wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 057 347
  • Obserwuję1 386
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 546 387

Nora Roberts (jako J. D. Robb) - Oblicza śmierci 01 -Dotyk śmierci

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :1.4 MB
Rozszerzenie:pdf

Nora Roberts (jako J. D. Robb) - Oblicza śmierci 01 -Dotyk śmierci.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion N Nora Roberts
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 145 osób, 97 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 241 stron)

J.D. ROBB DOTYK MIERCI Gra ka c z woli przeznaczenia sztuk , Do której przeszło była li prologiem. William Shakespeare przeł. Władysław Tarnawski Przemoc jest ameryka ska jak placek z wi niami. Rap (Hubert Gerold) Brown

1 Obudziła si w ciemno ci. Przez szpary w okiennych aluzjach s czył si szary wit, rzucaj c uko ne cienie na łó ko. Miała wra enie, e znajduje si w wi ziennej celi. Przez chwil po prostu le ała, dr ca, uwi ziona, próbuj c otrz sn si ze snu. Po dziesi ciu latach słu by wci miewała koszmarne sny. Sze godzin wcze niej zabiła człowieka, patrzyła, jak mier przesłania mu oczy mgł . Nie po raz pierwszy u yła broni i nie po raz pierwszy majaczyły jej si koszmary. Nauczyła si akceptowa swoje czyny i ich konsekwencje. Prze ladował j obraz dziecka. Dziecka, którego nie zd yła uratowa . Dziecka, którego rozpaczliwe wołanie powracało w snach echem jej własnego krzyku. I ta krew, pomy lała, ocieraj c pot z czoła. Taka mała dziewczynka, a miała w sobie tak du o krwi. Jednak wiedziała, e koniecznie musi odp dzi od siebie to wspomnienie. Zgodnie z obowi zuj c w wydziale procedur Ewa przez cały ranek b dzie poddawana testom. Wymagano, by ka dy policjant, który zabił człowieka, przeszedł badania psychiatryczne i psychotechniczne, zanim podejmie na nowo swe obowi zki. Ew troch irytowały te testy. Wyjdzie zwyci sko z tej próby, tak samo jak z poprzednich. Kiedy wstała, refleksy wiatła przesun ły si automatycznie w dół, o wietlaj c jej drog do łazienki. Skrzywiła si , widz c swe odbicie w lustrze. Oczy miała zapuchni te z braku snu, a twarz prawie tak samo blad jak ciała, które przekazała lekarzowi s dowemu. Nie zastanawiaj c si nad tym dłu ej, weszła pod prysznic, ziewaj c. - Odkr na full - powiedziała i przesun ła si tak, by strumie wody padał prosto na jej twarz. Pozwoliła, by łazienka wypełniła si par , po czym namydliła ciało, przebiegaj c my l wydarzenia ostatniej nocy. Testy miały si rozpocz dopiero o dziewi tej, wi c nast pne trzy godziny wykorzysta na uspokojenie nerwów i całkowite uwolnienie si od koszmarnego snu. W tpliwo ci i wyrzuty sumienia były cz sto wykrywane, a to mogło oznacza powtórn i bardziej intensywn sesj z maszynami i obsługuj cymi je technikami o sowich oczach. Nie miała zamiaru by poza wydziałem dłu ej ni dwadzie cia cztery godziny.

Zało ywszy szlafrok, poszła do kuchni i zaprogramowała swego automatycznego kuchmistrza na czarn kaw i lekko opieczon grzank . Zza okna dochodził gło ny warkot samolotów wioz cych pierwszych pracowników do biur, ostatnich do domów. Wiele lat temu wybrała to mieszkanie, poniewa wiodła nad nim trasa powietrzna, a ona lubiła hałas i widok zapchanego samolotami nieba. Ziewn wszy ponownie, wyjrzała przez okno i powiodła wzrokiem za starym lataj cym autobusem, z grzechotem przewo cym robotników, którzy nie mieli tyle szcz cia, by pracowa w mie cie czy te korzysta z poł cze miejscowych. Wywołała na monitorze “New York Timesa” i przebiegła wzrokiem nagłówki, czekaj c, a podrabiana kofeina pobudzi jej system nerwowy. Automatyczny kuchmistrz znowu przypalił tosta, ale i tak go zjadła, my l c bez przekonania, e powinna wymieni zepsut cz . Marszczyła czoło czytaj c artykuł o pladze droidalnych cocker spanieli, kiedy zamigotało teleł cze. Ewa przeł czyła si na odbiór i zobaczyła na ekranie twarz swego dowódcy. - Panie komendancie. - Poruczniku. - Kiwn ł jej dziarsko głow zauwa aj c, e wci ma mokre włosy i zaspane oczy. - Wypadek przy Dwudziestej Siódmej West Broadway, osiemnaste pi tro. Obejmujesz spraw . Ewa zdziwiła si . - Jeszcze nie przeszłam testów. Denat zginaj o dwudziestej drugiej trzydzie ci pi . - Ta sprawa ma pierwsze stwo - powiedział stanowczo. - Jad c na miejsce wypadku, prosz wzi swoj odznak oraz bro . Kod Pi ty, poruczniku. - Tak jest. - Gdy jego twarz znikn ła z ekranu, Ewa odsun ła si od komputera. Kod Pi ty oznaczał, e ma meldowa si bezpo rednio u swego przeło onego, e nie b dzie jawnych raportów mi dzywydziałowych ani współpracy z pras . Co w istocie znaczyło, e dano jej woln r k . Na Broadwayu panował tłok i zgiełk, niczym na przyj ciu, którego nigdy nie opuszaj hała liwi go cie. Ulice i chodniki były zapchane lud mi i pojazdami. Pami tała z dawnych czasów, kiedy pełniła jeszcze słu b patrolow , e w tej okolicy cz sto dochodziło do wypadków samochodowych oraz potr ce turystów, którzy byli zbyt zaabsorbowani gapieniem si na to uliczne widowisko, by w por zej z jezdni. Nawet o tak wczesnej godzinie unosiła si para z zainstalowanych na stałe budek i przeno nych straganów z jedzeniem, które przewalaj cym si tłumom oferowały wszystko od makaronu ry owego po hot dogi z soi. Musiała skr ci w bok, by omin namolnego

sprzedawc sma onych kiełbasek, a gdy m czyzna pokazał jej rodkowy palec zgi ty w wulgarnym ge cie, uznała to za rzecz zupełnie naturaln . Ewa zaparkowała na ulicy, obok innych stoj cych równolegle do kraw nika samochodów, i min wszy m czyzn , który mierdział gorzej od swojej butelki z piwem, weszła na chodnik. Najpierw obejrzała dokładnie budynek, pi dziesi t pi ter błyszcz cego metalu, który wbijał si w niebo ze swej betonowej podstawy. Zanim dotarła do wej cia, zaczepiono j dwa razy. Nie była tym zaskoczona, poniewa t składaj c si z pi ciu przecznic cz Broadwayu nazywano pieszczotliwie Pasa em Prostytutek. Błysn ła swoj odznak umundurowanemu policjantowi, który pilnował wej cia. - Porucznik Dallas. - Tak jest. - Uruchomił komputerow blokad drzwi, by odstraszy ciekawskich, po czym zaprowadził j do wind. - Osiemnaste pi tro - powiedział, gdy drzwi kabiny zamkn ły si za nimi. - Prosz wprowadzi mnie w spraw . - Ewa wł czyła magnetofon i czekała. - Nie byłem pierwszy na miejscu zbrodni, pani porucznik. To, co wydarzyło si na górze, jest trzymane w tajemnicy. Obowi zuje Kod Pi ty. W mieszkaniu numer osiemna cie zero trzy czeka na pani oficer. - Kto zawiadomił nas o zabójstwie? - Nie dysponuj tak informacj . Pozostał na swoim miejscu, gdy drzwi windy otworzyły si . Ewa wyszła z kabiny i znalazła si sama w w skim korytarzu. Zainstalowane ze wzgl dów bezpiecze stwa kamery były skierowane prosto na ni ; niemal bezszelestnie przeszła po wytartym puchowym dywanie do aprtamentu 1803. Nie zawracaj c sobie głowy pukaniem, oznajmiła gło no swoje przybycie, po czym podsun ła odznak pod oko kamery i poczekała, a drzwi si otworz . - Dallas. - Feeney. - U miechn ła si zadowolona z widoku znajomej twarzy. Ryan Feeney był jej starym przyjacielem i eks - partnerem, który zamienił ulic na biurko i wysok pozycj w Wydziale Rozpoznania Elektronicznego. - Wi c teraz przysyłaj speców od komputerów. - Chcieli starszego oficera, i to najlepszego. - U miech wykrzywił jego szerok , pomarszczon twarz, ale oczy pozostały powa ne. Był małym grubym m czyzn z małymi grubymi r kami i rudawymi włosami. - Wygl dasz na wyko czon . - Miałam ci k noc.

