ziomek72

  • Dokumenty7 903
  • Odsłony1 239 946
  • Obserwuję477
  • Rozmiar dokumentów26.4 GB
  • Ilość pobrań588 428

Tolkien J.R.R. - Władca Pierścieni T 3 - Powrót Króla

Dodano: 3 lata temu
R E K L A M A

Informacje o dokumencie

Dodano: 3 lata temu
Rozmiar :3.3 MB
Rozszerzenie:pdf

Tolkien J.R.R. - Władca Pierścieni T 3 - Powrót Króla.pdf

ziomek72 EBooki EBOOK T Tolkien J.R.R
Użytkownik ziomek72 wgrał ten materiał 3 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 2,929 osób, 1444 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 399 stron)

J. R. R. TOLKIEN POWRÓT KRÓLA TRZECI TOM WŁADCY PIERŚCIENI Przekład: Maria Skibniewska

Tytuł oryginału: The Return of the King: being the third part of The Lord of the Rings. Data wydania polskiego: 1990 r. Data pierwszego wydania oryginalnego: 1955 r.

Trzy pier´scienie dla królów elfów pod otwartym niebem, Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach, Dziewi˛e´c dla ´smiertelników, ludzi ´smierci podległych, Jeden dla Władcy Ciemno´sci na czarnym tronie W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie, Jeden, by wszystkimi rz ˛adzi´c, Jeden, by wszystkie odnale´z´c, Jeden, by wszystkie zgromadzi´c i w ciemno´sci zwi ˛aza´c W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.

Synopis Oto trzeci tom „Władcy Pier´scieni”. W tomie pierwszym, zatytułowanym „Wyprawa”, opowiedzieli´smy, jak Gan- dalf Szary odkrył, ˙ze Pier´scie´n, który znalazł si˛e w posiadaniu hobbita Froda Bag- ginsa, jest ni mniej, ni wi˛ecej tylko Jedynym Pier´scieniem, rz ˛adz ˛acym wszystkimi Pier´scieniami Władzy. Opisali´smy te˙z, jak Frodo i jego towarzysze z cichego oj- czystego Shire’u musieli ucieka´c przed groz ˛a Czarnych Je´zd´zców Mordoru i jak w ko´ncu z pomoc ˛a Aragorna, Stra˙znika z Eriadoru, dotarli mimo straszliwych niebezpiecze´nstw do domu Elronda w Rivendell. Tam odbyła si˛e Wielka Narada i uchwalono podj ˛a´c prób˛e zniszczenia złowro- giego klejnotu, a Frodo został wybrany na powiernika Pier´scienia. Potem wyzna- czono uczestników wyprawy, którzy mieli pomóc Frodowi w trudnym zadaniu; musiał bowiem przedosta´c si˛e do Mordoru, kraju Nieprzyjaciela, i na Gór˛e Ognia, jedyne w ´swiecie miejsca, gdzie Pier´scie´n mógł by´c unicestwiony. Do Dru˙zyny nale˙zał Aragorn, a tak˙ze Boromir, syn Władcy Gondoru, przedstawiciel Du˙zych Ludzi; Legolas, syn króla elfów z Mrocznej Puszczy — reprezentant elfów; Gimli, syn Gloina spod Samotnej Góry — krasnolud; Frodo wraz ze swym sług ˛a Samem i dwaj jego młodzi krewniacy, Meriadok i Peregrin — czterej hobbici; wreszcie czarodziej Gandalf Szary. Dru˙zyna przemykaj ˛ac si˛e chyłkiem zaw˛edrowała z Rivendell daleko na pół- noc, a gdy nie udało si˛e w´sród zawiei ´snie˙znej przeby´c górskiej przeł˛eczy Ka- radhrasu, Gandalf poprowadził towarzyszy do ukrytej bramy olbrzymich Lochów Morii, by spróbowa´c drogi pod górami. Niestety w walce ze złowrogim potworem podziemnego ´swiata Gandalf wpadł w czarn ˛a przepa´s´c. Z kolei na czele wyprawy stan ˛ał Aragorn, który ju˙z ujawnił si˛e jako spadkobierca staro˙zytnych królów Za- chodu; Aragorn wywiódł Dru˙zyn˛e przez wschodnie wrota Morii i Krain˛e Elfów, Lorien, nad Wielk ˛a Rzek˛e Anduin˛e. Z jej nurtem spłyn˛eli a˙z nad wodogrzmo- ty Rauros. Wszyscy uczestnicy wyprawy wówczas ju˙z wiedzieli, ˙ze s ˛a ´sledzeni przez szpiegów i ˙ze Gollum, szkaradny stwór, który ongi był wła´scicielem Pier- ´scienia, idzie trop w trop za nimi. Wybiła godzina decyzji: czy skr˛eci´c na wschód do Mordoru, czy te˙z wraz z Boromirem pospieszy´c do Minas Tirith, stolicy Gondoru, by dopomóc ludziom 5

w nadci ˛agaj ˛acej wojnie, czy te˙z rozdzieli´c si˛e na dwie grupy. Gdy stało si˛e jasne, ˙ze powiernik Pier´scienia za nic nie zrezygnuje z dalszej beznadziejnej w˛edrówki di nieprzyjacielskiego kraju, Boromir spróbował mu wydrze´c Pier´scie´n przemoc ˛a. Pierwsza cz˛e´s´c ko´nczy si˛e upadkiem Boromira op˛etanego złym czarem, ucieczk ˛a i znikni˛eciem Froda oraz jego wiernego giermka Sama, rozproszeniem pozosta- łych członków Dru˙zyny zaatakowanych przez orków z plemion słu˙z ˛acych b ˛ad´z samemu Czarnemu Władcy Mordoru, b ˛ad´z te˙z zdrajcy Sarumanowi z Isengardu. Zdawało si˛e, ˙ze sprawa Pier´scienia jest raz na zawsze przegrana. W drugim tomie — „Dwie Wie˙ze” — zło˙zonym z dwóch ksi ˛ag, trzeciej i czwartej, dowiadujemy si˛e o dalszych losach rozbitej Dru˙zyny. Ksi˛ega trzecia opowiada o skrusze i ´smierci Boromira, którego ciało przyjaciele zło˙zyli w łodzi i oddali w opiek˛e rzece; o niewoli Meriadoka i Peregrina, których okrutni orko- wie p˛edzili przez stepy Rohanu w stron˛e Isengardu, podczas gdy przyjaciele — Aragorn, Legolas i Gimli — starali si˛e odnale´z´c i ocali´c porwanych hobbitów. W tym momencie pojawiaj ˛a si˛e je´zd´zcy Rohanu. Oddział konny pod wodz ˛a Eomera otacza orków i rozbija ich w puch na pograniczu puszczy Fangorn; hobbi- ci uciekaj ˛a do lasu i tam spotykaj ˛a enta Drzewca, tajemniczego władc˛e Fangornu. U jego boku s ˛a ´swiadkami wzburzenia le´snego ludu i marszu entów na Isengard. Tymczasem Aragorn z dwoma towarzyszami spotyka Eomera powracaj ˛acego po bitwie. Eomer u˙zycza w˛edrowcom koni, aby mogli pr˛edzej dotrze´c do lasu. Pró˙zno szukaj ˛a tam zaginionych hobbitów, lecz niespodzianie zjawia si˛e Gandalf, który wyrwał si˛e z krainy ´smierci i jest teraz Białym Je´zd´zcem, chocia˙z ukrytym jeszcze pod szarym płaszczem. Razem udaj ˛a si˛e na dwór króla Rohanu, Theode- na. Gandalf uzdrawia s˛edziwego króla i wyzwala go od złego doradcy, Smoczego J˛ezyka, który okazuje si˛e tajnym sprzymierze´ncem Sarumana. Z królem i jego wojskiem ruszaj ˛a na wojn˛e przeciw pot˛edze Isengardu i bior ˛a udział w rozpaczli- wej, lecz ostatecznie zwyci˛eskiej bitwie o Rogaty Gród. Potem Gandalf wiedzie ich do Isengardu, gdzie zastaj ˛a warowni˛e w gruzach, zburzon ˛a przez entów, a Sa- rumana i Smoczego J˛ezyka obl˛e˙zonych w niezdobytej Wie˙zy Orthank. Podczas rokowa´n u stóp wie˙zy Saruman nie skruszony stawia opór, Gandalf wyklucza go wi˛ec z Białej Rady czarodziejów i łamie jego ró˙zd˙zk˛e, po czym zo- stawia go pod stra˙z ˛a entów. Smoczy J˛ezyk ciska z okna wie˙zy kamie´n, chc ˛ac ugo- dzi´c Gandalfa, lecz pocisk chybia celu; Peregrin podnosi tajemnicz ˛a kul˛e, która jest, jak si˛e okazuje, jednym z trzech palantirów Numenoru — kryształów jasno- widzenia. Pó´zniej tej samej nocy Peregrin ulegaj ˛ac czarodziejskiej sile kryształu wykrada go, a kiedy si˛e w niego wpatruje, mimo woli nawi ˛azuje ł ˛aczno´s´c z Sau- ronem. Ksi˛ega trzecia ko´nczy si˛e w chwili przelotu nad stepami Rohanu Nazgula, skrzydlatego Upiora Pier´scienia zwiastuj ˛acego blisk ˛a ju˙z groz˛e wojny. Gandalf oddaje palantir Aragornowi, a Peregrina bierze na swoje siodło jad ˛ac do Minas Tirith. Ksi˛ega czwarta zawiera histori˛e Froda i Sama, zabł ˛akanych w´sród nagich skał 6

