wotson

  • Dokumenty43 372
  • Odsłony1 992 968
  • Obserwuję1 361
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 433 516

Nilton Bonder - Kabała pieniędzy

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :36.5 MB
Rozszerzenie:pdf

Nilton Bonder - Kabała pieniędzy.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion N
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 171 osób, 73 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 83 stron)

Tnl11nuf11 n dć Jr1k h'nżd.v dullr) Z..rd lfo ~~y m ożn n ;'hul.zic,.1 zyc l lzq G.ili:bym b.)ł lmg1lt.11, Sh· IJr1n H~rru k, Jc:IT) Bi ..;k l'.u:ri.1 re" wgo :z nrn„'li1 ·;:1111 Sk1T,,y{IJ'lll 1111 nnrllu

1. Kabała środków do życia Żydowski aforyzm głosi, że charakter człowieka ujawnia się na trzy sposoby: poprzez jego miskę (czyli jego apetyt), jego kieszeń (stosunek do pieniędzy) i skłonność do ulegania emocjom'. Tutaj zajmiemy się »kic-szeruą" i tym, jak wiele o nas mówi nasz sposób radzenia sobie z tą kwestią. Poprzez kieszeń wychodzą na jaw problemy przetrwania i granic naszych możliwości - kwestie związane z nadmiarem, posiadaniem i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Ta sama tradycja mówi: »Najdłuższa jest droga, która prowadzi z serca do kieszeni". Nie można dotrzeć z serca do portfela inaczej, niż postrzegając życie całościowo wraz z jego wszelkimi przejawami. Sposób, w jaki ustosunkowujemy się do własnych zasobów finansowych, wskazuje na to, kimjesteśmy i gdzie się znajdujemy na ogromnym »rynku wartości", który zwiemy rzeczywistością. Rynek ten stanowi miejsce wymiany i interakcji wszelkiego rodzaju, z którego wywiedliśmy ekonomiczną koncepcję rynków. Reprezentuje on nieskończoną liczbę małych i dużych transakcji, które są przeprowadzane w każdej chwili we wszechświecie. Te transakcje są dokonywane za pośrednictwem nieprawdopodobnie wielu rozmaitych »walut". Właśnie takimi »Środkami wymiany", które można badać, posługując się modelem zwykłych, codziennych pieniędzy, zajmuję się w tej książce. Tradycja żydowska ma wiele do powiedzenia na ten temat. Żydzi są stereotypowo kojarzeni z miłością do pieniędzy. Ich patriarchowie -Abraham, Izaak i Jakub - są głównymi bohaterami dowcipów o skąpstwie i zachłanności. Świnia, największy symbol nieczystości w kulturze żydowskiej , przyjmując formę świnki- skarbonki, awansowała na najlepszego przyjaciela. Na karykaturach przedstawiano długie żydowskie nosy, które według przypuszczeń pomagały im zwęszyć dobry interes. Nie będę wygłaszać tyrad pochwalnych, co w nieunikniony sposób oznaczałoby przyznanie się do własnej stronniczości. Chciałbym natomiast zaprosić bezstronnego czytelnika, którego interesują mniej wydeptane szlaki, do zapoznania się z bardziej przychylną analizą zagadnienia. Zwracam się do tych, którzy zdają sobie sprawę z tego, że ważne są nie tylko rozważania na temat dobra i zła, ale i bezustanne dopasowywanie intencji do wymogów rzeczywistości. Nasza umiejętność przekształcania doświadczeń w kulturę i tradycję pozwala kolejnym pokoleniom odnosić się do kanonu praw moralnych i etycznych, które można rozwijać, krytykować i ulepszać. Ten proces prowadzi nas ku poznaniu własnego człowieczeństwa. Dla zbiorowej pamięci Zachodu Żydzi w pewien sposób są niezastąpieni. Zachód rzutuje na nich wiele społecznych wyobrażeń oraz sublimowanych i wypieranych doświadczeń, które zresztą zwykle dochodzą do głosu poprzez tych, którzy postrzegani są jako "Inni" . W rzeczywistości "negatywne" cechy przypisywane Żydom często pokazują uwarunkowany kulturowo sposób postępowania, będący zaprzeczeniem stereotypów. Ludzie lubią wyobrażać sobie rabina jedzącego wieprzowinę za zamkniętymi drzwiami świątyni, księdza umawiającego się na schadzkę w konfesjonale lub polityka, przeprowadzającego nielegalną transakcję z podziemi parlamentu. Te wyobrażenia pokazują, jak wielki ciężar spoczywa na tych, którzy usiłują, przynajmniej teoretycznie, kwestionować nasze zwierzęce instynkty i reakcje. Innymi słowy, kultura (która rzuca nam właśnie takie wyzwanie) sprawia, że pragniemy jej upadku, że chcemy zdemaskować wymierzone przeciw człowiekowi teoretyczne koncepcje dobra i zła, tworzenia i niszczenia. Żydzi jako twórcy i rzecznicy tego, co później stało się etycznym dziedzictwem Zachodu, padli ofiarą

sprzeciwu wobec restrykcji, które nałożono na ludzkie postępowanie. Stworzyli fundamentalne prawo "Nie będziesz zabijał", a obarcza się ich winą za największe historyczne "morderstwo". Żyjący w średniowieczu (kiedy to rozwijały się miasta charakteryzujące się brakiem troski o warunki higieniczne i sanitarne) Żydzi, którym zwyczaj nakazywał właśnie dbanie o higienę, są odmalowywani jako brudni i rozkoszujący się własnym niechlujstwem. Pomimo wielu żywieniowych nakazów i reguł oskarża się ich o rytualny kanibalizm, którego ofiarą padają rzekomo dzieci chrześcijan. No i w końcu to Żydom przypisuje się obsesję na punkcie pieniędzy. Mówi się, że ich Bóg- którego obrazów nie wolno im tworzyć - ukrywa się w symbolu dolara($). Oczywiście to prawda, że Żydzi szanują pieniądze: w nich tkwi sedno faktycznego dystansu dzielącego serce od kieszeni. Głębsze znaczenie pieniędzy- a szerzej zarabiania na życie (parnasa ', czyli utrzymanie, dochód) -jest omawiane w tradycji żydowskiej zarówno pod względem etycznym, jak i głęboko humanitarnym. Kabała pieniędzy to propozycja lektury rabinicznych i mistycznych spostrzeżeń na temat ekologii pieniędzy, w tym zdrowej formuły wymiany, transakcji oraz wzajemności każdego rodzaju. "Kabala" będzie rozumiana przede wszystkimjako metoda służąca zrozumieniu w dogłębny sposób rzeczy, które wydają się być banalne, odkrywając nieuświadamiane wcześniej wymiary codzienności. Będziemy często odwoływać się do "rabinów" (komentatorów Talmudu oraz legendarnych postaci świata chasydów) jako spadkobierców metody interpretacji, zgodnie z którą na rzeczywistość składa się wiele poziomów i wymiarów. Odkrywanie kolejnych warstw (wymiarów), od tych najwyraźniej manifestujących się i oczywistych do ukrytych i tajemnych, rozpowszechniło się jako kabała. Termin ten pochodzi od czasownika źródłowego "otrzymywać"(kibe 'J) i odnosi się do starożytnej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Upraszczając, można powiedzieć, że kabała zapewnia koncepcję, zgodnie z którą to, co proste, pozwala zrozumieć to, co złożone, konkret prowadzi do abstrakcji, a szczegół do ogółu. Tutaj tę metodę zastosujemy do pojęcia "pieniędzy". Rabini uczą, że za pomocą pieniędzy przyczyniamy się do powstawania codziennych okoliczności , w których ujawniają się nasz fanatyzm i złudzenia, demaskttjąc nas tak, jak może to uczynić tylko praktyka. Jesteśmy tacy jak nasze reakcje,jesteśmy tacyjak nasze przesądy, a nasze pieniądze stanowią przedłużenie naszych reakcji i sądów. Na podstawie pieniędzy, które w naszym życiu pojawiają się i znikają, tworzymy strukturę pojęci ową świata. I jest to jeden z głównych czynników kształtujących nasz sposób pojmowania rzeczywistości: ile są dla nas warte rzeczy i ludzie, a także ile myjesteśmy dla nich warci. Po przeprowadzeniu drobiazgowej analizy rabini doszli do wniosku, że pieniądze należy traktować takj ak naszą cielesną egzystencję. Doceniając wagę duszy oraz intencji, uznali oni, że rzeczywistość cielesna jest niezastąpionym narzędziem poznania tego, kimj esteśmy orazjaką ścieżkę powinniśmy obrać w życiu. Dlatego właśnie zapraszam Cię, Czytelniku, na przechadzkę po bliskim sercu świecie własnej kieszeni. Proponuję wyprawę do świata Rynków, podróż do świata, w którym pieniądze rzucają cień na emocjonalny i duchowy wymiar naszej egzystencji. Powinniśmy zacząć dostrzegać w transakcjach mroczny cień naszych dusz, rzucany przez pieniądze, i dzięki temu zaakceptować istnienie 1udzkich ograniczeń w świecie bogactwa. W rzeczywistości pieniądze są zwykle postrzegane jako coś brudnego, o czym wstyd rozmawiać. Dla