- Słyszałem. - Z torby, któr zawsze nosił ze sob , wyj ł paczk ocukrzonych orzechów i pocz stował nimi Ew . Przygl dał si jej, próbuj c oceni , czy jest przygotowana na to, co zobaczy w sypialni. Była młod jak na swoj rang , zaledwie trzydziestoletni kobiet o du ych br zowych oczach, które nigdy nie miały okazji patrze na wiat z młodzie cz naiwno ci . Jej jasnobr zowe włosy były krótko przyci te, raczej dla wygody ni ch ci hołdowania modzie, ale pasowały do jej trójk tnej twarzy o ostro zarysowanych ko ciach policzkowych i małym dołeczku w policzku. Była wysoka, długonoga, i cho sprawiała wra enie szczupłej, Feeney wiedział, e pod skórzan kurtk kryje si muskularne ciało. Co wi cej, Ewa miała nie tylko muskuły, ale te serce i rozum. - Czeka ci przykry widok, Dallas. - Wiem. Kim jest ofiara? - Sharon DeBlass, wnuczka senatora DeBlassa. Nic jej to nie mówiło. - Feeney, polityka nie jest moj mocn stron . - To d entelmen z Wirginii, skrajny prawicowiec, wywodz cy si ze starego bogatego rodu. Kilka lat temu jego wnuczka opu ciła niespodziewanie dom, przeniosła si do Nowego Jorku i została 'licencjonowan dam do towarzystwa. - Była prostytutk . - Dallas rozejrzała si po apartamencie. Został urz dzony w natr tnie nowoczesnym stylu - szkło i chrom, sygnowane hologramy na cianach, barek w kolorze ostrej czerwieni. Za barkiem wisiała ogromna zasłona wymalowana w zlewaj ce si ze sob ró norodne kształty w zimnych pastelowych kolorach. Schludna jak dziewica, zadumała si Ewa, i zimna jak dziwka, . - Nic dziwnego, bior c pod uwag miejsce, w jakim zdecydowała Si zamieszka . - To delikatna sprawa ze wzgl dów politycznych. Ofiar jest dwudziestoczteroletnia biała kobieta. Umarła w łó ku. Ewa tylko uniosła brew. - Wydaje si to do poetyczne, skoro była kupowana w łó ku. Jak zmarła? - To kolejny problem. Chc , eby sama zobaczyła. Gdy przeszli przez pokój, ka de z nich wyj ło mały pojemniczek; spryskali sobie dokładnie r ce, by je natłu ci i nie zostawia odcisków palców. Na progu sypialni Ewa spryskała te podeszwy butów, nie chc c, by przyczepiały si do nich włókna, zabł kane włosy czy fragmenty naskórka.

Ewa była ostro na. W normalnych okoliczno ciach na miejscu zabójstwa byłoby ju dwóch innych oficerów ledczych, rejestruj cych d wi k i robi cych zdj cia. Medycy s dowi czekaliby, jak zwykle niecierpliwie, eby zabra si do roboty. Fakt, e tylko ona i Feeney zostali przydzieleni do tej sprawy, oznaczał, e musi uwa a na ka dy swój krok. - Kamery w hallu, windzie i na korytarzach - zauwa yła Ewa. - Ju oznaczyłem dyskietki. - Feeney otworzył drzwi i przepu cił j przodem. Nie wygl dało to ładnie. Zdaniem Ewy mier rzadko była spokojnym religijnym doznaniem. Na ogół oznaczała brutalny koniec, który nie miał nic wspólnego ze wi tym i grzesznikiem. Ale to, co tutaj zobaczyła, było szokuj ce jak teatralna dekoracja, któr zbudo- wano specjalnie po to, by wywoła zgorszenie. Łó ko było ogromne, nakryte gładkimi atłasowymi prze cieradłami w kolorze dojrzałej brzoskwini. Małe reflektorki rzucały mi kkie wiatło na rodek ło a, gdzie w łagodnym zagł bieniu ruchomego materaca le ała naga kobieta. Materac falował z nieprzyzwoitym wdzi kiem w takt muzyki, która przepływała cicho przez wezgłowie łó ka. Kobieta wci była pi kna; miała profil jak z kamei, kaskad zmierzwionych, płomiennie rudych włosów, szmaragdowe oczy, patrz ce szklanym wzrokiem na wyło ony lustrami sufit, białe jak mleko członki, które przypominały obrazy z Jeziora Łab dziego, gdy poruszaj ce si łó ko kołysało nimi delikatnie. Teraz nie były uło one artystycznie, ale rozrzucone zmysłowo, tak e ciało martwej kobiety tworzyło liter X po rodku łó ka. Dziewczyna miała dziur w czole i w piersi, a jeszcze jeden makabryczny otwór widniał mi dzy jej rozło onymi udami. Krew obryzgała błyszcz ce prze cieradła, wyciekła na łó ko, utworzyła kału i zakrzepła. Poplamiła tak e polakierowane ciany, które przypominały miertelne obrazy nabazgrane przez jakie złe dziecko. Tak ogromna ilo krwi była rzadk rzecz , a poprzedniej nocy Ewa widziała jej o wiele za du o, by patrze na to miejsce zbrodni ze spokojem, jakiego by sobie yczyła. Musiała przełkn lin i zmusi si do wyrzucenia z pami ci obrazu dziecka. - Masz t sypialni na ta mie? - Tak. - Wi c wył cz to cholerstwo. - Odetchn ła z ulg , gdy Feeney odnalazł urz dzenie steruj ce gło no ci i przyciszył muzyk . Łó ko zatrzymało si . - Dziwne rany - mrukn ła Ewa, podchodz c bli ej, by je obejrze . - Zbyt kształtne jak na nó . Zbyt krwawe jak na laser.

- Nagle doznała ol nienia - przypomniała sobie dawne filmy 'szkoleniowe, dawne kasety video, dawne zbrodnie. - Rany boskie, Feeney, wygl daj jak rany postrzałowe. Si gn ł do kieszeni i wyj ł opiecz towan torebk . - Ten, kto to zrobił, zostawił nam upominek. - Podał Ewie torebk . - Taki antyk musi oficjalnie kosztowa osiem, dziesi tysi cy, a na czarnym rynku dwa razy tyle. Ewa z zaciekawieniem obróciła rewolwer w r ku. - Jest ci ki - powiedziała na wpół do siebie. - 1 du y. - Kaliber trzydzie ci osiem - odparł. - Pierwszy, jaki widz poza muzeum. To Smith & Wesson, model dziesi tka, niebieskoszary. - Popatrzył na z pewn czuło ci . - Prawdziwa klasyczna bro , u ywana przez policj a do lat dwudziestych. Przestali j produkowa w dwudziestym drugim czy dwudziestym trzecim, kiedy wydano zakaz posługiwania si broni . - Masz bzika na punkcie historii. - Co tłumaczyło, dlaczego jest teraz z ni . - Wygl da na nowy. - Pow chała go przez torebk ; poczuła zapach oliwy i spalenizny. - Kto bardzo dbał o niego. Wystrzelił od razu - powiedziała z zadum , oddaj c torebk Feeneyowi. - Brzydka mier ; w ci gu mojej dziesi cioletniej słu by w wydziale po raz pierwszy spotykam si z tego typu zabójstwem. - Ja po raz drugi. Jakie pi tna cie lat temu, w Lower East Side, przyj cie wymkn ło si spod kontroli Facet zabił pi osób dwudziestk dwójk , zanim zrozumiał, e to nie zabawka. Urz dził niezł jatk . - Dowcipni - mrukn ła Ewa. - Sprawdzimy kolekcjonerów broni, zorientujemy si , ilu z nich mo e posiada co takiego. Który z nich mógł zgłosi kradzie . - Mógł. - Bardziej prawdopodobne, e został kupiony na czarnym rynku. - Ewa spojrzała przez rami na zwłoki. - Je li trudniła si tym fachem przez kilka lat, to musi mie dyskietki, rejestr swoich klientów, notesy, w których zapisywała daty i miejsca spotka . - Zmarszczyła brwi. - Przy Kodzie Pi tym b d musiała sama sprawdzi wszystkie adresy. To nie jest zwykły mord na tle seksualnym - powiedziała z westchnieniem. - Ten, kto to zrobił, dopracował ka dy szczegół. Archaiczna bro , rany zadane tak, jakby przyło ono do ciała linijk , wiatła, uło enie ciała. Feeney, kto wezwał policj ?

