i dlatego nie uprawialiście seksu. Zazwyczaj tak się dzieje. Dlatego kiedy poroniła, mogłeś spojrzeć wstecz z przeświadczeniem, że to od początku była trudna ciąża. Z drugiej strony sali dobiegło donośne wołanie: – Dobra, chłopaki, łapcie piwo i zabieramy się do roboty! Głos należał do Trippa Evansa, przewodniczącego zarządu ligi lacrosse’a, byłego dyrektora agencji reklamowej z Madison Avenue i przy okazji równego gościa. Pozostali ojcowie zaczęli brać ze sterty aluminiowe krzesła – takie, na jakich siedzi się podczas szkolnego koncertu – i ustawiać je w kręgu pod ścianami sali. Tripp Evans popatrzył na Adama, zauważył jego bladą twarz i zmarszczył z troską czoło. Adam lekceważąco machnął ręką i ponownie zwrócił się w stronę nieznajomego. – Kim pan jest, do cholery? – Możesz mnie traktować jak swojego zbawcę. Albo jak przyjaciela, który właśnie uwolnił cię z więzienia. – Gówno prawda. Niemal wszystkie rozmowy ustały. Mężczyźni się uciszyli, a w sali rozlegało się tylko szuranie krzesłami. Ojcowie w skupieniu czekali na rozpoczęcie zaciągu. Adam czuł się fatalnie. Wcale nie miał ochoty tu przychodzić. To Corinne była skarbniczką klubu lacrosse’a, ale jej szkoła zmieniła termin konferencji dla nauczycieli w Atlantic City i chociaż był to najważniejszy dzień w roku dla miłośników lacrosse’a w Cedarfield – oraz główny powód, dla którego Corinne tak się zaangażowała – Adam był zmuszony ją zastąpić. – Powinieneś być mi wdzięczny – rzekł mężczyzna. – O czym pan mówi? Nieznajomy po raz pierwszy się uśmiechnął. Adam nie mógł nie zauważyć, że był to serdeczny uśmiech, uśmiech uzdrowiciela, kogoś, kto zawsze chce się zachowywać właściwie. – Jesteś wolny. – To kłamstwo. – Dobrze wiesz, że mam rację, Adamie. – Hej, Adamie?! – zawołał Tripp Evans z przeciwległego końca sali. Adam odwrócił się w ich stronę. Wszyscy już siedzieli, poza nim i nieznajomym. – Muszę iść – wyszeptał nieznajomy. – Ale jeśli naprawdę potrzebujesz dowodu, sprawdź

swoją kartę Visa. Poszukaj płatności na rzecz Novelty Funsy. – Chwileczkę… – Jeszcze jedno. – Mężczyzna nachylił się ku Adamowi. – Na twoim miejscu zapewne zleciłbym badania DNA obu synów. Tik-tak, tik-tak… bum. – Co takiego? – Nie mam na to żadnego dowodu, ale kiedy kobieta jest skłonna skłamać w takiej sprawie, można założyć, że to nie jest jej pierwszy raz. Podczas gdy Adam próbował się otrząsnąć po tym ostatnim ciosie, nieznajomy pospiesznie wyszedł z sali.

2 Kiedy Adam odzyskał władzę w nogach, pobiegł za nieznajomym. Za późno. Mężczyzna właśnie ulokował się na siedzeniu pasażera szarej hondy accord. Samochód ruszył. Adam puścił się biegiem, żeby dokładniej mu się przyjrzeć, może zobaczyć tablicę rejestracyjną, ale zdołał zauważyć jedynie, że auto zarejestrowano w stanie New Jersey. Kiedy honda skręciła w stronę wyjazdu z parkingu, zwrócił uwagę na coś jeszcze. Za kierownicą siedziała kobieta. Była młoda i miała długie blond włosy. Gdy światło latarni padło na jej twarz, Adam zorientował się, że kobieta patrzy w jego stronę. Na krótką chwilę skrzyżowali spojrzenia. W jej oczach dostrzegł zatroskanie i współczucie. Dla niego. Samochód odjechał z rykiem silnika. Ktoś zawołał Adama po imieniu. Adam odwrócił się i powlókł do środka. ▪ ▪ ▪ Zaczęli od zaciągu do drużyny gospodarzy. Adam próbował się skupić, ale miał wrażenie, że wszystkie dźwięki docierają do niego jakby zza zamkniętych drzwi kabiny prysznicowej. Corinne ułatwiła mu zadanie. Już wcześniej oceniła każdego z chłopców, którzy starali się o miejsce w reprezentacji szóstoklasistów, dlatego mógł bez trudu dokonać wyboru między zawodnikami. Większym wyzwaniem – i prawdziwą przyczyną jego dzisiejszej obecności – było zadbanie o to, żeby Ryan, ich szóstoklasista, trafił do drużyny gwiazd. Starszy syn, Thomas, który uczęszczał teraz do drugiej klasy szkoły średniej, został usunięty z tej drużyny, kiedy był w wieku Ryana, ponieważ – przynajmniej tak uważała Corinne, a Adam się z nią zgadzał – jego rodzice za mało się angażowali. Zbyt wielu ojców przyszło tutaj dziś wieczorem nie z zamiłowania do sportu, ale żeby zawalczyć o interesy swoich dzieci. Wliczając Adama. Może to żałosne, lecz taka była prawda. Adam próbował nie myśleć o tym, co przed chwilą usłyszał – kim, u diabła, był ten facet? – jednak bezskutecznie. Zamglonym wzrokiem wpatrywał się w „raporty łowcy talentów”, które przygotowała Corinne. Jego żona była niezwykle uporządkowana, niemal pedantyczna. Wypisała nazwiska chłopców w kolejności od najlepszego do najgorszego, a kiedy któryś z nich był wybierany, Adam obojętnie wykreślał go z listy. Przyglądał się idealnemu pochyłemu pismu żony, które mogłoby się znaleźć na planszach z literkami alfabetu, jakie nauczyciele zwykle przypinają do tablicy w młodszych klasach. Taka była Corinne. Należała do tych dziewcząt, które po przyjściu do szkoły narzekają, że na pewno obleją, a potem kończą sprawdzian jako pierwsze i dostają piątkę. Była inteligentna, zmotywowana, piękna i… Zakłamana? – Przejdźmy do drużyn grających na wyjeździe – odezwał się Tripp. Salę ponownie wypełnił odgłos szurania krzesłami. Adam, wciąż zamroczony, dołączył do kręgu czterech mężczyzn, którzy mieli ustalić skład pierwszej i drugiej reprezentacji wyjazdowej. To był najważniejszy moment. Drużyny gospodarzy grały tylko w miasteczku. Najlepsi zawodnicy trafiali do reprezentacji A oraz B i mogli uczestniczyć w turniejach rozgrywanych na terenie całego stanu. Novelty Funsy. Skąd zna tę nazwę?