wielu ludzi mniej problematyczne jest mówienie przyjaciołom o sprawach intymnych związanych z seksem niż podzielenie się z nimi informacją na temat zasobności konta lub wysokości wypłaty. Dzieci bardzo rzadko wiedzą, ile zarabiają ich rodzice. Tym niemniej pieniądze nie są niczym złym. Żyjący w Hiszpanii filozof Ibn Zabara pytał: "Skąd się bierze śmierć ? Z samego życia". Podobnie my możemy zapytać: »Skąd się biorą pieniądze?". Odpowiedź brzmi: nie pojawiły się jako narzędzia opresji ani chciwości ; są raczej , co może się wydać zdumiewające, wyrazem ludzkiego pragnienia sprawiedliwości i nadziei na lepszy świat. W miarę upływu czasu pieniądze zrosły się z ludzką naturą, co łatwo zauważyć, przyglądając się uważnie przypisywanym im wartościom i ich symbolizmowi. Tak, Żydzi szanttją pieniądze -te prawdziwe (czyli niebędące owocem korupcji), które zwielokrotniają zasoby finansowe i pozwalają poświęcić czas studiom duchowym. Wiedzą, że ten rodzaj nauki jest jak życiodajny płyn: sam w sobie j est życiem. Co to za pieniądze , że mogą być tematem poruszanym w świętych pismach? Jakim rodzajem pieniędzy mogliby zajmować się ludzie religijni? Jaki pieniądz może być walutą również w przyszłym świecie (lub w raju)? Jak powinniśmy radzić sobie z "rynkiem egzystencji", który nisko wycenia poszukiwanie sensu, deprecjonuje nasz czas i nasze wartości , równocześnie zwiększając poczucie niespełnienia i powodując spadek naszego potencjału? Poszukując "silnej waluty", rabini odpowiedzieli na niektóre z tych pytań. „UBIJMY INTERES" Każdy, kto chce żyć w świętości , powinien przestrzegać praw obowiązujących w handlu i finansach. Talmud Babiloński Baba Kamma 3oa „Zróbmy geszeft" - ubijmy interes. Tc słowa, wypowiedziane na ziemi, powodują w Niebie zamieszanie. Święta jest chwila, gdy dwie osoby dokonują w dobrej wierze jakiejś wymiany, optymalizując zysk obu stron. Według rabinicznych wyobrażeń ubijanie na ziemi interesu stanowi test naszych dążeń kulturowych, duchowych oraz odpowiedzialności związanej z przekroczeniem własnych pragnień i wyj ściem ku innym. Wystarczy dwoje ludzi, by wdać się geszeft, nie próbując go uniknąć z tchórzostwa i czerpiąc z niego maksymalne korzyści także dla drugiej strony i przy minimalnej stracie dla świata. Ten typ transakcji, w którym odgórnie zakłada się uczciwe i wyważone korzystanie z zasobów oraz zaspokojenie potrzeb wszystkich uczestników, stanowi nowy rodzaj Natury: naturalny porządek, w którym zmagamy się nie tylko z zewnętrznym chaosem i przypadkiem rządzącym możliwościami przetrwania. To jest właśnie Natura, gdzie przetrwanie nie wiąże się z dziedziczeniem dobrych genów, a nasze poczucie zasad i szlachetna mądrość mogą dodatkowo wzbogacić rzeczywistość o wymiar sakralny. Ten nowy typ Natury będę określać mianem „Rynku". Im mniej ten Rynek jest rozwinięty w sensie rabinicznym, tym bliższy jest środowisku naturalnemu- czyli dziczy. Dlatego Rynek pojawia się tam, gdzie zdolność przetrwania jednostki współgra z jej wyobrażeniami na temat samego przetrwania. Przetrwanie to umiejętność zapewnienia sobie podstaw bytowych i bycie za siebie w pełni odpowiedzialnym. Ta odpowiedzialność jest czymś fundamentalnym, dlatego wszelkich transakcji można dokonywać na rabinicznym Rynku, a nie w środowisku naturalnym. Pojawianie się doraźnych interesów, które nie podlegają żadnym regułom, zatruwa Rynek i sprawia, że możemy popaść w chaos. Rabiniczne przekonanie, że pomimo esencjo-

nalnej różnicy prawa Rynku i Natury są analogiczne, jest bardzo silne. Odnosi się do niego następująca opowieść: Bardzo szlachetnemu rabinowi pozwolono zwiedzić zarówno piekło (Gehennę), jak i raj (Gan Eden, ogród rajski). Najpierw zabrano go do piekła, gdzie usłyszał przeraźliwe krzyki najbardziej umęczonych istot, jakie kiedykolwiek widział. Rabin zobaczył, że wszyscy siedzą przy ogromnym stole bankietowym, zastawionym najkunsztowniejszą srebrną zastawą i chińską porcelaną, pełnym najznakomitszych potraw, jakie można sobie wyobrazić. Nic mogąc zrozumieć, dlaczego Ci ludzie tak strasznie cierpią, rabin podszedł bliżej i dojrzał, że ich łokcie zostały odwrócone w taki sposób, iż nie mogli zgiąć ramion, by włożyć pokarm do ust. Następnie rabina zabrano do raju, gdzie usłyszał śmiech i poczuł radosną, świąteczną atmosferę. Jednak ku swemu zdumieniu ujrzał tam dokładnie tę samą scenę: ludzi siedzących przy stole bankietowym, suto zastawionym tymi samymi delikatesami - wszystko było tak samo, także odwrócone łokcie. Tylko jeden szczegół odróżniał obie sceny: każda osoba karmiła swojego sąsiada. Piekło jest miejscem, w którym Rynek nic istnieje, ponieważ wystarczy niewielki problem, by zniszczyć naszą zdolność cieszenia się bankietem. W raju nie tylko możemy rozkoszować się wszelkimi dobrami, ale również za każdym razem, gdy podajemy komuś jedzenie, zmniejszamy swoją frustrację. Warto jednak pamiętać, że zarówno piekło i raj, jak i Natura i Rynek na pierwszy rzut oka mogą niczym się nie różnić. Różnica pomiędzy świadomością tego, co nam daje wzajemne karmienie się, a brakiem tej świadomości jest ogromna. Każdego dnia naszego życia konfrontttjemy się z tą prawdą. PRAWDZIWE PIENIĄDZE A PIENIĄDZE BĘDĄCE ZAMROŻONĄ PRACĄ W popularnej kolekcji rabinicznych powiedzonek zatytułowanej Sentencje ojców (Pirkej Avot) można przeczytać: "Gdzie nie ma mąki , tam nie ma Tory. A gdzie nic ma Tory, tam nie ma mąki". Pierwsze stwierdzenie jest można przeżyć - trudno oczekiwać , żebyśmy przejmowali się naukami i duchowym rozwojem (Torą). Drugie stwierdzenie nie jestjuż tak oczywiste. Odwołttje się do pochodzenia mąki - nie tej dostępnej w naturze, ale tej przynależnej Rynkowi. Tora urealnia Rynek, sankcjonując ludzkie pragnienia i dopuszczalne środki służące spełnianiu tych pragnień oraz przypominając nam o odpowiedzialności, jaką niosą ze sobą wszelkie transakcje materialne. Mówiąc tu o "mące", nie mamy na myśli jakichkolwiek pieniędzy lub dóbr, ponieważ Tora nie jest niezbędna do zdobywania bogactw. Pieniądze uczciwie pojawiające się na Rynku, z dala od Natury, są źródłem radości i nadziei, oczywistych oznak życia. Prawdziwe pieniądze zarabia się poprzez uczciwe transakcje, które zwiększają zyski wszystkich osób bezpośrednio lub pośrednio uczestniczących w wymianie. Ponieważ Bóg Jedynyjest uniwersalnym strażnikiem uczciwości , to on zapewnia przypływ prawdziwych pieniędzy: może się to dokonać zgodnie z kosmicznym porządkiem. Bo czym w rzeczywistości są pieniądze i Są ważnym symbolem porozumienia - wyrazem podzielanej przez wszystkich chęci życia w raj u z przedstawionej powyżej historyjki. To porozumienie zostało jasne: jeśli nmożemy kupić mąki - dóbr materialnych, dzięki którym

zawarte już podczas pierwszych międzyludzkich aktów wymiany i przetarło szlaki dla modelu przetrwania odseparowanego od Natury, która sama w sobie nie gwarantowała możliwości przetrwania. Bazując na wczesnych praktykach wymiany (barterze), ludzie uznali , że moneta zrobiona z rzadkiego metalu o określonej wadze ma tę samą wartość, co kurczak, na który została wymieniona. Posiadacz monet nie mógł oczywiście zjeść ich jak kurczaka, ale wiedział , że posiada coś o identycznej wartości . Z czasem zaczęliśmy ufać Rynkowi do tego stopnia, że możliwe stało się zastąpienie monet o konkretnej wartości monetami pozbawionymi jakiejkolwiek wartości. Papier i metale nieszlachetne nie tylko nie miały wartości odżywczej kurczaka, ale nie miały nawet tej samej nominalnej wartości. Jednak monety te zawierały w sobie obietnicę dziesięciu, pięćdziesięciu czy nawet tysiąca kurczaków. Gwarantem spełnienia tej obietnicy było wspomniane wcześniej porozumienie, które z czasem, w wyniku zbiorowej potrzeby stworzenia Rynku, było coraz chętniej przyjmowane i uznawane. Gwarantem obietnicy był sam Bóg. Istnieją dwa rodzaje symboli wspomnianego porozumienia. Ich nazwy wywodzą się z płaszczyzny zaufania, na której powstały. Pierwszy symbol, odnoszący się do "masy", nazwanofunt, peso i szekel. Słowa te odpowiednio w języku angielskim, hiszpańskim i hebrajskim znaczą właśnie "masa", a ich wartość odpowiadała prawdziwej wartości kurczaka. Drugi rodzaj symbolu rabini nazwali zuz (od hebrajskiego słowa oznaczającego coś "będącego w ruchu", "krążącego"). Jest to dawna moneta, której waga i prawdziwa wartość nie odnoszą się do kurczaka. Zuz (l. mn. zuzim) jest walutą rabinów. Pomimo braku własnej wartości jest symbolem więzi zależności zawartego kontraktu oraz tego, że wszyscy zgadzamy się co do różnic między "piekłem" i "niebem". Stąd właśnie wzięto się fundamentalne zaufanie, jakim dzięki Boskiej gwarancji są obdarzone wszystkie zuzim. Pieniądze (zuzim) nie są same w sobie niczym złym. Wręcz przeciwnie, odzwierciedlają nasze pragnienia porządku, postępu, pokojowej współegzystencji i, na dłuższą metę, ekologii, tj. relacji żywych organizmów z ich środowiskiem (czyli innymi słowy, Tory). Porozumienie może zaistnieć jedynie w atmosferze wiary. Wiara jest często traktowana w kategoriach absolutnych-jako zaufanie do instytucji inwestycji, świata finansów, organów rządowych lub też jako przejaw patriotyzmu. W rzeczywistości wiara (zaufanie) stanowi warunek porozumienia. Nie przez przypadek na różnych walutachzuz (czyli pozbawionych inherentnej wartości), takichjak dolar, można znaleźć zwrot/n Gad We Trust (W Bogu pokładamy ufność). Jest to kolejna wersja hebrajskiego słowa amen, odnoszącego się do emuna (rzeczownika oznaczającego wiarę). Niektórzy chcą widzieć w nim hebrajski akronim wyrażenia El Melech Ne 'ema'n (Bóg jest wiernym Królem). Ten zwrot obdarza symbolicznie zaufaniem kawałek zadrukowanego papieru i jest gwarantemjego transakcyjnej wartości. Ale przede wszystkim powinien być gwarantem prawdziwości pieniądza, możliwości przetrwania i związanej z tym odpowiedzialności - tej samej odpowiedzialności, dzięki której gotówka zyskttje wartość nieistniejącą dla ludzi spoza porozumienia. Prawdziwe pieniądze bardzo różnią się od tych, które można znaleźć w naturze. Z naszej ludzkiej perspektywy pieniądze znajdowane w środowisku naturalnym nadają się na obiekt kultu, coś w rodzaju złotego cielca: możemy uznać , że ich wartość wiąże się z ich materialną istotą, a nic z dbałością o utrzymanie porozumienia. Zachowywanie porozumienia, wytwarzanie prawdziwych