- Zabójca. - Poczekał, a Ewa na niego popatrzy. - St d. Zadzwonił na posterunek. Widzisz, e to urz dzenie przy łó ku jest skierowane na jej twarz? Tak to załatwił. Przez video, sam nic nie powiedział. - Lubi makabryczne widowiska. - Ewa wypu ciła powietrze. - Inteligentny, arogancki, pewny siebie skurwysyn. Najpierw si z ni kochał. Mog si zało y o swoj odznak . Potem wstał i zrobił to. - Podniosła r k , wycelowała i obni aj c j , liczyła: - Raz, dwa, trzy. - To zimne wyrachowanie - mrukn ł Feeney. - Bo on jest wyrachowany. Po zabójstwie wygładza prze cieradła. Widzisz, e nie ma na nich adnej zmarszczki? Układa jej ciało, rozchyla nogi, tak by nikt nie miał w tpliwo ci, jak zarabiała na ycie. Robi to starannie, niemal z linijk w r ku, wi c jest idealnie uło ona. W rodku łó ka, r ce i nogi rozło one pod tym samym k tem. Nie zatrzymuje łó ka, poniewa jego falowanie jest cz ci widowiska. Zostawia rewolwer, gdy chce, by my od razu wiedzieli, e nie jest przeci tnym człowiekiem. Ma silnie rozwini te ego. Nie chce traci czasu na czekanie, a kto znajdzie ciało. Pragnie natychmiastowej nagrody. - Proponowała swoje usługi zarówno m czyznom, jak i kobietom - zauwa ył Feeney, ale Ewa potrz sn ła głow . - To nie kobieta. Kobieta nie zostawiłaby jej w pozie, w której wygl da zarówno pi knie, jak i nieprzyzwoicie. Nie, nie s dz , eby to zrobiła kobieta. Zobaczmy, co uda nam si tu znale . Czy wszedłe ju do jej komputera? - Nie. To twoja sprawa, Dallas. Ja jestem upowa niony tylko do tego, eby ci asystowa . - Sprawd , czy mo esz si dosta do pliku z nazwiskami jej klientów. - Ewa podeszła do komody i zacz ła przegl da uwa nie szuflady. Kosztowny gust, pomy lała. Znalazła par rzeczy z czystego jedwabiu tak wysokiej klasy, e adne podrabiane tkaniny nie mogłyby mu dorówna . Stoj ce na komódce perfumy były ekskluzywne i pachniały jak kosztowny seks. W szufladach panował wzorowy porz dek, bielizna była starannie zło ona, swetry poukładane w zale no ci od koloru i grubo ci. Szafa wygl dała podobnie. Nie ulegało w tpliwo ci, e ofiara kochała stroje, miała poci g do tego, co najlepsze, i e bardzo dbała o swoj garderob . A umarła nago. - Prowadziła dokładne zapiski! - krzykn ł Feeney. - Wszystko tu jest. Lista jej klientów, spotka - wł cznie z wymaganymi comiesi cznymi badaniami lekarskimi i

cotygodniowymi wizytami w salonie pi kno ci. Pierwsze załatwiała w Trident Glinie, drugie w Paradise. - Obie s na topie. Mam kole ank , która od roku oszcz dza, eby móc sp dzi jeden dzie w Paradise. Niech zakosztuje tam wszystkich przyjemno ci. - Siostra mojej ony udała si tam z okazji swoich dwudziestych pi tych urodzin. Kosztowało to wi cej ni lub mojego dzieciaka. Co podobnego, mamy jej prywatny notes z adresami. - wietnie. Skopiuj to wszystko, dobrze, Feeney? - Słysz c jego cichy gwizd, zerkn ła przez rami i ujrzała miniaturowy komputer o pozłacanych brzegach. - Co? - Mamy tu nazwiska wielu wpływowych ludzi. Polityka, rozrywka, pieni dze, pieni dze, pieni dze. Ciekawe, nasza dziewczyna ma prywatny numer Roarke'a. - Jakiego Roarke'a? - Po prostu Roarke'a, z tego, co wiem. Niesamowicie nadziany facet. To jeden z tych, którzy potrafi zamieni gówno w sztabki złota. Dallas, powinna czyta nie tylko rubryk sportow . - No wiesz, czytam nagłówki. Słyszałe o tej historii z cocker spanielami? - Roarke ci gle jest na pierwszych stronach gazet - wyja nił cierpliwie Feeney. - Jest wła cicielem jednej z najwi kszych na wiecie kolekcji sztuki. Zbiera dzieła sztuki i antyki - kontynuował, widz c, e Ewa przysłuchuje mu si z zainteresowaniem. - Ma pozwolenie na kolekcjonowanie broni. Kr plotki, e potrafi si ni posługiwa . - Zło mu wizyt . - B dziesz miała szcz cie, je li zbli ysz si do niego na mil . - Czuj , e b d je miała. - Ewa podeszła do łó ka i wsun ła r ce pod materac. - Ten człowiek ma wpływowych przyjaciół, Dallas. Nie mo esz sobie pozwoli na najmniejsz wzmiank o jego zwi zku z t spraw , dopóki nie b dziesz miała jakich konkretnych dowodów. - Feeney, wiesz, e niepotrzebnie mi o tym mówisz. - W chwili gdy zacz ła si u miecha , jej palce dotkn ły czego , co le ało mi dzy zimnym ciałem a zakrwawionymi prze cieradłami. - Co jest pod ni . - Ewa uniosła ostro nie rami martwej kobiety i wsun ła gł biej r k . - Papier - mrukn ła. - Wodoszczelny. Natłuszczonym kciukiem starła z kartki plam krwi i przeczytała: PIERWSZA Z SZE CIU

- Wygl da na pismo r czne - powiedziała podaj c list Feeneyowi. - Nasz chłopta jest wyj tkowo inteligentny i niezwykle pewny siebie. I to jeszcze nie koniec. Przez reszt dnia Ewa robiła to, co w normalnych okoliczno ciach zostałoby zlecone innym funkcjonariuszom. Przesłuchała osobi cie s siadów ofiary, spisuj c zeznania, wra enia. Udało jej si kupi w przelocie kanapk od tego samego ulicznego sprzedawcy, którego o mały włos nie rozjechała, kiedy par godzin wcze niej mkn ła przez miasto. Po nocy i poranku, jakie miała za sob , nie dziwiła si , e recepcjonistka z Paradise patrzyła na ni tak, jakby Ewa przed chwil wstała z trumny. Wodospady szumiały harmonijnie w ród wspaniałej ro linno ci zdobi cej sal recepcyjn najbardziej eksluzywnego salonu pi kno ci w mie cie. Klientom siedz cym w niedbałych pozach na wygodnych kanapach i fotelach podawano czarn kaw w malutkich fili ankach oraz gazowan wod albo szampana w w skich szklaneczkach. Słuchawki na uszach i dyski z magazynami mody dopełniały przyjemno ci. Recepcjonistka miała wspaniały biust, który był najlepsz reklam umiej tno ci chirurgów plastycznych pracuj cych w salonie. Dziewczyna ubrana była w krótki wygodny strój w kolorze słu bowej czerwieni i miała niesamowit fryzur - jej czarne jak heban włosy były poskr cane niczym w e. Ewa była zachwycona. - Przykro mi - powiedziała kobieta starannie modulowanym, pozbawionym wyrazu głosem, przypominaj cym głos. komputera. Przyjmujemy tylko na zapisy. - W porz dku. - U miechn ła si i niemal z alem zmusiła recepcjonistk do porzucenia tego lekcewa cego tonu. Niemal. - To powinno wystarczy . - Pokazała swoj odznak . - Kto zajmuje si Sharon DeBlass? Recepcjonistka rozejrzała si po sali z przera eniem. - Potrzeby naszych klientów otoczone s cisł tajemnic . - Z pewno ci . - Nie le si bawi c cał t sytuacj , Ewa oparła si po przyjacielsku o wyci ty w kształcie litery U blat. - Mog rozmawia miło i cicho, tak jak teraz, rozumiemy si , Denise? - Błyskawicznie opu ciła wzrok na identyfikator przypi ty dyskretnie na piersi dziewczyny. - Albo mog mówi gło no, eby wszyscy mnie słyszeli. Je li ta pierwsza propozycja bardziej ci si podoba, to zaprowad mnie do miłego cichego pokoju, w którym nie b dziemy przeszkadzały adnej z twoich klientek, i przy lij mi operatora Sharon DeBlass. Czy jak go tam nazywacie. - Konsultanta - słabym głosem rzekła Denise. - Prosz pój za mn . - Z przyjemno ci .

