wotson

  • Dokumenty43 353
  • Odsłony2 058 544
  • Obserwuję1 386
  • Rozmiar dokumentów64.9 GB
  • Ilość pobrań1 547 045

Sławomir Koper - Życie prywatne i erotyczne w starożytnej Grecji i Rzymie

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :6.3 MB
Rozszerzenie:pdf

Moje dokumenty

wotson
EBooki - alfabetycznie, wg imion
S

Sławomir Koper - Życie prywatne i erotyczne w starożytnej Grecji i Rzymie.pdf

wotson EBooki - alfabetycznie, wg imion S Sławomir Koper
Użytkownik wotson wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 52 osób, 37 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 222 stron)

Spis treści OBYCZAJE EROTYCZNE I RODZINNE W STAROŻYTNEJ GRECJI Miłość grecka Małżeństwo, kobieta, rodzina WOJNA O PIĘKNĄ KOBIETĘ Przekleństwo rodu Atrydów Parys i Helena Achajowie idą na wojnę Oblężenie Troi Odyseusz w akcji Krwawe dzieje Myken Rozterki Odyseusza TYRANOBÓJCY I KURTYZNY Miłość nie jedno miała imię Ateńska demokracja Perykles i Aspazja NA MACEDOŃSKIM DWORZE Filip i Olimpias Aleksander Zemsta odtrąconego kochanka SIOSTRA ALEKSANDRA MACEDOŃSKIEGO Aleksander – król Epiru Kleopatra Królowa i mężczyźni Samotność w Sardes W RODZINACH LAGIDÓW I SELEUKIDÓW Obyczaje małżeńskie władców Egiptu Kleopatra II i jej bracia Matka i córka Krwawe dzieje Seleukidów Egipskie księżniczki KLEOPATRA Ambicje Bereniki Cezar i Kleopatra Romans z boginią Marek Antoniusz Akcjum OBYCZAJE RODZINNE I EROTYCZNE W RZYMIE OD CZASÓW NAJDAWNIEJSZYCH DO UPADKU REPUBLIKI Kult falliczny nad Tybrem Cenzorzy i rozwodnicy Homoseksualizm po rzymsku Poeci i kurtyzany

Miłość i polityka Miłość grecka nad Tybrem RZYM MITYCZNY Eneasz i Dydona Trojanie w Italii Romulus i Remus Porwanie Sabinek Rzym pod władzą królów SCHYŁEK REPUBLIKI Problemy domowe Cycerona Klodia i Katullus Fulwia i Marek Antoniusz Śmierć Cycerona Ambicje Fulwii LIWIA I AUGUST Małżeństwa Oktawiana Liwia Julia, córka Augusta Wygnanie Julii Wnukowie Augusta Tyberiusz MIŁOŚĆ, SEKS I RODZINA W CZASACH CESARSTWA Reformy Augusta Owidiusz i „Sztuka kochania” Dynastia julijsko-klaudyjska Nowoczesne małżeństwa Kościół, rodzina i seks w czasach późnego cesarstwa Zbrodnia na cesarskim dworze Synowie Konstantyna Wielkiego W RODZINIE CESARSKIEJ Germanik Sejan i Liwilla Kaligula Śmierć Mesaliny Klaudiusz i Agryppina Matka i syn Poppea Sabina RODZINA SEWERÓW Julia Domna Karakalla Heliogabal Cesarz Aleksander Sewer CESARZOWA I BARBARZYŃCY Potomkowie Teodozjusza Wielkiego Galla Placydia i Wizygoci Aecjusz Ostatnia cesarzowa

JUSTYNIAN I TEODORA Bałkańska dynastia Niedyskrecje kronikarza Kariera Teodory Nika! Amalasunta, królowa Gotów WYBRANA BIBLIOGRAFIA Źródła Opracowania

OBYCZAJE EROTYCZNE I RODZINNE W STAROŻYTNEJ GRECJI Miłość grecka Kultura helleńska rozwijała się przez kilkanaście wieków. W swoich dziejach Grecja przeżywała gwałtowne zmiany polityczne, które wywarły wpływ na panujące obyczaje, a także na rolę kobiet w społeczeństwie. Kobiety zajmowały bez wątpienia najsilniejszą pozycję w państwie minojskim na Krecie. Zachowane zabytki kultury materialnej wskazują na to jednoznacznie, zwłaszcza zaś malowidła z pałacu w Knossos. Wynika z nich, że kobiety uczestniczyły niemal we wszystkich przejawach życia publicznego. Na równi z mężczyznami brały czynny udział w kultach religijnych, w życiu towarzyskim i w zabawach sportowych. Nigdzie poza Kretą nie spotkamy tak wyraźnie poświadczonego ich udziału w życiu codziennym. Na zachowanych malowidłach możemy na przykład zobaczyć zamożną panią udającą się w lektyce samotnie (jeżeli nie liczyć niewolników) z wizytą, czy też dziewczęta, skaczące — tak samo jak mężczyźni — przez rozpędzone byki. Również epoka mykeńska na swój sposób (czasy wojny trojańskiej) zarezerwowała więcej swobody dla płci pięknej. Poematy Homera wspominają o aspektach życia niedostępnych dla kobiet z czasów Peryklesa. Ówczesne malowidła przedstawiają damy wyruszające nawet rydwanem na polowanie. Zmiany polityczne, jakie nastąpiły u schyłku epoki mykeńskiej, pociągnęły za sobą znaczne przeobrażenia w życiu codziennym, a co za tym idzie — w obyczajach rodzinnych. Napływ nowych plemion greckich (tzw. Dorów), znajdujących się na niższym szczeblu rozwoju kulturowego, spowodował podporządkowanie kobiety woli mężczyzny. Co więcej, przybysze przynieśli ze sobą nowe obyczaje seksualne, a zwłaszcza zamiłowanie do pederastii. Homoseksualizm jest najważniejszym problemem, z jakim spotyka się badacz obyczajowości greckiej. Z dzisiejszego punktu widzenia poglądy Greków na pederastię mogą się wydawać skandaliczne. Warto jednak pamiętać, że tzw. miłość grecka nie była przypisana jedynie pewnej grupie czy też klasie społecznej. Moda na nią utrzymywała się przez wiele pokoleń i znalazła swoje uzasadnienie ideologiczne. Co więcej, pederastia zdominowała nie tylko życie obyczajowe, ale również kulturę Grecji. U podstaw homoseksualizmu greckiego leżał podział życia codziennego na sferę męską i żeńską. Życie kobiety zostało praktycznie ograniczone do wyznaczonej części domostwa, w której stale przebywała, zarządzając sprawami typowo domowymi, takimi jak nadzór nad służbą, wychowanie dzieci, wyrób szat itp. Rzadko pojawiała się na ulicy, zawsze w odpowiednim stroju i z zasłoniętą twarzą. Oczywiście musiała jej towarzyszyć przyzwoitka. Młodym kobietom wręcz zalecano, by unikały opuszczania domu. Według moralistów epoki niewiasta miała pełne prawo pojawiać się publicznie dopiero wówczas, gdy osiągnęła stosowny wiek. A najbardziej wskazane było, by małżonka odczekała tak długo, żeby przechodnie pytali, czyja to jest matka, nie żona. W takiej sytuacji życie publiczne mogło się wydawać pozbawione elementu żeńskiego. W większości państw greckich powstałą lukę wypełniała zalegalizowana prostytucja. Oczywiście w obrębie tego zawodu istniało ogromne zróżnicowanie. Oprócz tanich prostytutek, dostępnych za przysłowiowego obola (najniższa moneta w Grecji), nie brakowało luksusowych kurtyzan,