pieniędzy i utrzymywanie relacji z Rynkiem niej est prostym zadaniem. Jest to tak trudne jak przyśpieszanie nadejścia mesjasza, tak trudne jak rozwijanie naszego człowieczeństwa. Wartość prawdziwych pieniędzy wzrasta, gdy wiążemy je z odpowiedzialnością, stanowiącą podstawę społecznych dążeń do życia wspólnotowego i wzajemnej życzliwości, a obniża się, gdy zrzekamy się tej odpowiedzialności. Taki los (deprecjacja) spotyka każdy symbol, który utracił znaczerue. Pieniądz nic jestjedynie odpowiednikiem dóbr obciążonych pewną odpowiedzialnością ("mąką"), ale również symbolem odpowiedzialnej pracy. Dla rabinów tak rozumiane pieniądze stanowią ekwiwalent "zamrożonej pracy". Powiedzmy, że wartość pracy wynosi x (dostarczona praca), pomnożone przezy (stopień trudności intelektualnej), pomnożone przez z (fizyczny wysiłek włożony w pracę). Końcowy produktjest potencjalnie zamrożony w postaci pieniądza. Jednostka pieniężna powinna zatem reprezentować powyższy iloczyn, w którym żaden z czynników nie może wynosić zero, tak aby ostatecznie wartość pieniądza nie wynosiła zero. Podobnie nie można zastosować wartości zmierzających ku nieskończoności lub niebezpiecznie wysokich, ponieważ wartość każdej pracy podlega faktycznym ograniczeniom. Jeżeli jeden z czynników będzie dążyć do nieskończoności, na rynku pojawi się inflacja (czyli mało pracy, a dużo pieniędzy). Nawetjeżeli nieproporcjonalnie wysoko ocenimy któryś z czynników (czyli sprawimy, że będzie dążyć do nieskończoności), a inny osiągnie wartość bliską zeru - uruchamiając w ten sposób proces kompensacji, w którym powstają pieniądze pozornie proporcjonalne do pracy - musimy zadbać o to, by nie tworzyć fałszywych pieniędzy. Im bardziej rozwinięte jest społeczeństwo, tym większa jest jego troska o to, by nie zaburzać równowagi pomiędzy tymi czynnikami. Istnieje limit "zamrożonej pracy", który można trzymać w banku. Jest on związany z ograniczonymi zasobami ludzkiej energii i długością życia. Dlatego jeżeli społeczeństwo przydziela jednej osobie zasoby będące owocem pracy, oznacza to, że wytworzyło fałszywy pieniądz. Powrócimy do tego zagadnienia później , omawiając limity bogactwa i środków finansowych. BUDOWANIE DOSTATKU Byłem biedny i byłem bogaty. Uwierzcie mi, lepiej jest być bogatym! Lepiej bogatym i zdrowym niż biednym i schorowanym. (Przekład w języki jidysz) Rabini postrzegali ubóstwo jako niebywałą tragedię. W Midraszu (Exodus Rabba 31: 14) czytamy: "Nie ma we wszechświecie niczego gorszego niż bieda, to najgorszy rodzaj cierpienia. Osoba gnębiona biedą jestjak ktoś, kto niesie na swych barkach cierpienie całego świata. Jeżeli cały ból i cierpienie tego świata zostałyby umieszczone najednej szalce wagi, a bieda na drugiej, to języczek u wagi wciąż przechylałby się w stronę biedy". By pokonać tego wszechobecnego wroga, który ma zarówno naturalne, jak i 1udzkie komponenty, rabini rozwijają koncepcję jtszuw o/am, prób "uregulowania świata". Bazują oni na Księdze Rodzaju (2 :i 5), w której człowiek otrzymuje zadanie »uprawy i doglądania" ziemi, i twierdzą, że zachowując uczciwe stosunki ze światem, powinniśmy stale próbować poprawiać jakość życia. Obowiązkiem każdego z nas jest pomnażanie zasobów - nic tylko własnych- i wzbogacanie

otaczającego nas świata. Zdefiniujmy bogactwo jako najwyższy możliwy poziom organizacji środowiska: istotom żywym niczego nic brakuje, a tego, co jest niezbędne do życia, jest pod dostatkiem. Innymi słowy, im więcej dóbr powstaje, by zaspokoić ludzką potrzebę, nie ograniczając równocześnie możliwości zaspokajania innej potrzeby, tym lepiej. Obowiązkiem każdego z nas jest poprawianie jakości życia w otaczającym świecie. W tym ogromnym wszechświecie rozciągającym się dużo dalej , niż jesteśmy w stanie zmierzyć i ocenić, stwarzanie dostatku, którego konsekwencją nic jest pojawiający się gdzie indziej jego brak, jest bardzo trudne. 1 żeby nie było wątpliwości: zawsze lepiej jest cieszyć się z tego, że nie jesteśmy ofiarami niedostatku, niż z własnego bogactwa. Jeżeli przekształcamy coś w bogactwo i w ten sposób przyczyniamy się do wzrostu niedostatku, musimy później wysilać się w dwójnasób : tworząc dostatek i uzupełniając zasoby, które tworząc dostatek, wyczerpaliśmy. Gdy w obliczu tej trudności szlachetny człowiek ma wątpliwości , wówczas stara się nie przyczyniać do wzrostu niedostatku. Naszym obowiązkiemjest maksymalizacja ogólnych zasobów- bez generowania braku. W języku rabinicznego Rynku idealna sytuacja jest wtedy, "gdy jedna strona nic nie traci, a druga zyskuje". Ten warunek ma ogromne znaczenie w przypadku każdego rynku, gdyż służy wzrostowi i wzbogaceniu środowiska. Za realizację tego postulatu odpowiedzialni są ludzie szlachetni. Przyjrzyjmy się rabinicznym przykładom. Zgodnie z żydowskim "prawem sąsiedzkim" (dina de bar-mecra) sąsiad, którego ziemia graniczy z naszą, ma prawo pierwokupu. Cena sprzedaży musi mieścić się w granicach ceny ziemi obowiązującej w danym rejonie, tak aby sprzedający nic na tej transakcji nie stracił, a nabywca na niej zyskał , ponieważ powiększenie się areału oznacza wzrost wartości ziemi. W ten sposób pierwszy uczestnik transakcji niczego nic straci, a drugi zyska. W Talmudzie (Ketuba 103a) można znaleźć inny przykład obrazujący tę ideę. Ruben wynajął swój młyn Szymonowi, pod warunkiem że ten w formie zapłaty będzie mielił również zboże Rubena. jednak później Ruben wzbogacił się i nabył inny młyn, w którym mógł mleć za darmo. Ponieważ nic potrzebował już do tego Szymona, mógłby zamiast zgodnej z pierwotną umową zapłaty w postaci mielenia ziarna poprosić o zapłatę pieniężną - a Szymon mógłby odmówić. Jedynie w przypadku gdyby miał wielu klientów, a czas i wysiłek włożone w mielenie zboża Rubena mógłby poświęcić na mielenie ziarna innej osoby, nie ponosząc przy tym żadnych strat, Szymon byłby zobowiązany zgodzić się na tę formę zapłaty. Podejmując d ecyzję, nie powinien zachowywać się jak mieszkańcy Sodomy, którzy nie uznawali wzajemnych przysług, nawet jeżeli nic ich nie kosztowały. Wyświadczanie przysług jest obowiązkiem, a konsekwencje odmowy są podobne do tych, które ponosi złodziej. Jeżeli komuś uniemożliwimy zdobycie czegoś, to nawetjeśli nie czerpiemy z tego żadnych zysków, kradniemy potencjalne dziedzictwo ludzkości. Nasza odpowiedzialność obejmuje wszystko to, nad czym mamy zarówno bezpośrednią, jak i niebezpośrednią kontrolę: wykracza poza to, co posiadamy, obejmując również to, na co mamy wpływ. Akt uniemożliwienia komuś zdobycia czegoś jest porównywalny do zabrania mu tego. Jeżeli ham~emy przepływ bogactw na otaczającym nas Rynku, przyczyniamy się do wzrostu niedostatku i nic pozwalamy urzeczywistniać się silom rządzącym przetrwaniem. Czyniąc tak, powstrzym~ emy wzrostjakości życia w najbliższym otoczeniu i naruszamy prawo "regulowania świata". Czasami ciężko sobie uświadomić, że działanie "Jedna osoba nie traci, a druga zysk~e" podpada pod tę samą kategorię co "Jedna osoba otrzymuje od drugiej".

Zdobywanie bogactwa to ludzka potrzeba.A zwalczanie niedostatku stanowi jego podstawę, gdyż oczyszcza kanał, przez który, zgodnie z boską gwarancją, zasoby trafiają do właściwego odbiorcy. Ale czy poza wymogiem nieniszczenia świata poprzez stwarzanie niedostatku w akcie bogacenia się istnieją jakieś inne ograniczenia aktywności służącej wzbogacaniu się .

2. Ograniczenia, którym podlega bogactwo Posiadanie pieniędzy niejest tak wspaniale, jak straszny jest ich brak ! -porzekadło w jidisz Sodoma i Gomora, miasta grzechu opisane w Księdze Rodzaju, symbolizttją społeczeństwo, którego zepsucie bierze się z niezdolności do "regulowania świata". Odmawiając sobie wzajemnej pomocy opartej na zasadzie "jeden nic traci, a drugi zyskuje", obywatele Sodomy i Gomory stworzyli godny pożałowania Rynek(przypominający opisane w pierwszym rozdziale piekło) , na którym ludzie z odwróconymi łokciami nie współpracują ze sobą . Zdumiewa jednak to, że w tej samej Księdze o to samo, czyli o "chory, zepsuty Rynek, oskarża się także inne, i to bardzo odmienne społeczeństwo" . Mam na myśli starożytne miasto Babel (co po hebrajsku znaczy Babilon), którego mieszkańcy usiłowali zbudować wieżę sięgającą Niebios. Za karę Bóg rozpędził ich po całej ziemi. Według rabinów największym błędem budowniczych wieży Babel było uczynienie z działań społecznych i ekonomicznych celu samego w sobie. Choć tym razem mamy do czynienia z sytuacją, gdy ludzie z odwróconymi łokciami wzajemnie się karmią, wciąż nie możemy nazwać jej rajem. W przytoczonej opowieści największa rozkosz raju polegała nie na dostępie do pokarmów zgromadzonych na stole, ale na możliwości osiągnięcia za pomocą pokarmu czegoś zdecydowanie przyjemniejszego: wymiany. Odwrócone ramię bezustannie podające jedzenie może doprowadzić do skrajnej frustracji ,jeżeli jego posiadacz nie wie, co robi, i nie zwraca uwagi na nasze tempo przyjmowania pokarmu. Może się okazać, że tracimy apetyt, widząc łyżki i widelce stale kierowane w naszą stronę , zmuszające nas do jedzenia, co już jako dzieci uważaliśmy za skrajnie . . meprzyJemne. Gdy rabini próbują nas przekonać, że działalność ekonomiczna może nas uświęcać , mają na myśli wewnętrzny mechanizm, służący "wyniesieniu" i "ukierunkowaniu" fizycznego wymiaru naszego istnienia, naszego ciała. Rebe Szmul z Sochaczewa mawiał : "Dusza nie wymaga duchowego wyniesienia-jest czysta. To ciało wymaga z naszej strony oczyszczenia, ponieważ po to właśnie stworzył nas Stwórca". Inny mistrz mawiał: "My nie posiadamy duszy, my dusząjesteśmy. Posiadamy nasze ciała". Ten dziwny rozdział na "ciało" i "duszę", który czasami ma sens, a czasami nas zwodzi, można prawdopodobnie na poziomic przyjemności przedstawić jako różnicę pomiędzy przyjemnością natychmiastową" a przyjemnością "odroczoną". Ciało łatwo jest zarówno zadowolić, jak i sprawić mu ból - wszystko determinuje prędkość przewodzenia neuronów. Zakładając, że to nasze neurony cechują się maksymalną prędkością przewodzenia i są najszybszym ośrodkiem generowania doznań będących nagrodą (przyjemność) lub karą (cierpienie), wówczas prędkość, z jaką doznaje ich nasza dusza, jest najmniejsza z możliwych. Doznania duszy mogą nas zaabsorbować dopiero wtedy, gdy już mamy za sobą pewne etapy życia. Doznaniami cielesnymi łatwo się nasycić, a ich produktem ubocznym jest świadomość śmierci. Dusza odczytuje powtarzające się doznania i tłumaczy je jako egzystencję. A egzystencja jest wyjątkowo przyjemna. Biorąc na siebie pełną odpowiedzialność, zwiększamy swój potencjał, tworzymy bogactwo i "regu- lujemy świat" zgodnie z kosmicznym porządkiem Wielkiego Rynku. Można jedynie rzec, że cielesne bogacenie się podlega ograniczeniom ustanowionym przez bogactwo

