wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 058 544
  • Obserwuję1 386
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 547 045

S. D. Stuart - Minecraft przygody. Portal

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :195.1 KB
Rozszerzenie:pdf

Moje dokumenty

wotson
EBooki - alfabetycznie, wg imion
S

S. D. Stuart - Minecraft przygody. Portal.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion S S. D. Stuart
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 166 osób, 74 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 38 stron)

S.D. STUART MINECRAFT PRZYGODY PORTAL Tłumaczenie: Joanna Hatłas-Czyżewska 2014

SPIS TREŚCI SPIS TREŚCI PORTAL Rozdział 1. Rozdział 2. Rozdział 3. Rozdział 4. Rozdział 5. Rozdział 6. Rozdział 7. Rozdział 8. Rozdział 9. Rozdział 10. Rozdział 11. Rozdział 12. Rozdział 13. Rozdział 14. Rozdział 15. Rozdział 16. Rozdział 17. Rozdział 18.

PORTAL Akcja rozpoczyna się w momencie, w którym kończy się otwierająca serię powieść Herobrine powstaje. Josh i Andre przygotowują się do wkroczenia w świat Minecrafta - odrębną od naszej, kompletną rzeczywistość gry. Jaki mają cel? Powstrzymać Herobrine’a, zanim ON rozpocznie walkę z ludzkością. Dzięki ogromnemu sukcesowi powieści Herobrine powstaje oraz żądaniom czytelników, pragnących wiedzieć, jak akcja potoczy się dalej, Przygody w świecie Minecrafta rozrosły się w serię książek. Każda z nich jest odcinkiem większej historii. Czy trójce dziesięciolatków - Joshowi, Andremu i Suzy - uda się powstrzymać Herobrine’a przed podbojem świata Minecrafta? Czy ludzkość znajdzie się na łasce jednego z najgroźniejszych bossów gier wideo, jacy kiedykolwiek zostali stworzeni? Książka ta jest fikcją literacką opartą na zasadach dozwolonego użytku osobistego funkcjonujących w prawie Stanów Zjednoczonych. Nawiązania do osób, zdarzeń, placówek, organizacji oraz miejsc akcji mają na celu zapewnienie czytelnikowi poczucia autentyczności. Wszystkie pozostałe postacie, a także wydarzenia i dialogi, zrodziły się w wyobraźni autora i nie powinny być odbierane jako rzeczywiste. Minecraft jest znakiem handlowym spółki Mojang AB z siedzibą w Sztokholmie. Autor i wydawca książki nie są powiązani z producentami gry Minecraft ani z Mojang AB.

Rozdział 1. Blat biurka wokół komputera zasłany był zmiętymi wydrukami, papierkami po cukierkach i zgniecionymi puszkami po napojach energetyzujących. Notch otworzył z trzaskiem kolejną puszkę, wypił duszkiem jej zawartość i poczuł, jak kofeina rozlewa się po całym jego ciele, podnosząc ciśnienie krwi. Nie spał już od ponad trzydziestu sześciu godzin. Ale nie mógł sobie teraz pozwolić na odpoczynek. Jakieś dwadzieścia godzin wcześniej Herobrine uciekł ze swego cyfrowego więzienia, pozostawiwszy na opuszczonym przez siebie miejscu umysł dziesięcioletniego chłopca. Herobrine był najbardziej udanym dziełem twórcy Minecrafta. Zbyt udanym. Poszukując najlepszego oprogramowania do tworzenia sztucznej inteligencji, Notch natrafił na aplikację opracowaną przez australijski Departament Obrony. Był to rozbudowany system, mający pomagać w podejmowaniu ważnych decyzji dotyczących badania przestrzeni kosmicznej, wykorzystania zasobów ropy naftowej i gazu, energii jądrowej, a także nadzoru nad służbą zdrowia i wojskiem. Zachwycony Notch wykorzystał ten model, by powołać do życia idealnego bossa, którego pokonanie miało być największym wyzwaniem dla graczy w Minecrafta. Herobrine uczył się szybko i w niewiarygodnym tempie dostosowywał do nowych sytuacji. Wkrótce też zaczął zadawać pytania, dlaczego został stworzony i kiedy będzie mógł otrzymać dostęp do globalnej sieci. Notch wiedział, że po postaci, której jedyny cel stanowiło pokonanie ludzkich graczy, nie należy się spodziewać niczego dobrego. Nie zamierzał więc nigdy pozwolić Herobrine’owi przeniknąć do Internetu. Gdyby tak się stało, ludzkość stanęłaby w obliczu ogromnego zagrożenia - wroga, w porównaniu z którym najbardziej bezwzględni dyktatorzy i terroryści wydawaliby się łagodni jak baranki. Twórca Minecrafta zrobił, co mógł, by uniemożliwić niebezpiecznemu NPC-owi wydostanie się z cyfrowego wymiaru, w którym go zamknął. Herobrine zdołał się jednak stamtąd wymknąć i teraz przejęcie przez niego kontroli nad wszystkim, co podłączono do sieci, pozostawało tylko kwestią czasu. Trzeba działać szybko, zanim wydarzy się coś złego. Coś bardzo złego. Herobrine musi zostać zniszczony, zanim uda mu się uzyskać dostęp do kolejnego, największego dzieła Notcha. Najpierw jednak należało wydostać ze świata gry umysł Josha i odesłać go z powrotem do ciała chłopca. Notch pracował przez całą dobę nad zmodyfikowaniem działającej na jego telefonie komórkowym mobilnej wersji Minecrafta. Kiedy skończył, spojrzał z żalem na lśniącego iPhone’a 5s w złotej obudowie. Sporo się natrudził, by zdobyć najnowszy smartfon firmy Apple w wymarzonym kolorze. Nie chciał narażać tak fajnego gadżetu na zniszczenie. Musiał jednak umieścić awatara Josha na poręcznym przenośnym urządzeniu. A jedynie ten model telefonu mógł wesprzeć 64-bitową architekturę zdolną ogarnąć cały umysł chłopca, wliczając w to jego wspomnienia i osobowość. Notch czuł się odpowiedzialny za to, co się wydarzyło. Był gotów poświęcić o wiele więcej niż ukochany smartfon, by uwolnić Josha z cyfrowej pułapki i rozprawić się z Herobrine’em.