Emyn Muil. Dwaj hobbici przedostaj ˛a si˛e wreszcie przez góry, lecz dogania ich Smeagol — Gollum. Frodo obłaskawia Golluma i niemal zwyci˛e˙za jego zło´sli- wo´s´c, tak ˙ze stwór staje si˛e przewodnikiem w˛edrowców przez Martwe Bagna i spustoszony kraj w drodze do Morannonu, Czarnych Wrót Mordoru na północy. Nie sposób jednak przez t˛e bram˛e przej´s´c, Frodo wi˛ec za rad ˛a Golluma posta- nawia spróbowa´c tajemnej ´scie˙zki, znanej rzekomo przewodnikowi, a pn ˛acej si˛e za zachodni mur Mordoru nieco dalej na południe w´sród Gór Cienia. W drodze natykaj ˛a si˛e na zwiadowców armii Gondoru, którymi dowodzi Faramir, brat Boro- mira. Faramir zgaduje cel wyprawy, lecz opiera si˛e pokusie, której uległ Boromir, i pomaga hobbitom, gdy chc ˛a pospieszy´c ku przeł˛eczy Kirith Ungol, strze˙zonej przez ukryt ˛a w lochu potworn ˛a paj˛eczyc˛e. Faramir jednak ostrzega Froda, ˙ze na tej ´scie˙zce, o której Gollum nie powiedział im wszystkiego, co sam wie, grozi ´smiertelne niebezpiecze´nstwo. U rozstajnych dróg przed wst ˛apieniem na ´scie˙zk˛e do złowrogiego grodu Minas Morgul ogarniaj ˛a hobbitów wielkie ciemno´sci pły- n ˛ace z Mordoru i zalegaj ˛ace cał ˛a okolic˛e. Pod osłon ˛a ciemno´sci Sauron wysyła z warowni pierwsze swoje pułki, z królem Upiorów na czele. Wojna o Pier´scie´n ju˙z si˛e zacz˛eła. Gollum prowadzi Froda i Sama na tajemn ˛a ´scie˙zk˛e omijaj ˛ac ˛a Minas Morgul i noc ˛a podchodz ˛a wreszcie pod Kirith Ungol. Gollum znów dostaje si˛e we władz˛e złych sił i próbuje zaprzeda´c hobbitów potwornej stra˙zniczce przeł˛eczy, Szelo- bie. Zdradzieckie zamiary udaremnia bohaterski Sam, odpieraj ˛ac napa´s´c Golluma i rani ˛ac Szelob˛e. Czwarta ksi˛ega ko´nczy si˛e w chwili, gdy Sam musi dokona´c trudnego wybo- ru. Frodo, zatruty jadem Szeloby, le˙zy jak gdyby martwy. Trzeba wi˛ec albo po- grzeba´c spraw˛e Pier´scienia, albo Sam opu´sciwszy swego pana we´zmie na siebie jego misj˛e. Sam decyduje si˛e przej ˛a´c Pier´scie´n i bez nadziei, bez pomocy zni- k ˛ad, donie´s´c go do Szczelin Zagłady. W ostatnim jednak momencie, gdy Sam ju˙z schodzi z przeł˛eczy do Mordoru, spod wie˙zy wie´ncz ˛acej Kirith Ungol nadci ˛aga patrol orków. Niewidzialny dzi˛eki czarom Pier´scienia, sam podsłuchuje rozmow˛e ˙zołdaków i dowiaduje si˛e, ˙ze Frodo, wbrew jego przypuszczeniom ˙zyje, jest tyl- ko u´spiony trucizn ˛a. Sam nie mo˙ze dogoni´c orków, unosz ˛acych ciało Froda przez tunel do podziemnego wej´scia fortecy. Pada zemdlony przed zatrza´sni˛et ˛a ˙zelazn ˛a bram ˛a. Trzeci i ostatni tom trylogii opowie o rozgrywce strategicznej mi˛edzy Gan- dalfem a Sauronem, zako´nczonej rozp˛edzeniem Ciemno´sci, zwyci˛e˙zonych raz na zawsze. Wró´cmy wi˛ec do wa˙z ˛acych si˛e losów bitwy na zachodzie.

KSI ˛EGA V

ROZDZIAŁ I Minas Tirith Pippin wyjrzał spod osłony Gandalfowego płaszcza. Nie był pewny, czy si˛e ju˙z zbudził, czy te˙z ´spi dalej i przebywa w´sród migoc ˛acych szybko wizji sennych, które go otaczały, odk ˛ad zacz˛eła si˛e ta oszałamiaj ˛aca jazda. W ciemno´sciach ´swiat cały zdawał si˛e p˛edzi´c wraz z nim, a wiatr szumiał mu w uszach. Nie widział nic prócz sun ˛acych po niebie gwiazd i olbrzymich gór południa majacz ˛acych gdzie´s daleko, po prawej stronie na widnokr˛egu, i tak˙ze umykaj ˛acych wstecz. Ospale próbował wyliczy´c czas i poszczególne etapy podró˙zy, lecz pami˛e´c, ot˛epiała od snu, zawodziła. Przypomniał sobie pierwszy zawrotny p˛ed bez wytchnienia, a po- tem o brzasku nikły blask złota i przybycie do milcz ˛acego miasta i wielkiego pustego domu na wzgórzu. Ledwie si˛e pod dach tego domu schronili, gdy znów Skrzydlaty Cie´n przeleciał nad nimi, a ludzie pobledli z trwogi. Gandalf wszak- ˙ze przemówił do hobbita paru łagodnymi słowy i Pippin usn ˛ał w k ˛atku, znu˙zony, lecz niespokojny, jak przez mgł˛e słysz ˛ac dokoła krz ˛atanin˛e i rozmowy, a tak˙ze rozkazy wydawane przez Czarodzieja. Po zmierzchu ruszyli dalej. Była to dru- ga. . . nie, trzecia ju˙z noc od przygody z palantirem. Na to okropne wspomnienie Pippin otrz ˛asn ˛ał si˛e ze snu i zadr˙zał, a szum wiatru rozbrzmiał gro´znymi głosami. ´Swiatło rozbłysło na niebie, jakby łuna ognia spoza czarnego wału. Pippin skulił si˛e zrazu przestraszony, zadaj ˛ac sobie pytanie, do jakiej złowrogiej krainy wiezie go Gandalf. Przetarł oczy i wówczas zobaczył, ˙ze to tylko ksi˛e˙zyc, teraz ju˙z niemal w pełni, wstaje na mrocznym niebie u wschodu. A wi˛ec noc dopiero si˛e zacz˛eła, jazda w ciemno´sciach potrwa jeszcze wiele godzin. Hobbit poruszył si˛e i zapytał: — Gdzie jeste´smy, Gandalfie? — W królestwie Gondoru — odparł Czarodziej. — Jedziemy wci ˛a˙z jeszcze przez Anorien. Na chwil˛e zapadło milczenie. Potem Pippin krzykn ˛ał nagle i chwycił kurczo- wo za płaszcz Gandalfa. — Co to jest?! — zawołał. — Spójrz! Płomie´n, czerwony płomie´n! Czy w tym kraju s ˛a smoki? Patrz, drugi! 9

Zamiast odpowiedzie´c hobbitowi, Gandalf krzykn ˛ał gło´sno do swego wierz- chowca: — Naprzód, Gryfie! Trzeba si˛e spieszy´c. Czas nagli. Patrz! W Gondorze zapa- lono wojenne sygnały, wzywaj ˛a pomocy. Wojna ju˙z wybuchła. Patrz, płon ˛a ogni- ska na Amon Din, na Eilenach, zapalaj ˛a si˛e coraz dalej na zachodzie! Rozbłyska Nardol, Erelas, Min-Rimmon, Kalenhad, a tak˙ze Halifirien na granicy Rohanu. Lecz Gryf zwolnił biegu i poszedł w st˛epa, a potem zadarł łeb i zar˙zał. Z ciem- no´sci odpowiedział mu r˙zenie innych koni, zagrzmiał t˛etent kopyt, trzej je´zd´zcy niby widma przemkn˛eli p˛edem w po´swiacie ksi˛e˙zyca i znikn˛eli na zachodzie. Do- piero wtedy Gryf zebrał si˛e w sobie i skoczył naprzód, a noc jak burza huczała wokół p˛edz ˛acego rumaka. Pippin znów poczuł si˛e senny i niezbyt uwa˙znie słuchał, co Gandalf opowiada mu o zwyczajach Gondoru. Wsz˛edzie tu na szczytach najwy˙zszych gór wzdłu˙z granic rozległego kraju były przygotowane stosy i czuwały posterunki z wypo- cz˛etymi ko´nmi, by na rozkaz władcy w ka˙zdej chwili móc rozpali´c wici i rozesła´c go´nców na północ do Rohanu i na południe do Belfalas. — Od dawna ju˙z nie zapalano tych sygnałów — mówił Gandalf. — Za staro- ˙zytnych czasów Gondoru nie było to potrzebne, bo królowie zachodu mieli siedem palantirów! — Na te słowa Pippin wzdrygn ˛ał si˛e niespokojnie, wi˛ec Czarodziej szybko dodał: — ´Spij, nie bój si˛e niczego. Nie pod ˛a˙zasz jak Frodo do Mordoru, lecz do Minas Tirith, tam za´s b˛edziesz bezpieczny o tyle, o ile w dzisiejszych czasach mo˙zna by´c gdziekolwiek bezpiecznym. Je´sli Gondor upadnie albo te˙z Pier´scie´n dostanie si˛e w r˛ece Nieprzyjaciela, wtedy nawet Shire nie zapewni spo- kojnego schronienia. — Ładnie´s mnie pocieszył — mrukn ˛ał Pippin, lecz mimo to senno´s´c ogarn˛e- ła go znowu. Zanim pogr ˛a˙zył si˛e w gł˛ebokim ´snie, mign˛eły mu w oczach białe szczyty wynurzone jak pływaj ˛ace wyspy z morza chmur i ´swiec ˛ace blaskiem za- chodz ˛acego ksi˛e˙zyca. Zd ˛a˙zył pomy´sle´c o przyjacielu pytaj ˛ac sam siebie, czy Fro- do ju˙z dotarł do Mordoru i czy ˙zyje. Nie wiedział, ˙ze Frodo z daleka patrzał na ten sam ksi˛e˙zyc zni˙zaj ˛acy si˛e nad Gondorem przed ´switem nowego dnia. Obudził Pippina gwar licznych głosów. A wi˛ec przemin˛eła znów jedna doba, dzie´n w ukryciu i noc w podró˙zy. Szarzało ju˙z, zbli˙zał si˛e chłodny brzask, zimne szare mgły spowijały ´swiat. Gryf parował, zgrzany po galopie, lecz szyj˛e trzymał dumnie podniesion ˛a i nie zdradzał zm˛eczenia. Dokoła stali ro´sli ludzie w grubych płaszczach, a za nimi majaczył we mgle kamienny mur. Zdawał si˛e cz˛e´sciowo zburzony, lecz mimo wczesnej pory krz ˛atali si˛e przy nim robotnicy, słycha´c było stuk młotów, szcz˛ek kielni, skrzyp kół. Tu i ówdzie przez mgł˛e przebłyskiwały ni- kłe ´swiatła pochodni i latarni. Gandalf pertraktował z lud´zmi, którzy mu zast ˛apili drog˛e, a przysłuchuj ˛ac si˛e Pippin stwierdził, ˙ze mowa wła´snie o nim. 10