duszy- powinniśmy więc unikać gromadzenia doznań cielesnych kosztem doznań płynących z duszy. Reguła jestjasna: dostatek rodzący niedostatek to podwój na strata czasu. Próbowałem zrozumieć, w jaki sposób nadmiar przyczynia się do niedoboru, odnosząc się do naszych doświadczeń czy też do ograniczeń, jakim podlega bogactwo. W tym celu dodałem czynnik "ludzki" do naszej definicji "bogactwa". Istnieją ograniczenia narzucane przez czas, system współzależności i kwestie moralne. Zbadajmy te ograniczenia w tej właśnie kolejności , ponieważ te pierwsze i drugie są bardziej ogólne, natomiast trzecie wymagają przeprowadzenia głębszej analizy Rynku i pośrednio "pieniędzy" lub wymiany. MARNOWANIE CZASU Lepiej jest nic nie robić, niż coś przekształcać w nic. -porzekadło w jidisz. Interpretując wers z Księgi Przysłów (6 :6) brzmiący: "Do mrówki się udaj, leniwcze, patrz najej drogi - bądź mądry", rabiniczni komentatorzy wyjaśniają, że mrówki są symbolem pracy na marne: "Potrzebują jedynie dwóch ziaren pszenicy, by przeżyć cały sezon, a pracują bez ustanku, gromadząc fortunę". Pytanie brzmi: czego możemy się od nich nauczyć? Czyli co powinniśmy czynić z naszym czasem? Duża część naszych zgromadzonych bogactw jest rezultatem tego, że nie mamy nic do roboty lub nic lepszego do roboty. Nasza śmiertelność i pytania egzystencjalne każą nam w wolnych chwilach zwalczać niedostatek i w ten sposób pomnażać czas, który się przyda, gdy będziemy musieli coś zrobić. W żydowskiej tradycji na pytanie: "Co robić z czasem" standardowo pada odpowiedź: uczyć się. Czas należy dzielić pomiędzy naukę, pracę i zaspokajanie potrzeb fizjologicznych (jedzenie, wydalanie, sen i odpoczynek). Cały wolny czas, który pozostaje po zaspokojeniu potrzeb fizjologicznych i zarobkowych, powinniśmy poświęcić nauce. Dlatego praca lub ograniczone zasoby przemieniane w dostatek są dodatkowo ograniczone przez czas życia istot ludzkich. Chciałbym wyjaśnić, że judaizm mianem nauki określa studiowanie Tory, poznawanie tych wartości, które sprawiają, że stajemy się bardziej ludzcy w naszej zdolności wnikliwego postrzegania rzeczywistości oraz współczucia, które jest możliwe dzięki zrozumieniu ludzkiej natury. Ten rodzaj nauki przyśpiesza nadejście raju i powinien być powszechnie propagowany. Nasza kultura powinna uczyć tych, którzy jeszcze nic zrealizowali wszystkich swoich pragnień, że poświęcanie całego czasu wyłącznic na ich zaspokajanie nic jest zbyt dobrym pomysłem. Możemy uważać, że jesteśmy zupełnie innymi ludźmi niż budowniczowie wieży Babel, ponieważ pragniemy ograniczyć własne pragnienia i wtedy zabrać się do nauki; ale w rzeczywistości , podobnie jak mieszkańcy Babel, popełniamy błąd marnowania czasu (bitu'l hazma'n). Zasadniczą funkcją czasujest wzbudzanie naszego zapału do intensyfikacji bycia i lepszego poznania własnego potencjału. Także czas, który poświęcamy innym aktywnościom, jest czasem spędzonym na drodze życia i samopoznania (to właśnie dlatego Rynek go uświęca), ale ten rodzaj czasu podlega rzeczywistym ograniczeniom, których przekroczenie jest jednoznaczne z niewłaściwym wykorzystaniem czasu przeznaczonego w zamierzeniu doznaniom duchowym. Te doznania duchowe, choć splecione są z innymi naszymi aktywnościami , mogą się pojawić dopiero wtedy, gdy zarezerwujemy na nie trochę realnego czasu. Mając tego świadomość, lepiej niczego nie robić, niż coś przekształcać w nic. Lepiej jest zmierzyć się z nicością, niż wzbogacić się ponad miarę i zmarnotrawić swój czas. Przymus mierzenia się z tą pustką każe nam zająć się nauką, prawdziwymi studiami, w trakcie których wyzbywamy się oczekiwań co do osobistych korzyści.

NAUKA DLA NAUKI - NIE PRZYNOSZĄCA OSOBISTEJ KORZYŚCI Pozwolę sobie wtrącić kilka słów na temat nauki, ponieważ wchodzi ona w sukurs z naszym bogactwem i jest towarem niezmiernie pożądanym na Rynku. Rynek zanieczyszczony zbyt dużą ilością czasu generowanego poprzez bitu'/ hazma'n (marnotrawienie czasu, czy jak obecnie możemy powiedzieć, marnotrawienie czasu, który można by przeznaczyć na naukę) niszczeje do tego stopnia, że spada realna wartość krążących dóbr. Depresja, apatia i poczucie braku sensu, które pojawiają się wraz z marnotrawionym czasem, to wysoka cena,jaką za to marnotrawstwo musi zapłacić Rynek. Wobec tego nauka staje się czymś niezwykle ważnym. Ale co właściwie kryje się za tym pojęciem? Majmonidcs twierdził , że ludzie rozwijają się jedynie wtedy, gdy się spodziewają, że za trud włożony w naukę otrzymają wynagrodzenie lub jakąś inną formę zapłaty. Jako dzieci uczymy się po to, aby otrzymać od nauczyciela nagrodę - na przykład cukierka. Później uczymy się, by zarobić jakiś marny grosz. Jako osoby wchodzące w wiek dorosły uczymy się, by zarobić na życic. Jako dorośli uczymy się, a nagrodą są zaszczyty i powszechne poważanie. Jednak dopiero pełna dojrzałość pozwala nam uczyć się bez określonego celu. Wjęzyku hebrajskim mówimy, że uczymy się liszma' ("dla nauki samej w sobie"), aby żyć. To tylko tak dziwnie brzmi. Bo w końcu musimyjeść, spać oraz pracować po to, by zarobić na życie. Ale gdy pracujemy więcej , niż jest to konieczne, wytwarzamy bitu'/ hazma'n, czyli marnujemy czas naszej egzystencji. Zrozumiale jest również to, że skoro uczymy się i pracujemy po to, aby wygenerować stan obfitości i wyeliminować niedostatek, to gdyjuż się wzbogacimy, nauka i praca z definicji są właściwie bezcelowe. Jeżeli upieramy się przy myśleniu, że celem nauki i pracy jest bogacenie się ponad wszelką miarę, to właśnie upieramy się przy przekształcaniu czegoś w nic. Dlaczego więc, skoro chcemy najpierw zabezpieczyć się finansowo, by później poświęcić się "bezcelowym " studiom, porównuje się nas do pokolenia wieży Babel i Ponieważ bogactwo, podobnie jak wieża mająca sięgnąć nieba, nie odnosi się w żaden sposób do przyszłości . Nikt nie może zagwarantować sobie przyszłego bogactwa, ponieważ nie istnieje taka ilość zgromadzonych dóbr, która mogłaby zrekompensować straty. Dlatego więc musimy pomóc zrozumieć tym, którzy jeszcze nie dojrzeli i próbują osiągnąć materialną stabilizację, że powinni poświęcić część swojego czasu i energii na naukę prowadzącą - wydawać by się mogło - donikąd. Zgodnie z żydowską tradycją nawet nasza wypłata stanowi formę zapłaty za bitu'/ hazma' n (stratę czasu, który można było poświęcić na naukę), ponieważ dzięki naszej produktywnej pracy ktoś inny może bezpośrednio lub pośrednio odnieść korzyść z własnego hazma'n (czasu przeznaczonego na naukę). Czas to jedno z ograniczeń, którym podlega bogactwo. Czas to pieniądz, ale nie cały nasz czas powinniśmy przeliczać na pieniądze. OGRANICZENIA EKOLOGICZNE I FIZYCZNE Jeżeli bogactwo jest definiowane jako obfitość , która gdzie indziej nie generuje niedostatku, to muszą istnieć kolejne ograniczenia nałożone na bogactwo. Zasoby naturalne powinny być przekształcane w konkretne środki na życie jedynie wtedy, gdyjest to konieczne. Nie istnieje lepszy sposób gromadzenia zasobów życiowych niż czerpanie z natury. Podczas żydowskiego wyjścia z niewoli egipskiej znalezienie pokarmu na pustyni stanowiło nie lada problem. Biblia opisuje, że co rano

