wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 120 158
  • Obserwuję1 419
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 615 284

Krzysztof Boruń - Zagadki jasnowidzenia

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :1.7 MB
Rozszerzenie:pdf

Moje dokumenty

wotson
EBooki - alfabetycznie, wg imion
K

Krzysztof Boruń - Zagadki jasnowidzenia.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion K Krzysztof Boruń
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 190 osób, 70 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 182 stron)

Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki. Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

2 Krzysztof Boruń Katarzyna Boruń-Jagodzińska OSSOWIECKI – zagadki jasnowidzenia

3 Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

4 Wstęp Zdolności jasnowidcze i prorocze od wieków budziły emocje i podziw zarówno możnych jak i maluczkich tego świata. Wzmianki, a nierzadko i obszerne relacje o ludziach obdarzo- nych przez bogów lub naturę przedziwnym „wzrokiem wewnętrznym”, umożliwiającym do- strzeganie wydarzeń odległych w przestrzeni i czasie, można znaleźć w mitach i świętych księgach różnych ludów, w relacjach dziejopisów i pamiętnikarskich notatkach znanych oso- bistości. Nie brak co prawda niedowiarków wątpiących w realność owego „wewnętrznego wzroku” i przypisujących sukcesy wróżbitów i jasnowidzów dobrej znajomości psychiki ludzkiej, skrzętnemu gromadzeniu informacji i prawidłowemu wyciąganiu wniosków, a także odpo- wiednio niejasnemu, lecz bardzo sugestywnemu przekazywaniu proroctw. Nie zawsze jednak takie wyjaśnienie zadowala nawet zagorzałych sceptyków. O ile bowiem słuszne są podejrzenia w stosunku do wielu profesjonalnych „wróżów” i „ja- snowidzów” w rodzaju XVII-wiecznego mistyfikatora – Józefa Balsamo (1743–1795) i wróż- ki epoki napoleońskiej – Marii Lenormand (1772–1843), o tyle trudno – zachowując choćby najdalej posunięty krytycyzm – na podstawie materiałów dokumentalnych i relacji wiarygod- nych świadków znaleźć jakieś proste, naturalne wytłumaczenie fenomenalnych zdolności Stefana Ossowieckiego – słynnego polskiego jasnowidza okresu międzywojennego, którego Adam Grzymała-Siedlecki w swoich wspomnieniach o niepospolitych ludziach obdarzył mianem „przybysza z czwartego wymiaru”. Bo też rzeczywiście – właściwości przejawiane przez Ossowieckiego wykraczają daleko nie tylko poza tradycyjne umiejętności profesjonal- nych jasnowidzów-wróżbitów, lecz także znane i badane od lat przez parapsychologów uzdolnienia mediów psychicznych. Jeśli traktować jako w pełni wiarygodne sprawozdania z eksperymentów przeprowadzanych z tym niezwykłym człowiekiem – a są wśród nich spra- wozdania podpisywane przez szacowne grona profesorskie – należy chyba uznać go za naj- wybitniejszy fenomen jasnowidczy pierwszej połowy naszego stulecia, a być może w ogóle w historii parapsychologii. Zainteresowanie lekarzy i uczonych zjawiskami paranormalnymi (tj. nie mieszczącymi się w „normalnych” fizycznych i psychicznych właściwościach istot żywych) sięgają czasów Oświecenia, kiedy to głośny lekarz-magnetyzer – Franz Anton Mesmer (1734–1815) rozpętał swymi uzdrowicielskimi praktykami pierwszy wielki spór o – jakbyśmy dziś powiedzieli – bioenergoterapię. Na ten okres datuje się też pierwsze próby wykorzystania hipnozy do wy- woływania wizji jasnowidczych w celach diagnostycznych. Próby te, co prawda niezbyt uda- ne, podejmował uczeń Mesmera i odkrywca hipnozy (nazwanej przez niego somnabulizmem) markiz Chastenet de Puysegur. Dopiero jednak sto lat później w naukowych kręgach badaczy fenomenów metapsychologicznych zainteresowano się szerzej zjawiskami paranormalnymi w hipnozie, co pozwoliło zwiększyć ich powtarzalność, bardzo ograniczoną w doświadczeniach z mediami wchodzącymi w trans samorzutnie. Wyraz „medium”, oznaczający człowieka przejawiającego w czasie transu zdolności para- normalne, upowszechnił się w połowie XIX wieku i związany był pierwotnie z falą spiryty- zmu, przechodzącą wówczas przez Amerykę i Europę. W nawiązywaniu kontaktów ze świa- tem pozagrobowym konieczni okazali się pośrednicy pełniący rolę „środków przekazu”, czyli „medium” (ang.). Spirytystyczna interpretacja zjawisk paranormalnych nie znalazła, co praw- da, naukowego uznania – jednak terminu „medium”, w rozszerzonej treściowo formie, w ję- zyku potocznym używa się do dziś, chociaż w samej parapsychologii (nazywanej również

5 dawniej metapsychologią lub metapsychiką) na ogół z dużymi oporami. Niechęć ową po- dzielał również Ossowiecki, który wyraźnie wzbraniał się przed określaniem go jako medium. Pod koniec XIX i w początkach XX wieku obszar badań fenomenów „parapsychicznych”, zwanych w skrócie „fenomenami psi”, wielce się poszerzył. W dużym stopniu ukształtowała się wówczas również terminologia, przejęta później przez różne środowiska parapsycholo- giczne. I tak – w zależności od rodzaju uzdolnień i wytwarzanych zjawisk – podzielono media na fizyczne i psychiczne. Przejawy paranormalnych oddziaływań fizycznych to przede wszyst- kim telekineza, zwana również psychokinezą, tzn. zdolność zdalnego „psychicznego” poru- szania przedmiotami, powodowania ich odształceń czy nawet przeobrażeń modelowych – w szerszym pojęciu – również wywoływania zmian chemicznych, zjawisk świetlnych i termicz- nych bez dostrzegalnego udziału materialnego (fizycznego czy chemicznego) czynnika sprawczego. Do najbardziej efektownych rzeczywistych czy rzekomych przejawów mediumi- zmu fizycznego zalicza się lewitację – unoszenie przedmiotów czy własnego ciała w powie- trzu, materializację – „produkowanie” widm (fantomów) ludzi, zwierząt i przedmiotów, psychofotografię – fotografowanie myśli, tzn. wytwarzanie na materiale światłoczułym obra- zów będących odbiciem wyobrażeń medium, aport – przenoszenie przedmiotów z zamknię- tych lub oddalonych miejsc, jakoby bez pomocy sił fizycznych, bilokację – rozdwojenie, wydzielanie materialnego sobowtóra, przejawiające się obecnością tej samej osoby (medium) jednocześnie w dwóch miejscach. Zjawiska wytwarzane przez media fizyczne nie tylko na towarzyskich seansach spiryty- stycznych, ale również w czasie eksperymentów przeprowadzanych przez lekarzy i uczonych, pozostające w rażącej sprzeczności z „prawami natury”, budziły szczególnie ostre spory i obawy przed mistyfikacją, które, niestety, często okazywały się uzasadnione. Wykryte oszu- stwa zniechęcały też poważniejsze instytucje i towarzystwa naukowe do prowadzenia do- świadczeń z telekinetykami i mediami materializacyjnymi, jak na przykład Brytyjskie Towa- rzystwo Badań Psychicznych, skupiające swą uwagę przede wszystkim na zjawiskach tzw. postrzegania pozazmysłowego (ang. ESP – extra-sensory perception). Wyczyny mediów psychicznych przyjmowane były z mniejszymi oporami. Takie przeja- wy ESP jak telepatia – zdalny odbiór uczuć i myśli, bez pośrednictwa znanych zmysłów, czy zdolności różdżkarskie – reagowanie ruchami mimowolnymi na bardzo słabe bodźce mate- rialne (fizyczne i chemiczne), nie kolidowały z kanonami przyrodniczego światopoglądu, a mogły przecież oznaczać poszerzenie obszaru poznania. Z przypadkami zdającymi się wska- zywać na istnienie łączności telepatycznej spotykamy się zresztą niejednokrotnie w życiu codziennym, a profesja różdżkarza jest traktowana jak pewien rodzaj rzemiosła. I chociaż wyniki doświadczeń nie dawały jednoznacznej odpowiedzi czy te fenomeny rzeczywiście występują, a nie są tylko nieporozumieniem spowodowanym błędną interepretacją obserwo- wanych faktów, wielu uczonych skłaniało się do poglądu, że potwierdzenie empiryczne ich realności jest tylko kwestią czasu. Znacznie większy sceptycyzm niż telepatia budziły zjawiska zaliczane do telestezji (lub telegnozji) zwanej potocznie jasnowidztwem – czyli do postrzegania zjawisk, zdarzeń lub przedmiotów niedostępnych w danej chwili poznaniu zmysłowemu. Nie chodziło tu zresztą tylko o doznania quasi optyczne, lecz również słuchowe (tzw. jasno-słyszenie), dotykowe, węchowe, smakowe, termiczne itp., dla których odrębne nazwy nie przyjęły się powszechnie. Podstawowe „odmiany” jasnowidzenia to: kryptoskopia – zdolność odczytywania zakrytego pisma i rozpoznawania ukrytych przedmiotów, psychometria – zdolność wizyjnego dostrze- gania zdarzeń, zazwyczaj odległych w czasie i przestrzeni, w których uczestniczył określony człowiek, poprzez bezpośredni kontakt z przedmiotem pozostawionym przez tego człowieka, teleradiestezja – zdolność zdalnego stwierdzania istnienia złóż mineralnych, odnajdywania ukrytych przedmiotów lub określania czy dana osoba żyje, jaki jest stan fizyczny jej organi-

6 zmu i gdzie się znajduje, z pomocą tzw. wahadełka, prekognicja – jasnowidzenie przyszłych zdarzeń, retrokognicja – jasnowidzenie przeszłych zdarzeń, auroskopia – zdolność dostrze- gania promieniowania organizmu żywego (tzw. aury), umożliwiająca, zależnie od barwy promieniowania, jego natężenia i kształtu, wnioskowanie o stanie zdrowia, nastroju ew. zbli- żającej się śmierci, pismo automatyczne – zdolność „samoczynnego”, nieświadomego pisa- nia, towarzysząca transowemu rozszczepieniu osobowości w hipnozie i autohipnozie, ekste- rioryzacja – oddzielenie się świadomości od ciała i przenoszenie się jej w odległe lub odizo- lowane fizycznie miejsca. Obserwowane w czasie seansów spirytystycznych, ale też i kontrolowanych doświadczeń naukowych tego rodzaju przejawy jasnowidztwa były przyjmowane przez uczonych i lekarzy przeważnie z dużym sceptycyzmem. Szczególnie ostre kontrowersje wywoływały próby two- rzenia wokół rzeczywistych czy rzekomych dowodów paranormalnego postrzegania teore- tycznej otoczki okultystycznej, a często i spirytystycznej. Nieporównanie mniej jednak, niż w eksperymentach z mediami fizycznymi, było tu przy- padków wykrycia oszukańczych machinacji, chociaż w okresach bujnego rozkwitu spiryty- zmu cieszące się uznaniem „media psychiczne”, występujące na seansach za pieniądze lub z amatorstwa nie należały do rzadkości. Nie można pochopnie wyciągać stąd wniosku, że ja- snowidztwo sprzyja uczciwości. Po prostu w przypadku zjawisk fizycznych oszustwo można stwierdzić w sposób ewidentny, gdy zbieżność wizji transowych medium z rzeczywistością nie tylko nigdy nie jest doskonała i zawiera błędy, ale także sposób przekazywania informacji bywa często daleki od jednoznaczności, może więc być ta zbieżność dość dowolnie interpre- towana. W historii parapsychologii znane są co prawda przypadki odkrycia rzeczywistych źródeł informacji „jasnowidczych” lub dotyczących jakoby innego wcielenia medium (Helena Smith, Yirginia Tighe), ale i w takich przypadkach nie zawsze zachodzi świadome oszustwo, zwłaszcza gdy medium cierpi na schizofrenię. Mogłoby się wydawać, że wraz z rozwojem nauk przyrodniczych i zainteresowaniem, ja- kie od połowy XIX stulecia problematyką parapsychologiczną przejawiają lekarze, fizjolodzy i psycholodzy, spory te wygasną, doczekawszy rzetelnego naukowego rozstrzygnięcia. Oka- zało się jednak, iż o taki ostateczny werdykt wcale niełatwo. Nie tylko dlatego, że w pełni udane eksperymenty nie są w stanie przekonać zatwardziałych sceptyków, podejrzewających, że nawet najbardziej wnikliwi i skrupulatni badacze mogą stać się ofiarą zręcznej mistyfika- cji. Z kolei niepowodzenia, a także przypadki przyłapania mediów na oszustwach nie wyklu- czają przecież możliwości sukcesu w innych eksperymentach, ani też nie przeczą możliwości istnienia rzeczywistych uzdolnień parapsychologicznych niektórych ludzi. Nieufność środowisk naukowych do parapsychologicznych rewelacji i związana z nią nie- chęć do angażowania swego autorytetu w sporach między sceptykami i zagorzałymi obroń- cami wynika przede wszystkim z faktu, że tego rodzaju uzdolnienia jak jasnowidztwo i tele- kinezja nie mieszczą się w prawidłowościach fizykalnych i biologicznych odkrywanych przez nauki przyrodnicze. Z drugiej jednak strony, współczesny świat naukowy, po wielu doświad- czeniach, nie jest już tak, jak to bywało przed laty, skłonny przeczyć w sposób kategoryczny możliwości, że co najmniej niektóre z fenomenów paranormalnych rzeczywiście występują i krytycznie odnosi się nie tyle do opisywanych zjawisk co do ich interpretacji, nierzadko po- zbawionej naukowych podstaw. Niezależnie zresztą od tego, co można usłyszeć w kręgach entuzjastów paranauk na temat ignorowania przez „oficjalną naukę” fenomenów psi, właśnie osiągnięcia nauki w ostatnim półwieczu nie pozostały bez wpływu na rozwój badań pozwa- lających rzucić nieco światła na te fenomeny, a przynajmniej wykazać bezpodstawność nie- których modnych hipotez. Nie jest też prawdą, że znane i liczące się w świecie naukowym placówki badawcze „boją się” podejmowania tematów będących do niedawna domeną parap- sychologii. W szczególności w USA i ZSRR osiągnięto w tych badaniach znaczące wyniki – głośne w świecie stały się zwłaszcza doświadczenia przeprowadzone w stanfordzkim Instytu-

