uzavrano

  • Dokumenty11 087
  • Odsłony1 787 797
  • Obserwuję782
  • Rozmiar dokumentów11.3 GB
  • Ilość pobrań1 053 571

Cykl-Gwiezdne Wojny - Młodzi Rycerze Jedi (03) Zagubieni (M) - Kevin J.Anderson Rebecca

Dodano: 7 lata temu

Informacje o dokumencie

Dodano: 7 lata temu
Rozmiar :679.1 KB
Rozszerzenie:pdf

Cykl-Gwiezdne Wojny - Młodzi Rycerze Jedi (03) Zagubieni (M) - Kevin J.Anderson Rebecca .pdf

uzavrano EBooki C Cykl-Gwiezdne Wojny
Użytkownik uzavrano wgrał ten materiał 7 lata temu. Od tego czasu zobaczyło go już 37 osób, 46 z nich pobrało dokument.

Komentarze i opinie (0)

Transkrypt ( 25 z dostępnych 145 stron)

STAR WARS lata Michael Reaves Darth Maul - łowca z mroku - 32 Terry Brooks Część I. Mroczne widmo - - 32 Greg Bear Planeta ycia - 29 R.A. Salvatore Część II. Atak klonów - 21,5 A.C. Crispin Rajska pułapka - 10...0 A.C. Crispin Gambit Hunów - 10...0 A.C. Crispin Świt Rebelii - 10...0 L. Neil Smith Lando Carlissian i Myśloharfa Sharów - 4 L. Neil Smith Lando Carlissian i Ogniowicher Oseona - 3 L. Neil Smith Lando Carlfssian i Gwiazdogrota Thon Boka - 3 Brian Daley Przygody Hana Solo - 2 George Lucas Nowa nadzieja 0 Kevin Andersen Opowieści z kantyny Mos Eisley 0...3 Peter Schweighofer (red.) Opowieści z Imperium 0...3 Peter Schweighofer, Craig Carey (red.) Opowieści z Nowej Republiki 0...3 Alan Dean Foster Spotkanie na Mimban 1 Donald F. Glut Imperium kontratakuje 3 Kevin Andersen Opowieści łowców nagród 3 Steve Perry Cienie Imperium 3, 5 K.W. Jeter Mandaloriańska zbroja 4 K.W. Jeter Spisek Xizora 4 K.W. Jeter Polowanie na łowcę 4 James Kahan Powrót Jedi 4 Kathy Tyers Pakt na Bakurze 4 Michael Stackpole X-wingi. Eskadra Łotrów 6,5...7 Dave Wolverton Ślub księ niczki Lei 8 Timothy Zahn Dziedzic Imperium 9 Timothy Zahn Ciemna Strona Mocy 9 Timothy Zahn Ostatni rozkaz 9 Kevin J. Anderson W poszukiwaniu Jedi 11 Kevin J. Anderson Liczeń Ciemnej Strony 11 Kevin J. Anderson Władcy Mocy 11

Michael Stackpole Ja, Jedi 11 Barbara Hambly Dzieci Jedi 12 Kevin J. Anderson Miecz Ciemności 12 Barbara Hambly Planeta zmierzchu 13 Vonda N. Mclntyre Kryształowa Gwiazda 14 Michael P. Kube-McDowell Przed burzą 16 Michael P. Kube-McDowell Tarcza kłamstw 16 Michael P. Kube-McDowell Próba tyrana 17 Kristine Kathryn Rusch Nowa Rebelia 17 Roger MacBride Allen Zasadzka na Korelii 18 Roger MacBride Allen Napaść na Selonif 18 Roger MacBride Allen Zwycięstwo na Centerpoint 18 Timothy Zahn Widmo przeszłości 19 Timothy Zahn Wizja przyszłości 19 Kevin J. Anderson, R. Moesta Spadkobiercy Mocy 23 Kevin J. Andersen, R. Moesta Akademia Ciemnej Strony 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Zagubieni 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Miecze świetlne 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Najciemniejszy rycerz 23 Kevin J. Anderson, R. Moesta Oblę enie Akademii Jedi 23 NOWA ERA JEDI R.A. Salvatore Wektor pierwszy 25 Michael Stackpole Mroczny przypływ I: Szturm 25 Michael Stackpole Mroczny przypływ II: Inwazja 25 James Luceno Agenci chaosu I: Próba bohatera 25 James Luceno Agenci chaosu II: Zmierzch Jedi 25 Troy Denning Gwiazda po gwieździe 25 Kathy Tyers Punkt równowagi 26 Greg Keyes Ostrze zwycięstwa I: Podbój 26 Greg Keyes Ostrze zwycięstwa II: Odrodzenie 26

ALBUMY, ENCYKLOPEDIE, PRZEWODNIKI Jonathan Bresman Gwiezdne Wojny: Część I. Mroczne widmo - album Lauren Bouzereau, Jody Duncan Gwiezdne Wojny: Część I. Mroczne widmo - jak powstawał film Pod redakcją Deborah Cali Gwiezdne Wojny: Imperium kontratakuje - album Pod redakcją Carol Titelman Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja - album Lawrence Kasdan, George Lucas Gwiezdne Wojny: Powrót Jedi - album Bill Slavicsek Gwiezdne Wojny - przewodnik encyklopedyczny Bill Smith Ilustrowany przewodnik po broniach i technice Gwiezdnych Wojen Praca zbiorowa Ilustrowany przewodnik po chronologii Gwiezdnych Wojen Daniel Wallace Ilustrowany przewodnik po planetach i księ ycach Gwiezdnych Wojen Andy Mangels Ilustrowany przewodnik po postaciach Gwiezdnych Wojen Praca zbiorowa Ilustrowany przewodnik po robotach i androidach Gwiezdnych Wojen Bill Smith Ilustrowany przewodnik po statkach, okrętach i pojazdach Gwiezdnych Wojen Kevin J. Anderson Ilustrowany wszechświat Gwiezdnych Wojen Ann Margaret Lewis Ilustrowany przewodnik po rasach obcych istot wszechświata Gwiezdnych Wojen Mark Cotta Vaz Gwiezdne Wojny: Cześć II. Atak klonów - album

KEVIN J. ANDERSON REBECCA MOESTA ZAGUBIENI (Przeło ył Andrzej Pyrzycki)

44 lata przed Nową nadzieją UCZEŃ JEDI 33 lata przed Nową nadzieją Maska kłamstw Darth Maul: łowca z mroku 32 lata przed Nową nadzieją Gwiezdne Wojny Część I Mroczne widmo 29 lat przed Nową nadzieją Planeta ycia Nadciągająca burza 22 lata przed Nową nadzieją Gwiezdne Wojny Część II. Atak klonów 20 lat przed Nową nadzieją Gwiezdne Wojny Część III 10-8 lat przed Nową nadzieją TRYLOGIA HANA SOLO Rajska pułapka Gambit Huttów Świt Rebelii 5-2 lata przed Nową nadzieją PRZYGODY LANDA CALRISSIANA Lando Calrissian i Myśloharfa Sharów Lando Calrissian i Ogniowicher Oseona Lando Calrissian i Gwiazdogrota Thon Boka PRZYGODY HANA SOLO Han Solo na Krańcu Gwiazd Zemsta Hana Solo