manna w cudowny sposób spadała na ziemię. Gdy Żydzi próbowali zebrać więcej niż porcję starczającą na jeden dzień, cały zapas psuł się , a nadmiernie eksploatowana przyroda nie chciała już dłużej zapewniać im przetrwania. Po raz kolejny widzimy, że dopóki nic jest to konieczne, lepiej jest nic robić nic, niż coś przekształcać w nic. Musimy bardzo uważać, żeby nasz zysk nie okazał się jedynie pozorny. Dzisiejszy zysk, za który zapłacimy jutro, nie jest naszym bogactwem ; wręcz przeciwnie -jest w dwójnasób stratą czasu. Często jesteśmy zmuszeni postępować w ten sposób, by przetrwać , ale wysoko rozwinięty Rynek powinien być tak skonstruowany, by uniknąć sytuacji niezgodnych z prawem regulowania świata-jiszuw o/am. KTO JEST PRAWDZIWIE BOGATY Talmud pyta: Kto jest prawdziwie bogaty ? Rabin Yosc zwykł powtarzać: Ten, kto ma łazienkę obok jadalni. A rabin Meir mówił: Ten, kto z własnej fortuny czerpie wewnętrzny spokój. - Szabat25b RabinMeir czerpie z wiedzy potocznej, mówiąc , że prawdziwie bogaci są ci, którzy żyją na najwyższym poziomie, nic generując swojego niedostatku, lub ci, którzy biorąc na siebie odpowiedzialność, unikają marnowania czasu i nie wykorzystują naturalnych zasobów,jeżeli nie są im one faktycznie niezbędne. Taki właśnie stan ducha rabin Meir nazwał "wewnętrznym spokojem", którego źródłemjest własne bogactwo. Innymi słowy, nic jest łatwo być prawdziwie bogatym. W jedenastowiecznym dziele Al Htdajah iła Faraid al-Dtdub (woln. tłum. "Księga powinności serca"), którego autoremjestżydowski filozofz Saragossy Bechai Pakud (Bahya ibnPaquda), znajduje się interesuj ący opis fałszywie bogatego człowieka: Sądzi , że jego rozmyślania na temat kwestii finansowych są bardzo wyrafinowane.. . Uważa, że wszystko, co ma na własność , to za mało . Jest jak ogień, który pali się intensywniej po dołożeniu drew. Jego serce rozpalają marzenia. Nie może się doczekać, kiedy dobra zostaną zgromadzone i będzie można je sprzedać. Bada sytuację rynkową, duma nad wzrostem i spadkiem cen dóbr oraz śledzi kursy walut w różnych częściach świata. Ani skwar, chłód, burze czy oceany, ani wielkie odległości nie są w stanie powstrzymać go od dalekich podróży. Ma nadzieję szczęśliwie dobiec do mety, która w rzeczywistości nie istnieje i może okazać się jedynie przyczyną cierpienia, zgryzoty i niepotrzebnych starań. Aj eżeli zdobędzie coś z tego, na co liczył , to z całej fortuny pozostanie mu prawdopodobnie jedynie wysiłek potrzebny do dbania o nią, zarządzania nią i chronienia jej od wszelkich zagrożeń- aż w końcu bogactwo i tak wyląduje w rękach osoby, której było pisane. Bycie bogatym to sztuka, która wymaga od nas prostoty: tego, abyśmy nigdy nie zapominali, dlaczego początkowo chcieliśmy być bogaci. Równocześnie ten wymóg nie zwalnia nas z dążenia do idealnego bogactwa i musimy uważać, by nie przesadzić z "prostotą". Powinniśmy dostosować nasze pragnienia do tego, co nam oferuje egzystencja, nie tracąc z oczu ostatecznego celu, jakimjest poprawa jakości naszego życia i życia innych osób. "Prostactwo" może być szkodliwe dla Rynku i całej sieci kosmicznych zależności . Icchak Lejb Perec, pisarz żydowskiego pochodzenia z Polski, opowiada o interesującej postaci, którą nazywa "Bońcie milczkiem". Boncie był prostym, pozbawionym szczególnych ambicji człowiekiem, który zajmował się sprzątaniem ulic. Skromny, bezdzietny, nigdy o nic się z nikim nie kłócił i nawet po śmierci został pochowany jak nędzarz bez tablicy nagrobnej. Jednak mieszkańcy Nieba byli radośnie podekscytowani. Nigdy dotąd nic witali równie

szlachetnej, czystej duszy, więc wszyscy przybyli do bram niebiańskich, by ją powitać. Sam Stwórca nalegał, by prowadzić jego proces, a niebiański prokurator wściekł się, gdy zdał sobie sprawę z tego, że będzie argumentował w z góry przegranej sprawie. Bońcie stanął przed aniołami, Stwórcą i prokuratorem, który już na wstępie zrezygnował z wnoszenia oskarżenia. Wtedy przemówił Stwórca, chwaląc Bońcie tymi słowy: "Twoje życie na ziemi było tak wspaniale, że wszystko tu w Niebie należy do ciebie. Gdy tylko poprosisz, dostaniesz wszystko, czego pragniesz. Czego sobie zatem życzysz, duszo przeczysta?". Bońcie spojrzał podejrzliwie na Stwórcę i zdejmując z głowy czapkę , zapytał: "Czy może to być cokolwiek?". "Cokolwiek", odparł Stwórca. "Zatem chciałbym trochę mleka, kawy i nieco chleba z odrobiną masła". Na te słowa szmer rozczarowania przetoczył się przez Niebo. Stwórca był mocno skonfundowany, a oskarżyciel nawet nie próbował powstrzymać śmiechu. Boncie nie był wcale człowiekiem szlachetnym, ale zwyczajnie naiwnym i ograniczonym. W życiu oczekuje się od nas, że damy z siebie wszystko. To prawda, że to "wszystko" zależy od wielu zmiennych, tym niemniej tego się właśnie od nas oczekuje. Nie da się od tego uciec. W samej definicji życia zawarta jest świadomość, jak łączyć maksymalne bogactwo z maksymalnym szacunkiem wobec ludzi i przedmiotów w naszym otoczeniu. Ta równowaga jest nie tylko źródłem wewnętrznego spokoju, ale również wzbogaca Rynek i ulepsza otaczający nas świat. NIKT NIE MOŻE ZABRAĆ TEGO, co JEST TWOJE Pewnego dnia zadzwonił pager i głos mojej sekretarki powiedział: "Rabinie. Pojawił się młody człowiek, który twierdzi, że jest kabalistą, i chce z tobą rozmawiać . Czy mogę go przysłać ?". Nieczęsto kabaliści pukają do mych drzwi, więc się zgodziłem. Spokojny i poważny człowiek wszedł do pokoju i przedstawił się łamaną angielszczyzną: "Nazywam się Mosze, jestemkabalistą i przyszedłem sprzedać ci książki". Podczas gdy ten niezwykły młody mężczyzna prezentował swoje towary, przyglądałem mu się uważnie, próbując wydobyć z niego jakieś informacje. Powiedział , że przekroczył granicę z tysiącem książek, które zarekwirowano mu na lotnisku. Tym niemniej udało mu się je odzyskać pomimo braku odpowiednich dokumentów i znajomości brazylijskiego prawa. Powiedział: "Najtrudniejsze jest samo pisanie książek o kabale. Gdy ktoś się tego podejmuje, spotykają go wszystkie możliwe nieszczęścia. »Druga strona« (sitra achra, strona zła) zrobi wszystko, by cię powstrzymać: cały zapas papieru się spali, sprzęt, na którym piszesz, się popsuje i tak dalej ... Ale gdy książka jestjuż wydrukowana i zszyta, i zamienia się w parnosa' (środki do życia) , nie można ci już przeszkodzić". Podczas gdy rozważałem tę ideę, Mosze postanowił dać mi adres, pod którym przebywał, i w tym celu zaczął przetrząsać kieszenie, kładąc na moim biurku zwitki banknotów różnych walut. Zdziwiłem się: "Czy w ten sposób nosisz ze sobą pieniądze po ulicy fNic wiesz, że to jest niebezpieczne ? W okolicy regularnie zdarzają się napady rabunkowe". Spojrzał na mnie zdumiony i powiedział : "Istnieje również zasada, zgodnie z którą tego, co faktycznie należy do ciebie, nikt ci nie

może odebrać... jeżeli jest to pornosa ',oczywiście". Później dowiedziałem się, że Mosze jeździł autobusem po całym mieście i sprzedawał swoje kabalistyczne książki. Przy ponownym spotkaniu zapytałem: "Jak udaje ci się sprzedawać książki pisane po hebrajsku ludziom nie rozumiejącym tego języka?". Wyjaśnił: "Mówię im, że te książki warto mieć, choć trudno się je czyta - i że sam fakt znajdowania się ich na półce jest błogosławieństwem". Tym, co faktycznie mnie poruszyło, była jego determinacja znajdująca potwierdzenie w fakcie, że ten wspaniały sprzedawca błąkał się po ulicach, starając się zarobić na życic. Było dla niego oczywiste, że istnieje odgórnie zagwarantowana pula środków na życie - i że nie jest ona zależna od świadomych wysiłków, by sprzedać czy zarobić więcej. W żydowskiej tradycji istnieje coś w rodzaju dyskusji dotyczącej "wolnej woli" i sgula (dosłownie "wartości", "skarbu"). Wolna wola to świadomy wysiłek, by coś osiągnąć lub zrobić, podczas gdy sgula jest wewnętrzny władzy naszej duszy, niezależny od naszej woli. Środki do życia powstają jako wynik interakcji pomiędzy tymi dwiema silami. Na podobnej zasadzie niektóre czynności niezbędne do podtrzymania życia są aktywne - takie jak działanie, atak lub ucieczka - a inne są pasywne i nieświadome, nawet jeśli wymagają z naszej strony wysiłku: na przykład oddychanie, trawienie czy bicie serca. Według rabinów wszyscy mamy pewne wrodzone sposoby działania, pomagające nam zapewnić sobie środki do życia. Niektóre są aktywne i stanowią sumę świadomych starań, inne są pasywne jak "skarb" ukryty w naszej duszy, który przybiera formę szczęśliwych trafów lub drygu do interesów. Te wrodzone sposoby działania rozpoznajemy za pomocy różnych typów intuicji. Dzięki intuicyjnym wglądom uświadamiamy sobie, że to, kimjesteśmy, jest owocem nie tylko edukacji i kształtowania, ale również "darów" pochodzących z nieznanego źródła. Dzięki nim możemy rozpoznać, które zasoby są dla nas dostępne, choć nic sprawujemy nad nimi absolutnej kontroli. Intuicję można porównać ze zmysłami wzroku lub słuchu. Łączą one w sobie reakcje nerwowego układu współczulnego i przywspółczulnego. Widzenie i słyszenie nie wymagają świadomej kontroli, ale możemy nimi zgodnie z życzeniem kierować. I podobnie, aby nadać działaniom kształt, możemy połyczyć nasz sgula, nasz dar łub inaczej reakcję "przywspółczulny", z wolny woły lub świadomym rozmysłem. Mosze chciał powiedzieć , że choć siły zła (czy inaczej "Druga strona") nie są w stanie naruszyć naszego sgula, to mogą to uczynić z naszą wolny woły. Mosze chciał również podkreślić, że pamasa' nie można ukraść. Można kraść rzeczy, ale nie środki utrzymania, ponieważ odgórnie wpisane są weń potencjalne straty i zagrożenia. Można nam odebrać różne dobra i pieniądze, ale nie środki utrzymania. Podobnie można przeszkodzić komuś w pisaniu książki, natomiast napisana jest wehikułem przetrwania, zatem staje się nienaruszalna. Dlatego nie powinny nas zniechęcać przykre epizody w historii naszego pamasa '. Rozważmy historię opowiedziany przez wielkiego chasydzkiego nauczyciela, rebe Nahmana z Bracławia: W pewnym mieście żył biedak zarabiający na życie kopaniem i sprzedawaniem gliny. Pewnego dnia podczas pracy znalazł cenny kamień. Próbował go spieniężyć, ale jego wartość była tak wielka, że ani w jego miasteczku, ani w okolicy nikogo nie było stać na taki zakup. Musiał więc udać się do Londynu, żeby sprzedać kamień na specjalnym rynku.