7 cie Badawczym i na Uniwersytecie w Ałma Acie. Nieprzypadkowo wzrost zainteresowania uzdolnieniami paranormalnymi zbiega się z gwałtownym przyśpieszeniem postępu poznawczego i technicznego w naszych czasach. Z pewnością postęp ten – możliwości zastosowania coraz doskonalszych technik badawczych w naukach biologicznych, m.in. w biochemii, biofizyce i psychofizjologii – wzbudził uzasad- nione nadzieje, że pasjonujące zagadki parapsychologii znajdą wreszcie naukowe rozwiąza- nie. Z tych nadziei zrodziła się psychotronika – nowa interdyscyplinarna dziedzina badań, zajmująca się oddziaływaniem wzajemnym między organizmami żywymi i ich środowiskiem wewnętrznym i zewnętrznym, a zwłaszcza procesami energetycznymi i informacyjnymi cha- rakteryzującymi te oddziaływania. Chodziło przede wszystkim o to, że badania dotyczące wpływu różnego rodzaju pól energetycznych na żywą materię, zdające się wskazywać na ważną rolę tych pól w funkcjonowaniu organizmów, mogłyby ukazać w innym świetle kon- trowersyjną dotąd sprawę zdolności telepatycznych, różdżkarskich, a także być może jasno- widczych. Z kolei szybki postęp w technice pomiarów biomedycznych i związana z tym la- wina odkryć w dziedzinie fizjologii mózgu otwierały drogę do wyjaśnienia istoty zmienio- nych stanów świadomości i ich oddziaływań na procesy biochemiczne i biofizyczne przebie- gające w organizmie, czego zadziwiające efekty można obserwować w hipnozie, jodze czy paramedycznych zabiegach leczniczych. I rzeczywiście – w ostatnich latach nasza wiedza o psychologii i fizjologii zjawisk, w któ- rych kluczowe znaczenie ma sugestia i autosugestia, bardzo się wzbogaciła, pozwalając roz- strzygnąć wiele wątpliwych kwestii, a nadzieje, jakie psychotronika wiąże ze stawiającą do- piero pierwsze kroki bioelektroniką nie są chyba bezpodstawne, chociaż oczekiwany rewolu- cyjny przewrót w poglądach na związek ducha i materii jak dotąd nie nastąpił. Brak w dal- szym ciągu uznanych powszechnie eksperymentalnych dowodów realności telepatii i teleki- nezy, mimo iż niektóre doświadczenia zdają się rzucać nowe światło na fizykalną stronę tych zjawisk. Żadna też z hipotez próbujących wytłumaczyć w oparciu o współczesną wiedzę przyrodniczą zaobserwowane fenomeny, nie zadowala w pełni nawet samych ich twórców. Jeszcze większe trudności weryfikacyjne i interpretacyjne napotykają badacze przejawów telestezji, jakkolwiek i tu zaznaczył się ostatnio wyraźny postęp na polu eksperymentalnym. Jest on jednak przede wszystkim zasługą badaczy-psychotroników, którzy programowo prze- prowadzają doświadczenia nie tylko ze znanymi telepatami i jasnowidzami, lecz także pró- bują rozwijać te zdolności u ludzi „zwykłych”, nie wyróżniających się żadnymi predyspozy- cjami. Niektóre tego rodzaju ćwiczenia, zwłaszcza jeśli przeprowadzane są z zachowaniem rygorów naukowych, nie tylko mogą poszerzyć obszar badań i ułatwić weryfikację hipotez, ale również stwarzają warunki powtarzalności tych jakże rzadkich i kapryśnych fenomenów. Wyniki tych eksperymentów zdają się prowadzić do nieco zaskakującego być może wnio- sku, że przyjęte dość powszechnie zasady klasyfikacji fenomenów, które tu przedstawiłem, trzeba uznać za sztuczne i mylące. Rzecz w tym, że można podejrzewać, iż nie ma zasadni- czych różnic w psychofizjologicznych procesach występujących w telepatii, jasnowidzeniu, różdżkarstwie czy jeszcze innych postaciach paranormalnej wrażliwości. Można też spotkać się z próbami stworzenia jakiejś ogólnej teorii jednoczącej wszystkie zjawiska paranormalne, łącznie z telekinezą – jak na razie bez większego powodzenia. Oczywiście, nie znaczy to, że wszystko co prezentowane jest pod szyldem psychotroniki zasługuje na zaufanie. Niestety, po początkowym okresie, w którym dominowały dążenia do nadania badaniom naukowego, przyrodniczego charakteru, pojawiły się próby nawrotu do tradycji metapsychicznych czy nawet okultystycznych, co z pewnością nie sprzyja umacnia- niu naukowych ambicji i grozi przenoszeniem na grunt psychotroniki jałowych, dawno prze- brzmiałych sporów. W tym miejscu jednak nie od rzeczy będzie zająć się choćby w paru zdaniach jeszcze jed- nym, i to nader istotnym, aspektem wzrostu zainteresowania zjawiskami paranormalnymi.

8 Jest bowiem paradoksem, że wzrost ten związany jest nie tylko z nadziejami, jakie budzi gwałtowne przyśpieszenie postępu naukowego i technicznego w ostatnim półwieczu, ale tak- że z rozczarowaniami dotyczącymi owoców tego postępu. Problemy energetyczne i żywno- ściowe, zagrożenia ekologiczne i epidemie, niebezpieczeństwo atomowej apokalipsy, terro- ryzm, bezkarność gwałtu i przemocy w różnych postaciach są w niemałej mierze produktem przemian ekonomicznych i społecznych we współczesnym świecie. Naturalną reakcją obron- ną społeczności ludzkich jest utrata zaufania do uznawanych dotąd autorytetów naukowych, politycznych i moralnych, a w rezultacie poszukiwanie oparcia i nadziei poza nimi, w parana- ukach, powrocie do natury, mistycyzmie, jasnowidzeniu i proroctwach, astrologii, ufologii czy po prostu – w świecie fantazji. Trudno więc się dziwić, że stowarzyszenia parapsycholo- giczne, radiestezyjne i psychotroniczne skupiają nie tylko naukowców i amatorów- przyrodników, ale również ludzi obcych światopoglądowo współczesnej nauce czy po prostu zawiedzionych jej „niemocą”. Przystępując do pracy nad książką o Stefanie Ossowieckim – chyba najbardziej zagadko- wej postaci w polskiej i światowej parapsychologii – uznaliśmy, że ograniczenie się do zebra- nia różnych relacji na temat jego niezwykłych umiejętności i losów życiowych byłoby nie tylko zubożeniem tematu i pozbawieniem Czytelnika odpowiedzi na nasuwające się pytania, lecz również przyczyniłoby się do pogłębienia nieporozumień czy wręcz mitów dotyczących jasnowidztwa. Stąd część czwarta książki poświęcona już nie samemu Ossowieckiemu i współczesnym mu fenomenom psi, lecz doświadczeniom przeprowadzanym w ostatnich kilkunastu latach w Polsce i za granicą, wnoszącym sporo nowych, interesujących spostrzeżeń dotyczących ja- snowidztwa. W części tej podjęta jest też próba skonfrontowania naszej współczesnej wiedzy psychologicznej i wyników współczesnych eksperymentów z analogicznymi umiejętnościa- mi, przejawianymi przez Ossowieckiego, co może ułatwić Czytelnikom wyrobienie sobie własnego poglądu na te dziwne i kontrowersyjne zjawiska. Nie mamy bowiem zamiaru suge- rować gotowych rozwiązań zagadek jasnowidzenia i prorokowania, odbrązawiać Ossowiec- kiego ani też utrwalać licznych legend na jego temat. Na wiele pytań brak jeszcze odpowiedzi i nie wiadomo czy prędko je znajdziemy. Nie znaczy to jednak, że stoimy całkowicie bezradni przed murem tajemnic. Można już rozstrzygnąć empirycznie niektóre kwestie sporne, a wy- suwane hipotezy, choć niezadowalające i często sprzeczne ze sobą, pozwalają spojrzeć wni- kliwiej na te pasjonujące zagadnienia i dojść do wniosku, że chociaż nauka nie powiedziała tu jeszcze ostatniego słowa, do niej właśnie będzie ono należało. Krzysztof Boruń

9 CZĘŚĆ PIERWSZA Inżynier – jasnowidz Był najsłynniejszym „psychometrą”1 dwudziestego wieku. Jak to jednak bywa z życiory- sami sławnych ludzi – w przeciwieństwie do bogatych materiałów prezentujących talenty jasnowidcze Stefana Ossowieckiego – dane biograficzne na temat jego życia prywatnego, perypetii wojennych i małżeńskich czy kłopotów finansowych i zawodowych są nader skąpe i fragmentaryczne. Brak niemal zupełnie udokumentowanych informacji dotyczących nie tylko jego młodości i w ogóle czterdziestu lat spędzonych w Rosji, ale również ważniejszych wyda- rzeń życiowych w dwudziestoleciu międzywojennym, już w odrodzonej Polsce, jak też w czasach okupacji hitlerowskiej. Nie ma nawet pewności, gdzie spoczywają jego prochy. Na płycie grobowca rodzinnego Jacynów, na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, wyryto jego nazwisko z dopiskiem: zaginiony w czasie wojny... Biografię Ossowieckiego zmuszeni byliśmy więc oprzeć przede wszystkim na jego wła- snych relacjach2 i informacjach uzyskanych od krewnych i znajomych inżyniera-jasnowidza, opublikowanych już materiałach wspomnieniowych oraz opracowaniach typu słownikowego, próbując, poprzez konfrontacje i selekcje danych, usunąć występujące w nich niestety dość często sprzeczności i luki chronologiczne. W ten sposób staraliśmy się ustalić możliwie wia- rygodną wersję życiorysu tego tak tajemniczego i fascynującego współczesnych człowieka, aż po jego tragiczną śmierć w ruinach GISZu. l. Punkty zwrotne? Stefan Ossowiecki urodził się 22 sierpnia 1877 roku w Moskwie. Ojciec jego – Jan Osso- wiecki – inżynier technolog o zdolnościach wynalazczych, właściciel dużych zakładów che- micznych produkujących farby i lakiery, był w młodości asystentem Dymitra Mendelejewa. Rodzina ojca pochodziła z Mohylowszczyzny, gdzie Ossowieccy nie posiadali co prawda większych obszarów ziemi uprawnej, ale za to ogromne lasy. Ród matki – Bony z Newlin- Nowohońskich – wywodził się z Kowieńszczyzny. Była ona nie tylko piękną kobietą (świad- czą o tym portrety pędzla Matejki i Żmurki), ale również „odznaczała się nadzwyczajną intu- 1 „Psychometra” - w terminologii parapsychologicznej: jasnowidz, u którego wizje po- znawcze wywołuje bezpośredni kontakt z materialnym przedmiotem związanym z człowie- kiem lub miejscem wydarzeń będących obiektem paranormalnego poznania. Tego rodzaju „psychometria” nie ma oczywiście nic wspólnego z psychometrią będącą działem psycholo- gii, zajmującym się opracowywaniem i stosowaniem testów oraz oceną ich wyników meto- dami matematycznymi. 2 S. Ossowiecki, Świat mego ducha i wizje przyszłości, Dom Książki Polskiej, Warszawa 1933, II wyd. – Astral Editorial Orfice, Chicago 1976. Słowo wstępne do II wyd. – dr Witolda Borysiewicza.