Han Solo i utracona fortuna Rok 0 Gwiezdne Wojny, Część IV. Nowa nadzieja Gwiezdne Wojny Część IV. Nowa nadzieja 0-3 lata po Nowej nadziei Opowieść z kantyny Mos Eisley Spotkanie na Mimban 3 lata po Nowej nadziei Gwiezdne Wojny Część V. Imperium kontratakuje Opowieści łowców nagród 3,5 roku po Nowej nadziei Cienie Imperium 4 lata po Nowej nadziei Gwiezdne Wojny Część VI. Powrót Jedi Pakt na Bakurze Opowieści z pałacu Hutta Jabby WOJNY ŁOWCÓW NAGRÓD Mandaloriańska zbroja Spisek Xizora Polowanie na łowcę 6,5-7,5 roku po Nowej nadziei X-WINGI Eskadra Łotrów Ryzyko Wedge'a Pułapka z Krytos Wojna o Bactę

Eskadra Widm elazna Pięść Dowódca Solo 8 lat po Nowej nadziei Ślub księ niczki Leii 9 lat po Nowej nadziei X-WINGI: Zemsta Isard TRYLOGIA THRAWNA Dziedzic Imperium Ciemna Strona Mocy Ostatni rozkaz 11 lat po Nowej nadziei Ja, Jedi TRYLOGIA AKADEMIA JEDI W poszukiwaniu Jedi Uczeń Ciemnej Strony Władcy Mocy 12-13 lat po Nowej nadziei Dzieci Jedi Miecz Ciemności Planeta zmierzchu X-WINGI: Gwiezdne myśliwce z Adumara 14 lat po Nowej nadziei Kryształowa Gwiazda 16-17 lat po Nowej nadziei Trylogia KRYZYS CZARNEJ FLOTY Przed burzą Tarcza kłamstw Próba tyrana

17 lat po Nowej nadziei Nowa Rebelia 18 lat po Nowej nadziei TRYLOGIA KORELIAŃSKA Zasadzka na Korelii Napaść na Selonii Zwycięstwo na Centerpoint 19 lat po Nowej nadziei Duologia RĘKA THRAWNA Widmo przeszłości Wizja przyszłości 22 lata po Nowej nadziei NAJMŁODSI RYCERZE JEDI Złota kula Świat Lyric Obietnice Wyprawa Anakina Forteca Vadera Ostrze Kenobiego 23-24 lata po Nowej nadziei MŁODZI RYCERZE JEDI Spadkobiercy Mocy Akademia Ciemnej Strony Zagubieni Miecze świetlne Najciemniejszy rycerz Oblę enie Akademii Jedi Okruchy Alderaana Sojusz Ró norodności

Mania wielkości Nagroda Jedi Zaraza Imperatora Powrotna Ord Mantell Tarapaty w Mieście w Chmurach Kryzys w Crystal Reef 25-30 lat po Nowej nadziei NOWA ERA JEDI Wektor pierwszy Mroczny przypływ I: Szturm Mroczny przypływ II: Inwazja Agenci chaosu I: Próba bohatera Agenci chaosu II: Pora ka Jedi Punkt równowagi Ostrze zwycięstwa I: Podbój Ostrze zwycięstwa II: Odrodzenie Gwiazda po gwieździe

ROZDZIAŁ 1 Jaina Solo spoglądała, jak szmaragdowozielona bryła księ yca Yavina Cztery maleje w rufowym iluminatorze „Sokoła Tysiąclecia”. Westchnęła, wyraźnie zadowolona. - Jacenie, cieszysz się, e wracamy do domu? - zapytała, spoglądając w bursztynowe oczy brata bliźniaka. Jacen przeczesał długimi palcami rozwichrzone brązowe włosy. - Nigdy nie przypuszczałem, e to powiem - przyznał - ale cieszę się, e następny miesiąc spędzimy z mamą, tatą i braciszkiem Anakinem. - Zapewne wydoroślałeś - za artowała Jaina. - Kto, ja? - odparł Jacen, bez powodzenia udając ura onego. - Nie-e-e. - Po chwili, chcąc dać dowód tego, i teoria jego siostry jest błędna, błysnął zębami w szelmowskim uśmiechu, dzięki któremu wyglądał jak młodsze wcielenie ojca, Hana Solo, i zapytał: - Opowiedzieć ci dobry kawał? Jaina przewróciła oczami i wsunęła za ucho niesforny kosmyk włosów, który ciągle opadał jej na czoło. - Domyślam się, e i tak opowiesz, nawet je eli się nie zgodzę-po chwili pstryknęła palcami, udając, e nagle przyszedł jej do głowy świetny pomysł: - Dlaczego nie pójdziesz do sterowni i nie opowiesz go Tenel Ka? Doskonale wiedziała, e ich najlepsza przyjaciółka rzadko się uśmiecha, a niemal nigdy nie śmieje się z dowcipów Jacena, mimo i chłopiec niemal codziennie opowiada jakiś, pragnąc ujrzeć na jej twarzy chocia cień uśmiechu. - Chcę, ebyś ty była moją doświadczalną słuchaczką - odparł Jacen. - Później wypróbuję ten dowcip na Lowbacce... o ile go odnajdę. Wiesz, mimo i jest Wookiem, ma całkiem niezłe poczucie humoru. - Powinieneś znaleźć go bez trudu - oświadczyła Jaina. - „Sokół” nie jest a taki du y, a mo esz być pewien, e przesiaduje w pobli u jakiegoś komputera. - Hej, chcesz tylko odwrócić moją uwagę, ebym nie opowiedział tego dowcipu - obruszył się Jacen. - Jesteś gotowa? Jaina głęboko westchnęła. - No dobrze, co to za dowcip? - zapytała. - Posłuchaj: Jak długo sypia wujek Luke? Jaina zmarszczyła brwi i popatrzyła na brata.