— Ciebie, Mithrandirze, znamy — powiedział przywódca ludzi — zreszt ˛a ty znasz hasło Siedmiu Bram, wolno ci wi˛ec jecha´c dalej. O twoim towarzyszu wszak˙ze nic nam nie wiadomo. Co to za jeden? Karzeł z gór północy? Nie chcemy w dzisiejszych czasach mie´c w swoim kraju obcych go´sci, chyba ˙ze s ˛a to m˛e˙zni i zbrojni wojownicy, na których pomocy i wierno´sci mo˙zemy polega´c. — Por˛ecz˛e za niego przed tronem Denethora — odparł Gandalf. — A co do m˛estwa, nie trzeba go mierzy´c wzrostem. Mój towarzysz ma za sob ˛a wi˛ecej bi- tew i niebezpiecznych przygód ni˙z ty, Ingoldzie, chocia˙z jeste´s od niego dwakro´c wy˙zszy. Przybywa prosto ze zdobytego Isengardu, o którego upadku przywozimy wam nowin˛e; jest bardzo utrudzony, gdyby nie to, zaraz bym go obudził. Nazywa si˛e Peregrin; to m ˛a˙z wielkiej waleczno´sci. — M ˛a˙z? — z pow ˛atpiewaniem rzekł Ingold, a inni za´smiali si˛e drwi ˛aco. — M ˛a˙z! — krzykn ˛ał Pippin, nagle trze´zwiej ˛ac ze snu. — M ˛a˙z! Nic podob- nego! Jestem hobbitem, nie człowiekiem i nie wojownikiem, chocia˙z zdarzało mi si˛e wojowa´c, gdy innej rady nie było. Nie dajcie si˛e Gandalfowi zbałamuci´c! — Niejeden zasłu˙zony w bojach nie umiałby pi˛ekniej si˛e przedstawi´c — po- wiedział Ingold. — Có˙z to znaczy: hobbit? — Niziołek — odparł Gandalf, a spostrzegaj ˛ac wra˙zenie, jakie ta nazwa wy- warła na ludziach, wyja´snił: — Nie, nie ten, lecz jego współplemieniec. — I towarzysz jego wyprawy — dodał Pippin. — Był te˙z z nami Boromir, wasz rodak; on to mnie ocalił w´sród ´sniegów północy, a potem zgin ˛ał w mojej obronie stawiaj ˛ac czoło przewadze napastników. — B ˛ad´z cicho! — przerwał mu Gandalf. — T˛e ˙załobn ˛a wie´s´c wypada naj- pierw oznajmi´c jego ojcu. — Ju˙z si˛e jej domy´slamy — odparł Ingold — bo dziwne znaki przestrzegały nas ostatnimi czasy. Skoro tak, jed´zcie nie zwlekaj ˛ac do grodu. Władca Minas Tirith zechce pewnie co pr˛edzej wysłucha´c tego, kto mu przynosi ostatnie po˙ze- gnanie od syna, niechby to był człowiek czy te˙z. . . — Hobbit — rzekł Pippin. — Niewielkie usługi mog˛e odda´c waszemu Wład- cy, lecz przez pami˛e´c dzielnego Boromira zrobi˛e wszystko, co w mojej mocy. — B ˛ad´zcie zdrowi — powiedział Ingold. Ludzie rozst ˛apili si˛e przed Gryfem, który wszedł zaraz w w ˛ask ˛a bram˛e otwart ˛a w murach. — Oby´s wsparł Denethora dobr ˛a rad ˛a w godzinie ci˛e˙zkiej dla niego i dla nas wszystkich, Mithrandirze! — zawołał Ingold. — Szkoda, ˙ze znów przynosisz wie´sci o ˙załobie i niebezpiecze´n- stwie, jak to jest podobno twoim zwyczajem. — Rzadko si˛e bowiem zjawiam i tylko wtedy, gdy potrzebna jest moja pomoc — odparł Gandalf. — Je´sli chcesz mojej rady, to s ˛adz˛e, ˙ze za pó´zno bierzecie si˛e do naprawy murów wokół Pelennoru. Przeciw burzy, która si˛e zbli˙za, najlepsz ˛a obron ˛a b˛edzie wam własna odwaga, a tak˙ze nadzieja, któr ˛a wam przynosz˛e. Nie same tylko złe wie´sci wioz˛e! Zaniechajcie kielni, pora ostrzy´c miecze! 11

— Te roboty sko´nczymy dzi´s przed wieczorem — rzekł Ingold. — Napra- wiamy ju˙z ostatni ˛a cz˛e´s´c muru, najmniej zreszt ˛a nara˙zon ˛a, bo zwrócon ˛a w stron˛e sprzymierzonego z nami Rohanu. Czy wiesz co´s o Roha´nczykach? Czy stawi ˛a si˛e na wezwanie? Jak s ˛adzisz? — Tak jest, przyjd ˛a. Ale stoczyli ju˙z wiele bitew na waszym zapleczu. Ta droga, podobnie jak wszystkie inne, dzi´s ju˙z nie prowadzi w bezpieczne strony. Czuwajcie! Gdyby nie Gandalf, kruk złych wie´sci, zobaczyliby´scie ci ˛agn ˛ace od Anorien zast˛epy Nieprzyjaciela zamiast je´zd´zców Rohanu. Nie wiem na pewno, czy tak si˛e mimo wszystko nie stanie. ˙Zegnajcie i pami˛etajcie, ˙ze trzeba mie´c oczy otwarte! Gandalf wjechał wi˛ec w szeroki pas ziemi za Rammas Echor — tak Gondor- czycy nazwali zewn˛etrzny mur, wzniesiony niemałym trudem, gdy Ithilien zna- lazło si˛e w zasi˛egu wrogiego cienia. Mur ten miał ponad dziesi˛e´c staj długo´sci i odbiegaj ˛ac od stóp gór wracał ku nim zatoczywszy szeroki kr ˛ag wokół pól Pe- lennoru; pi˛ekne, ˙zyzne podgrodzie rozpo´scierało si˛e na wydłu˙zonych zboczach i terasach, które opadały ku gł˛ebokiej dolinie Anduiny. W najdalej na północo- -wschód wysuni˛etym punkcie mur odległy był od Wielkich Wrót stolicy o cztery staje; w tym miejscu szczególnie wysoki i pot˛e˙zny, górował na urwistej skarpie ponad pasmem nadrzecznej równiny; tu bowiem na podmurowanej grobli biegła od brodów i mostów Osgiliathu droga przechodz ˛aca mi˛edzy warownymi wie˙zami przez strze˙zon ˛a bram˛e. Na południo-zachodzie odległo´s´c mi˛edzy murem a mia- stem wynosiła najmniej, bo tylko jedn ˛a staj˛e; tam Anduina, opływaj ˛ac szerokim zakolem góry Emyn Arnen w południowym Ithilien, skr˛ecała ostro na zachód, a zewn˛etrzny mur pi˛etrzył si˛e tu˙z nad jej brzegiem, gdzie ci ˛agn˛eły si˛e bulwa- ry i przysta´n Harlond dla łodzi przybywaj ˛acych pod pr ˛ad Rzeki z południowych prowincji. Podegrodzie było bogate w pola uprawne i sady, koło domów stały szopy i spichrze, owczarnie i obory; liczne potoki, perl ˛ac si˛e, spływały z gór do Anduiny. Niewielu wszak˙ze pasterzy i rolników ˙zyło na tym obszarze, wi˛ekszo´s´c ludno´sci Gondoru skupiała si˛e w siedmiu kr˛egach stolicy lub w wysoko poło˙zo- nych dolinach na podgórzu, w Lossarnach czy te˙z dalej na południe w pi˛eknej krainie Lebennin, nad jej pi˛eciu bystrymi strumieniami. Dzielne plemi˛e osiadło mi˛edzy górami a Morzem. Uwa˙zano ich za Gondorczyków, lecz mieli w ˙zyłach krew mieszan ˛a, byli przewa˙znie kr˛epej budowy i smagłej cery; wywodzili si˛e od dawno zapomnianego ludu, który ˙zył w cieniu gór za Czarnych Lat, przed na- staniem królów. Dalej jeszcze, w lennej krainie Belfalas mieszkał w zamku Dol Amroth nad Morzem ksi ˛a˙z˛e Imrahil, potomek wielkiego rodu, a całe jego plemi˛e rosłych ludzi miało oczy szarozielone jak morskie fale. Gandalf jechał czas jaki´s, a˙z niebo rozwidniło si˛e zupełnie, Pippin za´s, wybity wreszcie ze snu, rozgl ˛adał si˛e wkoło. Po lewej r˛ece widział tylko jezioro mgieł wzbijaj ˛acych si˛e ku złowrogim cieniom wschodu, po prawej natomiast spi˛etrzony od zachodu ła´ncuch górski urywał si˛e nagle, jak gdyby kształtuj ˛aca ten teren po- 12