10 icją”. Po śmierci ojca Stefana w 1914 roku wyszła ponownie za mąż – za gen. Kriegera. Stefan miał pięcioro rodzeństwa – dwie starsze od niego siostry: Wiktorię, która wyszła za mąż za gen. Jana Jacynę, i Wandę, żonę sędziego Ottona Missuny, oraz trzech młodszych braci: Stanisława, prawnika, Henryka, inżyniera chemika, członka zarządu fabryki farb i la- kierów „Nobiles” we Włocławku i Eugeniusza, inspektora Najwyższej Izby Kontroli Pań- stwa3 . Jako dziecko Stefan darzony był przez matkę szczególnymi względami, otaczany stałą opieką i hołubiony, co – zdaniem niektórych krewnych – spowodowało później u niego pew- ną niezaradność życiową i małe zainteresowanie sprawami materialnymi. Dlatego też może przez całe życie, choć daleki był od megalomanii i pychy, odczuwał bardzo silnie potrzebę koncentrowania na sobie uwagi otoczenia i nigdy nie chciał zwierzać się, nawet bliskim przyjaciołom, z przykrości, jakich zdarzyło mu się doznać od ludzi. Po ukończeniu Korpusu Kadetów w Moskwie, mając 17 lat, zdał egzamin konkursowy do Instytutu Technologicznego w Petersburgu. Studia ukończył w 1899 roku i po uzyskaniu dy- plomu inżyniera – technologa, odbył półtoraroczną praktykę w zakładach chemicznych Cas- sela we Frankfurcie nad Menem. Po powrocie do Rosji pracował w kilku fabrykach chemicz- nych benzolo-anilinowych, zaś w roku 1915 objął kierownictwo zakładów Jana Ossowieckie- go w Moskwie, jako ich współwłaściciel po śmierci ojca. Owe pierwsze cztery dziesiątki lat życia przyszłego słynnego jasnowidza nie były jednak okresem tylko surowej musztry szkolnej i suchych nauk ścisłych, a potem prozaicznych zajęć inżyniera i bogatego przemysłowca, tak odległych metapsychice. Wiadomo, że swego czasu również wielki Mendelejew interesował się mediumizmem i z pewnością nie stanowiło to tematu tabu w domu Ossowieckich w latach chłopięcych Stefana. A był to przecież czas kształtowania się jego osobowości i zainteresowań. Pierwsze przejawy zdolności paranormalnych wystąpiły u Stefana – według jego relacji – już w czasach nauki w Korpusie Kadetów i doszukiwać się tu należy raczej pobudzającego wpływu atmosfery niezwykłości, otaczającej wówczas mediumizm, niż jakichś dziedzicznych predyspozycji. W swej autobiograficznej książce Świat mego ducha i wizje przyszłości Stefan Ossowiecki wspomina tylko o pewnych przejawach paranormalności u matki i siostry Wikto- rii. Ta ostatnia po śmierci syna-jedynaka, prawdopodobnie pod wpływem wstrząsu nerwowe- go, zaczęła przejawiać zdolności rzeźbiarskie. Daleki krewny gen. Jacyny, męża siostry ja- snowidza, dziennikarz i publicysta – Jerzy Jacyna (1913–1971) w swych wspomnieniach o Ossowieckim pisał, iż na jego pytanie o nagle ujawnione zamiłowania plastyczne pani Wikto- ria odpowiedziała: ,,Dlaczego zaczęłam rzeźbić? To bardzo proste: taka jest wola mojego zmarłego syna. Rozmawiam z nim często i to on właśnie kieruje moją ręką oraz pozwala mi widzieć to, czego nigdy przedtem nie widziałam”4 . Uzdolnienia Wiktorii Jacynowej ujawniły się w wieku już bardzo dojrzałym (syn zmarł mając około 30 lat), a – jak pisze dalej Jacyna – nigdy nie przejawiała ona zainteresowań tzw. życiem pozagrobowym ani nie odznaczała się dewocją. Wróćmy jednak jeszcze do młodzieńczych lat Stefana. Co wpłynęło na psychikę młodego inżyniera, że zwrócił się on ku nieuchwytnym, „wyższym rejonom ducha”? Niewątpliwie jednym z ludzi, którzy wywarli silny wpływ na kierunek zainteresowań Ossowieckiego był tajemniczy, niezwykły jasnowidz z Homla – Wróbel. Oddajmy głos samemu Ossowieckiemu: „Był to starzec wtajemniczony. Prawie całe swe życie spędził na Wschodzie, potem powrócił 3 Op. cit., II wyd., s. 8. 4 J. Jacyna, Fakty i legenda o Ossowieckim, „Tygodnik Demokratyczny” nr 30/1970, odc. 3

11 do swego kraju ojczystego, aby go już więcej nie opuszczać. Kiedy go poznałem, miał lat 76. Starzec ten posiadał wielki wpływ na moją psychikę, był moim szczerym przyjacielem i on właśnie wskazał mi sposób ćwiczenia oraz rozwijania zdolności. Było to wiele lat temu, gdy jeszcze jako student 3-go kursu pojechałem na praktykę do wielkiej papierni w Dobruszu. Dyrektorem tej fabryki był inżynier Antoni Stulgiński. Znajdowała się ona w odległości mniej więcej 7 km od Homla. Kiedy przybyłem do Homla i miałem jechać dalej koleją wąskotoro- wą w kierunku Dobrusza, pociągu jeszcze nie było; pozostawało więc dwie godziny czasu, z któremi nie wiadomo co robić. Zwróciłem się do naczelnika stacji, a on wskazał mi Wróbla, jako miejscową osobliwość i podał mi jego adres (...). Wróbel mieszkał na przedmieściu w małym drewnianym domku. Jako sędziwy starzec nie wstawał już z łóżka; leżał ubrany w czarną, jak gdyby zakonną szatę. Twarz miał piękną, se- micką, z długą siwą brodą. Wzrokiem swym przeniknął od razu mój świat wewnętrzny i z miejsca powiedział mi, jak się nazywam, oraz w jakim celu przybyłem. Przeniósł się do Mo- skwy, w najdrobniejszych szczegółach opisał całe moje życie, zastanawiając się (zatrzymu- jąc? – KB) nad jego ciekawszymi etapami. On pierwszy wyjaśnił mi, co znaczy a u r a i oświadczył, że i ja należę do tych, którzy ją widują. Podkreślił przy tym moje nadprzyrodzone zdolności i zapowiedział, że w latach późniejszych nazwisko moje będzie znane. Mówił o mojej przyszłości i przeszłości, a przyznać trzeba, że wszystko się dotychczas sprawdziło. Był to człowiek nadzwyczajny. Podczas dwóch miesięcy mojej praktyki fabrycznej dwa razy na tydzień przyjeżdżałem do niego. W godzinach tych wizyt Wróbel nikogo więcej nie przyjmował, poświęcając ten czas wyłącznie mojej osobie. Wielu ludzi u niego poznałem, przyjeżdżali tu bowiem ciekawi z całej Rosji, on każdego przyjmował mile i wszyscy go z wielką czcią wspominali. Wróbel dużo mówił mi o przyszłości Rosji, o wskrzeszeniu Polski. Podstawą jego wiedzy była kabała hebrajska. Żałowałem, że musiałem opuścić Homel i nie mogłem skorzystać więcej z jego szkoły wtajemniczenia. W owych czasach miał on jeszcze dwóch uczniów: P. Jana Jarkowskiego, inżyniera, bardzo zdolnego człowieka, autora znakomitej książki Wszechświatowe ciążenie, który do niego przyjeżdżał z Petersburga, oraz profesora Akademii Prawnej w Petersburgu – gen. Szendzikowskiego”5 . Nie ma, niestety, bliższych informacji, jaki konkretnie wpływ wywarł cadyk z Homla na rozwój metapsychicznych uzdolnień Ossowieckiego. Wiemy z jego książki, że jako czterna- stoletni chłopiec przejawiał zdolności telepatyczne, a później telekinetyczne, które – gdy miał około czterdziestki – poczęły zanikać, a ich miejsce zajęły niezwykłe uzdolnienia psychome- tryczne, przynosząc mu światową sławę. Czyżby owe dwadzieścia lat, dzielące spotkanie z Wróblem od zamknięcia rosyjskiej karty w życiorysie, były okresem ćwiczeń według wska- zań mistrza i dojrzewania duchowego przyszłego jasnowidza? Z pewnością to, co wówczas działo się w Rosji – atmosfera panująca na dworze Mikołaja II wśród arystokracji i inteligencji rosyjskiej – wywierało pewien wpływ na Ossowieckiego. Sprzyjała ona przecież zainteresowaniom metapsychiką, okultyzmem czy wręcz fascynacji mistycyzmem i różnymi naukami tajemnymi. Pamiętajmy, że na dworze tym działał i rozta- czał nad nim swą moc „święty demon” z Carskiego Sioła, Grzegorz Rasputin6 . Ani Ossowiecki, ani jego rodzina nie podzielała fascynacji osobą „świętego starca”. Raczej 5 S. Ossowiecki, op. cit., s. 80–81. 6 Georgij I. Rasputin (1872–1916), wł. G. I. Nowych – mnich rosyjski, hipnotyzer, od 1907 r. faworyt rodziny cara Mikołaja II, zdobył intrygami duży wpływ na dworze carskim w okresie I wojny światowej. Zamordowany przez grupę monarchistycznych polityków pod przewodnictwem księcia F. Jusupowa.

12 odwrotnie. Generał Jan Jacyna wspomina w pamiętnikach okres pobytu swojego syna Alek- sandra (a więc siostrzeńca Stefana) w Korpusie Paziów w Petersburgu: „W Szkole Paziów kolegowała z nim (Aleksandrem – przyp. KB) spora paczka Polaków. Stosunki koleżeńskie były tam doskonałe. Był z nimi na jednym kursie głośny obecnie – jako zabójca Rasputina – książę Jusupow, ożeniony z córką siostry cara Mikołaja II – Ireną. Mój syn był z nim w przyjaznych stosunkach nie tylko wtedy, ale i w latach następnych”. Rok 1914 otwiera nowy, zwrotny okres w życiu Stefana Ossowieckiego, znaczony wybu- chem pierwszej wojny światowej, a wkrótce potem śmiercią ojca i przejęciem po nim obo- wiązków kierowania moskiewską fabryką. Militaryzacja zakładów przemysłowych, połączo- na z mobilizacją kadry technicznej, coraz trudniejsza sytuacja na froncie, wrzenie rewolucyj- ne, a przede wszystkim nadzieje na odrodzenie się Polski, włączają Ossowieckiego w krąg spraw politycznych. Po rewolucji lutowej 1917 roku wybrano go wiceprezesem Związku Wojskowych Polaków i w czerwcu tego roku członkiem Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego (Naczpolu). Prezesem Naczpolu zostaje Władysław Raczkiewicz7 , zaś w skład Polskiego Wojskowego Komitetu Wykonawczego wchodzi m.in. szwagier Ossowieckiego – gen. Jan Jacyna8 . Jak potoczyły się losy Ossowieckiego po rewolucji październikowej – brak szczegółow- szych relacji. Wiadomo tylko, że był aresztowany, podobno w bardzo dramatycznych oko- licznościach, i znalazł się w więzieniu. Trudno się temu dziwić – był przecież współwłaści- cielem i dyrektorem wielkiej fabryki, a więc „burżujem”, a do tego jeszcze obracał się w śro- dowisku arystokracji i wyższych wojskowych, zbliżonych do dworu carskiego. W więzieniu przebywał Ossowiecki kilka miesięcy. Po zwolnieniu, wobec rozwiązania się w tym czasie (w lutym 1918 r.) Naczpolu, wyjechał do Polski i zamieszkał w Warszawie. Kto wie, być może nie tylko rady Wróbla, ale także dramatyczne przeżycia w czasie re- wolucji wpłynęły na jego psychikę w ten sposób, że dotychczasowe talenty medialne, natury raczej widowiskowej, przekształciły się w dar jasnowidzenia? Znane są w historii parapsy- chologii przypadki, że bezpośrednie zagrożenie życia wyzwalało ukryte zdolności psi – i w przypadku Ossowieckiego zmieniło „medium fizyczne” w wizjonera? Możemy snuć jedynie domysły... 2. W oczach przyjaciół i znajomych Szybkie osiągnięcie liczącej się pozycji w „wyższych sferach” niepodległej już Polski za- wdzięczał Stefan Ossowiecki nie tylko umiejętnościom zawodowym i przedsiębiorczości, ale również – a chyba nawet przede wszystkim – rozległym koligacjom i znajomościom we wpływowych kołach gospodarczych i politycznych. Z ową przedsiębiorczością i zmysłem 7 Władysław Raczkiewicz (1885–1947) – polityk, z zawodu prawnik, powołany do wojska rosyjskiego w 1914 r., współtwórca Naczpolu w 1917 r. i jego prezes. W latach międzywo- jennych minister spraw wewnętrznych., wojewoda nowogrodzki, wileński, krakowski i po- morski, marszałek Senatu. 29 września 1939 I. Mościcki przekazał mu urząd Prezydenta RP, który R. sprawował na emigracji. 8 Jan Jacyna (1864–1930) – generał, do 1917 w wojsku rosyjskim, członek Naczpolu, w WP szef departamentu szkoleniowo-naukowego Min. Spraw Wojskowych, szef polskiej misji w Paryżu, adiutant generalny Naczelnika Państwa, przewodniczący oficerskiego Trybunału Orzekającego. Po przewrocie majowym przeniesiony w stan spoczynku.