- Tu mnie masz - powiedziała. - Nie wiem. - Jedną noc Jedi. - Dumny z siebie Jacen wybuchnął głośnym śmiechem. Jaina pozwoliła, by z jej piersi wydarł się melodramatyczny jęk. - Nie sądzę, by roześmiał się z tego nawet Wookie - oświadczyła. Jacen sprawiał wra enie zbitego z tropu. - Myślałem, e to najlepszy dowcip, jaki kiedykolwiek opowiedziałem - stwierdził. - Sam go wymyśliłem. Nagle jego twarz rozjaśniła się w uśmiechu. - Hej, ciekaw jestem, czy na Coruscant spotkamy jeszcze Zekka! - powiedział. - On zawsze śmieje się z moich dowcipów. Jaina uśmiechnęła się na wspomnienie przyjaciela, bezdomnego urwisa, który został przygarnięty przez starego Peckhuma zaopatrującego akademię Jedi w ywność i sprzęt. Zekk był o kilka łat starszy od bliźniąt, ale udowodnił, e potrafi być przedsiębiorczy, mimo i nie miał szczęścia w dotychczasowym yciu. Jaina mogła całymi godzinami siedzieć i słuchać, jak Zekk opowiada o swoim dzieciństwie. Urodził się na Ennth. Kiedy jego kolonię spustoszył kataklizm, uciekł pierwszym transportowcem, jaki przyleciał tam z zapasami ywności dla kolonistów. Jaina nie potrafiła nie podziwiać samodzielności Zekka. Nigdy w yciu nie zrobił niczego, chyba e sam tego pragnął. Prawdę mówiąc, kiedy kapitan statku ratowniczego oświadczył, e Mekk powinien trafić do sierocińca albo domu zastępczego, przy pierwszej okazji uciekł z jego statku i przedostał się na pokład innego transportowca. Później latał od jednej planety do drugiej, czasami pracując jako chłopiec okrętowy, innym razem podró ując jako pasa er na gapę. Pewnego dnia spotkał jednak starego Peckhuma, który właśnie wracał na Coruscant. Chocia obaj byli samotni i niezale ni, polubili się, a nawet zaprzyjaźnili. Od tego czasu mieszkali razem. - Masz rację, mo e Zekk roześmiałby się z tego dowcipu -przyznała w końcu Jaina. - On ma czasami dziwaczne poczucie humoru. Bliźnięta pozostawiały daleko za sobą znajdującą się na Yavinie Cztery akademię Jedi. Spoglądając w milczeniu przez iluminator dostrzegły, jak ogniki odległych gwiazd zamieniają się w świetliste linie. „Sokół Tysiąclecia” znalazł się w nadprzestrzeni i podą ał w stronę Coruscant. Do domu. Jacen siedział przy stoliku z holograficznymi szachami i przyglądał się ustawieniu figur na planszy. Przetrząsał mózg w poszukiwaniu strategii, która pozwoliłaby mu najlepiej

zareagować na ostatni gambit Lowiego. - Twoja kolej - odezwała się półgłosem Tenel Ka, jak zawsze rzeczowo. Jacen miał nadzieję, e zdoła wygrać jedną czy dwie partie, choćby po to, eby wywrzeć dobre wra enie na swojej kole ance. Nie potrafił jednak skupić myśli, kiedy raz po raz spoglądał na Tenel Ka, siedzącą obok niego. Dziewczyna, odziana w tunikę z jaszczurczej skóry, skrzy owała na piersi obna one ręce i uwa nie przyglądała się wszystkim posunięciom. Za ka dym razem, kiedy poruszała się albo coś mówiła, złocistorude włosy, zaplecione w mnóstwo warkoczyków, wirowały za jej głową jak w szaleńczym tańcu. Jaina stała za plecami Lowiego, który siedział po przeciwnej stronie stolika, ustawionego w świetlicy „Sokoła”. Nieustannie szeptała, wymieniając z młodym Wookiem uwagi, wskazując to na jedną holograficzną figurę, to na drugą. Niewielkie dr ące wizerunki, widoczne na polach szachownicy, zdawały się niecierpliwie czekać na następny ruch Jacena. Chłopiec czuł, e nad górną wargą i na czole zaczynają się zbierać kropelki potu. Nie liczył na to, e będzie miał jakąś szansę w pojedynku z takim geniuszem komputerowym, jakim był Lowie... tym bardziej e młodemu Wookiemu pomagała Jaina. - Powinniśmy wyskoczyć z nadprzestrzeni mniej więcej za pięć standardowych minut - odezwał się. Han Solo ze sterowni. - Jesteście gotowe, dzieciaki? -Hej, tato, czy mo emy sobie postrzelać? - zawołał Jacen, zrywając się na równe nogi. Ucieszył się, e nie musi kończyć gry. Nareszcie coś, w czym jest dobry! Chłopiec uwielbiał zabawę, którą kiedyś wymyślił ojciec dla niego i dla siostry. Ilekroć wracali „Sokołem Tysiąclecia” na Coruscant, Han pozwalał, by bliźnięta zajmowały miejsca na fotelach artylerzystów obu działek. Gdy zbli ali się do planety, Jacen i Jaina zaczynali przepatrywać przestworza. Szukali zaśmiecających je kawałków metalu i szczątków, pozostałych po kosmicznych bitwach, jakie przed laty toczono nad Coruscant, podczas wojny z Imperium. - Nigdy nie znajdujemy tylu śmieci, eby wystarczyło dla nas obojga - poskar yła się Jaina. - Ach, tak? - zapytał Jacen, obdarzając siostrę najbardziej wyzywającym uśmiechem, na jaki potrafił się zdobyć. - Martwisz się, bo ostatnio ja trafiłem w jakąś bryłę, a tobie się nie udało. Jestem pewien, e nie zabraknie szczątków ani dla mnie, ani dla ciebie. Mam przeczucie, e dzisiaj oboje sobie postrzelamy. - Wzruszył ramionami. - Rzecz jasna, je eli nie czujesz się na siłach... Oczy Jainy zamieniły się w szparki na znak, e dziewczyna podjęła wyzwanie. Jeden kącik jej ust zadr ał w lekkim uśmiechu.

- No to na co jeszcze czekamy? - zapytała. W następnej chwili odwróciła się i pobiegła do wie yczki najbli szego działka, nie czekając, a jej brat pospieszy do drugiego. Tenel Ka postanowiła towarzyszyć Jacenowi, a Lowie, jak zawsze uczynny, puścił się długimi susami za Jaina. Wszyscy czworo pozostawili za sobą stolik z szachownicą i świetlistymi figurkami holograficznych potworów, które przycupnęły na polach, jakby czekając na następny ruch któregoś gracza. Jacen znalazł się w wie yczce dolnego działka i usiadł na fotelu artylerzysty, przystosowanym do rozmiarów ciała dorosłej osoby. Zapiął sprzączki ochronnych pasów i pochylił się do przodu, eby sięgnąć po dźwignię mechanizmu spustowego. Tenel Ka zajęła miejsce u boku chłopca. Jej granitowoszare oczy zwęziły się, jakby nie chciały widzieć niczego oprócz śmiercionośnej broni. - Obserwuj ten ekran - odezwał się Jacen. - W przestworzach nie brakuje śmieci, ale przewa nie są to małe bryłki. - Mimo i są takie małe, stanowią powa nie zagro enie dla nadlatujących statków - powiedziała Tenel Ka. - To jest fakt - przyznał Jacen i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Właśnie posłu ył się zdaniem, jakie często słyszał z ust swojej kole anki. - Dlatego niszczymy je, ilekroć mamy okazję. Od strony drugiej wie yczki dobiegły nagle odgłosy radosnej kanonady na dowód, e Jaina zaczęła strzelać ze swojego czterolufowego działka. Po chwili rozległ się donośny ryk Wookiego zachęcającego dziewczynę. - Hej, jakim cudem udało się jej tak szybko coś namierzyć? - zapytał zdumiony Jacen. - Spójrz na swój celownik - zauwa yła Tenel Ka, pokazując świetliste linie na ekranie. - Och! - wykrzyknął Jacen. - Ja tak e mógłbym strzelać... gdybym nie odrywał spojrzenia od ekranu. Obrócił wszystkie cztery lufy w ten sposób, by skierowały się ku wybranemu punktowi, a potem obserwował, jak krzy celowniczy na ekranie coraz bardziej się przybli a. Mo liwe, e wyśledził kawałek płyty poszycia kadłuba starego gwiezdnego niszczyciela, a mo e pustą kapsułę towarową, porzuconą w przestworzach przez jakiegoś przemytnika, który musiał ratować się ucieczką. Jacen uchwycił obiekt w środek krzy a... - Cel namierzony - oznajmiła Tenel Ka. - Uwaga... Strzelaj! Jacen zareagował niemal odruchowo i nacisnął guzik spustowy. Ze wszystkich czterech luf wystrzeliły skupione wiązki światła. Dotarły do celu i zamieniły bryłkę metalu w