doskonale wykształconych, o idealnej urodzie. Społeczeństwo greckie doceniało ich „higieniczną” rolę w życiu mężczyzn. Dobrze rozumiano, że wierność jednej kobiecie jest dla zdrowego mężczyzny czystą abstrakcją. Jednak wbrew pozorom akceptacja płatnej miłości wynikała z szacunku i powagi (!!!), jakimi Grecy darzyli instytucję małżeństwa. Do ich poglądów idealnie pasuje dziewiętnastowieczne powiedzenie, że „nie należy robić z żony kochanki ani z kochanki żony”. Atmosferę sprzyjającą takim poglądom doskonale oddaje opinia Montaigne’a: „Koligacje i majętności wchodzą tu w rachubę tyleż i albo więcej, co uroda i powaby. Mimo wszystko co mówią, nie żeni się człowiek dla siebie, żeni się tyleż, albo i więcej dla potomstwa, dla rodziny. Toteż kazirodztwem jest jakoby, aby w owym czcigodnym i świętym powinowactwie oddawać się wybrykom i rozpasaniu swawoli miłosnej [.. ]. Dobre małżeństwo, jeśli bywa takie, uchyla się od kompanii i kondycjom miłości [.. ]” [1]. [1] – M . d e M o n t a i g n e , Próby, Warszawa 1957, s. 84-85. Nic więc dziwnego, że namiętność znajdowała upust w ramionach kurtyzan. Kobieta grecka, przebywając w wydzielonej na jej potrzeby części domu, nie miała możliwości kontaktów z mężczyznami. To automatycznie ograniczało liczbę zdrad małżeńskich. Ujście popędu zapewniała płatna miłość i społeczeństwo akceptowało ten stan rzeczy. Kurtyzany mogły być partnerkami seksualnymi, ale związki z nimi nie stwarzały więzi emocjonalnej. Jeżeli zdarzały się takie wypadki, na ogół dotyczyły młodzieńców. Gdzie zatem mieli lokować swoje uczucia dorośli mężczyźni? Jeśli unikali tego w domu, a prostytutki jedynie zaspokajały ich popęd seksualny, pozostawały im tylko związki homoseksualne. Społeczeństwo greckie było wspólnotą mężczyzn. Mężczyźni spędzali czas we własnym gronie, a jeżeli towarzyszyły im jakieś kobiety, to wyłącznie kurtyzany, tancerki, fletnistki, czyli panie spoza nawiasu społeczeństwa. Można było z nimi przebywać, odczuwać do nich namiętność fizyczną, zaspokajać pożądanie, ale kochać, obdarzać miłością i jednocześnie dochodzić do fizycznego spełnienia, to już wykraczało poza ówczesne normy obyczajowe. Pozostawali więc inni mężczyźni, a właściwie młodzieńcy dopiero wchodzący w życie. Chłopcy byli zresztą do tego przygotowywani od najmłodszych lat. System wychowania greckiego opierał się na segregacji płci i młodzież męska spędzała czas wyłącznie w swoim gronie. Kult sprawności fizycznej, w połączeniu z obsesyjnym upodobaniem nagości, musiał budzić zainteresowania homoseksualne, a że w pobliżu przebywali jedynie osobnicy tej samej płci, popęd seksualny znajdował ujście wśród nich. Inna sprawa, że nie można wszystkiego zrzucać na segregację płci w procesie wychowawczym. Tłumaczy to zjawisko homoseksualizmu w Atenach, ale przecież w Sparcie niezamężne dziewczęta chodziły po ulicach nago, a pederastów było więcej niż w mieście Peryklesa. Co więcej, pederastia w Sparcie stanowiła znaczny problem społeczny. Jego przyczyny należy upatrywać w tym, że tamtejsi mężczyźni byli bardziej niż inni narażeni na pokusy homoseksualne. Po zakończeniu bowiem szkolenia wojskowego przez dziesięć lat (od dwudziestego do trzydziestego roku życia) pozostawali skoszarowani. W tym czasie nie mogli zakładać rodzin i przebywali wyłącznie w męskim gronie. Nie mieli więc okazji widywać dziewcząt, a naturalne potrzeby musiały znaleźć ujście. Onanizm nie był specjalnie rozpowszechniony, możliwe zresztą, że dojrzałym mężczyznom już nie wystarczał. Często zwraca się uwagę na militarne pochodzenie homoseksualizmu greckiego. Szczególnie w początkowym okresie uchodził on za formę „przyjaźni żołnierskiej”, a przecież państwa greckie ciągle toczyły ze sobą wojny. Przez wieki armia grecka była opanowana przez pederastów i nie wpływało to bynajmniej na obniżenie jej sprawności bojowej. Co więcej, oddziały zdominowane przez homoseksualistów należały do najwaleczniejszych. Świadczy o tym przykład tzw. świętego hufca tebańskiego. Oddział ten, złożony wyłącznie z pederastów, był najdzielniejszą jednostką liniową wojsk greckich. Jego męstwo (oczywiście wraz z umiejętnościami dowódczymi) zapewniło Tebom zwycięstwo nad Spartą i hegemonię w Grecji. Nowatorski szyk uderzeniowy wynalazł gorący orędownik homoseksualizmu, Pammenes. Zaproponował on, by kochankowie walczyli bezpośrednio przy sobie. Przed rozpoczęciem starcia partnerzy zajmowali miejsca tak blisko siebie, że ich tarcze i hełmy się

stykały. Dodawało im to wzajemnie otuchy podczas walki i wzmagało odwagę osobistą. Z czasem okazało się, że tebańscy pederaści potrafią nie tylko walczyć i zwyciężać, ale również umierać. W zwycięskiej bitwie pod Mantineją w 362 r. p.n.e. poległ znakomity strateg Epaminondas wraz ze swoim kochankiem; obaj zostali pochowani we wspólnej mogile. Dwadzieścia cztery lata później, pod Cheroneją, rozegrała się ostatnia bitwa o niezależność Grecji. Naprzeciwko wojsk macedońskich stanęły oddziały tebańskie i ateńskie. Na czele Tebańczyków wyszedł w pole „święty” hufiec. Jego członkowie złożyli przysięgę, że zwyciężą lub zginą. Bitwę wygrali Macedończycy, a hufiec dotrzymał przysięgi: wojownicy padli do ostatniego. Wspominam o tym, aby wykazać, że wbrew obiegowym współczesnym poglądom na pederastię, greccy homoseksualiści potrafili być twardymi żołnierzami o nieulękłym sercu. Współcześnie obraz pederasty kojarzy się ze zniewieścieniem, przesadną delikatnością czy wręcz nadwrażliwością. Dwadzieścia wieków temu homoseksualista był odważnym wojownikiem, który nie wahał się złożyć ojczyźnie w ofierze własnego życia. Zresztą potoczne opinie na temat zewnętrznych przejawów pederastii zdecydowanie odbiegają od rzeczywistości. Średniowiecze i związany z nim etos rycerski kojarzą się nam z męską siłą. Można wręcz odnieść wrażenie, że była to epoka stworzona dla prawdziwych mężczyzn, których maskulinizm wprost wyciekał ze zbroi. Tymczasem, choć zakutych w stal pederastów było niewielu, w życiu codziennym zachowywali się oni niekiedy dziwnie. Trudno sobie wyobrazić Zawiszę Czarnego umalowanego niczym dwudziestowieczna tania prostytutka. A tak było! Na przełomie czternastego i piętnastego wieku rycerze nosili pstrokate stroje, zdobione obficie perłami i złotogłowiem, tak obcisłe, że już po krótkim marszu tracili oddech lub dostawali mdłości. Obowiązywały fryzury z pasmami włosów na przemian lokowanych i prostych. Kształt i kolor bród (często sztucznych!) zmieniano w zależności od okazji. Policzki i czoło traktowano bielidłem, brwi czerniono. Paznokcie wypadało nosić gładko przycięte i pomalowane na wiele kolorów. Co więcej, barwiono nawet zęby!!! A jednak ludziom tym nikt nie odmawiał osobistej odwagi. Po prostu taka była moda i nie dopatrywano się w tym zniewieścienia obyczajów. Stąd też nie dziwmy się, że pederaści greccy uchodzili za doskonałych żołnierzy. W tej epoce upodobania erotyczne nie miały wpływu na osobiste męstwo czy też sprawność fizyczną. Bardzo szybko praktykę życiową podniesiono do rangi filozofii, stwierdzono bowiem dobroczynne działanie pederastii w systemie wychowawczym. Związek emocjonalny dojrzałego mężczyzny i dorastającego chłopca łatwo mógł doprowadzić do wykształcenia takich uczuć, jak: odwaga, honor, poczucie obowiązku czy wierność ojczyźnie. Nie dziwi to, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że wychowawcy i nauczyciele młodzieży byli niewolnikami pochodzącymi z różnych stron świata. Od kogóż więc mieli się uczyć chłopcy właściwych zasad postępowania, jeśli nie od rodowitych obywateli własnego kraju? Przepisy prawne zalecały, aby związek mężczyzny i młodzieńca nie wykraczał poza kontakt emocjonalny, platoniczny. Prawodawca ateński Solon zakazał mężczyznom wstępu do szkół chłopięcych i miejsc ćwiczeń gimnastycznych. Okazało się jednak, że zakazu tego nie sposób wyegzekwować. Mężczyźni tłumnie nawiedzali szkoły chłopców, poszukując dla siebie partnerów. Platon opowiada, jak to Ateńczycy (z Sokratesem na czele) przychodzili podziwiać ćwiczenia szczególnie urodziwego młodzieńca. I nie był to bynajmniej zachwyt aseksualny. Stało się regułą, że właśnie w takich miejscach nawiązywano pierwsze znajomości. Mężczyzna okazywał chłopcu względy i jeżeli ten na nie odpowiadał, powstawał związek intymny. W założeniu miał on być czysty i pozbawiony elementu seksualnego. W praktyce jednak przyjaźń niemal od razu przeradzała się w związek erotyczny. Warto podkreślić, że chodziło o kontakty e r o t y c z n e , a nie seksualne. Od tych drugich były kurtyzany, od płodzenia zaś dzieci — małżonki. Związek oparty na uczuciu, przyjaźni i namiętności (czyli zasługujący na miano erotycznego) uzyskiwał pełnię dopiero w kontaktach z

osobnikiem tej samej płci. Jeden z autorów starożytnych wyraził to w sposób następujący: „Miłość bowiem, kiedy pochwyci młodą i pełną zalet duszę, poprzez przyjaźń doprowadza ją do doskonałości” [2]. [2] – P l u t a r c h z C h e r o n e i , Dialog o miłości erotycznej, 750 D, [w:] P l u t a r c h, Moralia, Wrocław 1954. Za ideał uchodziła więc głęboka przyjaźń między partnerami, której naczelnym zadaniem było wprowadzenie chłopca w życie publiczne. Realizacja tego założenia wyglądała różnie, o czym świadczą wręcz drakońskie kary za uwodzenie nieletnich czy gwałt. Państwa greckie nie mogły oficjalnie popierać pederastii ze względów demograficznych. Z jednej strony Grecja nie była w stanie wyżywić nadmiernej liczby ludności, co spowodowało kontrolę urodzeń, z drugiej jednak upowszechnienie homoseksualizmu groziło wręcz wyludnieniem. A w czasach kiedy toczyły się nieustanne wojny, odrobienie poniesionych w nich strat należało do czołowych obowiązków obywateli. Jak zawsze i wszędzie jednak, co innego stanowiły przepisy czy zalecenia, a zupełnie inaczej wyglądała praktyka życiowa. Zresztą prawodawcy też nie pozostawali obojętni na wdzięki chłopców. Któż więc miał egzekwować prawo? Ludzie, którzy sami wzięli pod opiekę młodzieńców i bynajmniej nie zamierzali poprzestać na związku platonicznym? Warto zwrócić uwagę na pewien znamienny szczegół. Określenie „miłość” miało w Helladzie zabarwienie niemal wyłącznie homoseksualne. Według Greków pederastia była czymś tak wzniosłym, że tylko jej przysługiwało podobne wyróżnienie. Znakomity dramatopisarz Ajschylos w żadnym ze swoich dzieł nie opisał uczucia kobiety i mężczyzny. A związek dwóch pederastów — owszem. W Myrmidionach odmalował piękną i gorącą miłość Achillesa i Patroklosa. Chociaż tradycja mówiła jedynie o wielkiej przyjaźni (w Iliadzie czy Odysei nie znajdziemy najmniejszej wzmianki o homoseksualizmie), to dla Ateńczyka z okresu klasycznego było oczywiste, że dwaj młodzieńcy nie mogli się przyjaźnić bez podtekstu erotycznego. Skoro istniał między nimi związek dusz, musiał również istnieć związek ciał! Spośród zabytków kultury materialnej zachowanych do naszych czasów szczególną uwagę zwracają malowidła na wazach. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wizerunki nagich młodzieńców wiążą się z rozpowszechnionym w Grecji kultem sprawności ciała, ale zamieszczone dedykacje rozwiewają wszelkie wątpliwości. Malowidła te są hołdem złożonym pięknym chłopcom, wyrazem uczuć artystów lub zamawiających rysunki, a najprawdopodobniej i jednych, i drugich. Jakże inaczej możemy teraz spojrzeć na słynne rzeźby okresu klasycznego. Widzimy bowiem, że poszukiwanie doskonałych proporcji ciała męskiego szło w parze z uwielbieniem młodzieńczej urody, związanym z upodobaniami erotycznymi Greków. Małżeństwo, kobieta, rodzina Życie erotyczne Greków nie kończyło się oczywiście na pederastii. Mimo zdecydowanych preferencji homoseksualnych w centrum uwagi Hellenów pozostawały rodzina i małżeństwo. Precyzując prawa kobiety w życiu rodzinnym, można stwierdzić, że miała ona do powiedzenia tylko tyle, na ile pozwolił jej mąż. W praktyce jednak mężczyźni spędzali większość czasu w mieście, co oznaczało powierzenie domu żonie. Przygotowywano do tego kobietę od najmłodszych lat, cały proces wychowawczy ukierunkowując na uczynienie z niej wzorowej gospodyni. Dziewczyna pobierała nauki w miejscu zamieszkania, a podstawowe umiejętności przekazywały jej matka, babka i służące. Męża wybierał jej ojciec. Jeżeli już nie żył, zastępował go w tym brat, kuzyn lub inny opiekun