13 praktycznym, niezbędnym w interesach, różnie zresztą bywało. Prawda, że nie brakowało mu inicjatywy lub po prostu dobrych chęci. Uczestniczył w różnego rodzaju przedsięwzięciach mających przynieść poważne profity, ale jakoś nie dorobił się większego majątku, a nierzadko przyjaciele i krewni – jak np. jego kuzyn, inż. Władysław Skarbek-Stefanowski – swą radą a czasem i pomocą finansową zapobiegali poważniejszym klęskom. W pierwszych ośmiu latach pracował zresztą na etatach w przemyśle i handlu: od 1919 do 1925 roku – jako kierownik biura sprzedaży Towarzystwa Zakładów Żyrardowskich, a na- stępnie do 1927 roku – jako dyrektor administracyjny przedstawicielstwa Spółki Akcyjnej „Widzewska Manufaktura”. W 1930 roku w ramach Zrzeszenia Oficerów Rezerwy zorgani- zował wraz z inż. Stefanowskim spółdzielnię zarobkową, zajmującą się dezynfekcją aparatów telefonicznych preparatem ich wynalazku, próbując powrócić do zawodu inżyniera-chemika. Spółdzielnia ta działała do 1934 roku. W drugiej połowie lat trzydziestych Ossowiecki i Stefanowski założyli w Warszawie przedsiębiorstwo wytwórcze pod nazwą Towarzystwo Przemysłu Chemicznego. Inżynier- jasnowidz szukał też szczęścia w finansach i handlu, przeważnie bez większego powodzenia. Był współzałożycielem i wiceprezesem rady nadzorczej Banku dla Handlu Zagranicznego, a także współwłaścicielem (wraz z inż. Kisielewskim) Warszawsko-Śląskiej Spółki Węglowej, sprzedającej hurtowo węgiel i materiały budowlane. Działał również w zarządach takich przedsiębiorstw, jak Huta Szkła „Janina” w Dobrach Grajewo, Warszawskie Towarzystwo Budowlane (prezes zarządu do 1933 r.), czy Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjno- Budowlanych. F. Oppmana i H. Kozłowskiego. W czasie okupacji zajmował się już tylko dorywczo pośrednictwem handlowym (paszą, a następnie żelazem)9 ; głównym źródłem utrzymania Ossowieckich był bar kawowy „Gryf” przy ul. Brackiej 6, prowadzony przez żonę inżyniera, Zofię, wraz z jej bratową Aleksandrą Skibińską i Magdaleną Roszkowską. Po przyjeździe w 1918 roku do stolicy odrodzonej Polski Ossowiecki od razu znalazł opar- cie wśród przybyłych wcześniej przyjaciół, znajomych i członków rodziny. Odnawiał stare znajomości, nawiązywał nowe – nierzadko z wysoko postawionymi osobistościami ze sfer politycznych, wojskowych i przemysłowych. Przyjacielska zażyłość łączyła go też z wieloma przedstawicielami elity naukowej i artystycznej. W relacjach z eksperymentów przeprowa- dzonych najczęściej w czasie spotkań towarzyskich znajdujemy nazwiska wielu profesorów, m.in.: Cz. Białobrzeskiego, A. Chojeckiego, W. Doroszewskiego, B. Emersona, A. Graviera, M. Kamieńskiego, A. Krokiewicza, E. Lotha, I. Łukasiewicza, S. Mazurkiewicza, L. Petra- życkiego, S. Poniatowskiego, A. Ponikowskiego, Ch. Richeta, J. Rostafińskiego, K. Skórewi- cza, S. Skorupki, K. Stołychwy, W. Witwickiego i M. Wolfkego. Spośród pisarzy można tu wymienić przykładowo: Prevosta, Przybyszewskiego, Reymonta, Rostworowskiego, Żerom- skiego i Szpotańskiego, z muzyków: Drzewieckiego, Kochańskiego, Orłowa, Rubinsteina i Szymanowskiego, aktorów i śpiewaków operowych: Osterwę, Leszczyńską (Jackowską), Ruffo i Smirnowa. Najsławniejsza jednak, najszerzej komentowana i będąca przedmiotem anegdot i legend była znajomość inżyniera jasnowidza z Józefem Piłsudskim. Nie wiadomo dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach poznał Ossowiecki ówczesnego Naczelnika Państwa. Piłsudski żywo interesował się „metapsychiką” i wspólnie z Ossowiec- 9 Dane biograficzne dot. działalności zaw. Ossowieckiego w okresie międzywojennym oparto głównie na informacjach zawartych pod hasłem „Stefan Ossowiecki” (opr. przez Je- rzego Kubiatowskiego), zamieszczonym w Polskim Słowniku Biograficznym, tom XXIV, ze- szyt 102, Ossolineum, Wrocław 1979, s. 431–433, oraz relacjach krewnych i powinowatych Ossowieckiego, m.in. Marii Jadwigi Wierzbickiej, pełniącej w latach 1931/32 w przedsiębior- stwie dezynfekującym telefony, współzarządzanym przez Ossowieckiego, obowiązki sekre- tarki i księgowej.

14 kim przeprowadzili kilka udanych doświadczeń (patrz cz. II, rozdz. 2). Wiadomo też, że nie tylko jasnowidz bywał w Belwederze, ale również marszałek odwiedzał go w jego mieszka- niu na Pięknej. Przyjacielskie stosunki uległy ochłodzeniu po przewrocie majowym. Prawdo- podobnie z tej przyczyny, iż szwagier Ossowieckiego – gen. Jacyna – pozostał wiemy przy- siędze złożonej prezydentowi Wojciechowskiemu i nie przeszedł na stronę „Sulejówka”. Za- ważyło to na dalszych losach generała. Został on przeniesiony w stan spoczynku i na tym ślepym torze pozostał aż do swej śmierci w roku 1931”10 . Kontakty telepatyczne i jasnowidcze Piłsudskiego z Ossowieckim stały się tematem rów- nież politycznych anegdot. Jedną z nich, mającą tłumaczyć przyczynę psucia się stosunków między marszałkiem i jasnowidzem, przytacza J. Jacyna w swoich wspomnieniach: „(...) późną wiosną roku 1926 w Warszawie, (...), Ossowiecki spędzał wesoło czas w gro- nie przyjaciół (...). Ktoś rzucił myśl: – Powiedz nam don Stephanio, czy mógłbyś teraz nam powiedzieć, co robi Piłsudski? – Tak, tak, koniecznie, prosimy nam to powiedzieć! – rozległo się ze wszystkich stron. Ossowiecki bez entuzjazmu, po krótkim wahaniu, dał się uprosić. Umilkł gwar głosów. Ja- snowidz wpadł w trans i zaczął mówić: – Widzę duży, dębowy stół. Jakieś grube książki. Półmrok. Stół oświetla stojąca z boku lampa. Cisza. Słychać miarowy rytm zegara. Nad stołem pochylony Piłsudski. Przed nim ma- pa. Marszałek coś na tej mapie zakreśla kolorowymi kredkami. To jego ulubiona gra wojenna. Chwileczkę! To dziwne! To nie jest mapa jakiegoś kraju, to raczej plan miasta. Tak – to jest miasto. Środkiem płynie wielka rzeka. Tak! Już nie mam wątpliwości – to Warszawa... Ale dlaczego?...”11 Prawdopodobnie i tę historię należy między bajki włożyć, jak wiele innych politycznych proroctw przypisywanych Ossowieckiemu. Jako obywatel Warszawy Ossowiecki zamieszkał początkowo na Trębackiej 11, a następ- nie przy ul. Pięknej 5. W roku 1922 ożenił się z Rosjanką – Aliettą de la Carriere. Mieszkanie przy ul. Pięknej okazało się jednak wilgotne i niezbyt wygodne, na co często skarżyła się pani Alietta. Po kilku latach Ossowieccy przeprowadzili się więc do większego lokalu przy ul. Polnej 32. Ich wspólne życie nie układało się, niestety, najlepiej. Wiecznie zajęty pracą za- robkową i interesami, a przede wszystkim „metapsychiką”, rozchwytywany przez ludzi, eks- perymentujący i wygłaszający odczyty na zebraniach i zjazdach parapsychologicznych – nie- wiele miał czasu „dla domu”. Chyba w niemałym stopniu na tym właśnie tle dochodziło do konfliktów między małżonkami. Stopniowo i Alietta stworzyła sobie własny krąg towarzyski. Podobno bywało, że małżo- nek-jasnowidz musiał szukać jej po Warszawie i nie zawsze potrafił odnaleźć. W sprawach osobistych bowiem zdolności „metapsychiczne” z reguły go zawodziły. Być może to tłuma- czy również drwiący stosunek Alietty do talentów męża, o czym wspominają niektórzy krew- ni i znajomi z tamtych lat. Przyczyną nieporozumień bywały też sprawy materialne i niepo- wodzenia inżyniera w interesach. Rozwiedli się w 1930 roku. Dziewięć lat później Ossowiecki ożenił się ponownie. Jego druga żona – Zofia ze Skibińskich, primo voto Świdowa – była kobietą bardzo przystojną, pełną energii i zrozumienia dla niezwykłych właściwości psychicznych męża, stając się w ostatnich, najtrudniejszych latach jego życia troskliwym opiekunem i najbliższym przyjacie- lem. We wrześniu 1939 roku mieszkanie Ossowieckich przy ul. Polnej zostało zniszczone. Za- chował się jego opis z 1937 roku, zamieszczony w tygodniku „Światowid”. 10 J. Jacyna, op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 32/1970, odc. 5. 11 Op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 45/1970, odc. 18.