I rzeczywi cie była to przyjemno . Tylko w kinie i na kasetach video Ewa widziała taki przepych. Dywan przypominał czerwon poduszk , W której z błogo ci zanurzało si stopy. Z sufitu zwisały kryształowe krople, które rzucały wiruj ce kr ki wiatła. Powietrze pachniało wie o ci i zadbanymi ciałami. Nie mogła sobie wyobrazi , e sp dza tu cały dzie , pozwalaj c, by j smarowano kremami, natłuszczano oliwkami, masowano i poprawiano mankamenty figury, ale gdyby z pró no ci zdecydowała si to zrobi , to tracenie czasu w tak luksusowych warunkach byłoby z pewno ci ciekawym do wiadczeniem. Recepcjonistka wprowadziła j do małego pokoju, w którym na jednej ze cian widniał hologram przedstawiaj cy zielon ł k . Cichy piew ptaków i szum wiatru rozbrzmiewał słodko w powietrzu. - Zechce pani tu poczeka . - Nie ma problemu. - Ewa zaczekała, a drzwi si zamkn , po czym opadła na niesłychanie wygodny fotel. Gdy tylko usiadła, stoj cy z boku monitor wł czył si i pojawiła si na nim u miechni ta twarz droida. - Dzie dobry. Witamy w Paradise. Pani uroda i dobre samopoczucie s nasz jedyn trosk . Czy czekaj c na swego konsultanta miałaby pani ochot czego si napi ? - Jasne. Kawy, czarnej kawy. - Oczywi cie. Jak pani preferuje? Prosz wcisn przycisk C na pani klawiaturze, to zapozna si pani z wszystkimi propozycjami. Tłumi c chichot, Ewa wypełniła polecenie. Przez nast pne dwie minuty analizowała wszystkie mo liwo ci, po czym zaw ziła wybór do Riwiery Francuskiej i Kremu Karaibskiego, Drzwi otworzyły si , zanim zd yła podj decyzj . Wstała zrezygnowana i stan ła twarz w twarz z wyszukanie ubranym Straszydłem. Na niebieskofioletow koszul i liwkowe spodnie nało ył długi rozpi ty kitel w obowi zuj cym w Paradise czerwonym kolorze. Jego włosy, zaczesane do tyłu i odsłaniaj ce nieprzyjemnie szczupł twarz, przypominały odcieniem spodnie, które nosił. U cisn ł lekko r k Ewy i popatrzył na ni łagodnym wzrokiem. . - Bardzo mi przykro, pani oficer. Czuj si zakłopotany. - Potrzebuj informacji o Sharon DeBlass, - Po raz drugi Ewa , wyj ła odznak i pokazała j swojemu rozmówcy.

- Aha, porucznik Dallas. Prosz mnie zrozumie . Zapewne pani wie, e karty naszych klientów s ci le tajne. Paradise znane jest zarówno ze swojej doskonało ci, jak i dyskrecji. H, - A pan zapewne wie, e mog dosta nakaz rewizji, panie...? - Och, Sebastian. Po prostu Sebastian. - Machn ł szczupł , błyszcz c od pier cieni r k . - Nie kwestionuj pani władzy, pani porucznik. Ale czy mogłaby mi pani poda powód tego ledztwa? - Prowadz ledztwo w sprawie morderstwa DeBlass. - Przerwała na chwil , widz c po jego oczach i pobladłej twarzy, e ta wiadomo Wywołała u niego szok. - Nic wi cej nie mog panu powiedzie . - Morderstwo. Bo e drogi, moja liczna Sharon nie yje? To musi by jakie nieporozumienie. - Opadł na fotel, odchylił do tyłu głow i zamkn ł oczy. Kiedy monitor zaproponował mu co do wypicia, ponownie machn ł r k . wiatło odbiło si od jego ozdobionych klejnotami palców. - Tak, na Boga. Potrzebuj brandy, kochanie. Kieliszeczek Trevalli. Ewa usiadła obok niego, wyj ła magnetofon. - Niech pan mi opowie o Sharon. - Cudowna istota. O oszałamiaj cej urodzie, oczywi cie, ale chodziło nie tylko o jej wygl d. - Brandy wjechało bezszelestnie do pokoju na automatycznym wózku. Sebastian wzi ł kieliszek i poci gn ł du y łyk alkoholu. - Miała nieskazitelnie dobry gust, wspaniało- my lne serce, ci ty dowcip. Znowu popatrzył na Ew swymi łagodnymi oczami. - Widziałem j zaledwie dwa dni temu. - Tutaj? - Miała stały terminarz wizyt. W jednym tygodniu sadzała tu pół dnia, w nast pnym - cały. - Szybkim ruchem wyj ł kremowo ółty szalik i przyło ył go do oczu. - Sharon bardzo o siebie dbała, wierzyła gł boko w skuteczno prezentowania własnego ja. - To pomagało jej w pracy. - Naturalnie. Pracowała wył cznie dla zabawy. Maj c tak bogat rodzin nie musiała zarabia na ycie. Lubiła seks. - Z panem? Jego artystyczna twarz zmarszczyła si , ró owe usta ci gn ły z gniewu albo bólu. - Byłem jej konsultantem, powiernikiem i przyjacielem - ozi błym tonem o wiadczył Sebastian, niedbałym gestem przerzucaj c szal przez lewe rami . - Byłoby nierozwa ne i sprzeczne z etyk zawodow , gdyby my zostali partnerami seksualnymi. - Wi c nie poci gała pana seksualnie?

- aden m czyzna nie mógł pozosta oboj tny na jej wdzi ki. Ona... - Rozło ył szeroko r ce. - Pachniała seksem, tak jak inne kobiety pachn drogimi perfumami. Mój Bo e. - Poci gn ł kolejny łyk brandy. - Teraz to ju wszystko przeszło . Nie mog w to uwierzy . Nie yje. Została zamordowana. - Jego wzrok znowu spocz ł na Ewie. - Powiedziała pani, e to było morderstwo. - Zgadza si . - Miała okropne s siedztwo - powiedział ponuro. - Nikt nie mógł jej namówi , by przeniosła si do lepszej dzielnicy. Podobało si jej takie ycie i to pod nosem swej arystokratycznej rodziny. - Nie zgadzała si ze swymi bliskimi? - Zdecydowanie nie. Uwielbiała ich szokowa . Czuła si wolna jak ptak, a oni byli tacy... przeci tni. - Powiedział to takim tonem, jakby przeci tno była wi kszym grzechem ni morderstwo. - Jej dziadek bezustannie przedkładał parlamentowi projekty ustaw, które miały doprowadzi do uznania prostytucji za nielegaln . Tak jakby minione stulecie nie udowodniło, e takie sprawy powinny by uregulowane, by wyeliminowa niebezpiecze stwo zara enia si chorob i zmniejszy ilo przest pstw popełnianych na tle seksualnym. Wyst pował tak e przeciwko regulacji urodzin, doborowi płciowemu oraz zakazowi u ywania broni. : Ewa nadstawiła uszu. - Senator przeciwstawiał si zakazowi u ywania broni? - To jego konik. Sharon mówiła mi, e jej dziadek ma sporo tych niebezpiecznych staroci i regularnie wygłasza bezmy lne i nieodpowiedzialne mowy, w których domaga si przywrócenia prawa do handlowania broni . Gdyby dopi ł swego, byliby my z powrotem w dwudziestym wieku, morduj c si nawzajem na prawo i lewo. - Morderstwa wci si zdarzaj - mrukn ła Ewa. - Czy kiedykolwiek wspominała o przyjaciołach albo klientach, którzy byli z niej niezadowoleni czy te zachowywali si agresywnie? - Sharon miała dziesi tki przyjaciół. Przyci gała do siebie ludzi, jak... - Szukaj c w my li odpowiedniej metafory, znowu przyło ył r bek szalika do oczu. - Jak egzotyczny i wonny kwiat. Z tego, co wiem, wszyscy jej klienci byli ni zachwyceni. Dobierała ich sobie bardzo uwa nie. Wszyscy partnerzy seksualni Sharon musieli sprosta pewnym wymaganiom. Brała pod uwag wygl d, intelekt, maniery i biegło w sztuce kochania. Jak powiedziałem, lubiła seks, we Wszystkich formach. Była... ryzykantk . To by si zgadzało z zabawkami, które Ewa znalazła w jej mieszkaniu. Aksamitne kajdanki i bicze, wonne olejki i rodki halucynogenne. To, co Ewa usłyszała w dwóch