Głównym trenerem klasy Ryana był Bob Baime, ale Adam zawsze nazywał go Gastonem, gdyż kojarzył mu się z animowanym bohaterem disnejowskiego filmu Piękna i Bestia. Bob był potężnym mężczyzną o szerokim uśmiechu, jaki widuje się tylko u ludzi niegrzeszących rozumem. Był też hałaśliwy, dumny, głupi i złośliwy, a za każdym razem, gdy przechodził w pobliżu, wypinając pierś i wymachując rękami, miało się wrażenie, że towarzyszy mu ścieżka dźwiękowa z piosenką: „Nikt nie cwaniaczy/walczy/rzuca tak jak Gaston…”. Zapomnij o tym, napominał się w duchu Adam. Ten nieznajomy tylko sobie z tobą pogrywał… Skompletowanie drużyn powinno zająć kilka chwil. Każdemu z dzieciaków przyznano od jednego do dziesięciu punktów w różnych kategoriach – posługiwanie się kijem, szybkość, siła, podania i tak dalej. Potem liczby dodano i wyciągnięto średnią. Teoretycznie wystarczyłoby umieścić osiemnastu najwyżej ocenionych chłopców w pierwszej reprezentacji, kolejnych osiemnastu w drugiej, a reszcie podziękować. Proste. Najpierw jednak każdy z siedzących w kręgu mężczyzn musiał się upewnić, że ma swojego syna w najlepszej drużynie. No dobrze, załatwione. Teraz pora na ranking. Wszystko szło jak z płatka, dopóki nie zostało ostatnie wolne miejsce w reprezentacji B. – Powinniśmy przyjąć Jimmy’ego Hocha – oznajmił Gaston. Bob Baime rzadko po prostu mówił. Zazwyczaj coś oznajmiał. Jeden z jego nieśmiałych asystentów – Adam nie wiedział, jak tamten ma na imię – powiedział: – Jack i Logan są od niego wyżej w rankingu. – To prawda – oświadczył Gaston. – Ale znam tego chłopca. Jimmy Hoch jest lepszym graczem od tej dwójki. Po prostu nie wyszło mu podczas kwalifikacji. – Zakasłał w kułak. – Poza tym Jimmy miał ciężki rok. Jego rodzice się rozwiedli. Powinniśmy nieco mu odpuścić i przyjąć go do drużyny. Więc jeśli nikt nie ma nic przeciwko… Zaczął zapisywać nazwisko Jimmy’ego. – Ja mam – odezwał się Adam. Wszyscy się na niego obejrzeli. Gaston wysunął w stronę Adama brodę z dołeczkiem. – Słucham? – Ja mam coś przeciwko – rzekł Adam. – Jack i Logan mają wyższe noty. Który z nich wypadł lepiej? – Logan – odpowiedział jeden z asystentów trenera. Adam przebiegł wzrokiem w dół listy i sprawdził wyniki. – Dobrze, a zatem Logan powinien zostać przyjęty do drużyny. Ma wyższe noty oraz ranking. Asystenci nie wstrzymali oddechu, ale równie dobrze mogli to zrobić. Gaston nie przywykł do tego, że ktoś kwestionuje jego decyzje. Pochylił się, obnażając pokaźne zęby. – Bez obrazy, ale tylko zastępujesz żonę. Wypowiedział słowo „żonę” z takim lekceważeniem, jakby jej zastępowanie oznaczało, że nie jest się prawdziwym mężczyzną. – Nawet nie jesteś asystentem trenera – ciągnął Gaston. – Zgadza się – odparł Adam. – Ale potrafię liczyć, Bob. Logan uzyskał sześć i siedem dziesiątych punktu. Jimmy tylko sześć i cztery dziesiąte. Nie trzeba być geniuszem matematycznym, żeby wiedzieć, która z tych liczb jest większa. Choć jeśli chcesz, mogę ci to rozrysować na wykresie.

Gaston nie wychwycił sarkazmu. – Przecież właśnie wytłumaczyłem, że pojawiły się pewne szczególne okoliczności. – Rozwód? – Właśnie. Adam popatrzył na asystentów trenera, których nagle zafascynowało coś pod ich stopami. – A jak wygląda sytuacja w domach Jacka i Logana? – Ich rodzice są razem. – Więc to jest teraz decydującym czynnikiem? – spytał Adam. – Twoje małżeństwo jest bardzo udane, prawda, Ga… – Niemal nazwał go Gastonem. – Bob? – Co takiego? – Ty i Melanie stanowicie najszczęśliwszą parę, jaką znam, nieprawdaż? Melanie była drobną, energiczną blondynką, która często mrugała, jakby ktoś właśnie ją spoliczkował. Gaston lubił łapać żonę za tyłek przy ludziach nie po to, żeby okazać jej uczucia czy nawet pożądanie, ale żeby zademonstrować, że jest jego własnością. Odchylił się do tyłu, starannie ważąc słowa. – Owszem, mamy udane małżeństwo, ale… – W takim razie powinniśmy odjąć co najmniej połowę punktu od wyniku waszego syna, czy tak? Wtedy Bob junior będzie miał, policzmy, sześć i trzy dziesiąte punktu. Trafi do reprezentacji B. Skoro podnosimy wynik Jimmy’ego z powodu problemów jego rodziców, to czy nie powinniśmy obniżyć noty waszemu synowi, ponieważ jesteście tacy cholernie idealni? – Adamie, dobrze się czujesz? – spytał jeden z asystentów. Adam gwałtownie obejrzał się w jego stronę. – Tak, dobrze. Gaston zaczął zaciskać pięści. Corinne to wszystko wymyśliła, przemknęło Adamowi przez głowę. Nigdy nie była w ciąży. Skrzyżował spojrzenie z potężnym rywalem i wytrzymał jego wzrok. No dawaj, wielkoludzie, pomyślał. Właśnie dzisiaj. Gaston był masywnym i muskularnym mężczyzną, lecz wiadomo było, że to tylko pozory. Za jego ramieniem Adam zobaczył zaskoczoną twarz Trippa Evansa. – To nie jest sala rozpraw – rzucił Gaston, błyskając zębami. – Zapominasz się. Adam nie był w sali rozpraw od czterech miesięcy, ale nie miał ochoty poprawiać Gastona. Uniósł kartki z wynikami. – Te noty nie znalazły się tutaj bez powodu, Bob. – My także – odrzekł Gaston, przeczesując palcami swoją czarną grzywę. – Zabieramy głos jako trenerzy. Jako ludzie, którzy od lat obserwują te dzieciaki. Do nas należy ostateczna decyzja. A raczej do mnie, jako głównego trenera. Jimmy ma właściwe podejście. To także się liczy. Nie jesteśmy komputerami. Wykorzystujemy wszystkie dostępne nam narzędzia, żeby wybrać tych, którzy najbardziej na to zasługują. – Rozłożył potężne dłonie, starając się odzyskać wsparcie Adama. – Zresztą mówimy o ostatnim dzieciaku w reprezentacji B. To nie jest taka ważna sprawa. – Dla Logana pewnie tak. – To ja jestem głównym trenerem. Do mnie należy decyzja. Sala zaczęła pustoszeć. Ojcowie wychodzili. Adam otworzył usta, żeby jeszcze coś powiedzieć, ale niby po co? Wiedział, że nie wygra; dlaczego w ogóle wplątał się w ten spór? Nawet nie wiedział, kim, u diabła, jest ten Logan. W ten sposób starał się odwrócić swoją uwagę od chaosu, który zaszczepił w nim nieznajomy. To wszystko. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wstał z krzesła.