Ponieważ mężczyzna był biedakiem, musiał sprzedać wszystko, co miał. Za uzyskane pieniądze udało mu się dotrzeć do portu. Wtedy zdał sobie sprawę z tego, że nie ma tylu pieniędzy, aby kupić bilet do Anglii. Znalazł więc kapitana statku i pokazał mu cenny kamień. Na kapitanie zrobił on wielkie wrażenie, więc pozwolił mu wsiąść na pokład, przekonany, że właściciel takiego skarbu musi być bardzo bogatą i szanowaną osobą. Zaoferował mu luksusową kabinę pierwszej klasy, zarezerwowaną dla bogaczy. Bardzo zadowolony z warunków noclegowych mężczyzna często podziwiał swój cenny kamień, zwłaszcza podczas posiłków, bo jak wiadomo dobry nastrój towarzyszący spożywaniu posiłków wydatnie poprawia trawienie. Jednak pewnego dnia zasnął z głową obok kamienia spoczywającego na stole. Jeden ze służących wszedł, by posprzątać, i nie dostrzegłszy skarbu, wytrzepał obrus za burtą, więc kamień wpadł do morza. Gdy mężczyzna się przebudził i dotarło do niego, co się stało, wpadł w taką desperację, że prawie stracił głowę. Co teraz uczyni z nim kapitan, gdy nie mógł zapłacić za podróż i zakwaterowanie ? Z pewnością go zabije. W końcu zdecydował, że zachowa dobry nastrój, takjakby nic się nie stało. Kapitan, który od jakiegoś czasu spędzał z nim kilka godzin dziennie, pewnego dnia powiedział: "Wiem, że jesteś inteligentnym i uczciwym człowiekiem. Chciałbym kupić trochę mąki, by sprzedać ją w Londynie, ale obawiam się, że mogę być oskarżony o zabranie pieniędzy z królewskiego skarbca. Pozwól mi nabyć ten towar na twoje nazwisko, a ja ci za to zapłacę". Mężczyzna zgodził się. Gdy tylko przybyli do Londynu, kapitan niespodziewanie zmarł, a mąka wciąż prawnie należała do mężczyzny. Była warta dużo więcej niż jego drogocenny kamień. Rebe Nahman podsumowuje opowieść, mówiąc: "Kamień szlachetny nie był mu pisany, a dowód stanowi fakt, że nie udało mu się uzyskać do niego prawa własności. Mąka była mu przeznaczona, a dowodem jest uzyskane prawo własności. Odniósł sukces, bo wiedział, jakprzejąć kontrolę nad własnym niepowodzeniem". Niepowodzenie to ulotny przejaw pamasa ', zasobów służących przetrwaniu. Bardziej ogólny obieg- obieg sgula (skarbu) - pozostał nienaruszony. Jeżeli damy temu cyklicznemu procesowi czas, sam się na powrót porządkttj e. Wj idysz mawiamy: "Kropla szczęścia jest więcej warta niż sadzawka płynnego złota" Iub nawet "W święcie biznesu dobry spula może zaprowadzić dalej niż właściwe decyzje". Sguła to nic to samo, co łut szczęścia i to połączenie tego, kimjesteśmy, z tym, co znaczymy w naszym środowisku. Możemy włożyć wiele wysiłku, próbując zrekompensować w ten sposób brak sgula, ale ci, którzy cieszą się tym "skarbem", wiedzą, że wszystko przychodzi im z ogromną łatwością. Oczywiście dobry sgula nie gwarantuje bogactwa; żeby je osiągnąć, trzeba posiąść sztukę wchodzenia w interakcje rynkowe i przekształcania własnego sgula w bogactwo.

3. Gromadzenie bogactw w różnych światach CYKLE BOGACTWA Kabała w finansach dotyczy naszych relacji z Rynkiem. Jak już wiemy, kabała dotyczy nic tylko tego, co do nas trafia, ale również równowagi między tym, co dostaliśmy, a tym, co było w zasięgu naszej ręki. Może to sprawiać wrażenie przesadnej racjonalizacji, ponieważ nasze codzienne doświadczenie pokazuje, że ci, których uznajemy za bogatych, prawie nigdy nie dbają o tę równowagę. Nie będę próbował udowadniać, że nie są oni w rzeczywistości bogaci. Rabini, rozważając teologiczny problem, dlaczego szlachetni cierpią, podczas gdy niegodziwcom świetnie się powodzi (Cadi'k wera' la, rasza' weto 'w la), nie próbowali wyjaśniać tego fenomenu za pomocą logiki. Świat, na którym żyjemy, nie jest sprawiedliwy i bez względu na to, jak bardzo nas to smuci, nie istnieje żaden automatyczny mechanizm korygujący, który by uwzględniał coś takiego jak sprawiedliwość. Tak ciężko jest żyć z tą świadomością, że Psalmista mówi: Człowiek nierozumny ich nie zna, a głupiec ich nie pojmuje. Chociaż występni plenią się jak zielsko i złoczyńcy jaśnieją przepychem, i tak [idą] na wieczną zagładę. (Księga Psalmów 92. 7- 9) Rabini, powołując się na element reinkarnacyjny istniejący w tradycji żydowskiej , wyjaśniają, że wszystko zawsze do nas powraca, że zgodnie z prawem kary (chok hagmul) pojawia się ponownie. Złe uczynki są powtórnie rozpatrywane z perspektywy sprawiedliwości kosmicznej: z innych wymiarów czasu i przestrzeni. Galaktyki przekształcały się w ludzkie molekuły, a ludzkie molekuły w galaktyki, co znaczy, że wszystko w pewnym momencie powraca, choć okres cyklu może być tak długi , iż sinusoida może sprawiać wrażenie nieskończonej linii prostej . Gigantyczne cykle wiecznego powrotu są koncepcją analogiczną do buddyjskiej koncepcji karmy. Karma to koszty i korzyści jakiejś wymiany rynkowej . Dzisiaj utożsamiamy je z ekologią: dociera do nas echem to, co nigdy wcześniej by do nas nie trafiło. W przeszłości cykl trwał zbyt długo, ale obecnie już tak nic jest. Właściciel ziemski, który wyciął cały las rosnący na jego ziemi, czerpał korzyści , nie ponosząc żadnych kosztów. Dzisiaj te koszty stały się tak wyraźne, że w konsekwencji spadkobiercy mogą go przekląć, rząd może obciążyć sporą grzywną, a on sam może umrzeć na raka skóry lub płuc. Nawet ci, którzy za czasów, gdy długość cyklu była bliska nieskończoności , odnosili same korzyści , zapłacili za nie mrokiem. Pozwolę sobie wyjaśnić, co rozumiem przez mrok Gdy działamy źle w niewiedzy, konsekwencje nic wynikają z działania prawa kary: przyjmują wtedy postać ignorancji, naszego własnego mroku, który sam w sobie stanowi cenę, koszt i cień. Gdy natomiast świadomie d ziałamy źle, ponosimy koszty zgodnie z prawem kary. To nie dogmatyczne założenia wiary są gwarancją tego, że "nikczem-ni" będą musieli w przyszłości zapłacić za swoje czyny. Są one jedynie bardziej wyrafinowanym sposobem przekazywania potocznej wiedzy. Osiągnięcie prawdziwego bogactwa jest złożonym procesem, dużo bardziej złożonym niż prosty akt pojawienia się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Trudno to pojąć, ale wiąże się to z niezwykłą długością cykli wiecznego powrotu oraz czterema światami zasobów.

Kabała mówi o czterech światach po to, by zwrócić naszą uwag

napisanych książek, rozstawionych namiotów cyrkowych czy nawet udziałowi poczty w życiu społeczeństwa. Gdy ktoś poświęca swój czas na pisanie książki, tworzy w ten sposób zasługę, podobnie dzieje się, gdy przewija dziecko. W obydwu przypadkach relacje zostały ustanowione w ramach Rynku, a właśnie taki rodzaj relacji sprawia, że życie może się toczyć. Nasi przodkowie skodyfikowali zasługi i wprowadzili je na Rynek; wpływ tych zasług jestjak pozytywna karma, dzięki której możliwej est życie. Ten wymiar świata jest pełen mocy, a przywołując go, uświadamiamy to sobie. W judaizmie, na samym początku codziennej modlitwy', stojąc w obliczu Świętości, prosimy o rozpoznanie w nas spadkobierców patriarchów i matek rodu ze względu na ich zasługi. To, co oni uczynili dawno temu, zostało w jakiejś formie (po upływie wielu cykli) w nas zakodowane: wpływa na to, kimjesteśmy i jak postępujemy na Rynku. Ich zasługi są potężnym fundamentem naszego gatunku, kamieniem węgielnym, na którym wspieramy nasze bytowanie i nasze prawa (zasługi) członków Rynku. Ze względu na jej formę zasługę dostrzegamy indywidualnie i zbiorowo jako dziedzictwo kulturowe. Zrozumienie, w jaki sposób nasze własne intencje oraz perturbacje z przeszłości (z poprzednich żywotów?) wpływają na nasze zasoby oraz życie codzienne, jest bardzo trudne. Nasze emocje potrafią coś uchwycić z tej rzeczywistości , ale jedynie duch- sam w sobie nieskrępowany przez normy obowiązujące w naszych emocjonalnych i mentalnych światach­ może swobodnie przebywać w tym wymiarze. W świecie Acilut możemy na przykład robić coś tylko po to, by to robić, nie spodziewając się żadnych korzyści. Ten świat jest ukryty przed naszym wzrokiem i otwiera się jedynie przed tym, co nieoddzielone, co jest częścią Jedynego i częścią Jego emanacji. W tym ostatnim wymiarze nic mamy organów zmysłowych. Tutaj łowimy ryby, nie używając sieci - a gdyjuż coś nam się uda złapać lub raczej sądzimy, że nam się udało, to coś wyślizguje się nam z rąk. NIE MOGĘ CZYNIE CHCĘ? AKCEPTACJA TEGO, CO NIEPOJĘTE Nic można zrozumieć, czym są zasoby, jeśli nie pojmie się inherentnej dla świata zawiłości wzajemnych stosunków. Każda "zamożna" osoba albo każdy, kto aktywnie szuka zasobów, może odkryć bardzo subtelne poziomy wymiany zachodzącej na Rynku życia. Dlatego właśnie tak bardzo poszukujemy łutu szczęścia i dlatego też czasami czujemy, że "coś" albo jest po naszej stronie, albo nam nie sprzyja. Nawet tym z nas, którzy zarabiają na życie w dosyć przyziemny sposób, zdarza się doświadczyć w życiu codziennym wpływu nieznanych sił. Za przykład może nam służyć debata, która miała miejsce ponad dwa wieki temu. Opowieść dotyczy Baal Szem Iowa, jednej z najważniej szych postaci duchowego żydowskiego odrodzenia ery nowożytnej. Pewnego dnia trafił do niego dystyngowany rabin z zamiarem wypytania go o podkreślane w jego wypowiedziach elementy intuicyjne i mistyczne. Zapowiadała się klasyczna konfrontacja dwóch przeciwstawnych tendencji. Ludzkie istoty można podzielić na takie, dla których życic jest wciąż przesycone leżącą u jego zarania tajemnicą, oraz takie, które będąc świadome istnienia tej tajemnicy, nie dostrzegają jej obecności w życiu codziennym. Ludzie nic różnią się między sobą sposobem postrzegania rzeczywistości, ale stopniem intensywności - podobnych w istocie - przekonań. Ta różnica jest podstawą podziałów: na racjonalistów, stawiających na logikę, i tych, którzy bardziej ufają intuicji, na tych, którzy celebrują