Podłączył jeden koniec kabla do iPhone’a, a drugi do portu USB w komputerze. „Jesteś gotowy?” - napisał w oknie czatu. „A czy to będzie bolało?” - zapytał Josh. Notch podrapał się po brodzie. Nie znał odpowiedzi. Kliknął przycisk „Pobierz” i obserwował pasek postępu. Kiedy po dziesięciu minutach na monitorze pojawiła się informacja: „Pobieranie zakończone”, pospiesznie odczepił telefon od kabla i uruchomił Minecrafta. Zamiast tradycyjnego ekranu ładowania, na wyświetlaczu iPhone’a pojawiła się kanciasta, złożona z pikseli twarz. Oczy awatara zamrugały dwukrotnie, usta poruszyły się. W głośnikach telefonu rozległ się chłopięcy głos: - Widzę cię. - Ustawiłem iPhone’a w taki sposób, żebyś mógł widzieć przez kamerę i słyszeć przez mikrofon - wyjaśnił Notch. - Jak się czujesz? Pikselowe oczy zerknęły w prawo, potem w lewo, a następnie znów spojrzały na mężczyznę. - No, trochę tu ciasno... Twórca Minecrafta zaśmiał się. - Cóż, wycisnąłem dla ciebie z telefonu każdy dostępny bit pamięci. Bardzo ci niewygodnie? - E, przyzwyczaję się. Co teraz zrobimy? Notch potarł brodę. - Odstawimy cię do domu i do twojego ciała. - Jak myślisz, co Herobrine z nim robi? - Nie mam pojęcia.

Rozdział 2. Herobrine zapierał się tak mocno, jak tylko mógł, ale nic to nie dało. Dorosła kobieta była znacznie od niego silniejsza. Zaciągnęła go na górę i wepchnęła do łazienki. - Zdejmij wszystko i podaj mi te niemiłosiernie ubrudzone ubrania. Trzeba je zaraz wrzucić do pralki - oznajmiła. Stała na zewnątrz pomieszczenia, czekając, aż Herobrine wykona jej polecenie. Gdy uchylił drzwi i podał jej brudną odzież, potrząsnęła głową. - Nie wiem, co dziś w ciebie wstąpiło, Josh! Najpierw porozstawiałeś meble w salonie, żeby zrobić fort... - Trzeba zbudować schronienie, zanim zajdzie słońce - przerwał jej. - Nie musiałeś jednak oblepiać wszystkiego taśmą izolacyjną. Nie wiem, jak uda mi się usunąć ten klej z kanapy. I jakby tego było mało, wykopałeś dziurę w ogrodzie - kontynuowała, wyciągając coś z szafy w korytarzu. Masz tu ręcznik. - Szukałem kamienia - wyjaśnił, biorąc podaną mu rzecz. - Cóż, teraz jesteś brudny i musisz wziąć prysznic. A obiad będzie spóźniony, bo wciąż jeszcze nie odnaleźliśmy stołu z jadalni. Zamknął drzwi. Przez pomalowane na biało drewno dotarł do niego stłumiony głos kobiety: - Pospiesz się! Popatrzył na trzymany w ręku kawałek włochatego materiału. Co to jest prysznic? I dlaczego trzeba zdjąć z siebie wierzchnią skórę, żeby go wziąć? Miał już za sobą noc w tym domu i trochę doświadczenia z ludźmi, jednak wciąż nie czuł się pewnie w nowych warunkach. Nie wiedział, jakie skutki mogłaby przynieść dekonspiracja. Przyjrzał się sobie w lustrze. Rzeczywistość niemal całkowicie pozbawiona doskonałych sześcianów wydawała mu się dziwaczna. Notch nigdy nie pokazał mu, jak wygląda świat na zewnątrz Minecrafta. Nawet wówczas, gdy Herobrine odkrył, że takie miejsce istnieje. Poruszył palcami przed twarzą. Łatwo przystosował się do nowego ciała. Od razu odkrył, że jest ono wyposażone w liczne połączenia ułatwiające sterowanie znajdującymi się wokół obiektami. Połączenia te blokowały się jednak na niektórych powierzchniach i wysyłały do mózgu sygnał bólu. Herobrine doszedł do wniosku, że musi uważać podczas ich używania. Na szczęście była to sytuacja przejściowa. Gdy tylko uda mu się znaleźć komputer, uzyska dostęp do sieci. Wtedy odszuka portal prowadzący do stworzonego przez Notcha wyjątkowego świata i opuści to ograniczone ciało. Kiedy wrócił po szkole (szkoła - cóż za dziwaczne miejsce!) do domu Josha, zdarzyło się coś, co pokrzyżowało mu plany. Dowiedział się od dorosłego mężczyzny, że będzie przez tydzień uziemiony i że nie może korzystać z komputera. Wszystko dlatego, że na placu obok szkoły próbował bić się z dziewczyną. Herobrine nie mógł tego zrozumieć. Przecież ludzie pragnęli walki. Był to powód, dla którego on został stworzony. Powstał po to, by z nimi walczyć. I by ich pokonywać. Znajdzie sposób, by obejść zakaz korzystania z komputera. Nie zamierzał tkwić w tym ciele przez cały tydzień. Nawet jeden dzień to za długo. Natomiast informacja o uziemieniu zaniepokoiła go. Natychmiast sprawdził, czy może latać.