– Dokąd idziesz? – spytał Gaston, wysuwając do przodu brodę, która aż się prosiła o cios pięścią. – Ryan jest w reprezentacji A, prawda? – Tak. Adam właśnie po to tutaj przyszedł – żeby, w razie potrzeby, wstawić się za swoim synem. Załatwione. Reszta to drobiazgi. – Dobrej nocy, chłopaki. Wrócił do baru. Skinął głową do Lena Gilmana, szefa policji w miasteczku, który lubił pracować za barem, ponieważ w ten sposób ograniczał liczbę pijanych kierowców. Len odwzajemnił ukłon i podał Adamowi butelkę budweisera. Adam odkręcił kapsel z nieco przesadnym zapałem. Tripp Evans przysunął się do niego, a Len także podał mu budweisera. Obaj mężczyźni stuknęli się butelkami i zaczęli pić w milczeniu, podczas gdy uczestnicy zebrania wychodzili z budynku. Ojcowie wykrzykiwali słowa pożegnania. Gaston gwałtownie wstał – uwielbiał dramatyzm – i posłał Adamowi nieprzychylne spojrzenie. Adam w odpowiedzi uniósł butelkę, jakby wznosił toast. Trener wypadł z pomieszczenia. – Nawiązujesz przyjaźnie? – spytał Tripp. – Jestem bardzo towarzyski – odrzekł Adam. – Wiesz, że on jest wiceprzewodniczącym zarządu, prawda? – Muszę pamiętać, żeby przyklęknąć, kiedy spotkam go następnym razem. – Ja jestem przewodniczącym. – Więc lepiej od razu kupię ochraniacze na kolana. Tripp pokiwał głową, zadowolony z tej odpowiedzi. – Bob ma teraz wiele na głowie. – Bob to dupek żołędny. – Cóż, to prawda. Wiesz, dlaczego nadal nie zrezygnowałem z funkcji przewodniczącego? – Łatwiej jest podrywać laski? – Tak, oczywiście. A także dlatego, że jeśli ustąpię, Bob będzie następny w kolejce. – Strach pomyśleć. – Adam opuścił piwo. – Lepiej już pójdę. – Nie ma pracy. – Kto? – Bob. Stracił robotę ponad rok temu. – Przykro mi to słyszeć – odrzekł Adam. – Ale to żadna wymówka. – Nie powiedziałem, że to go usprawiedliwia. Po prostu chciałem, żebyś wiedział. – Jasne. – A więc – ciągnął Tripp Evans – Bob zatrudnił headhuntera, który pomaga mu w szukaniu posady; prawdziwą gwiazdę w branży. Adam odstawił piwo. – I co? – Ta gwiazda stara się znaleźć Bobowi nową robotę. – Już mówiłeś. – Facet nazywa się Jim Hoch. Adam znieruchomiał. – Ojciec Jimmy’ego Hocha? Tripp nic nie odpowiedział. – To dlatego chce przyjąć tego dzieciaka do drużyny? – Myślałeś, że naprawdę go obchodzi, że rodzice chłopaka się rozwiedli? Adam tylko pokręcił głową.