hełmach do odbioru' rzeczywisto ci wirtualnej, zaszokowało j , chocia była dosy zbla- zowana. - Czy spotykała si z kim na gruncie osobistym? - Od czasu do czasu, ale m czy ni szybko j nudzili. Ostatnio opowiadała o Roarke'u. Poznała go na przyj ciu i przypadł jej do gustu. Była z nim umówiona tego samego dnia, kiedy przyszła tu na konsultacj . Prosiła o co egzotycznego, bo mieli zje kolacj w Meksyku. - W Meksyku. To było przedwczoraj wieczorem. - Tak. Nie mogła przesta o nim mówi . Uczesali my j na Cygank , nadali my całemu ciału bardziej złocisty odcie . Poło yli my Rascal Red na paznokcie i narysowali my na lewym po ladku małego uroczego motyla o czerwonych skrzydłach. By rysunek nie starł si zbyt szybko, zastosowali my specjalne kosmetyki, które zachowuj trwało przez dwadzie cia cztery godziny. Sharon wygl dała niezwykle efektownie - powiedział zrywaj c si z miejsca. - Pocałowała mnie mówi c, e mo e tym razem si zakochała. “ ycz mi szcz cia, Sebastianie”. Tak powiedziała przed wyj ciem. I to były ostatnie słowa, jakie od niej usłyszałem. 2 Nie było spermy. Ewa zakl ła czytaj c raport z sekcji zwłok. Je li ofiara kochała si z zabójc , to stosowane przez ni rodki antykoncepcyjne zabiły malutkich ołnierzyków, gdy tylko si z nimi zetkn ły, niszcz c wszelki lad po nich w ci gu trzydziestu minut od chwili wytrysku. Testy sprawdzaj ce aktywno seksualn niczego nie wykazały, gdy ciało Sharon zostało zbyt powa nie uszkodzone. Morderca przestrzelił jej kobieco albo ze wzgl dów symbolicznych, albo dla własnego bezpiecze stwa. Nie ma spermy, nie ma krwi, z wyj tkiem krwi ofiary. Nie mo na ustali DNA. Po dokładnym zbadaniu miejsca zbrodni nie znaleziono odcisków palców - adnych: ani ofiary, ani sprz taczki, która przychodziła co tydzie , ani mordercy, oczywi cie. Wszystko zostało dokładnie wytarte, wł cznie z broni mordercy. Zdaniem Ewy, najbardziej znacz cy był obraz zarejestrowany przez ochron budynku. Jeszcze raz pu ciła na swoim biurkowym monitorze dyskietki z podgl dem windy. Dyskietki były oznakowane. Zespół Gorham. Winda A. 2 - 12 - 2058. 06:00.

Ewa przyspieszyła obraz, patrz c na mijaj ce godziny. Drzwi windy po raz pierwszy otworzyły si w południe. Zwolniła pr dko , uderzaj c w monitor kraw dzi dłoni, po czym przyjrzała si niespokojnemu niskiemu m czy nie, który wszedł i poprosił o pi te pi tro. Nerwowy klient, pomy lała z rozbawieniem, kiedy m czyzna szarpn ł za kołnierzyk i wsun ł do ust pastylk od wie aj c oddech. Pewnie ma on , dwoje dzieci i stał posad w jakim biurze, dzi ki której raz w tygodniu mo e wymyka si na małe bara - bara w południe. Wysiadł na pi tym pi trze. Przez par nast pnych godzin niewiele si wydarzyło, jaka prostytutka zjechała do hallu, kilka wróciło z zakupami i znudzonymi minami. Paru klientów przyszło i wyszło. Ruch o ywił si koło ósmej. Niektórzy mieszka cy wychodzili w szykownych strojach na kolacj , inni wracali do domów, by zd y na umówione spotkania. O dziesi tej do windy wsiadła elegancka para. Kobieta pozwoliła m czy nie rozchyli poły futra, pod którym nie miała nic oprócz szpilek na wysokim obcasie i wytatuowanego kwiatu ró y z łody k zaczynaj c si w kroczu i p czkiem artystycznie dra ni cym jej lew pier . M czyzna zacz ł j pie ci , cho prawo zabraniało robienia tego na terenie strze onym. Gdy winda zatrzymała si na osiemnastym pi trze, kobieta owin ła si futrem i oboje wyszli, rozmawiaj c o sztuce, któr wła nie obejrzeli. Ewa zapisała sobie, eby nast pnego dnia przesłucha tego m czyzn . Był s siadem i znajomym ofiary. Przerwa w odbiorze nast piła dokładnie o 12:05. Obraz zanikł niemal całkowicie, na ekranie pozostał tylko niewielki punkcik. Ponowna inwigilacja windy rozpocz ła si o 02:46. Dwie godziny i czterdzie ci jeden minut straty. To samo stało si z zapisem obrazu zarejestrowanego w korytarzu na osiemnastym pi trze. Wymazano prawie trzy godziny. Ewa zastanawiała si nad tym, popijaj c wystygł kaw . M czyzna orientował si w systemie zabezpiecze , pomy lała, i wystarczaj co dobrze znał budynek, by wiedzie , gdzie i jak spreparowa dyski. I nie pieszył si . Sekcja zwłok wykazała, e zgon nast pił o drugiej nad ranem. Sp dził z ni prawie dwie godziny, zanim j zabił, i prawie dwie godziny po jej mierci. A mimo to nie zostawił adnego ladu. M dry chłopak. Je li Sharon DeBlass zanotowała, e ma si z kim spotka ha gruncie prywatnym czy te zawodowym, to ta wzmianka równie została wymazana.

Wi c był z ni na tyle blisko, by wiedzie , gdzie trzyma swoje pliki i jak si do nich dosta . Nabrawszy pewnych podejrze , znowu pochyliła si do przodu. - Komplex Gorhama, Broadway, New Jork. Wła ciciel. Jej oczy zw ziły si , gdy dane wy wietliły si na ekranie. Gorham Complex, własno Roarke Industries, siedziba zarz du 500 Fifth Avenue. Roarke, prezes i dyrektor generalny. Miejsce zamieszkania: Nowy Jork, 222 Central Park West. - Roarke - mrukn ła Ewa. - Ci gle si pojawiasz, prawda? Roarke - powtórzyła. - Wszystkie dane, projekcja i wydruk, i Nie zwa aj c na wezwanie na s siednim ł czu, czytała dalej, popijaj c kaw . Roarke - imi chrzestne nieznane - urodzony 10 - 06 - 2023, Dublin, Irlandia. Numer identyfikacyjny 33492 - ABR - 50. Rodzice nie znani. , Ste cywilny - kawaler. Prezes i dyrektor generalny przedsi biorstwa . Roarke Industries, zało onego w 2042. Główne oddziały Nowy Jork, :Chicago, New Los Angeles, Dublin, Londyn, Bonn, Pary , Frankfurt, Tokio, Mediolan, Sydnay. Filie pozaziemskie, Stacja 45, Bridgestone, Colony, Yegas II, Free - Star Jeden. Sfery zainteresowa : nieruchomo ci, import - eksport, flota morska, rozrywka, produkcja przemysłowa, farmaceutyki, transport. Szacunkowa warto całego przedsi biorstwa trzy biliony osiemset milionów . Zaj ty facet, pomy lała, unosz c brew, gdy lista jego filii wy wietliła si na ekranie. - Wykształcenie? - spytała. - Nie znane. - Notowany? - Brak danych. - Wywołaj Roarke, Dublin. - Brak dodatkowych danych - Cholera. Pan Tajemniczy. Opis i zdj cie. Roarke. Czarne włosy, niebieskie oczy, sze stóp, dwa cale, 173 funty. Ewa chrz kn ła, gdy komputer podał jego opis. Musiała przyzna , e w przypadku Roarke'a, zdj cie było warte kilkuset słów komentarza. Jego podobizna patrzyła na ni z ekranu. Był niemal absurdalnie przystojny; w ska, ascetyczna twarz; ostro zarysowane ko ci policzkowe i usta tak kształtne, jakby zostały wyrze bione. Tak, miał czarne włosy, ale komputer nie powiedział, e s grube, g ste, i zaczesane do tyłu, dzi ki czemu odsłaniaj