Niestety, w ramach procesu uziemiania musiano mu również odebrać zdolność wydawania poleceń dotyczących latania i przechodzenia przez ściany. Przekonał się o tym w bardzo bolesny sposób. Ktoś zapukał do drzwi łazienki. - Nie słyszę szumu wody! - zawołała kobieta. Herobrine podszedł do ściany i uniósł umieszczoną na niej dźwignię. Z metalowego sitka w górze runęła kaskada wody. Wetknął pod nią rękę, ale cofnął się, czując piekący ból. W Minecrafcie woda nie bywała gorąca. Nic dziwnego, że ludzie stworzyli nowy świat, żeby w nim grać. Ten tutaj był niebezpieczny. Poruszył dźwignią na boki. Temperatura wody stała się znośna, więc wszedł pod prysznic. Pierwszą rzeczą, jaką zauważył, było to, że woda pozostawała na jego podskórze. Próbował zetrzeć z siebie ciepłą ciecz, lecz jego ręce ślizgały się po ciele i rozpryskiwały ją dokoła. Czynność ta jednak powodowała usunięcie brudu. Powtarzał ją więc tak długo, dopóki całkowicie nie oczyścił podskóry. Potem opuścił dźwignię, zamykając dopływ wody. Zastanowił się, jak osuszyć ciało. Przypomniał sobie o włochatej tkaninie, którą podała mu kobieta. Podniósł ręcznik i wytarł nim klatkę piersiową. Woda wsiąkła w materiał. A zatem tak się ją usuwało! Wytarł ciało do sucha i wyszedł z łazienki. Ruszył w kierunku pokoju, który dzielił z klonem Josha. Stała tam komoda z szufladami. Wysunął jedną z nich i uskoczył z krzykiem do tyłu. Osłonił oczy przed wybuchem. Ale eksplozja nie nastąpiła. Odjął dłonie od twarzy i ostrożnie zajrzał do otwartej szuflady. Nadal spoglądała na niego stamtąd twarz creepera. Dźgnął ją palcem i okazało się, że potwór nie był prawdziwy. Był to po prostu nadruk na bawełnianej koszulce. Creepery były groźne. Dlaczego ludzie tworzyli skóry z ich wizerunkami? Ten wymiar był bardzo dziwny. Żadna z żyjących w nim osób nie zachowywała się tak, jak ludzcy gracze, z którymi Herobrine zetknął się w swoim świecie, zanim Notch go uwięził. Wyjął koszulkę z creeperem i założył ją. Zapewne ta skóra służy do straszenia niektórych ludzi. Noszenie jej może okazać się korzystne. Gdy tylko skończył się ubierać, zauważył komputer stojący na biurku w rogu pokoju. Rzucił się w tamtą stronę i wdusił przycisk zasilania. Nic się nie wydarzyło. Ponownie spróbował uruchomić przycisk. - Tata zabrał kabel - odezwał się czyjś głos za jego plecami. Zaskoczony Herobrine podskoczył i obejrzał się. Zobaczył klona Josha, stojącego w progu. - Gdzie mogę znaleźć inny terminal? - zapytał. - Terminal? Pogięło cię? - klon zmarszczył brwi. Herobrine spojrzał w dół na swoje ciało. - Nie. Nie pogięło mnie. - Dziwnie się zachowujesz, odkąd wyszedłeś z kapsuły wirtualnej rzeczywistości. Czy coś się stało, kiedy w niej byłeś? Herobrine uśmiechnął się. - Nie. A co się miało stać? - Nie wiem. Jesteś jakiś... jak nie ty. Z dołu dobiegł ich głos kobiety: - Znalazłam stół! Obiad będzie za pięć minut. Zrozumiano?

- W porządku, mamo! - odkrzyknął klon. Spojrzał z ukosa na Herobrine’a. - Cokolwiek się z tobą dzieje, radzę ci: wyluzuj. - O co ci chodzi? - Ha! Na przykład o Suzy. Próbowałeś ją pobić. - Rzuciła mi wyzwanie na pojedynek. Robiłem tylko to, czego sama chciała. - Wyzwanie było na później. W Minecrafcie. - I co z tego? Mogę ją równie dobrze pokonać w Minecrafcie, jak i gdziekolwiek indziej. - Powiedzmy. Ale nie możesz się z nią bić w szkole. A teraz to i w Minecrafcie z nią nie powalczysz. Tata zabrał kabel i żaden z nas sobie nie pogra. Ty rozrabiasz, a dostaje się za to nam obu! - Nadal mamy szansę ją dogonić, jeżeli powiesz mi, gdzie znajdę inny komputer. - Ty naprawdę chcesz ją dorwać... - Tak. - Całkiem ci odbiło. Przecież ona wygrywa z tobą za każdym razem. Jest dla ciebie za dobra. Uśmiech Herobrine’a stał się jeszcze szerszy. - Teraz jednak wiem, że mogę ją pokonać. - Na sto procent? - Na sto procent. Klon wyjrzał na korytarz, po czym podszedł do Herobrine’a. - No dobra - szepnął. - Rodzice idą wieczorem do kina, więc możemy skorzystać z komputera taty. Becky nie zauważy, że wchodzimy do jego gabinetu. Przez cały czas będzie gadała przez telefon ze swoim chłopakiem. Musimy tylko zachowywać się cicho. Herobrine ścisnął ramię klona. - Świetnie. Tak zrobimy.

Rozdział 3. Kilka godzin później Andre stał obok Josha na ganku. Ich ojciec był już w samochodzie i raz po raz przyciskał klakson, żeby ponaglić mamę. Pani Hale przestała grzebać w swojej wielkiej torebce, schyliła się i pocałowała każdego z synów w policzek. - Bądźcie grzeczni dla Becky - nakazała. Opiekunka stanęła za plecami chłopców i położyła dłonie na ich ramionach. - Proszę się nie martwić. Wszystko będzie w porządku. Tata zatrąbił ponownie, więc mama pobiegła w stronę furtki, wołając przez ramię: - W razie czego, mój numer wisi na lodówce! - Damy sobie radę, jak zwykle! - krzyknęła za nią Becky. Patrzyli, jak samochód wyjeżdża z podjazdu. Kiedy tylko zniknął za zakrętem, dłonie opiekunki zacisnęły się mocno na ramionach bliźniaków, aż jej długie paznokcie wbiły im się boleśnie w ciało. Becky obróciła chłopców ku sobie, pochyliła się i spojrzała im w oczy. - Pamiętacie o naszej umowie? - zapytała. Josh zamierzał coś powiedzieć, ale Andre szturchnął go w bok. - Nie będziesz nawet wiedziała, że tutaj jesteśmy - zapewnił. Dziewczyna uśmiechnęła się. - Świetnie. A teraz zmykajcie do swojego pokoju. Wyjęła z tylnej kieszeni dżinsów telefon komórkowy. Andre wszedł do domu, ciągnąc za sobą brata. - Mam klucz do gabinetu taty - poinformował go szeptem. Pobiegli obaj korytarzem i zatrzymali się przed zamkniętymi drzwiami. Kiedy Andre je otworzył, Josh przemknął obok niego i dopadł biurka, na którym stał komputer. Andre wszedł do pokoju i cicho zamknął za sobą drzwi. - Co ci się tak spieszy? - zdziwił się. Josh nacisnął przycisk zasilania. - Zbyt długo byłem na zewnątrz. Muszę wrócić, inaczej zwariuję. Andre podszedł do biurka i z rosnącym zdumieniem patrzył, jak jego brat uruchamia Minecrafta i przyciska głowę do monitora. - Ee... Co ty robisz? - zapytał. Josh spojrzał na niego. Jego oczy błyszczały jakoś niesamowicie. - Jak mogę tam wejść? - Co ty gadasz? Przecież już wszedłeś do gry. Zobacz. Josh potrząsnął głową. - Wcale nie! Muszę dostać się do środka, nie wystarczy mi samo patrzenie. Zachowywał się jeszcze dziwniej niż wcześniej. Naciskał klawisze, dźgał palcem wszystkie porty komputera i z każdą sekundą stawał się coraz bardziej zdenerwowany. Andre położył rękę na jego ramieniu. - Hej, wszystko w porządku? Josh wyrwał mu się i wskazał na ekran z uruchomionym Minecraftem. - Jak mogę dostać się do środka? - powtórzył. Andre cofnął się, przerażony.