– A tobie to nie przeszkadza? – zapytał. Tripp wzruszył ramionami. – Nic tutaj nie jest czyste. Przecież wiesz, że rodzic, który angażuje się w karierę sportową swojego dziecka, jest jak lwica broniąca młodych. Czasami wybiera się dzieciaka do drużyny, ponieważ mieszka po sąsiedzku, a czasami dlatego, że ma seksowną matkę, która ubiera się wyzywająco na mecze… – Wiesz to z własnego doświadczenia? – Przyłapałeś mnie. A czasami wybiera się dzieciaka, ponieważ jego tata może nam załatwić pracę. To jeden z lepszych powodów. – Stary, jesteś strasznie cyniczny jak na człowieka z branży reklamowej. Tripp się uśmiechnął. – Wiem, ale pewne rzeczy się nie zmieniają. Jak daleko byś się posunął, żeby chronić swoją rodzinę? Nigdy byś nikogo nie skrzywdził, ja także, ale gdyby ktoś zagroził twoim bliskim i musiałbyś ocalić swoje dziecko… – Wtedy bylibyśmy zdolni do zabijania? – Rozejrzyj się, przyjacielu. – Tripp rozłożył ręce. – To miasteczko, te szkoły, te programy, te dzieciaki, te rodziny: czasami nie mogę uwierzyć, jakie mamy szczęście. Żyjemy jak we śnie, chyba zdajesz sobie z tego sprawę. Adam był tego świadomy. W pewnym sensie. Przeszedł drogę od niedocenianego finansowo obrońcy z urzędu do nadmiernie wynagradzanego specjalisty od prawa własności, żeby móc sobie pozwolić na ten sen. Zastanawiał się, czy było warto. – A jeśli Logan musi za to zapłacić? – Od kiedy życie jest sprawiedliwe? Miałem kiedyś klientów z dużej firmy motoryzacyjnej. Wiesz, o kim mówię. Na pewno niedawno czytałeś w gazecie o problemach z układem kierowniczym w ich samochodach. Wielu ludzi doznało obrażeń albo zginęło. Ci goście są niezwykle sympatyczni. Normalni. Więc jak to możliwe, że do tego dopuścili? Dlaczego postanowili zaoszczędzić i w ten sposób doprowadzili do śmierci tylu ludzi? Adam już wiedział, do czego zmierza Tripp, ale zawsze lubił go słuchać. – Ponieważ są zepsutymi draniami? Tripp zmarszczył czoło. – Wiesz, że to nieprawda. Są jak pracownicy firmy z branży tytoniowej. Czy oni też są źli? A pobożni ludzie, którzy tuszują kościelne skandale, albo, czy ja wiem, zatruwają rzeki? Czy to też po prostu zepsuci dranie, Adamie? Tripp już taki był – tatusiek-filozof z przedmieścia. – Sam mi powiedz. – Wszystko zależy od punktu widzenia. – Tripp się uśmiechnął. Zdjął czapeczkę, przygładził kosmyki nad coraz wyższym czołem i ponownie założył nakrycie głowy. – Ludzie nie są obiektywni. Zawsze kierujemy się uprzedzeniami. Zawsze chronimy własne interesy. – Te wszystkie przykłady coś łączy… – odezwał się Adam. – Co? – Pieniądze. – One są źródłem wszelkiego zła, przyjacielu. Adam pomyślał o nieznajomym. Pomyślał o swoich dwóch synach, którzy byli w domu i zapewne odrabiali lekcje albo grali w gry wideo. Pomyślał o swojej żonie na konferencji dla nauczycieli w Atlantic City. – Nie wszelkiego – odparł.

3 Parking przed klubem tonął w ciemnościach. Przez czarną zasłonę przebijały się tylko błyski światła z otwieranych samochodów oraz mignięcia ekranów smartfonów. Adam usiadł za kierownicą swojego auta. Przez kilka chwil siedział bezczynnie. Słyszał trzaskanie drzwi samochodów i odgłosy zapuszczanych silników. Trwał w bezruchu. „Nie musiałeś z nią zostawać…”. Poczuł w kieszeni wibrowanie telefonu. Pewnie SMS od Corinne. Chce się dowiedzieć, jak wypadło kompletowanie drużyn. Wyjął telefon i sprawdził otrzymaną wiadomość. Tak, to Corinne: Jak poszło?? Tak jak przypuszczał. Wpatrywał się w ekran, jakby SMS mógł zawierać jakąś ukrytą wiadomość, gdy nagle z zamyślenia wyrwało go stukanie w szybę. Wielka jak dynia głowa Gastona pojawiła się po stronie pasażera. Trener wyszczerzył się do Adama i gestem poprosił, żeby ten otworzył okno. Adam włożył kluczyk do stacyjki, wcisnął guzik i patrzył, jak szyba się opuszcza. – Hej, stary, nie mam do ciebie żalu – rzekł Gaston. – To zwykła różnica zdań, prawda? – Prawda. Gaston wsunął rękę przez okno, a Adam ją uścisnął. – Powodzenia w tym sezonie – powiedział Gaston. – Dzięki. A tobie życzę powodzenia w poszukiwaniu pracy. Gaston zamarł. Obaj mężczyźni przez chwilę trwali w bezruchu. Trener wypełniał okno swoją potężną sylwetką, a Adam siedział za kierownicą i nie odwracał wzroku. W końcu tamten uwolnił swoją łapę z uścisku Adama i odszedł. Co za bufon. Telefon ponownie zabrzęczał. Kolejna wiadomość od Corinne. Jesteś tam?!? Adam oczami wyobraźni widział, jak żona wpatruje się w ekran, nie mogąc się doczekać odpowiedzi. Nigdy nie lubił psychologicznych gierek, więc nie zamierzał drażnić się z Corinne: Ryan jest w reprezentacji A. Odpowiedziała natychmiast: Hura!!! Zadzwonię za pół godziny. Schował telefon, uruchomił silnik i ruszył w stronę domu. Miał do pokonania dokładnie 4,2 kilometra – Corinne zmierzyła odległość drogomierzem, kiedy zaczęła biegać. Minął połączone lokale Dunkin’ Donuts/Baskin-Robbins przy South Maple i skręcił w lewo obok stacji benzynowej Sunoco na rogu. Kiedy dotarł do domu, było już późno, ale wszystkie światła jak zwykle wciąż się paliły. Obecnie w szkołach wiele uwagi poświęca się oszczędzaniu energii oraz jej odnawialnym źródłom, lecz jego dwaj synowie jeszcze się nie nauczyli, że wychodząc z pokoju, należy zgasić światło. Usłyszał Jersey, ich suczkę rasy border collie, która zaczęła szczekać, gdy Adam zbliżył się do drzwi. Kiedy otworzył je kluczem, Jersey przywitała go, jakby jej pan powrócił z wojny. Adam zauważył, że miska na wodę jest pusta.