15 ,,Czekam w hallu, ozdobionym.gdańskimi meblami – relacjonuje przedstawicielka tygo- dnika, Krystyna Dienstl-Kaczyńska – na ścianach wiszą stare sztychy. Na oknie stoi duża figura Chrystusa. Z sąsiedniego pokoju, gdzie znajduje się gospodarz, słyszę głosy, omawia- jące sprawy, związane z jego „prywatnym” zajęciem, jako współwłaściciela Towarzystwa przem.-chemicznego. (...) Jasnowidz wprowadza mnie do niewielkiego saloniku, lecz prze- pełnionego interesującymi przedmiotami. (...) Na ścianach wiszą obrazy Kossaka, Wodzi- nowskiego, Żmurki, niżej zwracają uwagę ciekawe pamiątki zebrane w czasie arcybogatego żywota. A więc: list od papieża, fotografia Marsz. Piłsudskiego z piękną dedykacją: »Panu Stefanowi Ossowieckiemu na pamiątkę naszych rozmów, w zrozumieniu tego, czego nie ma, a co jest«, obok pas wojskowy, który nosił Marszałek, fotografia Mussoliniego, również z serdeczną dedykacją, przesłana jako akt wdzięczności za pochlebny artykuł12 . Na przeciwnej ścianie wisi oprawiony w srebrne ramki list Kościuszki do Dąbrowskiego. Tam znów rysu- nek, robiony z natury, przedstawiający Napoleona na łożu śmierci. (Ossowiecki robił do- świadczenia, trzymając w ręku koszulę Małego Kaprala). A na stoliku znów dziwne i tajem- nicze rzeczy. Kamienna pokrywka od garnka, znaleziona w Biskupinie, za pomocą której wizjoner... narysował plan wioski istniejącej w epoce żelaznej i podał wiele cennych szcze- gółów. Dalej kawałek meteorytu, który również służył w doświadczeniu, odkrywającym życie na innych planetach. Obok medal Gordon-Bennetta, który zasłużenie otrzymał w dowód wdzięczności za oddanie niezwykłych usług. W krytycznych dniach, gdy cala Polska drżała o życie zaginionych lotników, inż. Ossowiecki powiedział, że żyją, a nadto określił dokładnie miejsce ich pobytu”13 . Stefan Ossowiecki z lat 1919–1939 jawi się nam w relacjach jego krewnych, przyjaciół i znajomych jako człowiek łączący w sobie różne, z pozoru sprzeczne, cechy. Menedżer, prze- mysłowiec i kupiec, z energią podejmujący nieraz dość ryzykowne przedsięwzięcia, a jedno- cześnie niezaradna i pozbawiona wszelkiej chytrości „dobra dusza”, nierzadko dająca się na- ciągnąć pozbawionym skrupułów wydrwigroszom. Czarujący bon vivant, spędzający wieczo- ry w najlepszym towarzystwie i chętnie popisujący się swymi zadziwiającymi umiejętno- ściami, a zarazem ktoś jakby zupełnie z innej gliny – adept wielkiego wtajemniczenia, badacz i apostoł Świata Ducha, którego mocy tajemnych cząstka została mu użyczona, społecznik zatroskany losami narodu i ludzkości. Zewnętrzny wygląd Ossowieckiego również kłócił się z potocznymi wyobrażeniami o apa- rycji „wielkich wtajemniczonych”. Oddajmy głos współczesnym. Antoni Plater-Zyberk – 12 Nie udało nam się wyjaśnić o jaki „artykuł” tu chodzi, gdzie i kiedy był publikowany. Jeśli informacja nie jest błędna, być może dotyczy jakiejś wypowiedzi Ossowieckiego we wczesnym okresie faszyzmu włoskiego, który budził w niektórych środowiskach w Polsce nie tylko zainteresowanie, ale i pewną sympatię. Istnieją jednak podstawy aby sądzić, że stosunek jasnowidza do Mussoliniego w latach trzydziestych był bardzo krytyczny. Wiąże się on z przepowiedniami O. dotyczącymi wojny włosko-abisyńskiej (1935–1936). O tym, że prze- powiednia taka, zapowiadająca konflikt i jego wynik na długo przed agresją włoską miała miejsce, pisze K. Dienstl-Kaczyńska w cytowanym artykule. Potwierdzenie tego z pewnymi szczegółami otrzymaliśmy od p. Marii Jadwigi Wierzbickiej, córki inż. Skarbek- Stefanowskiego, która jesienią 1932 r. przepisywała na maszynie tekst listu O. do Mussoli- niego, zawierający tę przepowiednię. Wg tej relacji list zawierał nie tylko trafne proroctwo dot. początku i końca przyszłej wojny, ale również stwierdzenie, że zdobycie Etiopii będzie kosztowało bardzo wiele krwi Włochów i Abisyńczyków. Na pytanie zaś Mussoliniego, jakie będą jego osobiste dalsze losy, jasnowidz ostrzegał dyktatora, że sam później „utonie we krwi”. 13 K. Dienstl-Kaczyńska, Stefan Ossowiecki, „Światowid” nr 19/1937, s. 13.

16 należący do arystokratycznego kręgu towarzyskiego inżyniera-jasnowidza – wspomina: „(...) jakże inaczej go sobie wyobrażałem. Myślałem, że wygląda jak jakiś wysuszony ascetyczny jog indyjski lub jak św. Franciszek z Asyżu – chudy „biedaczyna”. A tu stoi przede mną zażywny pan w wieku około lat 40, ze złotą dewizką od zegarka na wydatnym brzuszku, twarz szeroka z grubymi wargami smakosza, ręce pulchne... Tylko wzrok... Wzrok silny, w którym w tym momencie igrają iskierki humoru. Najwyraźniej cieszy się moją miną zmieszaną i wrażeniem kolosalnym, jakie na młodym chłopcu zrobiło jego nazwisko. Podaje mi rękę, witamy się. Co to jest? W tym miejscu, gdzie u nasady ręki mierzy się puls, czuję jakieś dziwne drganie: w tym momencie inż. Ossowiecki, trzymając mnie nadal za rękę, na- krywa ją swoją drugą ręką, równocześnie patrzy mi intensywnie w oczy... Drganie w miejscu pulsu wzmaga się ciągle! Boże! Jakiż prąd idzie od tego człowieka!”14 . Inne było pierwsze wrażenie ze spotkania z jasnowidzem dwudziestoletniego Jerzego Ja- cyny; Ossowiecki wydał mu się „starym wariatem o obwisłych policzkach”, który w dodatku kompromituje się jako jasnowidz nie potrafiąc odgadnąć wieku i kierunku studiów sceptycz- nie nastawionego młodzieńca: „Nie miał w sobie nic z niezwykłości. Fakira czy jogina nie przypominał w najmniejszym nawet szczególe. Nie miał stalowych, przenikliwych oczu, ani zaciętych po męsku warg, czy wystającego podbródka, znamionującego według moich ówczesnych pojęć – silną, może na- wet żelazną wolę. Najbardziej przypominał mi trzeciorzędnego, biednego krawca. Brakowało mu tylko centymetra na szyi. Poza tym robił wrażenie bardzo roztargnionego. Raczej nie mówił tylko paplał. Według dzisiejszych (z lat 70. – przyp. KB) norm młodzieżowych był typowym wapniakiem”15 . A jaki był ten „wapniak” w codziennym obcowaniu z ludźmi? Czy niedostępny, na wyży- nach swojego niezwykłego daru i posłannictwa? Krystyna Dienstl-Kaczyńska pisała: „Całe zachowanie inżyniera Ossowieckiego jest zniewalająco proste i serdeczne”16 . „Pamiętam go – wspomina mec. Tadeusz Raabe – jako wesołego, dowcipnego człowieka. Ulubionym powiedzonkiem jego było: Całuję rączki. Do kobiet, zwłaszcza pięknych i mło- dych, zwracał się zawsze per moja duszko. Był wielkim smakoszem życia, nie tylko w zna- czeniu kulinarnym”17 . Najwierniejszy podobno wizerunek jasnowidza przedstawił Adam Grzymała-Siedlecki w swej książce Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim: „Organizację psychiczną typu Ossowieckiego zwykliśmy sobie wyobrażać jako człowieka wychudzonego, zjedzonego przez wampira wysiłków medialnych, jak np. hinduscy jogowie. Nasz czarownik reprezentował skrajne przeciwieństwo podobnych wyobrażeń. Wysoki, atle- tycznie zbudowany, o tęgiej architekturze mięśni (co z wdzięcznością oceniać umiała rzesza jego wielbicielek), twarz okrągła, otwarta, w radosny uśmiech ozdobiona i jasnych oczu wej- rzenie dziecka, ufnego wszystkiemu i wszystkim – całość postaci dla nie znających go: obraz boksera, triumfatora sportów, wreszcie człowieka wszelkich możliwych powołań i uzdolnień, tylko nie superuduchowiony fenomen. Podstawową cechą jego usposobienia – pisze dalej Siedlecki – był optymizm, który za so- bą wiódł nieprawdopodobną wiarę w ludzi. On, który przez swoje władze metapsychiczne więcej niż ktokolwiek inny mógł wiedzieć o gałgaństwach, podstępach, okropności intencyj i skrytego zła – on właśnie żył w nieustannym kredycie moralnym, jakiego udzielał bliźnim 14 A. Plater-Zyberk, Spotkania z Ossowieckim, „Tygodnik Demokratyczny” nr 9/1972, od- c. 3. 15 J. Jacyna, op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 33/1970, odc. 6. 16 K. Dienstl-Kaczyńska, op. cit. 17 J. Jacyna: op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 20/1971, odc. 45.

17 swoim. Nie znałem innego, którego by w takim stopniu zadziwiała ujawniona czyjaś nieszla- chetność czy szpetne przewinienie. Nieprawdopodobna wiara w ludzi i niebywała potrzeba sympatyzowania z ludźmi”18 . „Jako inżynier chemik, pozostający w bliskich relacjach z zasobnymi przedsiębiostwami przemysłowymi, zarabiał dobrze – i nigdy nie mógł sobie pozwolić na jakąś droższą przyjem- ność, bo czasem wszystko niemal co miał, wycyganiono od niego. Należał do ludzi, którzy ani rusz nie umieją się domyślić, że można komuś czegoś odmówić”19 . Tam, gdzie szło o jego osobiste korzyści lub straty materialne, nie potrafił wykorzystywać swych zdolności jasnowidczych. Tak było na przykład z grą w karty: „Gdy po pierwszej wojnie przybył do Warszawy, wiele osób nie chciało zasiadać z nim do ulubionego brydża, bo jakże to być może, by jasnowidz nie widział kart przeciwnika? – pisze Grzymała-Siedlecki. – Dopiero, gdy się przekonano, że telepata nieomal zawsze bierze w skórę, zdecydowano się grać z nim – nie bez skwapliwości się zdecydowano... Gdy szło o coś, co go osobiście dotyczyło, między nim a jego zdolnościami nadwidzenia stawał ciemny mur – tak on sam to określał”20 . Inż. Aleksander Mieszczanowski – były dyrektor przedwojennej śląskiej spółki akcyjnej Towarzystwo ,,Saturn” – wspomina: „Kiedyś zapytałem Stefana czy on, jako jasnowidz, nie potrafi odkryć kart przeciwnika, Stefan odpowiedział: – Oczywiście, że potrafię. Ale ja nigdy nie nastawiam się na to, gdyż nie miałbym satys- fakcji z gry. Na dowód tego, że mówi prawdę, Ossowiecki prosił (...): – Weź talię kart, wyjdź do sąsiedniego pokoju i nie patrząc na nie – wybierz kilka sztuk. Ja ci zaraz powiem co wybrałeś. I rzeczywiście – (...) Ossowiecki odgadywał zawsze karty bezbłędnie”21 . A oto słowa samego jasnowidza przytoczone przez Antoniego Plater-Zyberka: ,,(...) ja nie bardzo lubię grać w karty, bo zawsze mnie przy grze partnerzy wymyślają. Gdy karty są już rozdane i zaczyna się licytacja, wówczas często się zdarza, że się zamyślam i nie biorę udziału w licytacji, co partnerów irytuje, gdyż sądzą, iż tak długo kombinuję z czym mam się odezwać. A tymczasem zachodzi coś zupełnie innego... Z kart trzymanych w ręku emanują na mnie przeróżne myśli, bo wyczuwam kto je miał ostatnio w ręku; widzę daną osobę, przenikają mnie jej przeżycia i to właśnie powoduje moje chwilowe milczenie przy licytacji. Z drugiej strony obawiam się gry w karty, ponieważ mógłbym być łatwo posądzony o oszustwo. Przecież, gdybym się skupił, mógłbym poznać rozkład kart partnerów, więc obawa przed tym peszy mnie bardzo i z tego powodu zwykle bardzo patałaszę w grze, co znów irytuje partnerów. Stąd w końcu skutek jest taki, że prawie zawsze przegrywam!”22 . Niepoślednią rolę w życiu Ossowieckiego odgrywały kobiety, i to również w sferze „me- tapsychicznej”. Jednym z pierwszych jasnowidczych „doświadczeń”, gdzieś chyba z począt- ków lat dwudziestych (daty Ossowiecki nie podaje) było odgadnięcie przeszłości pięknej nie- znajomej we Frankfurcie nad Menem. Wydarzenie to, któremu sprzyjał widać romantyczny nastrój i fascynacja młodą tajemniczą osobą, przekonała go – jak wspomina w Świecie mego 18 A. Grzymała-Siedlecki, Niepospolici ludzie w dniu swoim powszednim, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1961, s. 284. 19 Op. cit., s. 285. 20 Op. cit., s. 287. 21 J. Jacyna, op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 4/1971, odc. 29. 22 A. Plater-Zyberk, op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 14/1972, odc. 8.