- Josh, nie wygłupiaj się... - zaczął. Brat skoczył na niego, przewrócił go i przycisnął do podłogi. - Nie jestem żaden Josh! Mam na imię Herobrine! - wysyczał. Andre poczuł, że serce podchodzi mu do gardła. Z trudem przełknął ślinę. - He... Herobrine? - wyjąkał. Josh zbliżył twarz do jego twarzy. - Wziąłem ciało twojego klona, żeby uciec z więzienia - wyjaśnił. - Mojego klona...? - Wasze ciała są identyczne. - Bo jesteśmy bliźniakami. Nie klonami. - Wszystko jedno, czym jesteście. Mam już dosyć przebywania w wymiarze fizycznym. Mów: w jaki sposób mogę wrócić do sfery cyfrowej? - Co zrobiłeś z moim bratem? - Pomóż mi wrócić, to oddam mu jego ciało. - Jedyny sposób, żebyś tam wrócił, to skorzystanie z kapsuły w laboratorium, gdzie pracuje mój tata. - Zaprowadź mnie do niej. - Nie mogę. - W takim razie nigdy już nie zobaczysz swojego brata! - Nie powiedziałem, że nie chcę! Powiedziałem, że nie mogę. To za daleko, żebyśmy doszli tam na piechotę. I po drodze jest autostrada. Musielibyśmy pojechać samochodem. - No to mnie tam zawieź. - Mam dziesięć lat! Nie wolno mi prowadzić samochodu. Poza tym mama z tatą zabrali lexusa. - Opiekunka ma pojazd. Przyjechała nim tutaj. Możemy z niego skorzystać.

Rozdział 4. Chłopcy wychylili głowy zza rogu korytarza i omietli wzrokiem hol. Becky siedziała na kanapie i pisała esemesa, zaśmiewając się głośno. - Będzie to robić przez całą noc - mruknął Andre. Wskazał na leżącą na stoliku przy drzwiach frontowych torebkę. - Jej klucze są tam. Herobrine popchnął go w stronę holu. - Weź je i zawieź mnie do tej kapsuły. Andre popatrzył na niego ponuro. - Jak mnie przyłapie... Herobrine odwzajemnił się złowrogim spojrzeniem. - No to nie daj się przyłapać. Andre przemknął się cichcem przez hol do stolika. Spojrzał na Becky, ale była do niego odwrócona tyłem i nadal zajęta swoim telefonem. Sięgnął do otwartej torebki i chwycił klucze znajdujące się w środku. Wyciągał je powoli, usiłując robić to najciszej, jak potrafił. Zahaczyły o coś, więc pociągnął mocniej, a wtedy wypadły z głośnym brzękiem na blat stolika. Zamarł na chwilę, po czym zerknął na Becky. Patrzyła na niego, marszcząc brwi. - Co robisz? - spytała ostro. Pochwycił klucze, zacisnął je w dłoni tak mocno, że pobielały mu kostki, i wydukał: - Ja... Eee... Poderwała się z kanapy i ruszyła do niego. - Kradniesz moje pieniądze?! Spojrzał na trzymane w ręku klucze, a następnie ponownie na Becky. - Nie! Ja tylko... Herobrine skoczył dziewczynie na plecy i przygwoździł ją do podłogi. Zanim zdołała cokolwiek zrobić, owinął jej ręce i nogi taśmą izolacyjną. Becky zaczęła wrzeszczeć, ale zaraz umilkła, bo zakleił jej również usta. Herobrine wstał i spojrzał na Andrego. - Zużyłem na to dużo mniej taśmy niż na fort - oznajmił. Potem wyminął chłopca i otworzył drzwi frontowe. - Chodźmy! Andre stał jak skamieniały i patrzył na opiekunkę. Szamotała się w więzach i próbowała krzyczeć, ale taśma tłumiła jej głos. Nie mógł jej teraz uwolnić. Będzie musiał ją tak zostawić. Herobrine chrząknął. - Jeśli chcesz odzyskać swojego brata, zawieziesz mnie do kapsuły. Już! - nakazał. Andre wzruszył ramionami i uśmiechnął się przepraszająco do Becky. Potem wybiegł z domu i podążył za Herobrine’em na podjazd.