prawny. Dziewczyny w ogóle nie pytano o zgodę. Jej dobra wola wcale nie była potrzebna! Małżeństwo zawierano głównie ze względu na przyszłe potomstwo oraz tradycję (życie zgodne z obyczajami przodków). W Sparcie bezżenni mężczyźni, którzy osiągnęli określony wiek, podlegali karom osobistym, a niezależnie od tego musieli raz do roku obchodzić nago centrum miasta, śpiewając urągliwe dla siebie piosenki. W Atenach kar nie przewidywano, lecz presja społeczna była tak duża, że małżeństwa zawierali praktycznie wszyscy. W zależności od lokalnych obyczajów ustalano różne granice wieku dla chętnych do zmiany stanu cywilnego. Na ogół uznawano, że minimalny wiek dla dziewcząt wynosi dwanaście lat, ale z reguły odczekiwano z zawarciem związku do piętnastego roku życia. Bardziej tradycje lokalne różnicowały wiek kandydatów na mężów. Wspólny jednak dla całej Grecji był wymóg, aby mężczyzna przed założeniem rodziny ukończył edukację państwową (tzn. osiągnął dwadzieścia lat). Jedynie w Sparcie władze zezwalały mężczyznom na zawarcie małżeństwa dopiero po ukończeniu trzydziestego roku życia. W wypadku Grecji trudno wszakże mówić o małżeństwie z miłości. Zazwyczaj pan młody nie widział przed ślubem narzeczonej, a jeżeli nawet, to i tak nie zamienił z nią nawet słowa. Na dodatek uważano, że miłość zarezerwowana jest raczej dla związków homoseksualnych. Jeszcze w czasach rzymskich Plutarch z Cheronei przekonywał współczesnych, że dziewczyna może być takim samym obiektem namiętności jak chłopiec. I włożył sporo wysiłku w udowodnienie swojej tezy! W tej sytuacji nie dziwi, że Grecy okresu klasycznego uważali małżeństwo za zło konieczne. Jeden z najwybitniejszych dramatopisarzy greckich, Eurypides, spotkał się z szyderstwem, ukazując poświęcenie żony, która oddaje życie za męża! Jak mogło się to zdarzyć, skoro małżonków nie łączyły głębsze uczucia? Dopiero w późniejszym okresie spotkać można próby rehabilitacji stanu małżeństwa. W czasach Peryklesa jednak wzajemna czułość męża i żony uchodziła za dziwactwo. Interesująco przedstawiały się poglądy Greków na ograniczenia eugeniczne w związkach małżeńskich i erotycznych. Kategorycznie zabraniano współżycia fizycznego potomstwa z rodzicami. Wykluczone były również związki intymne między rodzeństwem z tej samej matki. Nie istniał natomiast zakaz zawierania małżeństwa przez rodzeństwo przyrodnie pochodzące od tego samego ojca, a wręcz zalecano pobieranie się krewnych dalszego stopnia. Nie przejmując się zupełnie prawami genetyki, uważano tego rodzaju związki za sprzyjające wzmocnieniu więzi rodzinnych. Dziewczyna dziedzicząca majątek rodziców, tzn. niemająca rodzeństwa, powinna wyjść za krewnego ze strony ojca, żeby majątek ów pozostał w tej samej rodzinie. Oprócz prokreacji małżeństwo miało służyć rozwojowi kariery męża: dzięki posagowi żony oraz nawiązanym koneksjom mógł on zyskać lepszą pozycję polityczną i ekonomiczną. Co więcej, z reguły podobne korzyści pragnął osiągnąć również ojciec panny młodej. Małżeństwo stanowiło więc typową transakcję handlową. Uczucia, które w kulturze europejskiej zwyczajowo przypisuje się tego rodzaju związkowi, w antycznej Grecji były nieznane. Zawarcie małżeństwa poprzedzała uroczystość porównywalna z zaręczynami, której nazwę można z greckiego przetłumaczyć jako „wręczenie rękojmi”. Była to uroczysta umowa ustna zawarta pomiędzy kandydatem na męża i opiekunem prawnym dziewczyny. Przy ołtarzu domowym wymieniano uścisk dłoni i wypowiadano kilka obrzędowych słów. Opiekun narzeczonej oświadczał, że oddaje ją w ręce małżonka, ten zaś wyrażał zgodę na jej przyjęcie. Następnie opiekun ogłaszał wysokość posagu podopiecznej. co narzeczony witał radością. Umowie towarzyszyli świadkowie, mający potwierdzić zawarcie kontraktu. Dowodem przedmiotowego traktowania kobiet w Grecji jest to, że przyszła małżonka w ogóle nie brała udziału w tej uroczystości. Natomiast posag panny młodej uchodził często za czynnik odróżniający prawne małżeństwo od konkubinatu. Co więcej, nierzadko zdarzało się, że wypłacano go od ręki, zaraz po uroczystości zaręczyn. Warto zauważyć, że narzeczony również nie był do końca samodzielny w swoich poczynaniach. Najczęściej wypełniał wolę ojca lub innego mężczyzny ze swojego rodu, odgrywającego rolę głowy

rodziny. Właściwie wolny wybór mógł mieć wyłącznie osobnik, będący zwierzchnikiem rodu. Małżeństwo uważano za zawarte od chwili zaręczyn i zainkasowania posagu (a właściwie od tego drugiego). Obowiązywało ono jednak dopiero po przeniesieniu się panny młodej do domu męża i wspólnym zamieszkaniu. Z reguły następowało to wkrótce po zaręczynach, chyba że na przeszkodzie stał zbyt młody wiek narzeczonej. Ślub odbywał się na ogół zimą, podczas pełni księżyca, czyli — według obecnego kalendarza — w styczniu (okres ten nosił nawet nazwę „miesiąca zaślubin”). Ceremonia rozpoczynała się w przeddzień zmiany miejsca zamieszkania narzeczonej. Dziewczyna składała ofiarę bóstwom, które opiekują się małżeństwem; na ołtarzu domowym umieszczała zabawki i stroje, których dotychczas używała. Następnie odbywał się rytuał oczyszczenia, polegający na kąpieli w wodzie przyniesionej ze specjalnego źródła. Narzeczony również dokonywał rytualnej kąpieli, aczkolwiek w sposób mniej uroczysty niż jego partnerka. Nazajutrz domy obojga młodych dekorowano. Składanie ofiary i uczta odbywały się w domu ojca narzeczonej. Panna młoda uczestniczyła w uroczystościach szczelnie zasłonięta welonem, ubrana w najpiękniejszy strój, z wieńcem na głowie. Otaczały ją przyjaciółki, a przebiegiem zaślubin kierowała kobieta z jej rodu. Podczas uczty podawano tradycyjne potrawy, preferując jednak dania rzekomo gwarantujące płodność (np. ciasto sezamowe). Pod koniec uczty oblubienica zdejmowała z twarzy welon i na czele orszaku weselnego udawała się do domu małżonka. W Sparcie bardzo długo utrzymywał się archaiczny obyczaj porywania panny młodej przez męża: pod koniec uczty dziewczyna chowała się gdzieś w domu czy ogrodzie, a pan młody musiał ją w miarę szybko odnaleźć i przenieść do powozu. Oczywiście pomagali mu w tym przyjaciele, żona zaś specjalnie się nie ukrywała, żeby – w wypadku przedłużających się poszukiwań — nie narazić męża na złośliwe żarty. Zarówno w Atenach, jak i w Sparcie przejazd do domu pana młodego miał niezwykle uroczysty charakter. Dziewczyna wiozła ze sobą ruszt i sito, oznaki swojej przyszłej działalności domowej. Powóz posuwał się powoli, a goście weselni hałaśliwie śpiewali niezbyt przyzwoite piosenki. Na progu nowego domu pannę młodą witali teściowie. Oblubienicę obsypywano orzechami i suszonymi figami oraz obdarzano potrawami uchodzącymi za symbole płodności. Dziewczyna musiała spożyć te dania, ale — co charakterystyczne dla Grecji – jadła je samotnie, nie zaś w towarzystwie męża. Odtąd ona przejmowała na siebie obowiązki domowe, a on miał jedynie zapewnić rodzinie utrzymanie. W nowym domu ścinano pannie młodej włosy, po czym małżonkowie przechodzili do pokoju weselnego, którego drzwi strzegł zaufany przyjaciel gospodarza. Przez pewien czas goście śpiewali jeszcze w pobliżu pieśni i hałaśliwie odstraszali złe duchy. Nazajutrz młodej parze wręczano prezenty, a sam dzień również miał charakter świąteczny. Na tym jednak nie koniec. Pan młody musiał jeszcze wydać dla członków rodu ucztę, stanowiącą oficjalne potwierdzenie zawartego małżeństwa. Żona oczywiście nie uczestniczyła w tym typowo męskim przyjęciu. W poszczególnych państwach greckich istniały lokalne różnice w obrzędach zaślubin, wszędzie jednak na plan pierwszy wysuwano prokreację. Zupełnie natomiast nie spotykamy prób uświęcenia intymnego związku małżonków. Wszystkie obrzędy podporządkowywano powstaniu nowej komórki społecznej, której celem było wydanie dzieci. W Sparcie, w trosce o posiadanie zdrowego potomstwa, posuwano się aż tak daleko, że zezwalano, by sędziwy mąż przyprowadzał do domu młodzieńca, który zastępował go w trudzie prokreacji! Nikt nie wymagał wzajemnej czułości, co najwyżej szacunku. Małżeństwo jednak musiało być płodne. W związku z tym brak potomstwa stawał się wystarczającym powodem do rozwodu. W razie udowodnienia bezpłodności żony mąż miał prawo zerwać małżeństwo, zachowując wszakże posag. Podobnie było w wypadku udowodnionego cudzołóstwa. Zdradzany mąż mógł zabić kochanka, żonę wypędzić, a posag zatrzymać. W ogóle prawa mężczyzny w kwestii