– Cześć. Żadnej odpowiedzi. Możliwe, że Ryan już śpi. Thomas albo kończy pracę domową, albo udaje, że to robi. Nigdy nie był w trakcie ani nie kończył zabawy ze swoim laptopem – Adam zawsze przerywał mu, kiedy chłopiec właśnie odrobił pracę domową i zaczynał grać. Adam napełnił miskę z wodą. – Cześć. Thomas pojawił się na szczycie schodów. – Cześć. – Wyprowadziłeś Jersey? – Jeszcze nie. Czyli w języku nastolatków: Nie. – Zrób to teraz. – Najpierw muszę dokończyć pracę domową. Czyli w języku nastolatków: Nie. Adam już chciał mu powiedzieć „Natychmiast” – to była klasyczna konfrontacja dziecka z rodzicem – lecz się pohamował i wbił wzrok w chłopca. Do oczu napłynęły mu łzy, ale je powstrzymał. Thomas był do niego bardzo podobny. Wszyscy tak mówili. Miał taki sam chód, tak samo się śmiał i tak jak u Adama jego drugi palec u nogi był dłuższy od pierwszego. Niemożliwe. Niemożliwe, żeby nie był jego synem. Mimo że nieznajomy powiedział… Więc teraz słuchasz nieznajomych? – zmitygował się w myślach. Przypomniał sobie wszystkie sytuacje, kiedy razem z Corinne przestrzegali chłopców przed nieznajomymi i niebezpieczeństwami, jakie grożą z ich strony, kiedy uczyli ich, żeby nie przesadzali z życzliwością wobec obcych, zwracali na siebie uwagę otoczenia, gdy podchodzi do nich ktoś dorosły, i ustalili jakieś hasło pozwalające informować się nawzajem o zagrożeniu. Thomas od razu zrozumiał, w czym rzecz. Ryan był bardziej ufny z natury. Corinne obawiała się mężczyzn, którzy kręcą się przy boiskach Małej Ligi, wiecznych trenerów mających niemal patologiczną potrzebę zajmowania się młodzieżą, nawet gdy ich własne dzieci już skończyły przygodę z reprezentacją, albo, co gorsza, nawet gdy sami nie mieli dzieci. Adam zawsze podchodził do tego na większym luzie – ale może kierowały nim jeszcze mroczniejsze motywy. Może po prostu nie ufał nikomu, kto miał kontakt z jego dziećmi, nie tylko ludziom, którzy w naturalny sposób mogli wzbudzać podejrzenia. Tak było łatwiej, prawda? Thomas wyczytał coś z twarzy ojca. Skrzywił się i w typowy dla nastolatka sposób hałaśliwie zbiegł po schodach, jakby jakaś niewidzialna dłoń popchnęła go od tyłu i jego stopy z trudem nadążały za ciałem. – To może z nią wyjdę – powiedział. Minął ojca i chwycił smycz. Jersey kuliła się pod drzwiami, gotowa do wyjścia. Jak wszystkie psy, zawsze miała ochotę na spacer. Okazywała to przemożne pragnienie, stając przed drzwiami, tak że nie sposób było ich otworzyć, by jej nie wypuścić. Psy. – Gdzie jest Ryan? – spytał Adam. – W łóżku. Adam zerknął na zegarek na kuchence mikrofalowej. Kwadrans po dwudziestej drugiej. Ryan kładł się o dziesiątej, ale przed zgaszeniem światła wolno mu było jeszcze przez pół godziny poczytać. Młodszy syn, podobnie jak Corinne, stosował się do zasad. Nigdy nie musieli mu zwracać uwagi, że się zasiedział. Rankiem wstawał z łóżka, gdy tylko zadzwonił budzik, a następnie brał prysznic, ubierał się i sam robił sobie śniadanie. Thomas był inny. Adam często zastanawiał się, czy nie zainwestować w oścień do poganiania bydła, żeby zmusić starszego syna

do większej porannej aktywności. Novelty Funsy… Adam usłyszał skrzypnięcie zamykanych drzwi z siatką, gdy Thomas i Jersey wyszli na spacer. Wspiął się po schodach i zajrzał do Ryana. Chłopiec zasnął przy zapalonym świetle z nową powieścią Ricka Riordana na piersi. Adam na palcach wszedł do pokoju, podniósł książkę, znalazł zakładkę i odłożył tom. Kiedy wyciągał rękę do wyłącznika lampy, Ryan się poruszył. – Tato? – Cześć. – Dostałem się do reprezentacji A? – Jutro dostanę e-maila z informacją, kolego. Niewinne kłamstwo. Adam oficjalnie jeszcze nie powinien znać składu drużyn. Trenerzy nie powinni informować swoich dzieci, dopóki rano nie zostaną rozesłane e-maile, tak żeby wszyscy dowiedzieli się jednocześnie. – W porządku. Ryan zamknął oczy i zasnął, zanim dotknął głową poduszki. Adam przez chwilę przyglądał się synowi. Ryan był bardziej podobny do matki. Adam nigdy wcześniej nie przywiązywał do tego dużej wagi – prawdę mówiąc, uznawał to za zaletę – ale dzisiaj zmusiło go to do refleksji. Idiotyzm, lecz nic nie mógł na to poradzić. Nie dało się cofnąć słów wypowiedzianych przez nieznajomego. Niepokój, który zagnieździł się w jego umyśle, nie dawał mu spokoju, ale w końcu jakie to ma znaczenie, do diabła? Załóżmy, że to prawda. Wbił wzrok w Ryana i ogarnęło go przytłaczające uczucie, jakiego czasami doznawał, gdy patrzył na swoich synów – po części czysta radość, po części strach, co może ich spotkać na tym okrutnym świecie, po części życzenia i nadzieje, a to wszystko połączone w jedyną rzecz na tej planecie, która wydaje się całkowicie nieskalana. Owszem, to banał, lecz co z tego. Czystość. Oto, co cię uderza, kiedy zapatrzysz się na swoje dziecko – czystość, której źródłem może być tylko prawdziwa, bezwarunkowa miłość. Tak cholernie mocno kochał Ryana. Czyby to wszystko stracił, gdyby się dowiedział, że Ryan nie jest jego synem? Czy można się tego pozbyć? Czy to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie? Pokręcił głową i odwrócił się. Dosyć filozofowania o ojcostwie jak na jeden wieczór. Na razie nic się nie zmieniło. Jakiś