18 ducha – o istnieniu w jego psychice dziwnego daru przenikania zasłon czasu i przestrzeni za pomocą wpływów skoncentrowanej myśli23 . Doświadczenia z eksterioryzacją bywały też po- noć bardziej udane w przypadkach, gdy celem „odwiedzin w astralu” były piękne panie... Adam Grzymała-Siedlecki te sprawy ukazuje w mniej „metapsychicznym” aspekcie. Warto przy tym wiedzieć, że szkic jego Przybysz z czwartego wymiaru zyskał pełną akcepta- cję zmarłej w 1970 roku wdowy po inżynierze-jasnowidzu – Zofii Ossowieckiej. Grzymała- Siedlecki pisze: „Powodzenie u płci pięknej miał takie, że mógł uchodzić za spadkobiercę sukcesów legen- darnego hiszpańskiego di Tenorio. Niekiedy wolno było nawet powiedzieć, że to powodzenie prześladowało go, a w każdym razie stawiało go w kłopotliwe położenie. Sam byłem świad- kiem, jak w pewnym towarzystwie dwie dystyngowane damy coram publico doszły do ja- skrawo krótkiego spięcia o to, że don Stephanio nieco żywiej zainteresował się nie tyle wdziękami, ile inteligencją jednej z nich; uzupełnijmy to stwierdzeniem, że obie te panie przekroczyły sześćdziesiątkę – co się działo z młodszymi? (...) i co z nim się działo, gdy on był w młodszych latach? Co się działo przy jego sercu miękkim na ludzką niedolę... Nie umiał znieść łez, jakie się perliły w niewieścich oczach, gdy te oczy widziały jego obojętność – miłosierdzie zawsze w nim wówczas brało górę... Oczywiście zanadto odbiegalibyśmy od prawdy, gdybyśmy twierdzili, że nie potrafił bywać stroną atakującą. Jedno łącznie z drugim sprawiało, że za tych jego młodszych lat, w przerwach między jednym jego małżeństwem a następnym, trudno było go widzieć kiedykolwiek nie otoczonego gronem kobiecym. Wi- działo się tu jego adoratorki, klientki, interesantki, petentki, penitentki. Ta zanudzała go zwie- rzeniami o niewierności swego męża, tamta szukała u niego rady w jakiejś zawiłej kolizji życiowej (oczywiście erotycznej), owa dopraszała się przepowiedni o swą przyszłość (oczy- wiście miłosną); tej doradzał filozoficzne ustosunkowanie się do zmartwień, tamtej cytował poetów, jedną odwodził od grzechu, inną vice versa. Co się tyczy vice versa, to w większości wydarzeń nie umiałby wyjaśnić, jak do tego doszło; nawet gdy bardzo mu przedtem zależało, by do tego doszło. Widocznie i tu działał jakiś wymiar ponadtrzeci... W każdym razie kawa- lerskie czasy don Stephania żywym służyły dowodem, że czwarty wymiar nie domaga się mizoginizmu. Jeżeli idzie o Ossowieckiego, to wymiar ten zwalniał go i z innych rodzajów ascezy. Rad się rozsmakowywał w dobrym jadle. Nie gardził pucharkiem niezgorszego wina, chętnie przyjmował wszelkie godziwe beneficje egzystencji, lubił się uśmiać, lubił się ucie- szyć. Wystarczyło, gdy się go spotkało, spojrzeć na tę promieniejącą pełnię księżyca, osadzo- nego na ramionach Atlasa, by nabrać przekonania, że świat wart jest by na nim żyć”24 . Ossowiecki nie był tu zresztą wyjątkiem. Najsłynniejsze media fizyczne i psychiczne nie stroniły od dobrych trunków i potraw, a talenty psi często chodziły w parze z darami Erosa. Dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet. Znawca mediumizmu – Ludwik Szczepański, pisząc w swojej książce „Okultyzm – fakty i złudzenia” o zamążpójściu sławnego francuskie- go medium materializacyjnego – Ewy C. – zaznacza: „(...) młode media żeńskie posiadają zwykle dużo sexappealu i robią dobre partie”25 . Kontrowersyjna jest sprawa małżeństw inżyniera-jasnowidza. Wprawdzie rodzina Osso- wieckiego zdecydowanie dementowała plotki o absurdalnie wysokiej liczbie żon Stefana, ale fama niosła, że pozostawił w Rosji wcale pokaźną gromadkę byłych małżonek. Za wiarygod- niejsze można chyba uznać świadectwo Grzymały-Siedleckiego: „Zanim (...) wstąpił w ostatni swój związek małżeński, który mu przyniósł upragniony 23 S. Ossowiecki, op. cit., s. 85. 24 A. Grzymała-Siedlecki, op. cit., s. 285–286. 25 L. Szczepański, Okultyzm fakty i złudzenia, Natura i Kultura, Kraków 1937, tom I Me- diumizm współczesny i wielkie media polskie, s. 92.

19 spokój istnienia, obopólną a prawdziwą miłość i szczęście – przedtem, czasu swoich lat spę- dzonych w Moskwie, zdążył kilkakrotnie być żonatym. Humoryści twierdzili, że pięć do sze- ściu razy – przyjmijmy dla pewności: trzy, cztery razy. Wystarczy. Co się ożenił, to się roz- wodził. Jak do rozwodów mogło dochodzić z człowiekiem tak bezgranicznie ustępliwym? – Do tego dochodziło niejako poza jego wolą – wyjaśnił ktoś z jego przyjaciół moskiewskich – po prostu każda następna żona wypychała swoją poprzedniczkę, sprawa załatwiała się między jedną a drugą. Don Stephanio przychodził, jak to się mówi: na gotowe. Władze metapsy- chiczne strzegły losów swego wybrańca. Tak czy owak, chwile powszednie Ossowieckiego – chciał czy nie chciał – wypełniały się substancją białogłowia. Tak, ale w chwili najwyższego, zdawałoby się, zainteresowania się elementem niewieścim niech go coś wezwie do zużytkowania jego arcywładz duchowych, a wszystko, co z sexu, jak zresztą wszystko, co potocznie rzeczywiste, przestaje dla niego istnieć. Cały zapada w swoje fenomenalne bytowanie w niewiadomym”26 . Obiektywizm wymaga abyśmy przytoczyli jeszcze jedną wersję; w Polskim Słowniku Bio- graficznym (patrz odsyłacz 9) pod hasłem Stefan Ossowiecki czytamy: „Żonaty był dwukrot- nie: w 1922 roku z Rosjanką – Aliettą de la Carriere (rozwiódł się z nią w 1930 roku) oraz w lipcu 1939 roku z Zofią ze Skibińskich, primo voto Gustawową Świdową, zmarłą w 1970 roku”. Czyżby rzeczywiście tylko te dwa małżeństwa, zawarte w Polsce, były prawnie zale- galizowane? Historia rozstania z Aliettą, która po prostu od Stefana uciekła, jest właśnie przykładem jak we własnych, osobistych sprawach siły jasnowidcze czy nawet zwykła intuicja zupełnie go zawodziły. Pani Anna Miernowska, bliska znajoma Ossowieckich, wspomina: „Pewnego wieczoru, byłam już wtedy po maturze, byłyśmy same z panią Aliettą. Ulubiony czerwony kardynał fruwał swobodnie po pokoju. Pani Alietta miała całą ptaszarnię. Nagle powiedziała: – Hanka, ty musisz wiedzieć – ja wyjeżdżam i już nie wrócę. – Długo tłuma- czyła mi swoją decyzję, zanim pożegnałyśmy się na zawsze.(...) W moim mniemaniu była to jedyna sprawa, której (Ossowiecki) nie przewidział. Może nie chciał, może zbyt wielkie za- ufanie lub poczucie własności w stosunku do żony przesłaniało mu możliwość widzenia tej sprawy. Po pewnym czasie otrzymał od niej list z zagranicy, wyjaśniający jej decyzję. Kiedy mówiliśmy na ten temat, zapytał mnie: Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym? Ja nic nie wie- działem”27 . W świetle relacji krewnych i przyjaciół na temat pogarszających się stosunków między małżonkami, trudno przyjąć jednak, iż odejście żony było dla Ossowieckiego całkowitym zaskoczeniem. Inna sprawa, że chyba podejrzliwość stanowiła uczucie zupełnie mu obce i nie był w stanie realistycznie ocenić sytuacji, zwłaszcza gdy chodziło o kochaną kobietę. „Ossowiecki jest umysłem jasnym, o myśleniu prostolinijnym – pisał literat Stanisław Szpotański – (...) posiadającym bardzo żywe i szlachetne reakcje uczuciowe, łatwo dającym się podejść, ale raczej przez wrodzoną dobroć, niż przez brak możliwości wyrobienia sobie sądu o człowieku. Jest obdarzony fantazją bujną, lecz pozbawioną cienia anormalności. Człowiek normalny w każdym swoim przejawie psychicznym, najbardziej normalny ducho- wo i fizycznie”28 . W pamięci ludzi, którzy spotykali Ossowieckiego na co dzień, pozostał obraz człowieka „z głową w chmurach”, wielce roztargnionego, zapominalskiego. Cechy te nie dziwią na ogół u sławnych naukowców, ale u inżyniera i przemysłowca? Jasnowidz nie tylko nie przewidział odejścia żony, ale nie umiał odnaleźć własnego pozostawionego gdzieś palta, przedstawiał się 26 A. Grzymała-Siedlecki, op. cit., s. 286. 27 J. Jacyna, op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 15/1971, odc. 40. 28 S. Ossowiecki, op. cit., s. 97.

20 ponownie dawno znanym ludziom i potrafił umawiać się z kilkoma osobami naraz w różnych miejscach (co w tym przypadku nie miało nic wspólnego z bilokacją) lub zapominał o umó- wionej wizycie, z czego wynikały nieraz komiczne sytuacje. Bo czyż można było nie śmiać się, będąc świadkiem, jak Grzymała-Siedlecki, takiego oto fragmentu telefonicznej rozmowy jasnowidza ze służącą: „(...) okazuje się, że od kwadransa szuka po mieście swego chlebodawcy. Ossowiecki uj- muje słuchawkę: – Ajajaj! Co Anusia mówi? Ja zaprosił trzech panów dziś do siebie na obiad? Niemożliwe! Ajajaj – i oni już czekają na mnie? A to wydarzenie! I że Anusię nie uprzedziłem? Dziwnaż kobieta z Anusi; jak ja Anusię mógł uprzedzić, gdy sam o tym nic nie wiedział”29 . Warto wiedzieć, że jeszcze jednym barwnym rysem jego sylwetki był charakterystyczny rosyjski gatunek dykcji i pewne rusycyzmy składniowe, wyniesione z czterdziestoletniego pobytu w Rosji, wychowywania się tam i kształcenia. Powiedzonko ojajaj, jak pisze J. Jacyna, towarzyszyło wielu kłopotliwym dla niego sytu- acjom. „Po dwóch co najmniej latach znajomości, w czasie mojej wizyty u jego siostry Wiktorii, wszedł do salonu – przywitał się ze mną i... przedstawił mi się. Potem usiadł w fotelu, założył nogę na nogę i obserwował raz mnie, raz swoją siostrę. W pewnej chwili zwrócił się do sio- stry: – Wiciu, a nasz młody gość, to znaczy się, kto? Pani Wiktoria nawet się speszyła. Powiedziała z wyrzutem: – Jak ty możesz tak dziwnie mówić. To doprawdy wstyd. Przecież doskonale się znacie... Ossowiecki spojrzał na mnie, uśmiechnął się i wybuchnął: – Ajajaj! Rzeczywiście skandal! Znam! Znam! Doskonale znam! A jakże! Przepraszam bardzo! – Zerwał się z fotela, podszedł do mnie i ku mojemu zdziwieniu, uściskał mnie”30 . Sam Ossowiecki zdawał sobie z tego sprawę: „Po każdym seansie na pewien okres zatra- cam poczucie czasu, trwa to nieraz kilka dni. Jeżeli sobie czegoś nie zanotuję, to z pewnością zapomnę, gdyż pamięć moja chwilowo słabnie”31 . Wiemy jednak jak wiele eksperymentował, stan taki utrzymywał się zatem permanentnie. Oczywiście o tych jego kłopotach wiedzieli tylko bliscy przyjaciele, krewni i znajomi. W krążących w latach trzydziestych po Warszawie opowieściach postać jasnowidza nabierała raczej cech wszechwiedzącego, nieomylnego geniusza, a nazwisko Ossowieckiego należało – bez przesady – do najbardziej znanych nie tylko w stolicy, ale również w całej Polsce. „Jego popularność była tak wielka – pisze warszawski zawodowy wróżbita, Józef Marcin- kowski, w swym Pamiętniku jasnowidza – że nic dziwnego, iż jakiś cwaniak zaczął buszować na prowincji, reklamując się jako „jasnowidz Osowicki”. Tego bezczelnego oszusta, jak sły- szałem, inż. Ossowiecki podał do sądu za zniesławienie, aliści, jak mawia pan Waldorff, sąd stanął na stanowisku, że pseudonim „Osowicki” nie uwłacza powodowi i sprawę o zniesła- wienie oddalił”32 . Ossowiecki, chociaż nie lubił przyznawać się do niepowodzeń, nie pomagał sobie nigdy żadnymi sztuczkami dla podtrzymania opinii nieomylności i zatuszowania niedyspozycji, jak to czyniło wiele skądinąd utalentowanych mediów. Nigdy też nie przyjmował żadnych wyna- grodzeń za udzieloną pomoc. Bezwzględne przestrzeganie tej żelaznej zasady mogło czasem 29 A. Grzymała-Siedlecki , op. cit., s. 288. 30 J. Jacyna, op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 46/1970, odc. 19. 31 S. Ossowiecki, op. cit., s. 56. 32 Akhara Jussuf Mustafa, Pamiętnik jasnowidza, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1976, s. 104 –105.