chmurę ognistych cząstek. - Hurra! Trafiłem! - wrzasnął Jacen. Podobny radosny okrzyk doleciał od strony wie yczki górnego działka. - Wygląda na to, e Jaina tak e trafiła swój kawałek złomu -stwierdziła Tenel Ka. - Tylko nie rozpędzajcie się za bardzo! - krzyknął na wpół artobliwie Han Solo ze sterowni. Jego drugi pilot, Chewbacca, zaryczał, zgadzając się z tą uwagą. - Staramy się tylko, eby mo na było bezpiecznie latać po galaktyce, tato! - odkrzyknął Jacen. - Na razie mamy remis - oznajmiła Jaina. - Powinniśmy mieć szansę jeszcze jednego strzału. Zgadzasz się, tato? - Wy, bliźnięta, zawsze remisujecie - odparł Han. - Gdybym pozwolił wam strzelać tak długo, a jedno trafi, a drugie nie, musiałbym okrą ać ten system gwiezdny przez całe lata. Wracajcie do sterowni. Ju prawie jesteśmy w domu. Kiedy „Sokół Tysiąclecia” łagodnie osiadł na płaskim dachu jakiegoś wie owca, Lowbacca rozpiął pasy ochronnej sieci i jęknął. Lądowanie na Coruscant przebiegło bez zakłóceń, a on spędzał wolny czas, optymalizując parametry pokładowych komputerów, ale bardzo pragnął znów oddychać świe ym powietrzem. Nie przeszkadzało mu nawet to, i było to powietrze wielkiego miasta, przesycone mnóstwem ró nych woni, pod warunkiem, e mógł ponownie przebywać na dostatecznie du ej wysokości. Zanim zdą ył dojść do wysuniętej rampy, Jacen i Jaina tak e odpięli pasy i wyplątali się ze swoich sieci. Bliźnięta minęły go w otwartym włazie i zbiegły po rampie, pragnąc jak najszybciej znaleźć się w wyciągniętych ramionach matki. Leia Organa Solo, przywódczyni Nowej Republiki, stała na płycie lądowiska w towarzystwie młodszego syna, Anakina, i złocistego androida protokolarnego, Threepia. Lowie upewnił się, czyjego zminiaturyzowany android-tłumacz, Em Teedee, jest dokładnie przypięty do plecionego pasa, po czym tak e zszedł po rampie. Z niejaką zazdrością przyglądał się radosnej scenie powitania, rozgrywającej się przed jego oczami. Ciemnowłosy Anakin uwijał się wokół Jacena i Jainy. Kierując na starsze rodzeństwo jasnobłękitne oczy, zasypywał bliźnięta pytaniami. Leia spoglądała na wszystkie dzieci z macierzyńską miłością i dumą. Czasami kręciła głową, a wówczas dr ały jej długie brązowe włosy, uło one w kunsztowne, piękne pukle. Kiedy Han Solo zszedł po rampie i dołączył do pozostałych członków rodziny, radosnym pocałunkom, uściskom, poklepywaniom po plecach i wichrzeniu włosów wprost nie było końca.

Lowie tęsknił do rodziny, którą pozostawił na Kashyyyku. - Dziękujemy, mamo, e pozwoliłaś nam przylecieć z przyjaciółmi - odezwała się Jaina. - Wasi przyjaciele są zawsze mile widzianymi gośćmi - odparła Leia. Powitała Lowiego ciepłym uśmiechem. Potem, zwróciwszy się w stronę Tenel Ka, która zeszła po rampie zaraz za Wookiem, lekko kiwnęła głową. - Jesteśmy waszą wizytą bardzo zaszczyceni. Proszę, zechciejcie się czuć w tym pałacu jak u siebie w domu. Chocia Lowie nie odezwał się ani słowem, Em Teedee, przyczepiony do jego pasa, zapiszczał z zachwytu. - Ach, See-Threepio! - powiedział. - Mój odpowiednik, mój poprzednik, mój... mentor! Muszę przekazać ci tyle nowych informacji. Z pewnością będziesz przera ony, kiedy opowiem ci o niektórych przygodach, jakie prze yłem od chwili, kiedy Chewbacca po raz pierwszy uruchomił mnie w akademii Jedi... - Z całą pewnością! - odezwał się Threepio. - Miło cię znowu widzieć, Em Teedee. Wątpię jednak, czy twoje prze ycia dadzą się porównać z powa nymi dyplomatycznymi obowiązkami, której a muszę pełnić na Coruscant. Nigdy byś nie uwierzył, jak bardzo dra liwi potrafią być niektórzy ambasadorzy z odległych światów. Lowie przewrócił wielkimi oczami, charakteryzującymi Wookiech, kiedy usłyszał, e oba androidy wdały się w dłu szą dyskusję, wymieniając uwagi niemal identycznymi głosami. Chewbacca, który właśnie zakończył wszystkie procedury, związane z lądowaniem „Sokoła”, zaczął schodzić po rampie. W tej samej chwili Lowie odczepił Em Teedee od pasa i podał miniaturowe urządzenie See-Threepiowi, tak by oba androidy mogły chocia przez chwilę wyglądać jak „rodzina”. Kiedy Lowie pomyślał o rodzimym Kashyyyku, rodzicach i młodszej siostrze, cicho westchnął. Jego wuj musiał jednak to usłyszeć, gdy poło ył wielką dłoń na włochatym ramieniu siostrzeńca. Mo liwe, e Chewbacca wyczuł, i Lowie tęskni za domem. Posługując się mową Wookiech, natychmiast zaczął opisywać komnatę, którą wybrał dla siostrzeńca, znajdującą się na najwy szym piętrze Pałacu Imperialnego. I chocia Lowie nie mógł widzieć koron drzew z okna swojej nowej sypialni, Chewbacca zapewnił go, e wysokość, na jakiej została urządzona, zapiera dech w piersi, dzięki czemu powinna zapewnić mu bezpieczeństwo i wygodę. Chewie postarał się tak e, by komnatę udekorowano drzewami i bujną zieloną roślinnością stanowiącą poszycie, a tak e zaopatrzono w hamaki. - Co prawda, nie będziesz się czuł jak w domu - powiedział Chewbacca - ale to wspaniałe mieszkanie na czas wakacji.