chaos panujący we wszechświecie, i tych, którzy mają deterministyczne poglądy, a nawet na tych, którzy wyrażają swoje przekonania w kategoriach Boskiej Tajemnicy, i tych, którzy są mniej świadomi interwencji w ich życie tego, co niepojęte. Spotkanie Baal Szem Iowa z rabinem na poziomic specyficznej religijnej rzeczywistości jest reprezentacją niekończącego się sporu pomiędzy tymi dwiema tendencjami. Opis spotkania jest tak uniwersalny, że choć wykorzystttje typowy dla żydowskiej tradycji język, może zostać przetłumaczony, by zobrazować ten rodzaj konfrontacji w jakiejkolwiek innej tradycji. W pewnym momencie dyskusja schodzi na indywidualne doświadczenia oraz to, w jaki sposób przekształcamy je w doktrynę. Baal Szem Tow przytacza opowieść z Talmudu (Berachot 54-b): Pewnej nocy rabin Akiwa podróżujący z osiem, kogutem i lampą próbował znaleźć schronienie w wiejskiej gospodzie. Właściciel nie pozwolił go wpuścić, więc rabinAkiwa musiał schronić się w pobliskim lasku, gdzie rozbił mały obóz. W nocy jego osła zjadł lew. Rabin w najmniejszym stopniu się tym nic przejął. Pomyślał sobie: "Może tak będzie lepiej". Niedługo potem pantera zaatakowała koguta, a silny wiatr zgasił lampę. RabinAkiwa zachował spokój: "Może tak będzie lepiej". Gdy rankiem wrócił do wioski, dowiedział się, że w nocy została ona zaatakowana przez bandę rzezimieszków, którzyją splądrowali i wybili mieszkańców. Zdał sobie sprawę, że jeśli osioł i kogut nic zostałyby pożarte, a lampy nic zdmuchnąłby wiatr, jego miejsce pobytu zostałoby odkryte. Rzeczywiście: tak było lepiej. Dla Baal Szem Iowa ta opowieść obrazuje rodzaj porządku, który tylko na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie chaosu lub nieszczęśliwej sytuacji. Baal Szem Tow postanowił przedstawić swój punkt widzenia za pomocy jeszcze jednej opowieści. Opowiedział o jednym ze swoich sąsiadów, którego w nocy obudziło ugryzienie komara. Gdy wstał, uświadomił sobie, że z paleniska wypadło kilka rozżarzonych węgli, złapał więc wiadro z wodą, aby zlikwidować źródło potencjalnej katastrofy. W tym samym momencie zawalił się dach nad jego łóżkiem. Gdyby nadal spał, z pewnością zostałby zmiażdżony. Dla Baal Szem Iowa te zdarzenia oraz podobne rzeczy, których wszyscy doświadczamy, wskazują na jakiś rodzaj interwencji, wykraczający poza zwykły zbieg okoliczności , wolną wolę czy instynkt. Ale przyjezdny rabin miał zastrzeżenia względem przywoływanych przez oponenta przykładów, a w dodatku zdał sobie sprawę, jak ogromnie niebezpieczne jest darzenie zaufaniem tego, co niepojęte. Jego reakcją były słowa: "Po prostu nie mogę uwierzyć, że sprawy tak się właśnie mają". Po raz kolejny stoimy w obliczu logicznego pata, który pojawiał się od wieków. Mogło to sprawiać wrażenie kolejnej pełnej frustracji próby połączenia tych dwóch tendencji, jednak Baal Szem Tow zareagował impulsywnie: "To nie jest tak, że nie możesz, ty nie chcesz !". Rabinjednak nie potraktował tych słów poważnie i po chwili wyszedł . Do domu wracał przez las. Już prawie zmierzchało, gdy zobaczył wieśniaka próbującego postawić przewrócony wóz. Wieśniak był zdesperowany, ponieważ zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie w stanic poradzić sobie sam, dlatego zamachał do rabina, prosząc o pomoc. Ten, wziąwszy pod uwagę swój wiek, późną porę i niezwykłość sytuacji, odpowiedział bezzwłocznie: "Przykro mi, ale nie mogę". Na co wieśniak odparł: »Nie możesz, czy nie chcesz Gdy rabin usłyszał te słowa, nie tylko pomógł wieśniakowi, ale też wrócił do Baal Szem Towa, by kontynuować, ale już w innym tonie, rozpoczętą rozmowę. Ten sam rabin został później jednym z największych uczniów Baal Szem Towa. Nasza główna trudność związana z tym, co niepojęte, i z wszystkim tym, co przynależy do świata wiary, nie polega na tym, że nie możemy zaakceptować pewnych rzeczy, ale na tym, iż nie chcemy

ich przyjąć. Nie istnieje ani język, ani sposób rozumowania, które mogłyby przybliżyć podejście Bal Szem Iowa. Jedynie poprzez doświadczenie możemy zobaczyć, że problemu nie stanowi to, że "nic możemy", ale to, że "nie chcemy". Nie chcemy przyjąć do wiadomości tego, że nasze działania niosą ze sobą konsekwencje, których nic jesteśmy świadomi i których nie kontrolujemy. Nie chcemy widzieć , że nasze pragnienia wykraczają poza to, co jesteśmy w stanie osiągnąć, i że nasze przekonania oraz sądy są być może iluzoryczne. Baal Szem Tow w swojej mądrości i dalekowzroczności zrozumiał, że jego najmocniejszymi argumentami są czas i doświadczenie , dzięki którym wszystkie elementy zaczynają tworzyć spójną całość. Zasoby i bogactwo to bardzo ważne elementy na drodze do uświadamiania sobie różnych wymiarów rzeczywistości . Ci, którzy wałczą o przetrwanie, wiedzą, że kryje się w tym coś dziwnego i tajemniczego. Na Rynku, w wymianach, w których funkcjonują rzeczywiste pieniądze, mamy wiele możliwości dokonywania odkryć i spostrzeżeń. Baal Szem Tow wiedział, że interakcje mające miejsce na Rynku są w rzeczywistości rodzajem wymiany ze światem i mogą nauczyć tego, czego nie da się zawrzeć w słowach i myślach. Te interakcje to jedyny sposób, by zdemaskować naszą rzekomą niezdolność i ujawnić rzeczywistą niechęć . POSIADAĆ A MIEĆ Ta debata może przyczynić się do potencjalnego wyjaśnienia paradoksu, który zdumiewał nas od niepamiętnych czasów: że istnieją ludzie szlachetni, których los ciężko doświadcza, i szubrawcy, którym powodzi się świetnie. Ale najpierw musimy zrozumieć, że tragiczne i pozbawione sensu losy stanowią jedynie jakiś przygodny etap wyższego porządku. Przede wszystkim nigdy nie należy oceniać tylko na podstawie kadru wyciętego z rzeczywistości. Jedynie zgłębiając dynamikę procesów życiowych, możemy naprawdę ogarnąć i ocenić sytuacje życiowe. To podejście wymaga oczywiście ogromnej wiary oraz zrozumienia funkcjonowania tych cykli zwrotu, które cechują się długim okresem. Istnieje jeszcze bardziej pokrętny sposób odczytywania rzeczywistości , który pozwala wyjść poza zwykle rejestrowanie przypadków niesprawiedliwości w naszym codziennym życiu. Pojawia się, gdy założymy, że rzeczywistość realiz~ e formulę: "Życie niegodziwców jest złe (czyli ubogie duchowo), a życie szlachetnychjest dobre". By lepiej to pojąć , musimy dokładnie zanalizować pojęcia sprawiedliwości i zasługi . W jakich sytuacjach mamy prawo sądzić, że otrzymaliśmy coś, co dzięki naszej zasłudze słusznie nam się należało ? Czy rabin Akiwa z powyższej opowieści miał prawo odczuć wdzięczność za wszystkie znaki (czy też zbiegi okoliczności), dzięki którym odczul, że jakaś siła wyższa - Opatrzność Boska (haszgacha ') - nad nim czuwa ? Czy bogaty człowiek może uznać swoje bogactwo za zgromadzone dzięki zasłudze i W tym wszystkim kryje się ogromne niebezpieczeństwo. Gdy pewnego razu, w deszczowy dzień, zakończyłem nabożeństwo żałobne, wdowa zauważyła: "Zobacz, rabinie. Nawet Bóg płacze". Jej komentarz od razu sprowokował reakcję kogoś stojącego za moimi plecami, kto wyszeptał: "Czy w takim razie, jeśli ktoś umiera i dzień jest słoneczny, to Bóg się uśmiecha To samo odczucie przywołuje Elie Wiesel w odniesieniu do osób, które ocalały z nazistowskiego