t˛e˙zna Rzeka przerwała olbrzymi ˛a zapor˛e i wy˙złobiła szerok ˛a dolin˛e, która miała si˛e sta´c pó´zniej polem bitew i ko´sci ˛a niezgody. Tam za´s, gdzie Białe Góry, Ered Nimrais, ko´nczyły si˛e, ujrzał Pippin wedle zapowiedzi Gandalfa ciemn ˛a brył˛e gó- ry Mindolluiny, fioletowe cienie w gł˛ebi wysoko poło˙zonych w ˛awozów i strzelist ˛a ´scian˛e bielej ˛ac ˛a w blasku wstaj ˛acego dnia. Na wysuni˛etym ramieniu tej góry stało miasto, strze˙zone przez siedem kr˛egów kamiennych murów, tak stare i pot˛e˙zne, ˙ze zdawało si˛e nie zbudowane, lecz wyrze´zbione przez olbrzymów w ko´s´ccu ziemi. Pippin patrzał z podziwem, gdy nagle szare mury zbielały i zarumieniły si˛e od porannej zorzy, sło´nce wychyn˛eło nad cienie wschodu i wi ˛azka promieni obj˛e- ła gród. Hobbit krzykn ˛ał z zachwytu, bo wie˙za Ektheliona, wystrzelaj ˛aca po´sród ostatniego i najwy˙zszego obr˛ebu murów, rozbłysła na tle nieba jak iglica z pereł i srebra, smukła, pi˛ekna, kształtna, uwie´nczona szczytem iskrz ˛acym si˛e jak krysz- tał. Z blanków powiały białe chor ˛agwie trzepocz ˛ac na rannym wietrze, a z wysoka i z daleka dobiegł głos d´zwi˛eczny jakby srebrnych tr ˛ab. Tak Gandalf i Peregrin o wschodzie sło´nca wjechali pod Wielkie Wrota Gon- doru i ˙zelazne drzwi otwarły si˛e przed Gryfem. — Mithrandir! Mithrandir! — zawołali ludzie. — A wi˛ec burza jest naprawd˛e ju˙z blisko. — Burza nadci ˛aga — odparł Gandalf. — Przylatuj˛e na jej skrzydłach. Musz˛e stan ˛a´c przed waszym władc ˛a Denethorem, póki trwa jego namiestnictwo. Cokol- wiek bowiem si˛e zdarzy, zbli˙za si˛e koniec Gondoru takiego, jaki znali´scie dotych- czas. Nie zatrzymujcie mnie! Ludzie na rozkaz posłusznie odst ˛apili od niego i nie zadawali wi˛ecej pyta´n, chocia˙z ze zdziwieniem przygl ˛adali si˛e hobbitowi siedz ˛acemu przed nim na sio- dle, a tak˙ze wspaniałemu wierzchowcowi. Mieszka´ncy grodu nie u˙zywali bowiem koni i rzadko widywano je na ulicach, chyba ˙ze niosły go´nców Denethora. Tote˙z ludzie mówili mi˛edzy sob ˛a: — To z pewno´sci ˛a ko´n ze sławnych stajen króla Rohanu. Mo˙ze Rohirrimowie wkrótce przyb˛ed ˛a na pomoc. Gryf tymczasem dumnie st ˛apał po długiej, kr˛etej drodze pod gór˛e. Gród Minas Tirith rozsiadł si˛e na siedmiu poziomach, z których ka˙zdy wrzy- nał si˛e w zbocze góry i otoczony był murem, w ka˙zdym za´s murze była brama. Pierwsza, Wielkie Wrota, otwierała si˛e w dolnym kr˛egu murów od wschodu, na- st˛epna odsuni˛eta była nieco na południe, trzecia — na północ, i tak dalej, a˙z po szczyt, tak ˙ze brukowana droga wspinaj ˛aca si˛e ku twierdzy przecinała stok zygza- kiem to w t˛e, to w drug ˛a stron˛e. Ilekro´c za´s znalazła si˛e nad Wielkimi Wrotami, wchodziła w sklepiony tunel, przebijaj ˛acy olbrzymi filar skalny, którego pot˛e˙z- ny, wystaj ˛acy blok dzielił wszystkie kr˛egi grodu z wyj ˛atkiem pierwszego. Cz˛e- ´sciowo ukształtowała tak gór˛e sama przyroda, cz˛e´sciowo praca i przemy´slno´s´c ludzi sprzed wieków, do´s´c ˙ze na tyłach rozległego dziedzi´nca za Wrotami pi˛etrzył si˛e bastion kamienny, ostr ˛a niby kil statku kraw˛edzi ˛a zwrócony ku wschodowi. 13

Wznosił si˛e a˙z do najwy˙zszego kr˛egu, gdzie wie´nczyła go obmurowana galeria; obro´ncy twierdzy mogli wi˛ec jak załoga olbrzymiego okr˛etu z bocianiego gniazda spogl ˛ada´c z wysoka na Wrota, le˙z ˛ace o siedemset stóp ni˙zej. Wej´scie do twierdzy równie˙z otwierało si˛e od wschodu, lecz było wgł˛ebione w rdze´n skały; st ˛ad długi, o´swietlony latarniami skłon prowadził pod Siódm ˛a Bram˛e. Za ni ˛a dopiero znaj- dował si˛e Najwy˙zszy Dziedziniec i Plac Wodotrysku u stóp Białej Wie˙zy. Wie˙za ta, pi˛ekna i wyniosła, mierzyła pi˛e´cdziesi ˛at s ˛a˙zni od podstawy do szczytu, z któ- rego flaga Namiestników powiewała na wysoko´sci tysi ˛aca stóp ponad równin ˛a. Była to doprawdy pot˛e˙zna warownia, nie do zdobycia dla najwi˛ekszej nawet nie- przyjacielskiej armii, je´sli w murach znale´zli si˛e ludzie zdolni do noszenia bro- ni; napastnicy mogliby wtargn ˛a´c łatwiej od tyłu, wspinaj ˛ac si˛e po ni˙zszych od tej strony zboczach Mindolluiny, a˙z na w ˛askie rami˛e, które ł ˛aczyła Gór˛e Stra˙zy z głównym masywem. Lecz rami˛e to, wzniesione do wysoko´sci pi ˛atego muru, za- gradzały mocne sza´nce wsparte o urwist ˛a, przewieszon ˛a nad nim ´scian˛e skaln ˛a. Tutaj w sklepionych grobowcach spoczywali dawni królowie i władcy, na zawsze milcz ˛acy mi˛edzy gór ˛a a wie˙z ˛a. Pippin z coraz wi˛ekszym podziwem patrzał na ogromne kamienne miasto; nawet we ´snie nie widział dot ˛ad nic równie wielkiego i wspaniałego. Ten gród był od Isengardu nie tylko rozleglejszy i pot˛e˙zniejszy, lecz znacznie pi˛ekniejszy. Niestety, wszystkie oznaki wskazywały, ˙ze podupadał z roku na rok, i ˙zyła w nim ju˙z teraz ledwie połowa ludzi, których by mógł wygodnie pomie´sci´c. Na ka˙zdej ulicy je´zd´zcy mijali wielkie domy i dziedzi´nce, a nad łukami bram Pippin spo- strzegał rze´zbione pi˛eknie litery dziwnego i starodawnego pisma; domy´slał si˛e, ˙ze to nazwiska dostojnych m˛e˙zów i rodów, zamieszkuj ˛acych tu niegdy´s; teraz sie- dziby ich stały opuszczone, na bruku wspaniałych dziedzi´nców nie d´zwi˛eczały niczyje kroki, głos ˙zaden nie rozbrzmiewał w salach, ani jedna twarz nie uka- zywała si˛e w drzwiach czy te˙z w pustych oknach. Wreszcie znale´zli si˛e przed Siódm ˛a Bram ˛a, a ciepłe sło´nce, to samo, które l´sniło za Rzek ˛a, gdy Frodo w˛edro- wał dolinkami Ithilien, błyszczało tu na gładkich ´scianach, na mocno osadzonych w skale filarach i na ogromnym sklepieniu, którego zwornik wyrze´zbiony był na kształt ukoronowanej, królewskiej głowy. Gandalf zeskoczył z siodła, bo koni nie wpuszczano do wn˛etrza twierdzy, a Gryf, zach˛econy łagodnym szeptem swego pana, pozwolił si˛e odprowadzi´c na bok. Stra˙znicy u bramy mieli czarne płaszcze, a hełmy niezwykłe, bardzo wysokie, nisko zachodz ˛ace na policzki i ciasno obejmuj ˛ace twarze; hełmy te, ozdobione nad skroni ˛a białym skrzydłem mewy, błyszczały jak srebrne płomienie, były bowiem wykute ze szczerego mithrilu i stanowiły dziedzictwo z dni dawnej chwały. Na czarnych pancerzach widniało wyhaftowane białym jak ´snieg jedwabiem kwitn ˛a- ce drzewo, a nad nim srebrna korona i gwiazdy. Był to tradycyjny strój potomków 14