Tenel Ka rozglądała się po przestronnej komnacie, którą wybrała dla niej Leia Organa Solo. Wszystkie meble były kunsztownie rzeźbione, a zasłony, firanki i narzuta na łó ko sporządzone z wykwintnych materiałów. Materac sprawiał wra enie wygodnego i miękkiego. Wszystko to przypominało dziewczynie widok jej komnaty w Pałacu Fontann na Hapes. Tenel Ka zadr ała. Poniewa gromadą gwiezdną Hapes rządził teraz jej ojciec, syn poprzedniej królowej, potę nej władczyni, który poślubił jedną z dathomirskich kobiet, Tenel Ka była hapańską księ niczką. Ukrywała jednak swoje pochodzenie przed wszystkimi przyjaciółmi, z którymi uczyła się w akademii Jedi. Wolała mówić, e jest zwykłą wojowniczką, córką kobiety, urodzonej na niegościnnej Dathomirze. Jej komnata za bardzo przypominała rodzinny pałac królewski na Hapes... a Tenel Ka czuła się niepewnie, otoczona takimi luksusami. - A - powiedziała. - Aha. Podeszła do łó ka, szarpnięciem ściągnęła okrycie, po czym zrzuciła materac na błyszczące kamienne płyty posadzki. Usiadła na nim i zadowolona, kiwnęła głową. Jej sypialnia nie wydawała się ju przytulna i szykowna. Dziewczyna dopiero teraz poczuła się w niej pewnie - komnata wyglądała jak sypialnia prawdziwej, nieustępliwej wojowniczki. To był fakt.

ROZDZIAŁ 2 Jaina usiłowała zasnąć, ale myślała o tym, jak bardzo Coruscant ró ni się od bujnej d ungli porastającej Yavin Cztery. Wielkie miasto, zajmujące niemal całą powierzchnię planety, było bardzo hałaśliwe, a hałas ten słyszało się przez całą dobę. W przeciwieństwie do niewielkiego księ yca, na którym tu przed świtem zapadała niemal zupełna cisza, stolica Nowej Republiki tętniła yciem o ka dej porze dnia i nocy. Kiedy następnego ranka spotkała się w jadalni z Jacenem, zauwa yła, e jej brat tak e ciągle mruga powiekami podkrą onych oczu. Tenel Ka i Lowbacca wstali wcześnie i siedzieli przy stole, zajęci spo ywaniem śniadania. Na widok bliźniąt kiwnęli głowami. Wokół ich stołu uwijał się See-Threepio, złocisty android protokolarny, robiąc wszystko, by posiłek zadowolił dostojnych gości. Lowie jadł parujące, ale na wpół surowe kawałki krwistego mięsa, które nakładał mu android ze złotej tacy o krawędziach kunsztownie ozdobionych splecionymi pętlami. Threepio skorzystał z najlepszej zastawy, u ywanej tylko podczas szczególnych okazji, a podawał wykwintne potrawy, pięknie przyozdobione i uło one. Młody Wookie miał jednak pewne kłopoty z odsuwaniem na boki niewielkich gałązek i delikatnych kwiatów zdobiących potrawy. Tenel Ka posługiwała się małym szpikulcem, na który nadziewała le ące na jej talerzu kawałki owoców. - Ach, dzień dobry, pani Jaino i panie Jacenie - odezwał się Threepio na widok bliźniąt. - Jak to miło, e znów jesteście z nami w domu. Jaina zerknęła na holograficzne okno, zajmujące niemal całą powierzchnię jednej ściany. Przypomniała sobie, e widzi obraz przekazywany ze szczytu jakiejś wie y wzniesionej w innym punkcie miasta. Poniewa matka bliźniąt była przywódczynią Nowej Republiki, prywatne komnaty jej rodziny, znajdujące się na jednym z najni szych pięter Pałacu Imperialnego, nie miały adnych okien. Jaina wiedziała, e w tej chwili wielu dyplomatów i dostojników, mieszkających w innych dzielnicach miasta, spogląda przez swoje fałszywe okna na ten sam hologram. - Dzięki, Threepio - odezwał się Jacen. - My tak e cieszyliśmy się na myśl o tym, e będziemy mogli spędzić wakacje w domu. Wujek Luke uczył nas niesamowitych sztuczek, stosowanych przez rycerzy Jedi, ale prawdę mówiąc, jesteśmy trochę nimi zmęczeni. Android z metalicznym dźwiękiem złączył złociste dłonie. - Jestem tym zachwycony, panie Jacenie - oznajmił. - Chocia mnóstwo czasu zajmuje

mi kształcenie pana Anakina, pozwoliłem sobie na opracowanie programu pańskich zajęć wakacyjnych. Gdyby pańscy goście pragnęli wziąć udział w tych zajęciach, są tak e mile widziani. Och, to byłoby zupełnie jak za dawnych czasów! - Zajęć! - wykrzyknął Jacen, który zdą ył tymczasem opaść na krzesło i właśnie zaczynał pałaszować śniadanie. - Chyba artujesz! - Och, bynajmniej, panie Jacenie - odparł z godnością złocisty android. - Nie mo e pan zaniedbywać nauki. - Przykro nam, Threepio - odezwała się Jaina - ale mamy na dzisiaj inne plany. Zanim android zdą ył wymienić dodatkowe argumenty na poparcie swojego zdania, do komnaty weszła Leia. - Dzień dobry, dzieci - powiedziała. Jaina uśmiechnęła się do matki. Księ niczka Leia wyglądała równie pięknie jak na starym zdjęciu z czasów Rebelii, które jej córka zapamiętała. Od tamtych czasów Leia wzięła na swoje barki wyjątkowo cię kie brzemię. Rozwiązywanie zagmatwanych problemów natury dyplomatycznej zajmowało jej większość ka dego dnia, a czasami tak e nocy, kiedy powinna spać i regenerować siły. - Co dzisiaj robisz, mamo? - zapytała Jaina. Leia westchnęła i przewróciła ciemnobrązowymi oczami w sposób, który Jaina często nieświadomie naśladowała. - Mam spotkanie z przedstawicielami ludu Drzewnych Wyjców z Bakony... - zaczęła. - Mówią strasznie dziwnym językiem, do którego zrozumienia potrzeba całej grupy tłumaczy. Sama dyskusja z nimi zajmie mi cały ranek. - Zamknęła oczy i uniosła ręce, eby potrzeć czubkami palców skronie. - Ich naddźwiękowa mowa przyprawia mnie zawsze o ból głowy! - Głęboko westchnęła i wykrzywiła usta w wymuszonym uśmiechu. - Ale to nale y do moich obowiązków - ciągnęła. - Musimy przecie robić wszystko, by umacniać Nową Republikę. Jej istnieniu zagra aj ą potę ne siły. - To jest fakt - burknęła szorstko Tenel Ka. - Z własnego doświadczenia wiemy, jakie zagro enie stanowi Akademia Ciemnej Strony i Drugie Imperium. Lowie warknął, przyznając jej rację. On tak e pamiętał trudne chwile, jakie razem z bliźniętami spędził na pokładzie imperialnej gwiezdnej stacji, ukrytej za maskującym polem siłowym. - Hej, mam coś, co cię rozweseli, mamo - odezwał się Jacen, sięgając do kieszeni. - Zechciej przyjąć to ode mnie jako prezent. Wyciągnął błyszczący klejnot corusca, który złowił w głębinach gazowego giganta,