rozwiązywania małżeństwa były bardzo szerokie. Praktycznie w każdej chwili mógł odesłać żonę do jej rodziny bez podania przyczyny. Musiał jednak wówczas zwrócić posag i dlatego zapewne rozwody nigdy nie stały się plagą w świecie greckim. Natomiast żonie przysługiwały bardzo ograniczone uprawnienia do starań o rozwód. W Atenach mogła ona wystąpić do odpowiedniego urzędnika z pisemną listą skarg na małżonka i prosić o separację, ten zaś oceniał, czy doznane przez nią krzywdy stanowią podstawę do rozwiązania małżeństwa. Oczywiście zgodnie z greckimi obyczajami niewierność męża nie stanowiła wystarczającej przyczyny do uzyskania rozwodu czy separacji, lecz mogło ją stanowić udowodnione cudzołóstwo z żoną innego obywatela. Jak już jednak wspominałem, zdradzanemu mężowi przysługiwało prawo zabicia konkurenta, a z zachowanych źródeł wynika, że wcale nie był to martwy przepis. Wydaje się więc, że jedynie w razie poświadczonego stosowania przemocy fizycznej wobec żony miała ona szanse na rozwód. Opinia publiczna jednak wyjątkowo nieprzychylnie traktowała takie przypadki, toteż najczęściej rezygnowano ze starań o rozwiązanie małżeństwa. Małżeństwo greckie było ciekawym przykładem życia partnerów obok siebie. Mężczyzna z reguły przebywał poza domem i nawet jeżeli małżonkowie rozmawiali ze sobą, chodziło zwykle o typowo techniczne ustalenia dotyczące zakupów czy wychowania dzieci. Kobiecie odmawiano prawa interesowania się tym, co się dzieje poza domem, gdyż stanowiło to wyłączną domenę mężczyzn. Co więcej, kiedy mężczyzna urządzał w domu przyjęcie, żona nie brała w nim udziału; zgodnie z obyczajem pozostawała w wyznaczonej dla niej części domostwa. A pamiętajmy, że męskie przyjęcia nie odbywały się wyłącznie w gronie osobników tej samej płci: często uczestniczyły w nich również kurtyzany, fletnistki, tancerki. Zresztą jeśli nawet panowie obywali się bez ich towarzystwa, nie oznaczało to jeszcze, że uczta będzie miała charakter aseksualny. Ostatecznie owi piękni chłopcy, obiekt westchnień (i nie tylko) starszych mężczyzn, także udzielali się w życiu towarzyskim. A czy można sobie wyobrazić lepsze wprowadzanie ich w życie publiczne niż rekomendacja kochanka w czasie prywatnych przyjęć? Życie kobiety greckiej wydawać się może wyjątkowo nudne. Pozbawiona kontaktów towarzyskich, zmuszona była do przebywania wyłącznie w gronie służby. W niektórych państwach greckich mężatkę wręcz zamykano na noc, a okna przeznaczonej dla niej części domu wyposażano w kraty! Jedyną jej rozrywkę stanowiły odwiedziny (pod kuratelą przyzwoitki) przyjaciółek. Czasem (także pod opieką przyzwoitki!) mogła brać udział w świętach religijnych lub uczęszczać do teatru. Można byłoby zatem podejrzewać, że taki tryb życia powinien powodować dewiacje seksualne podobne do notowanych wśród mężczyzn, że naturalne potrzeby nie zaspokojonych erotycznie kobiet musiały znaleźć jakieś inne ujście. Nic z tych rzeczy! W okresie klasycznym raczej nie spotykamy przypadków miłości lesbijskiej. W Grecji czasów Peryklesa nie było naśladowczyń Safony. Ta żyjąca w VI w. p.n.e. na wyspie Lesbos (stąd wzięło się określenie związków damsko-damskich) poetka uznana została za najwybitniejszą piewczynię miłości między kobietami. Jej poezje pełne są wyznań i westchnień do pań, z którymi autorkę najwyraźniej łączyły związki nie tylko platonicznej natury. Miłość lesbijska jednak nie przyjęła się w Helladzie. Synonimem miłości greckiej pozostała pederastia i dopiero po upływie wieków coś się w tej materii zmieniło. Obyczaje greckie szybko przejęli Rzymianie, ale pederastia w ich wydaniu nie miała podbudowy ideologicznej. A i kobiety rzymskie nie były tak potulne jak ich greckie odpowiedniczki. Powoli wszakże zmieniały się obyczaje upartych Greków. W dużym stopniu przyczyniła się do tego wojna peloponeska. Przez blisko trzydzieści lat państwa greckie były rozbite na dwa walczące ze sobą obozy. Współczesny wydarzeniom kronikarz zauważył ze wstrętem, że dawne tradycje odchodzą w zapomnienie. Brutalności epoki dorównywały obyczaje. Szczególny na nie wpływ miała zaraza, która zdziesiątkowała Ateny w latach 430-429 p.n.e. Epidemia dżumy zebrała niespotykaną w dziejach Grecji hekatombę, co spowodowało znaczne rozluźnienie obyczajów. Któż bowiem przejmowałby się nakazami obyczajowymi czy też religijnymi, kiedy na ulicach ludzie umierają tysiącami! Wspomniany kronikarz ubolewał, że to, co dotychczas działo

się w domach ateńskich po kryjomu, teraz odbywa się zupełnie jawnie. Mnożyły się przypadki cudzołóstwa i nikt ani myślał za to karać. O jakiej zresztą można było mówić karze, skoro nikt nie wiedział, czy dożyje następnego dnia. Poza tym cóż innego pozostawało człowiekowi bezsilnemu wobec szalejącej epidemii? Jaki miał wybór? Albo poddać się biernie losowi, albo używać życia, póki czas. Najzamożniejsi konali tak samo jak biedacy, żadne modły nie skutkowały, na co więc było czekać? Umrzeć, nie zakosztowawszy zakazanego owocu? Życie, nakazy religijne, pieniądze wydawały się bez znaczenia, skoro śmierć nie oszczędzała nawet najpobożniejszych. Po wojnie peloponeskiej Grecja nie powróciła już do dawnego porządku. Rozluźnieniu uległy obyczaje, zmieniało się spojrzenie na pederastię. Co prawda mężczyźni nadal dominowali w uczuciach innych mężczyzn, ale zaczęto również dostrzegać kobiety. Uparci Grecy jednak wciąż nie chcieli uznać swoich małżonek za istoty godne pożądania. Przyszła moda na utrzymywanie oficjalnych konkubin. Podobno zresztą Greczynki (tzn. te oficjalnie poślubione) stały się wyjątkowo kłótliwe. . WOJNA O PIĘKNĄ KOBIETĘ Przekleństwo rodu Atrydów Dzieje plemion greckich rozpoczynają się od wydarzeń opisanych w Iliadzie i Odysei. Rzeczywistość miesza się w nich z legendą, ludzie śmiertelni z bóstwami. Teraz, po wiekach, nie można już ustalić, co było faktem, a co mitem. Nie będziemy zresztą próbować oddzielić prawdy historycznej od legendy. Świat przedstawiony w poematach Homera stanowi jedną całość, bez względu na to, ile w nim jest fantazji poety. Zostawmy jednak tego typu dociekania specjalistom, a sami zajmijmy się dziejami pierwszej w dziejach Grecji wojny o piękną kobietę. Główną jej bohaterką była córka Zeusa i królowej Sparty, Helena, ale wydarzenia, które doprowadziły do wybuchu wojny trojańskiej, miały swoje przyczyny w tym, co zaszło kilkadziesiąt lat wcześniej. W potężnych Mykenach panowała wówczas dynastia Atrydów. Był to ród przeklęty przez bogów i ludzi, w każdym pokoleniu znaczący krwią swoje panowanie. Już założyciel rodu, imieniem Tantal, wsławił się wyjątkowymi czynami. Kiedyś, podejmując ucztą bogów olimpijskich, ośmielił się im podać potrawę sporządzoną z własnego syna! Nieśmiertelni rozpoznali jednak smak pieczeni i wtrącili zbrodniarza do królestwa zmarłych. Tam przez całą wieczność miał cierpieć męki głodu i pragnienia, choć w zasięgu jego ręki znajdowały się woda i owoce (słynne męki Tantala). Nieszczęsna ofiara ojcowskiego szaleństwa została przywrócona do życia, ale okazało się, że Pelops niewiele się różni od swego rodzica. Nie mordował co prawda własnych dzieci, lecz za to wsławił się innymi zbrodniami. Pragnąc zdobyć władzę nad północną częścią Półwyspu Peloponeskiego, poprosił króla Elidy o rękę córki. Kiedy ten odmówił, bez skrupułów zabił niedoszłego teścia. Następnie uznał, że specjalna reklama nie jest mu potrzebna, polecił więc uśmiercić wszystkich świadków zbrodni, łącznie ze swoimi podwładnymi. Pozostawił po sobie dwóch synów, którzy godnie kontynuowali krwawe tradycje rodziny. Atreusz i Tyestes zajmowali się głównie grabieżą i kłótniami między sobą. Ich pirackie wyprawy wzbudzały popłoch na wybrzeżach Morza Egejskiego, a rozbójnicze zagony docierały nawet do Egiptu! Kobiety uprowadzano, mężczyzn mordowano. Czego nie zdążono zrabować, niszczono. Praktycznie tylko miesiące zimowe spędzali bracia w Mykenach. I wtedy namiętnie się kłócili. Spory ciągnęły się latami, aż wreszcie kres położył im Atreusz. Zaproponował bratu ostateczną zgodę i zaprosił go na ucztę pojednania. Podczas biesiady, zgodnie z