dziwak sprzedał mu kilka bzdur o udawanej ciąży. To wszystko. Adam wystarczająco długo miał do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, by wiedzieć, że niczego nie należy uznawać z góry za stuprocentowo pewne. To ty musisz podjąć wysiłek. Zbadać fakty. Ludzie kłamią. Trzeba przeprowadzić dochodzenie, ponieważ wstępne założenia bardzo często okazują się błędne. Jasne, intuicja podpowiadała Adamowi, że w słowach nieznajomego kryje się ziarenko prawdy, ale w tym cały problem. Kiedy polegasz na intuicji, tym łatwiej dajesz się zwieść pozorom. Podejmij wysiłek. Zbadaj fakty. Ale jak? To proste. Zacznij od Novelty Funsy. Rodzina używała wspólnego stacjonarnego komputera, który kiedyś stał w salonie. To był pomysł Corinne. W ich domu nie będzie potajemnego surfowania po sieci (czytaj: oglądania pornografii). Adam i Corinne mieli być świadomymi, dojrzałymi i odpowiedzialnymi rodzicami. Jednak Adam szybko zdał sobie sprawę, że taka żelazna dyscyplina bywa albo zbyteczna, albo absurdalna. Chłopcy mogli oglądać wszystko, także pornografię, na swoich telefonach. Mogli

pójść do domu kolegi. Mogli skorzystać z któregoś z laptopów albo tabletów, które znajdowały się w domu. Poza tym to było pójście na łatwiznę. Lepiej nauczyć dzieci właściwie postępować z własnej woli, a nie dlatego, że mama i tata patrzą im przez ramię. Oczywiście wszyscy rodzice na początku w to wierzą, dopiero później dochodzą do wniosku, że różnego typu wychowawcze triki też się czasem przydają. Drugi problem był bardziej oczywisty: gdyby ktoś chciał korzystać z komputera w zamierzonym celu – do nauki albo podczas odrabiania lekcji – hałas panujący w kuchni i odgłosy telewizora z pewnością by mu przeszkadzały. Dlatego Adam przeniósł stacjonarny komputer do niewielkiego zakątka, który otrzymał huczną nazwę „domowego gabinetu” – pomieszczenia, które każdemu służyło do innego celu. Po prawej stronie piętrzyły się czekające na sprawdzenie klasówki uczniów Corinne. Wszędzie walały się prace domowe Ryana i Thomasa; wstępna wersja jakiegoś wypracowania leżała w drukarce, jak ranny żołnierz pozostawiony na polu bitwy. Na krześle piętrzyły się rachunki, które Adam miał zapłacić przez internet. Włączoną przeglądarkę pozostawiono na stronie jakiegoś muzeum. Któryś z chłopców zapewne uczył się o starożytnej Grecji. Adam sprawdził historię przeglądania, żeby dowiedzieć się, jakie strony odwiedzano, chociaż chłopcy byli zbyt sprytni, żeby pozostawić obciążające ich dowody. Ale nigdy nic nie wiadomo. Thomas zapomniał kiedyś wylogować się z Facebooka. Adam usiadł przy komputerze i długo wpatrywał się w ekran, walcząc z całych sił z pokusą przeczytania prywatnych wiadomości syna. Przegrał tę walkę. Po przeczytaniu kilku wiadomości przerwał. Jego synowi nic nie groziło – to było najważniejsze – ale Adam dopuścił się niepokojącego naruszenia prywatności. Dowiedział się o rzeczach, o których nie miał się dowiedzieć. Nie było to nic szokującego. Nic, co przewróciłoby jego świat do góry nogami. Ale o takich sprawach ojciec zapewne powinien porozmawiać z synem. Tylko co miał zrobić z tą wiedzą? Gdyby otwarcie zwrócił się do Thomasa, musiałby się przyznać, że czytał jego wiadomości. Czy było warto? Rozważał powiedzenie o wszystkim Corinne, ale po spokojnym namyśle uznał, że rozmowy, które przeczytał, nie były nienormalne, a on sam jako nastolatek robił rzeczy, które wolałby ukryć przed rodzicami, a z których potem sam wyrósł. Gdyby jego rodzice go szpiegowali i próbowali z nim o tym rozmawiać, skutki zapewne byłyby opłakane. Dlatego Adam odpuścił. Rodzicielstwo nie jest dla mięczaków. Grasz na zwłokę, Adamie, zaatakowała go kolejna myśl. Zdawał sobie z tego sprawę. A zatem do roboty. Dzisiaj nie znalazł niczego wyjątkowego w historii przeglądania. Jeden z chłopców – zapewne Ryan – rzeczywiście uczył się o starożytnej Grecji albo po prostu wciągnęła go książka Riordana. Czytał o Zeusie, Hadesie, Herze i Ikarze. A więc o greckiej mitologii. Adam przewinął historię i sprawdził linki z poprzedniego dnia. Znalazł szczegóły dojazdu do hotelu i kasyna Borgata w Atlantic City. Logiczne. Tam zatrzymała się Corinne. Szukała także grafiku konferencji i go przeglądała. To wszystko. Dosyć zwlekania. Wszedł na stronę swojego banku. Adam i Corinne mieli dwa rachunki kredytowe Visa. Dla potrzeb własnej księgowości nieoficjalnie nazywali jeden z nich osobistym, a drugi biznesowym. Karty „biznesowej” używali do wydatków związanych z pracą – na przykład dotyczących