holokaustu. Jeżeli ocaleni będą przypisywać swoje przetrwanie Boskiej interwencji, mówiąc na przykład, że Bóg czuwał nad nimi, będą musieli wziąć odpowiedzialność za drugie, ukryte stwierdzenie: Bóg nie czuwał nad tymi, którzy stracili życie. Przypadkowe zależności , które ustanowimy, muszą odnosić się do całej rzeczywistości, by można je uznać za jakiekolwiek wyjaśnienie. Innymi słowy greckie powiedzenie: "O szczęśliwym trafie można mówić wtedy, gdy strzała dosięga kogoś innego" wyraża rzeczywistość postrzeganą przez pryzmat indywidualnego doświadczenia. Wyjaśnienia powstające w ten sposób nie próbują objąć całokształtu doświadczeń. Tu dotykamy etycznego wymiaru monoteizmu, w którym tylko jeden Bóg, zamiast bogów mojego i twojego, musi za pomocą prostego zestawu reguł ogarnąć wszystkie doświadczenia. Fragmentaryczne spojrzenie teologiczne pogłębia i wzmacnia przekonanie, że sprawiedliwi muszą znosić życiowe udręki, a nikczemnicy świetnie się bawią, ponieważ to również samo w sobie jest propozycją fragmentaryczną. Każde ujęcie, które nie bierze pod uwagę całości życia, umacnia w nas świadomość istniejącej niesprawiedliwości. Tendencyjna, stronnicza wiara pogłębia chaos życiowy. Zwraca się przeciwko sobie samej i staje się swoim najgorszym wrogiem, utwierdzając nas we fragmentarycznym postrzeganiu i mącąc obraz całości. Jest w tym pewien paradoks. Im bardziej postrzegamy świat w sposób proponowany przez Baal Szem Iowa, czyli jako miejsce stałej obecności Boskiej zasługi, tym mniej możemy podważać jego chaotyczną naturę. Biedni muszą zrozumieć, że są biedni nie w wyniku zbiegu okoliczności, ale dlatego, iż taka jest kolej rzeczy. Podobnie bogaci muszą postrzegać swoje bogactwo jako coś więcej niż ślepy przypadek. Równocześnie, jeśli nie uznajemy tej obecności, stajemy się przesadnie materialistyczni i przypisujemy przypadkowi oraz nadarzającej się okazji status największych panów Rynku. Czyniąc tak, przyczyniamy się ponownie do wzrostu chaosu we wszechświecie. Patrząc przez pryzmat doświadczenia, z pozoru nie możemy pozbyć się tego paradoksu: im więcej wiary angażujemy, tym mniej jej mamy. A wiara, jakjuż widzieliśmy, jest kluczowym elementem każdego Rynku. Ale Baal Szem Tow nie odwoływał się do wiary, która próbuje docelowo zrozumieć, dlaczego świat jest sprawiedliwy lub nie. Odnosił się do wiary, która poprzez nasze najgłębsze przeżycia próbuje zrozumieć sens sprawiedliwości i niesprawiedliwości tego, co się nam przydarza. Cóż znaczą przygodne losy, sprawiedliwe, czy też niesprawiedliwe, dla kształtowania się naszych indywidualnych i zbiorowych ścieżek życiowych i To intuicja podpowiada nam, kiedy coś jest efektem "interwencji'', a kiedy zwykłego przypadku. Umiejętność przeprowadzania selekcji i uznawania pewnych fenomenów za autentycznie Boskie nie jest wynikiem patologii lub irracjonalizmu. Ma swoje źródło tam, gdzie "niebo i ziemia trwają w uścisku'', gdzie dusza styka się z ciałem. To właśnie pozwala wdowie postrzegać deszczjako łzy, podczas gdy ocalony ocenia swoje przeżycia jako zaledwie przygodne. Sam Baal Szem Tow przypomina nam, że "oczy" i "uszy'' należy trenować, by mogły oglądać subtelną rzeczywistość. Midrasz (Genesis Rabka lo) zwraca naszą uwagę na stojącego przy każdym źdźble trawy anioła, który je zachęca: "Rośnij! Rośnij !".Dopóki nie pojmiemy tego wymiaru kosmicznego porządku, nie chcąc zanurzyć się w niuanse sytuacji, będziemy bez przerwy trafiać w paraliżujące nas sidła paradoksu. Nasze ingerencje muszą zostać powstrzymane wnikliwością tego, który widzi w procesie wzrostu roślin- a w rzeczywistości we wszystkim- znajdującą się na wyciągnięcie ręki

energię, przyczyniającą się do ich wzrostu. Jeżeli będziemy obserwować życie w ten sposób, to być może takie słowa jak sprawiedliwy i nikczemny, dobre i złe zyskają dla nas zupełnie inne znaczenie. Rynek wraz ze wszystkimi swoimi nie-doskonałościami z całą pewnością był i wciążjest kształtowany pod czujnym spojrzeniem tych właśnie oczu. Pytania takie jak "Dlaczego tego nic mam?" albo "Dlaczego to mam?" wymagają odpowiedzi, uwzględniających rozdzielenie naszego potencjału pomiędzy różne światy zasobów. Co więcej , "mieć" nie musi oznaczać czegoś absolutnie pozytywnego. "Mieć" może oznaczać poważne straty w innych wymiarach rzeczywistości. Często może nawet przekreślić lub nadwerężyć nasze zasługi oraz "skarby". Możemy przez nieuwagę roztrwonić zbyt dużą część własnego lub rodowego majątku, a nadmierna konsumpcja będzie nas słono kosztować. Czasami posiadanie czegoś wcale nie oznacza, że faktycznie to mamy, a nieposiadanie niekoniecznie oznacza, że nam czegoś brakuje. Jednak to ci, którzy naprawdę posiadają, są błogosławieni. Sugeruję, byśmy zbadali odmienne sposoby zdobywania bogactwa w różnych wymiarach bytowania, które nie zawsze znajdttją swój wyraz w materialnym świecie Asija.

4. Szacowanie bogactwa przez pryzmat tego, czego nie mamy W świecie biznesu musimy zadbać przede wszystkim o to, by nie tworzyć "antybogactwa". Wiemy już, że jeśli chcemy »być bogaci", naszym obowiązkiemjest podnoszenie jakości życia we wszechświecie (jiszuw olam). Jeżeli jednak skutkiem ubocznym procesu przekształcania czegoś w dostatekjestjakikolwiek niedostatek, to tworzymy antybogactwo. Widzieliśmy, że gdy tak postępujemy, nie ulepszamy Rynku, a nasze zachowanie można uznać za antyekologiczne i blokujące przepływ energii życiowej . Antybogactwo wprowadzone na Rynek psuje go, podnosząc ogólny poziom niesprawiedliwości. Gdy pozbawiamy nasze światy skarbów (sgula) Iub uszczuplamy nasze rezerwy zasług (zehut), ograniczamy rynkowy potencjał ładu i zasobności . Robiąc to, występujemy w wymiarze całkowicie abstrakcyjnym i subtelnym przeciwko prawujiszuw olam. Świetnie zilustrował to rebe z Kocka: Pewnego razu rebe z Kocka spotkał na swojej drodze przyjaciela z dzieciństwa, który zgromadził fortunę , ale całkowicie zaniedbał wypełniania obowiązków, jakie spoczywają na ludziach bogatych. Ujrzawszy rabina, milioner zaprosił go do wspaniałego powozu. Znalazłszy się w luksusowym wnętrzu, rebe dostrzegł jego bogactwo i zapytał: "Powiedz mi... gdzie jest twój dobytek »z tego świata« Bogacz odparł: "Tylko się rozglądnij. Czy to, co widzisz, nie świadczy o moim ziemskim bogactwie "Nie" - odparł rebe. - To są nagrody, które otrzymałeś w winnych światach« . Będzie ci ich brakować w świecie , który nadejdzie. Chciałem się dowiedzieć , gdzie jest część twoich bogactw należąca do tego świata. Często nie zwracamy uwagi na to, z jakiego konta "wypłacamy". Nie uświadamiamy sobie również tego, że im mniej zasobów zgromadzonych w innych wymiarach przekształcamy w dobra materialne, tym lepiej. Tylko wtedy, nic zużywając rezerw zgromadzonych w innych światach, będziemy w posiadaniu faktycznych środków do życia. Można nawet powiedzieć, że prawdziwe bogactwo można ocenić tylko z perspektywy tego, czego nu mamy. To stwierdzenie stanowi rozwinięcie wspomnianej wcześniej ekologicznej zasady wzajemnej zależności : lepiej jest nic nie robić, niż coś przekształcać w nic. To znaczy mądrzej jest pozostawić bogactwa w takiej formie, w jakiej do nas trafiły. Jeżeli zamiast tego próbujemyje przekształcić w jakiś określony typ bogactwa, okaże się , że ciąży na nas podwójny obowiązek: urzeczywistnienia tych bogactw w formie materialnego dostatku i równoczesnego uszczuplania zasobów w innych wymiarach, a co za tym idzie - konieczności późniejszego ich uzupełnienia. Taka wewnętrzna ekologia jest czymś koniecznym. Bo przecież często łapiemy się na tym, że najpierw prześcigamy się w gromadzeniu materialnych bogactw, a później i tak musimy poświęcić część zgromadzonych dóbr na uzupełnianie braków, które pojawiły się w innych wymiarach zasobów. Będąc uwięzieni w tym cyklu, marrn~emy tak wiele czasu i wydatkujemy tak wiele energii, ponieważ nie wiemy, jak właściwie oszacować skarby i zasługi , które chcemy przekształcić we

własność i władzę. Jeżeli nic brzmi to dla Ciebie prawdziwie, pomyśl o tych wszystkich zasobach, które Rynek musi zainwestować w rozwiązywanie takich problemów jak depresja, autodestrukcyjność, ubóstwo duchowe, nuda i poczucie braku sensu, będących efektem złego zarządzania naszymi zasobami w innych światach. Jeśli tylko oszczędzali byśmy nasze emocjanalne, duchowe i transcendentalne zasoby energii, Rynek funkcjonowałby o wiele lepiej , a może nawetjego stan byłby bliski idealnemu obrazowi Rynku ery mesjańskiej. Inwestowanie zasobów czasowych w kilka wybranych form bogactwa zbytnio zubożyło nasz Rynek, przyczyniając się do powstania niedoborów w wyższych wymiarach, gdzie duża część populacji nie jest w stanie dokonywać wymiany nawet w minimalnym zakresie. To tłumaczy brak na tym świecie przełomów społecznych i sprawnych systemów ekonomicznych. To tak,jakbyśmy przesycali Rynek emocj analną, duchową i transcendentalną niewypłacalnością. Termin "trzeci świat", służący ekonomistom do określania świata biedy i gospodarczego zacofania, intuicyjnie pokrywa się z kabalistycznym rozumieniem struktury światów. W kabale powiedzielibyśmy, że te masy ludzkie są uwięzione w "czwar-tym świecie" - materialnej rzeczywistości Asija. Nic zapominajmyjednak, że bieda i zacofanie są naszą wspólną własnością, bez względu na to, do jakiej warstwy społecznej należymy i czy uważamy się za bogatych, czy nie. Pozostaje jeszcze kwestia: jak możemy uniknąć wyczerpywania zasobów, będących efektem chęci zdobycia bogactwa w jednym tylko wymiarze i Jak stworzyć dla każdego z tych światów "zwyczajowe" regulacje, funkcjonujące do czasu nadejścia ery mesjańskiej , które umożliwią funkcjonowanie prawdziwej "ekonomii rynkowej" w tych wymiarach? W wersji idealnej powinniśmy stać się bogaci, nie powiększając swojego stanu posiadania, a żeby osiągnąć ten cel, należy stoczyć bój w najtrudniejszym i najmniej przyjaznym terenie: w życiu codziennym. UNIKANIE KRADZIEŻY Jednym z najważniej szych sposobów na powiększenie zasobów w innych światach bytowania jest unikanie kradzieży. Sądzimy, że w naszym świecie kradzież nie ma miejsca, ponieważ społeczeństwo nie napiętnowało nas jako złodziei. A to błąd. Kradzież stanowi element wielu naszych interakcji. Na rynkowy przepływ dóbr wpływają nawet niewielkie kradzieże . Te drobne kradzieże odzwierciedlają ułomność naszego osobistego i kulturowego zaplecza, a w szczególności nasze niedbalstwo i naszą złośliwość. Nalegam, by nazywać je kradzieżami , w celu pokazania, że wspomniane mechanizmy mentalne, przyjmując formę rozmyślnych działań, blokują przepływ bogactwa na Rynku. Według biblijnej klasyfikacji [Księga Kapłańska 19: 13] interakcje związane z kradzieżą można podzielić na dwie grupy: "przetrzymanie" (osek) i "rabunek" (gezel). Nasze społeczeństwo określa i poddaje karze tylko sprzeniewierzenia, natomiast bardzo rzadko w jakikolwiek sposób ogranicza transakcje związane z przetrzymywaniem. Różnica pomiędzy tymi dwoma rodzajami kradzieży została zdefiniowana już przez Majmonidesa. Stwierdził on, że gezel jest przywłaszczeniem sobie z użyciem siły czegoś, co do nas nic należy lub co jest dla nas niedostępne. W przeciwieństwie do tego