najlepszymi tradycjami rodziny, uraczył Tyestesa pieczystym sporządzonym z ciał jego synów! A kiedy brat nasycił się już mięsiwem, podał mu głowy dzieci, by ten nie miał wątpliwości, z czego sporządzono główne danie. Następnie pozwolił gościowi się oddalić, wychodząc ze słusznego założenia, że zabicie nieszczęśnika byłoby mniejszą zbrodnią niż pozostawienie go przy życiu. Nie przewidział jednak, że brat zdoła się jeszcze na nim zemścić: po kilku latach Tyestes zdobył Mykeny i zamordował Atreusza. Sam z kolei padł ofiarą bratanków, którzy wzięli odwet za zabójstwo ojca. Synowie Atreusza przeoczyli wszakże jeden ważny fakt: przy życiu pozostał ostatni syn Tyestesa, Ajgistos, którego stryj miał z własną córką, a takie połączenie genetyczne nie mogło dobrze wróżyć losom rodziny. Agamemnon i Menelaos okazali się nieodrodnymi synami Atreusza. O ile jednak z ich postępów w bandyckim rzemiośle ojciec mógł być zadowolony, o tyle w życiu rodzinnym młodzieńcy przysparzali mu sporo kłopotów. Jak zresztą mogło być inaczej? Będąc potomkami rodu o szczególnych tradycjach, nie mogli się przecież zachowywać inaczej. Miarka się jednak przebrała, kiedy Menelaos uwiódł własną macochę. Ojciec osobiście zabił występną żonę, ale nie udało mu się zgładzić syna. Królewicz, ostrzeżony przez służących, zbiegł z Myken. Do kraju wrócił dopiero po śmierci ojca. Ruiny Myken Tymczasem w niedalekiej Sparcie panowali król Tyndareus i jego żona Leda. Bardzo cierpieli z braku potomstwa, toteż kiedy wreszcie królowa oznajmiła, iż jest w ciąży, władca nie posiadał się z radości. Nie podejrzewał, że to nie on jest sprawcą odmiennego stanu małżonki. W rzeczywistości był nim sam Zeus, który pod postacią łabędzia zgwałcił Ledę. A jako że boskie nasienie nie mogło pójść na marne, w rezultacie królowa powiła czwórkę dzieci. Dwaj chłopcy, o imionach Kastor i Polluks, mniej nas w tej chwili interesują. Dla dziejów wojny trojańskiej ważne okażą się zrodzone z tego związku dziewczynki: Klitajmestra i Helena. Pierwszą z nich wydano za króla Pizy Tantala. Na nieszczęście ujrzał ją kiedyś Agamemnon i zapłonął do niej gorącym afektem. Zgodnie z obyczajowością epoki uznał, że małżeństwo wybranki nie jest żadną przeszkodą, i szybko przystąpił do działania. Najłatwiejszą drogą zdobycia upragnionej kobiety wydała mu się zbrodnia, wyruszył więc zbrojnie przeciw mężowi Klitajmestry. Bez większych trudności pokonał go w bitwie, po czym, wziętego do niewoli, zamordował. Następnie przybył na dwór ofiary i stanął przed młodą wdową.

Siłą odebrał jej maleńkie dziecko, które trzymała w ramionach, i osobiście pozbawił je życia. Potem nieszczęsną kobietę zmusił do małżeństwa. Tak krwawy sposób zdobycia żony był zgodny z obowiązującymi normami etycznymi, toteż Agamemnon nie miał sobie nic do zarzucenia. Traktując Klitajmestrę jedynie jako obiekt pożądania, nie przewidział jednak, że trafił na godnego siebie rywala. Żona okazała się osobą o wyjątkowej sile woli. Nigdy nie zapomniała mu podwójnego morderstwa. Przez lata potrafiła skrywać swoje prawdziwe uczucia pod maską obojętności, po cichu planując zemstę.

Parys i Helena Nic nagannego nie widział natomiast w postępowaniu nowego zięcia król Sparty. Wkrótce po żałobnym weselu Klitajmestry oddał Helenę za żonę Menelaosowi. Sparta i Mykeny dysponowały porównywalnym potencjałem militarnym i raczej trudno przypuszczać, aby teść ustąpił przed siłą zbrojną. Czasy były krwawe i nikogo nie mogły dziwić zbójeckie metody działania. Menelaos został więc bez przeszkód mężem Heleny, a po śmierci jej nominalnego ojca królem Sparty. Związek układał się harmonijnie i małżonkowie dochowali się córeczki o imieniu Hermiona. Kiedy dziewczynka miała dziewięć lat, na Spartę spadła groźna epidemia. Menelaos zasięgnął rady wyroczni, po czym udał się na wybrzeże Azji Mniejszej, aby złożyć ofiary cieniom herosów spartańskich. Poznał tam młodego księcia trojańskiego o imieniu Parys-Aleksander. Trojańczyk przypadł królowi do gustu, otrzymał więc zaproszenie do złożenia wizyty w Sparcie. W ten sposób uruchomiony został ciąg wydarzeń, które miały doprowadzić do wybuchu wojny trojańskiej. Kilka lat wcześniej, w czasie wesela boginki morskiej Tetydy z królem Tesalii Peleusem, wybuchł spór pomiędzy boginiami o to, która z nich jest najpiękniejsza. Najzajadlej kłóciły się Hera, Atena i Afrodyta. Nie mogąc uspokoić swarliwych niebianek, Zeus zaproponował sąd Ziemianina, człowieka, który nigdy wcześniej nie zetknął się z pięknością rodem z Olimpu. Wybór padł na Parysa, syna króla Troi. Ze względu na przepowiednię związaną z jego narodzinami został on jako niemowlę porzucony w górach. Wychowany przez pasterzy, wiódł życie proste, dalekie od zbytku i luksusu. Kiedy zatem stanął przed nim wysłannik Zeusa, nie chciał uwierzyć w zaszczyt, jaki go spotyka. Powątpiewał również, czy on, człowiek śmiertelny, zdoła właściwie ocenić urodę bogiń. Ostatecznie jednak młody pasterz ustąpił przed wolą pana bogów i ludzi. Gdy zjawiły się przed nim boginie, nie mógł podjąć decyzji: właściwie u żadnej z nich nie dostrzegł jakiegokolwiek defektu urody. Widząc wahanie Parysa, olimpijskie piękności postanowiły pomóc mu w wyborze. Zaproponowały odwieczny sposób na niezdecydowanych sędziów, czyli łapówkę. Każda z nich obiecała młodzieńcowi wdzięczność w innej formie. I tak Hera zobowiązała się przekazać mu ogromne bogactwa, Atena — intelekt i wiedzę, Afrodyta zaś zaoferowała miłość najpiękniejszej kobiety ówczesnego świata, czyli Heleny spartańskiej. Parys był młodym człowiekiem o gorącym temperamencie. Bogactwa mu nie imponowały, wiedza stanowiła dlań czystą abstrakcję, uznał więc, że zwyciężyła Afrodyta. Bogini nie kazała długo czekać na spełnienie obietnicy. Wkrótce po wydaniu sławetnego wyroku Parys udał się na igrzyska do Troi. Odniósł tam wiele zwycięstw, a jeden z towarzyszących mu pasterzy wyjawił parze królewskiej, kim jest ów zręczny młodzieniec. Stary król Priam uradował się niepomiernie. Przez wiele lat wspomnienie porzuconego dziecka gryzło jego sumienie. A teraz oto stanął przed nim dorosły syn, do tego przystojny i zwinny. Mimo ostrzeżeń wieszczków Priam postanowił nie zwracać uwagi na starą przepowiednię. Nie po to odzyskał syna, żeby ponownie go stracić! Tak więc Parys zajął należne mu miejsce wśród książąt, a ze względu na winy wobec niego rodzice okazywali mu szczególne względy. Priam nie protestował również, kiedy Menelaos zaprosił jego syna do Sparty. Eskadra okrętów trojańskich pokonała Morze Egejskie i wpłynęła na wody greckie. Na dworze Menelaosa Parys poznał Helenę i spotkanie na obojgu zrobiło ogromne wrażenie. Helena nie bez powodu uchodziła za najpiękniejszą kobietę ówczesnego świata. W chwili poznania Parysa miała około dwudziestu pięciu lat i znajdowała się w rozkwicie urody. Parys zaś był młodzieńcem wyjątkowo przystojnym. Nad obojgiem zresztą czuwała Afrodyta, dbając o rozwój uczuć podopiecznych. Książę trojański przebywał na dworze spartańskim zaledwie kilka dni i wówczas Menelaos oznajmił,