wysokie czoło i spływaj prawie do samych ramion. Jego oczy były niebieskie, ale to jedno słowo nie mogło odda intensywno ci ich koloru ani siły ich spojrzenia. Nawet z tego zdj cia wida było, e jest to człowiek, który po trupach d y do celu. Tak, pomy lała, ten człowiek mo e zabi , je li - i kiedy - ma na to ochot . Zrobiłby to oboj tnie, metodycznie i ani jedna kropla potu nie wyst piłaby mu na czole. Zgarniaj c wydruki z danymi, postanowiła, e porozmawia z Roarke'em. I to wkrótce. Gdy Ewa opu ciła posterunek, z ciemnego nieba padał ju drobny, ostry nieg. Pogrzebała bez wi kszej nadziei w kieszeniach i przekonała si , e r kawiczki rzeczywi cie zostawiła w domu. Bez czapki, bez r kawiczek, w skórzanej kurtce, b d cej jej jedyn ochron przed mro nym wiatrem, jechała przez całe miasto do domu. Naprawd zamierzała odda auto do naprawy, tylko nie miała czasu. Ale gdy teraz stała w korku i dr ała z zimna z powodu popsutego ogrzewania, miała mnóstwo czasu, by tego ałowa . Przysi gła sobie, e je li dojedzie do domu, nie zamieniwszy si przedtem w brył lodu, umówi si z mechanikiem. Ale gdy dotarła na miejsce, my lała ju tylko o jedzeniu. Otwieraj c drzwi, marzyła o talerzu gor cej zupy, furze frytek, je li jeszcze jakie jej zostały, i kawie, która nie smakowałaby tak, jakby kto spu cił cieki do wodoci gów. Od razu zauwa yła paczk , małe kwadratowe pudełko le ce tu za drzwiami. Bro natychmiast znalazła si w jej r ce. Przeczesuj c mieszkanie wzrokiem i wymachuj c broni , zatrzasn ła kopni ciem drzwi. Pozostawiła paczk na miejscu i sprawdziła pokój po pokoju, dopóki nie upewniła si , e jest sama. Schowawszy bro do futerału, ci gn ła kurtk i odrzuciła j na bok. Schyliła si i podniosła ostro nie owini t foli dyskietk . Nie było na niej adnej nalepki, adnej wiadomo ci. Ewa zaniosła j do kuchni, wyjmuj c delikatnie z opakowania, i wło yła do swego komputera. Kompletnie zapomniała o jedzeniu. Obraz był najwy szej jako ci, podobnie jak i d wi k. Usiadła wolno, wpatruj c si w monitor. Naga Sharon DeBlass le ała w nonszalanckiej pozie na ogromnym faluj cym ło u, szeleszcz c atłasowymi prze cieradłami. Uniosła r k i wsun ła j we wspaniał , zmierzwion grzyw rudych włosów.

- Kochanie, chcesz, ebym zrobiła co specjalnego? - Zachichotała; podniosła si na kolana, ujmuj c piersi w dłonie. - Dlaczego tu nie przyjdziesz... - Zwil yła j zykiem usta. - Zrobimy to wszystko jeszcze raz. - Popatrzyła w dół i oblizała si jak kotka. - Wygl da na to, e jest całkowicie gotowy. - Znowu si za miała i odrzuciła do tyłu włosy. - Och, chcemy si zabawi . - Wci si u miechaj c, Sharon podniosła r ce. - Nie skrzywd mnie - poprosiła płaczliwym głosem, dr c na całym ciele, mimo e jej oczy błyszczały z podniecenia. - Zrobi wszystko, co chcesz. Wszystko. Chod tu i zmu mnie. Chc ci . - Opu ciła r ce i powoli wyci gn ła si na łó ku. - Celuj do mnie z tego du ego ci kiego rewolweru i gwał mnie. Chc , eby to zrobił. Chc , eby ... Wybuch wstrz sn ł Ew . oł dek podszedł jej do gardła, - gdy zobaczyła, e kobieta opadła do tyłu niczym popsuta lalka, krew trysn ła z jej czoła. Drugi strzał nie był ju takim szokiem, lecz Ewa musiała si przezwyci y , by nadal patrze na ekran. Po ostatnim wystrzale cisz m ciła tylko przyciszona muzyka i urywany oddech. Oddech zabójcy. Kamera zbli yła si do ciała, pokazuj c je ze wszystkimi makabrycznymi szczegółami. Wtem, za spraw filmowego tricku, DeBlass le ała znowu w tej samej pozycji, w której Ewa zobaczyła j po raz pierwszy - rozpostarte na krwawych prze cieradłach ciało tworzyło idealn liter X. Scena ko czyła si napisem: PIERWSZA Z SZE CIU Po raz drugi łatwiej było na to patrze . Albo Ewa wmówiła to sobie. Tym razem zauwa yła lekkie zachwianie kamery po pierwszym wystrzale, usłyszała szybkie ciche sapni cie. Pu ciła to jeszcze raz, wsłuchuj c si w ka de słowo, przygl daj c si uwa nie ka demu ruchowi, maj c nadziej , e wpadnie na jaki lad. Ale on był na to za sprytny. I oboje o tym wiedzieli. Chciał, eby zobaczyła, jaki jest dobry. Jaki zimny. I chciał jej powiedzie , e wie, gdzie j znale , gdyby tylko zechciał. W ciekła, e nie mo e opanowa dr enia r k, podniosła si z miejsca. Zamiast napi si kawy, tak jak zamierzała, wyj ła z małej zimnej komórki butelk wina i nalała sobie pól kieliszka. Opró niła go jednym haustem, obiecuj c sobie dolewk , po czym wło yła do komputera perforowan kart z kodem swego dowódcy. Odpowiedziała ona szefa; widz c, e ma w uszach błyszcz ce kolczyki, a tak e wie o uło one włosy, Ewa doszła do wniosku, e przerwała jedno z jej słynnych przyj . - Porucznik Dallas, pani Whitney. Przepraszam, e przeszkadzam w kolacji, ale musz porozmawia z dowódc .

- Mamy go ci, poruczniku. - Tak, madame. Prosz mi wybaczy . - Pieprzona polityka, pomy lała Ewa, zmuszaj c si do u miechu. - To pilne. - Jak zawsze. Zatrzymana maszyna szumiała jednostajnie - szcz ciem koszmarna muzyka ani rozmowy o ostatnich wydarzeniach nie dochodziły z gł bi domu - przez całe trzy minuty, zanim dowódca pokazał si na ekranie. - Dallas. - Panie dowódco, musz panu co przesła zakodowan Uni . - Mam nadziej , e to pilne, Dallas. Moja ona ka e mi za to drogo zapłaci . - Tak jest, sir. - Gliny, pomy lała przygotowuj c przesłanie informacji wizyjnej do jego komputera, powinny prowadzi samotne ycie. Splotła nerwowo r ce i poło ywszy je na stole, czekała. Gdy obrazy zacz ły przesuwa si po ekranie, obejrzała je ponownie, nie zwracaj c uwagi na ciskanie w dołku. Po sko czeniu nagrania, na monitorze znowu pojawiła si twarz Whitneya. - Sk d to masz? - Sam mi przesłał. Dyskietka była w moim mieszkaniu, kiedy wróciłam z pracy. - Mówiła spokojnym bezbarwnym głosem. - Wie, kim jestem, gdzie jestem i co robi . Whitney milczał przez chwil . - Numer mojego biura zero siedemset. Jutro rano prosz przynie dyskietk , poruczniku. - Tak jest, sir. Kiedy transmisja została zako czona, Ewa zrobiła dwie rzeczy. Skopiowała dyskietk i nalała sobie kieliszek wina. Obudziła si o trzeciej nad ranem, dr ca, spocona, próbuj ca złapa oddech, by móc krzycze . Skowyt wydarł si z jej gardła, gdy chrypi cym głosem rozkazała, by zapalono wiatła. Sny zawsze wydawały si bardziej przera aj ce w ciemno ciach. Dygocz c zwin ła si na łó ku. Ten sen był gorszy, o wiele gorszy od wszystkich koszmarów, które do tej pory majaczyły jej po nocach. Zabiła człowieka. Jaki miała wybór? Był za bardzo nafaszerowany prochami, eby mogła przemówi mu do rozs dku. Chryste, próbowała, ale on tylko szedł, i szedł, i szedł z dzikim spojrzeniem w oczach i zakrwawionym no em w r ce. Mała dziewczynka ju nie yła. Ewa nie mogła nic zrobi , by temu zapobiec. Prosz ci , Bo e, nie pozwól, by si okazało, e mo na było co zrobi .