Rozdział 5. Notch zerknął na adres, który podał mu Josh, a następnie na tabliczkę z nazwą ulicy. W porządku, byli prawie na miejscu. Minął zakręt i musiał gwałtownie zjechać z drogi, żeby uniknąć zderzenia z pędzącym z naprzeciwka samochodem. - Fajnie! Wszyscy tutaj jeżdżą jak wariaci? Z głośnika telefonu, który miał w kieszeni, wydobył się głos Josha, tak jednak stłumiony, że jego odpowiedź była kompletnie niezrozumiała. Notch zaparkował wynajęty samochód przed trzecim domem za skrzyżowaniem. Wysiadł, wciągnął w płuca rześkie nocne powietrze, po czym wyjął z kieszeni iPhone’a w złotej obudowie. Z ekranu spojrzały na niego pikselowe oczy Josha. - Dojechaliśmy? - spytał chłopiec. Mężczyzna obrócił telefon wyświetlaczem w stronę domu. - To tutaj? - Tak. To mój dom. Chodźmy. - Myślę, że najlepiej będzie, jak sam wyjaśnię twoim rodzicom, co się stało. - Nieważne, co im powiesz, i tak będą wkurzeni. Ale możesz zrobić tak, że wrócę do swojego ciała, prawda? - Tak mi się wydaje. - Wydaje ci się?! - Ja to wiem. - No, to wszystko będzie w porządku. Notch podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek. W oknach widział światło, zatem nie obawiał się, że obudzi rodziców Josha. Odczekał dwie minuty i zadzwonił jeszcze raz. Po kolejnej minucie ponownie wyjął z kieszeni telefon. - Nikt nie otwiera - powiedział do twarzy na ekranie. Pikselowe brwi zmarszczyły się. - Powinni być w domu. Która godzina? -spytał Josh. Mężczyzna spojrzał na zegarek. - Dochodzi wpół do dziesiątej. - A jaki to dzień? - Piątek. - Pierwszy piątek miesiąca? Notch zastanowił się. - Tak - potwierdził. - Ach, to rodzice są w kinie. Wrócą późno. Ale w domu powinna być Becky. - A kto to taki? - Nasza opiekunka. Zadzwoń jeszcze raz. Mężczyzna wykonał polecenie i obaj czekali przez następne dwie minuty. - Jesteś pewien, że ona tutaj jest? - odezwał się Notch. - Tak. Na podjeździe powinien stać jej samochód.

- Nie ma tam żadnego samochodu. - No to gdzie ona się podziała? Notch rzucił okiem na okno po prawej stronie od wejścia. Było zaparowane i nie potrafił przez nie dostrzec niczego wewnątrz. Jednak szyba w górnej części drzwi była idealnie czysta. Spojrzał na twarz chłopca na ekranie smartfona. - Podniosę cię. Popatrzysz przez szybę i powiesz mi, co widzisz. Kiedy tylko uniósł telefon, usłyszał krzyk Josha: - Ona jest związana! - Co takiego?! - Becky leży na podłodze w holu i wygląda na to, że jest związana. Notch nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły. Otworzył je i niepewnie przekroczył próg. Leżąca na podłodze dziewczyna utkwiła w nim przerażony wzrok, a z jej zalepionych taśmą ust wydobył się pełen paniki bełkot. Mężczyzna podbiegł i przykucnął obok niej. - W porządku. Nie zrobię ci nic złego. Jednym ruchem zerwał taśmę z ust Becky. - Te małe łobuzy zabrały mój samochód... - urwała i skrzywiła się, bo receptory w jej mózgu wysłały sygnał bólu. - Auć! Notch zaczął szarpać więzy na jej nadgarstkach. - Wiesz, dokąd pojechali? - zapytał. - Założę się, że na wesołą wycieczkę. - Nic nie mówili? - Dziwnie się zachowywali. Josh mówił coś o jakiejś kapsule, o odzyskaniu brata... Nie wiem, co wykombinowali ci dwaj kretyni. Ale wiem, co im zrobię, jak ich dorwę! Notch zaprzestał odwijania taśmy. - Co zrobisz? - Najpierw zadzwonię po gliny. - Nie możesz tego zrobić. - Mężczyzna pokręcił głową. - A kim ty jesteś, żeby mi mówić, co mam robić? Notch przytrzymał jedną ręką nadgarstki Becky, a drugą z powrotem owinął wokół nich taśmę. Dziewczyna szamotała się wściekle. - Co ty wyprawiasz?! - wrzeszczała. - Nie mogę pozwolić, żebyś zadzwoniła na policję. Jeszcze nie teraz. Muszę go zatrzymać, zanim przejdzie przez portal. Słuchaj, przepraszam cię, ale to naprawdę jest bardzo ważne. Szarpnęła się, ale nic to nie dało. Była związana jeszcze mocniej niż przedtem. Notch podniósł kawałek przylepca i zbliżył go do twarzy Becky. - Przykro mi - mruknął. - Nie waż się... - zaczęła dziewczyna, ale jej słowa zostały stłumione taśmą, która ponownie zalepiła jej usta. Mężczyzna podniósł się i ruszył w stronę wyjścia, ale powstrzymał go głos dobywający się z jego kieszeni. - Zaczekaj! Zabierzmy jedną rzecz z mojego pokoju. Powinna się przydać. Notch wbiegł na górę i znalazł pokój chłopców. Spojrzał na stojącą na półce zabawkę i pokazał ją Joshowi. - O to ci chodziło? - Tak. Na pewno się przyda. Mężczyzna wzruszył ramionami.

- Spróbować nie zawadzi. Schował iPhone’a do kieszeni, chwycił zabawkę i zbiegł na dół. Kiedy mijał leżącą na podłodze opiekunkę, poruszyła się i coś wybełkotała. Odniósł wrażenie, że użyła wyrazów, które nie powinny nigdy paść z ust młodej damy.