Yavina, korzystając z pomocy aparatury, jaką dysponowała orbitalna stacja wydobywcza. Leia spojrzała na niego i zdumiona, kilka razy zamrugała. - Jacenie, to przecie klejnot corusca! Czy to ten sam, który zdobyłeś, kiedy wyprawiłeś się na łowy z Landem Calrissianem? Jacen wzruszył ramionami, ale było widać, e uwaga matki sprawiła mu przyjemność. - Ta-a, i ten sam, za pomocą którego wyciąłem otwór w drzwiach, eby wyrwać się z Akademii Ciemnej Strony. Podoba ci się? Leia nie ukrywała, e jest bardzo wzruszona, ale zamknęła drogocenny kryształ w dłoni syna. - Bardzo cennym prezentem jest dla mnie ju sam fakt, e zechciałeś mi go podarować - oświadczyła. - Prawdę mówiąc, nie potrzebuję więcej klejnotów ani skarbów. Chciałabym, ebyś ty go zatrzymał i zastanowił się, do czego mo na go wykorzystać. Z pewnością coś wymyślisz. Jacen zarumienił się, nie potrafiąc ukryć zakłopotania, a po chwili, kiedy matka objęła go i ucałowała, zaczerwienił się jeszcze bardziej. Nagle do salonu wpadł Han Solo, wykąpany i rozbudzony. - A zatem, dzieciaki, co chcecie dzisiaj robić? - zapytał. Jaina podbiegła i uściskała ojca. - Cześć, tato! - odparła. - Chcemy spędzić trochę czasu z naszym przyjacielem, Zekkiem. Dawno go nie widzieliśmy. - Z tym niechlujnie wyglądającym kilkunastoletnim poszukiwaczem szmelcu i złomu? - zapytał Han, lekko się uśmiechając. - On wcale nie wygląda niechlujnie - oburzyła się Jaina, ale bez większego przekonania. . - Hej, przecie artowałem - powiedział Han. - Tylko uwa ajcie, ebyście nie wpadli w jakieś tarapaty - odezwała się Leia. - Tarapaty? - powtórzył Jacen, przewracając oczami i robiąc zdziwioną minę. - Kto, my? Leia kiwnęła głową. - Pamiętaj cię, e jutro wieczorem wydajemy specjalny bankiet dla uczczenia grupy dyplomatów. Nie chcę, ebyście byli wówczas pod opieką medycznego androida z powodu skręcenia kostki czy czegoś jeszcze gorszego. Threepio, który właśnie usiłował nakłonić ciemnowłosego Anakina, eby przeszedł do innego, cichszego pokoju, zdecydował się wtrącić do rozmowy.

- Naprawdę, pani Leio, wolałbym, eby pozwoliła mi pani zatrzymać ich tutaj, tak by mogli się uczyć. To byłoby o wiele bezpieczniejsze. Anakin sprawiał wra enie przygnębionego faktem, e nie będzie mógł się wyprawić ze starszym bratem i siostrą. - No có , nie musisz się martwić o ich bezpieczeństwo, mój sumienny kolego - odezwał się Em Teedee, przyczepiony do pasa Lowbaccy. - Osobiście dopilnuję, eby zachowali jak najdalej posuniętą ostro ność. Mo esz na mnie polegać. Lowbacca burknął coś, co miało stanowić komentarz do tej wypowiedzi, ale Jaina nie sądziła, eby młody Wookie zgadzał się ze zdaniem miniaturowego androida-tłumacza. Jaina, Lowbacca, Tenel Ka i Jacen stali obok siebie w jednym z gwarnych ośrodków informacji turystycznej Coruscant, który był pomostem wystającym z boku majestatycznego pałacu w kształcie piramidy. Na planetę, będącą stolicą Nowej Republiki, przybywały z całej galaktyki niezliczone rzesze dyplomatów i turystów. Wszyscy chcieli wydać swoje kredyty na zwiedzanie pałaców i muzeów, a tak e oglądanie dziwnych rzeźb i budowli, wzniesionych w zamierzchłych czasach przez artystów nale ących do rasy obcych istot. Obok ośrodka przeleciał kanciasty android-informator, unosząc się na repulsorach i entuzjastycznie paplając coś metalicznym głosem. Radośnie wymieniał wszystkie wspaniałe widoki, które warto było obejrzeć, jak równie zachwalał jadłodajnie i restauracje, gdzie podawano posiłki dla istot o rozmaitych metabolizmach. Informował o wycieczkach, organizowanych z myślą o przybyszach z ró nych planet, mówiących odmiennymi językami i oddychających mieszankami przedziwnych gazów. Jaina niespokojnie się rozglądała, obserwując tłumy istot i automatów spieszących we wszystkie strony. Widziała ambasadorów w białych szatach, pracowite androidy, a tak e egzotyczne stworzenia przywiązane smyczami do innych egzotycznych stworzeń. Nie potrafiłaby powiedzieć, które były inteligentnymi istotami, a które ich domowymi ulubieńcami. - Gdzie on się podziewa? - odezwał siew pewnej chwili Jacen. Z rozwichrzonymi włosami i zaró owionymi policzkami przyglądał się tłumom, wypatrując pośród nich znajomej twarzy. Czworo młodych Jedi stało pod kamienną rzeźbą Chimery. Głośnik, umieszczony w jej paszczy, raz po raz podawał informacje o terminach lądowania ró nych wahadłowców. W pewnej chwili Jaina spojrzała w niebo, ozdobione pierzastymi obłokami, i ujrzała srebrzyste kadłuby statków opuszczających orbitę i kierujących się ku ró nym lądowiskom. Dla zabicia