Małe ciałko poci te na kawałki, szaleniec z no em ociekaj cym krwi . Potem spojrzenie jego oczu, kiedy wystrzeliła prosto w niego, i maluj ca si w nich mier . Ale to nie było wszystko. Nie tym razem. Tym razem m czyzna szedł dalej. A ona, kompletnie naga, kl czała na atłasowych prze cieradłach. Nó zamienił si w rewolwer trzymany przez m czyzn , którego twarzy przygl dała si par godzin wcze niej. M czyzna nazywał si Roarke. U miechn ł si , a ona zapragn ła go. Jej ciało dr ało z przera enia i po dania, nawet kiedy do niej strzelił. W głow , serce i mi dzy uda. I gdzie w tle mała biedna dziewczynka krzyczała o pomoc. Zbyt zm czona, by walczy z tym koszmarem, Ewa przekr ciła si po prostu na brzuch, wtuliła twarz w poduszk i załkała. Poruczniku. - Punktualnie o siódmej rano komendant Whitney wskazał Ewie krzesło w swoim biurze. Mimo tego, a mo e dzi ki temu, e siedział za biurkiem od dwunastu lat, miał przenikliwe spojrzenie. Zauwa ył, e le spała i starała si ukry pod makija em lady ci kiej nocy. Bez słowa wyci gn ł r k . Wło yła dyskietk i opakowanie do torby z dowodami. Whitney zerkn ł na dyskietk , po czym poło ył j na rodku biurka. - Zgodnie z przepisami musz zapyta , czy chcesz, abym ci zwolnił z prowadzenia tej sprawy. - Odczekał chwil . - A wi c b dziemy udawali, e dopełniłem regulaminu. - Tak jest, sir. - Czy twoje mieszkanie jest bezpieczne? - Tak mi si wydawało. - Wyj ła z teczki wydruk. - Po skontaktowaniu si z panem jeszcze raz przejrzałam dyski ochrony. Jest w nich dziesi ciominutowy po lizg. Jak pan si przekona z mojego raportu, ten człowiek jest w stanie przechytrzy ochron , zna si na kasetach video, redagowaniu tekstów i na starej broni, oczywi cie. Whitney wzi ł jej raport i odło ył na bok. - To nie bardzo zaw a pole działania. - Nie, sir. Mam jeszcze kilka osób, które musz przesłucha . W przypadku tego przest pcy, elektroniczne metody ledcze nie s najwa niejsze, chocia pomoc kapitana Feeneya jest nieoceniona. Ten facet zaciera za sob lady. Nie mamy adnego punktu za- czepienia poza rewolwerem, który postanowił zostawi na miejscu zbrodni. Feeney niczego si o nim nie dowiedział normalnymi kanałami. Musimy zało y , e został kupiony na

czarnym rynku. Zacz łam przegl da notesy, w których zaznaczała spotkania z klientami oraz z osobami prywatnymi. Lubiła si umawia , wi c zajmie mi to troch czasu. - Czas nie jest tu bez znaczenia. Pierwsza z sze ciu, poruczniku. Co to oznacza? - e zamierza zamordowa jeszcze pi i chce, by my o tym wiedzieli. Lubi to robi i pragnie by w centrum naszej uwagi. - Zaczerpn ła ostro nie oddechu. - To za mało, by okre li jego psychik . Nie potrafimy stwierdzi , jak długo b dzie rozkoszował si tym morderstwem, kiedy poczuje potrzeb popełnienia nast pnej zbrodni. To mo e nast pi dzisiaj. To mo e nast pi za rok. Nie mo emy liczy na to, e b dzie nieostro ny. Whitney kiwn ł tylko głow . - Gryzie ci poczucie winy? Nó zalany krwi . Małe okaleczone ciałko u jej stóp. - Poradz sobie. - Na pewno, Dallas? Przy tak delikatnej sprawie niepotrzebny mi oficer, który b dzie si martwił czy miał prawo u y broni. - Z pewno ci . Była jego najlepszym pracownikiem i nie mógł sobie pozwoli na to, eby jej nie dowierza . - Jeste gotowa pobawi si troch w polityk ? - Lekki u miech wykrzywił mu wargi. - Senator DeBlass ju tu jedzie. Przyleciał do Nowego Jorku wczoraj w nocy. - Dyplomacja nie jest moj mocn stron . - Zdaj sobie z tego spraw . Ale b dziesz musiała stan na wysoko ci zadania. Senator chce rozmawia z oficerem ledczym i zwrócił si z t spraw do mojego szefa. Rozkazy przyszły z góry. Masz okaza senatorowi jak najdalej id c pomoc. - To ledztwo obj te jest Kodem Pi tym - stanowczym tonem stwierdziła Ewa. - Nie obchodzi mnie, czy rozkazy przyszły od samego Pana Boga, nie zamierzam przekazywa tajnych danych osobie cywilnej. Whitney u miechn ł si szerzej. Miał dobroduszn pospolit twarz, pewnie ju z tak si urodził. Ale kiedy si u miechał i naprawd było mu wesoło na duszy, błysk białych z bów na tle niadej skóry zmieniał jego pospolite rysy w zupełnie wyj tkowe. - Nie słyszałem tego. A ty nie słyszała , jak ci powiedziałem, eby zapoznała go wył cznie z oczywistymi faktami. Słyszysz natomiast to, poruczniku Dallas, e ten gentleman z Wirginii jest nad tym aroganckim dupkiem. Na nieszcz cie ten dupek ma władz . Wi c uwa aj. - Tak jest, sir.

Zerkn ł na zegarek, po czym wsun ł raport i dyskietk do szuflady, któr zamkn ł na klucz. - Jeszcze zd ysz wypi kaw ... i, poruczniku - dodał wstaj c. - Je li nie mo esz spa , niech lekarz przepisze ci rodki uspokajaj ce. Chc , eby moi oficerowie zachowywali bystro umysłu. - Prosz si nie obawia . Senator Gerald DeBlass był niew tpliwie nad ty. Był bezsprzecznie arogancki. I po sp dzeniu minuty w jego towarzystwie Ewa musiała przyzna , i jest dupkiem. Senator był zwalistym m czyzn , maj cym z sze stóp wzrostu i wa cym około dwustu dwudziestu funtów. Jego jasna czupryna była przystrzy ona na je a, przez co głowa wydawała si du a i okr gła. Miał ciemne oczy, które były niemal tak czarne jak krzaczaste brwi, du y nos i grube usta. Miał ogromne dłonie i kiedy podał Ewie r k na powitanie, zauwa yła, e jest gładka i mi kka jak u dziecka. Przyprowadził ze sob swego asystenta. Derrick Rockman był energicznym m czyzn po czterdziestce. Cho miał prawie sze stóp pi cali wzrostu, Ewa uwa ała, e jest szczuplejszy od DeBlassa o jakie dwadzie cia funtów. Schludny, zadbany; na jego pr - kowanym garniturze i szaroniebieskim krawacie nie było ani jednej zmarszczki. Miał powa n twarz o atrakcyjnych harmonijnych rysach, a gdy pomagał swemu napuszonemu senatorowi zdj kaszmirowy płaszcz, jego ruchy były pow ci gliwe i opanowane. - Co, do diabła, zrobili cie, eby znale tego potwora, który zabił moj wnuczk ? - zapytał DeBlass. - Wszystko, co w naszej mocy, senatorze - Komendant Whitney wci stał. Cho poprosił DeBlassa o zaj cie miejsca, m czyzna przechadzał si po pokoju, tak jakby przechadzał si po swojej ulubionej Senackiej Galerii w East Washington. - Mieli cie na to dwadzie cia cztery godziny, a nawet wi cej - tubalnym głosem odparł DeBlass. - Dowiedziałem si , e wyznaczył pan tylko dwóch oficerów do prowadzenia ledztwa. - Owszem, ze wzgl dów bezpiecze stwa. Dwóch moich najlepszych oficerów - dodał dowódca. - Porucznik Dallas nadzoruje dochodzenie i składa meldunki jedynie mnie. DeBlass skierował swe czarne surowe oczy na Ew . - Jakie post py pani poczyniła? - Zidentyfikowali my bro , ustalili my godzin mierci. Zbieramy dowody i przesłuchujemy lokatorów domu, w którym mieszkała panna DeBlass, a tak e sprawdzamy