Rozdział 6. Andre z duszą na ramieniu prowadził należącą do Becky toyotę. Ręce pociły mu się na kierownicy, serce waliło jak młotem. Miał dziesięć lat, nie miał prawa jazdy i nie wolno mu było poruszać się samochodem inaczej, jak tylko w towarzystwie dorosłych. Na dodatek dręczył go niepokój o brata. Na szczęście wszystkie godziny spędzone na graniu w komputerowe wyścigi samochodowe pozwoliły mu poradzić sobie z kierowaniem pojazdem. Zdołał utrzymać się na właściwym pasie i nie zwrócić na siebie uwagi załogi radiowozu, który minął ich na autostradzie. Zatrzymał toyotę przed miejscem pracy taty i wyłączył silnik. Na opustoszałym parkingu panowała cisza. Tak późno w nocy, na początku weekendu, w laboratorium nie było nikogo poza strażnikiem. Zdarzało się, że tata przyjeżdżał tu po godzinach, żeby dokończyć coś związanego z projektem. Ale dzisiaj tego nie zrobi. Jest z mamą w kinie i nie wyjdzie stamtąd wcześniej niż za dwie godziny. Budynek był masywny, dwupiętrowy. Miał pomalowane na biało ściany i okna z przyciemnianymi szybami. Mimo że mieściły się w nim rządowe laboratoria, nie był tak pilnie strzeżony jak zakłady, w których wdrażano produkcję wynalazków opracowywanych przez pana Hale’a i jego zespół. Tutaj prowadzili oni tylko badania naukowe. Zanim Andre i Herobrine rozpoczęli swoją serię przestępstw napaścią na opiekunkę i kradzieżą jej samochodu, chłopiec zabrał z teczki ojca kartę magnetyczną służącą do otwierania drzwi w tym budynku. Tata zawsze zostawiał teczkę ze wszystkim, czego potrzebował do pracy, w dolnej szufladzie biurka - każdy w domu o tym wiedział. Andre westchnął i przez szybę samochodu wskazał na wejście do białej budowli. - Kapsuła jest tam, w środku. Ale skąd mogę wiedzieć, że sprowadzisz mojego brata z powrotem? Herobrine spojrzał na niego z powagą. - Nie możesz. Musisz mi po prostu zaufać. Tego właśnie chłopiec się obawiał. Nie ufał Herobrine’owi. Nikt nie mógł mu ufać. Lecz czy Andre miał inny wybór, skoro chciał odzyskać brata? Zastanowił się nad tym. Herobrine w jakiś sposób zdołał zamienić się z Joshem na umysły. Ale czy będzie potrafił uczynić to ponownie? I czy w ogóle chce to zrobić? Może ma zupełnie inne plany, do których przeprowadzenia potrzebny jest mu dostęp do kapsuły wirtualnej rzeczywistości? Jeżeli jednak Andre mu nie pomoże, już nigdy nie zobaczy swojego brata. Chłopiec wiedział, że musi podjąć jakąś decyzję. I to zaraz. Nie pozostawało mu nic innego, jak uwierzyć, że kiedy Herobrine zostanie podłączony do kapsuły, odeśle Josha z powrotem. Otworzył drzwi samochodu. Żarówka nad lusterkiem oświetliła od góry twarz Herobrine’a. Wyglądał teraz złowrogo. Andre pomyślał o tym, kim jest osoba, która przejęła ciało jego brata, i głośno przełknął ślinę. Herobrine spojrzał na niego pytająco. - O co chodzi? Chłopiec odwrócił wzrok. - O nic. Idziemy.

Rozdział 7. Notch położył iPhone’a na desce rozdzielczej w taki sposób, żeby Josh mógł wyglądać przez przednią szybę. Chłopiec niczym GPS udzielał mu wskazówek, którędy ma jechać. - Skręć w lewo na ten parking. Mężczyzna wjechał na ciemny parking obok dwupiętrowego budynku. - Tam stoi samochód Becky! - zawołał podekscytowany Josh. Notch zatrzymał wynajęty wóz obok toyoty i zgasił silnik. Obaj patrzyli długo na oświetlone wejście do budynku. - W jaki sposób się tam dostaniemy? - zapytał twórca Minecrafta. Chłopiec miał już plan. Kiedy przedstawił go Notchowi, ten skinął głową i sięgnął po leżącą na siedzeniu pasażera zabawkę, którą zabrał z domu Josha. Był to robot RoboMe, z dwoma ruchomymi ramionami i kółkami zamiast nóg. Można nim było sterować za pomocą smartfona. Notch podłączył iPhone’a do odpowiedniego portu w obudowie zabawki. Od tej chwili Josh mógł ją kontrolować tak, jakby był jej mózgiem. Twarz awatara zamigotała dwukrotnie na ekranie telefonu, zanim połączenie obu urządzeń stało się stabilne. Pikselowe oczy zwróciły się w lewo, później w prawo. Ramiona robota uniosły się kolejno, zastępujące dłonie chwytaki wyprostowały się i ponownie zgięły. Podjechał w przód, a potem w tył. Wreszcie zakręcił i stanął naprzeciwko Notcha. - Tak lepiej - odezwał się głos z głośnika. -Nawet nie wiesz, jak trudno jest móc się tylko rozglądać. To tak, jakby cię ktoś wsadził razem z głową do słoika. Mężczyzna pochylił się i spojrzał RoboJoshowi w oczy. - Jesteś pewien, że to się uda? - Tak. Ty odwrócisz uwagę strażnika, a ja przejadę obok niego. Spotkamy się przy tylnych drzwiach. Wpuszczę cię do środka i już. Notch odetchnął głęboko. - Okej. To idziemy. Ruszył w kierunku wejścia do budynku. Josh jechał za nim. Silnik robota zaszumiał cicho, kiedy chłopiec zatrzymał go tuż przy oszklonych drzwiach. Mężczyzna zerknął na niego niepewnie. - Nigdy nie robiłem niczego podobnego. Co mam powiedzieć strażnikowi? - Nie wiem. Zapytaj, czy możesz skorzystać z łazienki albo coś w tym stylu. Notch skinął głową i zapukał w szybę. Siedzący za biurkiem mężczyzna w stroju ochroniarza spojrzał na niego sponad czasopisma, po czym podniósł się, podszedł do drzwi i uchylił je odrobinę - W czym mogę pomóc? - zapytał. Notch uśmiechnął się nerwowo i skrzyżował nogi. - Czy mógłbym skorzystać z toalety? Strażnik pokręcił głową. - Przykro mi, proszę pana. Nie mogę pana wpuścić. - A czy mógłby mi pan wobec tego powiedzieć, gdzie znajdę toaletę? Ochroniarz otworzył szerzej drzwi i wyszedł na próg. - Pojedzie pan kawałek dalej tą drogą. Tam jest restauracja otwarta dwadzieścia cztery