konferencji w Atlantic City. Do pozostałych płatności służyła karta osobista. Adam najpierw sprawdził konto osobiste. Skorzystał z wyszukiwarki i wpisał słowo „novelty”. Żadnych wyników. No i dobrze. Wylogował się i powtórzył wyszukiwanie na rachunku biznesowym. Tym razem coś znalazł. Nieco ponad dwa lata temu kartę obciążono kwotą 387,83 dolara na rzecz spółki Novelty Funsy. Adam zasłuchał się w niski pomruk komputera. Jak to możliwe? Skąd nieznajomy wiedział o tej płatności? Nie miał pojęcia. Adam widział już tę pozycję w rejestrze. Tak, był tego pewien. Sięgnął wstecz pamięcią, usiłując poskładać w całość skrawki wspomnień. Siedział w tym samym miejscu i sprawdzał stan konta. Zapytał Corinne o tę płatność. Zbyła go wtedy, tłumacząc, że chodzi o jakieś dekoracje do sali lekcyjnej. Jednak pamiętał, że zastanowiła go ta suma. Wydawała się wysoka. Corinne odpowiedziała, że szkoła zwróci jej koszty. Novelty Funsy. Ta nazwa nie brzmi złowrogo, prawda? Otworzył nowe okno i wpisał „Novelty Funsy” do wyszukiwarki Google. Na ekranie pojawił się komunikat: Wyświetla wyniki dla Novelty Fancy Podana fraza – Novelty Funsy – nie została odnaleziona O rany. Dziwna sprawa. Przecież w Google można znaleźć wszystko. Adam wyprostował się na krześle i zamyślił. Dlaczego nie ma ani jednego wyniku dla Novelty Funsy? Spółka była prawdziwa. Figurowała w historii płatności jego karty Visa. Zakładał, że zajmuje się sprzedażą dekoracji albo innych drobiazgów. Przygryzł dolną wargę. Nic z tego nie rozumiał. Jakiś nieznajomy podchodzi do niego i twierdzi, że Corinne jest kłamczuchą. Okłamała Adama – najwyraźniej w bardzo wyszukany sposób – gdy powiedziała mu, że jest w ciąży. Kim był ten człowiek? Po co zrobił coś takiego? Dobrze, na razie odłóżmy na bok te dwa pytania i zajmijmy się najistotniejszą kwestią: Czy to prawda? Adam miał ochotę odpowiedzieć przecząco i zapomnieć o całej sprawie. Niezależnie od doświadczanych problemów i zranień, jakie przyniosło im osiemnaście lat małżeństwa, ufał żonie. Wiele rzeczy z czasem się ulatnia, psuje, znika albo, w najlepszym wypadku, zmienia, jednak tym, co pozostaje, a nawet się umacnia, są więzy rodzinne – mąż i żona stanowią jedną drużynę. Jesteście po tej samej stronie, jedziecie na tym samym wózku, chronicie się nawzajem. Twoje zwycięstwa są jej zwycięstwami. To samo dotyczy porażek. Adam bezgranicznie ufał Corinne. A jednak… Widział to milion razy w swojej branży. Mówiąc wprost, ludzie mają oszustwo we krwi. On i Corinne stanowią zgraną parę, lecz zarazem są indywidualnościami. Byłoby miło zaufać bezwarunkowo i zapomnieć o nieznajomym – miał taką pokusę – ale oznaczałoby to chowanie głowy w piasek. Być może wątpliwości, które odzywały się w jego głowie, któregoś dnia by ucichły, ale nigdy nie zniknęłyby całkowicie. Musi się upewnić. Nieznajomy twierdził, że dowód kryje się w pozornie niewinnej płatności kartą kredytową. Adam uznał, że należy wyjaśnić tę sprawę. Był to winny sobie, jak również Corinne (przecież ona również nie chciałaby żyć w cieniu wątpliwości), dlatego zadzwonił pod darmowy numer informacyjny Visy. Nagrany głos kazał mu wpisać na klawiaturze numer karty, jej datę ważności

oraz kod weryfikacyjny, który znajdował się na odwrocie. Automat próbował udzielić mu informacji, ale w końcu spytał, czy Adam wolałby porozmawiać z przedstawicielem. Przedstawiciel. Zupełnie jakby zadzwonił do Kongresu. Adam odpowiedział twierdząco i usłyszał w słuchawce sygnał połączenia. Kiedy odezwała się przedstawicielka firmy, Adam musiał jej powtórzyć te same informacje – dlaczego zawsze tak się dzieje? – a także podać ostatnie cztery cyfry swojego numeru ubezpieczenia społecznego oraz adres zamieszkania. – Czym mogę panu służyć, panie Price? – Moją kartą dokonano płatności na rzecz firmy Novelty Funsy. Kazała mu przeliterować „funsy”, a następnie spytała: – Czy zna pan sumę i datę transakcji? Adam podał jej wymagane dane. Spodziewał się krytycznych uwag, kiedy wymienił datę – chodziło o transakcję sprzed ponad dwóch lat – ale kobieta powstrzymała się od komentarzy. – Jakich informacji pan potrzebuje, panie Price? – Nie przypominam sobie, żebym kupował cokolwiek od tej firmy. – Hm – odpowiedziała przedstawicielka. – Co się stało? – Niektóre firmy nie pobierają opłat pod swoją prawdziwą nazwą. Chodzi o dyskrecję. Jak w hotelu, kiedy recepcja informuje pana, że tytuł oglądanego przez pana filmu nie znajdzie się na rachunku. Chodziło jej o pornografię albo coś innego związanego z seksem. – To nie jest taki przypadek. – A więc to sprawdźmy. – W słuchawce rozległo się stukanie klawiszy. – Novelty Funsy zarejestrowano jako detaliczny sklep internetowy. To zazwyczaj oznacza, że firma ceni prywatność. Czy to panu w czymś pomogło? Tak i nie. – Czy istnieje możliwość poproszenia ich o szczegółowy rachunek? – Oczywiście. Ale to może potrwać kilka godzin. – Nie ma sprawy. – W bazie danych figuruje pański adres e-mail. – Odczytała adres. – Czy mamy na niego przesłać rachunek? – Tak będzie najlepiej. Przedstawicielka spytała, czy może mu jeszcze jakoś pomóc. Adam podziękował. Życzyła mu miłego wieczoru. Rozłączył się i zapatrzył na ekran z historią transakcji. Novelty Funsy. Po zastanowieniu doszedł do wniosku, że ta nazwa jednak kojarzy mu się z sex-shopem. – Tato? To był Thomas. Adam błyskawicznie sięgnął do wyłącznika monitora jak, no cóż, jak nastolatek przyłapany na oglądaniu stron porno. – Cześć – odezwał się Adam, wcielenie swobody. – Co słychać? Jeżeli Thomas uznał zachowanie ojca za dziwaczne, nie dał tego po sobie poznać. Nastolatkowie są absurdalnie mało domyślni oraz wiecznie skupieni na sobie. W tej chwili Adam był z tego zadowolony. Jego syna kompletnie nie interesowało, co ojciec sprawdzał w internecie. – Pojedziesz ze mną do Justina? – Teraz? – Ma moje spodenki. – Jakie spodenki? – Do ćwiczeń. Jutro trening.