21 budzić uzasadnione zastrzeżenia. Oddajmy jeszcze raz głos Adamowi Grzymale- Siedleckiemu: „Szeroko się swojego czasu mówiło o jego sukcesie w sprawie odnalezienia testamentu Rotszylda; przypomnijmy rzecz w skrócie: umiera miliarder Rotszyld i umiera tak, że domniemany spadkobierca nie może udokumentować swoich praw do sukcesji, bo nie wiadomo, gdzie zmarły pozostawił testament; zainteresowany przybywa z Paryża do Osso- wieckiego, ten wskazuje miasto, w tym mieście ściśle określony dom, w domu tym schowek, gdzie testament powinien się znajdować. Znajdują go. Uszczęśliwiony dziedzic arcymajątku nie wyobraża sobie by mógł nie wypłacić prowizji. Spotyka go zawód, Ossowiecki odmawia przyjęcia jakiejkolwiek zapłaty, nawet, co, zdaniem moim, mógł i powienien uczynić: nie żąda, by Rotszyld wzmógł znacznym datkiem jakąś naszą zawsze wówczas robiącą bokami instytucję filantropijną czy społeczną. A przecież nawet milion złotych byłby w tej sytuacji drobiazgiem dla uszczęśliwionego spadkobiercy. Ale w naszym don Stephanio spoczywała tęga doza zarówno romantyka, jak i hidalga. »Znaj pana!« – coś z tego, na naszym gruncie odwiecznego, dźwięczało w odmowie, jakiej udzielił Rotszyldowi. „Na swój chleb powszedni zarabiam swoją pracą inżynierską, nie będę sprzedawał tego, co mi jest dane w najwyższym darze” – tak raz wyjaśnił te rzeczy. Honor, trochę karmazynowej dumy – to kierowało jego bezinteresownością. Charakter i zasady dobrze się jednak przysługiwały higienie jego obdarowań (że tak to określimy). Za- uważyć bowiem należy, że gdyby był w najdrobniejszej nawet mierze łączył jasnowidztwo z interesem materialnym – narażałby je zapewne na stopniowy zmierzch. (...) Dużo mu spra- wiało zadowolenia, że rozporządza taką siłą duchową. Najwięcej go radowały te jego sukce- sy, które przyczyniały się do czyjegoś dobra: wykrycia przestępstwa, odnalezienia ważnej zguby, komuś zrozpaczonemu dostarczenia otuchy lub spokoju – tak, tu cieszył się jak dziec- ko z dokonanego dobra, ale nie zapominał też, że to wzmaga jego sławę. No cóż? Był czło- wiekiem, nie archaniołem. Co w tych sprawach było dziwne to to, że tak nieproporcjonalnie mało miał próżności. Nie obnosił się ze swoimi sukcesami, nie był niczyim utrapieniem. Ten dobry smak zawdzięczał zarówno swojej klasie moralnej, jak i pyknicznemu swemu usposo- bieniu. Magazyny chwały roztapiały się łatwo w jego humorze, w jego bratłactwie, w jego naturze serdecznej a prostej. W takim gruncie ludzkim mania wielkości nie zapuści głębszych korzeni”33 . Było jednak jeszcze inne, nie mniej istotne źródło zasad, jakimi się w życiu kierował... 3. Świat jego ducha Jeśli zasady moralne, chroniące Ossowieckiego przed skomercjalizowaniem swych zadzi- wiających umiejętności, tanim aktorstwem i megalomanią, były tak niewzruszone, a jedno- cześnie nie pozostawały w konflikcie z jego epikurejskimi skłonnościami, przyczyn tego można szukać nie tylko w jego „honorze szlacheckim” i prostolinijności charakteru, ale w niemałej mierze również w światopoglądzie religijno-filozoficznym, stanowiącym w istocie o treści jego życia wewnętrznego i umacnianym powtarzanymi nieustannie próbami zgłębienia tajemnic „nadświadomości”. Owe dociekania, szukające oparcia bardziej w wierze i intuicji niż logicznym rozumowaniu i wiedzy przyrodniczej, dominowały stale w jego umyśle, nie pozwalając mu przywiązywać wagi do przyziemnych materialnych i niematerialnych spraw, zaprzątających chwilowo jego uwagę. Nie widział potrzeby aby jego droga do poznania ta- 33 A. Grzymała-Siedlecki, op. cit., s. 286–287, 289–290.

22 jemnic bytu wiodła przez ascezę i wyrzeczenia, lecz też zawsze gotów był zrezygnować z przyjemności doczesnych na rzecz przeżyć o wyższej, duchowej wartości. Prezentując w książce Świat mego ducha swe poglądy filozoficzne, religijne i historiozo- ficzne Ossowiecki zastrzega, że unikał studiowania filozofów i psychologów, zajmujących się metapsychologią i starał się iść przez życie własną drogą. Nietrudno jednak, czytając jego wywody, zorientować się, że nie są to poglądy całkowicie oryginalne. Wywodzą się one nie tylko z własnych parapsychologicznych doświadczeń i spostrzeżeń, lecz co najmniej z trzech światopoglądowych źródeł: religii katolickiej, ezoteryzmu Dalekiego Wschodu oraz koncep- cji mesjanistycznych Hoene-Wrońskiego34 . Ossowiecki był głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem. Ale choć nie przeżywał, jak można sądzić z relacji jego przyjaciół i własnych zwierzeń, okresów wahań i zwątpień – w ideowych koncepcjach religijno-filozoficznych wykraczał daleko poza kanony teologiczne. Nie podważał w nich co prawda podstawowych dogmatów, lecz przeszczep pojęć starożytnej wiedzy Wschodu i tzw. filozofii absolutnej, przy bardziej rygorystycznych kryteriach mógł budzić doktrynalne wątpliwości. Trudno stwierdzić, w jakim stopniu do ukształtowania się takich właśnie koncepcji świa- topoglądowych Ossowieckiego przyczyniły się rozmowy z kabalistą i joginem – Wróblem. Starzec ów przebywał ponoć wiele lat w Indiach i przynajmniej część swojej wiedzy ezote- rycznej zaczerpnął z samego jej źródła. Można przypuszczać, że właśnie wówczas, w Homlu, przyszły jasnowidz nie tylko zetknął się po raz pierwszy z myślą filozoficzną Wschodu, tą – jak pisał – kolebką tęsknot ludzkich do Boga, ale prawdopodobnie przejął od swego żydow- skiego mistrza wielkiego wtajemniczenia co najmniej ogólny zarys „konstrukcji” świata i sił, jakie nim władają. Dalszy rozwój i podbudowę ideową filozoficznych koncepcji zawdzięcza Ossowiecki Jó- zefowi Jankowskiemu (1865–1935). Ten poeta, dramaturg i dziennikarz, tłumacz utworów Tagorego, doktor „nauk hermetycznych”, znawca hinduizmu i kabały, należał do czołowych propagatorów mesjanizmu w okresie międzywojennym. Był współzałożycielem i przez 13 lat prezesem Polskiego Instytutu Mesjanistycznego, przełożył z francuskiego dwunastu dzieł Hoene-Wrońskiego i głosił filozofię społeczną, opartą na jego tezach o możliwości realizacji celów absolutnych na ziemi35 . Jankowski stał się bliskim przyjacielem i przewodnikiem ide- owym Ossowieckiego, sam jednocześnie ulegając fascynacji metapsychologią, której możli- wości tak przekonywająco dowodził fenomen inżyniera-jasnowidza. Wydaje się też, że trudno tu mówić o jednokierunkowym wpływie Jankowskiego na świa- topogląd Ossowieckiego. Raczej były to wspólne poszukiwania i konfrontacja spostrzeżeń. Przemawia za tym bardzo ogólny tylko wpływ filozofii absolutnej Hoene-Wrońskiego na koncepcje zawarte w książce Ossowieckiego, wyrażający się raczej w duchu niż treści gło- szonych idei. Są to więc przede wszystkim idee ewolucji ludzkości, prowadzącej do realizacji celów absolutnych – zjednoczenia dobra i prawdy, nauki i religii (potwierdzenia przez odkry- cia naukowe prawd metafizycznych i religijnych), do wyjaśnienia praw rządzących przemia- 34 Józef Maria Hoene-Wroński (1776–1853) – filozof, matematyk, astronom, fizyk, tech- nik-wynalazca, prawnik-ekonomista. Metafizyk i mesjanista, twórca systemu filozoficznego, w którym źródłem wszelkiego bytu i wiedzy jest absolut. Uczestnik powstania kościuszkow- skiego, służył następnie kilka lat w armii rosyjskiej, studiował w Niemczech i Francji, gdzie pozostał do końca życia. Pisał wyłącznie po francusku. 35 Hasło: „Jankowski Józef” w przewodniku encyklopedycznym Literatura polska, tom l, s. 389, W. Roszkowski, Mesjanizm a masoneria okultystyczna w Drugiej Rzeczypospolitej, „Przegląd Powszechny” nr 2/1983, s. 209–224. Wspomnienie pośmiertne Józef Jankowski, „Lotos”, rocznik II, zeszyt 7, 8/1935, s, 225–226.