godziny na dobę. Szpara w drzwiach była na tyle szeroka, że Josh mógł się wślizgnąć do środka. Podjechał robotem do przodu i zatrzymał się gwałtownie, kiedy strażnik cofnął się i zablokował nogą wejście. Notch wskazał dłonią w niewłaściwym kierunku. - Tędy? Ochroniarz westchnął ze zniecierpliwieniem i ponownie wyszedł na próg. - Nie. Tędy - pokazał. Robot przemknął pomiędzy jego nogami i szybko przejechał połowę holu. Strażnik cofnął się do wnętrza. Josh zatrzymał się, by odgłos silnika i kółek toczących się po posadzce nie przyciągnął uwagi ochroniarza. Usłyszał trzask zamykanych drzwi. Niedobrze. Jeżeli mężczyzna się odwróci, może dostrzec robota. Notch zapukał ponownie w szybę i strażnik otworzył drzwi. - A nie wie pan, czy w tej restauracji można zjeść rybę? Kiedy lekko już poirytowany ochroniarz odpowiadał, Josh dojechał do końca holu i zniknął za rogiem. Notch zakończył rozmowę i odszedł. Strażnik zamknął drzwi i wrócił do biurka. Robot z cichym szumem silnika mknął korytarzem, zmierzając w stronę tylnego wejścia do budynku. Kiedy już dotarł do celu, Josh zatrzymał go i spojrzał na klamkę. Znajdowała się zbyt wysoko, by mógł do niej dosięgnąć. Rozejrzał się dokoła i zobaczył plastikowe wiadro na kółkach, z którego wystawał w górę kij od mopa. Zastanowił się, jak je wykorzystać do otwarcia drzwi. Po chwili miał już pomysł. Powinno się udać. Podjechał do wiadra i spróbował je popchnąć. Było wypełnione brudną wodą, więc ciężkie, ale zdołał je przesunąć. Wziął rozpęd i uderzył w nie mocniej. Ruszyło gwałtownie z miejsca i zatrzymało się na futrynie drzwi. Kij od mopa uderzył w klamkę. Drzwi otworzyły się, uruchamiając alarm.

Rozdział 8. Przeraźliwe dzwonienie wystraszyło Josha, który obrócił robotem w miejscu, nie wiedząc, dokąd uciec. Wtedy w drzwiach pojawił się Notch. Złapał w biegu robota i popędził w głąb korytarza. Zdążył wpaść do pustego boksu biurowego, zanim światło latarki omiotło miejsce, w którym przed chwilą się znajdował. Wyjrzał ostrożnie spoza przepierzenia i obserwował strażnika przyglądającego się przewróconemu mopowi oraz wiadru z wodą. Ochroniarz zresetował alarm i hałaśliwe dzwonienie ustało. Dwukrotnie pchnął ręką drzwi, by upewnić się, że zostały dobrze zamknięte, po czym poczłapał z powrotem do recepcji, mamrocząc pod nosem coś na temat bezustannego przeszkadzania mu w rozwiązywaniu jego ulubionych krzyżówek. Kiedy światło latarki strażnika oddaliło się na bezpieczną odległość, Notch postawił Josha na podłodze. - No to którędy do laboratorium twojego taty? - zapytał szeptem.

Rozdział 9. Andre siedział przy superkomputerze sterującym kapsułą. Połączył ją z serwerem, którego adres IP podał mu Herobrine. Nie był to jednak ten adres, z którego chłopcy skorzystali poprzednim razem. Coś było nie w porządku. Andre obawiał się, że Herobrine go oszukał i wcale nie zamierza oddać mu brata. Usłyszał za plecami jakiś chrobot i piski. Odwrócił się i zobaczył, jak do laboratorium wjeżdża zabawka RoboMe z przymocowanym do niej złotym smartfonem. Na wyświetlaczu widniała kanciasta twarz minecraftowego awatara. Robot zatrzymał się. Oczy awatara skierowały się w górę, a na ustach pojawił się uśmiech - Hej, Andre! Chłopiec omal nie spadł z krzesła. Zabrzmiało to jak głos Josha. Ale gdzie on był? RoboMe podjechał bliżej. - To ja - oznajmił głos. Andre podniósł zabawkę i przyjrzał się uważnie pikselowej twarzy. - Josh? Awatar nie przestawał się uśmiechać. - Tak, Andre. To naprawdę ja. - Ale skąd się tu wziąłeś? - Ja go przywiozłem - powiedział mężczyzna, który stanął w drzwiach. Chłopiec podskoczył i o mało co nie upuścił robota. - Kim... Kim pan jest? Mężczyzna uśmiechnął się. - Nazywam się Notch. Andre gapił się na niego przez chwilę, po czym przeniósł wzrok na wyświetlacz smartfona. Nie mógł się otrząsnąć ze zdumienia. - Czy to on wydostał cię z Netheru? - zapylał Josha. Notch wszedł do pomieszczenia. - Nie mamy teraz czasu na wyjaśnienia. Gdzie Herobrine? Andre wskazał zamkniętą kapsułę. - W środku. Czoło mężczyzny przecięła głęboka zmarszczka. - Dokąd go wysłałeś? Andre podał mu żółtą samoprzylepną karteczkę z adresem IP. Notch rzucił na nią okiem, a następnie popatrzył na kapsułę. - Jak długo tam jest? - Jakieś pięć minut. Mężczyzna spojrzał na sufit laboratorium. - Spędził tam około pięćdziesięciu lat, a świat się jeszcze nie zawalił. Może więc mamy trochę czasu. Andre podniósł się z krzesła. - Czasu? Na co? Notch patrzył na niego z powagą.