– Nie możesz włożyć innych? Thomas zrobił taką minę, jakby ojcu wyrósł róg na czole. – Trener mówi, że na trening mamy wkładać spodenki do ćwiczeń. – Justin nie może ci ich jutro przynieść do szkoły? – Miał przynieść dzisiaj, ale zapomniał. – Więc w czym dziś ćwiczyłeś? – Kevin miał zapasową parę. To były spodenki jego brata, za duże na mnie. – Nie możesz powiedzieć Justinowi, żeby teraz schował je do plecaka? – Mogę, ale on tego nie zrobi. Mieszka tylko cztery przecznice stąd. Zresztą przydałaby mi się treningowa przejażdżka. Thomas tydzień wcześniej otrzymał dokument kursanta upoważniający go do prowadzenia samochodu w towarzystwie dorosłego opiekuna. Dla rodzica był to odpowiednik badania poziomu stresu, tylko bez użycia EKG. – Dobrze, zaraz zejdę. – Adam wyczyścił historię przeglądania i zszedł do salonu. Jersey miała nadzieję na kolejny spacer i posłała im żałosne spojrzenie mówiące: „Nie mogę uwierzyć, że mnie nie zabieracie”, kiedy ją ominęli. Thomas zabrał kluczyki i usiadł za kierownicą. Adam mógł się teraz odprężyć, zajmując miejsce dla pasażera. Corinne była zbytnio władcza. Wykrzykiwała polecenia i ostrzeżenia. Niemal wciskała nieistniejący pedał hamulca po swojej stronie. Gdy Thomas wyjechał na ulicę, Adam wbił spojrzenie w jego profil. Na policzkach chłopca zaczął się pojawiać trądzik. Na boku szczęki rosły delikatne włoski, które przypominały zarost Abrahama Lincolna, co prawda tylko kształtem, a nie gęstością, ale Thomas musiał się już golić. Nie codziennie, nie częściej niż raz w tygodniu, ale jednak. Chłopiec był ubrany w krótkie bojówki. Miał owłosione nogi. A także piękne niebieskie oczy. Każdy zwracał na nie uwagę. Lśniły błękitem jak lód. Thomas zaparkował na podjeździe, zatrzymując się nieco za blisko prawego krawężnika. – Wracam za chwilę – powiedział. – Dobrze. Thomas ustawił automatyczną skrzynię biegów na parkowanie i pobiegł w stronę drzwi wejściowych. Otworzyła mu Kristin Hoy, mama Justina – w drzwiach mignęła jaskrawa burza blond włosów – co zaskoczyło Adama. Kristin uczyła w tej samej szkole średniej co Corinne. Obie kobiety bardzo się do siebie zbliżyły. Adam sądził, że Kristin też poleciała do Atlantic City, ale po chwili przypomniał sobie, że konferencja dotyczy historii i języków. Kristin nauczała matematyki. Kristin uśmiechnęła się i pomachała Adamowi, a on odwzajemnił jej gest. Thomas zniknął wewnątrz domu, Kristin zaś ruszyła ścieżką w stronę samochodu. Chociaż to politycznie niepoprawne, musiał przyznać, że Kristin Hoy jest gorącą mamuśką. Adam słyszał, jak wspominają o tym koledzy Thomasa, ale sam też potrafił na to wpaść. Teraz szła w jego stronę posuwistym krokiem, ubrana w ściśle przylegające jeansy i obcisłą białą bluzeczkę. Startowała w zawodach kulturystycznych. Adam nie do końca wiedział, jakiego rodzaju są to zawody, ale w swojej dyscyplinie uchodziła za profesjonalistkę, cokolwiek to oznaczało. Sam nigdy nie był miłośnikiem muskularnych kobiet dźwigających ciężary, a na niektórych zdjęciach z zawodów ciało Kristin rzeczywiście wyglądało na żylaste i wyrzeźbione. Miała nieco zbyt jasne włosy, nieco zbyt białe zęby i nieco zbyt pomarańczową opaleniznę, ale przy bezpośrednim spotkaniu jej wygląd robił cholernie dobre wrażenie. – Cześć, Adamie. Nie był pewien, czy powinien wysiąść z samochodu. Postanowił zostać w środku. – Cześć, Kristin.

– Corinne jeszcze nie wróciła? – Nie. – Ale jutro wraca, tak? – Zgadza się. – W porządku, odezwę się do niej. Musimy poćwiczyć. Za dwa tygodnie mam mistrzostwa stanu. Na swoim profilu facebookowym Kristin przedstawiała się jako „modelka fitness” oraz „zawodniczka World Beauty Fitness & Fashion”. Corinne zazdrościła jej ciała. Niedawno zaczęły wspólnie trenować. Jak w wypadku wszystkich dobrych oraz złych nawyków, po pewnym czasie dociera się do etapu, na którym radosne przyzwyczajenie zmienia się w obsesję. Thomas wrócił ze spodenkami. – Dobranoc, Thomasie. – Dobranoc, pani Hoy. – Miłej nocy, chłopcy. Nie szalejcie za bardzo pod nieobecność mamy. Powędrowała powłóczystym krokiem w stronę domu. – Ona jest trochę irytująca – rzucił Thomas. – To niezbyt miłe. – Powinieneś zobaczyć jej kuchnię. – Dlaczego? Co jest nie tak z jej kuchnią? – Ma na lodówce swoje zdjęcia w bikini – wyjaśnił Thomas. – To obrzydliwe. Trudno z tym dyskutować. Kiedy Thomas wyjechał na ulicę, na jego ustach pojawił się drobny uśmiech. – Co się stało? – spytał Adam. – Kyle mówi na nią TTT. – Na kogo? – Na panią Hoy. Adam przez chwilę zastanawiał się, czy to jakieś nowe określenie gorącej mamuśki. – Co to znaczy TTT? – Tak się nazywa kogoś, kto nie jest zbyt ładny, ale ma atrakcyjne ciało. – Nie rozumiem – przyznał Adam. – TTT. Tylko-ta-twarz – powoli wyjaśnił Thomas. Adam próbował się nie uśmiechać, kiedy z dezaprobatą kręcił głową. Właśnie miał pouczyć syna – zastanawiał się, jak to zrobić, zachowując powagę – gdy zadzwonił jego telefon. Popatrzył na ekran. To była Corinne. Odrzucił połączenie. Powinien się skupić na drodze, w końcu jego syn prowadzi. Corinne to zrozumie. Już miał schować telefon do kieszeni, kiedy poczuł, że ten wibruje. Szybko jak na pocztę głosową, pomyślał, ale okazało się, że to e-mail z banku. Otworzył wiadomość. Znajdowały się w niej linki do poszczególnych zakupów, ale Adam nie zwracał na nie uwagi. – Tato? Wszystko w porządku? – Patrz na drogę, Thomasie. Po powrocie do domu dokładnie wszystko sprawdzi, lecz na razie pierwsza linijka e-maila powiedziała mu więcej, niż chciał wiedzieć. Novelty Funsy to występująca na fakturze nazwa następującego sklepu internetowego: Udawanie-Ciazy.com