czasu usiłowała rozpoznać typy lądujących maszyn, ale przez cały czas zastanawiała się, dlaczego ich przyjaciel, Zekk, tak się spóźnia. Ponownie zerknęła na chronometr i upewniła się, e upłynęły zaledwie dwie standardowe minuty od wyznaczonego terminu spotkania. A zatem po prostu nie mogła się doczekać, kiedy znów zobaczy przyjaciela. Nagle z posągu Chimery, pod którym stali, tu przed Jaina zeskoczył jakiś chłopak - szczupły kilkunastolatek o długich, sięgających do ramion włosach, których barwę mo na byłoby określić jako trochę jaśniejszą ni czarna. Na jego pociągłej twarzy malował się szeroki uśmiech, a w zielonych oczach, szeroko otwartych z radości, było widać ciemniejsze pierścienie otaczające szmaragdowe tęczówki. - Cześć, dzieciaki! Zaskoczona Jaina gwałtownie chwyciła powietrze, ale Tenel Ka zareagowała z oszałamiającą szybkością. Młoda wojowniczka z Dathomiry w ułamku sekundy wyciągnęła cienką wytrzymałą linkę i zarzuciła pętlę na ramiona chłopca, po czym pociągnęła za drugi koniec. - Hej! - krzyknął chłopak. - Czy w ten sposób rycerze Jedi witają wszystkich ludzi? Jacen się roześmiał i klepnął kole ankę po ramieniu. - To było dobre! - powiedział. - Tenel Ka, poznaj naszego przyjaciela, Zekka. Tenel Ka mrugnęła oczami. - To prawdziwa przyjemność - oznajmiła. Szczupły chłopak zaczął się gimnastykować, chcąc uwolnić się z pętli krępującej jego ciało. - Dla mnie tak e - bąknął niepewnie. - A teraz czy zechciałabyś rozwiązać linkę? Tenel Ka jednym ruchem nadgarstka rozluźniła pętlę. Kiedy Zekk z godnością doprowadzał ubranie do ładu, Jaina przedstawiła mu drugiego przyjaciela młodych Jedi, Wookiego Lowbaccę. Chocia starszy chłopiec nie wyglądał na silnie zbudowanego, był wytrzymały jak blasteroodporny pancerz. Dziewczyna uśmiechnęła się, zerknąwszy na jego twarz. Pomyślała, e mimo smug brudu i kurzu na twarzy Zekk wygląda raczej sympatycznie... ale przecie nie będzie zwracała mu uwagi na to, e pobrudził sobie twarz, prawda? Chłopak, który tymczasem zdą ył dojść do siebie, uniósł brwi i obdarzył młodych Jedi szelmowskim uśmiechem. - Czekałem na was, dzieciaki - powiedział. - Musimy zrobić i obejrzeć mnóstwo rzeczy... a poza tym potrzebuję waszej pomocy, by wyciągnąć jakiś przedmiot. - Dokąd idziemy? - zainteresował się Jacen.

Zekk wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. - Rzecz jasna, tam, dokąd nie powinniśmy - odparł. Jaina tak e się uśmiechnęła. - No to na co jeszcze czekamy? - zapytała. Jacen spoglądał na miasto ciągnące się jak okiem sięgnąć i myślał o wszystkich miejscach, które powinien zobaczyć i zbadać. Coruscant było obecnie siedzibą władz Nowej Republiki, ale przedtem tak e Imperium, a przed nim Starej Republiki. Wysokościowce wyrastały dosłownie w ka dym wolnym miejscu, z upływem stuleci i zmianami kolejnych rządów pnąc się coraz wy ej i wy ej. Najwy sze gmachy piętrzyły się na wysokość kilku kilometrów. Wiele budynków zrujnowano i spalono podczas krwawych walk, toczonych w okresie Rebelii, i dopiero niedawno wzniesiono ponownie za pomocą gigantycznych robotów budowlanych. Najni sze poziomy zajmującego niemal całą powierzchnię planety miasta pozostały jednak cmentarzyskiem gnijących śmieci, szczątków i odpadków, zapomnianych w ciągu niezliczonych stuleci. Wie owce były tak wysokie, e przerwy między nimi wyglądały jak kamienne kaniony. Ich dna ginęły w nieprzeniknionym mroku, gdy nie docierał do nich blask słońca. Wysokościowce połączono za pomocą pomostów, chodników i kładek, rozwieszonych na ró nych poziomach i tworzących gigantyczny labirynt, ale umo liwiających przechodzenie z jednego gmachu do drugiego. Poruszanie się po najni szych czterdziestu czy pięćdziesięciu piętrach było na ogół zabronione. W głąb mrocznych podziemi zapuszczali się, ryzykując ycie, jedynie uchodźcy i wygnańcy. Od czasu do czasu spotykało się tam jednak poszukiwaczy skarbów albo odwa nych łowców, którzy polowali na dzikie bestie ywiące się padliną i odpadkami. Jak tubylec, znający ka de przejście, Zekk wiódł czworo przyjaciół ku najni szym poziomom miasta. Zje d ali ró nymi windami, schodzili rdzewiejącymi metalowymi schodami, a tak e korzystali z tuneli dla pieszych i pomostów, przerzuconych między sąsiednimi budynkami. Uradowany Jacen podą ał za starszym chłopcem. Uwielbiał wyprawy w nieznane miejsca, gdzie w ka dej chwili mógł się natknąć na okazy dziwnych roślin albo zwierząt. Ściany wie owców piętrzyły się jak metalowo-szklane urwiska o pionowych ścianach, oświetlanych coraz słabszą poświatą dochodzącą z góry. W miarę jak Zekk sprowadzał młodych Jedi coraz ni ej, ściany budowli były bardziej szorstkie. Ze szczelin między masywnymi blokami elementów konstrukcyjnych wyrastały kolonie gąbczastych grzybów.

Na wiecznie wilgotnych murach było widać strzępiaste porosty. Niektóre jarzyły się chyba własnym światłem. Lowbacca czuł się niepewnie. Jacen przypomniał sobie, e młody Wookie wychowywał się na Kashyyyku, gdzie najni sze poziomy niebotycznego lasu były wyjątkowo niebezpieczne. Chłopiec słyszał dobiegające z góry wrzaski i skrzeczenie drapie nych skrzydlatych stworzeń... jastrzębionietoperzy yjących chyba tylko na Coruscant. W pewnej chwili poczuł podmuch wiatru, który przyniósł z najni szych poziomów cię ką, duszącą woń gnijących szczątków. Miał wra enie, e zbiera mu się na mdłości, ale mimo to nie poddawał się, tym bardziej e Zekk nie zwracał na te wonie adnej uwagi. Za chłopcami podą ali Tenel Ka, Lowie i Jaina. W pewnej chwili wszyscy przeszli przez kryty pomost łączący dwa wie owce. Wielu transpastalowych płyt sufitu brakowało, a przez oczka rdzewiejącej siatki, którą zostały kiedyś wzmocnione, z cichym świstem wpadały podmuchy wiatru. Jacen zwrócił uwagę na dziwne znaki, wyryte albo namalowane na kamiennych murach. Wydawało mu się, e ka dy znak kryje w sobie nieokreślone zagro enie. Niektóre przypominały mu zakrzywione no e albo groźne paszcze, wypełnione ostrymi kłami, ale najczęściej powtarzającym się znakiem był rysunek równobocznego trójkąta, który otaczał krzy przecinający kilka koncentrycznych okręgów. Jacen miał wra enie, e spogląda na czubek grota strzały, wymierzonej między jego oczy. - Hej, Zekk, co oznacza ten znak? - zapytał, pokazując trójkąt z krzy em celowniczym. Starszy chłopiec zmarszczył brwi, po czym rozejrzał się ukradkiem na boki, jakby chciał się upewnić, e go nikt nie usłyszy. - Oznacza, e musimy zachowywać się bardzo cicho i iść tak szybko, jak mo emy - szepnął..- Nie powinniśmy wchodzić do adnego budynku, ozdobionego tym znakiem. - Dlaczego? - zdziwił się Jacen. - Bo to znak Zagubionych - wyjaśnił Zekk. - Nale ących do młodzie owego gangu dzieciaków, którzy uciekli z domów albo zostali porzuceni przez rodziców, bo sprawiali im za du o kłopotów. Przewa nie same nieprzyjemne typy. - Miejmy nadzieję, e pozostaną zagubieni - zauwa yła Jaina. Zekk uniósł głowę. Było widać, e jest zaniepokojony. Jego czoło przecinała pionowa bruzda. - Mo liwe, e nawet w tej chwili Zagubieni śledzą nasze ruchy, ale jeszcze nigdy mnie nie złapali - powiedział. - To coś w rodzaju gry, w jaką bawię się z nimi.