Elendila i nikt go ju˙z nie nosił w Gondorze prócz stra˙zników twierdzy pilnuj ˛acych wst˛epu na Plac Wodotrysku, gdzie ongi rosło Białe Drzewo. Wie´s´c o przybyciu go´sci musiał ich zapewne wyprzedzi´c, bo otwarto bram˛e natychmiast, o nic nie pytaj ˛ac. Gandalf szybkim krokiem wszedł na wybrukowa- ny białymi płytami dziedziniec. Urocza fontanna tryskała tu w blasku poranne- go sło´nca; otaczała j ˛a ´swie˙za ziele´n, lecz po´srodku, schylone nad basenem, stało Martwe Drzewo, a krople smutnie spadały z jego nagich, połamanych gał˛ezi z po- wrotem w czyst ˛a wod˛e. Pippin zerkn ˛ał na nie, spiesz ˛ac za Gandalfem. Wydało mu si˛e ponure i zdziwił si˛e, ˙ze zostawiono uschni˛ete drzewo w tak porz ˛adnie utrzymanym otoczeniu. „Siedem gwiazd, siedem kamieni i jedno białe drzewo”. Przypomniał sobie te słowa, wyszeptane kiedy´s przez Gandalfa. Lecz ju˙z stał u drzwi wielkiej sali pod ja´sniej ˛ac ˛a wie˙z ˛a; w ´slad za Czarodziejem min ˛ał rosłych, milcz ˛acych od´zwiernych i znalazł si˛e w chłodnym, cienistym, dzwoni ˛acym echa- mi wn˛etrzu kamiennego domu. W długim, pustym, wyło˙zonym płytami korytarzu Gandalf po cichu przemówił do Pippina: — Rozwa˙zaj ka˙zde słowo, mo´sci Peregrinie! Nie miejsce to i nie pora na hob- bickie gadulstwo. Theoden to dobrotliwy staruszek. Denethor jest z innej zgoła gliny, dumny i przebiegły, znacznie te˙z wspanialszego rodu i mo˙zniejszy, chocia˙z nie tytułuj ˛a go królem. B˛edzie przede wszystkim zwracał si˛e do ciebie i zada ci mnóstwo pyta´n, skoro mo˙zesz mu wiele powiedzie´c o jego synu Boromirze. Ko- chał go bardzo, mo˙ze za bardzo; tym bardziej, ˙ze wcale do siebie nie byli podobni. Lecz zapewne u˙zyje osłony miło´sci, ˙zeby dowiedzie´c si˛e wszystkiego, co chce, li- cz ˛ac, ˙ze łatwiej si˛e tego dowie od ciebie ni˙z ode mnie. Nie mów nic ponad to, co konieczne, a zwłaszcza nie wspominaj o misji Froda. Ja sam to wyja´sni˛e we wła´sciwej chwili. Je´sli si˛e da, nie mów te˙z nic o Aragornie. — Dlaczego? Co zawinił Obie˙zy´swiat? — szepn ˛ał Pippin. — Chciał przecie˙z tak˙ze przyj´s´c tutaj, prawda? I niechybnie wkrótce zjawi si˛e we własnej osobie. — Mo˙ze, mo˙ze — odparł Gandalf. — Je´sli si˛e jednak zjawi, nadejdzie pew- nie inn ˛a drog ˛a, ni˙z my´slimy, inn ˛a, ni˙z my´sli sam Denethor. Tak b˛edzie lepiej. W ka˙zdym razie nie my zapowiemy jego przybycie. Gandalf zatrzymał si˛e przed wysokimi drzwiami z polerowanego metalu. — Widzisz, mój Pippinie, brak mi czasu na wykład z historii Gondoru, cho- cia˙z wielka szkoda, ˙ze´s si˛e czego´s wi˛ecej nie nauczył za młodu, zamiast pl ˛adro- wa´c ptasie gniazda po drzewach i wagarowa´c w lasach Shire’u. Posłuchaj jednak mojej rady. Nie byłoby m ˛adrze przynosz ˛ac pot˛e˙znemu władcy wie´s´c o ´smierci spadkobiercy opowiada´c szeroko o bliskim nadej´sciu kogo´s, kto — je´sli przyjdzie — ma prawo za˙z ˛ada´c tronu. Zrozumiałe´s? — Tronu? — powtórzył oszołomiony Pippin. — Tak jest — rzekł Gandalf. — Je˙zeli dotychczas w˛edrowałe´s po ´swiecie z zatkanymi uszami i u´spionym umysłem, obud´z si˛e wreszcie! 15

I zapukał do drzwi. Drzwi si˛e otwarły, lecz nikogo za nimi nie było. Pippin ujrzał ogromn ˛a sal˛e. ´Swiatło docierało do niej przez okna, gł˛eboko wci˛ete w grube mury dwóch bocz- nych naw, odgrodzonych od ´srodkowej rz˛edami wysmukłych kolumn podpieraj ˛a- cych strop. Kolumny z litego czarnego marmuru rozkwitały u szczytów kapitelami wyrze´zbionymi w dziwne postacie zwierz ˛at i li´scie osobliwego kształtu. Wysoko w górze ogromne sklepienie połyskiwało w półmroku matowym złotem, inkru- stowanym w ró˙znobarwny dese´n. W tej długiej, uroczystej sali nie było zasłon ani dywanów, ˙zadnych tkanin ani drewnianych sprz˛etów, tylko pomi˛edzy kolumnami mnóstwo milcz ˛acych pos ˛agów wykutych w zimnym kamieniu. Pippin nagle przypomniał sobie wyciosane w skale Argonath pomniki i z trwo˙zn ˛a czci ˛a spojrzał w perspektyw˛e tego szpaleru dawno zmarłych królów. W gł˛ebi, wzniesiony na kilku stopniach stał wysoki tron pod baldachimem z mar- muru rze´zbionym na kształt ukoronowanego hełmu. Za nim na ´scianie mozaika z drogocennych kamieni przedstawiała kwitn ˛ace drzewo. Tron był pusty. U pod- nó˙za wzniesienia, na najni˙zszym stopniu, szerokim i wysokim, umieszczono ka- mienny fotel, czarny i gładki, a na nim siedział stary człowiek ze spuszczonymi oczyma. W r˛eku trzymał biał ˛a ró˙zd˙zk˛e opatrzon ˛a złot ˛a gałk ˛a. Nie podniósł wzro- ku. Dwaj przybysze z wolna szli ku niemu, a˙z stan˛eli o trzy kroki przed kamien- nym fotelem. Wówczas Gandalf przemówił: — Witaj, Władco i Namiestniku Minas Tirith, Denethorze, synu Ektheliona! Przynosz˛e ci rad˛e i wie´sci w tej ci˛e˙zkiej godzinie. Dopiero wtedy stary człowiek d´zwign ˛ał głow˛e. Pippin zobaczył rze´zbion ˛a pi˛eknie twarz, dumne rysy, cer˛e koloru ko´sci słoniowej, długi, orli nos pomi˛e- dzy ciemnymi, gł˛eboko osadzonymi oczyma. Wydała mu si˛e bardziej podobna do Aragorna ni˙z do Boromira. — Godzina jest zaprawd˛e ci˛e˙zka — rzekł starzec — a ty masz zwyczaj zja- wia´c si˛e w takich wła´snie chwilach, Mithrandirze. Lecz chocia˙z wszystkie znaki zwiastuj ˛a nam, ˙ze wkrótce los Gondoru si˛e przesili, mniej ci ˛a˙zy mojemu sercu ta sprawa ni´zli własne nieszcz˛e´scie. Powiedziano mi, ˙ze´s przywiózł kogo´s, kto był ´swiadkiem zgonu mojego syna. Czy to ten twój towarzysz? — Tak jest — odparł Gandalf. — Jeden z dwóch ´swiadków. Drugi został u bo- ku Theodena, króla Rohanu, i niebawem zapewne te˙z przyb˛edzie. S ˛a to, jak wi- dzisz, niziołki, lecz ˙zaden z nich nie jest tym, o którym mówi przepowiednia. — B ˛ad´z co b ˛ad´z niziołki — pos˛epnie stwierdził Denethor — a niezbyt miła jest dla mnie ta nazwa, odk ˛ad złowieszcze słowa zakłóciły spokój tego dworu i popchn˛eły mojego syna do szale´nczej wyprawy, w której znalazł ´smier´c. Mój Boromir! Jak˙ze nam go dzisiaj brak! To Faramir powinien był i´s´c zamiast niego. — I poszedłby ch˛etnie — rzekł Gandalf. — Nie b ˛ad´z niesprawiedliwy w swo- 16

im ˙zalu. Boromir domagał si˛e tej misji dla siebie i za nic nie zgadzał si˛e, by go kto´s inny zast ˛apił. Miał charakter władczy, zagarniał to, czego pragn ˛ał. Długo w˛e- drowałem w jego towarzystwie i dobrze go poznałem. Ale mówisz o jego ´smierci. Wi˛ec ta wiadomo´s´c doszła do ciebie wcze´sniej ni˙z my? — Doszło do moich r ˛ak to — powiedział Denethor i odkładaj ˛ac ró˙zd˙zk˛e pod- niósł ze swych kolan przedmiot, w który si˛e wpatrywał, gdy go´scie zbli˙zali si˛e do tronu. W ka˙zdej r˛ece trzymał połow˛e du˙zego, p˛ekni˛etego na dwoje, bawolego rogu, okutego srebrem. — To róg, który Boromir nosił zawsze przy sobie! — wykrzykn ˛ał Pippin. — Tak jest — rzekł Denethor. — W swoim czasie i ja go nosiłem, jak wszy- scy pierworodni synowie w moim rodzie od zamierzchłych czasów, jeszcze sprzed upadku królów, od czasów, gdy Vorondil, ojciec Mardila, polował na białe bawoły Arawa na dalekich stepach Rhun. Trzyna´scie dni temu usłyszałem znad północ- nego pogranicza ´sciszony głos tego rogu, potem za´s Rzeka przyniosła mi go, lecz złamany; nigdy ju˙z wi˛ecej nie zagra. — Denethor umilkł i zapadła pos˛epna cisza. Nagle zwrócił czarne oczy na Pippina. — Co powiesz na to, niziołku? — Trzyna´scie dni temu... — wyj ˛akał Pippin. — Tak, to si˛e zgadza. Stałem przy nim, gdy zad ˛ał w róg. Lecz pomoc nie nadeszła. Tylko nowe bandy orków. — A wi˛ec byłe´s przy tym — rzekł Denethor patrz ˛ac pilnie w twarz hobbita. — Opowiedz mi wszystko. Dlaczego pomoc nie nadeszła? Jakim sposobem ty ocalałe´s, a poległ Boromir, m ˛a˙z tak wielkiej siły, maj ˛ac tylko gar´s´c orków przeciw sobie? Pippin zaczerwienił si˛e i zapomniał o strachu. — Najsilniejszy m ˛a˙z zgin ˛a´c mo˙ze od jednej strzały — odparł — a Boromi- ra przeszył cały rój strzał. Gdy go ostatni raz widziałem, osun ˛ał si˛e pod drzewo i wyci ˛agał ze swojego boku czarnopióry grot. Co do mnie, omdlałem w tym mo- mencie i wzi˛eto mnie do niewoli. Pó´zniej ju˙z nie widziałem Boromira i nic wi˛ecej o nim nie słyszałem. Ale czcz˛e jego pami˛e´c, bo to był m˛e˙zny człowiek. Umarł, ˙ze- by nas ocali´c, mnie i mego współplemie´nca Meriadoka; ˙zołdacy czarnego Władcy porwali nas obu i powlekli w lasy. Chocia˙z nie zdołał nas obroni´c, nie umniejsza to mojej wdzi˛eczno´sci. Pippin spojrzał Denethorowi prosto w oczy, bo zbudziła si˛e w nim jaka´s dziw- na duma i zranił go ton wzgardy czy podejrzenia w zimnym głosie starca. — Wiem, ˙ze tak mo˙znemu władcy ludzi nie na wiele si˛e przydadz ˛a usługi hob- bita, niziołka z dalekiego północnego kraju, lecz to, na co mnie sta´c, ofiarowuj˛e ci na spłat˛e mego długu. I odrzucaj ˛ac z ramion szary płaszcz Pippin dobył mieczyka, by zło˙zy´c go u nóg Denethora. Nikły u´smiech, jak chłodny błysk sło´nca w zimowy wieczór, przemkn ˛ał po starczej twarzy; Denethor spu´scił jednak głow˛e i wyci ˛agn ˛ał r˛ek˛e odkładaj ˛ac na bok szcz ˛atki Boromirowego rogu. 17