że musi z ważnych powodów popłynąć na Kretę. Przed odjazdem powierzył gościowi opiekę nad swym domem i, zupełnie nieświadom sytuacji, opuścił ojczyznę. Kiedy żagle jego okrętów zniknęły za horyzontem, nic już nie mogło powstrzymać zakochanych. Królowa Sparty bez słowa sprzeciwu zgodziła się porzucić męża i córkę i wyjechać z księciem trojańskim. Nie protestowała również, kiedy Parys grabił pałac gospodarza. Najwyraźniej mimo odrzucenia propozycji Hery nie był tak zupełnie obojętny na argumenty natury finansowej. A może uznał, że piękna kobieta wymaga odpowiedniej oprawy? Ale w takim razie wystarczyłyby chyba osobiste klejnoty Heleny. On zaś włamał się do skarbca Menelaosa i gruntownie go opróżnił. Nie dość, że zabrał gospodarzowi żonę, to jeszcze go okradł! Nic dziwnego, że po powrocie Menelaos podejrzewał, iż Helena została porwana. Jaka bowiem kobieta porzuciłaby własne dziecko i zgodziła się obrabować męża? Zapewne tylko nie w pełni poczytalna albo zmuszona. Helena jednak uczyniła to z własnej i nieprzymuszonej woli. Zakochana bez pamięci w trojańskim księciu, nie zastanawiała się nad konsekwencjami swojego czynu. Nie myślała, że oto porzuca Spartę na zawsze i nigdy już nie zobaczy najbliższych. Od męża odchodziła, więc jego osoba nas nie interesuje. Ale przecież porzucała też jedyne dziecko! Opinia Menelaosa i poddanych była jej obojętna. To zrozumiałe, bo przecież nie zamierzała ich więcej zobaczyć. Czyż jednak nie dbała również o to, co pomyśli o niej dorastająca córka? Wszak Hermiona miała już dziewięć lat i wiele rozumiała. Nie ulegało wątpliwości, że długo jeszcze przyjdzie jej wysłuchiwać jak najgorszych wypowiedzi o rodzonej matce i co więcej – podzielać te opinie. Mniejsza o wierność małżeńską. Od początku dziejów ludzkości podobne sytuacje były na porządku dziennym i w świecie ówczesnym również nie należały do rzadkości. Ale zgoda na rabunek? Przecież w pewien sposób Parys okradł także córkę Heleny. Można by przypuszczać, że książę wyjątkowo spodobał się królowej, a zbliżenie seksualne spowodowało, iż kompletnie straciła głowę. Okazało się jednak, że kochankowie dali upust swej namiętności, dopiero kiedy okręty odpłynęły w kierunku Troi. Eskadra przybiła na noc do wyspy Kranai i wówczas Helena oddała się po raz pierwszy Parysowi. Nie tylko królowa Sparty rozbiła swoje małżeństwo. Parys też już miał żonę, piękną nimfę Ojnone. Zakochała się w nim jeszcze w czasach, kiedy był tylko zwykłym pasterzem. Bez wahania zgodziła się na mezalians, nie protestowała również, gdy odmówił wprowadzenia jej na dwór ojca. Kochała swojego mężczyznę bezgranicznie i dopiero związek Parysa z Heleną uświadomił jej, że mąż nigdy już nie będzie do niej należał. Miała się jeszcze srogo zemścić za to upokorzenie. Król Priam i jego żona z radością powitali Helenę. Nigdy nie pozbyli się wyrzutów sumienia za próbę uśmiercenia syna i dlatego pobłażali mu we wszystkim. Nawet za cenę wojny zagrażającej bytowi miasta. Nie zważali więc na wrogie powitanie Heleny przez pozostałą część rodziny z wróżką Kasandrą na czele. Można wręcz odnieść wrażenie, że stary Priam nie przeraził się specjalnie perspektywą wojny z Achajami. Król miał wielu synów, między którymi stosunki układały się różnie. Wiedział, że już długo nie pożyje, a możliwość waśni po jego śmierci była bardzo duża. Wojna powinna skonsolidować młode pokolenie i stać się dobrą lekcją patriotyzmu dla wszystkich mieszkańców grodu. Poza tym stary Priam był realistą. Doskonale zdawał sobie sprawę, że zamożność Troi od dawna już budzi pożądanie Achajów. Miasto leżało u wylotu cieśnin czarnomorskich i bogaciło się na handlu. Prędzej czy później musiało więc dojść do wojny. Achajowie żyli z rabunku, dziwne zatem, że dotąd jeszcze nie zdecydowali się na wyprawę przeciwko miastu Priama. Każdy pretekst do najazdu był dobry, a jeżeli nawet go nie było, to i tak Achajowie stanowili zagrożenie. Niech więc będzie wojna! Niech Parys przeżywa szczęście w ramionach ukochanej kobiety, a pozostali synowie przechodzą przyspieszony kurs lojalności i patriotyzmu. Potężne miasto da sobie radę z oblężeniem i wyjdzie obronną ręką z niebezpieczeństwa. Jeżeli Achajowie mają zaatakować Troję, niech zrobią to teraz, kiedy jeszcze żyje stary król, a synowie

nie kłócą się o spadek. Przecież o wiele gorszym nieszczęściem dla miasta byłby najazd wroga podczas sporów o sukcesję! Achajowie idą na wojnę Tymczasem w dalekiej Sparcie Menelaos szalał z wściekłości. Trojańskie książątko, które zaprosił do siebie i gościł jak równego sobie, nie tylko uwiodło mu żonę, ale na dodatek jeszcze go okradło! Król zgrzytał zębami i planował zemstę, wiedział jednak, że sam niewiele zdziała. Siły Sparty były zbyt słabe, aby zdobyć Troję, należało więc zapewnić sobie współdziałanie sojuszników. Przede wszystkim Menelaos skierował się na dwór brata, do Myken. Agamemnon uchodził wśród współczesnych za zwierzchnika pozostałych władców achajskich. Był najpotężniejszym królem regionu, dysponującym największą siłą militarną. W rzeczywistości jego przewaga nad innymi władcami okazuje się wcale nie tak znaczna. W II księdze Iliady znajduje się tzw. katalog okrętów, który świetnie oddaje proporcje militarne w ówczesnym świecie greckim. Tak więc Agamemnon posiadał flotę złożoną ze stu okrętów, Menelaos zaś z sześćdziesięciu. Niewiele mniejszą liczbą okrętów od władcy Myken mogli się poszczycić królowie Pylos i Krety. Pierwszy z nich, powszechnie szanowany Nestor, dowodził dziewięćdziesięcioma jednostkami, drugi miał ich tylko o dziesięć mniej. Do tego dochodzili władcy: Aten (pięćdziesiąt okrętów), Tesalii (również pięćdziesiąt), Argos (osiemdziesiąt), Teb (czterdzieści), a także pomniejsi królowie, dysponujący flotyllami złożonymi z kilku łub kilkunastu jednostek. W tej sytuacji Agamemnon mógł być tylko pierwszym spomiędzy równych, co oznaczało, że jego władza w dużym stopniu zależała od umiejętności dyplomatycznych. Tym bardziej że i osobistą powagą nie górował nad innymi, wśród których znajdowały się przecież tak sławne postacie jak Odyseusz, Ajaks czy Achilles. Pozostawało mu zatem wyłącznie wygrywanie sprzeczności pomiędzy lennikami, aby w ten sposób realizować własną politykę. Tymczasem teraz mógł głośno nawoływać do wojny w obronie naruszonego honoru Menelaosa (i wszystkich Achajów), nieoficjalnie zaś oferować skarby Troi. Władcy achajscy nie okazali się głusi na sugestie króla Myken. Pewne problemy sprawiała jedynie nieobecność dwójki lenników. Król Itaki, Odyseusz, nie dysponował wprawdzie zbyt dużą siłą zbrojną (miał zaledwie dwanaście okrętów), ale powszechnie ceniono jego spryt wojenny. Natomiast drugi z nieobecnych, Achilles, miał opinię najlepszego wojownika greckiego. Poza tym według przepowiedni jego obecność była warunkiem koniecznym do zdobycia Troi. Król Itaki nie chciał porzucać świeżo poślubionej żony i maleńkiego synka, toteż udawał obłąkanego. Został jednak zdemaskowany i nie pozostawało mu nic innego, jak przyłączyć się do wyprawy. A skoro już musiał wyruszyć pod Troję, postarał się też odnaleźć Achillesa. Domyślił się, że młodzieńca ukryła jego matka, boginka morska Tetyda. Pamiętała bowiem o przepowiedni, że jej syn ma przed sobą dwie możliwości: albo dożyje w spokoju późnej starości, albo zyska nieśmiertelną sławę i zginie młodo. Tetyda, jak każda matka, pragnęła jak najdłuższego życia dla swojego dziecka. Ukryła go więc w dziewczęcym przebraniu na dworze króla Likomedesa, króla wyspy Skyros. Od czegóż jednak były intelekt i spryt Odyseusza? Król Itaki podążył tropem rozumowania Tetydy i doszedł do wniosku, że Achillesa może chronić tylko dziewczęcy strój. Wraz z kilkoma towarzyszami zaczął więc poszukiwania wśród wysp Morza Egejskiego, domyślał się bowiem, że Achilles ukrył się na którejś z nich. Kiedy, udając kupców, Odyseusz i jego druhowie przybyli na Skyros, uwagę przebiegłego Odysa zwróciła jedna z córek króla, znacznie wyższa od pozostałych sióstr. Rzekomi kupcy rozłożyli swój towar (biżuterię i ozdoby), wzbudzając zachwyt dziewcząt. Tylko najwyższa z nich nie okazywała należytego zainteresowania. Wówczas Odyseusz podsunął jej piękny, bogato inkrustowany miecz, na co dziewczyna żywo zareagowała.