nazwiska znalezione w jej notesach. Poza tym, pracuj nad zrekonstruowaniem ostatnich dwudziestu czterech godzin jej ycia. - To powinno by oczywiste, nawet dla najbardziej powolnego umysłu, e została zamordowana przez jednego ze swoich klientów - zasyczał. - W jej terminarzu nie ma wzmianki o adnym spotkaniu. Z ostatnim klientem, który udowodnił swoje alibi, spotkała si par godzin przed mierci . - Prosz przesta ! - za dał DeBlass. - M czyzna, który płaci za usługi seksualne, nie b dzie miał wyrzutów sumienia z powodu popełnienia morderstwa. Cho Ewa nie mogła dostrzec współzale no ci mi dzy tymi dwoma faktami, przypomniała sobie, na czym polega jej zadanie i kiwn ła głow . - Pracuj nad tym, senatorze. - Chc dosta kopie jej terminarzy spotka . - To niemo liwe, senatorze - łagodnym tonem rzekł Whitney. - W sprawie o zabójstwo wszystkie dowody s tajne. DeBlass tylko prychn ł i pokazał r k na Rockmana. - Panie dowódco. - Rockman si gn ł do lewej kieszeni i wyj ł zło on kartk papieru, opatrzon holograficzn piecz ci . - Ten dokument wystawiony przez szefa policji umo liwia panu senatorowi dost p do wszystkich dowodów i informacji, jakie zgromadzono w ledztwie. Whitney zerkn ł na oficjalne pismo, zanim odło ył je na bok. Zawsze uwa ał polityk za gr tchórzy i był zły, e musi bra w niej udział. - Osobi cie porozmawiam z szefem. Je li podtrzyma swoje stanowisko, kopie b d gotowe jeszcze dzi po południu. - Zbywszy Rockmana, powrócił wzrokiem do DeBlassa. - Utrzymanie poufnego charakteru dowodów ma pierwszorz dne znaczenie w procesie ledczym. Je li pan nalega na ich odtajnienie, ryzykuje pan dobro sprawy. - Ta sprawa, jak pan to uj ł, to krew z mojej krwi i ko z mojej ko ci. - I dlatego mam nadziej , e przede wszystkim b dzie pan chciał nam pomóc w uj ciu mordercy. - . Słu sprawiedliwo ci od ponad pi dziesi ciu lat. Chc dosta te informacje do południa. - Wzi ł płaszcz i przerzucił go przez swe muskularne rami . - Je li dojd do wniosku, e nie robicie wszystkiego, co w waszej mocy, by złapa tego szale ca, dopilnuj , eby usuni to pana z tego gabinetu. - Odwrócił si w stron Ewy. - I eby pani, poruczniku, nast pnym razem prowadziła ledztwo w sprawie małolatów, którzy kradn w supermarketach.

Gdy przestał wrzeszcze , Rockman popatrzył na nich przepraszaj co swoim spokojnym, powa nym wzrokiem. - Prosz wybaczy senatorowi. Jest podenerwowany. Cho był w nie najlepszych stosunkach z wnuczk , to nale ała przecie do rodziny. A senator przedkłada rodzin ponad wszystko na wiecie. Jej mier , taka gwałtowna i bezsensowna, doprowadza go do szale stwa. - To wida - mrukn ła Ewa. - Zło si w nim gotuje. Rockman u miechn ł si ; potrafił sprawia wra enie jednocze nie rozbawionego i zasmuconego. - Dumni m czy ni cz sto ukrywaj swój ból pod mask agresywno ci. Mamy pełne zaufanie do pa stwa umiej tno ci i wytrwało ci w d eniu do celu. Pani porucznik, panie komendancie - skin ł głow . - Oczekujemy wszystkich danych dzi po południu. Dzi kuj , e po wi cili nam pa stwo tyle czasu. - Jaki uprzejmy - mrukn ła Ewa, gdy Rockman zamkn ł za nimi cicho drzwi. - Chyba nie ulegnie pan naciskowi, panie komendancie. - Zrobi , co b d musiał. - W jego głosie kryła si tłumiona furia. - A teraz bierz si do roboty. Praca w policji zbyt cz sto bywa nu ca. Po pi ciu godzinach wpatrywania si w monitor i sprawdzania nazwisk umieszczonych w notesach zamordowanej, Ewa była bardziej zm czona ni gdyby wzi ła udział w biegu marato skim. Nawet z fachow pomoc Feeneya, który dysponuj c lepszym sprz tem wzi ł na siebie cz nazwisk, wci było ich zbyt wiele jak na jednego oficera ledczego. : Sharon była bardzo popularna. Czuj c, e je li zagwarantuje swoim rozmówcom dyskrecj , zyska wi cej ni gdyby ich straszyła, Ewa kontaktowała si za pomoc ł cza z poszczególnymi klientami i przedstawiała im spraw . Tych, którzy nie chcieli si zgodzi na rozmow , zapraszała wesoło do odwiedzenia głównego gmachu policji, uprzedzaj c, e zostan oskar eni o utrudnianie ledztwa. Do popołudnia udało si jej porozmawia z pierwsz dwunastk klientów i postanowiła pojecha do Gorham. v S siad DeBlass, elegancki m czyzna z windy, nazywał si Charles Monroe. Ewa zastała go z klientk . Poci gaj co przystojny, w czarnym jedwabnym szlafroku i pachn cy pon tnie seksem, Charles u miechn ł si ujmuj co. - Okropnie mi przykro, pani porucznik. Byłem umówiony o trzeciej i do ko ca spotkania brakuje jeszcze pi tnastu minut.

- Poczekam. - Ewa bez zaproszenia weszła do rodka. W przeciwie stwie do mieszkania DeBlass, w tym apartamencie nie brakowało wygodnych skórzanych foteli i grubych dywanów. - Ach... - Najwyra niej rozbawiony Charles zerkn ł przez rami na dyskretnie zamkni te drzwi do sypialni. - Pani rozumie, intymno i dyskrecja odgrywaj zasadnicz rol w moim zawodzie. Moja klientka mo e si zdenerwowa , je li zobaczy policjantk na progu mieszkania. - Nie ma sprawy. Jest tu kuchnia? Z jego piersi wyrwało si ci kie westchnienie. - Jasne. Za tamtymi drzwiami. Prosz si rozgo ci . Niedługo przyjd . - Niech pan si nie pieszy. - Ewa przeszła do kuchni. W przeciwie stwie do eleganckiego salonu, urz dzona była po sparta sku. Charles chyba rzadko jadał w domu. Mimo to stała tu du a lodówka, w której znalazła taki rarytas jak schłodzona pepsi. Zadowolona usiadła, by j wypi i poczeka , a Charles zako czy swoje spotkanie. Wkrótce usłyszała szmer głosów m czyzny i kobiety, a potem cichy chichot. Chwil pó niej Charles wszedł do rodka z tym samym beztroskim u miechem na twarzy. - Przykro mi, e musiała pani czeka . - Nie ma sprawy. Czy spodziewa si pan jeszcze kogo ? - Dopiero pó nym wieczorem. - Wyj ł dla siebie pepsi, zerwał piecz gwarantuj c wie o produktu i przelał napój do wysokiej szklanki. Zwin ł tub w kulk i wrzucił do utylizatora. - Kolacja, opera i romantyczne rendez - vous. - Lubi pan takie rzeczy? Oper ? - spytała, gdy błysn ł z bami w szerokim u miechu. - Nienawidz . Mo e pani sobie wyobrazi co nudniejszego od baby z wielkim biustem, która wrzeszczy po niemiecku przez pół nocy? Ewa zastanowiła si . - Nie. - Ale co robi . Ludzie maj ró ne gusta. - Jego u miech przygasł, gdy usiadł obok niej w k ciku pod oknem. - Słyszałem o Sharon w porannych wiadomo ciach. Spodziewałem si , e kto przyjdzie. To straszne. Nie mog uwierzy , e ona nie yje. - Dobrze j pan znał? - Byli my s siadami przez ponad trzy lata... i od czasu do czasu pracowali my razem. Zdarzało si , e który z naszych klientów miał ochot na trio, wi c wspólnie uczestniczyli my w zabawie. - A kiedy nie chodziło o interesy, te si razem zabawiali cie?