— Podaj mi swój or˛e˙z! — rzekł. Pippin podniósł mieczyk i podał władcy r˛ekoje´sci ˛a do przodu. — Sk ˛ad go masz? — spytał Denethor. — Wiele, wiele lat przetrwała ta stal. To niew ˛atpliwie ostrze wykute przez nasze plemi˛e na północy w niepami˛etnej przeszło´sci. — Bro´n ta pochodzi z Kurhanów, które wznosz ˛a si˛e na pograniczu mojego kraju — odparł Pippin. — Lecz dzi´s mieszkaj ˛a tam jedynie zło´sliwe upiory i wo- lałbym o nich nie mówi´c wi˛ecej. — Dziwne legendy kr ˛a˙z ˛a o was — rzekł Denethor. — Raz jeszcze sprawdza si˛e przysłowie, ˙ze nie nale˙zy s ˛adzi´c człowieka — lub niziołka — po pozorach. Przyjmuj˛e twoje usługi. Niełatwo ci˛e bowiem nastraszy´c słowami i umiesz prze- mawia´c dworn ˛a mow ˛a, chocia˙z brzmi ona niezwykle w uszach ludów południa. Nadchodz ˛a czasy, gdy potrzebni nam b˛ed ˛a pomocnicy rycerskich obyczajów, mali czy wielcy. Przysi˛egnij mi teraz wierno´s´c. — Ujmij r˛ekoje´s´c miecza — pouczył hobbita Gandalf — i powtarzaj za De- nethorem przysi˛eg˛e, je´sli nie zmieniłe´s postanowienia. — Nie zmieniłem — rzekł Pippin. Starzec poło˙zył mieczyk na swych kolanach i zacz ˛ał recytowa´c formuł˛e przy- si˛egi, Pippin za´s, z r˛ek ˛a na gardzie, powtarzał z wolna słowo po słowie. — ´Slubuj˛e wierno´s´c i słu˙zb˛e Gondorowi i Namiestnikowi władaj ˛acemu tym królestwem. Jemu posłuszny, b˛ed˛e usta otwierał lub zamykał, czynił lub wstrzy- mywał si˛e od czynów, pójd˛e, gdzie mi rozka˙ze, lub wróc˛e na jego wezwanie, słu˙zy´c mu b˛ed˛e w biedzie lub w dostatku, w czas pokoju lub wojny, ˙zyciem lub ´smierci ˛a, od tej chwili, a˙z dopóki mój pan mnie nie zwolni lub ´smier´c nie zabie- rze, lub ´swiat si˛e nie sko´nczy. Tak rzekłem ja, Peregrin, syn Paladina, niziołek z Shire’u. — Przyj ˛ałem te słowa, ja, Denethor, syn Ektheliona, Władca Gondoru, Na- miestnik wielkiego króla, i nie zapomn˛e ich ani te˙z nie omieszkam wynagrodzi´c sprawiedliwie: wierno´s´c miło´sci ˛a, m˛estwa czci ˛a, wiarołomstwa pomst ˛a. Po czym Pippin otrzymał z powrotem swój mieczyk i wsun ˛ał go do pochwy. — A teraz — rzekł Denethor — daj˛e ci pierwszy rozkaz: mów i nie prze- milczaj prawdy. Opowiedz mi cał ˛a histori˛e, przypomnij sobie wszystko, co wiesz o moim synu Boromirze. Si ˛ad´z i zaczynaj! Mówi ˛ac to uderzył w mały srebrny gong stoj ˛acy obok jego podnó˙zka i natych- miast zjawili si˛e słudzy. Pippin zrozumiał, ˙ze stali od pocz ˛atku w niszach po obu stronach drzwi, gdzie ani on, ani Gandalf nie mogli ich widzie´c. — Przynie´scie wino, jadło i krzesła dla go´sci — rzekł Denethor — i pilnujcie, by nikt nam nie przeszkodził w ci ˛agu nast˛epnej godziny. — Tyle tylko czasu mog˛e wam po´swi˛eci´c — dodał zwracaj ˛ac si˛e do Gandalfa — bo wiele spraw ci ˛a˙zy na mojej głowie. Mo˙ze nawet wa˙zniejszych, lecz mniej dla mnie pilnych. Ale je´sli si˛e da, porozmawiamy znowu dzi´s wieczorem. 18

— Mam nadziej˛e, ˙ze wcze´sniej jeszcze — odparł Gandalf. — Spieszyłem bowiem z wiatrem na wy´scigi z odległego o sto pi˛e´cdziesi ˛at staj Isengardu nie tylko po to, by ci przywie´z´c jednego małego wojaka, cho´cby najdworniejszych obyczajów. Czy nie ma dla ciebie wagi wiadomo´s´c, ˙ze Theoden stoczył wielk ˛a bitw˛e, ˙ze Isengard padł i ˙ze złamałem ró˙zd˙zk˛e Sarumana? — Nowiny bardzo wa˙zne, lecz wiedziałem o tym bez ciebie, do´s´c by powzi ˛a´c własne plany ku obronie od gro´zby ze wschodu. Denethor zwrócił ciemne oczy na Gandalfa, a Pippin nagle spostrzegł mi˛edzy nimi dwoma jakie´s podobie´nstwo i wyczuł napi˛ecie dwóch sił, jak gdyby tl ˛acy si˛e lont ł ˛aczył dwie pary oczu i lada chwila mógł buchn ˛a´c płomieniem. Denethor nawet bardziej wygl ˛adał na czarodzieja ni˙z Gandalf, wi˛ecej miał w sobie majestatu, urody i siły. Zdawał si˛e starszy. Lecz inny jaki´s zmysł na prze- kór wzrokowi upewnił Peregrina, ˙ze Gandalf posiada wi˛eksz ˛a moc, gł˛ebsz ˛a m ˛a- dro´s´c i majestat wspanialszy, chocia˙z ukryty. Na pewno te˙z był starszy. „Ile on mo˙ze mie´c lat?” — my´slał Pippin i dziwił si˛e, ˙ze nigdy dotychczas nie zadał sobie tego pytania. Drzewiec mruczał co´s o czarodziejach, lecz słuchaj ˛ac go hobbit nie pami˛etał, ˙ze to dotyczy równie˙z Gandalfa. Kim jest naprawd˛e Gandalf? W jakiej odległej przeszło´sci, w jakim kraju przyszedł na ´swiat? Kiedy go opu´sci? Pip- pin ockn ˛ał si˛e z zadumy. Denethor i Gandalf wci ˛a˙z patrzyli sobie w oczy, jakby nawzajem czytaj ˛ac swe my´sli. Lecz Denethor pierwszy odwrócił twarz. — Tak — powiedział. — Kryształy jasnowidzenia podobno zagin˛eły, mimo to władcy Gondoru maj ˛a wzrok bystrzejszy ni˙z pospolici ludzie i wiele nowin dociera do nich. Ale teraz prosz˛e, si ˛ad´zcie. Słudzy przynie´sli fotel i niskie krzesełko, podali na tacy srebrny dzban, kubki i białe ciasto. Pippin usiadł, lecz nie mógł oderwa´c oczu od starego władcy. Czy mu si˛e zdawało, czy te˙z rzeczywi´scie mówi ˛ac o kryształach Denethor z nagłym błyskiem w oczach spojrzał na niego. — Opowiedz swoj ˛a histori˛e, mój wasalu — rzekł Denethor na pół ˙zartobliwie, a na pół drwi ˛aco. — Cenne s ˛a dla mnie słowa tego, kto przyja´znił si˛e z moim synem. Pippin na zawsze zapami˛etał t˛e godzin˛e sp˛edzon ˛a w ogromnej sali pod przeni- kliwym spojrzeniem Władcy Gondoru, w ogniu coraz to nowych podchwytliwych pyta´n, z Gandalfem u boku przysłuchuj ˛acym si˛e czujnie i pow´sci ˛agaj ˛acym — hob- bit wyczuwał to nieomylnie — gniewn ˛a niecierpliwo´s´c. Kiedy min ˛ał wyznaczony czas i Denethor znów zadzwonił w gong, Pippin był bardzo znu˙zony. „Jest chyba niewiele po dziewi ˛atej — my´slał. — Mógłbym teraz zje´s´c trzy ´sniadania za jednym zamachem”. — Zaprowad´zcie dostojnego Mithrandira do przygotowanego dla´n domu — powiedział Denethor do sług. — Jego towarzysz mo˙ze, je´sli sobie ˙zyczy, zamiesz- 19