- Jakim cudem udawało ci się zawsze umknąć przed nimi? - zapytała Jaina. - Po prostu jestem w tym dobry. Jestem doskonałym poszukiwaczem - odparł Zekk tonem przechwałki. - Zapewne nigdy nie będę się uczył, eby zostać rycerzem Jedi, ale radzę sobie, jak mogę, wykorzystując to, co umiem. Myślę, e jestem po prostu spryciarzem. A jednak - ciągnął po chwili - mimo e łączy mnie z nimi coś w rodzaju niepisanej umowy, nie chciałbym niepotrzebnie ryzykować. Zwłaszcza teraz, kiedy przebywam w towarzystwo dzieci przywódczyni Nowej Republiki. - To jest fakt - odezwała się ponuro Tenel Ka. Trzymała dłonie w pobli u pasa z wieloma kieszeniami, gotowa w ka dej chwili wyciągnąć z którejś coś, co posłu yłoby do obrony. Zekk pospiesznie przeprowadził wszystkich czworo zdewastowanym korytarzem o ścianach ozdobionych licznymi znakami gangu. Jacen widział ślady świadczące o niedawnej obecności ludzi: porzucone opakowania po syntetycznej ywności i otwory w obudowach, z których wyrwano ró ne części aparatury albo przyrządy. W końcu znaleźli się na najni szych poziomach. Wszyscy odetchnęli z prawdziwą ulgą, chocia Zekk przyznał, e tak głęboko nawet on bardzo rzadko się zapuszczał. - Myślę, e to jakiś skrót - powiedział. - Potrzebuję waszej pomocy, bo chciałbym zabrać stąd coś wartościowego. -Uniósł ciemne brwi. - Przypuszczam, e będzie wam się to podobało. Zwłaszcza tobie, Jacenie. Zekk zarabiał na ycie, wyciągając z podziemi miasta ró ne cenne przedmioty. Czasami bywały to podzespoły i przyrządy, a kiedy indziej elementy wykonane z drogocennych metali, znalezione w opuszczonych pomieszczeniach. Czasami chłopak odnajdywał zagubione skarby, których poszukiwał na zlecenie właścicieli, a niekiedy wyprawiał się po części zapasowe, umo liwiające naprawę przestarzałej, ale drogocennej aparatury. Najczęściej trafiał jednak na drobiazgi, bardzo chętnie kupowane przez turystów i kolekcjonerów. Miał niezwykłą zdolność wyszukiwania przedmiotów, których inni zbieracze, przetrząsający podziemia w ciągu wielu stuleci, po prostu nie znaleźli. Jakimś cudem wiedział, gdzie szukać, choćby miejsce ukrycia było najmniej prawdopodobne. Schodzili kręconą klatką schodową przylegającą do zewnętrznej ściany jakiegoś gmachu. Cała konstrukcja była porośnięta wilgotnymi mchami czepiającymi się kamiennej ściany, po której nieustannie spływały stru ki wody. Jacen musiał mru yć oczy, eby odnajdywać stopnie. Kiedy w końcu znaleźli się na dole i skręcili za róg, Zekk stanął jak wryty. W niewyraźnej poświacie dochodzącej z bardzo wysoka Jacen ujrzał dziwne szczątki wystające z boku gmachu. Dopiero po kilku chwilach zorientował się, e widzi zrujnowane

elementy konstrukcyjne, obna one durastalowe dźwigary... i kadłub wraku towarowego transportowca. Sądząc po algach, zwieszających się z kadłuba, i koloniach grzybów, rosnących w szczelinach, roztrzaskany statek musiał spoczywać tu od bardzo dawna. - O rany! - zawołał Zekk. - Nawet nie wiedziałem, e tu le y coś takiego! - Puścił się biegiem ku wrakowi i po chwili stanął u stóp uszkodzonej rampy. - Nie do wiary! Nawet nie tknięty ręką adnego poszukiwacza. Widzicie? Znów mam szczęście! - To wahadłowiec Starej Republiki - odezwała się Jaina. - Ma co najmniej siedemdziesiąt lat. Nie u ywa się tych statków od... ju sama nawet nie pamiętam. Co za odkrycie! Kiedy Zekk wspinał się po rampie, by zajrzeć do środka, Tenel Ka i Lowie trzymali trzeszczący kadłub. Ciemnowłosy chłopak zniknął w ładowni, eby sprawdzić, czy nie znajdzie w niej czegoś wartościowego. - Wiele części jest nadal w dobrym stanie - zawołał z wnętrza. - Silniki tak e. No, no, jest tu nawet i pilot! Przypuszczam, e jego zezwolenie na parkowanie jest od dawna niewa ne. Jacen, który tak e wspiął się po rampie, zobaczył szkielet, odziany w łachmany i wcią jeszcze przypięty do fotela w sterowni. - Och, niech pan będzie ostro ny! - zapiszczał Em Teedee ze swojego zwykłego miejsca u pasa Lowiego. - Opuszczone statki mogą być strasznie niebezpieczne... a poza tym mo e pan się pobrudzić. - Czy właśnie to chciałeś nam pokazać, Zekku? - odezwała się Tenel Ka. Młodzieniec się wyprostował, ale przy tej okazji uderzył głową w odkształconą wzdłu nicę biegnącą pod sklepieniem sterowni. - Nie, nie, ten wahadłowiec to coś nowego tak e dla mnie - oznajmił. - Będę musiał przeznaczyć o wiele więcej czasu na badanie tych najni szych poziomów. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Na jego twarzy było widać teraz nowe smugi smaru pochodzące zapewne z przedziału silnikowego, a dłonie miał oblepione brudem wskutek przetrząsania pomieszczeń statku. - Wrócę tu jeszcze kiedyś, ale waszej pomocy potrzebuję do czegoś innego. Chodźmy. Wygramolił się z czeluści wraku i stanąwszy u szczytu rampy, uchwycił przerdzewiałą i obluzowaną poręcz. Popatrzył w prawo i w lewo, jakby obawiał się, e ktoś mo e go zobaczyć, albo chciał zapamiętać, gdzie znajduje się cenne znalezisko. Mo na było odnieść wra enie, e czaszka nieszczęsnego pilota spogląda na niego pustymi oczodołami. - Wygląda mi na to, e naprawdę znasz te podziemia jak własną kieszeń - stwierdził Jacen, kiedy Zekk zszedł po rampie i zaczął prowadzić młodych Jedi w inne miejsce.