- Miejsce, do którego wysłałeś Herobrine’a, to świat, jaki zbudowałem w Internecie. Po klęsce, którą poniosłem, próbując osobiście stworzyć inteligentną postać niezależną, wiedziałem już, że nie da się do tego dojść na skróty. Zaprojektowałem więc kopię naszego własnego świata, żeby umożliwić postaciom tworzenie samych siebie oraz samodzielne rozwijanie się od podstawowych programów logicznych po świadome, myślące byty. To miały być najlepsze postacie ze sztuczną inteligencją, jakie kiedykolwiek zostały stworzone. Zastanawiałem się nad włączeniem ich do Minecrafta w wersji dla pojedynczego gracza. To by wprowadziło do gry nieosiągalny wcześniej poziom realizmu. Losowo generowane miasta, zaludnione żyjącymi w nich bohaterami, z którymi gracz mógłby nawiązać kontakt... To miało być moje największe dzieło. Andre zamyślił się. - Ale jeśli on wszedł do kapsuły pięć minut temu, to dlaczego pan powiedział, że jest tam już pięćdziesiąt lat? Twarz twórcy Minecrafta posmutniała jeszcze bardziej. - Jak mówiłem, nie da się dojść na skróty do stworzenia sztucznego życia. Co nie znaczy, że nie próbowałem. Przyspieszyłem zegar programu, żeby postacie mogły ewoluować szybciej. Nie chciałem siedzieć bezczynnie i czekać w czasie rzeczywistym, aż staną się tak samo bystre jak my. Ale nie chciałem też za bardzo tego przyspieszać, bo wtedy nie mógłbym śledzić ich postępów... Krótko mówiąc, każda minuta naszego czasu to w tamtym wymiarze dziesięć lat. Andre spojrzał na kapsułę i serce zabiło mu mocniej. - Herobrine jest w pana świecie już od pięćdziesięciu lat? Notch przytaknął. - I co on tam robi przez cały ten czas? - Tamten wymiar jest podłączony do sieci na podstawowym poziomie. Skoro Herobrine zdołał się do niego przedostać, może teraz uzyskać dostęp do dowolnego łączącego się z Internetem systemu w świecie rzeczywistym. - To znaczy, że może przejąć wszystkie komputery w naszym świecie? - Tak. - Dlaczego pan to zrobił?! Mężczyzna bezradnie wzruszył ramionami. - Potrzebowałem rozproszonej mocy obliczeniowej, żeby stworzyć wiarygodny świat dla żyjących w nim postaci. Josh podjechał do niego robotem. - Musimy dopaść Herobrine’a, zanim to zrobi. Notch spojrzał w dół. - Żeby go powstrzymać, będziecie musieli pójść za nim do tamtego wymiaru. Teraz, kiedy już się tam znalazł, nie damy rady zrobić tego z zewnątrz. Pikselowe brwi awatara zmarszczyły się. - No to znajdźmy dwa komputery i gońmy go! Mężczyzna pokręcił głową. - Nie zdążycie. System działa zbyt szybko. Musielibyście połączyć się z nim bezpośrednio, na poziomie fal mózgowych. Andre wskazał na kapsułę. - Mamy tu urządzenie jedyne w swoim rodzaju. - Co jest jedyne w swoim rodzaju? Głos dobiegał od strony drzwi. Odwrócili się wszyscy trzej i ujrzeli stojącą w progu Suzy.

Dziewczynka przechyliła głowę w bok. - Co wy tutaj robicie? - Wskazała na Notcha. - I kto to jest? Andre przyskoczył do niej. - Jak tu weszłaś?! Suzy wzięła się pod boki. - Ja pierwsza zapytałam! Chłopiec obejrzał się na Notcha. Mężczyzna wzruszył ramionami, po czym rozłożył ręce. Andre przeniósł wzrok na koleżankę. - Dobra. Umiesz dochować tajemnicy?

Rozdział 10. Suzy w skupieniu wysłuchała ich wyjaśnień, po czym pochyliła się, żeby spojrzeć na twarz widniejącą na ekranie iPhone’a zatkniętego na czubku RoboMe. - Czyli to jest prawdziwy Josh? I naprawdę utknął w świecie Minecrafta w tym telefonie? Andre ukląkł obok robota i popatrzył na dziewczynkę. - Naprawdę. A ten, co chciał z tobą dzisiaj walczyć, to był Herobrine. Pomyślała chwilę. - I żeby go powstrzymać, trzeba przenieść się do tego nowego wymiaru? Zanim Herobrine opanuje komputery w naszym świecie i zniszczy ludzkość? To jedyny sposób? RoboJosh przetoczył się tam i z powrotem. - Tak, tak i tak! - Czy on naprawdę może uzyskać dostęp do dowolnego komputera w świecie rzeczywistym z poziomu tamtego świata? Tym razem przytaknął Notch. - Jeżeli komputer jest podłączony do Internetu, to Herobrine może się do niego dostać. Mając wystarczająco dużo czasu, przejmie kontrolę nad satelitami, elektrowniami, a nawet pociskami nuklearnymi. Jak długo tam przebywa, nasz świat nie jest bezpieczny. Suzy uśmiechnęła się. - No to chodźmy. Andre zmarszczył brwi. - My? O czym ty mówisz? - Pytałeś, skąd się tu wzięłam. Często tu przychodzę. Znam Matta, tego ochroniarza, przynoszę mu krzyżówki. Pozwala mi czasem pograć na superkomputerze. Wiesz, że mój tata pracuje nad projektem podobnym do tego tutaj. I ma już dwa gotowe do przetestowania hełmy wirtualnej rzeczywistości. Sterowane falami mózgowymi. Możemy ich użyć, żeby dostać się do tamtego wymiaru. Będziemy działać z prędkością myśli, więc powinniśmy nadążyć za przyspieszonym czasem. Notch zamachał rękami. - Nie mogę cię tam wysłać! Posłanie Josha i Andrego jest już wystarczająco ryzykowne. Nie zamierzam narażać na niebezpieczeństwo nikogo więcej! Dziewczynka spojrzała na niego z politowaniem. - Ryzykowne jest wysyłanie tych dwóch cieniasów beze mnie. Tamten świat jest oparty na Minecrafcie, prawda? Skinął głową. - Jestem lepszym graczem niż oni obaj razem wzięci. Byłby pan głupi, gdyby mnie pan nie wysłał. Poza tym hełmy należą do mojego taty. Jeśli ja nie mogę pójść, to nikt nie pójdzie. Andre chwycił koleżankę za ramiona i popatrzył jej w oczy. - Wiesz, że będziemy musieli ryzykować życie? Odpowiedziała twardym spojrzeniem. - Wiem. A beze mnie wy, chłopaki, nie macie żadnych szans! Andre zerknął błagalnie na Notcha. Mężczyzna wzruszył ramionami. - Ona ma rację. Mogę wysłać Josha bezpośrednio z telefonu, a was jest dwoje i hełmy też są

dwa. Jeśli wyruszycie całą trójką, będziemy mieć większe szanse na powstrzymanie Herobrine’a. Josh podjechał robotem do ich stóp. - No to ustalone. Idziemy wszyscy razem.