ka´c tymczasem razem z nim. Ale wiedzcie, ˙ze zaprzysi ˛agł mi słu˙zb˛e; nazywa si˛e Peregrin, syn Paladina; trzeba go wtajemniczy´c w pomniejsze hasła. Zawiadom- cie dowódców, ˙ze maj ˛a si˛e stawi´c tutaj u mnie mo˙zliwie zaraz po wybiciu trzeciej godziny. Ty, czcigodny Mithrandirze, przyjd´z równie˙z, je´sli i kiedy ci si˛e spodo- ba. O ka˙zdej porze masz do mnie wst˛ep wolny, z wyj ˛atkiem krótkich godzin mego snu. Ochło´n z gniewu, który w tobie wzbudziło szale´nstwo starca, i wró´c, by mnie wesprze´c rad ˛a i pociech ˛a. — Szale´nstwo? — powtórzył Gandalf. — O, nie! Pr˛edzej umrzesz, ni˙z stracisz rozum, dostojny panie. Umiesz nawet ˙załoby u˙zy´c jako płaszcza. Czy s ˛adzisz, ˙ze nie zrozumiałem, dlaczego przez godzin˛e wypytywałe´s tego, który wie mniej, chocia˙z ja siedziałem obok? — Je´sli zrozumiałe´s, mo˙zesz by´c zadowolony — odparł Denethor. — Sza- le´nstwem byłaby duma, która by wzgardziła pomoc ˛a i rad ˛a w potrzebie; lecz ty udzielasz tych darów wedle własnych zamysłów. Władca Gondoru nie b˛edzie ni- gdy narz˛edziem cudzych planów, cho´cby najszlachetniejszych. W jego bowiem oczach ˙zaden cel na tym ´swiecie nie mo˙ze górowa´c nad spraw ˛a Gondoru. A Gon- dorem ja rz ˛adz˛e, nikt inny, chyba ˙ze wróc ˛a królowie. — Chyba ˙ze wróc ˛a królowie? — powtórzył Gandalf. — Słusznie, czcigod- ny Namiestniku, twoim obowi ˛azkiem jest zachowa´c królestwo na ten przypadek, którego dzi´s ju˙z mało kto si˛e spodziewa. I w tym zadaniu u˙zycz˛e ci wszelkiej po- mocy, jak ˛a zechcesz ode mnie przyj ˛a´c. Ale powiem jasno: nie rz ˛adz˛e ˙zadnym kró- lestwem, Gondorem ani innym pa´nstwem, wielkim czy małym. Obchodzi mnie wszak˙ze ka˙zde dobro zagro˙zone niebezpiecze´nstwem na tym dzisiejszym ´swie- cie. W moim sumieniu nie uznam, ˙ze nie spełniłem obowi ˛azku, cho´cby Gondor zgin ˛ał, je´sli przetrwa t˛e noc co´s innego, co mo˙ze jutro rozkwitn ˛a´c i przynie´s´c owoce. Ja bowiem tak˙ze jestem namiestnikiem. Czy´s o tym nie wiedział? I rzekłszy to odwrócił si˛e, a Pippin biegł za nim do wyj´scia usiłuj ˛ac dotrzyma´c mu kroku. Gandalf nie spojrzał na hobbita ani si˛e nie odezwał do niego przez cał ˛a dro- g˛e. Przewodnik wprowadził ich od drzwi sali przez Plac Wodotrysku na uliczk˛e mi˛edzy wysokie kamienne budynki. Skr˛ecali par˛e razy, nim wreszcie zatrzyma- li si˛e przed domem w pobli˙zu muru strzeg ˛acego twierdzy od północnej strony, opodal ramienia, które ł ˛aczyło gród z głównym masywem góry. Weszli po sze- rokich rze´zbionych schodach na pi˛etro, gdzie znale´zli si˛e w pi˛eknym pokoju, ja- snym i przestronnym, ozdobionym zasłonami z gładkiej, l´sni ˛acej, złocistej tkani- ny. Sprz˛etów było tu niewiele, nic prócz stolika, dwóch krzeseł i ławy, ale po obu stronach w nie zasłoni˛etych alkowach przygotowano łó˙zka z porz ˛adn ˛a po´sciel ˛a, a tak˙ze miski i dzbany z wod ˛a do mycia. Trzy wysokie, w ˛askie okna otwierały widok na północ, ponad szerok ˛a p˛etl ˛a Anduiny, wci ˛a˙z jeszcze osnutej mgł ˛a, ku odległym wzgórzom Emyn Muil i wodogrzmotom Rauros. Pippin musiał wle´z´c na ław˛e i wychyli´c si˛e poprzez szeroki kamienny parapet, by wyjrze´c na ´swiat. 20

— Czy gniewasz si˛e na mnie, Gandalfie? — spytał, gdy przewodnik pozosta- wił ich samych i zamkn ˛ał drzwi. — Zrobiłem, co mogłem. — Bez w ˛atpienia! — odparł Gandalf wybuchaj ˛ac nagle ´smiechem; podszedł do Pippina, obj ˛ał go ramieniem i tak˙ze popatrzał przez okno. Pippin zerkn ˛ał na twarz Czarodzieja góruj ˛ac ˛a tu˙z nad jego głow ˛a, troch˛e zaskoczony, bo ´smiech za- brzmiał beztrosko i wesoło. A jednak porysowana zmarszczkami twarz Gandalfa wydała mu si˛e w pierwszej chwili zakłopotana i smutna; dopiero po dłu˙zszej ob- serwacji dostrzegł pod t ˛a mask ˛a wyraz wielkiej rado´sci, ukryte ´zródło wesela, tak bogate, ˙ze mogłoby ´smiechem wypełni´c całe królestwo, gdyby trysn˛eło swobod- nie. — Niew ˛atpliwie zrobiłe´s, co mogłe´s — rzekł Czarodziej. — Mam nadziej˛e, ˙ze niepr˛edko po raz drugi znajdziesz si˛e w równie trudnym poło˙zeniu, mi˛edzy dwoma tak gro´znymi starcami. Mimo wszystko Władca Gondoru dowiedział si˛e od ciebie wi˛ecej, ni˙z przypuszczasz, Pippinie. Nie zdołałe´s ukry´c przed nim, ˙ze nie Boromir przewodził Dru˙zynie po wyj´sciu z Morii i ˙ze był w´sród was kto´s niezwykle dostojny, kto wkrótce przyb˛edzie do Minas Tirith, i ˙ze ten kto´s ma u boku legendarny miecz. Ludzie w Gondorze my´sl ˛a wiele o starych legendach, a Denethor, odk ˛ad Boromir ruszył na wypraw˛e, nieraz rozwa˙zał słowa wyroczni i zastanawiał si˛e, co miała znaczy´c „zguba Isildura”. To człowiek niepospolity w´sród ludzi tych czasów, Pippinie; kimkolwiek byli jego przodkowie, niemal najczystsza krew Westernesse płynie w ˙zyłach Denetho- ra, tak jak i w ˙zyłach jego młodszego syna, Faramira; Boromir, którego ojciec najbardziej kochał, był jednak inny. Denethor si˛ega wzrokiem daleko. Je´sli wy- t˛e˙zy wol˛e, mo˙ze wyczyta´c wiele z tego, co inni my´sl ˛a, nawet je´sli przebywaj ˛a w odległym kraju. Niełatwo go oszuka´c i niebezpiecznie byłoby tego próbowa´c. Pami˛etaj o tym, Pippinie. Zaprzysi ˛agłe´s mu bowiem słu˙zb˛e. Nie wiem, sk ˛ad ci ten pomysł przyszedł do głowy czy mo˙ze do serca. Ale dobrze post ˛apiłe´s. Nie przeszkodziłem ci w tym, bo zimny rozs ˛adek nie powinien nigdy hamowa´c szla- chetnych porywów. Nie tylko wprawiłe´s go w dobry humor, ale wzruszyłe´s jego serce. Zyskałe´s za´s przynajmniej swobod˛e poruszania si˛e do woli po Minas Tirith — gdy nie b˛edziesz na słu˙zbie. Medal ma bowiem drug ˛a stron˛e. Oddałe´s si˛e pod rozkazy Denethora; on o tym nie zapomni. B ˛ad´z nadal ostro˙zny! Gandalf umilkł i westchn ˛ał. — No tak, ale nie trzeba zbyt wiele my´sle´c o jutrze. Przede wszystkim dlatego, ˙ze ka˙zdy nast˛epny dzie´n przez długi czas jeszcze b˛edzie przynosił gorsze troski ni˙z poprzedni. A ja nie b˛ed˛e ci mógł teraz w niczym pomóc. Szachownica jest zastawiona, figury ju˙z poszły w ruch; jedn ˛a z nich bardzo chciałbym odnale´z´c, a mianowicie Faramira, który jest obecnie spadkobierc ˛a Denethora. Nie s ˛adz˛e, by przebywał w stolicy, ale nie miałem czasu na zasi˛egni˛ecie j˛ezyka. Musz˛e ju˙z i´s´c, Pippinie. Musz˛e wzi ˛a´c udział w naradzie dowódców i dowiedzie´c si˛e z niej jak najwi˛ecej. Teraz jednak kolej na ruch przeciwnika, który lada chwila otworzy 21

wielk ˛a gr˛e. A pionki zagraj ˛a w niej role nie mniejsze ni˙z figury, Peregrinie, synu Paladina, ˙zołnierzu Gondoru. Wyostrz swój miecz! Gandalf podszedł do drzwi, lecz odwrócił si˛e od progu raz jeszcze. — Spiesz˛e si˛e, Pippinie — rzekł. — Oddaj mi pewn ˛a przysług˛e, gdy wyjdziesz na miasto. Zrób to, zanim poło˙zysz si˛e na spoczynek, je´sli nie jeste´s zanadto zm˛e- czony. Odszukaj Gryfa i sprawd´z, jak go zaopatrzono. Tutejsi ludzie s ˛a dobrzy dla zwierz ˛at, bo to zacne i rozumne plemi˛e, ale nie umiej ˛a obchodzi´c si˛e z ko´nmi tak jak Rohirrimowie. Z tym słowy Gandalf wyszedł, a w tej˙ze chwili z wie˙zy fortecznej rozległ si˛e głos dzwonu, czysty i d´zwi˛eczny. Trzy uderzenia srebrzy´scie rozbrzmiały w po- wietrzu i umilkły: wybiła godzina trzecia po wschodzie sło´nca. Pippin wkrótce potem zbiegł ze schodów i rozejrzał si˛e po ulicy. Sło´nce ´swie- ciło jasne i ciepłe, wie˙ze i wysokie domy rzucały wydłu˙zone, ostre cienie w stro- n˛e zachodu. W górze pod bł˛ekitem szczyt Mindolluiny wznosił kołpak i okryte ´snie˙znym płaszczem ramiona. Wszystkimi ulicami grodu zbrojni m˛e˙zowie d ˛a˙zyli w ró˙znych kierunkach, jakby z wybiciem trzeciej godziny spieszyli zmieni´c stra˙ze i obj ˛a´c posterunki. — W Shire liczyliby´smy godzin˛e dziewi ˛at ˛a — stwierdził gło´sno sam do siebie Pippin. — Pora smacznego ´sniadania i otwarcia okna na blask wiosennego sło´nca. Ach, jak ch˛etnie bym zjadł ´sniadanie! Ciekawe, czy ci ludzie tutaj w ogóle znaj ˛a ten zwyczaj; mo˙ze u nich ju˙z dawno po ´sniadaniu? Kiedy te˙z podaj ˛a obiad i gdzie? W tym momencie zobaczył m˛e˙zczyzn˛e w czarno-białej odzie˙zy zbli˙zaj ˛acego si˛e w ˛ask ˛a uliczk ˛a od o´srodka twierdzy. Pippin czuł si˛e samotny, postanowił wi˛ec zagadn ˛a´c nieznajomego, gdy ten b˛edzie go mijał; okazało si˛e to jednak niepo- trzebne, bo m˛e˙zczyzna podszedł wprost do niego. — Ty jeste´s niziołek Peregrin? — spytał. — Powiedziano mi, ˙ze zło˙zyłe´s przy- si˛eg˛e na słu˙zb˛e władcy tego grodu. Witaj! — Wyci ˛agn ˛ał r˛ek˛e, któr ˛a Pippin u´sci- sn ˛ał. — Nazywam si˛e Beregond, syn Baranora. Mam wolne przedpołudnie, wi˛ec zlecono mi wyuczy´c ci˛e haseł i wyja´sni´c przynajmniej cz˛e´s´c tego, co z pewno- ´sci ˛a chciałby´s wiedzie´c. Ja ze swej strony te˙z spodziewam si˛e nauczy´c od ciebie niejednego. Nigdy bowiem jeszcze nie widzieli´smy w tym kraju niziołka, a cho´c doszły nas ró˙zne słuchy o waszym plemieniu, stare historie, które si˛e u nas zacho- wały, nic prawie o was nie mówi ˛a. Co wi˛ecej, jeste´s przyjacielem Mithrandira. Czy znasz go dobrze? — Jak by ci rzec? — odparł Pippin. — Nasłuchałem si˛e o nim wiele przez całe moje krótkie ˙zycie, ostatnio za´s odbyłem dług ˛a podró˙z w jego towarzystwie. Ale w tej ksi˛edze czyta´c by mo˙zna długo, a ja nie mog˛e si˛e chwali´c, ˙ze poznałem z niej wi˛ecej ni˙z jedn ˛a, mo˙ze dwie kartki. My´sl˛e jednak, ˙ze mało kto zna go lepiej. Na przykład w naszej kompanii tylko Aragorn znał go naprawd˛e. 22