Zdemaskowany w ten sposób Achilles bez oporu odpłynął z królem Itaki. Na wyspie zostawił jednak sukcesora, jako że mimo dziewczęcych szat nawiązał romans z jedną z córek króla i owocem tego związku miał być syn o imieniu Neoptolemos, który odegra później pewną rolę w końcówce wojny trojańskiej. Trzeba przyznać, że Achajowie gromadzili się wyjątkowo opieszale. Od porwania Heleny upłynęło aż kilka lat, zanim w Aulidzie doszło do koncentracji wojsk. Aby wszakże zachować pozory, wysłano na dwór Priama poselstwo, które zażądało zwrotu Heleny, skradzionego majątku oraz ogromnego odszkodowania. Możliwe zatem, że nie wszystkim władcom uśmiechało się oblężenie potężnego miasta i wymusili na Agamemnonie próbę mediacji. Odszkodowanie miało zaspokoić łupieżcze instynkty Achajów i wykazać, że nie przeprowadzili mobilizacji na darmo. Na czele poselstwa wyruszyli Menelaos i Odyseusz. Priam jednak odrzucił warunki Achajów, doprowadzając w ten sposób do wybuchu wojny. Stąd też nie pozostawało mu nic innego. Oprócz bowiem wskazanych wcześniej przyczyn wypłata odszkodowania oznaczałaby ruinę finansową miasta. Stary król nie po to przecież przez lata budował potęgę ojczyzny, aby teraz bez walki oddać ją achajskim rabusiom. A że Parys pierwszy okradł Menelaosa? No cóż, takie to były czasy. Achajowie postępowali podobnie i uważali, że dopóki oni rabują, wszystko jest w porządku. Złożenie Ifigenii w ofierze Artemidzie Przeciwne wiatry uniemożliwiały flocie achajskiej wyjście w morze. Kiedy pogoda taka utrzymywała się przez kilka miesięcy, wojska zaczęły się burzyć. Czyżby po to wojownicy porzucili rodziny, aby stać bezczynnie?! Poza tym skarby Troi zaczęły już oddziaływać na wyobraźnię. Zgodnie z obyczajem

zasięgnięto porady wieszczków. Wolę bogów przekazano Agamemnonowi: bogini Artemida czuje się obrażona na króla Myken, który osobiście upolował jej ulubioną łanię. Dlatego zsyła niepomyślne wiatry. Jeżeli jednak Agamemnon złoży jej w ofierze rodzoną córkę (!) Ifigenię, wówczas flota wypłynie. Król Myken kategorycznie odmówił, ale wróżbici nie zachowali dyskrecji i wiadomość rozeszła się wśród wojska. Żołnierze złorzeczyli Agamemnonowi, wyzywając go od tchórzy. Grozili, że jeśli nie ulegnie woli Artemidy, obiorą innego wodza i z nim wyruszą pod Troję. Wówczas Agamemnon ustąpił. Wysłał do domu wiadomość, nakazując córce przybycie do obozu pod pretekstem zaślubin z Achillesem. Razem z dziewczyną przybyła również Klitajmestra, której nie mogło przecież zabraknąć na ślubie córki. Do wesela oczywiście nie doszło. Ifigenia została złożona w ofierze, a Klitajmestra bezsilnie obserwowała śmierć własnego dziecka. Jej nienawiść do męża osiągnęła kulminację: z powodu ambicji Agamemnona straciła już drugie dziecko. Od tej chwili myślała już tylko o zemście. Potrafiła czekać i po latach zgotowała mężowi wyjątkowe powitanie. . Tymczasem wiatr zmienił kierunek i flota achajska wyruszyła wreszcie pod Troję. Mijał dziesiąty rok od porwania Heleny. Oblężenie Troi Następne dziesięć lat spędzili Achajowie pod murami Troi. Priam dobrze przygotował miasto do obrony. Wspomagały go zresztą liczne ludy sojusznicze. Wydaje się jednak, że dowódcom achajskim specjalnie nie zależało na szybkim zakończeniu wojny. Może tylko Odyseusz tęsknił do Penelopy. W każdym razie na pewno nie spieszyło się Agamemnonowi, który pamiętał pożegnanie Klitajmestry, ani Achillesowi, świadomemu, iż nie dożyje końca oblężenia. Jeden z nich wykazywał więc wyjątkową pasywność, drugi zaś zabiegał wyłącznie o osobistą sławę. Chwilami Achilles zachowywał się jak rozkapryszona panienka, jakby czas spędzony w przebraniu dziewczyny nie minął bez śladu. Niewiele mu ustępował wódz naczelny, który wprost uwziął się na niego. Stosunki w obozie achajskim dobrze ilustruje spór, jaki wybuchł w związku z podziałem branek. Grecy zdobyli miasto Chryza i w rezultacie w ręce Agamemnona dostała się urodziwa córka miejscowego kapłana Apollina. Jej zrozpaczony ojciec udał się wprost do króla Myken, błagając go o zwrot jedynaczki. Ten jednak odmówił. Kapłan poprosił więc o pomoc swojego boga. Apollo nie kazał mu długo czekać. Niebawem wśród Achajów wybuchła groźna zaraza. Zasięgnięto opinii wróżbitów, a po ogłoszeniu woli bogów Achilles zaczął podburzać wojska przeciwko wodzowi naczelnemu. Pod presją ogółu Agamemnon musiał ustąpić. Z dziecinną przekorą zażądał jednak, aby Achilles oddał mu w zamian swoją brankę, piękną Bryzeidę. Ten zgodził się niechętnie, ale publicznie zelżył Agamemnona, wyzywając go od tchórzy i pijaków. Na koniec oficjalnie odmówił dalszej walki, dopóki nie zostanie przeproszony. Zwrócił się również do swojej matki, aby wstawiła się za nim do Zeusa. Pan bogów przychylił się do prośby Tetydy i od tej chwili zwycięstwa zaczęli odnosić Trojanie. Tymczasem Helena wiodła w Troi ponure życie. Widziała, że im dłużej trwa wojna, tym większa otacza ją niechęć. Coraz więcej wdów i sierot winiło ją za śmierć najbliższych. Bracia męża jej nie lubili, bratowe zazdrościły urody. Nawet życzliwość Priama nie mogła jej pocieszyć. Stary król ostentacyjnie okazywał Helenie przychylność, dając w ten sposób do zrozumienia, że uważa ją za legalną synową. Dobrze zresztą wiedział, co robi. Teraz, w czasie oblężenia, swary i kłótnie były najmniej potrzebne. Społeczeństwo musiało być zjednoczone, aby dać odpór wrogom. Wojna już trwała i nic tego nie mogło cofnąć. Należało walczyć aż do ostatecznego zwycięstwa. Jednak waśnie tylko by osłabiały siłę militarną miasta. Mimo to Helena nie mogła dać sobie rady z własną psychiką. Złość zwracała przeciwko Parysowi, wypominając mu uwiedzenie. Ten słusznie ripostował, że przecież nie wziął jej siłą ani nie zmusił przemocą do opuszczenia Sparty. Połączyły ich miłość i namiętność, i za to teraz płacą. O

konsekwencjach trzeba było myśleć wcześniej, zanim zdecydowali się na szaleństwo. A że wojna niesie ze sobą pewne niewygody? No cóż, odczuwają je nie tylko oni, ale i cała ludność Troi. Nie czas rozpatrywać przeszłość, lecz żyć teraźniejszością. Stan psychiczny Heleny dobrze ilustruje wydarzenie, które zaszło w dziesiątym roku walk. Nastąpił impas w działaniach wojennych i wszystko wskazywało na to, że obie strony miały już wojny serdecznie dosyć. Wówczas ktoś zaproponował, aby dwaj główni antagoniści zmierzyli się bezpośrednio ze sobą. Mężowie Heleny mieli stoczyć ze sobą pojedynek na śmierć i życie. Uzgodniono, że w razie triumfu Parysa Achajowie bez żadnych warunków opuszczą ziemię trojańską. Jeżeli natomiast zwycięży król Sparty, Trojanie wydadzą mu Helenę, zrabowane skarby i zapłacą żądane wcześniej odszkodowanie. Podobno Helena oglądała pojedynek z murów miasta, płacząc ze szczęścia. Podejrzewano, że wspominała radosne chwile spędzone u boku Menelaosa i cieszyła się na myśl o powrocie do pierwszego męża. Iście kobieca logika, nieprawdaż? Niewykluczone jednak, że przyczyny wzruszenia córki Zeusa były zupełnie inne. Oto przecież, bez względu na wynik pojedynku, kończyła się wreszcie ta przeklęta wojna. Czy zostanie w Troi, czy odpłynie do Sparty, nie będzie już przyczyną nowych pogrzebów, nie będzie więcej widziała wdów i sierot, płaczu i rozpaczy. Może nareszcie zacznie żyć normalnie, nie czując zewsząd potępienia. Jej los musiał się jednak wypełnić. Przeznaczeniem Heleny było nieść śmierć i rozpacz bliźnim. Menelaos i Parys rozpoczęli walkę, ale kiedy przewagę uzyskał król Sparty, interweniowała Afrodyta. Otoczyła ulubieńca złotą mgłą i przeniosła z placu boju wprost do sypialni Heleny. Na błoniach otaczających miasto pozostał Menelaos, miotając się i lżąc tchórzliwego rywala. Niebawem wrogie wojska ponownie starły się w walce i nadzieja na polubowne zakończenie sporu została zaprzepaszczona. Helena nie mogła darować tego Parysowi. Przeklinała jego strachliwość, podnosząc zasługi Menelaosa. Trojańczyk przyjmował wyrzuty partnerki z filozoficznym spokojem (możliwe, że zdołał się już na nie uodpornić). Przewagi rywala określił jako chwilowe, a złość Heleny uciszył pocałunkami i pieszczotami. Najwyraźniej Afrodyta nadal czuwała nad parą kochanków.