23 nami dziejowymi i kresów absolutnych człowieka, a także odkrycia najwyższego celu państw i powołania narodów. Ossowieckiemu obcy jest oczywiście skrajny racjonalizm Hoene- Wrońskiego, tworzącego swą filozofię w oparciu o tezę, że „wszystkie dziedziny twórczości ludzkiej mogą i powinny być opanowane przez rozum”. Widząc w uczuciu i intuicji zasadni- czy czynnik postępu duchowego Ossowiecki był tu bliższy innemu czołowemu mesjaniście XIX wieku – Józefowi Gołuchowskiemu (1797–1858), choć prawdopodobnie z poglądami jego nie miał okazji się zetknąć. Koncepcje filozoficzno-religijne i historiozoficzne Ossowieckiego naszkicowane w jego książce, niestety, w sposób dość chaotyczny, dalekie od klarowności i zwartości konstrukcyj- nej, można streścić następująco: Bóg – nazywany przez autora Duchem Jedynym lub Wielkim Duchem – „jest alfą i omegą wszystkiego”. Wszystko, cokolwiek dzieje się w przyrodzie, ma w Nim przyczynę. Wszyst- kim rządzi wola wyższa, wola Ducha Jedynego (...). Ten wielki, przeogromny Duch ma we wszystkim, co tylko żyje na świecie, w ludziach, zwierzętach, roślinach, kamieniach, swoją cząstkę i ona to nazywa się duszą. Ten wielki Duch jest wiekuisty, samostworzony, nie- śmiertelny, wszechmocny, nie podlegający ograniczeniom czasu i przestrzeni (...). Wiem o tym – pisze Ossowiecki – z doświadczenia wewnętrznego. Wzrok mój może sięgać daleko, daleko wstecz i przy większym wysiłku woli potrafię patrzeć na świat oczami Ducha. Ale żeby wejść w taki stan widzenia, muszę przede wszystkim pokonać swoją świadomość, zma- lować poprzednią świadomość swego ja (...)36 . Istnieją trzy stany psychiki ludzkiej: podświadomość, świadomość i nadświadomość. Pod- świadomość czerpie bezwiednie ze świadomości Ducha Jedynego potrzebny materiał, zależ- nie od poziomu rozwoju duchowego i dostarcza dojrzałe owoce myślowe do świadomości człowieka. Świadomość prowadzi człowieka przez życie, napełnia się wiedzą, daje środki materialne do egzystencji, ale przeszkadza połączeniu się podświadomości z nadświadomo- ścią. Nadświadomość jest świadomością Ducha Jedynego, źródłem wszelkiej mądrości idącej od Boga. Nieliczni ludzie posiadają szczególną zdolność przekraczania granicy świadomości i nad- świadomości. Należą do nich mędrcy pogrążeni w życiu wewnętrznym, a wywierający ogromny wpływ na losy ludzkości. Niekiedy stają się oni wodzami narodów, częściej wywie- rają swój potężny wpływ niepostrzeżenie, bez rozgłosu. Mistrzowie ci docierają do wiedzy inną drogą niż uczeni i twórcy techniki – częste skupienie pozwala im czerpać ze źródła naj- wyższej mądrości – świadomości Ducha Jedynego. Również ludzie genialni, jak np. wielcy pisarze, w chwilach wysokiego napięcia ekstazy twórczej mogą wkraczać w dziedzinę świa- domości Ducha Jedynego. Owo napięcie niezbędne do osiągnięcia stanu nadświadomości, jasnowidz stwarza w sobie siłą swej woli. Droga, wskazana Ossowieckiemu po raz pierwszy przez Wróbla, prowadzi poprzez autosugestię świadomości37 . Przenikający wszechświat „eter stanowi jak gdyby ciało Ducha Jedynego. (...) cała przyro- da, poczynając od człowieka, jest nim nasycona. W nim i przezeń przechodzą najróżniejsze fale: dźwiękowe, elektromagnetyczne, kosmiczne i wiele innych, jeszcze nie odkrytych. Ist- nieją również fale, które na powierzchni swej niosą myśl ludzką. Wrażliwy aparat odbiorczy człowieka je przyjmuje i wtedy to powstają zjawiska telepatii, sugestii, narzucenia woli ge- nialnych czy przeciętnych jednostek. (...) Z jasnowidztwem ma się rzecz nieco inaczej. W momencie przejścia granicy świadomości, przebywając już w świadomości Ducha Jedynego i mając przedmiot z miejsca, dokąd chciałbym się przenieść, posługuję się tym przedmiotem jak nicią Ariadny. Nasycony atomami eteru, w który już wkroczyłem (...) mam ów przedmiot 36 S. Ossowiecki, op. cit., s. 19–20. 37 S. Ossowiecki, op. cit., s. 35–43, 47.

24 za przewodnika w bezczasowo przestrzennej sferze. Ukazuje mi on rychło wszystkie okolicz- ności, jakie mu towarzyszyły, a które mniemam choć niedostępne dla wzroku normalnego, są w tym eterze na zawsze odbite w postaci miejscowości, osób, przedmiotów, czynności i ru- chów. Jest to sprawa trudna w ogóle do wyjaśnienia. Nie sposób bowiem narzędziami zmy- słów, przestrzeni i czasu wyrażać rzeczy pozazmysłowe, bezprzestrzenne i bezczasowe, ja- snowidzenia, jawiące się w wiecznej teraźniejszości”38 . Dla wytłumaczenia zadziwiających efektów niektórych doświadczeń przeprowadzanych na sobie Ossowiecki sięgał do pojęć okultystycznych, zapożyczonych z ezoteryzmu wschodnie- go. Z dość skąpych i bardzo ogólnikowych stwierdzeń trudno jednak określić w jakim stopniu takie pojęcia, jak „astral”, ,,energia kosmiczna” czy choćby „ciało fizyczne” odpowiadają pod względem treści analogicznym terminom metafizycznym starożytnego Wschodu39 . W latach dwudziestych skłaniał się do wiary w reinkarnację, jednak w Świecie mego ducha nie podej- muje tego tematu. Z filozofii Wschodu wykorzystywał tylko to, co nie kolidowało z podsta- wowymi dogmatami religii katolickiej. Chyba też na tej samej zasadzie odrzucał wierzenia spirytystów i nie próbował w tym duchu interpretować swych uzdolnień medialnych. Świat pozagrobowy zdawał się nie budzić u niego większych zainteresowań, chociaż był przekona- ny o istnieniu larw40 i istot niższych, wnoszących w nasze życie skłócenia, nienawiść i zło. Jednocześnie próbował tworzyć pomosty między wiedzą ezoteryczną a odkryciami współ- czesnej nauki: „W życiu codziennym spotykamy się ustawicznie z oddziaływaniem na nasz organizm i na naszą psychikę różnych wibracji zawartych w aurze ludzi, którzy nas otaczają, w klimacie danej miejscowości, a nawet w przedmiotach martwych, z którymi się stykamy. Wszystko to wibruje, wydziela z siebie pewne emanacje, które oddziałują dodatnio lub ujem- nie na nasz organizm i naszą psychikę. Ta hipoteza zgadza się w zupełności z pojęciami naj- nowszej wiedzy o budowie materii, o ustawicznym krążeniu elektronów wokół jądra, czyli atomów – a co za tym idzie, o nieustannym wydzielaniu się pewnej sumy energii, promie- niującej zewsząd. Wszystko właściwie żyje, nawet przedmioty martwe wibrują w przestrzeni, wydzielając charakterystyczne, im tylko właściwe emanacje. Dlatego tak ważnym jest, żeby w życiu codziennym odnosić się życzliwie do wszystkiego, co nas otacza”41 . 38 Op. cit., s. 37–38. 39 Myśl metafizyczna Indii ewoluowała przez tysiąclecia i cechuje ją także dziś duże zróż- nicowanie od antropomorficznego politeizmu, aż po abstrakcyjne ponadpojęciowe rozumienie Absolutu i ponadumysłowe doświadczenie jedności kosmicznej. Poglądy Ossowieckiego są chyba najbardziej zbliżone do koncepcji „Absolutnego Ducha, jako jedynej Jaźni wszystkie- go, poruszającej i pobudzającej każdą indywidualną rzecz” Najwyższej Jaźni stanowiącej „ostateczną i niezmienną podstawę całej rzeczywistości, czystą i nieskończoną świadomość” (J. B. Chethimattam). Trudniej stwierdzić, w jakim zakresie pojęciowym O. posługuje się terminologią okultystyczno-hinduistyczną dot. konstrukcji duszy. Wg wierzeń okultystów osobowość (dusza) ludzka składa się z ciała fizycznego, którego otoczkę stanowi ciało ete- ryczne (fluidalne, energetyczne) będące jego dublerem (sobowtórem eterycznym), z ciała astralnego (uwolnionego po oddzieleniu się ciała eterycznego od ciała fizycznego), oraz z ciała mentalnego. Uwolniona z ciała fizycznego osobowość przechodzi do świata astralnego, będącego światem pragnień, które mogą się urzeczywistnić w świecie mentalnym (myślo- wym, czysto duchowym) lub w świecie fizycznym. Świat astralny (astral) jest światem przej- ściowym: ciało fizyczne nie rozpada się od razu, lecz zachowuje część świadomości (pół- świadome istnienie), która może manifestować się na seansach spirytystycznych w postaci zjaw. 40 J. Jacyna, op. cit., „Tygodnik Demokratyczny” nr 3/1971, odc. 28. 41 S. Ossowiecki, op. cit., s. 36–37, 67–68.

25 Stosunek Ossowieckiego do nauki jest złożony i nieco ambiwalentny. Przekonaniu o wyż- szości wiedzy ,,mistrzów”, czerpanej ze świadomości Ducha Jedynego, nad praktyczną i teo- retyczną wiedzą naukową i techniczną towarzyszy pewnego rodzaju fascynacja zdobyczami współczesnej nauki i perspektywami, jakie one otwierają. Zwłaszcza oczekiwane ,,rozbicie atomu” ma stać się wydarzeniem przełomowym powodując, że ludzkość pojmie idee powrotu do Ducha Jedynego. „Ostatnie odkrycia wskazują, że jedność sił jest podstawową zasadą i źródłem harmonii Wszechświata. (...) Nauka powoli posuwa się ku wielkiej Idei Jednolito- ści”. Nieco dalej jednak Ossowiecki ostrzega: „Dawni Atlanci rozpętali siły żywiołów i nie bę- dąc w stanie ich opanować, zginęli. My dziś jesteśmy do nich podobni. Grozi nam załamanie, bo i nasza cywilizacja wdarła się brutalnie do tajemnic przyrody, nie kultywując przy tym dostatecznie moralności serca i ducha. Dziś, latając w powietrzu i prując podwodne głębiny, ludzie XX wieku uważają się za zwycięzców przyrody; w gruncie rzeczy są oni bankrutami duchowymi, egoistami w krwawej walce o byt, zaślepieni w sobie, zimni, z pustką w sercach. Ich aeroplany, statki podwodne, radio i telegrafy bez drutu, które kierowane szlachetną wolą, mogłyby stać się chwałą życia, będą może w niedługiej przyszłości przekleństwem, gdy nie- nawiść i chciwość rozpętają nową wojnę, w której cała ta technika stanie się narzędziem śmierci – nie życia”. W sprawach religii, choć stara się trzymać litery Pisma Świętego, koncepcje głoszone przez Ossowieckiego nie są bynajmniej konwencjonalne. Pięciu olbrzymów wielkiego wta- jemniczenia, pięć postaci najwyższego napięcia psychicznego wyznacza kolejne etapy roz- woju religii, od wielobóstwa do pojęcia jedynego Ducha – Boga Wszechmogącego. Są to: Orfeusz, Kriszna, Budda, Mojżesz i Mahomet. Największym wtajemniczonym, idealnej czy- stości i bezgranicznej dobroci, najwyższym przykładem miłości bliźniego jest jednak Bóg- Człowiek-Chrystus42 . Interpretując w sposób symboliczny niektóre teksty biblijne Ossowiecki tworzy tu swoistą historiozofię. Poprzez cztery epoki ludzkość kroczy do ostatecznego przeistoczenia się w wyższą niezniszczalną formę. Te cztery etapy rozwoju odpowiadają czterem żywiołom natu- ry: wody, materii ziemskiej, ognia i powietrza. Przez te epoki trwa walka wyzwalającego się Ducha, w której człowiek ze zwierzęcia przekształca się stopniowo w człowieka-zwierzę, człowieka promienistego i wreszcie w człowieka obdarzonego nadświadomością. Ludzkość znajduje się jeszcze w epoce drugiej, ale „nadchodzą już tysiąclecia, w ciągu których żywioł ognia przerobi formy życia organicznego, a więc i formę ciała ludzkiego w promienistą po- stać człowieka”. Epoka czwarta – epoka Ducha – doprowadzi do pełnej realizacji ideału, do którego nieświadomie dąży dusza ludzka – do realizacji na ziemi prawdziwego królestwa pokoju. Po przejściu zaś czterech epok dusze ludzkie powrócą do Ducha Jedynego43 . Rozważania historiozoficzne Ossowieckiego zawierają wiele uwag dotyczących różnych problemów politycznych i społecznych lat trzydziestych, a także ostrzeżenia i wskazania skie- rowane do narodów świata. Te oceny i przewidywania, zwłaszcza gdy chodzi o konkretne zjawiska i instytucje (jak np. Liga Narodów) trudno uznać dziś za trafne, chociaż z pewnością nie można odmówić autorowi wyczucia niektórych ogólnych trendów społecznych, nader znamiennych i dla naszych czasów. Być może rzuca to pewne światło na rzeczywiste czy rzekome przepowiednie polityczne jasnowidza. W latach drugiej wojny światowej nie tylko starał się służyć swymi jasnowidczymi uzdol- nieniami wszystkim potrzebującym pomocy, ale poświęcał też wiele czasu dalszemu konty- nuowaniu pracy nad koncepcjami światopoglądowymi i próbom rzucenia nieco światła na 42 Op. cit., s. 24–28. 43 Op. cit., s. 22–23.