— Aragorn? — spytał Beregond. — Co to za jeden? — Hm... — zaj ˛akn ˛ał si˛e Pippin. — Człowiek, który z nami w˛edrował. Zdaje si˛e, ˙ze teraz bawi w Rohanie. — Ty równie˙z, jak mi mówiono, byłe´s w Rohanie. Ch˛etnie bym ci˛e o ten kraj tak˙ze wypytywał, bo znaczn ˛a cz˛e´s´c tej nikłej nadziei, jaka nam została, w nim wła´snie pokładamy. Ale zaniedbuj˛e swe obowi ˛azki, przede wszystkim bowiem miałem odpowiada´c na twoje pytania. Czegó˙z pragniesz si˛e dowiedzie´c, Peregri- nie? — Je´sli wolno... hm... najpierw chciałbym zada´c pytanie do´s´c dla mnie w tej chwili pal ˛ace, w sprawie ´sniadania i rzeczy temu podobnych. Mówi ˛ac pro´sciej, ciekaw jestem, w jakich porach jada si˛e u was, a tak˙ze gdzie mie´sci si˛e sala jadal- na, je´sli w ogóle istnieje. A gospody? Rozgl ˛adałem si˛e jad ˛ac pod gór˛e, lecz nic w tym rodzaju nie dostrzegłem, chocia˙z dobrze krzepiła mnie nadzieja na łyk do- brego piwa, który spodziewałem si˛e dosta´c w tej siedzibie m ˛adrych i uprzejmych ludzi. Beregond popatrzał na niego z powag ˛a. — Stary wojak z ciebie, jak widz˛e — rzekł. — Powiadaj ˛a, ˙ze ˙zołnierze na wyprawie wojennej zawsze rozgl ˛adaj ˛a si˛e pilnie za okazj ˛a do jadła i napitku; nie wiem, czy to prawda, bo sam niewiele po ´swiecie podró˙zowałem. A wi˛ec nic jeszcze dzisiaj w ustach nie miałe´s? — ˙Zeby nie skłama´c, musz˛e przyzna´c, ˙ze miałem — odparł Pippin — ale tylko kubek wina i kawałek ciasta, z łaski waszego władcy, który mnie przy tym pocz˛estunku tak wy˙zyłował pytaniami, ˙ze mi si˛e jeszcze bardziej je´s´c zachciało. Beregond ´smiał si˛e serdecznie. — Jest u nas gadka, ˙ze mali ludzie najwi˛ekszych przy stole prze´scigaj ˛a. Wiedz, ˙ze nie gorsze jadłe´s ´sniadanie ni˙z reszta załogi w grodzie, chocia˙z bardziej za- szczytne. ˙Zyjemy w warowni, w wie˙zy stra˙zniczej i w stanie wojennego pogoto- wia. Wstajemy wcze´sniej ni˙z sło´nce, przegryzamy byle czym o brzasku i obejmu- jemy słu˙zb˛e wraz ze ´switem. Ale nie rozpaczaj! — Za´smiał si˛e znowu, widz ˛ac, jak Pippinowi mina zrzedła. — Ci, którzy wykonuj ˛a ci˛e˙zkie prace, posilaj ˛a si˛e dodat- kowo w ci ˛agu przedpołudnia. Potem jemy ´sniadanie w południe lub pó´zniej, jak komu obowi ˛azki pozwol ˛a; a po zachodzie sło´nca zbieramy si˛e na główny posiłek i zabawiamy si˛e wtedy, o tyle, o ile jeszcze w tych czasach zabawia´c si˛e mo˙z- na. A teraz chod´zmy! Oprowadz˛e ci˛e po grodzie, postaramy si˛e o jaki´s prowiant i zjemy na murach, ciesz ˛ac si˛e pi˛eknym porankiem. — Zaraz, zaraz! — odparł rumieni ˛ac si˛e Pippin. — Łakomstwo czy te˙z głód, je´sli zechcesz łaskawie tak to nazwa´c, wymazało z mej pami˛eci wa˙zniejsz ˛a spra- w˛e. Gandalf — Mithrandir — jak wy go nazywacie — polecił mi, bym odwiedził jego wierzchowca, Gryfa, wspaniałego rumaka z Rohanu, perł˛e królewskiej stad- niny, którego mimo to król Theoden podarował Mithrandirowi za jego zasługi. Zdaje mi si˛e, ˙ze nowy wła´sciciel kocha to zwierz˛e serdeczniej ni˙z niejednego 23

człowieka, je´sli wi˛ec chcecie go sobie zjedna´c, potraktujcie Gryfa z wszelkimi honorami, w miar˛e mo˙zno´sci lepiej nawet ni˙z hobbita... — Hobbita? — przerwał mu Beregond. — Tak my siebie nazywamy — wyja´snił Pippin. — Ciesz˛e si˛e, ˙ze´s mnie tej nazwy nauczył — rzekł Beregond — bo teraz mog˛e powiedzie´c, ˙ze obcy akcent nie szpeci pi˛eknej wymowy, a hobbici to plemi˛e bardzo wymowne. Chod´zmy! Zapoznasz mnie z tym szlachetnym koniem. Lubi˛e zwierz˛eta, niestety rzadko je widuj˛e w naszym kamiennym grodzie; wychowałem si˛e gdzie indziej, w dolinie pod górami, a rodzina moja pochodzi z Ithilien. B ˛ad´z wszak˙ze spokojny! Zło˙zymy Gryfowi krótk ˛a wizyt˛e, tyle tylko, ile grzeczno´s´c wymaga, potem za´s pospieszymy do spi˙zarni. Pippin zastał Gryfa w porz ˛adnej stajni i dobrze opatrzonego. W szóstym bo- wiem kr˛egu poza murami warowni było kilka stajen, gdzie trzymano r ˛acze wierz- chowce w pobli˙zu kwatery go´nców Namiestnika; go´ncy czuwali, gotowi zawsze do drogi na rozkaz Denethora lub którego´s z najwy˙zszych dowódców. Tego jed- nak ranka wszyscy ci ludzie ich konie byli poza grodem na słu˙zbie. Gryf na widok Pippina zar˙zał i zwrócił ku niemu łeb. — Dzie´n dobry! — powiedział Pippin. — Gandalf przyjdzie, jak tylko b˛edzie miał chwil˛e woln ˛a. Jest zaj˛ety, ale przysyła ci pozdrowienia oraz mnie, ˙zebym sprawdził, czy ci czego nie brakuje i czy´s ju˙z odpocz ˛ał po trudach. Gryf zadzierał łeb i grzebał nog ˛a, lecz pozwolił Beregondowi pogłaska´c si˛e lekko po karku. — Wygl ˛ada, jakby rwał si˛e do wy´scigu, a nie jakby wła´snie przybył z dalekiej drogi — rzekł Beregond. — Silny i dumny ko´n. A gdzie siodło i uzda? Nale˙załby mu si˛e strój bogaty i pi˛ekny. — Nie ma do´s´c bogatego i pi˛eknego rz˛edu dla takiego konia — odparł Pip- pin. — Nie zniósłby te˙z w˛edzidła. Je´sli zgodzi si˛e nie´s´c je´zd´zca, niczego wi˛ecej nie trzeba; je´sli nie zechce, nie zmusisz go w˛edzidłem, ostrog ˛a ani biczem. Do widzenia, Gryfie. B ˛ad´z cierpliwy. Bitwa ju˙z blisko. Rumak zadarł łeb i zar˙zał tak pot˛e˙znie, ˙ze mury stajni zatrz˛esły si˛e, a Beregond i Pippin zatkali uszy. Sprawdzili jeszcze, czy w ˙złobie jest do´s´c obroku, i wreszcie po˙zegnali Gryfa. — A teraz poszukajmy obroku dla siebie — rzekł Beregond prowadz ˛ac Pippi- na z powrotem do twierdzy, pod bram˛e w północnym murze ogromnej wie˙zy. St ˛ad zeszli po długich schodach w szeroki chłodny korytarz o´swietlony latarniami. Po obu jego stronach widniały szeregi drzwi, a jedne z nich były wła´snie otwarte. — Tu mieszcz ˛a si˛e składy i spi˙zarnie mojego oddziału — powiedział Bere- gond. — Witaj, Targonie! — zawołał przez uchylone drzwi. — Wcze´snie jeszcze, ale przyprowadziłem go´scia, którego Denethor przyj ˛ał dzi´s do słu˙zby. Przybywa 24