Achilles i Ajaks grający w kości Achillesa pozostawiliśmy w chwili, kiedy — obrażony na cały świat — obserwował zwycięską dla Trojan bitwę. Oblężeni przełamali szyki przeciwnika i bezpośrednio zagrozili obozowi achajskiemu. Dowodził nimi najwaleczniejszy z synów Priama, Hektor. Przez dziesięć lat obrona miasta spoczywała praktycznie na jego barkach. Kiedy Achilles odmówił udziału w walce, Trojanie pod wodzą Hektora łatwo uzyskali przewagę. Syn Tetydy obozował obok okrętów, spokojnie obserwując, jak Trojańczyk wyrzyna Achajów. Uparty heros nie widział w tym nic złego. Agamemnon go obraził, musi więc ponieść konsekwencje swojego czynu. Niech wie, czym grozi doprowadzenie Achillesa do gniewu. Wreszcie nie wytrzymał nerwowo Patroklos, najbliższy przyjaciel herosa. Poprosił Achillesa, aby pozwolił mu poprowadzić na odsiecz wojowników tesalskich. Ten wspaniałomyślnie się zgodził i co więcej, pożyczył przyjacielowi swoją zbroję. Kiedy Achajowie zobaczyli na czele odsieczy postać w znajomej zbroi, ponownie uwierzyli w siebie. Przełamali strach i ruszyli przeciwko Trojanom. Patroklos jednak zapłacił za to najwyższą cenę: zginął z ręki Hektora. Jego śmierć rychło obróciła się przeciw obrońcom Troi. Achilles przestał się bawić w neutralność i zapragnął pomścić przyjaciela. Hektor wiedział, że czeka go śmierć. Przez dziesięć lat uczciwie spełniał swoje patriotyczne powinności. Rozumiał, że nie wolno mu teraz ustąpić przed Achillesem. Musiał dać dobry przykład, pokazać wszystkim, że obowiązek wobec ojczyzny jest ważniejszy niż życie. Nie miał złudzeń co do swojego losu. W dzień po śmierci Patroklosa Achilles pozbawił życia trzech synów Priama. Czy człowiek, o którym Trojanki opowiadały legendy, mógł stchórzyć? Nigdy! Przed wyruszeniem w pole Hektor pożegnał się z żoną i dzieckiem. Andromacha błagała go o rozsądek. Przypominała, że Achilles zabił jej ojca i siedmiu braci. Perswadowała mężowi, że gdy go zabraknie, trudno przewidzieć, jaki los spotka jego najbliższych. Hektor odparł łagodnie, że nie może wycofać się teraz, w chwili próby. Lepiej, żeby jego żona i dziecko zostali osieroceni przez bohatera, niż mieliby żyć w towarzystwie tchórza. Czule ucałował bliskich i

odszedł ku swemu przeznaczeniu. Achilles przywiązał ciało Hektora do swojego powozu i włóczył dookoła murów Troi. Nie wydał zwłok obrońcom, a i Achajom zabronił się do nich zbliżać. Przez dwanaście dni (!) ciało najdzielniejszego z Trojan leżało niepogrzebane przy grobie Patroklosa. Wreszcie nocą do namiotu Achillesa przybył samotnie król Priam. Ukląkł przed zabójcą syna i poprosił o wydanie zwłok Hektora. Achilles uraczył nieszczęsnego starca wieczerzą i pozwolił odpocząć na swoim posłaniu. Następnie wydał mu ciało syna i zapewnił bezpieczny powrót do miasta. Wygląda na to, że największy wojownik grecki był człowiekiem niezrównoważonym psychicznie. Wiedział, że nie wróci spod Troi żywy, i rozpaczliwie zabiegał o nieśmiertelną sławę. Walczył też o zwykłe ludzkie szczęście. A trzeba przyznać uczciwie, że nie zaznał go w życiu zbyt wiele. Młodzieńczą miłość na wyspie Skyros przerwało wezwanie pod Troję. Brankę, do której się szczerze przywiązał, odebrał mu Agamemnon. Jedynego przyjaciela zabił Hektor. Kiedy zaś patrzył na rozpacz starego króla, pomyślał być może o swoim ojcu, którego już nigdy nie miał zobaczyć. Albo wspominał piękną królową Amazonek, która padła z jego ręki kilka lat wcześniej. Gdy sprzymierzone z Priamem Amazonki zaatakowały Achajów, nie wiedział, że walczy z kobietami. Pod koniec bitwy pokonał najdzielniejszą z nich. Dopiero kiedy z jej głowy spadł hełm, zrozumiał, kogo śmiertelnie ranił. On, tak nieszczęśliwy w życiu prywatnym, zabił kobietę wojownika, którą może zdołałby pokochać! Świadkowie opowiadali, że syn Tetydy zdarł wówczas z konającej królowej zbroję i na znak żalu oddał gasnącej (a może już zgasłej) swoje nasienie. Nie ma powodu, żeby w to powątpiewać. Nekrofilia dobrze pasuje do rozchwianej psychiki Achillesa. Przez całe życie czynił zło, nie zastanawiając się specjalnie nad jego konsekwencjami. Skłonny do gwałtownych uniesień, łatwo przechodził od nienawiści do miłości. Dlatego tak godnie przyjął Priama i zwrócił mu ciało Hektora. Nie pobrał nawet zwyczajowego okupu. Starzec zasłużył na to swoją odwagą. Niech zgodnie z tradycją pochowa swego dzielnego syna, który wystarczająco już odpokutował za to, co zrobił. Poza tym przecież jego śmierć to kolejny stopień do sławy Achillesa. Syn Tetydy, świadom, iż sam niedługo zginie, nie chciał zapewne, aby jego ciało znalazło się w podobnym pohańbieniu jak zwłoki Priamowego syna. Los Achillesa dopełnił się niebawem: zginął, trafiony przez Parysa w piętę strzałą z łuku. Opowiadano później, że było to jedyne miejsce, w które można go było ugodzić. Dodano legendę, że matka, próbując zapewnić mu nieśmiertelność, kąpała go w letejskim strumieniu, trzymając właśnie za piętę. W rzeczywistości prawda wyglądała znacznie bardziej prozaicznie. Strzała wypuszczona przez Parysa była po prostu zatruta. Obie strony zaczęły stosować już coraz mniej godne metody i zatruwanie pocisków nie należało do rzadkości. Potwierdza to zresztą los Parysa, który zginął w podobny sposób. Ugodzony zatrutą strzałą, konał powoli w straszliwych męczarniach. Cierpiał przez całą noc, a rankiem ruszył do odtrąconej niegdyś nimfy Ojnone. W chwili zagrożenia zachował się jak rasowy mężczyzna, wierząc, iż była żona nie odmówi mu pomocy. Musiała przecież zachować do niego choćby cień sentymentu! Spotkał go jednak srogi zawód. Kiedy dowlókł się do siedziby nimfy, ta kategorycznie odmówiła pomocy. Z drwiną odesłała go do Heleny, aby u niej szukał ratunku. Parys odszedł ze spuszczoną głową i więcej już nie zobaczył Troi. Zmarł niedaleko miejsca, w którym niegdyś uznał Afrodytę za najpiękniejszą z bogiń. Śmierć Parysa wprawiła Ojnone w rozpacz. Mimo iż ją zdradził, nadal go kochała. Z płaczem wspominała wspólne szczęśliwe chwile, aż wreszcie rzuciła się w stos pogrzebowy niewiernego ekspasterza. Natomiast Helena przyjęła cierpienia i śmierć męża z nieukrywaną satysfakcją. Skoro ją przeklęli bogowie i ludzie, to dlaczego mieliby oszczędzić współwinnego wybuchu wojny? Poznał wreszcie, co ona czuła dzień po dniu. Sprawiedliwości stało się zadość. Helena uznała, iż nie musi już być lojalna wobec Troi i jej

mieszkańców. Parys nie żył, zginął również Hektor, którego lubiła i szanowała. Postanowiła więc zrobić wszystko, aby pomóc Achajom zdobyć miasto. Oficjalnie wyszła za mąż za brata Parysa, pięknego Dejfobosa, jednocześnie jednak rozpoczęła Wzorową kolaborację z Achajami. Szkoda tylko, że nie przeniosła uczuć żywionych do Hektora na jego maleńkiego synka, którego ojciec tak bardzo kochał.. Odyseusz w akcji Pewnego wieczoru Helena dostrzegła na ulicy dziwnego żebraka, w którym rozpoznała Odyseusza. Zaprosiła go do siebie i długo z nim rozmawiała. Prawdopodobnie przekazała mu ważne informacje dotyczące obrony miasta, w zamian za co król Itaki wprowadził ją w swoje plany zdobycia Troi. Helena zobowiązała się wspomóc Achajów, a następnie umożliwiła Odyseuszowi wydostanie się z miasta. Przebijając się do swoich, zamordował on kilka osób, ale na niej nie zrobiło to żadnego wrażenia. Miała już dosyć Troi i jej mieszkańców. Nie mogła dłużej patrzeć na wdowę i sierotę po Hektorze, czuć na sobie pełnych wyrzutu spojrzeń rodzin innych ofiar. Z iście kobiecą logiką postanowiła więc im pomóc, wydając miasto w ręce wroga. W kilka tygodni później cała Troja świętowała koniec oblężenia. Na wybrzeżu, gdzie przez dziesięć lat stały okręty i namioty wroga, było pusto. Pozostał tam tylko ogromny drewniany koń. Po zażartych sporach Trojanie postanowili wprowadzić rzeźbę do miasta. Doszli do wniosku, że taka jest wola bogów, kiedy kapłan Laokoon, gorliwy zwolennik zniszczenia drewnianego konia, został wraz z synami uduszony przez dwa węże, które wynurzyły się z morza. Oczywiście za wprowadzeniem figury do miasta orędowała też Helena. Ostentacyjnie okazując radość z końca oblężenia, nie zapomniała jednak dyskretnie usunąć ze swojego domu wszelkiej broni, tak iż zmęczony świętowaniem Dejfobos położył się spać zupełnie bezbronny. Kiedy miasto pogrążyło się we śnie, rozegrał się ostatni akt tragedii Troi. Ze zdradzieckiej rzeźby wypadli wojownicy achajscy i wymordowali strażników miejskich. Chwilę później do Troi wtargnęły oddziały Agamemnona, które w tym czasie ponownie wylądowały na wybrzeżu. Miasto szybko stanęło w płomieniach, a jego mieszkańców bezlitośnie wyrzynali najeźdźcy. Nowy mąż Heleny nie miał się nawet czym bronić. Menelaos zabił bezbronnego, po czym długo znęcał się nad zwłokami.